A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Legia - Korona 1-2: Koszmar kapitana

Między dwoma ważnymi pucharowymi meczami z Zorią Ługańsk Legii przyszło zmierzyć się w szóstej kolejce Ekstraklasy z Koroną Kielce. W meczu rozegranym na Łazienkowskiej nasza drużyna uległa gościom 1:2. Dla Korony trafili Trytko i Przybyła, bramkę dla Legii zdobył Nikolić.

Mimo perspektywy trudnego rewanżu z Ukraińcami w najbliższy czwartek i łatwych do przewidzenia rotacji w składzie Legii, nasza drużyna była zdecydowanym faworytem starcia z Koroną. Drużyna trenera Marcina Brosza po dobrym początku sezonu zaczęła dołować, a w poprzedniej kolejce gładko uległa u siebie Cracovii 0:3. Niespodziewane jednak to goście wyjechali z Warszawy z kompletem punktów, odnosząc pierwsze zwycięstwo na Łazienkowskiej w historii gier w Ekstraklasie.

Trener Henning Berg postanowił rozpocząć niedzielny mecz następującą jedenastką: Kuciak – Broź, Rzeźniczak, Lewczuk, Brzyski – Ryczkowski, Furman, Duda, Makowski, Saganowski – Nikolić. Personalnych zmian było mniej niż można było się spodziewać, mając w pamięci choćby zeszłoroczne decyzje norweskiego szkoleniowca podejmowane podczas letnich spotkań ligowych  rozgrywanych miedzy pucharowymi dwumeczami. Nasz sztab uznał, że na debiut nie jest jeszcze gotowy Ivan Trickovski, który znalazł się poza meczową osiemnastką. Szkoleniowiec gości Marcin Brosz odpowiedział drużyną w składzie: Małkowski – Gabovs, Malarczyk, Dejmek, Sylwestrzak -  Zając, Jovanović, Cebula, Fertovs, Sierpina – Trytko. Do składu wrócił bohater transferowego zamieszania z drużyną Ipswich w tle, Piotr Malarczyk, na bramce zameldował się doświadczony Zbigniew Małkowski, który zajął miejsce Dariusza Treli. W porównaniu z przegranym 0:3 meczem z Cracovią, w jedenastce Korony pojawili się również skrzydłowi Tomasz Zając i Łukasz Sierpina oraz napastnik Przemysław Trytko.

Goście zaskoczyli Legię już w pierwszej akcji meczu. Legioniści stracili piłkę w środku pola, na prawym skrzydle do strzału doszedł Zając, odbitą piłkę przejął na lewej stronie boiska Sylwestrzak, mocno wstrzelił w pole karne, gdzie Trytko dołożył nogę i pokonał Kuciaka. Przegrywaliśmy 0:1. Legia odpowiedziała rzutem rożnym, po którym w polu karnym gości do strzału głową doszedł Rzeźniczak, ale uderzył wysoko nad bramką. Nieudany początek legionistów podkreśliła też żółta kartka dla Furmana już w 6. minucie meczu. W pierwszych minutach kartki zresztą sypały się na prawo i lewo – wśród gości zobaczyli je Trytko i Zając.

Mecz wyglądał niepokojąco. Legii nie szło konstruowanie akcji. Furman, Duda i Makowski mieli kolosalny problem z opanowaniem środka pola, nie potrafili wymienić celnych podań z Ryczkowskim, Nikoliciem i Saganowskim. Nie działały również nasze stałe fragmenty gry – zwłaszcza rzuty rożne (osiem w pierwszej połowie), spośród których większość frunęła w stronę Rzeźniczaka nabiegającego na długi słupek, na co zawodnicy Korony byli doskonale przygotowani.

Groźniej pod bramką gości zrobiło się dopiero w 26. minucie. Po szybkim wznowieniu gry z autu, w pole karne wpadł Ryczkowski i usiłował podać do Saganowskiego, ale piłka przeszła nad głową naszego napastnika. Dziesięć minut później atak Korony faulem przerwał Furman i mógł mówić o szczęściu, ze nie musiał przedwcześnie opuścić boiska. W 39. minucie po rzucie wolnym Brzyskiego do strzału doszedł Rzeźniczak, ale Małkowski bez większych kłopotów odbił ten strzał. Niezłą akcję zdołaliśmy przeprowadzić jeszcze w 45. minucie meczu, piłkę w pole karne wrzucił Brzyski, do strzału doszedł Duda, ale nie był w stanie skierować piłki w stronę bramki. Do przerwy Legii nie było stać już na nic więcej.

Legia męczyła się w pierwszej połowie meczu. sprawiając wrażenie drużyny grającej wolno, bez polotu i niedokładnie. Na tle naszych zawodników gracze Korony wyglądali bardzo pewnie - byli dobrze ustawieni, szybcy, zdecydowani. Z frustracji i bezradności naszych zawodników brały się wzajemne pretensje do siebie oraz gwizdy na trybunach.

Drugą połowę Legia rozpoczęła z dwiema zmianami w składzie. W miejsce Ryczkowskiego i Saganowskiego na boisku pojawili się Guilherme i Prijović. Guilherme zajął miejsce na prawym skrzydle, a Nikolić i Prijović mieli wymieniać się pozycjami na lewym skrzydle i w ataku. W pierwszej minucie po przerwie Duda w tempo podał do wbiegającego w pole karne Brozia, ten dośrodkował do Prijovicia, który usiłował skierować piłkę w stronę bramki piętą, jednak nie była to próba skuteczna. Legia nacierała od pierwszych minut po wznowieniu gry. Wiele ożywienia wnieśli zmiennicy, których pojawienie się zdecydowanie poprawiło płynność naszej gry. Korona mogła jednak skontrować nasz zespół w 52. minucie, wychodząc z kontrą w przewadze liczebnej. Na szczęście Zając pogubił się w ostatniej fazie i wracający Guilherme 'skasował' ten atak. W 57. minucie Nikolić wpadł w pole karne po podaniu od Guilherme i padł po starciu z Małkowskim. Po chwili wahania sędzia Lasyk podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Nikolić i pewnym strzałem zdobył swojego siódmego gola w tym sezonie. Było 1:1. Trzy minuty później po wrzutce Brzyskiego do strzału w polu karnym doszedł Guilherme. Brazylijczyk efektownie złożył się do strzału, ale nie zdołał celnie uderzyć na bramkę Małkowskiego. W 63. w drużynie Korony pojawił się Aankour, który zmienił Cebulę. W tej samej minucie do strzału głową doszedł w polu karnym Prijović, ale strzał był zbyt lekki. Szkoleniowcy zaordynowali kolejne zmiany. W Koronie Przybyła pojawił się na boisku w miejsce Trytki, w Legii Jodłowiec zamiast Makowskiego.

Legia kontynuowała natarcie, ale brakowało czystych okazji strzeleckich. W defensywie Korony pierwsze skrzypce grał w tej fazie meczu Malarczyk, który najpierw odważną interwencją powstrzymał na linii pola karnego Nikolicia, a za kilka minut zablokował ciałem uderzenie Guilherme. W 72. minucie w polu karnym piłkę otrzymał Prijović, ale Sylwestrzak zablokował strzał. Goście odgryźli się dopiero w 80. minucie, kiedy po rzucie rożnym blisko szczęścia był Dejmek. W 83. minucie Prijović zgrał w polu karnym piłkę głową do Nikolicia, ten uderzył z półobrotu, ale bardzo niecelnie. Pięć minut przed końcem meczu wreszcie efektowną akcją popisał się Duda, ale jego podanie w pole karne nie znalazło adresata. W 90. minucie klasę pokazał Kuciak. Fatalną stratę zaliczył Guilherme, w pole karne wpadł Sierpina, ale Kuciak dobrze interweniował. Legia wyprowadziła szybką kontrę, po której bramkę mogli zdobyć kolejno Nikolić i Prijović, ale żaden z nich nie zdołał oddać soczystego uderzenia na bramkę Małkowskiego i skończyło się tylko na rzucie rożnym. Losy meczu rozstrzygnęły się w ostatniej minucie doliczonego czasu gry. Koszmarny błąd popełnił Rzeźniczak, który stracił piłkę na rzecz Przybyły przy próbie ryzykownego dryblingu w narożniku boiska. Przybyła podprowadził piłkę w stronę bramki Legii i zdobył zwycięskiego gola dla Korony.

Legia przespała pierwszą część meczu i to była jedna z przyczyn naszej porażki. W drugiej połowie za wszelką cenę próbowaliśmy doprowadzić do odwrócenia losów meczu, ale nie radziliśmy sobie w ataku pozycyjnym, zawodziło tzw. ostatnie podanie i skuteczność. W końcówce nie uszanowaliśmy remisu, grając niecierpliwie i niefrasobliwie popełniliśmy dwa karygodne błędy indywidualne pod bramką Kuciaka, z których jeden zakończył się decydującym golem dla gości. Trudno wyobrazić sobie gorzej rozpisany meczowy scenariusz niż ten, który obserwowaliśmy w niedzielny wieczór.

Po znakomitym początku sezonu, Legia niestety zupełnie przestała radzić sobie w lidze. W trzech meczach zdobyliśmy zaledwie jeden punkt, tyle samo ile Lech Poznań. Zapewne nie ma w tym przypadku, bo przecież łatwo znaleźć element łączący w tym momencie Lecha i Legię, a różniący te zespoły od reszty ligowej stawki. Tylko czy takie wyjaśnienie kogokolwiek satysfakcjonuje?

Dyskusja (15)
1niedziela, 23, sierpień 2015 20:56
corazstarszy
Sprawiedliwości stało się zadość. Mecz tak się ułożył, że Korona go kontrolowała, robiła to dobrze (szczelny autobus), ataki Legii istniały, cytując klasyka, ‘tylko w teorii’, od przypadku do przypadku.
Może mało dokładnie oglądałem powtórki, ale karny, jeśli był, to z gatunku tzw. ‘miękkich’, bardzo miękkich. Wydaje mi się, że nie było kontaktu bramkarza z napastnikiem.
Widać, że decyzja Lecha o niesprowadzaniu Nikolicia nie była bezpodstawna. W tłoku, vide w ataku pozycyjnym, facet na ogół bywa bezradny, a stały element repertuaru to symulka. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, aby był w stanie, ba, aby mu nawet przyszło do głowy, powtórzyć manewr Koseckiego z meczu z Widzewem 1-0 z jesieni 2012.
Guilherme jest irytujący w fazie wykończenia. Chce wbić bramkę stosując nieprzyswojone techniki – jakieś powietrzne nożyce, albo strzał po prowadzeniu piłki sprzed pola karnego. Powinien zostać skarcony przez Berga. Już w Kijowie dowiódł, że nie potrafi. Nie musi więcej dowodzić.
Mam nadzieję, że Zoria wyeliminuje Legię. Nie interesują mnie finanse. Niech sprzedadzą kogo tam mają sprzedać (Dudę, please), aby domknąć i tak nieefektywnie wydatkowany budżet. Widać, że nie ma mowy o efektywnej grze na dwóch frontach. Trzeba wybierać. No więc ja wybieram: ligę. Wolę, aby Legia próbowała przynajmniej zrealizować zapowiedzi (oby nie takie jak sprzed SP) o walce o MP i nie grała w ogóle w Europie, niż żeby być może brylowała w fazie grupowej LE, a w kraju była pośmiewiskiem i jedną z gorszych drużyn ligowych.
Rozplakatować to ‘Gotowi do Walki’ z Rzeźniczakiem po mieście i po internecie. Niezła ironia wyjdzie. Drugi raz w krótkim czasie mu odbiło (poprzednio z Wisłą). Teraz będzie tworzył historię Termaliki, czy co? To jest ta ‘walka’? Jeszcze Dudę mu domalować na plakacie. Następny do ‘walki’.
6 meczów – 10 punktów. To na koniec rundy zasadniczej jakieś 50. Coś a la pierwszy sezon Skorży: 11 porażek, 15 zwycięstw, 4 remisy. Wówczas było 3 miejsce i wielokrotnie megawstyd z 0-3 i 0-4. Akurat coś na 100-lecie.
Ten pokijowski postulat o dwóch trenerach: Bergu do pucharów, Urbanie do ligi – całkiem, całkiem. ŁKS, zdaje się w 1998, zdobył MP systemem dwutrenerskim: na ławce wymieniali się trenerzy Marek Dziuba i Ryszard Polak.
2niedziela, 23, sierpień 2015 21:14
Dzynek
Łagodniej jak "przespała" chyba nie dało się tego podsumować, Jeszcze piłkarze gotowi pomyśleć, że ominęła ich krytyka.

Na tym etapie rozgrywek nie martwi mnie porażka. Już wiele razy pisałem ,że do momentu zapewnienia sobie awansu do fazy grupowej Ligi Europy mogą nawet przegrać wszystkie ligowe starcia. Byle dostać się na europejskie salony. Od tego zależy rozwój klubu. Zmiana priorytetów skazałby nas na wyprzedaż piłkarzy i sportową stagnację. I z tego zdaje sobie sprawę Berg desygnując taki, pół rezerwowy skład. I pretensji o to do niego nie mam. Maksymalizuje szanse drużyny.
Najwyżej mogę mu zarzucić, 2 rzeczy: że za mało rotuje, wystawia piłkarzy nie na swoich nominalnych pozycjach. Już dawno wszyscy wiemy, że z Ryczkowskiego nie będzie skrzydłowego, a z Saganowskiego strzelca goli, zaś nominalny skrzydłowy (Bartczak, Dyego) grzeje ławę całe spotkanie. Rzeźniczak, Furman i Brzyski za często grają, co już zaczyna odbijać się na ich formie. Nawet rotować trzeba z głową, a nie uparcie trzymać się koncepcji, które od wielu miesięcy nie funkcjonują.

Jednak trudno pogodzić się z zachowaniem piłkarzy jak Ryczkowski, Saganowski czy Duda, którzy dostając szansę udowodnienia trenerowi, że myli się w doborze pierwszej jedenastki robią wszystko, że nie zmieniał swoich decyzji. Lista zaniedbań jest zdecydowanie dłuższa niż to Gawin76 napisał. Niechlujstwo w każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła aż biła po oczach. Czasami sobie myślałem, że kary cielesne jak chłosta byłaby adekwatna do zachowania piłkarzy. Nie da się wygrać meczu, jak się stoi i patrzy jak inni grają, jak się niedokładnie podaje, jak przesuwa się akcje tylko do boku lub tyłu nawet nie szukając zagrania do przodu. Ciężko jest coś pokazać jako drużyna jak się tylko o sobie myśli (Duda) nie rozumiejąc ruchu kolegów.
Piłkarze zagrali zatrważająco słabo i nie ma tu ani krzty winy Berga. Czas znowu popatrzeć im na ręce ,bo to co wyczyniają urąga standardom, jakie już widzieliśmy w LE.
3niedziela, 23, sierpień 2015 22:54
Moros
Nad pierwszą połową nie ma się co rozwodzić, bo grając w przodzie Adamem Ryczkowskim i Markiem Saganowskim nic wielkiego zdziałać nie mogliśmy. O wiele większe pretensje można mieć za drugą połowę. W ofensywie, nie licząc Kucharczyka, zagraliśmy w tej części meczu praktycznie wszystkim co mamy najlepsze, a i tak przegraliśmy. Od meczu z Wisłą coś się wyraźnie zacięło. Tak chwalona w pierwszych trzech meczach skuteczność, gdzieś odleciała i nie chce wrócić. Martwi to bo w tym sezonie nie gramy aż tak głębokimi rezerwami jak w roku poprzednim. Do tej pory nie graliśmy też z ligowymi tuzami. Pierwszy taki mecz dopiero za tydzień, a my już mamy na koncie 2 porażki...

Osobną kwestię należałoby poświęcić naszemu kapitanowi. Jego unikanie wybijania piłki w trybuny nawet w bardzo kryzysowych sytuacjach już nie raz wpędziło nas w kłopoty (że wspomnę tylko utratę bramki w Bydgoszczy bodajże w 2013 roku). Wiele razy mnie tym irytował, bo nie rzadko podawał do rywala albo "wsadzał" adresata podania na wielką minę. Dzisiaj doprowadził do straty bramki (choć i Kuciak zachował się dziwnie broniąc słupka, a nie światła bramki). Czy nie może on podpatrzeć chociażby Michała Pazdana i sprawdzić czasami wytrzymałości bandy reklamowej?

Oczywiście trudno odmówić racji Dzynkowi. W tej chwili dla klubu (managemetu i trenera) najważniejsza jest kwalifikacja do rozgrywek grupowych LE. Tak mamy skonstruowany budżet i taki jest model naszego rozwoju. Przede wszystkim kasa "z Europy" aby systematycznie piąć się w górę. Jednakże patrząc na nasze dotychczasowe zestawienia w lidze widać, że daleko nam do szalonych rotacji poprzedniego sezonu, a wyniki mamy nieznacznie ale gorsze.
4poniedziałek, 24, sierpień 2015 00:07
Zbyszek
Trochę ze mnie uszło to złe powietrze i mogę coś skrobnąć jak zwykle obok meczu.
Stare powiedzenie głosi,że klasową drużynę można poznać po tym,że jak nie może meczu wygrać to go chociaż remisuje. Nasza drużyna nawet remisu do końca dowieżć nie potrafiła.
A na rozgrzewce zdarzyło się,że oba zespoły w tym czasie ćwiczyły grę w "dziada".Jak wiadomo wymaga ona niezłych technicznych umiejętności zwłaszcza jeżeli idzie o precyzyjne przyjęcie i podanie piłki.Naszej drużynie to nawet nieżle wychodziło, a Koroniarze kaleczyli tę gierkę na potęgę. Wypadało tę przewagę w umiejętnościach wykazać na boisku. pokazaliśmy, ale gołą zadnią część ciała.

A teraz słów kilka o taktyce.
Jaka ona była każdy widział.A że była nieskuteczna to ją jednak opiszę.Drużyna Legii postanowiła grać bez skrzydeł.rolę skrzydłowych mieli spełniać boczni obrońcy. I jak posiadaliśmy piłkę to poważnym mankamentem był fakt,że pchaliśmy się środkiem, gdzie oni ustawili swoje obronne zasieki i niewiele z naszych ataków wychodziło. Natomiast gdy piłkę traciliśmy to od razu był alarm ,gdyż cofający się obrońcy z musu zostawiali im całe wolne korytarze w bocznych sektorach boiska. Tak też straciliśmy pierwszą bramkę. W środku boiska Duda podał do przeciwnika, ten oddał przed nasze pole karne, piłki nie przejął Makowski, poszło podanie na prawe skrzydło, gdzie Brzyski owszem zdołał z wycieczki powrócić,ale pozycji nie zajął i zagrania przez pole karne nie zablokował, piłka doszła do prawoskrzydłowego , któremu też ledwo co wracający Broż nie zdołał przeszkodzić w zgraniu piły na środek pola karnego , w którym to miejscu jak na planszy obaj nasi środkowi obrońcy ustawienie byli w jednej linii i już. I tak bez sensu graliśmy całą pierwszą połowę. Zaś taktyka naszego zespołu polegała na grze "Kupą mośći panowie. Kupą". Drużyna posiadająca lepiej wyszkolonych graczy stara się swą przewagę wykazać rozszerzając i rozciągając pole gry, a nie wdawać się w przepychanki z silnym fizycznie rywalom ,który nie musi za nami biegać, gdyż my sami do niego przychodzimy.Tym sposobem szkody wyrządzaliśmy sobie, a nie przeciwnikom. W drugiej połowie pomimo zmian organizacja gry pozostała taka sama. Nasza drużyna tylko nieznacznie przyśpieszyła przez co zyskała przewagę pozycyjną i stworzyła parę sytuacji podbramkowych.Przy czym za cholerę nie mogłem pojąć po kiego diabła Furman grał na środku obrony, a Rzeżniczak bardziej z przodu. Czyżby taki był chytry zamysł trenera?. Jeżeli tak w błąd wprowadzał swoich zawodników, Bo rywale mieli takie roszady gdzieś.Kiedyś był taki trener Widzewa, Waligóra się nazywał i on dla zmyłki pozamieniał zawodnikom numery na koszulkach / wtedy jeszcze się grało numeracją od 1 do 11 i do każdej pozycji przypisany był numer/ .Oczywiście zmyliło to jego graczy, którzy nie wiedzieli kto jest kto i mecz z jakimiś słabeuszami przerżnęli,a trener stracił posadę.
Tak to taka chytrość opłacalna wcale nie jest.Wolałbym,aby zamiast tanich chwytów grać normalnie. Tak jak nakazują kanony zachowań graczy realizujących konkretne ustawienie taktyczne.To co grała Legia to taktycznie była żałosna dziecinada.

O ocenach zawodników.
Do obrońców pretensji mieć nie można.Oni jako jedyni nie zawiedli.A przy atakach rywali pozostawieni byli sami sobie.Do tego boczni obrońcy wykonywali dodatkowo robotę za skrzydłowych. Najbardziej mi żal Kuby Rzeżniczaka, który w tym sezonie rozgrywał po raz pierwszy bardzo dobry mecz.Nareszcie był waleczny, wszędobylski, atakujący, blokujący , odbierający, dobrze wprowadzający piłkę do gry, pokazujący się do gry. I to jemu przytrafiło się,że doprowadził do przegrania zremisowanego meczu. Nie potrafię go obwinić. Najbardziej zawiedli ci,którzy powinni z takim rywalem jak Korona decydować o obliczu meczu. A więc Furman, mający kilka odbiorów, ale fatalnie podający i tracący piłki, który dodatkowo w drugiej połowie schował się do obrony, gdzie pożytek z niego był żaden w obliczu tego, że drużyna , aby wygrać musiała atakować, a nie wzmacniać obronę. Kolejny to Saganowski zachowujący się jak by ktoś mu kazał grać, a on ostentacyjnie pokazywał,że sobie tego nie życzy, większość czasu spędził podparty oboma rekami pod boki. Następny to Nikolicz. wpadajacy z piłką czy bez piłki na rywali i uparcie ją tracący, lubujący się w trafianiu piłką zamiast w partnera w blokującego go przeciwnika . Wywalczył co prawda rzut karny i go wykorzystał, ale nieudolności tym nie zmazał. I na koniec rarytas czyli Duda, ani jednego celnego podania w pierwszej połowie, w drugiej zanotował ich trzy.Był wszędzie, tylko nie tam gdzie powinien,aby być przydatny dla drużyny.I co najgorsze to im mniej mu wychodziło tym bardziej chciał wykazać,że to przypadek.Może tak dawać mu szanse poprawy najpierw na bocznym boisku.Młodzi Makowski i Ryczkowski zagrali poprawnie. Przynajmniej się starali, ale niestety , gdy starsi koledzy zawodzili jeszcze nie zdołali wziąć ciężaru gry na swoje barki.
Widać wyrażnie,że klasowych graczy u nas jak na lekarstwo. Nie potrafimy wygrywać umiejętnościami tylko entuzjazmem. A tego wielu w tym meczu zabrakło.

O marnotrawstwie czasu.
Tak sobie patrzałem i z nudów liczyłem zmarnotrawiony przez naszych graczy czas. Głównie przez Brzyskiego i Furmana.Na wykonywanie rzutów rożnych tracili po 2 do 2,5 minut. Z reguły bowiem byli pod drugiej stronie boiska niż ta na której taki rzut miał być wykonany, więc aby sił nie tracić po próżnicy to nie biegali, a szli, rzadziej truchtając, potem poprawianie piłki, podejście i odejście. A rzutów tych było bodaj jedenaście. Rekord pobili kiedy sędzia zarządził wykonanie rzutu rożnego w 65 minucie, a został wykonany w minucie 70 -tej.Najpierw bowiem Brzyski do wykonania poszedł, ale przypomniał sobie,że musi się napić wody, więc poszedł po nią i czas jakiś pił, potem przypomniał sobie,że w to nie jego strona więc zawołał Furmana, który był po drugiej stronie boiska i nim wykonał to piłkę ze trzy razy poprawiał. Podobnie z rzutami wolnymi.Przy nich musieli być koniecznie obaj i przed wykonaniem ustalać, który ma uderzać i jak. Tak to sobie celebrowali. I gdyby jeszcze coś z tego wychodziło. A tu nic, pełne zero.Tak to można się bawić,ale na treningu. To co robili można od biedy zakwalifikować jako kradzież czasu. Tylko komu?Przecież to nasza drużyna przegrywała, a potem remisowała mecz,do którego wygrania była bitym faworytem. Więc kradli czas swojej drużynie.Lekko licząc ukradli go przynajmniej ze 20 minut.
Już nie pytam : co na to trener?. Zapytam tylko czy jeszcze gdzieś jest ?.Bo ręki jego nie widać i nawet jej się już nie wyczuwa.
5poniedziałek, 24, sierpień 2015 00:14
12345
Jak słaby musi być Tričkovski, skoro jako nominalny skrzydłowy nie załapał się do 18 meczowej. Tę słabość potęguje fakt, że na miejsce skrzydłowego w jedenastce zasłużył człowiek legenda, który jako nominalny napastnik rozpoczął drugi rok bez gola w lidze. Tak wiem, atmosfera w szatni, ciężka praca na treningach, walka, zaangażowanie, doświadczenie - szacun, ch.... z wynikami, ważne, że On jest zadowolony, a sam się przecież do składu nie wstawia. Gdybym to ja wybierał, też grałby Sagan zamiast Bartczaka.
Chyba też skłaniam się ku temu, że awans do LE bardziej zaszkodzi niż pomoże. Poprzedni sezon i początek tego nie pozostawia złudzeń. Czy Berg rotuje całymi jedenastkami, połową składu czy gra na koniec cyklu (przed przerwą reprezentacyjną, a po meczu pucharowym) żelazną jedenastką, Legia przegrywa w słabym stylu. Nawet nie mam pretensji do piłkarzy, oni może by chcieli, ale nie są w stanie.
Jak jednak awansujemy do LE, to tym składem do grudnia nie dociągniemy. Żyro i Vrdoljak wypadli do końca roku, dojdą następne kontuzje, kartki, Szwoch też pewnie potrzebuje czasu, nie wiadomo co z Masłowskim, a nie były to filary. W tej chwili brakuje lewego obrońcy, wysokiego stopera, defensywnego pomocnika i skrzydłowego, ale do gry, a nie takiego, który osiągnie przyzwoitą formę pod koniec roku.
Rozumiem, że nie ma pieniędzy, że trzeba spłacać długi, ale też ciągłe wyprzedawanie najlepszych, a zastępowanie ich takimi, którzy są po kontuzjach lub nie grali ostatnie pół roku, na dłuższą metę nie poprawi wyników ani nie zapełni stadionu po porażkach z klubami o budżecie naszego Fan Store.
Nie da się cały czas podcierać dupy szkłem, chcemy odzyskać mistrzostwo, chcemy grać co roku w LE, chcemy zarabiać i sprzedawać z zyskiem? To w drużynie muszą być wartościowi zmiennicy i rywalizacja, tylko tyle i aż tyle.
6poniedziałek, 24, sierpień 2015 02:49
Senator
A mi nie przeszło. W przerwie kiedy Geko odbierał szalik rozmawialiśmy i mówiliśmy szlachectwo do czegoś zobowiązuje. Nie może być tak że drużyna która istnieje tylko dlatego że prezydent Kielc dał po raz nty parę złotych przyjeżdża i wywozi trzy punkty przeprowadzając dwie akcje do kupy. Nie wiem co siedzi w głowach naszych zawodników ale niech sobie jednak raz na zawsze zakonotują, zajebiści to oni nie są. To że zarabiają zajebiście o niczym nie świadczy albo inaczej świadczy o klubie nie o nich. Panowie to przecież jakiś dramat, ilość start ,granie na odpierdziel się musi spotkać się z reakcją właścicieli. Rację ma pan Zbyszek dwóch młodych chciało reszta nie za bardzo.
Mam wrażenie że Duda nie może pogodzić się z myślą, że nie jest ten jedyny najlepszy i to co gra to jakaś humorzasta
karykatura złości.
W czwartek mecz o LE a ja cały w strachu aby nie było następnej kompromitacji.
Jasne Rzeźnik dał ciała po całości ale ja spytam, gdzie była reszta? Ta cała jego zabawa trochę trwała. Przyjął schodził do narożnika, kiwał a powrotu reszty nie było. Stali i patrzyli? Ja pierdziele jutro powinni trenować od 4 do 22 i kary finansowe dla wszystkich bez wyjątku.
7poniedziałek, 24, sierpień 2015 07:08
Pancz
Zwolnić Berga!!!!




Wink Sorry, nie mogłem się powstrzymać.
Wg mnie nie można tego meczu brać na poważnie. Za 3 dni będzie ten najważniejszy mecz i ja się nie dziwię (co nie znaczy, że jestem z tej sytuacji zadowolony), że mecz z Koroną wyglądał jak wyglądał.
8poniedziałek, 24, sierpień 2015 09:09
Baron
@Zbyszek
Widzę, że nie Ty jeden zwróciłeś uwagę na grę na czas ... naszych piłkarzy. Zupełnie tego nie rozumiem tak jak i braku reakcji ławki trenerskiej na to, dla mnie jest to niepojęte.

@Senator

Masz trochę racji, że w ostatniej akcji nikt Rzeźnikowi nie pomógł tyle, że on sam sobie nie pomógł. Obrońca nie powinien się tak zachowywać, miał czas by wybić spokojnie piłkę na aut, tak zrobiłby np. Pazdan. Kuba podjął najgłupszą z możliwych decyzji i po jego błędzie przegraliśmy mecz. Kiedyś już zrobił coś podobnego:
"Kilka chwil potem gospodarze zdołali już zaskoczyć defensywę Legii, lecz stało się to przy sporym udziale Jakuba Rzeźniczaka. Środkowy obrońca stołecznej drużyny w łatwy sposób stracił piłkę na rzecz Gevorgyana, który po ograniu wychodzącego z bramki Skaby, pomimo rozpaczliwego wślizgu Dossy Juniora, skierował futbolówkę do siatki(...)"
W meczu z Wisłą na Ł3 po jego bardzo idiotycznym zagraniu ręką w polu karnym była jedenastka, którą wybronił Kuciak i tym samym uratował mu wtedy tyłek.
Co do straty pierwszej bramki to u góry rozpisał fajnie Zbyszek co i jak, nie mniej przy strzale zawodnika Korony znów zaspał Lewczuk , który nie zablokował strzału piłkarza z Kielc, a miał taką możliwość...

W zeszłym sezonie takimi meczami jak ten z Koroną przegraliśmy MP. W przyszłym roku szykuje się nam piękny jubileusz klubu: 100-lecie, jedyny taki za naszego życia i jeśli znów poprzez grę w pucharach mamy koncertowo przerżnąć sezon w lidze, to ja ich chyba nie chcę lub inaczej potraktujmy je "lajtowo" i jako bonus skupiając się głównie na lidze.
9poniedziałek, 24, sierpień 2015 09:30
Lasica
@Pancz

Ja się jednak dziwię. Nad pierwszą połową nie ma się co rozwodzić, grał częściowo rezerwowy skład, nie dali rady.

Druga zaś - no sorry. Prawie najmocniejsza jedenastka nie jest w stanie Koronie strzelić jednej bramki z akcji??

Co z tego, że ważniejszy jest mecz w czwartek, nie grały same rezerwy, oni mieli zakichany obowiązek ograć Koronę.

Osobny akapit poświęcę Dudzie. To co On wyprawia na boisku to jakiś kryminał. Niech już idzie sobie do tego Interu, bo za kilka tygodni będzie o 80% tańszy.

Rzeźnik i Furman - wyłazi z nich to, że grają od początku praktycznie co mecz. Wychodzi zmęczenie mentalne. Obaj wykazali się skrajną bezmyślnością i myślę, że powinni odpocząć. Nie za karę, ale po to żeby zresetować głowę.
Szkoda niestety, że zmienników brak.

Właściwie po tym meczu mogę wkleić to co napisałem po meczu z Piastem i doskonale by pasowało. Jak my z tą kadrą po awansie do LE wygramy ligę, to to będzie naprawdę ogromny wyczyn. Ten sezon naprawdę może wykończyć nas i Lecha, i mistrz może być przypadkowy.

P.S. Za tydzień mecz z Białymstoku i ja już w typerku na Legię nie postawię Sad
10poniedziałek, 24, sierpień 2015 10:11
Oley
Z perspektywy kanapy, to wyglądało tak, że chłopcy chcieli to wygrać najmniejszym nakładem sił. Zrozumiałe.
Plany pokrzyżowała im szybko stracona bramka.
Straty w środku pola to jest takie piłkarskie abecadło i chociaż łapią się na to najwięksi, to jednak u nas jest to wyjątkową bolączką (Ivica na pewno wie o co chodzi Smile), tak też się stało w przypadku tej bramki- strata w środku pola, szybkie podanie na skrzydło, mocno bita piłka w pole karne... wszyscy widzieliśmy Smile
natomiast pytanie, czemu Rzeźnik, którego ta piłka mijała lecąc do Trytki nawet nie drgnął... jakoś nie chce mi się obwiniać Lewczuka, który szedł za zawodnikiem do końca, tylko właśnie Rzeźnika, który stał jak słup soli, kiedy piłka leciała obok niego...
oczywiście mogę się mylić, ekspertem nie jestem, ale tak to z perspektywy kanapy wyglądało
druga bramka to kryminał... aczkolwiek jestem w stanie wyobrazić sobie, co chciał osiągnąć nasz Kapitan, czyli nie wybić piłki, tylko wrzucić ostatnią lagę na aferę...
może powinien pogadać z naszym drugim środkowym obrońcą, Pazdanem, który nie kalkuluje, nie kombinuje, tylko jak trzeba wypier... piłkę w trybuny, żeby koledzy zdążyli się ustawić, to po prostu to robi (idealnie widać to było w meczu z Zorią). Tak sobie myślę, że Pazdan grał wcześniej raczej w słabszych klubach (bez urazy...) i tak umiejętność wywalenia piłki po to, żeby od nowa ustawić zasieki obronne jest czymś normalnym...
A nam tu Rzeźnik przygwiazdorzył, pomyślał sobie "co to za koleś za mną idzie, przecież jeszcze dwa miesiące temu grał w III lidze" i najnormalniej w świecie gościa olał... to Mu Gość (przez duże "G") pokazał... co to znaczy spryt i waleczność... i niekalkulowanie...

Generalnie Korona postawiła autobus, a nawet dwa... a nasi ofensywni, "kreatywni" piłkarze nie umieli sobie z tym poradzić. Najpierw próbowali w pojedynkę, a potem zbyt koronkowo.
Z części ofensywnej, to jakoś najmniej żalu mam do Zlatana... nie umiem tego logicznie uargumentować, ale miał z nich wszystkich chyba najmniej baboli... Na drugim biegunie jest Duda, który chyba liczył, że wszyscy zawodnicy z drużyny przeciwnej, widząc z jaką gwiazdą się mierzą, z samego podziwu zaczną czołobitnie śpiewać Mu peany, a On wtedy będzie ich spokojnie mijał... żenada.

Jakoś o ten autobus nie umiem się gniewać, bo liczy się efekt końcowy, to nie łyżwiarstwo figurowe... zgodzą się ze mną pewnie wszyscy fani Interu Mediolan, wspominając grę za czasów Mou Smile


OVER
11poniedziałek, 24, sierpień 2015 17:06
Walles
Przed meczem oddałem punkty Koronie spodziewałem się większych korekt w składzie. Wyszliśmy całkiem ciekawym zestawieniem a druga połowa powinna byc rozstrzygnieta zdecydowanie na nasza korzyść. Powodów jest pewnie kilka jednym z głównych jest moim zdaniem (i jak widze nie tylko) gra Dudy. Tutaj pełna zgoda z Lasicą.

Miałem nic wiecej nie pisać ale musze zaprotestować przeciwko stwierdzeniu Zbyszka

Natomiast gdy piłkę traciliśmy to od razu był alarm ,gdyż cofający się obrońcy z musu zostawiali im całe wolne korytarze w bocznych sektorach boiska. Tak też straciliśmy pierwszą bramkę

Moim zdaniem jest to całkowicie błędne spostrzeżenie. Meczu nie zawaliła taktyka tylko poszczególni zawodnicy. Całkowicie nie zgadzam sie także z opisem straty pierwszej bramki. Uważam że boczni obrońcy byli dokładnie tam gdzie powinni. Czwórka w linii na swoich pozycjach
 


W dalszej części akcji pomimo minięcia Brzyskiego nastepuje asekuracja ze strony mlodego Makowskiego i dalej wygląda że wszystko jest pod kontrolą. Dodatkowo Furman przesuwa się w okolice linii pola karnego zabezpieczając przed dograniem piłki do zawodnika Korony


 


Wszytsko zaczyna się sypać w momencie kiedy okazuje się że Ryczkowski nie upilnował "swojego" zawodnika Korony. Powinien być blizej bramki i zabezpieczyc prawą stronę


 


Jedno odpuszczenie przez Ryczkowskiego i mamy efekt motyla. Wszystko sie posypało. Rzeźniczak musiał się przesunąc bliżej prawej strony jego pozycji nie zdążył zając Lewczuk i w efekcie Trytko pozostał bez opieki.


 


Jeden błąd który nie został szybko skorygowany przez środkowych obrońców i w efekcie padła bramka. Wiele pewnie mozna o niej powiedzieć, pewnie inni maja takze swoje uwagi, moze nawet celniejsze niz moje ale jednego jestem pewien. Ta bramka to nie wina taktyki przyjętej na ten mecz tylko błędów zawodników. Tyle

12poniedziałek, 24, sierpień 2015 19:08
gawin76
Błędy zdarzają się najlepszym (vide zagranie Alaby pod nogi Vollanda w sobotnim meczu Bayernu z Hoffenheim), ale odpowiedzialność Kuby Rzeźniczaka za porażkę jest niestety bezsporna, niezależnie od tego czy ktoś podszedł do niego w narożniku czy nie podszedł. Po to trener stawia na niego, rotując skrzydłowymi czy środkiem pomocy, żeby akurat na tej pozycji mieć gwarancję spokoju i doświadczenia. Nie usprawiedliwia go argument, że chciał wyprowadzić jeszcze ostatnią akcję do przodu, bo od początku źle się do tego wyprowadzenia zabrał. Przespał moment, kiedy mógł grać wzdłuż linii prawą nogą, próbował robić zwód do lewej, a Przybyła zabrał mu piłkę jak dziecku lizaka. To nie podwórko (gdzie, nawiasem mówiąc, za takie zagranie zebrałby zdrowy op...dol zamiast klepania po plecach), tylko zawodowa piłka nożna i ostatnia minuta prawdziwego meczu.

A cała bramkowa akcja zaczęła się od naszego rogu ('dwusetnego') i kolejnej beznadziejnej 'zawiesiny' w pole karne.

Co do pierwszej bramki to sporo w tym jednak było przypadku. Walles ma wprawdzie rację co do Ryczkowskiego, ale patrząc na to jak grał cały kwartet (czy wręcz kwintet) skrzydłowych, miałem wrażenie, że jedynym, który się wracał był Guilherme. Sam już nie wiem czy to lenistwo piłkarzy, czy jednak założenia taktyczne, które opierały się na przeświadczeniu, że Korona będzie grała bardzo głęboko, a Brzyski i Broź dadzą radę zamknąć boki.

Ciekawa rzecz, że Brosz w przedmeczowym wywiadzie dla C+ dokładnie nakreślił ofensywną taktykę Korony na mecz, twierdząc, że Legię będzie można skontrować skrzydłami, dlatego ustawił tam szybkich Zająca i Sierpinę. Słowo ciałem...
13wtorek, 25, sierpień 2015 19:42
Walles
@Gawin
Sam już nie wiem czy to lenistwo piłkarzy, czy jednak założenia taktyczne

Gawinie błagam Very Happy Przypomnę "założenia taktyczne" z meczu z Patrykami Najwyraźniej zapomnieli o założeniach taktycznych i Kuciak i Rzeźniczak którzy chcieli zabić Żyro....
Ryczkowski przy tym wyczynie to pikuś.. Pan Pikuś.
14środa, 26, sierpień 2015 10:26
gawin76
Wallesie, no to zapytam inaczej - na co liczy trener, który wystawia w roli skrzydłowych Ryczkowskiego i Saganowskiego, jednego nieopierzonego małolata, drugiego dżentelmena w leciwym jak na napastnika wieku, w dodatku obu na pozycji, do której nie są przyzwyczajeni? Na to, że za każdym razem będą wracać za 'swoim' zawodnikiem i kasować każdą akcję przeciwnika?

Ja nie neguję tego, że Ryczkowski źle się zachował, ale traktuję to jako, że tak powiem, wkalkulowane ryzyko. Bardziej zgrzeszył w tej akcji środek pola, dając się zaskoczyć i odebrać sobie piłkę.

Z Żyrą to się Kuciakowi nie dziwię specjalnie, bo mecz ważny jak diabli, przegrywamy sensacyjnie 0:1, ci Irlandczycy któryś raz próbują podać piłkę w stronę zawodnika rozpędzającego się na boku, a nasz Żyrko widzi że gość się rozpędza, że mu ucieka - i sobie stoi.
15środa, 26, sierpień 2015 10:44
Walles
Chciałem tylko Gawinie pokazać że w wielu przypadkach mamy do czynienia z lenistwem, gapiostwem czy tez brakiem wyobraźni zawodników a nie z taktyką. Tak było z Zyro i tak było z Ryczkowskim. Żyro to kryminał a Ryczkowski jednak tam był, jednak nie musiał wracać (chociaż wracał pędem Wink ). Wystarczyło zrobić pewnie trzy kroki w strone pola karnego i miałby sytuacje pod kontrolą.
Co do Saganowskieg to akurat moim zdaniem sie mylisz bowiem Marek w chwili obecnej prędzej powalczy na boisku niż coś wykreuje Wink

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1