- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Kwestia zaufania
Niewiele brakowało, a zmarnowalibyśmy szansę na ucieczkę Lechowi i Śląskowi w tabeli. W meczu z Piastem było już dwubramkowe prowadzenie gości, była słaba gra naszej drużyny, były momenty zwątpienia na trybunach. A jednak Legia ostatecznie wyszarpała zwycięstwo 3:2, a na naszym koncie pojawiły się kolejne punkty.
0:2 na własnym boisku z teoretycznie słabszym przeciwnikiem zdarza się przegrywać każdemu - i Legii, i Bayernowi Monachium, i Manchesterowi United, i Barcelonie. Nie zawsze drużyna dobrze wejdzie się w mecz, a czasem przyjezdnym po prostu wszystko wychodzi. Niesłychanie istotna jest kwestia reakcji zespołu na takie zdarzenia. Nie tylko w kontekście uratowanych punktów, zwycięstwo odniesione dzięki udanej próbie odwrócenia fatalnego wyniku może stać się również fantastycznym kapitałem cementującym zespół, budującym jego morale, podnoszącym poziom pewności siebie. Oby Legia dzięki trzem punktom zdobytym z Piastem nauczyła się czegoś pożytecznego o samej sobie. W końcu to kwestia zaufania do własnych umiejętności. Oby czegoś pożytecznego o Legii nauczyli się też kibice i wstrzymali się z gwizdami towarzyszącymi próbom rozgrywania akcji przez swój zespół oraz darowali sobie wygwizdywanie zmienianych zawodników Legii. Moment rozliczenia powinien przyjść - zawsze. Ale... wraz z końcowym gwizdkiem.
Umiejętność zainkasowania trzech punktów po słabej grze to wprost bezcenna zdobycz w wyczerpującym wyścigu o mistrzostwo Polski. Za to, że Legia była dziś mimo wszystko w stanie przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, należą się naszym chłopakom ogromne brawa. Ale co do tego, że zagraliśmy naprawdę słaby mecz, wątpliwości nie można mieć niestety żadnych.
Legia na kilka minut została w szatni w poniedziałek w Szczecinie, tam nam się na szczęście upiekło. Dziś również od pierwszych kopnięć piłki to nasi rywale sprawiali wrażenie futbolistów dynamicznych, biegających i odpowiednio skoncentrowanych, podczas gdy my graliśmy 'letnią' piłeczkę, trochę na stojąco, trochę lekceważąco. Wydaje się, że ten element wymaga zdecydowanej poprawy. Przypomnijmy sobie jak Legia weszła w mecz w takim Bełchatowie. Grając u siebie z beniaminkiem, chyba mamy prawo oczekiwać podobnego nastawienia, podobnej chęci zdominowania i stłamszenia przeciwnika od pierwszych chwil meczu. Tymczasem to Piast grał dziś na początku meczu w piłkę. Bramka dla gości wisiała w powietrzu. Gol na 0:1 był logiczną konsekwencją wydarzeń z pierwszej odsłony dzisiejszego spotkania.
Warto zwrócić w tym miejscu uwagę, że kolejny raz tracimy bramkę po dośrodkowaniu z prawego skrzydła, opuszczonego przez naszego lewego obrońcę (vide mecz z Górnikiem Zabrze). Bez wątpienia takie są założenia, żeby Kuba Wawrzyniak schodził w pole karne przy stałych fragmentach gry rozgrywanych przez przeciwnika, ale w takim razie współpraca defensywnego pomocnika z lewoskrzydłowym musi być zdecydowanie lepsza. Dziś spóźnili się i 'Romek' Kosecki, i Vrdoljak. O drugiej bramce nie ma co pisać, wszyscy widzieliśmy co się stało. Błąd wręcz kompromitujący, ale takie niefrasobliwe zagrania do tyłu zdarzały się większym niż Jędrzejczyk i lepszym od niego będą się zdarzać. Dziś po prostu wypadło na niego i już ani słowa na ten temat.
Mieliśmy naprawdę ogromne szczęście, że udało się zdobyć bramkę kontaktową jeszcze przed przerwą. Ale mieliśmy też Danijela Ljuboję. Pomijając fakt, że prawdopodobnie zawdzięczamy tę bramkę w pewnym stopniu tolerancji sędziego liniowego, była to sytuacja, w której dał o sobie znać geniusz właśnie tego zawodnika, który miał robić różnicę, który miał podnosić zespół w trudnych momentach. Zrobił różnicę i podniósł zespół.
W drugiej połowie nie było lepiej. Niby 'momenty' były, ale Radović i Kucharczyk popełniający minimalne błędy w dogodnych sytuacjach na prawym skrzydle, Vrdoljak nie będący w stanie przydusić do ziemi piłki w stuprocentowej sytuacji kilka metrów przed bramką, Gol i Salinas bezsensownie uderzający w trybuny, to wszystko świadczyło tym, ze dziś po prostu nie jest nasz dzień. To, że wygraliśmy zakrawa właściwie na mały cud! 'Jędza' swoją pierwszą w tym sezonie bramkę dla Legii zdobył akurat w tym meczu, w którym tej bramki najbardziej potrzebowaliśmy, akurat w tym meczu, w którym wcześniej popełnił fatalny błąd. Piłka nożna lubi takie hollywoodzkie historie... Zachowując wszelkie proporcje, wystarczy przypomnieć jak Lilian Thuram jedyne dwie bramki (w ponad stu czterdziestu występach) dla reprezentacji Francji zdobył jednym meczu, w półfinale MŚ z Chorwacją. Gol na 3:2 padł natomiast po jedynej chyba w całym meczu akcji Legii, w której wreszcie wyszło nam wszystko, w której każde kopnięcie piłki było trafnym wyborem, podjętym w odpowiednim tempie, z należytą precyzją. To też o czymś świadczy, że na taką dopieszczoną, koronkową akcję musieliśmy czekać przeszło osiemdziesiąt minut.
Dobrze, że tak to się skończyło, naprawdę wszystkim nam spadł chyba ogromny kamień z serca. Cieszą te punkty, cieszą cholernie.
Przyznam, że w kolejnym meczu bardzo podobał mi się Michał Kucharczyk, który chyba na dobre posadził na ławce Jorge Salinasa. Chyba trzeba też przyznać słuszność tym, którzy prorokowali, że przy Janie Urbanie, odrodzi się na środku obrony Inaki Astiz. Mecz raczej nie wyszedł Koseckiemu i Radoviciowi, aczkolwiek mnie najbardziej zmartwiła chyba postawa naszych środkowych pomocników. Obaj byli chaotyczni, obaj nie wykazywali dość skuteczności w odbiorze w środku pola. Janek Gol aspirujący do miana głównego rozgrywającego zespołu to raczej nie jest dobry kierunek dla Legii. Gol to pracowity, waleczny, wybiegany zawodnik, ale naprawdę, nie wymagajmy od niego, żeby wymyślił proch - bo go po prostu nie wymyśli.
Sytuacja na trybunach nie zaskakuje. Na obecnym pacie nie zyskuje absolutnie nikt, traci na nim jedynie Legia, ale przynajmniej nikt nie rości sobie praw do decydowania za innych co to znaczy być prawdziwym kibicem. Dobre choć tyle.


Ale trudno się nie cieszyć, że jest drużyna, która walczy do końca, niezależnie od okoliczności. I co prawda mało to zdrowe dla serducha, ale wiadomo, że najfajniejsze są właśnie takie, mega emocjonujące, zwycięstwa.
Piszesz, że "moment rozliczenia powinien przyjść - zawsze. Ale... wraz z końcowym gwizdkiem.". Moim zdaniem jest dokładnie odwrotnie. Moment rozliczenia musi przychodzić na bieżąco tzn. nie po 1 nieudanym zagraniu i nie po 2, ale jak przegrywasz po 30 minutach 0:2 z beniaminkiem na swoim stadionie to musisz się dowiedzieć co kibice którzy przyszli na stadion i zapłacili za bilety myślą o twojej grze. Pan piłkarz musi się nauczyć, że jak będzie zap... to nikt nie będzie gwizdał nawet jak będzie przegrywał, ale jak ktoś gra Stojanowa przez 30 minut i przegrywa to nic innego jak wyrażenie swojego oburzenia nie pozostaje. I bardzo dobrze się stało, a im szybciej pan piłkarz jeden z drugim się do tego przyzwyczai i zacznie szanować kibica swoim zaangażowaniem w grę tym lepiej.
To o czym piszesz już przerabialiśmy i nie wiem czy może być coś bardziej wymownego niż sytuacja z zeszłego sezonu. Dostawali wsparcie 90 minut, kiepskie wyniki się powtarzały jeden po drugim. Było oburzenie po meczu, ale co z tego jak po nich to spływało ? Nic sobie kompletnie z tego nie robili, bo na następnym meczu znowu przez 90 minut mieli zabawę.
I jeszcze coś powiem (nie jest to krytyka, ale spostrzeżenie): śmiem twierdzić, że w normalnych warunkach dopingowych oni by tego meczu nie wygrali.
Jędrzejczyk tak zagrał przy 0-2 jak rok temu Żewłakow w Poznaniu, tylko wtedy Rudniew zgłupiał ze szczęścia. Z drugiej strony - bramka dla Legii po rożnym. Niebywałe.
Genezę bramki na 0-1 trochę inaczej widzę niż Gawin. Na skrzydle Wawrzyniak i Kosecki głupio się w dwójkę rzucili na jednego, a dośrodkowującym nie było komu się zająć.
Rzeczywiście, Astiz tak jakby odżywał.
Takie mam jednak poczucie, że coraz trudniej o punkty. Tę wygraną trzeba docenić, bo nie wiadomo, ile jeszcze punktów w 6 pozostałych meczach uciułamy. Chyba nie za dużo.
Jeszcze o dopingu (?)
Wiadomo, że sytuacja dla Legii dobra nie jest. Ale poczucia straty w sensie kibicowskim nie mam. Taka atmosfera bardziej mi odpowiada niż buraczane petardy (czy grupy kibicowskie murzynom pozazdrościły
wuwuzel? - jedno i drugie dźwiękowo okropne), oprawy w stylu "Nienawidzimy wszystkich", "Total brutal bestial" czy "Dżihad Legia". No i doping z trybuny północnej - teksty typu "za nasze miasto i za te barwy..." brzmią mało przekonująco po niszczeniu, było nie było, miejskiego stadionu. Nie odczuwam za tymi sprawami tęsknoty.
Takie jasne plamki na czarnym tle.
To nie był Wawrzyniak, tylko Radovic z Koseckim. Wawrzyniak był wówczas gdzieś na grzybach w polu karnym i to chyba właśnie on ponosi największą winę za tę bramkę - zamiast zaasekurować swoją stronę, to przyglądał się całej akcji z bezpiecznej odległości.
W przypadku drugiej bramki wylazło, niestety, bardzo słabe zaawansowanie techniczne Jędrzejczyka. Nie wiem, dlaczego Urban zrezygnował z ustawiania go na środku defensywy. Będę to powtarzał do znudzenia: my bardzo potrzebujemy Rzeźniczaka w dobrej formie a bez gry, to on do tej formy w życiu nie dojdzie.
Spalony Kucharczyka ?
PS
Faktycznie muszę się zarejestrować aby móc edytować posty
Nie żebym komuś źle życzył, ale nie obraziłbym się, gdyby Ruchowi się poszczęściło w jutrzejszym meczu
Janusz zagrał słabo i powinien o tym usłyszeć.
Cóż, moim zdaniem to dość kiepskie, żeby gwizdać na piłkarza tylko dlatego, że ma pecha schodzić z boiska przy niekorzystnym wyniku. Że słabo grał? No słabo. Nie on jeden.
@ JJ
jak przegrywasz po 30 minutach 0:2 z beniaminkiem na swoim stadionie to musisz się dowiedzieć co kibice którzy przyszli na stadion i zapłacili za bilety myślą o twojej grze
Widzisz, ja nie końca rozumiem rozumiem taką logikę. Nie czuję się komfortowo z tym, że można być 'przeszczęśliwym' z powodu końcowego zwycięstwa, a jednocześnie wcześniej wygwizdywać drużynę po 30 minutach. Jak rozumiem to zwycięstwo smakuje przecież tak bardzo właśnie dlatego, że zostało odniesione w takich okolicznościach. To może nawet trzeba by być zadowolonym z tych traconych wcześniej bramek? Skoro kibic ma przekonanie, że był traktowany Stojanowem przez 30 minut, to jakie ma znaczenie czy później był Stojanow czy nie? Przecież i tak został oszukany. Ale właśnie - czy aby na pewno później nastąpiła taka kolosalna zmiana mentalna i jakościowa w grze Legii, żeby gwizdy zmieniły się w stan 'przeszczęśliwości'? Bo jak na mój gust to Legia grała mniej więcej tak samo przez całe spotkanie, najsłabiej chyba w pierwszych dziesięciu minutach, z kilkoma zrywami w różnych fazach meczu, które na szczęście wystarczyły do zwycięstwa. Gdyby nie bramka ze stałego fragmentu gry w osiemdziesiątej minucie, pewnie Legia waliłaby w mur do dziewięćdziesiątej minuty. Różnicę zrobił zatem nie imć Stojanow, tylko końcowy wynik. A ten - jak sama nazwa wskazuje - poznaje się po zakończeniu meczu.
To że gwizdy po straconej bramce pchną drużynę do gry to interesujący mit, niestety moim zdaniem całkowicie tożsamy z tym, że do ataku pchnie ją ciągnięta przez trzydzieści minut przyśpiewka pozostająca bez związku z boiskowymi wydarzeniami. Śmiem jednocześnie zauważyć, że nigdzie w tekście nie namawiam do przyjęcia tej drugiej opcji
@ corazstarszy
Niestety kwestia mizernej frekwencji to w najmniejszym stopniu (o ile w ogóle w jakimkolwiek) problem atmosfery. To problem finansowy.
1. W normalnym przedsiębiorstwie błędy w pracy koryguje się na bieżąco. Nie po zakończonym dniu pracy. Toteż gorący doping żylety przez cały mecz a po jego zakończeniu śpiew "Co wy robicie..." na piłkarzach nie wywrze wrażenia.
Jak piłkarze mogą sprawić, by kibice ich nie wygwizdywali? Banalnie prosto: liczba na tablicy świetlnej po stronie Legii ma być większa.
2. Gol w składzie Legii powoduje, że gramy w dziesiątkę. Sprowadzasz piłkarza z Bełchatowa, grasz jak Bełchatów. Żewłakow? Rok temu był pożyteczny, a teraz... też jest pożyteczny, ale dla przeciwników. Ci dwaj nie są Legionistami, tylko gizopodobnymi najemnikami i nie zasługują na taryfę ulgową.
@Senator: ja nadziei na co najmniej punkt nie straciłem do końca. Pierwsza bramka Ljuboi wlała ją w me serce
wspominam o tym dlatego że nie tak dawno chwalilem się że w 74 minucie mówiłem że Legia strzeli dwie bramki i strzeliła. Dziś autentycznie zaczynało brakować mi wiary a jeszcze wspomniany kibic miał rację .Dziś nic nam do 84 minuty nie wychodziło.
A co to jest 'normalne przedsiębiorstwo', że tak z ciekawości zapytam? Bo ja na przykład w swoim 'przedsiębiorstwie' miałem tak zwany deadline i nikt mi przed jego upływem nad uchem nie gwizdał.
Ogólnie teoria takiego zracjonalizowanego i uzasadnionego gwizdu bardzo mi się podoba. Sądzę, że w pełnej zgodzie z 'banalnie prostą' wskazówką, na naszych futbolistów należy gwizdać w systemie ciągłym od momentu rozpoczęcia meczu aż do chwili, kiedy 'liczba na tablicy świetlnej' po ich stronie wreszcie stanie się większa. Tudzież nie widzę większego sensu w czekaniu aż 'gizopodobnym nie-legionistom' akurat trafi się zmiana. Gwiżdżmy na nich już podczas wyczytywania składów i obowiązkowo przy każdym kontakcie z piłką. Jak bez taryfy ulgowej to bez taryfy ulgowej.
Widzę, że wraz z wybiciem godziny 2 w nocy pojawia się u ciebie dość wisielczy humor. Radziłbym zerknąć w lustro, czy przypadkiem nie zaczynają ci rosnąć kły i czy w ogóle widać twoje odbicie.
Gwizdy, złorzeczenia, to jak najbardziej normalna reakcja trybun i ja osobiście bardzo się cieszę z tej normalności. Natomiast, twierdzenie, że gra zespołu w ogóle się nie zmieniła jest bardzo naciągane. Legia w II połowie zdominowała grę i miała kilka o wiele klarowniejszych okazji, żeby wyrównać, niż ta sytuacja, po której Jędza strzelił.
Zapewne macie swoje dojscia w klubie (a przynajmniej ta czesc wykazujaca się lojalizmem w czasie poprzedniego protestu
Pytanie calkiem serio i no offence - nie czujecie w zwiazku z tym pewnego niesmaku zwiazanego z informacjami podanymi przez klub na tablicy wczoraj?
W kontekście tego co dzieje się wokół Legii w ostatnich miesiącach, jest wiele powodów do niesmaku. Ten związany z '15 tysiącami' z pewnością znajduje się na szarym końcu listy.
Ogólnie to obawiam się drogi Morcie, że prezentowany przez Ciebie triumfalizm przypomina radość ze zdobycia bramki przy stanie 0:6. My naprawdę wszyscy przegrywamy w tym meczu. Jeżeli rzeczywiście sądzisz, że jest inaczej to... niestety tylko to potwierdzasz.
@ CTP
Gwizdy, złorzeczenia, to jak najbardziej normalna reakcja trybun
Ależ oczywiście, co do tego, że na rozmaitą spontaniczną ekspresję wywołaną frustracją trybun nie ma rady, nie można mieć żadnych wątpliwości.
Tyle że o ile rozumiem taki gwizd bezpośrednio po bramce, no powiedzmy na koniec pierwszej połowy (sam co prawda nigdy nie gwizdałem na Legię, ale OK - rozumiem, że czasem człowiekowi wydaje się, że musi), o tyle zupełnie nie akceptuję go w sytuacji, w której to mój zespół usiłuje rozgrywać akcję, niechby i przy stanie 0:2, czy kiedy z boiska schodzi facet, który może i zagrał przeciętnie, ale na pewno nie odwalił niczego takiego, co usprawiedliwiałoby jakiś publiczny ostracyzm.
A już o dorabianiu do owego gwizdu filozofii, w myśl której mógł on mieć wpływ na wynik, w ogóle na cokolwiek, nie no, proszę...
Legia miała zupełnie przyzwoite sytuacje także w pierwszej połowie, i to nawet w teoretycznie najgorszym okresie gry (strzał Ljuboji w środek bramki i zła decyzja Rado w sytuacji sam na sam w narożniku pola karnego).
Janusz nie dostał gwizdów dlatego, że schodził przy niekorzystnym wyniku. Dostał je dlatego, że grał słabo. Według mnie najsłabiej z drużyny obok Żewłakowa. Choć osobiście nie gwizdałem, rozumiem "rozczarowanie" innych.
Mort
Nie wiem i tak naprawdę nie jest to ważne ilu kibiców było na meczu
Gawin - ja doskonale zdaje sobie sprawe,że ten kierunek jest zły, ba nawet uwazam,że wiecej winy w jego obraniu leży po stronie rządzących niż klubu ale takie mamy realia jakie mamy. Kazdy cieszy się wiec ze swoich sukcesów...
Niestety obawiam się,że bedzie tylko gorzej bo wczorajsze info przekazane przez Litara na forum Lecha (a oni maja dobre dojscia) zapowiada wojne w całej Polsce i podziały na wszystkich stadionach kraju
Czekam więc na mecz który odpowie czy ważniejszy jest kolektyw czy też granie pod jedną gwiazdę. Może dlatego że jak patrzę na ofensywnych harpaganów z Polonii to mnie troche zazdrość bierze że tak małym nakładem środków można z młodych wilków zapieprzającym po całej długości i szerokości boiska zbudowac zespół grający taką przyjemną dla oka piłkę. Na marginesie przypominają mi się stare czasy piłkarskie i trzech muszkieterów z warszawskiej Gwardii - Dziekanowski, Baran, Banaszkiewicz.
Żeby nie było jednak samego narzekania po wczorajszym meczu to musze wystawić specjalną laurkę dla Furmana. Przy trzeciej bramce dostał piłke gdzieś na 18m od naszej bramki, zagrał do Radovica i poszedł chyba 80m na pełnym sprincie za akcja. Ja jakiś niesamowitych oczekiwań w stosunku do Legii nie mam, oczekuję właśnie takiego zaangażowania.
Dość optymistycznie wygląda tez to że jak Legia "zwącha już krew" to przeciwnik raczej nie uchodzi z życiem.
Narzekając jeszcze trochę (bo w kolejnych meczach to dobrze wpływa na wynik i emocje
matwi mnie sposób przesuwania się drugiej linii w defensywie. Nawet jak grali 11:9 to nie potrafili dokładnie pokryć przeciwników
Niestety próby pressingu wyglądały nie najlepiej a dyspozycja Gola i Vrdolijaka jest mówiąc delikatnie nie najwyższa.
Porównując sędziowanie w tych meczach możemy być dumni z naszych sędziów...Centymetrowy spalony (?) Kucharczyka to naprawdę pikuś.
Co do samego meczu. Bezpłciowe wejście w mecz przez Legię, gra na zasadzie - poczekamy, zobaczymy, może coś się strzeli.
No i się straciło...
Druga bramka to efekt mimo wszystko zbyt częstego wycofywania piłki przez obrońców do bramkarza, które to zagrania są nadużywane w niemal każdym meczu.
I pozostaje liczyć na to że w drużynie przeciwnej nie będzie dość sprytnego i szybkiego napastnika który po prostu przejmie takie podanie..
Zdarza się to Legii nie po raz pierwszy i brak wyciągania wniosków przez samych zawodników a i trenerów staję się irytujący.
Modliłem się o bramkę kontaktową jeszcze przed przerwą i znów się udało (też nie po raz pierwszy strzelamy po 40 minucie).
Jedyne z kilku zagrań piętką przez Ljuboję wykonanych w tym meczu okazało się piękną bramką.
Nadzieja granicząca z pewnością, że po przerwie szybko wyrównamy, została wystawiona na ciężką i długą próbę. Ale pamięć o meczu z Podbeskidziem była pożywką dla podtrzymywania tej nadziei, i było to widać również u piłkarzy.
No i się udało. Chwała im za to. Przyjemnie się oglądało jak kilku legionistów jednocześnie szło w każdym obszarze boiska do pressingu.
Dosłownie jak sfora zgłodniałych psów otaczających ofiarę. I udawało się odzyskiwać piłkę bardzo często.
Jedna rzecz w grze zespołu a w szczególności Ljuboji nie daje mi od dłuższego czasu spokoju.
Jest to permanentne nie kontrolowanie linii spalonego przez Danijela, graniczące czasami z podejrzeniami o sabotaż.
I na prawdę nie wiem w czym tkwi problem - czy w poważnym braku orientacji na większej niż kilka metrów kw. przestrzeni, czy ( nie śmiejcie się ) w kłopotach natury okulistycznej, czy ... no właśnie, może ktoś ma jakąś diagnozę...
Czekam na wszystkie możliwe teorie, gdyż jest to bardzo poważny problem naszej gry w kontrze a i czasami w ataku pozycyjnym.
Nie kładzie się glazury, jeżeli instalacja kanalizacyjna jest krzywa. Tym bardziej nie śpiewa się robotnikom: "Nic się nie stało, panowie nic się nie stało!". Ponieważ się stało i usterkę poprawia się bez zwłoki. Oto, w jaki sposób funkcjonuje "normalne przedsiębiorstwo".
Dziękuję też za życzliwe uznanie mojej teorii zracjonalizowanego gwizdu; obym musiał stosować ją jak najrzadziej.
obym musiał stosować ją jak najrzadziej
Najlepsze podsumowanie naszej dyskusji
Pozostaniemy przy swoich opiniach, ale grunt abyśmy musieli je "sprawdzać" jak najrzadziej.
Lepiej bym tego nie ujął. Nawiasem mówiąc, jeszcze by tego brakowało, żebyśmy się tu wszyscy ze wszystkimi we wszystkim zgadzali!
@ WielkieLegiony
Inna sprawa, że wg mnie wielu kibiców zrobiło sobie z Janusza kozła ofiarnego (trochę jak z Piotrkiem Gizą)
Otóż to.
A tak poza tym to witamy na stronie
O ile na obronę pomysł przestawiłem o tyle pomoc pozostawiam do dyskusji. Może być tak ze nasz Jan ma nadmiar zawodników i cały czas szuka i sprawdza warianty. Jeśli to robi z takim przeciwnikiem jak Piast to ja mu się nic a nic nie dziwię. Jeszcze co do meczu. Ktoś już tu zauważył rajd Furmana. Z pod własnego pola karnego na pełnym gazie biegł za akcją aby zaliczyć asystę. To może zrobić tylko młody wilk legionista
Sprawa frekwencji panowie zwróćcie uwagę taki guru i wódz propagandy Woytek poświęca kilka godzin na klikanie w piksele nie po to aby ustalić faktyczną liczbę widzów a po to aby dowieść że klub kłamie . Rozumiecie? Jest pretekst dowalić klubowi więc dawaj pięć godzin liczenia i mam - tak legijna wiaro skupiona w walce z okupantem, mamy kolejny dowód klub kłamie. Z przekrętami za zwroty karnetów nie wyszło więc trzeba znaleźć inny temat. Pewnie rzeczywiście piętnastu nie było, było 10- 11 i przy przeciwniku typu Piast i po pierwszym ataku zimy ok. Przy funkcjonującej żylecie też były mecze z podobną frekwencją. Dużo ważniejsza jest jasna deklaracja ze strony zaangażowanego kibica że cieszy się bo własny jego(ponoć) klub dostaje po kieszeni. Kiedy więc czytam pierwszy postulat grup kibicowskich które kibicują kibicom o zaprzestaniu wyprzedarzy to wszelka dyskusja z piszącymi te postulaty sensu nie ma. Zalecałbym też sprawdzenie kto i jak zmienia, pisze ustawy, ale to tak na marginesie bo jak pisałem polemika nie ma żadnego sensu.
@Wielkie Legiony
Witamy i zapraszamy i od razu zgodzę się z Tobą, obecnie Gizę zastąpił Gol. Widać wielu lubi mieć swojego "faworyta"
panowie szlachta powiedzieli juz wczesniej prawie wszystko, wiec nie bede tego powtarzac, ALE nie zauwazylem dwoch kwestii ktore mi osobiscie w czasie meczu rzucily sie w oczy.
1/ porownanie do meczu z podbeskidziem uwazam za nie-na-miejscu. wtedy gralismy naprawde DOBRZE, tylko nic nam nie chcialo wpasc. na szczescie do czasu
2/ (nie)gralismy wczoraj bez pomyslu i na afere. CHAOS. gorne pilki jak za trenera skorzy grane byle do przodu i byle jak. i dokladnie taki sam chaos taktyczny w obronie. masakra, jak by nie bylo wiary, a "tonacy brzytwy sie chwyta"...
i na koniec...
UFFFFF... =)
Po tym meczu trzeba docenić to o czym piszą inni. Legia w 5 meczach przegrywała sześciokrotnie i ani razy nie przegrała. Zdobyła w nich 11 punktów i to jest z pewnością plus w stosunku do poprzednich sezonów w których jak traciliśmy pierwsi bramki to przegrywaliśmy. Wczoraj też strzeliliśmy bramki po akcjach a nie jak np. Śląsk w meczu z Lechią po dwóch rykoszetach po strzałach Mili.
A tak w ogóle to najciekawszy w tym wszystkim jest tytuł z weszlo:
LIVE: Legia wygrywa po genialnym meczu
Twoje rozumowanie ma sens i być może to właśnie przyświecało Jankowi wystawiając Gola. Ja raczej przewidywałem, że Piast nie będzie murował bramki a to, że potrafia grac piłką pokazali już w kilku spotkaniach. Niezależnie od tego trafienie z tym czy Piast zagra ofensywnie czy defensywnie to 50 na 50 więc mogło byc zupełnie inaczej. Inna kwestia to ułożenie się meczu. W Szczecinie to nam się nieźle poszczęściło co spowodowało potem łatwiejszą grę a z Piastem było już odwrotnie.
Jest jeszcze jedna teoria dlaczego Janusz Gol zagrał od początku: Drużyna, która ma Gola powinna zaczynać mecz z wynikiem 1:0 dla niej gdyż ma już przecież Gola.
Tytuł z Weszło jest ok w końcu mecz był genialny (napięcie dramaturgia i w końcu dobre zakończenie) i chyba o to chodziło autorowi a nie o to że Legia zagrała genialnie.
A co do Gola to ja również nie jestem jego fanem ale akurat w tym meczu na gwizdy nie zasłużył. Grał poprawnie i nawet pamiętam kilka jego prostopadłych podań. Natomiast uważam że Żewłak powinien usiąść na ławce i nie wstawać z niej do wiosny, jak można tak zjechać z formą to ja tego nie pojmuję. Na środek obrony dać Vredniaka lub Jędzę IMO lepiej tego drugiego i po problemach.
Natomiast to co mnie zaniepokoiło to po za chaosem na który ktoś już zwrócił uwagę to wrażenie że Legionistów na boisku było mniej, może kolega Morta policzył by czy któryś z naszych grajków gdzieś się nie zgubił bo ja miałem wrażanie że Piast grał z przewagą co najmniej jednego zawodnika. Całe szczęście że pod koniec Piastunkom zabrakło siły i udało się wcisnąć dwie bramki.
Ja do dzisiaj pamiętam mecz z 1982r. (cholera, 30 lat mineło) Legii z Widzewem. Byłem wtedy dorastającym wilczkiem a na Legię przyjechał Widzew z Młynarczykiem, Żmudą, Bońkiem, Rozborskim, Surlitem i Smolarkiem. Na dzień dobry dostaliśmy dwie bramki które strzelił Surlit i Filipczak. Przed przerwą doprowadziliśmy do wyrównania ale gola do szatni na 2:3 strzelił ponownie Filipczak. W drugiej połowie Henio Miłoszewicz i dwa razy Adamczyk pokonali Młynarczyka i skończyło się 5:3 dla nas. Szczerze powiedziawszy nie pamiętam czy graliśmy wtedy dobrze czy źle