- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Jedna jaskółka
Po ostatnim gwizdku sędziego Pawła Gila, kończącym mecz Legii z Podbeskidziem w Bielsku-Białej, wielu kibicom Legii spadł zapewne z serca pokaźnej wielkości kamień. Bardzo potrzebowaliśmy tego zwycięstwa. Na szczęście po nierównym, nerwowym spotkaniu - stało się ono faktem.
Strach pomyśleć, co pisalibyśmy teraz i o czym rozmawiali, gdyby nie znakomita parada Dusana Kuciaka w jednej z ostatnich akcji meczu. Cetković kropnął jak się patrzy, ale 'Kucio' pokazał, że nie gapa. Że zuch!
Jedno dość przypadkowe kopnięcie mogło kompletnie zmienić naszą optykę, tak jak zapewne jeden gol zdobyty w meczu z Bełchatowem zmieniłby znacząco ocenę tamtego spotkania. Cóż, tak to się w piłce układa, mecze często wygrywa się i przegrywa pojedynczymi zagraniami, dziś na szczęście wyszło na nasze.
Kwestia ważniejsza - jaki jest, jak zapytaliby klasycy z Kabaretu pod Egidą, "trynd".
Cieszą stwarzane sytuacje strzeleckie. Był ciąg na bramkę, był pomysł na grę, którego nie oglądaliśmy ani w Kielcach, ani w Warszawie podczas kopaniny z Bełchatowem. Przyjemnie patrzyło się na swobodę dryblingu Miro Radovicia, dobrze było widzieć Danijela Ljuboję w starym stylu wszędobylskiego, wychodzącego ze skóry, żeby pokazać krytykom, że mylą się w ocenie jego przydatności dla Legii. Fajnie wyglądało kilka podłączeń Bereszyńskiego, kilka zrywów Koseckiego, umiejętnością rozpoczęcia akcji kilkukrotnie zaimponował Daniel Łukasik.
Ogólnie rzecz biorąc - można zatem dostrzec progres w prowadzeniu gry ofensywnej. Były momenty, w których urywaliśmy się obrońcom, w których zdobywaliśmy teren podaniami. "Tyn trynd" trzeba określić mianem słusznego, radującego oko, godnego kontynuacji. Oczywiście, skuteczność jeszcze do poprawki. Co tu kryć, jakość większości zademonstrowanych dziś wykończeń - arcymizerna. Ale o skuteczność jestem spokojny, przyjdzie. Najważniejsze, że coś wreszcie zaczęło zazębiać się w grze ofensywnej.
Natomiast nasi ludzie nie wyglądali jeszcze na boisku szczególnie pewnie. Mieliśmy problem z odepchnięciem Podbeskidzia od naszego pola karnego, chaotyczne, prowadzone zrywami ataki gospodarzy sprawiały nam wiele problemów.
Choćby Bartek Bereszyński, tak jak dynamicznie podłączał się do ataków prawą flanka, tak jak imponował odpowiedzialnością, zaangażowaniem i wybieganiem, tak kilka razy pogubił się w ustawieniu w obronie, zdarzyło mu się stosunkowo łatwo przegrać indywidualny pojedynek. Mam problem z pełną oceną przydatności tego zawodnika na tej pozycji, tak jak chwilami chciałoby się zakrzyknąć: "Brawo, tego nam było trzeba" po jego rajdach zwieńczonych mocnymi dośrodkowaniami w pole karne, tak trudno oprzeć się wrażeniu, że Bereszyński na tej pozycji jeszcze nie raz i nie dwa zostanie wkręcony w ziemię przez przebojowych skrzydłowych.
Ha! Ale co tam Bereszyński. Wszak z drugiej strony czai się doświadczony reprezentant kraju Kuba Wawrzyniak, który z jednej strony potrafi zapewnić nam zwycięstwo kapitalnym trafieniem po rzucie rożnym, z drugiej strony, z właściwym sobie wdziękiem systematycznie prowokuje zagrożenie pod bramką Kuciaka, dziś choćby dopuszczając się faulu tuż przed naszym polem karnym po nieudanej próbie opanowania piłki, no i wystawiając głową piłkę Cetkoviciowi, który o mały włos (a właściwie mały palec Kuciaka), zrujnowałby nam już trzeci kolejny weekend.
Mimo wszystkich niedoskonałości, mecz w Bielsku okazał się jednak krokiem do przodu pod względem jakości naszej gry. Niewielkim, lecz zauważalnym. W sumie chyba to nawet lepiej że wygraliśmy ten mecz po ciężkiej walce, nie prezentując jakiegoś wybitnego futbolu, niż byśmy mieli sprasować gospodarzy trzy czy pięć do kółka. Dzięki temu możemy mówić nie o jakiejś nadzwyczajnej mobilizacji czy szczęśliwym zbiegu okoliczności, lecz o logicznym postępie w wynikach i grze Legii, o progresie, powolnym, lecz przecież widocznym. Wypada czekać zatem na kolejne gry z optymizmem, choć, uwaga, bez euforii. Bo wiosna jeszcze nie uczyniona.


Natomiast absolutnie nie zamknął ust krytykom Ljuboja a wręcz przeciwnie. Tak już pewnie jest że mam uczulenie na tego zawodnika a jego rzuty wolne doprowadzają mnie do szewskiej pasji. Zresztą od zawodnika z taka renoma oczekuję że będzie trafiał w bramkę z 11 metrów i przede wszystkim że będzie strzelał takie bramki jak Wawrzyniak. Fantastyczne zastawienie się, przyjęcie i strzał. Poezja. Jak ja lubię tego Wawrzyna w ofensywie. Niestety jest także obrońcą
Niestety Astiz ma rundę wiosenna mocno pod górkę. Już w Warszawie z Bełchatowem miał "kilka wejśc smoka". Dzisiaj przy bramce tez się zdrzemnął. Niestety brak jest w dalszym ciągu pozytku z gry Vrdolijaka, jedyna nadzieja że przy tak upartym Urbanie w meczu z Górnikiem pokaże się z niezłej strony - Ivica lubi takie mecze.
Bereszyński bardzo fajnie zagrał po nijakich poprzednich meczach no i Kosecki który parę razy ładnie szarpnął.
Na koniec dzięki Dusan ale tak coś czuję że wszystkie mecze będa tak wyglądały. Kopanina, agresja, wejścia w stawy skokowe, korkami w udo, skrobanie achillesów etc etc etc. Recepta jest prosta. Przerywac akcje Legii faulami z dala od pola karnego. A dlaczego nie było drugiej żółtejo po faulu na Ljuboji tego naprawdę nie wiem.
Bereszyński całkiem ciekawie wypadł w debiucie na prawej obronie. Ja nie jestem tak krytyczny w stosunku do niego jak ty gawinie, wręcz kilka razy to on asekurował środkowych obrońców. Nie zauważyłem również, aby był ogrywany 1 na 1 jakoś znacząco częściej niż Jędrzejczyk ostatnio. Naprawdę miło popatrzeć na jego grę do przodu i niech się rozwija na tej pozycji.
Oczywiście nadal gra była słaba, ten mecz powinien wyglądać jak jesienny w Bełchatowie i doprawdy ciężko mi zrozumieć czemu Urban zmienił taktykę i nie gramy wysokim, agresywnym pressingiem. Wystawiamy IV i Łukasika, którzy się do tego idealnie nadają, a praktycznie zero korzyści jest z ich obecności (tzn. z obecności równocześnie). Jak miałbym określić dzisiejszy mecz naszego kapitana to rzekłbym: do bólu bezbarwny, aż zadziwiające, że kompletnie nie zapadł mi w pamięć.
Nie będę opisywał każdego gracza po kolei, ale to co się rzuciło mi w oczy i bardzo spodobało (Saganowi chyba mniej
Co najbardziej optymistyczne z każdym meczem powinno być coraz lepiej, właściwie to MUSI być coraz lepiej, a taki wynik gwarantuje spokojny weekend i spokojne oglądanie pozostałych meczów. Niech się wykrwawiają między sobą.
"Recepta jest prosta. Przerywac akcje Legii faulami z dala od pola karnego"
Ty sobie nawet nie wyobrażasz, jak mnie to wk***. Tych wszystkich naszych, pożal się Boże, sędziów należałoby wysłać na jakieś staże do lig zachodnich. Przecież taki Bełchatów, czy nawet PBB po 30 min. grałyby tam w 9-tkę. I potem się wszyscy dziwimy, skąd tyle kontuzji i dlaczego żaden normalny piłkarz nie chce tu przyjść.
A co do meczu, to już po Bełchatowie pisałem, że głównym naszym problemem nie były żadne tam sprawy kondycyjne czy wolicjonalne, tylko po prostu brak pomocników. Pojawił się Radovic i od razu sypnęło akcjami bramkowymi. Jedyne, do czego mogę się doczepić, to skuteczność. Mieliśmy co najmniej 4 dość klarowne sytuacje, po których powinny paść bramki dla nas i wynik powinien być wyższy. Ale też rozumiem, że piłkarze w tygodniu dość mocno dostali po tyłkach od kibiców i mediów i grali pod olbrzymią presją.
Wszyscy chwalą Bereszyńskiego ale ja jednak muszę mu wytknąć dwie sytuacje, po których PBB, gdyby miało lepszych piłkarzy powinno nam strzelić. Moim zdaniem, na ten jego dobry wynik zapracował głównie Jędza, który go świetnie asekurował. Chłopak musi jeszcze bardzo dużo się nauczyć, jeśli chodzi o grę w defensywie.
Na szczęście, loża szyderców na razie się zamknęła i pochowała się do swoich norek. Mam nadzieję, że przynajmniej w tym tygodniu nikt nie będzie zwalniał Urbana i dadzą mu spokojnie popracować.
Niby ten mecz był pod nasze dyktando, strzałów było naprawdę dużo, a i rywal jakoś specjalnie nie cisnął ale jakoś cały czas drżałem o wynik. Zawiodła skuteczność, bo gdyby nie ona to od jakiejś 60 minuty można by było spokojnie oglądać do końca rozmyślając kto jutro na kim się "wyłoży". Wynik cały czas był jednak na styk i tylko dzięki Kuciakowi nie zastanawiamy się dzisiaj czemu jest tak źle jak było tak dobrze.
Co do indywidualnych ocen zawodników to zwróciłbym uwagę na zawodnika, który zrobił na mnie największe wrażenie i takiego co mnie nieziemsko irytował.
Pierwszy to Bereszyński. Podobnie jak JJ też uważam, że w obronie nie był on jakoś objeżdżany. Tak naprawdę ma on wiele cech, które mogą mu pozwolić zostać na tej pozycji na dłuższy okres. Jest szybki i wytrzymały. Nie jest też łatwo go przepchnąć. Jego niewątpliwym atutem względem Jędzy i Rzeźniczaka jest to, że potrafi on minąć rywala i dobrze dośrodkować. Dwaj poprzedni o ile w destrukcji byli ok, to w ataku byli dramatyczni. Powodowało to, że byli łatwi do rozczytania i ich włączanie się w akcje ofensywne było mało efektywne. Bereszyński może to zmienić. Zobaczymy jednak, co pokaże w następnych meczach gdy za rywala będzie miał kogoś pokroju Pawłowskiego, bo mimo wszystko gra na obronie i z destrukcji będzie rozliczany w pierwszej kolejności. Wczoraj wyglądało to jednak obiecująco.
Zawodnik, który mnie nieziemsko irytował był Ljuboja. Tak wiem, hejtowanie Serba jest teraz dosyć popularne, ale niestety daje ku temu powody. Najbardziej wkurw.... te jego spalone. Daje się na nie łapać jak junior, a potem ma pretensje nie wiadomo do kogo. Jako, że jak słusznie zauważyli wczoraj komentatorzy, gdy tylko Ljuboja rozłoży ręce, reszta graczy jak zahipnotyzowana podaje do niego piłkę to w meczu tracimy tak kilka naprawdę obiecujących akcji. Jeszcze żeby te spalone były minimalne gdzie byłaby spora szansa, że pułapka się nie uda bądź sędzia się pomyli i Serb wyjdzie na czystą pozycję. Jednak nie, te jego spalone są nierzadko tak ewidentne, że nie ma nawet o czym rozmawiać. Moim zdaniem od początku wiosny Ljuboja nam absolutnie nie pomaga.
Teraz Górnik i teoretycznie dopiero teraz powinny zacząć się schody. Niestety natraciliśmy już sporo punktów i jest to kolejny mecz, który musimy wygrać aby znowu nie zrobiła się w prasie jakaś nagonka i śmiechy z FC Hollywood w tle. No ale tak jak napisałem wcześniej, wczorajszy mecz, przynajmniej mnie, jakoś optymistycznie na przyszłość nie natchnął.
No, wszyscy są zgodni - jakości wielkiej w tym nie było, mankamentów ciągle liczba ogromna, ale nie można zarzucić, że Legia spała i nie walczyła. I w końcu wygrana, nad rywalem słabym i do końca niepewna, ale jednak. Trudno cokolwiek prognozować przed następnymi meczami. Bardziej martwi gra obronna niż budowanie.
A propos Ljuboji (często go krytykuję), to mi w 2. połowie się dosyć podobało, jak grał. Rzeczywiście, powrót Radovicia dużo dał. I miło mi pochwalić Kuciaka, może jeszcze bardziej niż za strzał Cetkovicia, to za interwencję w końcówce 1. połowy, po wrzucie z autu, gdy odbił do boku. Rzadko chwalę Słowaka i uważam, że obniżył loty, ale tym razem się spisał. Mimo złej interwencji Astiza przy golu na 1-1, jestem też pod wrażeniem kunsztu Demjana. Zrobił to kapitalnie.
Natomiast nie chciałbym, żeby wyszło na to, ze krytykuję 'Beresia', bo ogólnie to jestem bardzo pozytywnie zaskoczony stylem, w jakim ten facet wszedł do drużyny. Zero jakiegoś focha, że musi grać raz w pomocy raz na obronie, zasuwa aż miło, nikomu nie odpuszcza. Ma cojones (to zresztą udowodnił, przychodząc do nas), ma i serducho do gry. Będą z niego ludzie.
Co do Ljuboi, powiem Wam (głównie piszę do Wallesa i Morosa), że Ljuboja dający się łapać na spalone i rwący się do wolnych to dokładnie taki Ljuboja, do jakiego przyzwyczaiłem się w Legii i którego szalenie cenię, mimo pewnych oczywistych minusów i słabości. Ljuboja, którego w zasadzie nie ma na boisku, jak z Bełchatowem - o, to była dla mnie bardzo niepokojąca nowość.
Wczoraj dużo biegał, zmieniał pozycję (!), oba wolne w jego wykonaniu tym razem dość niebezpieczne, szkoda tylko tej sytuacji z pierwszej połowy (tej, po której huknął w niebo z prawej), sądzę, że powinien wtedy zostawić piłkę Koseckiemu. Z drugiej strony, Kosecki w ostatniej minucie pierwszej połowy też mógł zgrać z pierwszej do Ljuboi (cóż to byłaby za asysta!), zamiast walić na wiwat z woleja. Trafił swój na swego
To był dopiero pierwszy mecz Bereszyńskiego na obronie, więc nie należy oczekiwać cudów. Na lewej obronie mamy Wawrzyniaka, który w destrukcji za dużo lepszy niestety nie jest i gra. Wracając do Beresia, to jest młody i jeśli Urban zdecyduje się go tam zatrzymać na dłużej, to ma czas na naukę gry obronnej. Czy kiedykolwiek dorówna w tym względzie Jędrzejczykowi, trudno powiedzieć, ale wierzę, ze chłopak będzie to poprawiał z meczu na mecz. Jego atut to przede wszystkim gra do przodu. W systemie jakim gramy, podłączanie się obrońców jest bardzo istotne. Jednakże to podłączanie się w stylu Jędzy czy Rzeźniczaka częściej irytowało niż dawało pozytywne efekty. Zawodników tych trudno już będzie nauczyć jako takiego dryblingu o wrzutkach nie wspominając, bo wydają się mało pojętnymi uczniami. Bereszyński grą w przodzie bije obu na głowę. Teraz należy nauczyć go gry w obronie, co przy jego dotychczasowej postawie, może nie być aż takie trudne. Po wczorajszym meczu jestem, czego nie ukrywam optymistą, jeśli chodzi o tego piłkarza na tej pozycji. Wiem jednak, że jeszcze sporo pracy przed nim i póki co potrzebna jest mu dobra asekuracja, bo jeszcze niejednego zrobi babola. Wczoraj ta asekuracja była, choć rywal nie zmusił do jakiegoś wysiłku. W następnych meczach rywale będą trudniejsi i tutaj będzie trzeba większej uwagi ze strony Jędrzejczyka (jeśli dalej będzie grał na środku) czy danego defensywnego pomocnika. A Bereszyński niech się uczy...
Na koniec. Dużo nam jeszcze brakuje skoro jestem zdenerwowany przed meczem z PBB, jestem zdenerwowany w jego trakcie i do końca drżę o wynik. Zachowanie drużyny po zdobytwj pierwszej bramce, w takim meczu, załamujące. Dopiero końcówka poprawiona. Skuteczność - zdecydowanie do poprawy bo mógł być dużo spokojniejszy mecz. Sędzia Gil, tak jak nazwisko. I nawet nie chodzi mi o brak drugiej żółtej kartki za faul na Ludojadzie. Po prostu bardzo mierny przez cały mecz.