- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Atak frontalny
Mnóstwo nerwów kosztował nas mecz Legii z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Dawno nie oglądaliśmy Legii tak bezdyskusyjnie dominującej nad przeciwnikiem, stwarzającej tak ogromną ilość wyśmienitych sytuacji strzeleckich, tak szybko i łatwo odbierającej rywalowi piłkę - a jednak... przegrywającej, i to aż do 82. minuty meczu. Na szczęście w porę błysnął Michał Żyro, w najlepszym momencie swojego pierwszego ligowego gola dla Legii zdobył Dominik Furman, a popis Legii zwieńczył celnym strzałem Miro Radović.
Tak po prawdzie to nie zapowiadało się, żeby miał to być mecz dla Legii łatwy. Po pierwsze istniało ryzyko, że po kompletnie nieudanej wyprawie do Trondheim, z drużyny trochę ujdzie powietrze. Po drugie liczne kontuzje w ewidentny sposób ograniczały pole manewru trenera Urbana, zwłaszcza w obszarze prowadzenia gry ofensywnej. Po trzecie zapowiedziany tuż przed meczem brak dopingu oznaczał, że może zabraknąć bodźca, który pchnie Legię ku włożeniu w mecz maksimum wysiłku. Po czwarte tradycyjnie idzie nam jak po grudzie ze zdrowymi, silnymi chłopakami, którzy wiedzą jak zaparkować autobus we własnym polu karnym. Po piąte trener Kasperczyk w niedzielnej Lidze+ Ekstra sprawiał wrażenie człowieka, który Legii nie boi się bardziej niż bałby się Misia Colargola z telewizyjnej dobranocki.
Konia z rzędem temu, kto po kwadransie gry nie wybrał sobie jednego z wyżej wskazanych wytłumaczeń i z ciężkim serduchem nie przygotowywał się na scenariusz, który przerabialiśmy już w zeszłym sezonie. Na szczęście szybko trzeba było dojść do wniosku, że... jednak coś się w tym wszystkim nie zgadza. Nawet mimo bramki na 0:1, Legia, zupełnie nie jak Legia, nie gubiła się bowiem w nieskończonych wymianach piłki między obrońcami a defensywnymi pomocnikami, nie rozgrywała futbolówki uparcie wszerz boiska, nie kierowała każdego zagrania ślepo do Danijela Ljuboji, który miał 'coś' wymyślić. Zamiast tego Legia nacierała z imponującą pasją, szturmowała połowę gości prawie całym zespołem, ze wszystkich stron prowadziła regularny ostrzał bramki Zajaca. Różnica w piłkarskiej jakości obu zespołów była kolosalna. Przez ostatnie sezony można było przyzwyczaić się do tego, że byle średniak potrafi zagrać z nami w Warszawie jak równy z równym, tymczasem Podbeskidzie w żaden sposób nie było w stanie przetrzymać piłki, oddalić zagrożenia od swojego pola karnego, pozwalało nam na seryjne ponawianie ataków, coś takiego to nic innego niż sznur zawieszony na szyi drużyny pozostającej w defensywie, o czym zresztą boleśnie przekonaliśmy się na własnej skórze w Trondheim. Gdybyśmy mecz z wstydliwie słabiutkim na naszym tle Podbeskidziem jakimś sposobem jednak przegrali, można byłoby narzekać w zasadzie tylko na jeden element - skuteczność. Bo ta do 82. minuty była zerowa! Na szczęście mecz trwa minut dziewięćdziesiąt.
Zasadne jest pytanie czy Legia może na dłuższą metę utrzymać sposób gry opierający się na tak wysokim poziomie ryzyka. Jeżeli wiosną można było narzekać, że atakujemy zbyt małą ilością zawodników, że w natarciu uczestniczy zwykle tylko jeden obrońca, a defensywni pomocnicy zupełnie nie kreują gry, to z Podbeskidziem widzieliśmy całkowite odwrócenie tak zachowawczego sposobu gry. I Wawrzyniak, i Jędrzejczyk stali niesłychanie wysoko, momentami zamieniając się w klasycznych skrzydłowych, i Gol i Łukasik (!) permanentnie pchali się do przodu, szukali okazji do włączenia się do ataku, do uderzenia na bramkę rywala. Wyglądało to niezwykle efektownie, natomiast skutek uboczny był taki, że w kilku sytuacjach zostawaliśmy dwójką środkowych obrońców na dwójkę napastników gości, to powinno było zakończyć się bramką 'do szatni' na 0:2, w sytuacji, w której Adamek wzorowo nawinął Żewłakowa i nieznacznie chybił. A graliśmy przecież z Podbeskidziem - drużyną, którą tłamsiliśmy, gnietliśmy, nad którą górowaliśmy w absolutnie każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła. Co będzie, kiedy naprzeciw Żewłakowa i Astiza staną szybcy jak wiatr Teodorczyk i Wszołek, co będzie kiedy zabraknie asekuracji przy atakach wyprowadzanych przez Meliksona i Ilieva? Przy takim zaangażowaniu sił w grę ofensywną, musimy, po prostu musimy wykazywać się lepszą skutecznością, w innym przypadku cała para pójdzie w gwizdek, a z punktów cieszyć się będzie nie ta drużyna, która powinna.
Kolejny raz nie zachwycił mnie Janek Gol, który, poza jednym podaniem z pierwszej połowy, raził problemami z podejmowaniem poprawnych decyzji na boisku, a na słabą ocenę dodatkowo zapracował jeszcze efektownym poślizgiem, przez który dwóch graczy Podbeskidzia wyszło w pierwszej połowie na jednego Żewłakowa. Efektywności zabrakło tym razem Danijelowi Ljuboji. Trudno powiedzieć czy to za przyczyną urazu pachwiny, czy za jakąś inną, w każdym razie w pewnym momencie naszemu liderowi jakby po prostu odcięło prąd. Nie był to dobry występ Michała Żewłakowa, który maczał palce we wszystkich groźnych akcjach gości. Myślę jednak, że wszyscy wiemy, że w tych dniach nie jest Michałowi łatwo, pisał o tym zresztą we wczorajszym felietonie dla Weszło Paweł Zarzeczny. Jestem przekonany, że nasz doświadczony defensor będzie umiał się otrząsnąć i jeszcze wznieść na poziom, do którego przyzwyczaił nas w zeszłym sezonie.
Na drugim biegunie młodzież. Kolejny bardzo dobry występ Daniela Łukasika, który tym razem dotrwał do końca meczu bez skurczów i obniżenia jakości gry. Kolejny udany mecz Michała Żyry, w którym znów pokazał dynamikę, na której nieuleczalny brak miał rzekomo cierpieć. Michał dodatkowo zapracował na wysoką notę, wyprowadzając nas ze strzeleckiego impasu ze spokojem godnym Stanko Svitlicy. To był naprawdę mistrzowski gol. No i jeszcze Jorge Salinas, który w dwadzieścia kilka minut mógł zdobyć... trzy bramki i jeszcze zaliczyć 'malinową' asystę. Warto zwrócić uwagę na rzut wolny w końcowych fragmentach meczu, z którego mogli przecież uderzać tak Kuba Wawrzyniak, jak i Michał Żyro, tymczasem pozwolenie na uderzenie otrzymał właśnie Salinas (wyglądało to wręcz tak, jakby Wawrzyniak zachęcał Salinasa do wykonania tego wolnego). Paragwajczyk musi być dobry, inaczej koledzy nie podawaliby mu tak często, nie pozwalali na tak wiele na boisku i nie opierali na nim ciężaru prowadzenia ataków. Nie ma się co ekscytować jedną zmianą, tak jak nie było sensu martwić niewyraźnym wejściem w mecz w Bełchatowie, ale nie ukrywam, że z nadzieją czekam na ciąg dalszy. No i oczywiście jeszcze Dominik Furman - to było kapitalne wejście i fantastyczna radość, taka jakiej spodziewałbym się po młodym chłopaku, który właśnie wbił swojego pierwszego, zwycięskiego gola dla Legii.
Naprawdę szkoda, że teraz trafia się przerwa na mecze reprezentacji, przydałoby się kuć żelazo póki gorące. Niestety na mecz z Górnikiem przyjdzie nam czekać długie dwa tygodnie. Za to będzie to mecz, że hej! Tam powinniśmy poznać odpowiedzi na wiele ważnych pytań.
Słowo końcowe na temat pewnego incydentu na trybunach. Nie chodzi mi wcale o protest, aczkolwiek brak dopingu to raczej forma wzorowo wpisująca się w realizację zaleceń Wojewody niż jakikolwiek sprzeciw wobec tej decyzji. Szczerze mówiąc, nie widzę jednak najmniejszego problemu w tym, że ktoś nie ma ochoty prowadzić dopingu, to jego decyzja i prawo, sam zresztą też czasem nie mam chęci podrywać się z krzesełka, nawet kiedy wszyscy obok eksplodują. Jeżeli kibic postanowi oglądać mecz w ciszy niech ogląda go sobie w ciszy, nikomu nic do tego.
Czym innym jest natomiast wygwizdywanie tych kibiców (nielicznych) którzy doping prowadzić próbują. Toż to nic innego niż dowód na to, że niektórym stadionowym tytanom intelektu na serio udało się uwierzyć, że cały stadion jest tak szaleńczo zakochany w ich racach i serpentynach, że porzuci Legię po to, by realizować ideały solidarności prawdziwych kibiców. Typowy odlot, klasyczna utrata kontaktu z rzeczywistością. W sumie byłoby to nawet dość humorystycznie, gdyby nie to, że boleśnie kojarzy z patologiami okresu zdawało się już na naszym stadionie minionego.
Dobrzy ludzie, nie chcecie dopingować to nie dopingujcie - Wasza sprawa. Ale odstosunkujcie się z łaski swojej od tych, którzy dopingować próbują - nie Wasza sprawa.


Balansujemy na cienkim lodzie - tym razem młodzi zadali decydujące ciosy, ale wiadomo, że oni mają wahania.
Też jestem ciekaw, co będzie w Zabrzu. Fajny mecz się zapowiada. Urban, poprzednio prowadząc Legię, wygrał tam dwakroć po 3-0. Ale to już nie te czasy, kiedy Górnik był taki słaby. Ta przerwa na reprezentację może o tyle pomóc, że mamy sporo kontuzji i urazów. Vrdoljak i Wolski nie wrócą, ale reszta - liczę, że tak.
Graliśmy z Podbeskidziem BB, zespołem tak słabym, że chyba nie miał sobie równych wśród wszystkich ekip, jakie zawitały w tym sezonie na Łazienkowską 3. A mimo to, raziliśmy nieporadnością, niedokładnością, mnóstwem kompletnie nikomu niepotrzebnej walki. Drużyna Gospodarzy, która tak góruje na przeciwnikiem zaawansowaniem technicznym powinna rozklepać rywala bez większego problemu. Szybkimi akcjami polegającymi na wymianie podań „ja do Ciebie, Ty do mnie” powinniśmy raz po raz rozmontowywać wcale nie najlepszą defensywę gości. A już angażowanie (jak słusznie zauważył w powyższym artykule Gawin) do ataku, aż tak znacznej ilości zawodników jest dla niezupełnie niezrozumiałe. Toż to nic innego jak wkładanie głowy w stryczek (całkiem skuteczne zresztą w naszym wykonaniu) z którego na całe szczęście w ostatniej chwili udało się zerwać. Tylko, po co my tą głowę tam wkładaliśmy?
Widać też, że o ile piłkarsko jesteśmy mocni to z psychiką nie jest najlepiej. Po bramce dla PBB na naszych piłkarzy padł blady strach, akcje zaczęły się rwać jeszcze bardziej, nerwowość, brak przygotowanych pozycji, chaos – tak widziałem poczynania podopiecznych Jana Urbana. Co gorsze nie było nikogo, kto potrafiłby nad tym chaosem zapanować, wziąć na siebie ciężar, uspokoić grę. Janek Gol po raz kolejny zawiódł mnie zupełnie, wybaczcie, ale na tle graczy Podbeskidzia to powinien być profesor, a grał pierwsze skrzypce jako główny sprawca chaosu i zamieszania w środku pola. Świetne zagrania (miał takie) przeplatał z kiksami, potknięciami, stratami. Co gorsza tych złych zagrań było zdecydowanie więcej niż tych, po których można by Janka pochwalić.
Swoją walkę toczą nasi środkowi obrońcy, zarówno Astiz jak i Żewłakow walczą sami ze sobą. Niestety, jak na razie wygląda na to, że to ich słabości biorą górę. Mam tylko nadzieję, że to nie jest walka przegrana, a obaj doświadczeni piłkarze nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa w tym nierównym boju. Na dziś obaj zawodnicy zadziwiają swoja nieporadnością w poszczególnych interwencjach. Chcąc być uczciwym, trzeba przyznać, że reszta zespołu im nie pomaga. Radosne wycieczki pod pole karne przeciwników w wykonaniu większości zawodników na pewno nie ułatwiają zadania nie najszybszym przecież obrońcom. Martwi fakt, że piłkarze Legi jakby zatracali się w tych atakach, kompletnie zapominając o asekuracji, jakby strata piłki nie wchodziła w rachubę. Niestety, wchodzi a wtedy zaczyna się panika, zupełnie nieprzystająca takiemu zespołowi jak Legia Warszawa.
Cieszy natomiast postawa młodych, wreszcie tak jak powinien zagrał Michał Żyro. Co prawda w drugiej połowie już brakował sił, ale w pierwszej był bezsprzecznie najlepszym z legionistów. Strzał na bramkę, podanie do Ljuboji (bramka ze spalonego – był?) to właśnie to, czego oczekuje po Michale. Do tego Łukasik, jakby słabiej w ofensywie (rozegrał się w drugiej połowie) ale ogólnie bardzo dobry występ. Świetne wejście Furmana, kilka zagrań, spokój, opanowanie i na koniec bramka to wszystko, za co trzeba temu zawodnikowi bić brawo. Oby tak dalej „Furmi”. Na koniec Salinas, na początku jako skrzydłowy nie mógł się odnaleźć, ale przesunięty do środka zaczął swój mały koncert. Uwerturę która mogła, a może nawet powinna zostać okraszona golem. Mam jednak wrażenie, że jak nie wczoraj to niebawem ucieszymy się z bramki Paragwajczyka.
Kończąc chciałbym popolemizować z Gawinem. Mnie do meczu z Górnikiem Zabrze niespieszno, mając na względzie kontuzje te dwa tygodnie bardzo nam się przydadzą. Niemniej jednak zgadzam się, że to może być bardzo dobre i emocjonujące spotkanie. moim zdaniem przyda nam się ta przerwa. Jest czas na odbudowę, jest czas na poprawę kilku aspektów gry naszego zespołu. W końcu Górnik Zabrze to nie Metalurg Lipawa czy choćby pokonane wczoraj Podbeskidzie.
Na osobne zdanie zasługuje sytuacja na trybunach. A w sumie to nie zasługuje, bo szczerze mówiąc nie wiem za bardzo, co i jak napisać by oddać wszystkie emocje, które mną targają. Pomijając fakt wybrania tej a nie innej formy protestu, nie jestem w stanie zrozumieć jak kibic Legii może gwizdać w takcie śpiewania „Snu o Warszawie” czy „Mistrzem Polski jest Legia”. Nie jestem w stanie zrozumieć jak kibic Legii może gwizdać na innych „braci po szalu” próbujących swoim dopingiem (takim, na jaki było ich stać) wesprzeć swój ukochany zespół. Na koniec nie rozumiem jak ten sam kibic może na koniec zaśpiewać – „Będziemy z Tobą zawsze i na dobre i na złe”. Gdzieś zgubiłem sens tego wszystkiego, już nie wiem czy to wyznanie czy groźba.
Cieszy też Żyrowa forma i może niech on już nie wchodzi na zmiany
Salinas pokazał, że się nie boi i ma całkiem niezły przegląd pola. Mam nadzieję, że będzie takim graczem dla Legii jakim był w ubiegłym sezonie Wolski.
Rado generalnie zagrał sporo lepiej niż we wszystkich meczach w tym sezonie choć i tak irytuje ilość strat i "śmieciowych" odegrań piłki, po których przyjmujący nie dość, że musi ograć przeciwnika to jeszcze pracuje dodatkowo nad opanowywaniem podania.
Jeszcze 27 kroków do Mistrzostwa
Oczywiści było kilka mankamentów, głównie po stronie Żewłakowa i Gola ale w wielu meczach to my wyróżnialiśmy 2-3 graczy. Jak teraz mamy 2 skrytykować to niech tak zostanie
- " I za to że nie podłamała się po bramce, i za determinacje, i za ilość stwarzanych sytuacji."
Ale za to jak najbardziej należą się zespołowi pochwały. Jak wspomniałem nie pamiętam Legii tak ambitniej grającej, tak walczącej i tak uparcie dążącej do celu. Mecz wczorajszy a ten sprzed roku to dwa światy, choć oba mogły zakończyć się porażkami.
Dziś obejrzę ten mecz jeszcze raz, ale z trybun ten chaos był widoczny, akcje na hurra, bez jakiejś myśli przewodniej doprowadzały mnie do szaleństwa. Słaby Rado, nie wracający Żyro, bezproduktywny Sagan (poza główką) to obraz pierwszej połowy. W drugiej było zdecydowanie lepiej, ale sporo w tym zasługi Salinasa z Furmanem którzy zrobili to czego nie dał rady Ljuboja z Golem. Uspokoili nieco grę, akcje były bardziej przemyślane nie tylko na "szybko" do przodu. Mnóstwo rozciągania przeciwnika, dużo spokojnych odegrań i szukania miejsca na przedpolu. w końcu kilka wyśmienitych krosów i prostopadłych podań.
Niemniej jednak proszę nie odbierać mojego wpisu jako krytyki, raczej głos rozsądku. Oczami wyobraźni widzę zespól o innej kulturze piłkarskiej niż Podbeskidzie i nijak mi nie wychodzi, że skończyłoby się tak wyśmienicie jak wczoraj. Po prostu po tym meczu do hurraoptymistów się nie zapisze. Na pewno jednak nie zamierzam przystępować do zajadłych krytyków. Po prostu dostrzegam bardzo jasne punkty w naszej grze, ale widzę tez kilka ciemnych plam.
@ YonX
- "Jeszcze 27 kroków do Mistrzostwa "
Podoba mi się
Ja nikogo nie opierniczałem ani nie pisałem, że zwycięzców się nie sądzi. Są mecze wygrane bez jakiegokolwiek stylu, przypadkowo itd. i wtedy jak najbardziej trzeba krytykować i wytykać błędy. Ja tylko pisałem, że nie cierpię krytykanctwa i wszechobecnego na forach/stronach Legii czarnowidztwa i wiecznego narzekania nawet jak Legia gra bardzo dobrze. Zwyczajnie tego nie rozumiem.
Totalnie się nie zgadzam z kilkoma twoimi opiniami. Chyba inne mecze oglądaliśmy ?
Monrooe: Widać też, że o ile piłkarsko jesteśmy mocni to z psychiką nie jest najlepiej. Po bramce dla PBB na naszych piłkarzy padł blady strach, akcje zaczęły się rwać jeszcze bardziej, nerwowość, brak przygotowanych pozycji, chaos – tak widziałem poczynania podopiecznych Jana Urbana.
Według mnie było dokładnie odwrotnie. Wczorajszym meczem pokazali właśnie, ze psychika jest ich mocną stroną. Nie było ani chwili zwątpienia, akcje sunęły jedna za drugą, zero zniechęcenia, zero nerwowości i grania długą piłką. Konsekwencja w budowaniu akcji i nieskuteczność w ich wykańczaniu.
Blady strach ? Akcje zaczęły się rwać jeszcze bardziej ? Nerwowość ? Brak przygotowanej pozycji ? Piszesz o Trondheim ? Nie wiem czego oczekujesz ale naprawdę nie mogę wyjść z podziwu czytając po wczorajszym meczu takie opinie.
Pretensje, że za dużą ilością graczy atakowaliśmy (chociaż PBB nie stwarzało sytuacji pod naszą bramką poza 2 w I połowie) i pisanie, ze powinni w mniejszym gronie i tak rozklepać obronę to już absolutne mistrzostwo świata.
"Miło" też się czyta, ze przeciwnik ułatwił nam zadanie bo ustawił autobus w bramce, za głęboko się cofnął i ogólnie oddał nam pole. Zaraz czy przypadkiem nie z takimi sytuacjami Legia sobie do tej pory nie radziła ? W poprzednich sezonach nikt autobusu nie stawiał i nie "ułatwiał" nam zadania ? Czy nie 3/4 drużyn tak robi grając z Legią ? Nie ogarniam tego kompletnie.
Nie zgadzam się również ze stwierdzeniami, ze PBB było tak fatalne. Otóż gra się tak jak przeciwnik pozwala. PBB potrafiło grać jak równy z równym z Wisłą, Bełchatów również to robił grając na wyjeździe, ale dziwnym trafem z nami to były najgorsze drużyny Ekstraklasy. Można i tak.
Oczywiście nie popadam w hurraoptymizm, ale należy oceniać uczciwie to co się widzi do tej pory. A na dzień dzisiejszy Legia dominowała jak chciała nad przeciwnikami ligowymi, a ja życzyłbym sobie aby zawsze tak grała.
Co do dzisiejszego meczu to klasa Panowie. Miazga. 35 strzałów i 75% posiadania piłki. Można to skomentować w jeden sposób: masakra legijną piłką futbolową.
Ktoś sobie przypomina taki mecz ? Tyle sytuacji (świetnych sytuacji). Ja nawet przez 30 sekund się nie nudziłem. Rozbudził nadzieje Salinas, oj rozbudził. Kapitalne wejście.
Dużo się mówi, że po Żyro przyjechało już do Trondheim Lazio z 1,5 mln euro, ale rozmyślili się po tym co obejrzeli, a raczej czego nie uświadczyli. To ja chciałbym powiedzieć, że gdyby decydowali się na transfer po wczorajszym meczu to musieliby dorzucić jeszcze z bańkę a i tak mogłoby być mało. Świetny mecz i chociaż delikatnie mówiąc zdarzają mu się mecze w kratkę to wczorajszym występem pokazał swoje możliwości i drzemiący potencjał. Wczoraj mogliśmy na własne oczy przekonać się o rzeczach o których niektórzy pisali już dawno - polski Ibra
I jeszcze jedna pochwała dla Żyro, z tego co widziałem w powtórce tv to Żyro podbiegł do grupki idącej podziękować z oddali kibicom z Południowej i on "namówił" drużyną (konkretnie gadał do Żewłaka), żeby poszli do dzieciaków piątki przybić. Brawo, to wogóle powinien być standard, bo dzieciaki na to zasługują bezsprzecznie. Mała rzecz a pewnie sprawiła im wielką radochę. Brawo Michał !
Niezmiernie się cieszę, że przetrwaliśmy bez jakiejkolwiek straty punktów okres bez Wolaka (tak się wydawało, że to pierwsze 3 mecze będą), a teraz i bez Koseckiego, IV, Kucharczyka. Przynajmniej teoretycznie zwiększają pole manewru trenera i siłę ognia.
Ok 30 minuty Żyro na szybkości po prawej stronie zostawia obrońcę za plecami, łamie akcję i sunie równolegle do bramki przygotowujac się wyraźnie do oddania strzału. W tym momencie ze środka boiska nabiega Gol, ewidentnie wchodząc w paradę młodszemu koledze. Ktoś powie, że biegnąc na wprost bramki, Gol miał lepszą pozycję i Żyro powinien zostawić mu piłkę, niestety kategorycznie się nie zgodzę. Łamanie akcji z prawej strony i oddawanie strzału na bramkę z lewej nogi to klasyczna akcja Arjena Robena choćby z Mundialu w RPA, Żyrko miał pełne prawo swoją akcję sfinalizować, a Gol zamiast do piłki powinien kierować się bardziej na zewnątrz epicentrum sytuacji, wówczas dezorientuje obrońcę, wychodząc na faktycznie dogodną alternatywną pozycję.
Taka jeszcze refleksja, czy jest do wyobrażenia, żeby Gol tak postapił gdyby to Ljuboja miał piłkę na nodze?
Druga połowa, rzut wolny blisko szesnastki, tym razem z lewej strony, ewidentnie idealne miejsce dla prawonożnego, a na dodatek Łukasik wydaje się, że jest już w bramkę wstrzelony, celownik ma nastawiony, ale wzmiankowany powyżej Żyrko tym razem nie daje kumplowi szansy, wali z lewej, bez sensu i szansy powodzenia.
A tak w ogóle, dobry mecz, chodzi o determinację i konsekwencję w dążeniu do zmiany wyniku i nie na hurrrra, ale z głową, przy tym nastapiło niezbędne potwierdzenie własnej piłkarskiej wartości drużyny, ważne po wtopie z Rosenborgiem. W pełni zgadzam się z Kijaraszem w 'Na aucie", takimi właśnie meczami, jeżeli juz, zdobywa się mistrzostwo.
Michałowi Żewłakowowi należy się wsparcie, nie tylko kibicowskie, ale takie ludzkie, normalne, oby jego Tata się lepiej czuł, a Michał swoją dobrą grą sprawił mu jeszcze radość.
- Wybacz JJ, pozostaniemy przy swoich opiniach. A już na pewno nie pokuszę się nazwanie tego klasą czy miazgą
Szczególnie w kwestii Żyro się nie zgodzę z pozytywnymi komentarzami. Michał był świetnym modelem całej Legii: niby grał, niby walił, ale praktycznie nic z tego nie wychodziło. Owszem - grał znacznie lepiej niż ostatnio, ale dalej słabo. Osobiście sądzę, że się zagotował. Czuł, że jest w lepszej dyspozycji i koniecznie próbował udowodnić innym, przez co zmarnował szansę.
Nie no, co do 'słabego' Żyro to się nie zgodzę, za Chiny Ludowe
W pierwszej połowie dwie klepy z Wawrzyniakiem i dwa razy świetna ucieczka przed rywalem z piłką przy nodze, w jednej sytuacji zwieńczona minimalnym spalonym Ljuboji, w drugiej zatrzymana przez rozpędzonego Janka Gola. W drugiej połowie rajdzik w pole karne zwieńczony 'patelnią' dla Salinasa, no i bramka zdobyta po opanowaniu piłki w niezwykle trudnej sytuacji i kapitalnym, precyzyjnym uderzeniu niby słabszą nogą. Jak dla mnie w zupełności wystarczy
Jeżeli miałbym jakieś zastrzeżenia natury bardziej ogólnej to jak na mój gust 'Żyrko' zbyt często skupia się na wejściu z rywalem w pojedynek oparty na schemacie 'kopnę piłkę i dobiegnę do niej szybciej od ciebie'. Wolałbym, żeby częściej podnosił głowę i szukał bardziej kombinacyjnych rozwiązań, chociaż nie wykluczam, że takie dostaje zalecenia od Urbana - żeby grając na skrzydle, próbował ogrywać swojego obrońcę w pojedynkach indywidualnych.
No i jeszcze to co bez pudła wychwycił JJ, Żyro przy Żewłakowie, zachęcający go do podejścia do dzieciaków (chociaż nawet bardziej wyglądało mi to na proszenie o zgodę). Brawo!
Ale ja w ogóle jestem fanem talentu tego gościa, więc mogę być nieobiektywny
- "Ale ja w ogóle jestem fanem talentu tego gościa, więc mogę być nieobiektywny "
Z tegoż samego powodu staram się jak najmniej udzielać w temacie Michała i jego gry.
Nie będę jednak ukrywał, iż uważam, że Żyro wcześniej czy później wybroni się sam.
@ QD
- "Mi też bliżej do opinii JJ, acz też uważam ją za lekko zbyt optymistyczną "
Toć przecież stąd wzięły się moje łyżeczki dziegciu. Jak już napisałem nie mam zamiaru krytykować
zawodników za ten mecz. Starałem się zwrócić uwagę na kilka mankamentów które rzuciły mi się w oczy.
PS: Brawo Duży na inicjowanie dopingu
A co do meczu to coś Panowie krótko o Ljuboji. Pierwszy raz muszę powiedzieć o nim, ze na jego przykładzie widać zasadność powiedzenia,że jak kto gra dla siebie to tak naprawdę gra dla rywala. Daniel pokazywał się do gry tak naprawdę wymuszając na partnerach zagrywanie piłki do siebie, dryblował bez pożytku, wykonywał beznadziejnie stałe fragmenty, do partnerów piłki nie podawał, ale pozbywał się jej osaczony przez przeciwników, no i te spalone kilkumetrowe. Uwierzył, ze jest genialny i sam wygra mecz. Do wanny z zimną wodą z nim i grubą pałą w głupi łeb. Żeby taka "gra" nie weszła mu w nawyk.
Nad Michałem znęcał się nie będę. Żyro zagrał dobry mecz. Trener Urban wybrał dla jego stabilizacji metodę startową. Oby mu się udało i chłopak zaczął pracować i grać na miarę możliwości.
PS
Ktoś wie czy Rado faktycznie po meczu wskazał na Wschodnią i z uznaniem się wyrażał o kibicach tam zasiadających czy to informacja wyssana z palca ? Obiło mi się o uszy dzisiaj kilka razy, a nie chce mi się w to za bardzo wierzyć. Może ktoś coś więcej wie/widział ?
Mamy problem w obronie, ale to jak na razie doskonale współgra z lansowanym tu porównaniem pierwszego sezonu drugiej kadencji Urbana do pierwszego sezonu Skorży. Ciekawe, co będzie dalej. Przerwa jest nam bardzo potrzebna ze względu na liczne kontuzje.
Po wynikach ich poznacie!!!
Nie ukrywam, że w przeciwieństwie do autora tekstu nie byłem zachwycony pojawieniem się Urbana w Legii. Nie ukrywam też, że faktycznie w większości spotkań Legia gra ładnie i, co ważne wygrywa. Jednakże chyba trochę za wcześnie na ocenę Urbana. Jak na razie przegrał dwie rzeczy (Superpuchar i puchary) a nie wygrał nic. Więc myślę, że należy się wstrzymać. Bo oczywiście miło się patrzy jak Legia gra ofensywnie, ale powiem szczerze, że w końcowym rozrachunku to czy Legia przegra mistrza grając ładnie czy też obrzydliwie nie ma dla mnie większego znaczenia.
a widzisz ja znam takiego który mówi nawet jeśli przegrają to ja pięć razy wolę Legię na którą da się patrzyć.