- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Utrzymać kurs
Legia w najlepszy możliwy sposób zatarła złe wrażenie z zeszłotygodniowej wpadki z Jagiellonią. W 'meczu jesieni' rozegranym w Poznaniu nie daliśmy najmniejszych szans Lechowi, pokonując gospodarzy 3:1. Dzieło zniszczenia zostało dokonane w pierwszej połowie, którą po bramkach Koseckiego, Wawrzyniaka i Radovicia wygraliśmy aż 3:0.
Kiedy kilka tygodni temu dyskutowaliśmy o łatwym zwycięskim 3:0 w Szczecinie, padały stwierdzenia, że nie powinniśmy liczyć na podobną 'pomoc' ze strony naszych ligowych rywali w kolejnych grach. Tymczasem otrzymaliśmy ją ponownie, w dodatku, o dziwo, tam, gdzie spodziewać się jej było stosunkowo najtrudniej - w Poznaniu. Jest takie brzydkie określenie: przemotywowani. Na takich wyglądali futboliści Lecha, którzy prawdopodobnie chcieli zdusić Legię od pierwszych minut meczu. Albo taktycznie zamierzali grać tak wysoko ustawioną obroną, albo ich defensorzy zwyczajnie dali się ponieść emocjom - w każdym razie srodze się przeliczyli. Legia kontrowała lechitów jak zgraję niesfornych sztubaków, a panowie Henriquez, Kamiński, Wołąkiewicz i Ceesay zostali w kilku sytuacjach wręcz ośmieszeni.
Legia, poza czysto piłkarską wyższością, pokazała zdecydowanie lepsze nastawienie mentalne do tak prestiżowego meczu, koncentrację, rzetelność w realizacji boiskowych zadań, wreszcie szatańską skuteczność w pierwszym kwadransie gry. Janowi Urbanowi i całej drużynie należą się wielkie słowa uznania, bo uwolnienie wszystkich wyżej wymienionych czynników w akurat takim meczu - to niezaprzeczalnie wielka sztuka.
Co ciekawe, Legia nie zaprezentowała futbolu, który zapierałby dech w piersiach. Wystawiając indywidualne cenzurki, trudno popadać w euforię. Kuciak żył w bramce, wybił jeden niebezpieczny strzał Lovrencicsa, ale trudno powiedzieć, żeby jakoś specjalnie dziś się natrudził. Kuba Wawrzyniak zaliczył znakomitą asystę, kapitalny rajd zwieńczony drugą bramką dla Legii, był blisko zdobycia jeszcze jednego gola, ale też niejako tradycyjnie potrafił zagubić się w defensywie, to po dośrodkowaniach z 'jego' flanki Lech był najgroźniejszy. Para Żewłakow - Jędrzejczyk konsekwentnie oddalała zagrożenie od naszej bramki, ale osamotniony Ślusarski zadziwiająco często gubił naszych defensorów i tylko jego katastrofalnej skuteczności zawdzięczamy zaledwie jedno oczko po stronie strat. Kuba Rzeźniczak wzorowo 'wyłączył' Ubiparipa, ale w porównaniu ze swoimi ofensywnymi popisami na pozycji lewego obrońcy, tym razem w grę ofensywną w zasadzie się nie angażował. Kosecki zdobył arcycennego gola, z imponującą zawziętością walczył w defensywie, ale sytuacja, po której powinien był zaliczyć asystę na 4:0, została zepsuta w sposób trudny do wyjaśnienia. Żyro zanotował asystę, wygrał kilka pojedynków na lewym skrzydle, ale też wielokrotnie tracił piłkę w indywidualnych starciach z Ceesayem, szwankowała też jego współpraca z 'Rumianym' na skrzydle. Janek Gol - momentami znakomity, momentami w swoim stylu irytujący spowalnianiem gry i błędnymi decyzjami. Radović, bezbłędnie wykorzystujący gapiostwo poznańskich obrońców i niezdecydowanie Kamińskiego, ale poza tym praktycznie nieobecny w ofensywie. Ljuboja, który... Chwila, czy Danijel był dziś właściwie na boisku? Zmiany, z których zaistniał tylko Kucharczyk, niestety marnując świetną okazję na czwartego gola. Salinas kolejny raz nie wszedł dobrze w mecz, a Daniel Łukasik przez dwie minuty bodaj nie kopnął piłki, za to zapalczywie kopał przeciwników.
Nie był to mecz w naszym wydaniu idealny, bezbłędny, porywający. Po prostu zagraliśmy to, co umiemy. I to wystarczyło do tego, żeby zwalić Lecha z nóg, żeby upokorzyć poznaniaków na oczach czterdziestu tysięcy fanatycznych kibiców. Całkiem nieźle.
W powyższej wyliczance nie ująłem Dominika Furmana, bo akurat do 'Furmiego' trudno mieć jakiekolwiek uwagi. Miałem z uwagą obserwować Linetty'ego z Lecha, ale ten zanotował raptem jedno udane kopnięcie piłki, tymczasem 'Furmi' wydał walkę wręcz (dosłownie) Rafałowi Murawskiemu i mimo zachwytów komentatorów C+ nad grą Murawskiego (też uważam, że Murawski zagrał całkiem nieźle, zwłaszcza przypadł mi do gustu sposób, w jaki atakował 'Rumianego' przy bramce na 2:0, klasa reprezentacyjna, nie ma co), moim zdaniem Furman tę walkę wygrał. Przyznaję, nie przekonywał mnie dotychczas ten zawodnik, mimo istotnej bramki z Podbeskidziem i genialnego uderzenia w Zabrzu. Dziś, wychodząc od pierwszych minut w takim meczu, walcząc bez żadnych kompleksów, udowodnił, że drzemie w nim wielki potencjał. Brawo!
Co teraz? Chyba wszyscy drżymy, żeby nie powtórzył się scenariusz z wiosny, kiedy zmiażdżyliśmy we Wrocławiu Śląsk Wrocław, by kilkanaście tygodni później oglądać na ligowym finiszu plecy drużyny, której w bezpośrednim starciu, jak się zdawało, wręcz wybiliśmy futbol z głowy. Lub kiedy zagraliśmy ocierający się o ideał meczu finału pucharu Polski z Ruchem Chorzów, by za kilka dni przegrać mistrzostwo ze słabszymi przecież w tamtym momencie od Ruchu zespołami Jagiellonii i Lechii Gdańsk.
Wygrana w Poznaniu to wartość sama w sobie. Parafrazując klasyczny już cytat - miny kibiców Lecha po bramkach 'Kosy', 'Rumianego' i 'Rado', bezcenne, cztery punkty nad Lechem w tabeli, równie bezcenne. Ale prawdziwą wartość tego zwycięstwa poznamy jeżeli ogramy teraz Widzew i Ruch u siebie. Jeżeli w kolejnych trzech meczach zachowamy dzisiejszy stopień skupienia i pewności siebie, po jesieni będziemy spoglądać na ligowych rywali z bezpiecznej, kilkupunktowej odległości. Nie ograniczajmy się tym razem do efektownego rozstrzygania pojedynczych bitew, wygrajmy wreszcie wojnę.


Taki sposób gry determinował również postawę naszej linii ofensywnej i ja bym się jakoś szczególnie ich nie czepiał. Zwłaszcza zmienników, którzy po prostu nie za bardzo mieli z kim grać, bo zespół kontrolował spotkanie bez zbędnych fajerwerków.
Uważam też, że najwyższy czas aby darować sobie wszelkiego rodzaju wróżby na podstawie tego, co stało się w poprzednim sezonie. Pisałem to już chyba tutaj, że wiele wskazuje na to, że czasy frajerstwa już się skończyły.
-Nasza obrona w pierwszej połowie była strasznie niepewna (W drugiej części spotkania cały mecz się uspokoił)Sam Ślusarski
mógłpowinien nam 4 bramki walnąć.-Bardzo dobrze w pomocy zagrał Ceesay (swoją drogą ciekawy ruch Rumaka to niewystawienie bocznego obrońcy kosztem skrzydłowego)
-Furmi (zbyt) mocno chciał strzelić dzisiaj bramkę, co kilka razy zaowocowało bezsensownym walnięciem piłki gdzieś w trybuny zamiast ciekawą akcją. Pretensji do niego nie mam, bo już prowadziliśmy mocno i mógł sobie spokojnie na to pozwolić, ale sam fakt wart odnotowania w perspektywie oceny charakteru gracza
Obrona przez wiele lat to była nasza duma, najsilniejsza i najbardziej pewna formacja.Obecnie myślę , że sytuacja się lekko odmienila. Ofensywa to nasza siła szczególnie jak Rumak wymyślił sobie że to on poprowadzi do tańca. I to ta druga sprawa po Poznaniu chętnych do otwartej gry z Legią ze świecą szukać.
Nikt błedu Rumaka nie powtórzy a to oznacza trudne mecze w których należy być skoncentrowanym i zaangażowanym na 100%
Aha, pisałem to w "typerze", ale tu warto powtórzyć. To był mecz Dominika Furmana. Chłopak zagrał bardzo dobrze, gdyby wszedł mu ten lob, którego próbował to... była by rewelacja. Niemniej jednak ilość przechwytów, odebranych piłek u tak młodego chłopaka była niesamowita. A wszystko to okraszone próbami natychmiastowego wyjścia do przodu.
Oj nie wiem Czy tylko Michała, przecież zagraliśmy kilka meczy bez niego i błędów było tyle samo.
Nasza defensywa ma ewidentny problem z nadążaniem za akcją i z ustawianiem się do wybicia wrzutki.
W tym meczu wynik powinien być 3:3 i tylko Sikorskiemu należy podziękować że tak się nie stało.
I jeszcze jedno Kosa i bramka na 1:0 WOW WOW WOW GENIALNE żeby tylko dalej się rozwijał bez dostępu do sodówki
- "W tym meczu wynik powinien być 3:3 i tylko Sikorskiemu należy podziękować że tak się nie stało"
Widzę, że atmosfera meczu w Krakowie mocno się udzieliła, ach ten Sikorski. Niemniej jednak zdaje się, że Ślusarskiemu kwiaty powinniśmy wysłać
- "Oj nie wiem Czy tylko Michała, przecież zagraliśmy kilka meczy bez niego i błędów było tyle samo"
Co defensywy to pełna zgoda, proponuję obejrzeć mecz z Lechem jeszcze raz (zresztą poza Bełchatowem dowolny mecz z tego sezonu) i zrucić uwagę z jaką łatwością rywale przeszywają nasze formacje po przekroczeniu połowy boiska. Sama defensywa z Michałem Żewłakowem na czele to ostatni bastion, często pozostawiony samemu sobie. Znamienna była sytuacja w pierwszej połowie (akcje ze słupkiem w tle), gdy to Jędza zostawił Ślusarskiego by obstawić samotnego piłkarza Lecha który błąkał się przed polem karnym. Za którym to nie wrócił nikt. Kolejnym problemem jest też lewa strona obrony, z tej strony dośrodkować może każdy kto ma ochotę. Naszego Wawrzyna albo nie ma, albo "broni" w odległości 2 metrów, co jak wiemy nie bardzo komukolwiek przeszkadza w dośrodkowaniu.
- "I jeszcze jedno Kosa i bramka na 1:0 WOW WOW WOW GENIALNE żeby tylko dalej się rozwijał bez dostępu do sodówki"
Z tym Kosą to też niezły numer. Facet strzela bardzo ważna bramkę, zachowuje się przy niej jak profesor... by potem latać jak kot z pęcherzem. Od tata do lata, i z powrotem, kompletnie bezproduktywnie... aż padł (co mnie nie dziwi)
i zszedł z powalającymi statystykami jak na skrzydłowego. Jeden strzał, jeden rajd, jedno dośrodkowanie... tia.
Aha, sodówka też młodemu Kosie nie grozi. Ta już odbiła dawno temu. Natomiast teraz jak widać uczy się z tym żyć
- bardzo duża ilość przechwytów poprzez wyprzedzanie zawodników Lecha. Nie wiem czy spowodowane to było wysokim pressingiem czy ładnym czytaniem gry ale wyszło bardzo dobrze a mi wielokrotnie takiego czytania i wyprzedzeń brakowało.
- Michał Żyro - zagrał 2 różne połowy. W pierwszej, pomimo asysty, trochę niewidoczny, za to w drugiej, rewelacja (przynajmniej dla mnie). Duża ilość przejęć i fajne podania, na prawdę miło się patrzyło. Denerwujące jest to, że w takich wypadkach Michał, jak i Janusz Gol dostają tak dużą ilość krytyki od kibiców.
- w kwestii chwalenia J.Urbana dodać należy Furmana (poganiającego batem szkapę) w pierwszej 11-tce. Wygląda na to, że bardzo fajnie czyta formę zawodników i przy słabszej ostatnio dyspozycji Łukasika, a wysokiej Dominika dokonał bardzo dobrego wyboru. Pomijając pewne różnice pomiędzy tymi dwoma zawodnikami i możliwość wystawiania ich w zależnośći od przeciwnika to dostajemy szansę na rotację w przypadku opisywanego wachania formy u młodych.
Resztę napisali koledzy powyżej
Co do obrony to ja mam wrażenie że problemem jest wybicie dośrodkowania z bocznego sektora . Wygląda to tak że nasi obrońcy nie wiedzą wybijać czy nie i piłka przelatuje i jeśli jest tam jakiś napastnik to się robi gorąco. Zupełnie nie wiem dlaczego tak się dzieje ale koniecznie trzeba to poprawić.
Mnie osobiście bardzo cieszy dobra gra Rzeźniczaka (choć za ten strzał z woleja Lechity, to należy mu się ostra zjebka), bo dzięki temu Urban może wstawiać na środek defensywy Jędrzejczyka, który, moim zdaniem, daje zespołowi na tej pozycji o wiele więcej.
- "- Michał Żyro - zagrał 2 różne połowy. W pierwszej, pomimo asysty, trochę niewidoczny, za to w drugiej, rewelacja (przynajmniej dla mnie)"
Mnie się wydaje, że Michał Żyro zagrał w tym meczu dlatego, że Jan Urban obawiał się (słusznie zresztą) Kebby Ceesey'a. Michał miał wspierać Wawrzyniaka, co też czynił. Często to On był naszym lewym obrońcą. Stąd też Kosecki na przeciwległym skrzydle. Mimo tak defensywnej gry (większość meczu na własnej połowie) Michał zanotował świetną asystę, a mógł dwie, gdyby Kucharczyk wykorzystał genialne podanie Żyro i wpakował bramkę jak pan Bóg przykazał.
Abstrahując od wszystkiego wydaje mi się, że widać po Michale, że nie jest w pełni sprawny. Nie ma tej siły, nie ma dynamiki startu, a to dotychczas były atuty Żyro. Nie do końca rozumiem polityki "przeciągania sprawy" operacji.
Dokładnie takie samo jest moje zdanie. I po mojemu, Żyro kompletnie się nie sprawdził w tym meczu. Zamiast się nawzajem asekurować z Wawrzyniakiem, robiła się tam wielka dziura. Na usprawiedliwienie dodam, że Kuba nie trenował w tygodniu z powodu kolana i chyba nie było jak poukładać tę ich współpracę.
Jest mi jakoś tak radośnie na sercu, bo byłem absolutnie przekonany, że Legia przegra, tradycyjnie 0-1 z bramką straconą w końcowej fazie meczu.
Miło bardzo pokonać ich tam, zwłaszcza ich nadętego trenera, który, jak wynika z opowiadań Furmana, miał już wokalne epizody, prowadząc 17-latków. Nadeszła więc kara. Zapewniał przed meczem, że ma pomysł na ten mecz. Jeśli była nim mocno przesunięta do przodu gra Caesaya i Henriqueza, to Legia wykorzystała to najlepiej jak się dało. Z ich prawej strony, za sprawą Caesaya, było najgroźniej, jego dogrania były znakomite, często nawet trudno winić obrońców. Ale cenę zapłacili za to gospodarze bardzo wysoką. I chwała Legii, że prostymi środkami umiała tę wysoką grę ich bocznych piłkarzy napiętnować. No i tak jak zostawił Murawskiego za sobą - bomba.
Wiem, że to z jego strony szły dośrodkowania w 1. połowie, że to mu uciekał Tonew w 2., ale dla mnie jednak wkład Wawrzyniaka w tę wygraną - absolutnie kluczowy. On ma takie chwile rozjaśnienia umysłu. Rok temu, w Lubinie, przy golu na 0-3 też tak podał do Ljuboji jak wczoraj przy pierwszym golu.
Irytujący był Kucharczyk. Mniejsza o sytuację sam na sam, ale nie miałem wrażenia, żeby się starał, walczył, ani żeby mu zależało. Fatalne wrażenie. No i Ljubo, skoro mu tak pięknie Wołąkiewicz podał w 1. połowie, powinien chociaż był wcelować w bramkę. Słabo wygląda Serb od jakiegoś czasu.
I tak, nie grając genialnego meczu, Legia wygrała po przeszło latach na trudnym terenie. Brawo. Teraz, oby tylko sodówka im nie uderzyła i oby nie pomyśleli, że już coś osiągnęli. Nawiązanie do 4-0 ze Śląskiem jak najbardziej na miejscu.
Najlepsza obrona w Polsce pożałowania godne.
Ślusarski też - chorował w tygodniu, chorował, ale na szczęście Legii wydobrzał na niedzielę. Piłka bywa przewrotna.
Trochę mnie irytuje gadanie, że jakby Ślusarski to i tamto, to byłoby 3-3. Legia, oprócz sytuacji bramkowych, też miała w 1. połowie kilka innych dogodnych - Ljuboja - dwie, Furman (próba lobu czy zamierzona wrzutka?).
W porównaniu do reszty stawki mamy przewagę indywidualności, dysponujemy kilkoma piłkarzami, którzy potrafią sami zadecydować o wyniku (niestety czasami też w drugą stronę
Już się nie mogę doczekać starcia z Widzewem.
Widać tak już musi być i jak ktoś go lubi to znajdzie pozytywy nawet jak gość będzie się potykać o własne nogi.
Sory ale dla mnie Skrzydłowy który nie potrafi objechać tak żenujących obrońców to nie skrzydłowy a ciapa. A w defensywie też się nie popisał bo większość zagrożenia to z jego strony była.
Oley
Jak ma kontuzję to niech się wyleczy a nie od roku ciągle słyszę że to genialny piłkarz tylko musi grać z kontuzją. IMO to taka sprytna wymówka żeby maskować jego indolencje piłkarską.
Ale mnie Żyro nigdy nie przekonał i coś czuję że nie przekona.
corazstarszy
"Najlepsza obrona w Polsce pożałowania godne.
Pamiętaj że wypadł Arboleda a to on stanowił IMO 80% tej obrony
No wiesz rozumiem że ci irytuje ale prawda jest taka że 90% napastników po takich podaniach strzeliło by 3 bramki (jak nie 4) a my nie możemy liczyć że w każdym meczu kolesie z 5 metrów będą walić nad bramkę albo w słupek(i tak 4 razy)
Żyro nie jest skrzydłowym, tylko wysuniętym napastnikiem
- "Trochę mnie irytuje gadanie, że jakby Ślusarski to i tamto, to byłoby 3-3. Legia, oprócz sytuacji bramkowych, też miała w 1. połowie kilka innych dogodnych"
Oczywiście masz rację. Mówienie o sytuacjach Ślusarskiego przy jednoczesnym przemilczeniu niewykorzystanych okazji Legii to lekka manipulacja faktami. Ślusarz mógł lub jak kto woli powinien strzelić jeszcze trzy bramki. Niemniej jednak faktem jest, że i my mieliśmy swoje okazje, Ljuboja razy dwa (wolny i podanie Kosy), Kucharczyk (po podaniu Żyro), oraz Wawrzyniak (główka po wolnym Furmana). Generalnie sytuacji dla obu ekip było w trzy piguły.
@ Forever(L)
- "Monrooe No ciekawe wszędzie oceniają że Żyro był jednym z najgorszych graczy Legii a tu proszę zachwyty"
Napisałem już kiedyś, powtórzę raz jeszcze. Nie interesują mnie zachwyty czy też negatywne opinie "środowiska". Kieruję się własnymi obserwacjami, staram się je potem przekazać. Oczywiście potem możesz się z tymi spostrzeżeniami zgadzać lub nie, Twoje (i każdego dyskutanta prawo), niemniej jednak rzucanie opiniami "osób/środowisk trzecich" kompletnie mnie nie wzrusza. Masz swoje zdanie to proszę, przekaż jak to widzisz.
ad. meritum.
Zachwytów nad grą Michała Żyro nie zauważyłem. Natomiast na pewno daleki jestem od krytyki poczynań tego chłopaka. Mógł więcej, może nawet powinien ale z tak grającym Wawrzyniakiem niewiele dało się zrobić, ciągle trzeba było uważać na tyły (zupełnie odwrotna sytuacji na przeciwległym skrzydle, kiedy to Kosa w ogóle nie asekurował Rzeźniczaka). W takich warunkach nie da się grać zbyt ofensywnie. A mimo to Żyro i tak mógł mieć dwie (a nie jedną) asysty. Czyli jednak coś tam w ofensywie też dawał. Jednak zgadzam się, że nie tyle ile powinien dawać skrzydłowy. Choć... z drugiej strony jestem pewien, że miał trzy razy lepsze statystyki od chwalonego Koseckiego (przyp. 1/1/1).
Nie oznacza to, że był lepszy od "Romka", po prostu coś tam jednak wbrew pozorom w tej ofensywie robił.
Gra naszej lewej strony to generalnie "pożar w burdelu". Jak by nie patrzeć to reprezentacyjnego obrońcy ciągle nie było na stanowisku. Fajnie, że strzelił bramkę, brawa za tą asystę, ale do jasnej cholery... to jest defensor i jako defensora go rozliczajmy. A tu, w defensywie był dramat, nie pamiętam czy Kuba wyblokował choć jedno dośrodkowanie. Ciągle krył "na radar", wciąż był za daleko od przeciwnika. Jeśli to jest gra w defensywie to ja za nią pięknie dziękuję.
Reasumując, Michał Żyro zagrał tak sobie, ani jakoś wybitnie, ani tragicznie. Wiele założeń wyplenił, wiele rzeczy mu nie wyszło. Miał asystę i za to mu dziękuję. Nie rozumiem tylko dlaczego w ogóle gra. Moim zdaniem widać wpływ kontuzji, warto ryzykować? w imię wyniku z Lechem/kimkolwiek? Bardzo bym nie chciał powtórki z sytuacji Wolaka ;(
edit: za LegiaNet:
- "Pomocnik Legii Michał Żyro niemal od początku sezonu zmaga się z kontuzją i gra na środkach przeciwbólowych. Zawodnika zimą czeka operacja i dopiero po niej piłkarz ma być w pełni sił. Uraz
z pewnością utrudnia "Żyrce" zaprezentowanie pełni swoich umiejętności..."
Nie rozumiem szafowania zdrowiem zawodnika w taki sposób. Może się nie znam, ale coż...
Tam 'asysty' zaliczał Pietrasiak, a w Poznaniu Wołąkiewicz i Murawski.
Wołąkiewicz zaliczył by jeszcze jedną asystę, ale Ljuboja niepotrzebnie oddał strzał z tak dużej odległości, mając przed sobą wolną drogę do bramki.
A propos Ljuboji. To nie był jego dobry mecz. Kamiński dawał sobie z nim dość łatwo radę i celnych zagrań za bardzo nie stwierdziłem.
No i to irytujące (o czym wspominam nie po raz pierwszy)jest nie kontrolowanie linii spalonego.
Przykład jak napastnik powinien to robić widać szczególnie dobrze u Suareza, no ale to jakby nie te buty...
Numer 1 w Legii - Dominik Furman, numer 2 - Wawrzyniak.
Po bramce Warzyna komentator rzucił "Wawrzyniak gra mecz życia", więc odruchowo zacząłem się przyglądać jego grze i powiem szczerze, jak na styl jaki prezentuje, całkiem całkiem. Owszem - w pierwszej połowie to jego stroną szły dośrodkowania Ceesaya, ale przeważnie wynikało to z jego ofensywnej gry (czyli Wawrzyna nie było z tego samego powodu z którego Ceesay był). Nie mniej Wawrzynowi bardzo często zdarzało się być tam gdzie powinien. To właśnie jego nazwisko padało najczęściej przy wybijanych piłkach. Taki jest styl gry Legii, że Wawrzyn idzie do przodu, ale wracał i bronił dobrze. Idealnie nie było i meczem życia bym tego nie nazwał (ma jakieś dziwne zapędy do krycia na radar), ale źle nie grał
Ja akurat uważam, że Żyro zagrał dobry mecz, a na tle innych bardzo dobry. Kompletnie nie rozumiem tej krytyki akurat za wczorajszy mecz (a niektórzy "dziennikarze" to już kompletnie wariują). Piękna asysta, piękna prawie asysta do Kucharczyka, kilka ładnych rajdów (tak, było ich kilka) i walka w obronie, na styku, przepychanie się, agresja. Ja to widziałem. Owszem błędów się nie ustrzegł, ale nie ustrzegł się ich nikt z drużyny, a na tle Koseckiego czy Rado to właśnie Żyro wyglądał lepiej w grze. Napisałem lepiej w grze, bo tamci dwaj strzelili po bramce, a wiadomo, że to automatycznie podciąga ocenę ich występu i postrzeganie przez kibiców/dziennikarzy. Nie porównuję nawet do "występu" Kucharczyka czy Salinasa.
Dla mnie bardzo dobry mecz Żyro.
Poza tym może w emocjach coś przegapiłem, ale zdaje mi się, ze do stanu 0:3 Lech miał jedną sytuację Ślusarskiego (w słupek), a wszystkie pozostałe zdarzyły się później, więc kompletnie nie rozumiem skąd te tezy w prasie i wśród nas, że "gdyby ...". Otóż mając 0:3 zupełnie inaczej się gra niż przy stanie 0:1 czy nawet 0:2. Podświadomie pojawia się nonszalancja, lekkie odpuszczanie powrotu do obrony i generalnie jedno wielkie rozluźnienie. Wystarczy przypomnieć sobie co wyprawiał w obronie Ljuboja w Gdańsku przy stanie 1:2. Ciężko jest tego uniknąć. Więc to pisanie, że "Lech też miał mnóstwo sytuacji" czy "gdyby Ślusarski wykorzystał..." to prawda, ale zupełnie nie powinno się z tego wyciągać wniosków, że skończyłoby się 3:3.
@Monrooe
"Ljuboja razy dwa (wolny i podanie Kosy)"
I "podanie" Wołąkiewicza które zepsuł w niezrozumiały dla mnie sposób. Piłkarski kryminał.
@gawin76
Wymieniłeś sporą część graczy atakujących wytykając im błędy czy też słabsza grę i... to jest piękne w Legii. Urban wymienia połowę składu, gramy bez Wolskiego i Saganowskiego, na ławce siedzi Salinas i Kucharczyk, a większość atakujących obecnych na murawie długimi momentami "nie zachwyca", a i tak w 30 minut rozbijamy drużynę gospodarzy w pył i pozbawiamy ją jakichkolwiek złudzeń
PS
Nie zapominajmy, że na koniec ligi liczą się bezpośrednie mecze pomiędzy zainteresowanymi drużynami. Nie to, żebym sądził, że będzie to konieczne, ale zawsze 1:3 brzmi całkiem przyjemnie
Ja mam spore problemy z oceną gry Wawrzyniaka. Na pewno jednak nie powiem, że grał bardzo źle. Były problemy w defensywie (zbyt wiele puszczonych dośrodkowań), niemniej jednak jak wspomniał QD, najczęściej wynikało to z gry naszego defensora. Na tą teoretycznie mógł sobie pozwolić bo za niego wchodził Michał Żyro. Niestety nie funkcjonowało to najlepiej i często obrona lewej flanki przypominała "ratuj się kto może". Wyszło - wyszło. A Kuba
strzelił bramkę i miął asystę, więc walnie przyczynił się do wiktorii. Z drugiej jednak strony, to jest obrońca i to za grę
w tym sektorze boiska przede wszystkim powinien być rozliczny. At była... powiedzmy taka sobie.
@ JJ
- "I "podanie" Wołąkiewicza które zepsuł w niezrozumiały dla mnie sposób. Piłkarski kryminał"
Myślałem tak samo, aż do powtórki zza bramki. Tam naprawdę niewiele zabrakło aby to wpadło. No cóż,
napastnik czasem podejmuje takie decyzje. Choć zgadzam się z opinią, że nie był to dzień Ljubo.
Co do Wawrzyniaka to ja za Skorży postulowałem żeby go przerobić na pomocnika i nadal jestem ciekaw jak by sobie radził, najlepiej z drugim takim samym Wawrzyniakiem wystawionym jako obrońca
A co do Ljubo to Lech tak się zafiksował na pilnowaniu naszego "żądła" że zapomniał że mamy też innych zawodników ofensywnych i to właśnie jest piękne w dzisiejszej Legii.
I na koniec łyżka dziegciu OBRONA do poprawy
"Myślałem tak samo, aż do powtórki zza bramki. Tam naprawdę niewiele zabrakło aby to wpadło. No cóż,
napastnik czasem podejmuje takie decyzje. Choć zgadzam się z opinią, że nie był to dzień Ljubo."
A dla mnie to nie ma wielkiego znaczenia jak blisko było, bo staram się oceniać wybór abstrahując od doraźnych efektów, że tak to określę. Taki przykład hipotetyczny: czy jak będzie atakowało od połowy dwóch graczy Legii na samego bramkarza i np. zawodnik x uderzy z 30 metrów w okienko to powiesz, ze zrobił właściwie zamiast pognać we 2 na bramkę i "zabawić" się z bramkarzem ? Pewnie się go doraźnie rozgrzeszy, bo wpadnie bramka (tak jak z piłkarzem zabierającym piłkę do karnego), ale ja nadal będę uważał, ze to zła decyzja i jak zrobi tak następnym razem i kolejnym i jeszcze kolejnym to prawdopodobnie piłka już nie wpadnie w okienko i sytuacje pozostanie zmarnowana. A rozegranie akcji we 2 naprzeciw samego bramkarza zwiększa te szanse wielokrotnie.
I jeszcze przykład sytuacji, które się wydarzyły naprawdę. Pamiętam jak bodajże w 92 czy 93 minucie (w każdym razie na 30 sekund do końca) meczu z Podbeskidziem w poprzednim sezonie Ljubo dostał piłkę na połówce, Żyro wychodził na wolne pole i wystarczyło mu ją zagrać i byłby sam na sam. Co zrobił Ljubo ? Przytrzymał piłkę, spokojnie zyskał sekundy, dał się chyba sfaulować i sędzia skończył mecz. Pamiętam doskonale jak zjechano go w mediach za to, ze nie dograł piłki Żyro (a to były czasy gdzie na każdym kroku podkreślano jak on nie lubi podawać nikomu poza Rado więc pasowało do tezy), naprawdę okrutnie go skrytykowano (Kowalczyk, Borek i wielu innych). A moim zdaniem zachował się po profesorsku, bo bramkarz mógł obronić strzał i zapoczątkować akcję, wrzucić piłkę. Może małe szanse ale istniało takie ryzyko. A tak mecz się skończył bez jakiegokolwiek zagrożenia. I ja jako praktycznie jedyny wykłócałem się ze znajomymi, że to była właściwa postawa.
I teraz przykład z tego sezonu (tylko nie pamiętam czy to było z Wisła czy z Piastem, na 90% z Piastem). Znowu doliczony czas gry, bodajże 30 sekund do końca Ljubo znowu dostaje piłkę nieatakowany zupełnie i zamiast zrobić to samo podaje na wolne pole do Rado. Podanie jest niedokładne, bramkarz łapie piłkę i w tych 30 sekundach wrzuca na pole karne gdzie się kotłuje, ale nasi obrońcy na szczęście wybijają piłkę. Pewnie, nikt na to nie zwrócił uwagi, bo nie było efektu końcowego w postaci straty bramki, ale jestem pewien, ze gdyby tak się stało to tym razem krytyka byłaby w drugą stronę: jak tak doświadczony gracz zupełnie nieatakowany może próbować podań narażając zespół na kontrę zamiast dosłownie te 20 sekund nieatakowany przez nikogo przytrzymać piłkę i doczekać ostatniego gwizdka ?
Więc ja oceniałem te sytuacje jednoznacznie, bo nie oceniam tych decyzji po efektach. Pewnie mało osób zwraca uwagę na takie szczegóły, ale można powiedzieć, że od tamtej pory ja staram się takie rzeczy dostrzegać
Reasumując, bo lekko odbiegłem od tematu to była fatalna i niezrozumiała decyzja. Nawet nie chodzi o to, że chciał sam strzelić, ale po co robił to z takiej odległości ? Spokojnie mógł przebiec kilka metrów i uderzyć z dużo łatwiejszej pozycji, nie wspominając już, ze wychodzili tak 3 na 1 (może na 2 ale to już po zwolnieniu akcji). Tak doświadczony gracz nie może się tak zachowywać przy stanie 0:2. Sami piszecie co by było gdyby Ślusarski wykorzystał tą sytuację na 1:2 ? No to ja wiem co by było: ta sytuacja Ljubo byłaby przedstawiana jako punkt zwrotny meczu
No dobra tu mnie masz. Ja po prostu wyszedłem z założenia, że oddając ten strzał Ljuboja był tak samo pewien trafienia jakby dobijał z metra (gdyby leciała pół metra bliżej bramki to słabo ustawiony Burić nie miałby szans jej wyjąc i wpadłaby obok słupka). Nie zmienia to jednak faktu, że zdecydowanie lepiej było tą piłkę rozegrać. Podobnie jak w przypadku strzału Dominika Furmana, który oddał strzał (Burić faktycznie był wysunięty) gdy trzech kolegów wychodziło na pozycje. Reasumując, masz rację podanie w takich przypadkach jest zdecydowanie lepszym rozwiązaniem. Pamiętajmy jednak, że najpiękniejsze bramki padają z sytuacji w których strzał to jedna z ostatnich opcji do wyboru.
Nie było specjalnie komu. Kosecki stał w takim miejscu, że w momencie podania po prostu by spalił. Jedyne, co Daniel mógł zrobić, to podejść z piłką bliżej i próbować dryblingu. Musiał w ułamku sekundy podjąć decyzję i zrobił dokładnie to, czego go uczono jako napastnika.
Po meczu Jan Urban kurtuazyjnie, że było ciężko, ze dobry mecz, że wykorzystaliśmy szanse czego nie można powiedzieć o rywalach. To co trzeba powiedzieć, bo bufonada w piłce jest nie na miejscu. A on Rumak zaczyna z diapazonu: moi zawodnicy zagrali źle taktycznie. Myślę, przesłyszałem się, ale on brnie dalej: tak źle taktycznie za mojej kadencji zespół jeszcze nie zagrał. To nie lapsus, to świadoma mistyfikacja. Tylko do kogo on to mówi?. Przecież wie, ze zawodnicy nie mogą zagrać ani źle ani dobrze taktycznie. Oni mogą co najwyżej gorzej lub lepiej realizować założenia taktyczne. Zresztą zespół Lecha tę zupełnie nową taktykę dla siebie realizował co najmniej poprawnie. To taktyka ustalona przez trenera była samobójcza.
Nie potrafił on przyjąć do wiadomości, ze Lech to nie Barca i podobnie jak inne zespoły w naszej Lidze nie jest w stanie prowadzić równocześnie na odpowiednim poziomie gry ofensywnej i defensywnej. Zawsze u nas jest coś za coś. To tak jak Legia za trenera Skorży i za trenera Urbana. Ponadto przyjął on fałszywe założenie, że gra ofensywna Legii to tylko Ljuboja i jak się go wyłączy z gry to Legii w ataku nie ma. Tak więc Rumak nakazał obrońcom ustawiać się ok. 35 metrów od własnej bramki i atakować skrzydłami przez obrońców bocznych, głównie prawego. Ljuboję w momencie wejścia w posiadanie piłki przez Legię miało pilnować 2 rywali. W środku Wołąkiewicz z Trałką, zaś z boków Wołąkiewicz z bocznym obrońcą.
Trzeba oddać im zasługi, gdyż Ljuboja sobie przy nich nie pograł, a w innych zespołach dawał sobie radę nawet z 3 opiekunami. Tak prowadzona wysoko ofensywna gra miała wbić Legię w jej własną połowę. Ale te założenia były co najmniej niepełne, bo nie pomyślał co się stanie jak Legia nie będzie grała na Ljuboję, ale na wolne pole. Sztab Legii taką grę Lecha przewidział i znalazł właściwe antidotum. W ataku Lech się całkowicie odsłaniał i w momencie straty piłki stawał przed wyzwaniami,którym nie był w stanie podołać. Albowiem gdy Legia wchodziła w posiadanie piłki 2 defensorów Lecha kleiło się do Ljubojii, Ceesey był pod naszym polem karnym pilnowany przez Żyro i w obronie mieli Kamińskiego, Henrigueza wspomaganych przez Murawskiego.
Zawodnicy Legii mieli ten wariant przećwiczony i w takich momentach zagrywali piłkę na wolne pole za plecy rywali. Tak padły 3 bramki,a mogło ich paść więcej. Trener Rumak był tak zadufany, ze to jego plan jest lepszy, ze dopiero w przerwie wrócił do tego sposobu gry w jakim grał wszystkie mecze w tym roku /na wiosnę i jesienią/.I mecz się wyrównał. Facet nie wytrzymał ciśnienia, bo ma ambicję zamiast rozumu. Ale jest jeszcze młody. Jeśli jednak nie zmieni nastawienia do sportu to kariery nie zrobi. Musi pojąć, że to jednak zabawa, a nie wojna.
Lech z taką taktyką jak w 1 połowie z Legią nie miał najmniejszych szans i gdyby nawet Slusarski trafiał, to Legia na każdego gola odpowiedziałaby 3 razy. Różnica w poziomie gry, wiedzy co należy robić i kiedy była kolosalna. Twierdzenie, że Lech był równym rywalem to samooszukiwanie się. Nie był. Mógł on cofnąć się i liczyć na swój niebywały fart. Z tak dysponowaną Legią nikt nie nawiązałby w naszej lidze walki.
I jeszcze pochwały pod adresem władz Lecha i naszych kibiców. Zawsze chwalę prymat zdrowego rozsądku nad głupotą. Lech naszych wpuścił na sektor dla gości bez problemów. Wyobrażmy sobie władze Legii w takiej sytuacji. Wyobraziliśmy sobie. To wiecie jakich słów należałoby użyć, aby ich nimi określić. Nasi kibice zachowali się świetnie i piłkarze dzielili się z nimi radością po każdym golu, jak i po meczu. Dobrze, że mieli z kim. Mnie też podobała się postawa zawodników. Mecz był twardy, ale rywale podeszli do siebie z szacunkiem. Można i trzeba chwalić Siejewicza, ale za dużo roboty to on nie miał. Zastanawiam się czy my na wiosnę potrafimy pokazać Poznaniowi to co on nam.
https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=wJfRfFSYBqA#!