A+ A A-

Asystent Żyro

logo pucharpolskiZwycięstwo w Gliwicach oznacza, że Legia zameldowała się w ćwierćfinale rozgrywek o puchar Polski. O to, by najkrótsza droga do europejskich pucharów nadal stała przed nami otworem, zadbali Michał Kucharczyk i Jorge Salinas. Przy obu bramkach  w rolę autora ostatniego podania skutecznie wcielił się Michał Żyro.

Zgodnie z oczekiwaniami, pucharowy mecz w Gliwicach stał się dla trenera Jana Urbana okazją do wypróbowania kilku personalnych wariantów, z którymi nie mieliśmy jeszcze do czynienia w przypadku spotkań ligowych. Niemal całkowitemu przemeblowaniu uległa legijna defensywa,  w której zameldowali się Wojtek Skaba, 'Dixi' Choto, Marko Suler i Kuba Rzeźniczak, ten ostatni kolejny raz w roli lewego obrońcy. Oprócz nich od pierwszej minuty na boisku pojawili się między innymi Dominik Furman i dawno nie oglądany w wyjściowym składzie Janusz Gol, a szansę gry w pierwszej linii otrzymał wreszcie Michał Kucharczyk.

Dublerzy swoje zadanie wypełnili dobrze, eksperyment się powiódł, Legia gra dalej. Oby jak najwięcej takich 'rutynowych' zwycięstw, odniesionych niekoniecznie po porywającej grze, niekoniecznie po widowiskach wzbudzających nadzwyczajne emocje od pierwszego do ostatniego gwizdka sędziego, za to po meczach w wykonaniu Legii po prostu skutecznych. Jeżeli czegoś zabrakło nam wiosną do zdobycia nieodżałowanego tytułu mistrzowskiego, to z pewnością solidnie odrobionej pracy domowej w meczach, które należało 'tylko' wygrać. Niech zatem mało spektakularne zwycięstwo w Gliwicach stanie się lepszą wróżbą na bieżący sezon, a przynajmniej na najbliższy sobotni mecz w Lubinie, który, przyznam, napawa mnie od kilku dni dużymi obawami.

Czy natomiast zawodnicy, którzy otrzymali dziś szansę, dostarczyli trenerowi Urbanowi pretekstu do rozmyślań na temat ewentualnego zasilenia nimi pierwszej jedenastki, to już zupełnie inna sprawa. Mecz był szarpany, płynnej gry było w nim jak na lekarstwo, nie da się niestety stwierdzić, żeby jakakolwiek postać w wyraźny i pozytywny sposób wybiła się spośród gromadki obecnych na murawie futbolistów.

Z bodaj największym zainteresowaniem przyglądałem się poczynaniom Marko Sulera, który, jak mniemam, musiał być sprowadzony latem z myślą o jak najszybszym zastąpieniu Inakiego Astiza lub zapewnieniu godnego następcy Michałowi Żewłakowowi, który, jak to się mówi, 'młodszy już nie będzie'. Niestety, reprezentant Słowenii nadal nie wygląda na transferowy 'strzał w dziesiątkę'. Jego interwencjom brak pewności i przekonania. Dziś w pierwszej połowie wystawił na ciężką próbę Skabę, w drugiej połowie łatwo przegrał drybling w okolicy pola karnego, miał też swój udział przy bramce, przegrywając walkę o pozycję z Hiszpanem Cuerdą. Nie wygląda to obiecująco, zwłaszcza że poza jednym niezłym przerzutem piłki na prawe skrzydło, Suler tym razem nie zademonstrował niczego, czym byłby w stanie zrekompensować swoje niedostatki w grze obronnej.

A propos bramki dla Piasta, muszę jednak w tym przypadku wziąć nieco Sulera w obronę i zauważyć, że większa bodaj wina w tej akcji spoczywa na Choto i Rzeźniczaku, zwłaszcza Rzeźniczaku, który jakby zupełnie odpuścił swojego zawodnika. W momencie podania z wolnego zawodnicy Piasta poszli na długi słupek, należało iść za nimi do końca, to z pewnością zapobiegłoby łatwej, ostrej centrze w pole bramkowe, która nastąpiła do nieprecyzyjnej główce Sulera. Zawsze powtarzam, że łatwiej jest mi zrozumieć błąd w piłkarskiej sztuce (jak w przypadku Sulera) niż błąd zaniechania.

Nieco lepiej niż Suler wyglądał Choto, jednak nie ukrywam, że nie jest to typ środkowego obrońcy, którego traktowałbym jako wartościowe uzupełnienie naszego składu. Marzy mi się, żeby zamiast wystawiania piłkarza, który celuje w wybiciach piłki na aut, dość co prawda pewnych i zdecydowanych, nasi skauci rozglądali się za obrońcą, który jest w stanie połączyć defensywną solidność z umiejętnością rozegrania piłki ze środkowymi pomocnikami i potencjałem zrobienia przewagi liczebnej w środku pola.

Jeżeli chodzi o drugą linię, nadal jestem odrobinę nieufny wobec Jorge Salinasa. Szanując jego umiejętności techniczne i chęć obsłużenia kolegów odważnymi podaniami otwierającymi drogę do bramki, ciesząc się niezmiernie z debiutanckiego trafienia Paragwajczyka, przyznam, że nieco irytuje mnie łatwość, z jaką mocniejsi fizycznie obrońcy odbierają Salinasowi piłkę. Trochę za rzadko jak na mój gust Salinas jest w stanie stanąć na nogach na tyle mocno, żeby wytrzymać napór obrońcy i zgubić go zwodem lub szybko oddać piłkę koledze. Mam nadzieję, że to jedynie kwestia adaptacji Salinasa do obowiązujących w Polsce warunków fizycznej walki o piłkę, która rychło ulegnie nieuchronnej poprawie. Żałuję jednocześnie, że Jorge nie dostaje szansy na pozycji za plecami napastnika, dziś choćby należącej do tradycyjnie mało ostatnio przekonującego Miro Radovicia.

Im dłużej trwał mecz, tym lepiej wyglądał natomiast Janusz Gol, pokazując, że zwłaszcza w kwestii podłączenia się do ataku nadal jeszcze może mieć do zaoferowania więcej niż Daniel Łukasik i Dominik Furman, mimo że waleczność i nieszablonowość tego ostatniego, to pyszna obietnica na przyszłość. Nie zdziwiłbym się, gdybyśmy w sobotę w Lubinie wyszli w środku pola z Łukasikiem i Golem właśnie. 

Bodaj najlepsze wrażenie z całej drużyny wywarli na mnie Michałowie Żyro i Kucharczyk. Podania 'Żyrki' wręcz znakomite, szkoda że zabrakło 'wisienki na torcie' i bramki z rzutu wolnego w ostatnich minutach meczu. Kucharczyk zrobił swoje, chociaż sądziłem, że będzie mniej zaangażowany w działania defensywne na naszej połowie, a aktywniejszy w wywieraniu presji na obrońcach Piasta.

Cóż, był to zwykły mecz, po którym trudno kogoś wyróżnić, za to stosunkowo łatwo można wskazać elementy do poprawy. Ale byliśmy w tym meczu lepsi i zwyciężyliśmy. To jest kierunek dla nas słuszny.

Dyskusja (11)
1środa, 26, wrzesień 2012 23:24
Oliver
Byłem na meczu w Gliwicach i poza radością ze zwycięstwa mam inne ciekawe wrażenia:
- pomimo iż jestem kibicem Legii z oczywiście aktywną kartą kibica, pokazanie i zeskanowanie dowodu osobistego w kasie zupełnie wystarczyło do nabycia biletu na mecz. Można...
- pod kilkoma sektorami są punkty gastronomiczne w których oprócz skonsumowania niezłej kiełbaski można napić się Tyskiego piwa lekkiego (3,5 %)z możliwością wyniesienia plastikowych kubków na sektor. Można...
- po ostatnich wydarzeniach na naszym stadionie, stewardzi są niezwykle uczuleni na osoby przebywające na schodach pomiędzy sektorami i nakazują zajęcie miejsca każdemu kto stoi dłużej niż 30 s.
Wszyscy przyjmowali to ze zrozumieniem. Można...
- w 'młynie' Piasta nie bluzgano na Legię. Można...Wink
2czwartek, 27, wrzesień 2012 00:00
anonimowy_legionista
W wątku pod poprzednim spotkaniem napisałem przez brak awansu do LE zmarnuje się nam 2-3 piłkarzy, oczywiście sformułowałem to między innymi w kontekście Janka Gola i dobrze, że mógł pograć.

Co do Furmana, w pierwszej połowie bym się przyczepił do dwóch błędów, zwłaszcza jeżeli dobrze zakodowałem zdarzyło mu się raz wybić piłkę z pola karnego i na nieszczęście, pewnie przypadkiem trafiła pod nogi rywala - zezowatego Wink

Co do Salinasa to jedna rzecz mnie trochę dziwi, że jak stanie na skrzydle z przodu to nie wyjdzie koledze na pozycje/nie cofnie się po piłkę jakby czekał na jakiś "lobik" nad rywalem czy co? Trochę w tej jego grze za mało ruchu, a więc może trener Urban w końcu da przemyśleć swoją formę Bratko.

Teraz czas na młodego Romka, chłopak przy Urbanie zyskał pewność siebie, mając jeszcze w pamięci jego minę z meczu ze Sportingiem jestem pełen podziwu Wink

Reszty nie będę komentował, no może Choto ciągle umie grać w piłkę Wink
3czwartek, 27, wrzesień 2012 00:07
corazstarszy
Dla mnie największą niespodzianką było to, że Legia dwa razy poprawnie, w tym raz naprawdę dobrze, wykonała rzut rożny. Furmi w 7. minucie i Żyro w 82 (to właśnie było to dobrze).
U Salinasa bardziej niż mierne warunki fizyczne wraz z ich następstwami irytują mnie słabe strzały zza pola karnego. Może by ich ilość przełożył na jakość.
Podobało mi się, jak Dominik Furman przejął piłkę i rozprowadził akcję przy bramce na 0-2. Czasem miło patrzeć, jak ten chłopak gra.
Ogólnie, mogłoby być, choć uważam, że za łatwo straciliśmy bramkę. Podzielam autora wizję genezy jej utraty. Przy 0-2 Legia powinna umieć tak zagrać, żeby rywal stracił szybko wszelką nadzieję.
Ciekawe, czy w lidze w Gliwicach też się uda wygrać, choćby, jak słusznie jest w tekście, w takim mało pokazowym stylu. Bo czy w Lubinie się uda, to też wątpię. Na Zagłębie spadła po ostatnich wynikach zasłużona krytyka (to chyba stały rys ich bytności w lidze - źle zacząć sezon, spowodować tym sposobem zmianę trenera i świetnie dokończyć sezon, zapewniając temu nowemu trenerowi rozgłos, po czym powtórzyć rozwój wypadków w następnym sezonie).
Swoim obyczajem, po takiej krytyce, tamtejsi zawodnicy muszą się zmobilizować czasem na jeden mecz. Pewnie wypadnie na mecz z Legią i np. Sernas czy inny, któremu idzie źle, wystrzeli w tym jednym meczu ze skutecznością na zasadzie "raz do roku, to i łuk bez cięciwy sam wystrzeli".
Poza tym, od rewanżu z Broendby w 2009 r., żywię irracjonalne (ale niekoniecznie niesłuszne) przekonanie, że trener Urban przyciąga pecha. Słowem - porażka lub remis, fifty (mniejsze) fifty (większe).
4czwartek, 27, wrzesień 2012 08:29
CTP
@corazstarszy
Jak sobie oglądam pierwszą bramkę dla Legii w Zabrzu, czy wyrównującą bramkę z PBB, to się zastanawiam, gdzie ty widzisz tego pecha.
5czwartek, 27, wrzesień 2012 09:50
Garm
Akurat mecze rewanżowe z Broendby czy Rosenborgiem są tu znakomitymi przykładami.
6czwartek, 27, wrzesień 2012 10:23
CTP
Jeśli piłkarz w czystej pozycji uderza wprost w bramkarza albo w trybuny, to to nie jest pech. Pecha, to miało Man City w rewanżu z Lechem przy bramce Arboledy. W przypadku meczów z Broendby czy Rosenborgiem można mówić raczej o braku szczęścia. Ale do pecha, to jeszcze daleko.
7czwartek, 27, wrzesień 2012 10:36
@ Garm i CTP

Właśnie miałem pisać w miarę podobnie jak CTP ale zanim się zalogowałem...

O ile jeszcze byłbym w stanie zgodzić się co do Garmowej oceny meczu z Broendby, bo uważam, że tam Legia była lepsza, ale się nie udało, to w przypadku Rosenborga wynik był jak najbardziej sprawiedliwy - lepszy zespół wygrał. A to w jakiej kolejności padały bramki jest bez znaczenia. Bo w ten sposób to można by uznać, że zwycięstwo Legii z PBB było szczęśliwe.
8czwartek, 27, wrzesień 2012 10:48
CTP
Zresztą w meczu z Rosenborgiem myśmy jednak mieli to szczęście. Przecież w końcówce meczu piłka spadła szczęśliwie pod nogi Żyro i gdyby Michał przy uderzeniu nie zamknął oczu, to gralibyśmy teraz w LE.
9czwartek, 27, wrzesień 2012 11:36
Garm
Bolek -> Ale nie chodzi o to, czy Legia na coś w Trondheim zasłużyła (bo zasłużyła głównie na powiezienie trójką), tylko o to, czy szczęśliwy zbieg okoliczności (względnie brak pecha) mógłby nam mimo tego dać awans. Strzał Ljuboi w poprzeczkę tuż przed bramką na 1:1? Żyro strzelający w leżącego na boisku rywala, kiedy miał przed sobą pół bramki? Zwłaszcza w przypadku strzału "Ljubo" trudno takie a nie inne rozstrzygnięcie tej sytuacji uznać za wypadkową czegoś więcej niż losu. Jak w "Match Point" Allena. Tym razem moneta spadła po naszej stronie murku...
10czwartek, 27, wrzesień 2012 23:22
corazstarszy
Jak wspomniałem, moje przeświadczenie jest irracjonalne. Oprócz meczu z Broendby (pamiętam, że był też pierwszy mecz, który wyglądał tak samo jak rewanż, tylko to Duńczycy byli lepsi), argumentami na pechowość Urbana byłyby m.in.:
1. fakt rozstrzygnięcia, oczywiście na niekorzyść Legii, losów tytułu MP już po 17 kolejkach jesiennych sezonu 2007/08. Myśmy mieli wówczas po 17 meczach 37 punktów. Ale rywal miał 10 więcej, bo z 17 meczów raptem dwa zremisował. 37 punktów Legii to niezły wynik, ale akurat Urban trafił na sezon, gdy rywal do tytułu, oddając w czasie meczu dwa celne strzały, zdobywał 3 bramki. Dla porównania, po 17 meczach sezonu 10/11 Legia miała 31 punktów i o wiele lepsze perspektywy kontynuowania walki o tytuł, a po 17 meczach sezonu 11/12 - 33 punkty i równie niezłe perspektywy kontynuowania walki o tytuł.
2. Pamiętne pudło Chinyamy w Krakowie w maju 2009. W całym sezonie zdobywał trudne bramki, został na końcu współkrólem strzelców, ale w Krakowie źle przyłożył stopę do piłki będącej ze 3 metry od pustej bramki. Dla mnie, oprócz niefrasobliwości Chinyamy, był to jakiś tam pech, akurat pod wodzą Jana Urbana.
3. Trafił na czasy najbardziej radykalnych protestów części kibiców, którym nic się programowo wówczas nie podobało. Ileż więcej szczęścia miał w 2011 r. Maciej Skorża, kończąc ligę z 49 punktami. Po ostatnim meczu sezonu usłyszał skandowanie swojego nazwiska z trybuny północnej. Tak na dzień dobry Urban miał Wilno. Nie rozgrzeszam go z gry Legii do przerwy, ale na coś takiego trafić w pierwszym oficjalnym meczu...
4. Losy Grosickiego. Legia naprawdę dołożyła starań po jego transferze ze Szczecina (mieszkał z ojcem, Urban go zapraszał czasem prywatnie do siebie do domu na kolacje). I nic. Z nałogiem Grosickiego wówczas Legia przegrała. Dopiero jak zawitał do Białegostoku, przypomniał sobie, jak się gra, akurat najbardziej w meczach przeciwko Legii Urbana (dwa mecze w 2009 w Białymstoku, 2-1 i 2-0, w obu Grosicki był kluczowym zawodnikiem)
6. Strzał życia Grzyba w Bytomiu jesienią 2009 w meczu Polonia B. - Legia 1-0. Nigdy później takiego nie oddał
I tak dalej.
Dla mnie, pechowy trener, który, nawet jak dobrze popracuje, to na końcu i tak przegra, bo zawsze ktoś lub coś zawali.
11czwartek, 27, wrzesień 2012 23:25
corazstarszy
Poprawka - powinno być Strzał życia Grzyba w Bytomiu jesienią 2008 w meczu Polonia B. - Legia 1-0

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1