- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- a-c10
O Krzysiu, który nadal wierzy
Wczesną jesienią zeszłego roku mojej koleżance przytrafił się wypadek samochodowy. Chłop jej wyjechał z podporządkowanej i rąbnęła mu w bok z prędkością +/- 90km/h. Samej E. na szczęście nic wielkiego się nie stało. OK., standardowe w takich razach bóle górnych partii kręgosłupa, ogólne siniaki i uraz psychiczny to z pewnością żadna radocha, niemniej zgódźmy się – mogło być znacznie gorzej. Niestety, ukochany samochodzik koleżanki pokiereszował się w takim stopniu, że konieczny okazał się zakup nowego. Płacz płaczem, trauma traumą, a jeździć czymś trzeba, bo to i praca, i dziecko w szkole, i w ogóle.
Budżet koleżanki na ów zakup wynosił ok. dwudziestu pięciu tysięcy złotych. Żadna wielka fortuna, Porsche Panamera kupić się za to nie da, ale i tak wachlarz możliwości oferuje całkiem spory. Gdyby dało się taniej – świetnie. Zawsze parę złotych zostanie na dodatkową rehabilitację, no i dobrze mieć jakieś oszczędności. Z drugiej strony, w razie jakiejś super okazji rodzice zasygnalizowali możliwość dorzucenia paru tysi. Ale wiecie jak to bywa z kasą od rodziny. Parafrazując slogan znanego banku – nie tylko pieniądze jesteś winny. Och, oczywiście, kredyt komercyjny też wchodził w grę, lecz jedynie w ostateczności. Wiadomo, wziąć łatwo, spłacać znacznie trudniej. Zwłaszcza, gdy do dyspozycji ma się jedną pensję, wcale niekoniecznie babilońską, a na utrzymaniu siebie, syna w wieku wczesnoszkolnym i mieszkanie.
Z początku E. upatrzyła sobie jeden z modeli Toyoty. Cóż, solidna marka, szeroko znana z niezawodności, no i oferująca duuuży komfort jazdy. W zakresie 15-23 tysiące dało się poszukiwanych Toyot znaleźć całe mrowie. Sęk w tym, że w najlepszym przypadku ośmioletnich, a zwykle nieco starszych. Corolla za Upa? Proszę bardzo. 2004 za 2011? Hmmm… Namówiliśmy więc E., by rozejrzała się za czymś nieco mniej renomowanym, ale za to młodszym. Po długich poszukiwaniach na ostatecznej ‘shortliście’ wylądowały cztery auta:
1) pięciodrzwiowa Corolla 1,4D, 2006 za 18500 plus opłaty rejestracyjne;
2) trzydrzwiowa Corolla 2,0D, 2004, 16000;
3) Mitsubishi Colt 1,6B + LPG, 2008, 19000;
4) VW Polo, 1,4B, 2011, 29500.
Które ostatecznie zostało wybrane? A Ty, Drogi Czytelniku, na co byś się zdecydował? Ano właśnie. Tak bez oglądania trudno stwierdzić. Jak, jak? Jasne, ja też bym tę listę poszerzył. Paroletnia Fiesta? Jakiś Peugeot? A może C3, dla mnie w sumie najfajniejszy wózek w tym segmencie. Ale E. nie lubi francuzów ani amerykańców. De gustibus i te rzeczy. Zupełnie inaczej typowałby Twój szwagier, jeszcze inaczej kumpel z pracy…
* * *
W różne odsłony CM/FM grywam namiętnie od kilkunastu lat. Ktoś powie, że dziecinada i/albo strata czasu. De gustibus i te rzeczy. Mnie cyberpiłka po prostu relaksuje. OK., od dawna już nie zarywam nocek ślęcząc nad wirtualną tablicą taktyczną, ani negocjacjami kontraktowymi, ale jak od czasu do czasu mnie wciągnie… No, hobby jak każde inne.
W chwili obecnej (lato 2031) mój Club Atletico Lanus stoi przed palącą potrzebą zakontraktowania napastnika. Poprzedniego goleadora opchnęliśmy za grubą kasę do Barcelony, zaś szykowany następca – to ci peszek… – wziął i się ciężko połamał. Do zdrowia wróci za siedem-osiem miesięcy, do formy najwcześniej za rok. Mamy niby jeszcze jednego zdolnego smarkacza w rezerwach, ale składanie ciężaru strzelania bramek wyłącznie na jego barki byłoby w tym momencie bez sensu. Owszem, można go włączyć do kadry pierwszego zespołu, niech trochę posiedzi na ławce, pogra ogony, generalnie się otrzaska, może co jeszcze kiedyś z niego będzie. Po długich poszukiwaniach, namysłach i przesiewaniu kolejnych kandydatur przez coraz to drobniejsze sitka koniec końców pozostałem z trzema opcjami:
i. German San Andres, 33 lata, bez klubu.
Gwiazda. Światowego. Formatu. Z reprezentacją Argentyny Mistrz Świata A.D. 2026 i autor hattricka (!!!) w zwycięskim finale z Brazylią oraz brązowy medalista Mundialu cztery lata później, kiedy to zakończył reprezentacyjną karierę. W sumie przyniosła mu ona 71 występów i 58 bramek w narodowych barwach. Kapitalny bilans, nieprawdaż? A pewnie byłby lepszy, gdyby nie uporczywe kontuzje kręgosłupa, które w sumie zabrały mu cztery lata grania.
Na niwie klubowej dwukrotny zwycięzca LM (najpierw z Realem, potem z Man City), wielokrotny mistrz Hiszpanii i Anglii oraz król strzelców w obu ligach. Parę dni temu po wspaniałych siedmiu sezonach rozstał się z the Citizens. Teraz pewnie chodzą mu po głowie jakieś przedemerytalne saksy u Arabów, ale… Ale że do wielkiej kariery startował właśnie z Lanus, rad by może na stare lata pokopać jeszcze w ojczyźnie i wspomóc swój pierwszy klub.
Czyli co? Nic, tylko brać?
No… niekoniecznie. German wciąż ma wysokie mniemanie o własnej klasie, które dość bezpośrednio przekłada się na jego wymagania płacowe. Owszem, chłop ma świadomość, że takiej kasy, jak ostatnio w City, to już na pewno nie dostanie. Niemniej to, czego chce, wysadziłoby nasz budżet kontraktowy przez sufit. Nie no, stać nas niby. Po tej barcelońskiej transakcji stan konta prezentuje się naprawdę sympatycznie, zarząd łaskawie zgadza się na hojne opłacanie gwiazd, ale… Ale komin płacowy? Dać jednemu, niechby nawet genialnemu piłkarzowi prawie dwukrotnie więcej, niż dostaje ten obecnie najlepiej wynagradzany? A co, jeśli wywoła to bunt w szatni?
Dalej – wiek. Coś takiego, jak ‘re-sale value’ w tym przypadku nie istnieje. Po prostu nikomu go już nie sprzedamy. Dobrze w ogóle, jeśli Andres faktycznie rozegra te dwa sezony (na tyle chce umowę). A jeśli znów dopadną go felerne plecy i będziemy mu płacić przez nos tylko dlatego, że się leczy? Echhh…
ii. Sebastiao, 19 lat, Union de Santa Fe.
Gwiazda (nieodległej) przyszłości. Chłopak ma taki potencjał, że moi skauci reagują na niego jak gimnazjaliści na gwiazdę bawarskiego kina akcji. Mimo że Tatengues to tylko drugoligowy średniak, Sebastiao regularnie grywa w brazylijskiej młodzieżówce. Ma nawet na koncie debiut w sparringu dorosłej ekipy Kanarków. Za dwa-trzy sezony najprawdopodobniej będzie wart niewyobrażalne pieniądze, a w tzw. międzyczasie natrzaska goli aż miło. W sumie dziwne, że do tej pory nikt poważniejszy od nas się nim nie zainteresował, ale to się może szybko zmienić.
Problem w tym, że chłopaki z Unionu nie są w ciemię bici i wiedzą o tym wszystkim dokładnie tak samo, jak my. Mają świadomość, że za długo już Sebastiao u siebie nie utrzymają, ale za orzeszki na pewno go nie puszczą. Według wszelkiego prawdopodobieństwa czekają nas długie, żmudne przepychanki cenowe. I wcale niewykluczone, że skończą się na tym, iż po miesiącu zjawi się jakiś europejski tuz i zgarnie nam chłopaka sprzed nosa.
iii. Maximilliano Martinez, 26 lat, Chivas.
Opcja z różnych względów pośrednia. Jakiś czas temu Maxi dał się poznać w barwach Chacarity jako solidny ligowy fachura. Nic tam na miarę króla strzelców, czy poważnej gry dla Albicelestes (choć cztery mecze w kadrze zaliczył), ale te naście bramek na sezon spokojnie gwarantował. Ta regularność musiała mocno przypaść do gustu włodarzom Kozłów, gdyż dwa lata temu zapłacili Grabarzom za Martineza cztery miliony dolców. Niestety (?), sam Maxi w Guadalajarze odnalazł się raczej słabo, zagubił gdzieś skuteczność i z każdym oknem transferowym opadał coraz niżej w rankingu napadziorów Rabano Sagrado. Aż w końcu opadł na tyle nisko, że Chivas bez mrugnięcia okiem łykną za niego ćwiartkę tego, co ongiś zapłacili, byleby tylko zszedł im z listy płac.
Tania solidność, hm? Może i tak, niewykluczone jednak, że to wcale nie meksykański klimat nie służył wychowankowi Chacarity. Może chłopak się po prostu skończył. Tak przecież bywa. Szczyt formy osiągasz w wieku lat dwudziestu trzech, a potem to już tylko gorzej i gorzej. Kupimy go, wyrzucimy bańkę w błoto, a zimą znów będziemy gmerać za napastnikiem. Ale jeśli go nie kupimy, a skusi się np. Godoy Cruz (klub mniej więcej naszej postury) i chłopak w ich barwach pakować nam będzie gola za golem…?
A Wy, Drodzy Czytelnicy? Macie jakieś sugestie? Wirtualnych dolarów Wam, co prawda, w ramach opłaty za doradztwo nie przeleję, służę jednak wszelką pomocą w podobnych przypadkach.
* * *
Achhh… Sugerujecie mi – i to zupełnie za darmo – żebym Wam wreszcie wyjaśnił, po co o tym wszystkim się rozpisuję? No, skoro tak Wam zależy… Odpowiedź zawiera się w nazwiskach dwóch ludzi: Michała Masłowskiego i Krzysztofa Stanowskiego.
Zacznijmy może od gracza (jeszcze?) Zawiszy. Otóż Michał Masłowski to człowiek, a więc istota nieskończenie bardziej skomplikowana od jakiejkolwiek bądź Toyoty, Mitsubishi, czy Volkswagena. W dodatku piłkarz. Prawdziwy. Zrobiony z krwi, kości, mięśni, skóry, emocji, uczuć, doświadczeń, etc., a nie – jak moje „menedżerkowe” cele transferowe – z zer i jedynek. Nie, wbrew pozorom nie jest to takie oczywiste, przynajmniej nie dla wszystkich. Ale o tym jeszcze będzie, podobnie jak o zerach i jedynkach.
O M.M. jest ostatnio dość głośno, nie ma sensu zatem rozwlekać się na temat jego życiorysu. Tak tylko po łebkach: drogi do kariery nie miał, delikatnie rzecz ujmując, usłanej różami. Przebijał się długo i z mozołem, po drodze łącząc kopanie gały z „normalną” pracą zarobkową. Ale twardy był, nie dał się przeciwnościom losu, no i wreszcie odpalił. W barwach bydgoskiego Zawiszy wygrał tzw. I ligę w sezonie 2012/3, zaś w następnych rozgrywkach zapracował na miano Odkrycia Roku w Ekstraklasie. Otrzymał także szansę debiutu w narodowych barwach, które – jak do tej pory – przywdziewał w trzech spotkaniach. Jak to w przypadku każdego choćby ćwierćzdolnego grajka bywa (a Michał zdaje się bardziej utalentowany), rodzime gryziklawiaturki z mety zaczęły go transferować za granicę, lub „przynajmniej” do silniejszego klubu, niż Zetka. I byłby się pewnie taki transfer szybko zmaterializował, gdyby nie przykra kontuzja, która na ładnych kilka miesięcy wstrzymała karierę „Masła”.
Mimo problemów zdrowotnych strzelinianina, wciąż pamiętała o nim warszawska Legia. I teraz wreszcie wygląda na to, że chłopak naprawdę trafi (już trafił?) na Ł3. Sprawa wywołuje wiele powszechnych i – zdać by się mogło – łatwo zrozumiałych kontrowersji.
Po pierwsze, owszem, Legia dysponuje znacznie wyższym budżetem, niż kupująca auto koleżanka E. Niemniej, cokolwiek by o Bogusławie Leśnodorskim nie sądzić, wypada wierzyć, że legijny prezes nie traktuje transferowanych do klubu zawodników jak samochodów, które dziś można kupić, jutro na nowo wstawić do komisu.
Po drugie, odpowiedzialność włodarzy Legii za wydawane pieniądze jest nieskończenie większa, niż moja odpowiedzialność za wirtualne finanse C.A. Lanus. Moja porażka transferowa grozi w najgorszym razie niezadowoleniem rodziny i sąsiadów wywołanym wydawanymi przeze mnie rykami wściekłości. Porażka B.L. to realne, wymierne straty, wcale nie tylko finansowe. Nic więc dziwnego, że tak powszechne są dyskusje o tym, czy „Masło” okaże się wart swej ceny. Milion, czy nawet siedemset tysięcy euro to kupa kasy. Naprawdę nie dałoby się znaleźć za tę cenę nikogo lepszego, niż Masłowski? I czy to aby nie za wielkie ryzyko tyle za niego płacić? W końcu raz zapłacone = wydane.
Po trzecie, M.M. jak do tej pory zagrał w życiu jeden dobry sezon w tzw. I lidze i jedną dobrą rundę w Ekstraklasie. Skąd przekonanie, że będzie w stanie wznieść się na podobny poziom w barwach Legii, od której wymaga się jednak ciut więcej, niż od Zawiszy? Mimo wieloletnich starań speców z SI Games, kolejne wersje ich produktu odzwierciedlają rzeczywistość tylko w jakimś tam stopniu. To wciąż, mimo wszystko, tylko gra. Przy pewnym doświadczeniu da się z dużą pewnością określić, co się w niej udaje, co nie. Tymczasem rzeczywistość oznacza nieskończoność wariantów. Ewentualności, o jakich najbardziej kreatywnym programistom nawet się nie śniło. Masłowski może okazać się hitem, supergwiazdą, która opuści Legię za dwa sezony i przyniesie klubowi dziesięć milionów euro czystego zysku. A zanim to się stanie, poprowadzi za chwilę drużynę do półfinału LE, zaś w przyszłym sezonie do wiosennych rund wyśnionej LM. A może będzie klapą. Koszmarną wtopą, wiecznym pacjentem, który po wiek wieków stanowić będzie powód do drwin z Legii i sromotnego wstydu dla jej kibiców. A może zupełnie co innego.
Współpraca z żywymi ludźmi w prawdziwym, niewirtualnym świecie to kopalnia niekończących się zaskoczeń. Możemy wypracowywać procedury, trzymać się dobrych praktyk, korzystać z wiedzy i doświadczeń, a koniec końców i tak nie mamy żadnej pewności, co czeka za następnym zakrętem. Dlatego – co przecież powszechnie wiadome i oczywiste – warto się zastanowić, czy wejdziemy w ten zakręt z luzem, czy może jednak spróbujemy przyhamować.
* * *
Oczywistości? Być może, ale – powtarzam – nie dla wszystkich. Wyjątek stanowi Krzysztof Stanowski, założyciel i naczelny portalu Weszło! i samozwańczy spec od nauk ekonomicznych. Owa szeroko znana w kibicowskim światku postać co wtorek raczy czytelników felietonem, w którym nierzadko odsłania swe arcyzabawne poglądy na temat pieniądza. Dlaczego arcyzabawne? Pozwolę sobie przytoczyć świeży przykład. A nawet dwa świeże przykłady, gdyż we wtorek redaktor Krzysiu postanowił strzelić z dubeltówki.
W pierwszym uderzeniu zaprezentował – nie po raz pierwszy zresztą – poglądy, których szczyt popularności przypadł tak z półtorej dekady temu. Wtedy właśnie w wiek produkcyjny wkraczali ludzie urodzeni jeszcze w PRL i dobrze nieboszczkę pamiętający, ale wychowani i wyedukowani już w III RP. Jedno z pierwszych odkryć, jakie czynili w dorosłym życiu, często stanowił fakt, iż czczony przez ich rodziców, zapewniający jako-takie bezpieczeństwo etat daje znikome profity w porównaniu z nowymi formami zarobkowania. Przedstawicielstwa handlowe, agencje ubezpieczeniowe – na tym wszystkim dało się wówczas wybić. Zamiast ciułać grosz do grosza z głodowej pensyjki, gromadzić coś, co nawet wyglądało na fortunę. Ze zdezelowanych Poldków i Uniaczy przesiadać się na Golfy czwórki (Krzysiu coś o tym wie), Passaty, klasy C, klasy S nawet. Zaciągać kredyty na szeregówki, a jak dobrze pójdzie, to i na apartamentowce. No i, rzecz jasna, modlić się po pięć razy na dzień zwróciwszy głowę w stronę najbliższego oddziału swojego banku. Czcić Balcerowicza, laissez-faire, domagać się zmniejszenia, uliniowienia, a najlepiej, w cholerę, zlikwidowania podatków. Na każde słowo z przedrostkiem „soc” reagować napadem alergii. Śpiewać hymny ku chwale Wolnego Rynku.
A potem rynek okazał się dla nich szybki. Za szybki. Koniunktura opadła, nadszedł kryzys, raty kredytów zaczęły rosnąć w tempie odwrotnie proporcjonalnym do spadającej sprzedaży. I nagle okazało się, że koffane państewko jednak na coś się przydaje. Zwłaszcza, gdy młodocianych rekynów byznesu dopadły zmarszczki i kilogramy, miażdżyce i depresje, których prywatna przychodnia nijak nie chciała leczyć. Wyleczyli się za to ze snów o absolutnie wolnym rynku, w którym każdy ma nie tylko taki sam start, ale i takie same możliwości rozwoju.
Redaktor Stanowski nadal wierzy, że każde Getafe może być Realem. A jeśli nie jest, to wyłącznie przez własną nieudolność. Cóż, mamy wolność wyznania. I wolność wypowiedzi. Również takiej, jak wtorkowy krzysiowy tekst numer dwa. Gdyby Ci się, Drogi Czytelniku, nie chciało czytać całości, zacytuję ledwie jedno zdanie: Cóż to za różnica, czy kosztować będzie (Masłowski – przyp. a-c10) 400 tysięcy euro więcej, czy mniej? Nie. To nie jest pytanie retoryczne. Skądże znowu. Ekonomista Stanowski naprawdę nie dostrzega różnicy w tym, czy za objawienie jednej rundy Legia przeleje Zawiszy (czyt. Osuchowi) sześćset tysięcy, czy milion euro. Grunt, żeby się nadawał.
Zero-jeden. Nie. Nie ciąg zer i jedynek tworzących wirtualne postaci Germana San Andresa, albo Guillermo Ramona Ibarrastegui’ego (to ten opchnięty to Barcy, można sobie „r” poćwiczyć, prawda?). Jedno zero. I jedna jedynka. Albo się nadaje, albo nie.
Dziewięć miesięcy temu kol. Zbyszek pisał o Krzysiu, który wierzy, że jest ekonomistą. Dziś można śmiało dodać, że równie gorąco Krzysiu wierzy w parę innych rzeczy.
Tak. Wolność wyznania to niewątpliwie fajna sprawa.


Sam w tym przedziale kupiłem parę miesięcy temu Focusa, i się jeździ
Brałbym 33 latka, jeśli tyle grasz tą samą drużyną to pewnie jesteś w jakiś sposób z nią emocjonalnie związany
Kibicie postawią Ci pomnik
Weszło nie czytam, tzn czytam tylko wywiady.
Felietony przestałem z powodu Zarzecznego, gdy w końcu dotarło do mnie, że najwyższa pora przestać mu zwiększać liczbę kliknięć.Nie czuje z tego powodu, żadnej pustki.
Mam rodzinę w Płocku i często otwieram usta, żeby powiedzieć coś na temat piłki ręcznej. Coś w stylu, że to niszowy sport
Ale nie muszę tego robić, nie zależy mi na ‘popularności’ . Zresztą pamiętam dyskusje ze współlokatorem pochodzącym z Nakła nad Notecią o wyższości żużla nad piłką. On chociaż kibicował reprezentacji
W Płocku piłka nożna wydaje się być tematem tabu…
Ekonomię znam na poziomie gospodarstwa domowego, wskaźniki marko mnie nie interesują.
Natomiast jeśli chodzi o tezę felietonu, którego nie zamierzam czytać „Cóż to za różnica, czy kosztować będzie (Masłowski – przyp. a-c10) 400 tysięcy euro więcej, czy mniej?”, to ciężko się z nią nie zgodzić.
Bo co za różnica czy będzie kosztował 400 czy 300 czy 500 ? O ile się sprawdzi.
400 tysi a 1 mln to faktycznie jest różnica, ale czy Osuch puści swoje ‘masełko’ za 400 tysi ? Lewczuka puścił za 200 ?
Więc operując na rzeczywistych kwotach.
800 tys czy 1 mln ?
Legia zapłaciła za leczenie chłopaka, jest na niego ewidentnie napalona i dlatego przepłaci. Ale jeśli się sprawdzi to, nie będzie to miało znaczenia.
Tak sobie myślę, że to idealny kandydat pod innym kątem. On prawdopodobnie może zostać w Legii na lata. Jeśli Legia zapłaci za niego 1 mln, to żeby porządnie zarobić musiałaby go puścić za 3 mln.
A na to czytając prasę się nie zanosi . Chłop ma 25 lat. Staruch
Ale w Legii 5-7 lat może pograć na newralgicznej pozycji. O ile się sprawdzi.
Mały research od czasów, gdy zaczęliśmy grać z klasyczną "dziesiątką":
1. Roger
2. Marcin Smoliński
3. Miroslav Radovic
4. Piotr Giza
5. Maciej Iwański
6. Alejandro Cabral
7. Rafał Wolski
8. Dominik Furman
9. Raphael Augusto
10. Helio Pinto
11. Ondrej Duda
Z tej całej listy, można wybrać raptem 3 nazwiska, o których można powiedzieć, że sprawdzili się na tej pozycji (Roger, Radko i Duda). Od biedy można tam dorzucić jeszcze Iwańskiego - jedynego Polaka, zresztą, wśród wybrańców. Założenie, że 25-letni piłkarz, o którym wcześniej za bardzo nikt nie słyszał, z murowanego spadkowicza, po kilkumiesięcznej przerwie w grze sprawdzi się na tej pozycji jest, jeśli nie naiwne, to bardzo optymistyczne. Na pozycji, gdzie przeciwnik często nawet nie da pół sekundy do namysłu a i nieraz poskrobie po achillesach. Jak on się sprawdzi w Legii, to ja chyba na mszę jakąś dam.
Ciężko mi się odnieść do tego ciekawego skądinąd tekstu. Nie mam czasu i niefajne sprawy na głowie, o kontuzji Dudy dowiedziałem się jak już wiadomo było, że nie jest aż tak tragicznie jak wszyscy myśleli. O tekstach na Weszło dowiedziałem się... od Ciebie. Mam jak Lombardino, na Weszło czytam wywiady, resztę omijam szerokim łukiem. Niemniej jednak w tej sytuacji chyba rozumiem Stanowskiego. Tak przynajmniej mnie się wydaje, że rozumiem. W Polskim futbolu przestał obowiązywać termin transferu gotówkowego, ot proza życia, nikogo nie było na to stać. Brało się więc za darmochie, albo po okazji, jak szanowny klub, szanownego kopacza miał wojnę w księgowości. 100, 200, no niech tam będzie 300 tyś euro w gotowiźnie to już był koszt niebotyczny. Przy czym, albo kupowało się okazyjnie (czyt. co rzucili), albo jakiegoś nieopierzonego młodzika, którego nikt w zasadzie nie znał, lub zgraną, wydawałoby się kartę w postaci jakiegoś wyjadacza. Z tej perspektywy, przy poważnym transferze gotówkowym faktycznie wydaje się, że 400 tyś w tą, czy w tą przestaje mieć zasadnicze znaczenie. Zdecydowanie ważniejsze jest, czy warto w ogóle było te pieniądze wydawać. Czy skauting dobrze rozpoznał talent, czy zawodnik ma szansę sprawdzić się w nowym otoczeniu. Jeśli nie to mamy do czynienia z gigantycznym błędem i wywaleniem kupy chajsu w błoto i w zasadzie bez różnicy w tej chwili ile bo nie działa system. Jednak jeśli system jednak działa i "Masło" okaże się piłkarzem na miarę pokładanych w nim nadziei to po raz kolejny okaże się, że 400 w tę, czy 400 w tamtę nie miało znaczenia. Ważne było aby go mieć, mieć w tej trudnej dla zespołu chwili, kiedy to podstawowa "dycha" zalega w gabinecie lekarskim. Podsumowując, jeśli Masłowski pomoże w meczu z Ajaxem, lub później w walce o krajowy prymat, to te cztery stówy więcej przestaną mieć większe (lub jak wolisz mniejsze) znaczenie. Jeśli było nas stać i byliśmy przekonani, że warto, to kupiliśmy. Weryfikacja nastąpi na sportowym polu, za pół roku będziemy wiedzieli czy to kasa wyrzucona w piach, czy doskonały ruch pionu sportowego.
Jestem ostatnią osobą która miałaby ochotę stawać w obronie w/w redaktora, jednak z pewnymi kwestiami muszę się z nim zgodzić a inne poniekąd rozumiem.
Obecnie czytam juz tylko jeden na pięć tekstów na wspomnianym portalu, ten o prawach tv przeczytałem.
O ile masz rację że Getafe choćby stawało na głowie to ma dużo mniejsze szanse niż dwójka tuzów, o tyle on ma rację , że cały ten ich bajzel napędza Real i Barca i zwykle rozumowanie biznesowe każe płacić im więcej.
W sprawie stwierdzenia nie ważne ile ważne czy się nadaje, to mam głębokie przeświadczenie że jest pewna grupa ludzi którzy finansowo są bardzo ale to bardzo niezależni którzy taki pogląd wyznają. Potrzeba? Kupuję i mało ważne ile. My z innej półki tego możemy nie rozumieć, krócej pisząc, kto bogatemu zabroni. Pytanie czy Legia juz jest tak bogata?
Przypadek Realu i Barcy, to jest przecież klasyczny przykład monopolu, czyli pojęcia, które w naukach ekonomicznych ma znaczenie wyłącznie pejoratywne. Z monopolami się walczy, bo są po prostu szkodliwe dla społeczeństwa i gospodarki. Jesteś człowiekiem starej daty, więc pewnie jeszcze pamiętasz, ile się czekało na podłączenie telefonu, gdy na rynku była tylko TPSA a ile się czekało, gdy w latach 90-tych pojawiła się Netia. W naukach ekonomicznych istnieje też takie pojęcie jak "bariera wejścia". Im bardziej jakaś branża jest zmonopolizowana, tym bardziej ta bariera staje się nie do przeskoczenia. I tak jest obecnie w piłce hiszpańskiej. Nie udało się nawet przy pomocy arabskich szejków (Malaga). Udało się raz Atletico ale już widać, że okupiono to chyba zbyt wysokim wysiłkiem. Krzysio, jak słusznie zauważa Albiceleste, ma takie pojęcie o finansach jak świnia o gwiazdach, no ale najważniejsze, że gimbaza czyta z rozdziawionymi gębami.
Więc może trochę więcej zaufania i do Prezesa i do Żewłakowa i do trenera. Taki nieduży kredyt. Moim zdaniem się opłaci. Bo na pryncypialne oceny zawsze jest czas, po. Jakoś tak do wróżbitów co widzą tylko czarną przyszłość bym nie chadzał.
W takim razie w tej kwestii różnimy się diametralnie ponieważ dla mnie to najlepson przykład na działanie wolnego rynku. Ten co najwięcej daje najwięcej dostaje. Telewizja która pozyskuje prawa nie jest od regulowania i pilnowania Ligii hiszpańskiej. Bez Realu i Barcelony ta liga jest warta może połowę tego co płacą. Telewizja ma zarobić a bez tych dwóch drużyn owszem może zrobi ale zapłaci wtedy 1/3 .
Niech związek hiszpańskiej piłki myśli jak zrobić aby szanse cokolwiek wyrównać bo o całkowitym wyrównaniu mowy być nie może, marka to marka.
Otóż, aparat słuchowy, niestety czasem mi szwankuję, okulary gubię i szukam przez godzin wiele, ale muszę cię poinformować o czym zda się nie wiesz! W roku 2031 latem tego gwiazdora Germana często się widuje w klubie CopaCapelana, podobno sławny w Łacińskiej Ameryce, topowy, kwestia w tym że głównie on funkcjonuje w godzinach 19 wieczorem, a 5 rano. Jeżeli German będzie cię zapewniał, że ostro trenuje, niestrudzenie przebiera nogami, to daj mu wiarę, bo ćwiczy zagrania „tango libre”, „mambo-salsę” i „sambę tropicana”. Pewnie też wspomni, że w trosce o kondycję całego ciała, nie zapomina żeby ruszać lędźwiami. Suplementację ma zapewnioną, tequila sunrise wieczorem, mojito rano. Przemyśl dobrze sprowadzenie Germana San Andresa.
Co do 19-letniego Sebastiao, przeczucia cię nie zawodzą. Nie gniewaj się gdy stwierdzę „nie dla psa kiełbasa”. Europejski tuz już się zjawił i pewnie zgarnie wam chłopaka sprzed nosa. Nie tylko skaut Guilherme jest widywany w Union de Santa Fe ale i sam dyrektor sportowy Inaki Astiz już tam zawitał. Z Legią Warsaw bo jej to są wysłannicy pod względem możliwości finansowych mierzyć się nie możecie, to potentat na rynku transferowym rywalizujący z MC, Realem, Barcą do której właśnie chłopaka oddaliście.
Maximilliano Martinez – a na cholerę ci „tania solidność”, gwarancji żadnej że u ciebie odpali, w takim razie bez zastanowienia daj szansę zdolnemu smarkaczowi, którego masz w rezerwach! Spójrz na europejskiego tuza Legię Warszawa, piętnaście lat temu była kopciuszkiem, ubogim krewnym na salonach, postawiła na wychowanków, na szkolenie, oraz racjonalnie i starannie dobierając niezbędnych piłkarzy sprowadzała, teraz jest europejską już ugruntowaną siłą budzącą respekt u starych mistrzów.
Masz kasę z transferu do Barcelony zainwestuj w Akademię, przedszkola futbolowe, pobuduj boiska, sale, stwórz infrastrukturę i program szkoleniowy, zatrudnij zdolnych, pracowitych trenerów do zaszczepiania piłki dzieciakom. Piętnaście lat temu to uczyniła Legia, zebrała w funduszu lokaty od chętnych inwestorów, kibiców, ale była to lokata długoterminowa. Zamiast wydawać całą zebraną kasę na transfery, kupiła hektary pod Warszawą, uzyskała kredyty i stworzyła Akademię piłkarską z prawdziwego zdarzenia. Surowce nabywała, szlifowała, jako produkty piłkarskie z korzyścią sprzedawała. Dziś gra cyklicznie w fazie pucharowej Ligi Mistrzów, w Lidze Europy triumfowała, tego dokonała w przeciągu 15 lat, umiejętnie inwestując kasę.
Albiceleste, oto moja rada!
Legia zapłaciła za leczenie chłopaka, jest na niego ewidentnie napalona
Achhh... I tu, przypuszczam, jest ten hund begraben. Typowe sunk-cost fallacy. Już ponieśliśmy koszta, więc będziemy ponosić je dalej. Bez względu na sens. 800k, a milion to różnica faktycznie nieduża. No, może po prostu nieprzerażająca. 600k, a milion? Czterysta kafli w kieszeni. Za taką kasę naprawdę sporo da się zrobić.
Dalej, co tzn. "sprawdzi się"? Zostanie w Legii na lata? No... jak do tej pory Michał Masłowski rozegrał w Ekstraklasie 35 meczów, czyli łącznie nie uzbierał nawet sezonu. W dodatku występował w drużynie, która najpierw była rewelacją rozgrywek i w zasadzie nic nie musiała, potem zaś desperacko broniła się przed spadkiem. Nie muszę Ci chyba tłumaczyć, że zadania "10tki" w ekipie z definicji walczącej o najwyższe laury w kraju i sukcesy w Europie deczko się jednak różnią. Ale OK, załóżmy, że faktycznie zostanie. W roli jednego z wielu? Pożytecznego, ale nie niezbędnego? Wtedy 800k euro będzie kwotą zdecydowanie zawyżoną.
I jeszcze co do obrony przed degradacją - Zawisza spadnie, jest to bardzo prawdopodobne. Osuch, o ile w ogóle w takim wypadku pozostanie w Bydgoszczy - zna smak tzw. I ligi i wie, ile kosztuje gra na tym poziomie, toteż być może za pół roku zapomni o milionach, a dwieście pięćdziesiąt tysięcy za "Masło" potraktuje jak mannę z nieba. Czemu zatem nie poczekać?
@ CTP:
Twoją wyliczankę uzupełniłbym o fakt, że Radović nie był - o ile dobrze pamiętam - sprowadzany do Legii jako "10tka". Co jeszcze bardziej, rzecz jasna, obniża sprawdzalność graczy transferowanych do Was na tę pozycję.
A, oprócz bariery wejścia jest też szklany sufit. Dzięki, czy raczej wskutek działalności monopoli obie wielkości niebezpiecznie się do siebie zbliżają. Bardzo trudno wejść, a jak już się uda, to się okazuje, że niewiele więcej można zdziałać. To tak znowu tytułem uzupełnienia.
Wyjdę od tego, że twierdzenie, iż sensowna "10tka" kosztuje zagranicą przynajmniej 2 mln euro uważam za spóźnione. I to o ładnych kilka lat. Rynek się zmienił. Coraz poważniejsi zawodnicy przestają reagować pukaniem się w czoło na hasło "Ekstraklasa". Zwłaszcza, gdy za tym hasłem stoi czołowy klub tejże Ekstraklasy, planujący kontynentalną ekspansję. Co jeszcze ważniejsze, wiele klubów, które jeszcze właśnie kilka lat temu krzyczały za swoich grajków po pięć, dziesięć, nawet piętnaście baniek, dziś z pocałowaniem w rąsię weźmie kilkaset tysięcy. I będzie się cieszyć, że ma z czego za prąd zapłacić. Zwłaszcza, jeśli rzecz idzie o piłkarza pokroju Masłowskiego.
Dalej - tę konieczność to Ty, jak sądzę, znacząco wyolbrzymiasz. Z "Masłem", czy - wybacz płaski kalambur - z margaryną, Legia znów będzie Mistrzem Polski. A jeśli się trochę postara, to także "dublecistą". Wasza przewaga nad resztą stawki jest tak wyraźna, że tylko jakiś kompletny kataklizm mógłby odebrać Wam kolejny tytuł. Owszem, taki kataklizm może się zdarzyć, nic nie jest wykluczone, zwłaszcza w Ekstraklasie. Niemniej, (nie)obecność Masłowskiego w żadnym stopniu nie wpływa na prawdopodobieństwo jego zaistnienia.
Czyli co, Europa, tak? Kurczę no, nie żebym chciał się naśmiewać z prezesa Leśnodorskiego i jego podwładnych, daleko mi do tego, naprawdę. Ale jeśli tajną bronią Legii na Ajax (plus ew. późniejszych kontynentalnych rywali) ma być koleś, który rozegrał 35 spotkań w Ekstraklasie, a ostatnio głównie się leczył...
@ Senator:
Ten co najwięcej daje najwięcej dostaje.
Problem w tym, że inni też by chcieli więcej dawać (i, oczywiście, w efekcie więcej dostawać). Niestety, monopol im to uniemożliwia. Ja też jestem fanem wolnego rynku. Wolnego m.in. od centralnego planowania. I jest mi kompletnie obojętne, czy centralne planowanie odbywa się na plenarnych zjazdach partii, czy w gabinetach korporacyjnych prezesów.
@ Iocosus:
Muszę Cię zmartwić. Pewnie nie tylko Ciebie zresztą. Legia, owszem, miała momenty chwały, ale od kilkunastu sezonów nie została Mistrzem Polski, a i w Europie, jeśli już się pojawiała, to ledwie na chwilkę. W tym okresie Ekstraklasę kompletnie zdominował poznański Lech, ledwie raz na jakiś czas dając się wyprzedzić Zagłębiu Lubin (tfu...) i... Miedzi Legnica. Ale nie przejmuj się, z Cracovią jest jeszcze gorzej. Takie to koleje wirtualnego piłkarskiego losu
Akademię zaś to my już mamy jak ta lala. Doinwestowaną, obsadzoną fantastycznym personelem, co i rusz wypluwającą świetnych wychowanków, albo prawie-wychowanków. Ot, taki Ibarrastegui - wyciągnięty jako dzieciak z Defensores za uścisk dłoni i obietnicę przyszłych profitów, sprzedany po kilku latach do Katalonii za pięćdziesiąt milionów dolarów (z których dyszkę, zgodnie z umową, odesłaliśmy do Cordoby. Tameczny prezes pewnie do dziś nie wytrzeźwiał
Wracam do eFeMowych motywów z jednego tylko powodu - o ile dobrze mi się zdaje, tak właśnie chciałaby funkcjonować Legia. Szkolić i promować, a kupować dopiero w dalszej kolejności, gdy akurat nikogo swojego nie ma "na już". Rozumiem, że w świecie rzeczywistym jest to nieporównywalnie trudniejsze, niż w uniwersum zer i jedynek. Niemniej, czy te przysłowiowe już czterysta tysięcy euro nie zostałyby lepiej spożytkowane, gdyby wydać je na rozwój szkolenia, a nie wepchnąć w kieszeń Osuchowi?
Ciebie zostawiłem na koniec, bo jedno z Twoich sformułowań mocno mnie zafrapowało.
Co tzn. "poważny transfer gotówkowy"? Czyżby Legia zdecydowała się wydać lwią część swojego budżetu i ściągnąć piłkarza z górnych europejskich półek, zapłaciwszy za niego 10 mln euro? Czy w klubie uwierzono, że ten właśnie piłkarz zrewolucjonizuje Ekstraklasę, pociągnie za sobą kolegów do wielkich czynów w Europie, a przy okazji natrzaska mnóstwo zysków marketingowych? Mhmmm. A jego obecny klub k o n i e c z n i e domaga się dziesięć czterysta. No cóż, najwyraźniej ich prezes tyle właśnie wisi w kasynie. Nie ma się co szczypać.
Ale tak nie jest.
To może chodzi o to, że do wzięcia jest, dajmy na to, jakiś bałkański talent, młodzieżowy reprezentant kraju, o którego już dopytują wielkie firmy? I jakimś cudem da się go zgarnąć za 2,5 mln. No, za trzy, bo tyle właśnie ostatecznie zażądał obecny klub. Niech im będzie. Najprawdopodobniej za dwa-trzy lata odbijecie sobie z nawiązką.
Ale tak też nie jest.
Przedmiotem dyskusji pozostaje nadal Michał Masłowski, niedawno poważnie kontuzjowany piłkarz ostatniego w tabeli Ekstraklasy Zawiszy Bydgoszcz. Dwudziestopięciolatek z "imponującym" stażem osiemdziesięciu paru występów na szczeblu centralnym. I chodzi, znaczy chodziło o to, czy zapłacić za niego sześćset tysięcy, czy milion.
Czy to jest transfer poważny? Cóż, nadal znacznie bardziej poważna wydaje mi się różnica. X, albo prawie 2X.
Jeśli 400k jest nieważne, a wierzymy że Masłowski w Legii zafunkcjonuje korzystnie, z nim w składzie przejdziemy Ajax, zdobedziemy dublet i awansujemy do Ligi Mistrzów, wszystko w 2015, to gdyby Osuch zakrzynął 1,5 lub 2 miliony, wierząc w Masłowskiego zgodnie z podejściem Stanowskiego i tak powinniśmy zapłacić. No przecież jak awansujemy do LM to te dwie bańki za MM i tak okazałyby się świetnie zainwestowane! Nikt nie miałby absolutnie, żadnych pretensji!!! Tu zgoda z tym co twierdzi Stano.
Szacunki transferowe, określanie ich ryzyka, opłacalności jednak powinny na czym innym się zasadzać, niż tylko prognozowanie sukcesu, o tym też pisałem w równoległym wątku, to podniosłem, w tym zakresie Albiceleste się zgadzamy. Za MM Osuch winien od Legii dostać jak najmniej i to jest cholernie ważne, zdecydowanie 400 tysięcy w jedną lub w drugą stronę jest istotne, pozyskać piłkarza za 400 lub 500 tysi, a 400 lub 300 spożytkować na szkolenie, robi różnicę, nawet jeżeli ten piłkarz nie odpali, nie spełni pokładanych nadziei, to 300 lub 400 zaoszczędzone z puli 800 tysięcy i tak okazałyby się dobrze zainwestowanymi o ile by poszły na szkolenie.
Nie zapominaj w swoich dywagacjach o długości kontraktu, bo jeśli to weźmiemy pod uwagę, to z tych 800 tys. zrobi nam się 2 mln (przyjąłem wysokość kontraktu na poziomie 200 tys. euro za sezon). Zdaje się, że tyle właśnie uzbierał ten fundusz transferowy. No cóż... ciekaw jestem, co myślą teraz ci, co wykupili te legijne obligacje. Marzenia o czymś więcej niż te gwarantowane procenty powinni chyba odłożyć w kąt.
Jak MM zaskoczy i swoją grą pomoże odnieść sukces, to się napisze "tak to ja sie mogę mylić"
Jak MM nie zaskoczy to się napisze "a nie mówiłem".
Natomiast w klubie mają prawdziwe dylematy. Kupić czy nie ? Tego czy innego ?
Czy 800 tyś € przy 3 bańkach za Bielika to dużo ?
Osobiście uważam, że akurat Arsenal kupił większego kota w worku niż my.
Akademia idzie swoim torem i żadne 300 czy 400 tyś niczego nie zmienią. Nie kupimy za to terenów i boisk nam nie przybędzie. Jeśli dzięki bramom czy dobrej grze Masłowskiego przejdziemy kolejnych przeciwników w LE, czy awansujemy do LM, to MM na siebie zarobi i na akademię starczy.
Jeśli. Błędów nie robi tyko ten, który nic nie robi.
Od końca.
"Czemu zatem nie poczekać?"
Ja bym poczekał. Ale… Bez bicia przyznaje, że pukałem się w czoło, kiedy walczono o sprowadzenie Dudy. Przecież za pół roku byłby za darmo.
Więc do pierwszej wtopy cały czas bym ryzykował.
Jeśli Zawisza by spadł, to mogłoby oznaczać, że Masłowski zwyczajnie się nie nadaje. Że kupujemy lidera spadkowicza, drugiego Piecha (?). I że nie jest wart tych 250 tysi, bo Zawisza spadł.
Oczywiście, jeśli cena wyniosłaby 250 tysi, to prawdopodobnie pojawiłby się inny klub/kluby skłonne takie pieniądze zaryzykować.
Jeśli Zawisza się utrzyma to Osuch może krzyknąć 1,5 mln.
Dla mnie ‘sprawdzi się’ oznacza, że będzie pierwszym wyborem trenera, aż pojawi się lepszy zawodnik. Dlatego zostanie na lata, bo kolejną pozycją, którą trzeba wzmocnić w pierwszej kolejności nie będzie numer 10 (w sumie teraz też tak jest).
Zostanie też dlatego, że nie będzie opłacało się go sprzedać. Niestety nie wiemy ile procent od przyszłego transferu zostało zapisane w umowie.
Czysto teoretycznie i dla uproszczenia przyjmijmy, że kosztował 1 mln (już wiemy, że mniej ale ile dokładnie nie wiadomo) a w kontrakcie jest 30% od następnego transferu dla Osucha (mniej raczej nie, prawdopodobnie więcej)
Jeśli zgłosi się klient dający 2 mln to Legia dostaje 1,4 mln (nie wiem jakie tam są jeszcze opłaty. Menago, PZPN, związek wojewódzki ? Tego nie liczę). Za 3 mln (przypominam, że to młodszy już nie będzie) ? Legii zostaje 2,1 mln
I dochodzimy do sedna sprawy, Masłowski sukcesów w Europie nie zagwarantuje. Ale..
Dla mnie sukcesem będzie półfinał LE lub ćwierćfinał LM. Zarząd chce, żeby Legia była w TOP40 w Europie ? To niech będzie TOP30 (aktualnie to Rubin Kazań ze współczynnikiem 56,6990).
Kiedy będziemy mogli wymagać takiego wyniku ?
Jeśli nie będziemy musieli sprzedawać graczy za 3 mln. Tylko będziemy kupować za 3 mln.
To oczywiście spore uproszczenie, ale łaskawie załóżmy, że kwota idealnie odzwierciedla umiejętności zawodnika
Gdzie w tym wszystkim Masłowski ?
Będzie pożytecznym, ale nie niezbędnym graczem wartym 3 mln euro
Masz zdecydowanie rację, że Masłowski może się nie sprawdzić, że jego historia w Ekstraklasie nie rzuca na kolana i że Zawisza to nie Legia.
Masz rację, że to bardzo ryzykowny transfer.
Napiszę Ci co mnie delikatnie uspokaja
Zdrowie, moim zdaniem dzięki leczeniu przez Legię jest prześwietlony w każdym aspekcie. Ja bym tak zrobił.
Ma pół roku na mityczną aklimatyzację
Klasa sportowa, trochę naciągane
I ostatnie pokazujące miejsce Legii w hierarchii .
Bielik poszedł do Arsenalu, bo Wenger kupił marzenie (jak to ładnie wiele osób pisze).
I sam mówi, że to duża kwota, chyba że się sprawdzi.
My na razie ryzykujemy niecały milion
Trochę zaczynasz się poruszać w sferze bardzo wirtualnej. Pozwolisz, że sprowadzę cię na ziemię.
Jak sam wspomniałeś, Duda jest pierwszym wyborem i to właśnie ten piłkarz będzie grał pierwsze skrzypce w rundzie wiosennej. Oznacza to, że Masłowski w większości przypadków mecze będzie oglądał z ławki. Tutaj od razu nasuwa się pytanie: a co ze Szwochem? Czyżby się okazało, że sprowadzony pół roku temu piłkarz okazał się transferowym niewypałem? Coś dużo tych niewypałów się ostatnio robi i statystyczny kibic coraz bardziej przestaje ufać tym wszystkim ochom i achom wysyłanym z klubu przy każdym transferze. I ta waga, na której po jednej stronie szali leży Duda coraz bardziej zaczyna się przechylać w tę drugą stronę. Skoro walnęliśmy się przy Ojamie, Piechu, Ronanie, Szwochu i zaciągu z Flu, to jaka jest pewność, że Masłowski okaże się transferem na miarę Dudy a nie znajdzie się w tej drugiej grupie? Rachunek prawdopodobieństwa jest w tym konkretnym przypadku nieubłagany.
Przyjmijmy, że za pół roku Legia zacznie walkę o LM. Byłoby wielką głupotą powtórzyć casus sprzed paru sezonów i osłabić zespół sprzedając Słowaka. Możemy spokojnie przyjąć, że Berg postawi weto i Duda zostanie w Legii przynajmniej do końca letniego okna transferowego. To już nam się robi 8 miesięcy ławkowania dla Masłowskiego. Że rotacja? Obecny sezon pokazuje, że Berg bardzo niechętnie robi zmiany na tej pozycji i jeśli Duda mógł grać, to grał. Mamy połowę sezonu a Duda już ma na koncie 29 meczów i ponad 2000 minut, co plasuje go w ścisłej czołówce obok Kuciaka, Rzeźniczaka i Vrdoljaka.
A jeśli awansujemy do grupy LM? Taki jest cel na ten sezon. Wówczas tym bardziej będziemy chcieli Dudę zatrzymać, bo w grupie może nam ugrać więcej niż zarobimy na jego transferze.
Perspektywy są dla Masłowskiego nieubłagane: czekają go raczej ogony z Podbeskidziami i Piastami. Wydawać taką kasę na grajka, który ma nas zbawić w Bielsku Białej i Gliwicach? No darujcie...
- Pytasz - "Co tzn. "poważny transfer gotówkowy"?", a później precyzujesz - "Czy to jest transfer poważny? Cóż, nadal znacznie bardziej poważna wydaje mi się różnica. X, albo prawie 2X."
Spieszę, wyjaśniam, bo jak widać wysłowić się jasno nie umiem - przynajmniej za pierwszym razem, mam nadzieję.
Poważny transfer - faktycznie wyrażenie dość enigmatyczne. Niemniej jednak chodziło mi o to, że kluby nad Wisłą, skupione wokół organizacji zwanej Ekstraklasą przyzwyczaiły nas do kupowania "na fart". Tamtemu kończy się kontrakt, temu upada klub, jest okazja więc bierzmy. Czy się sprawdzi? A się obaczy - chłop kosztuje niewiele to i ryzyko znikome. Czasu na sprawdzenie kto zacz, czy faktycznie te wszystkie informacje przekazywane przez managera i sztuczki obejrzane na DVD mają pokrycie w rzeczywistości nie było, ale też skąd miał być, skoro to okazja - dziś jest, jutro jej nie będzie. I tak to radosne życie się toczyło.Owszem trafiały się wyjątki, choć te (jak to wyjątki zresztą) jak sama nazwa wskazuje były wyjątkowe. Najczęściej jakiś bogacz, patrz J.W. kupował tego, czy innego, bo tak!, bo mnie stać. Jednak nadal owe transfery nie były efektem włożonej pracy, przemyślane, sprawdzone, wyselekcjonowane. Odkąd J.W. przepadł był, czasy eldorado skończyły się zupełnie i wróciliśmy do ery transferów szeptanych (bo tata Marcina powiedział, że ten jest niezły i warto go brać, bo własnie skończył mu się kontrakt).
W zasadzie pierwszym zespołem, który wziął się za transfery poważne był Lech Poznań. Szybko rozbudował swoją sieć skautów, obserwując poszczególne, w miarę atrakcyjne (czytaj przystępne cenowo) rynki. Skandynawia, Węgry to w tej chwili domena Kolejorza z Bułgarskiej. Podejrzewam, że z tych właśnie rynków, Lech będzie sprowadzał coraz lepszych i co za tym idzie coraz droższych piłkarz. Niestety na razie z powodów dokładnie tych samych, z którymi boryka się cała nasza liga poznańscy włodarze skupiają się na okazjach. Owszem, coraz lepiej wyselekcjonowanych, ale okazjach. Przykładem dwa transfery z Węgier w tym okienku. Obaj piłkarze (Holman, Kadar) to zawodnicy o uznanej klasie, ale po przejściach, jeden rekonwalescent, drugi nie wiedzieć czemu nie zrobił kariery, która mu pisano. Dziś obaj starują w Lechu do ponownego lotu, z tym, że Poznaniacy wciąż niewiele zaryzykowali wykładając na obu zawodników stosunkowo niewielkie sumy. promocja.
Co ważne obecne okienko transferowe pokazuje, że drogą Lecha zaczynają iść inne nadwiślańskie kluby. Przestano liczyć na fart, zaczęto sprawdzać. Z tego co mi się zdaje, w chwili obecnej mamy więcej sprawdzanych niż kupionych. A ci kupieni też nie kosztowali fortun. Sprawdzanie (czytaj wypożyczanie piłkarzy) jest ok, ale to wciąż nie ma nic wspólnego z poważnym transferem. Ot, nie umiemy sprawdzić tam, to sprawdzamy tutaj. Jako, że rynek transferowy tak mocno podupadł (zgodnie z tym co piszesz), że takie sprawdzanie zaczęło być możliwe. Wszak do niedawna w tym celu mogliśmy co najwyżej sprowadzić wagon Afroafrykanów (tak się to chyba poprawnie nazywa). I to na tyle ociężałych, że nie udało im się uciec spod siatek łowców "talentów", którzy wyjeżdżali tamuj całymi tabunami (i jeszcze większymi tabunami wracali).
No ale czym do jasnej cholery jest ten poważny transfer zapytasz, całkiem słusznie zresztą. Ano, nieco "na okrętkę", ale postaram się zmierzać do sedna. Poważnym transferem w naszej lidze zapachniało, gdy jeszcze nikt o tym nie widział, albo jeśli nawet wiedział to za bardzo sprawy sobie z tego nie zdawał. Dokładnie 28 lutego 2014, kiedy to Legia Warszawa (ach ta mania wielkości - znowu My) uparła się kupić nikomu w tym kraju nieznanego Ondreja Dudę. Pion sportowy był tak przekonany do umiejętności Słowaka, że postanowił wyłożyć 300 tyś euro za zawodnika, któremu za pół roku kończy się kontrakt. Gracza, który nie zrobił żadnej kariery, piłkarza, o którym w zasadzie poza jego własnym własnym krajem nieznanym. O którym jedna z największych (o ile nie największa) gwiazd tamtejszego futbolu Ľubomír Moravčík mówi - na żywo jeszcze nie widziałem. Blisko poważnego transferu, ale jednak ta transakcja nie do nadal nie do końca spełnia kryteria. Powód, nieco oszukiwaliśmy, Ondreja Dudę znamy od berbecia, monitorowaliśmy jego karierę od pierwszych korków na nogach, czekaliśmy na moment i pach, okazja (kończący się kontrakt) i jest. Czysta ojro niby nie mało, ale nie taką kasę nasi włodarze potrafili swego czasu "okazyjnie" utopić.
Drugą odsłoną, a w zasadzie drugim podejściem pod poważny transfer jest własnie zakup Michała Masłowskiego. Dajemy za gościa milion euro (przyjmijmy, że tyle, będzie łatwiej), faceta, o którym wielu kibiców nie bardzo słyszało. Nie każdy jest maniakiem, chorym na tyle by oglądać wszystko co nasza kochana Ekstraklasa wyprodukuje. Nic więc dziwnego, że mecze beniaminka nie wzbudzały entuzjazmu. Nie dziwota też, że wśród kibiców nie za bardzo jest świadomość kto to jest ten zdobywca miana odkrycia roku, za którego Legia wywaliła sumę oscylującą w okół miliona eurasów. Jednak jak rozumiem włodarze Legii wzbogaceni wiedzą dostarczoną przez pion sportowy, uzbrojeni w wiedzę medyczną dostarczoną przez lokalnych konowałów, zdecydowali się ową bańkę zapłacić i okrasić to wszystko czteroletnim kontraktem. Bez czekania na " ten moment" (np. spadek do pierwszej ligi), tylko tu i teraz. Ergo, przynajmniej ja tak to rozumiem, są święcie przekonani, że robią doskonały interes. Według decydentów z Warszawy, wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że kasą, jaką postanowili wydać zaowocuje wielkim wzmocnieniem składu drużyny Henninga Berga. Poważny transfer tak własnie wygląda, podjęcie decyzjo o finalizacji poprzedza cały proces, najpierw research, później decyzja, badania (najlepiej poważne, bo z tym różnie bywa), wielki kasa, wielki zysk.
I teraz przechodzę do tego, co jak rozumiem chciał przekazać redaktor Stanowski. W przypadku takiej inwestycji nie ma większego znaczenia, czy wydano 300, 400, czy 700 euro (w przypadku Realu Madryt jest to odpowiednio 60 000 000, 75 000 000, 85 000 000), liczy się to, czy cały proces został przeprowadzony prawidłowo. Czy ocena potencjału zawodnika była właściwa, czy diagnoza lekarska się sprawdziła, innymi słowy czy ten transfer wypalił. Jeśli tak będzie to nikt za pół roku nie pomyśli, kurcze mogliśmy kupić "Masło" te dwie setki taniej (odpowiednio w realu nikt nie myśli, kurna przepłaciliśmy za CR7 15 000 000, można było tych z Manchesteru przycisnąć). Jeśli tak nie będzie, jeśli Masłowski nie odpali, odetnie kupony i skończy w Milanie (z Milanówka oczywiście) to nikt nie powie, że przepłaciliśmy cztery stówy, tylko, że wywaliliśmy bańkę w błoto. Tak jak w Manchesterze nikt nie zastanawia się czy niejakiego Bebe można było kupić o 5 000 000 mniej) Pewnie można było kupić taniej, ale co za różnica jak nie mamy systemu, który uchroni nas przed kolejnymi takimi wpadkami. Nie umiemy ocenić, zbadać, przewidzieć, a co za tym idzie, wywalimy nie czterysta a dużo, dużo więcej, tyle, że w kolejnych odsłonach transferowych.
Dlatego też nie wiem jak Stanowski, ale ja zamiast myśleć o kasie, myślę o tym, czy potencjał Masłowskiego (i zdrowie przede wszystkim, bo o potencjał jestem spokojny) jest wystarczający, aby za pół roku, czy rok, w ogóle nie mówić o pieniądzach.
Nawiązując odpowiadam, mnie w tej chwili nie interesuje suma X, czy nawet 2X, interesuje mnie poprawność procesu, który doprowadził do decyzji o tym by tą sumę wyłożyć na stół. Bo jeśli ten proces jest wadliwy, to owych X-ów będzie zdecydowanie więcej. Być może znów wrócimy do zakupów "okazyjnych", ale i tak 2X pójdzie w cholerę, tyle, że złożone z malutkich x.
ps: aha, gwoli uściślenia, bańka w eurosach, to dla Legii, pomimo naszego budżetu, całkiem duże pieniądze. Rzekłbym na tyle poważne, że zapowiadało się (pomimo różnych opowiastek), iż jak na razie transferów takiej wielkości na Ł3 nie uświadczymy.
ps II: Aby była jasność, wcześniej zdarzały się i u nas transfery zasługujące na miano tych "poważnych", kiedy to
z ręki do rękiz klubu do klubu szła niezła gotówka, ale to były... inne czasy i inne mechanizmy rządziły wtedy naszą piłką.„Jak MM zaskoczy i swoją grą pomoże odnieść sukces, to się napisze "tak to ja sie mogę mylić"
Jak MM nie zaskoczy to się napisze "a nie mówiłem".”
Kibicu50, zda się dużą wagę przywiązujesz do tego czy w tych naszych kibicowskich debatach „ja” miało lub ma rację, polemiki dowodzące że „ja” ma rację, świadczą o tego „ja” ograniczeniu.
Klub podjął decyzję o zakupie, transferze, czy słuszną to się okaże za rok lub półtora, o tym przesądzać teraz gadając nie ma sensu, gadaniem kibicowskim tego nie zweryfikujemy, ale też każdy zajmujący się piłką, interesujący się Legią może popitolić, przyjąć pewne założenia, określić subiektywny punkt widzenia i to wszystko w własnym imieniu wyartykułować, po to między innymi jest i to miejsce stworzone.
Klub dokonał transferu, jego upubliczniona przypuszczalna kwota budzi kontrowersje, polemiki, w tym momencie redaktor Stanowski na swoim popularnym portalu tworzy tekst, w którym dowodzi, że w sumie to nieważne, kilkaset tysięcy w tę czy w tamtą stronę, to bez znaczenia, jeśli przydatność MM zostanie dowiedziona, a jeśli nie, tu już choćby Kibic50 dodaje, „błędy się zdarzają”, trzeba je „wliczyć w koszty”, ktoś inny nawiąże do Arrubareny, Descargi, Antolovica, Kneźevica.
Otóż od razu napiszę, że dla mnie jest na przykład różnica w sprowadzeniu Nacho Novo, Blanco choć nie wypalili, a tymi dwoma ostatnimi poprzednio wymienionymi. O zaangażowanie Dwaliszwilego, Helio Pinto, Ojamy też pretensji nie mam bo to są dla mnie właśnie dopuszczalne błędy, które w każdym klubie muszą się przytrafiać, ilości 100% trafnych transferów do jakiegokolwiek klubu, najlepiej zorganizowanego i fachowego nie ma. Za każdym z tych transferów bym się opowiedział, mimo że pożytku wielkiego Legia z nich nie miała, a przynajmniej nie takiego jaki zakładała.
Nie ma jednak też u mnie zgody na zero jedynkową filozofię Stanowskiego. Przydatność Masłowskiego to jedna kwestia, o tej Stano pozwala dywagować, ale o kwocie pozyskania już nie bo to klub ustala, „jak go stać, to kto bogatemu zabroni” trywializując kwestię.
Otóż nie! „Czy 800 tyś € przy 3 bańkach za Bielika to dużo ? Osobiście uważam, że akurat Arsenal kupił większego kota w worku niż my”. Kibicu50 dla Legii 800 tys. € to cholernie, cholernie dużo, w zestawieniu z Arsenalem to o dużo więcej niż drobne 2 bańki za Bielika. Dla Kanonierów, ich budżetu, to obciążenie to jakiś ułamek, dla nas?
Jako kibic uważam że mam prawo podywagować czy kwoty transferowe z klubu wydawane są racjonalnie? Mądr, Polak po szkodzie! Koszty prowadzenia Akademii jakiś czas temu określano na ok. 5-6 milionów, zatem 3,6-4 mln dla Legii to poważna suma, kwotę 1- 1,2 mln nie chciałbym żeby ktoś narzucając interpretował jako nieistotną w rozważaniach.
Klub oszacował ryzyko zakontraktowania MM na poziomie 800 tys. € , kibicowska paplanina nic w tym nie zmieni (obojętnie jaka jest rzeczywista kwota), ale do tych 800 tys. każdy z nas ma prawo się odnieść i wyrazić swój pogląd, osobiście uważam że o ok. 300 tys. przepłaciliśmy i jeżeli MM nie wypali to uznam że Klub popełnił błąd i oszacował transferowe ryzyko za wysoko, o to miałbym pretensje, nie o sam fakt sprowadzenia Masłowskiego. Jeżeli MM się sprawdzi, tak jak napisał Stanowski – nie ma tematu. Wszyscy szczęśliwi.
Tyle „ekonomii”, teraz odnośnie sportowej przydatności MM, czyli to na co pozwala Stanowski, otóż rozpatrując transfer na zasadzie roszady za Helio Pinto, to jestem absolutnie za. Gdyby się sprawdził jako stricte ofensywny pomocnik, to również świetnie, byłbym wówczas nawet promotorem Masłowskiego do repry, nie tylko do kadry, ale i do weryfikacji w wyjściowej jedenastce, bo uwzględniając Lewego z Milikiem jako napadziorów, Masłowski nawet rozpisany na lewym skrzydle z zadaniami łamania do środka mógłby spełniać rolę rozgrywającego. Garguła tak grywał w Bełchatowie. Przy takim założeniu konkurowałby z Sebkiem Milą. Przykład kadrowicza robiącego karierę po 25 roku życia to Henryk Kasperczak. Zatem, czemu nie? Kwestia w tym jak Masłowski odnajdzie i zaadaptuje się w Legii, w pesymistycznym scenariuszu powtórzy ścieżkę Gizy, choć charakter chyba mają inny, tym się można pocieszać.
napisałeś: - "kibicowska paplanina nic w tym nie zmieni (obojętnie jaka jest rzeczywista kwota), ale do tych 800 tys. każdy z nas ma prawo się odnieść i wyrazić swój pogląd, osobiście uważam że o ok. 300 tys. przepłaciliśmy "
Abstrahując do sedna dyskusji, mam pytanie. Czy mógłbyś jakoś uargumentować, lub najlepiej przedstawić tok rozumowania, którym się kierowałeś czyniąc te wyliczenia. Oszacowałeś koszt Masłowskiego na 500 euro, czyli mniej więcej na tyle, za ile Lechia Gdańsk pozyskała Sebastiana Milę, 200 euro drożej, niż Legia wydała na mającego pół roku do zakończenia kontraktu nikomu nieznanego Dudę, że o pieniądzach jakie zapłacili właściciele "Fiołków" za młodzika, który nic nie osiągnął, czyli Wolskiego nie wspomnę. Jakimi kryteriami się kierowałeś, jakie umiejętności prezentuje Masłowski, że cena tego zawodnika powinna oscylować w granicach 500 tyś euro? (dla uściślenia - dziesięciokrotnie mniej, niż sami wyceniamy umiejętności, jakie prezentuje Michał Żyro) Bo ja, tak zupełnie od siebie powiem tak, jeśli Michał Masłowski prezentuje umiejętności pozwalające wycenić go na 500 tyś euro, to wszystko to, o czym pisze nam tutaj CTP jest najprawdziwszą prawdą. A transfer Masłowskiego to kompletny niewypał udowadniający, że nasi ludzie z pionu sportowego kompletnie nie znają się na swojej robocie i natychmiast należałoby ich zwolnić (najlepiej dyscyplinarnie). Dlatego bardzo ciekaw jestem jestem Twojej wizji, bo bardzo mnie zaciekawiła.
I strzał z dystansu i prostopadle podanie i agresja.
Naprawdę wiedzą co robią kupując go.
Jeśli tylko kontuzje zostały wyleczone prawidłowo, a tu może być różnie bo pamiętam żale Leśnego o zbyt szybki powrót tego zawodnika do gry i następnych poważnych nie będzie to ja laik i dyletant mówię tak - będziemy mieli pociechę z tego chłopaka.
"Klub podjął decyzję o zakupie, transferze, czy słuszną to się okaże za rok lub półtora"
Niekoniecznie. Przykład Dudy temu zaprzecza i jestem przekonany, że gdybyśmy rok temu mieli wybierać między tymi piłkarzami, to na Ł3 wylądowałby Masłowski
"zda się dużą wagę przywiązujesz do tego czy w tych naszych kibicowskich debatach „ja” miało lub ma rację, polemiki dowodzące że „ja” ma rację, świadczą o tego „ja” ograniczeniu"
Wręcz przeciwnie.
Nie ja bowiem z uporem maniaka przekonuję wszystkich (prawie) od kilku dni, że Masłowski to dziad, w dodatku stary, bo już 25 letni. Nie ja próbuję wcisnąć najmojszą prawdę, że do Legii się nie nadaje, kibiców na stadion nie ściągnie i w zasadzie wyląduje w rezerwach, bo z Dudą nie wygra.
Nie ja w końcu przekonuję na siłę, że kwota 800 tyś € jest za wysoka, choć nie potrafię tego umotywować.
Dlatego też na początku napisałem, co z przyjemnością powtórzę
- Na cenę wpływają dwie rzeczy.
1. Atrakcyjność towaru. Od naszego trenera i sztabu możemy się dowiedzieć iż w Masłowskim pokładają ogromne nadzieje.
2. Zasobność portfela, który po sprzedaniu Bielika znacznie pogrubiał. (o funduszu transferowym nie wspomnę)
Czy sie MM sprawdzi ? W przeciwieństwie do niektórych, nie mam zielonego pojęcia, choć osobiście uważam,że dopiero pod Bergiem, przy piłkarzach Legii jego potencjał wystrzeli.
Z autopsji wiem, że z lepszymi zawodnikami gra sie znacznie łatwiej, lepiej i wydajniej.
Przykro mi, ale muszę Tobie i nie tylko zakomunikować,że ja jestem szalenie konkretny. Te 2 mln Euro to nie coś wziętego z sufitu,ale z wywiadu z naszym trenerem Henningiem Bergiem, który ze dwa dni temu był odpowiedział na pytanie dziennikarza, czy w związku z Funduszem o jakim wspomniał Pan Mioduski są możliwe wydatki powyżej miliona Euro na transfery? -Odparł: "Niezły ofensywny pomocnik kosztuje 2 mln.Euro, ale my za tyle nie kupujemy. My za tyle sprzedajemy. Na razie".
Czyli rozumując logicznie mieliśmy kogoś takiego na oku , ale sztab i Michał uznali,że Masłowski gorszy nie jest, a znacznie tańszy.
I powiem Ci otwarcie,że cieszy mnie coraz lepsza orientacja w Legijnej problematyce. Oczekuję,że będziesz z nami. Ale musisz wiedzieć,że bycie Legionistą to w Polsce narażanie się na to,że wszyscy inni zazdroszcząc / czego?/ będą próbowali Ciebie niszczyć,obrażać, poniżać i deprecjonować wszystko co dla Ciebie jest ważne. Takie Polskie Piekiełko. Tylko,że bez tych co wiodą nie ma postępu i lepszości.
- "- Gdy patrzę na jego grę, wydaje mi się, że on od razu dobrze wkomponuje się do drużyny, że nie będzie potrzebował czasu na aklimatyzację, bo posiada tak wiele atutów. Dla mnie to jest zawodnik ukształtowany, co potwierdził w ekstraklasie w meczach przeciwko Legii i innym silnym zespołom. Będzie dla nas bardzo istotny. Chcemy się ciągle rozwijać i potrzebujemy do tego piłkarzy na wysokim poziomie. "
Abstrahując od tego, czy nasz skauting i sztab szkoleniowy się nie pomylił, od tego, czy Masłowski wejdzie z przytupem do zespołu, czy nie, ponawiam pytanie: - ile powinien kosztować zawodnik "ukształtowany", "posiadający tak wiele atutów", że "od razu powinien wkomponować się w zespół" Mistrza Polski? i dodam jeszcze - Jeśli tak jest ocena naszego pionu sportowego, to cena osiemset, czy nawet milion euro jest adekwatna czy jednak nie. Dodam też trzecie, najważniejsze w kontekście tekstu pod którym piszemy (pióra a-c10) - czy jeśli, zawodnik faktycznie odpowiada ocenie skautingu i faktycznie wejdzie z marszu do składu i (tu znów przytoczę słowa Żewłakowa) "będzie dla nas bardzo istotny" to warto się zastanawiać czy przepłaciliśmy te kilkaset euro, czy raczej należy się zastawiać, czy ocena skautingu jest należyta (oraz, co oczywiste analiza lekarska) i czy faktycznie zaproponowano trenerom zawodnika, który wniesie jakość do pierwszej jedenastki zespołu z Łazienkowskiej 3.
To zależy.
Jeśli z Legii, to przynajmniej z 5 mln € choć można już przeczytać, że 8 baniek za Dudę to za mało
Jeśli do Legii, to od 300 do 400 tyś €
Dziękuję za wiele wnoszącą i nadającą powagi tej dyskusji odpowiedź.
Nie ma za co.
Chyba nie liczyłeś na rzeczową odpowiedź, bo takowej nie ma.
Równie dobrze mogłeś zapytać ile powinien kosztować samochód, którym można komfortowo i bezpiecznie wozić rodzinę ?
- Będziemy rozmawiać. Na razie jest piłkarz kontuzjowany, leczy się w Warszawie. W lipcu wszystko powinno się wyjaśnić - mówi o pomyśle sprowadzenia do Legii Michała Masłowskiego prezes Bogusław Leśnodorski.
Ofensywnym pomocnikiem Zawiszy Bydgoszcz Legia interesuje się już od dłuższego czasu. W zimowym okienku transferowym na przeszkodzie stanęła zaporowa cena w wysokości miliona euro. Teraz szansę na ściągnięcie Masłowskiego na Łazienkowską są większe, chociaż piłkarz wciąż leczy kontuzję i nie wiadomo, kiedy będzie zdolny do gry.
- Będziemy rozmawiać. Na razie jest piłkarz kontuzjowany, leczy się w Warszawie. W lipcu wszystko powinno się wyjaśnić. Uważamy, że to dobry pomysł i dobre miejsce dla niego na rehabilitację i przygotowanie do gry. W lipcu coś tam ustalimy - mówi serwisowi Legia.Net prezes Legii Bogusław Leśnodorski.
- To chyba dla wszystkich najlepsze rozwiązanie. Dla Zawiszy, bo na razie Michał nie będzie tam grał, najwcześniej na wiosnę. Jestem dobrej myśli. Mamy z Radosławem Osuchem dobre relacje, wydaje mi się, że wszystko będzie zależało od decyzji Michała. Jeśli zawodnik będzie przekonany, że chce tutaj zostać, to pewnie zostanie. Jestem dobrej myśli - dodał prezes.
http://m.sport.pl/pilka/1,105004,16192073,Maslowski_w_Legii_juz_w_lipcu__Prezes__Bedziemy_rozmawiac_.html
Mhm, 1 mln to była cena zaporowa, nikt się po Michała nie zgłosił, mija czas, po ponownej kontuzji Michał rozgrywa jesienią 8 meczów, 6 w pełnym wymiarze czasowym, notuje dwa gole i w zasadzie (tu mogę się mylić, subiektywny odbiór) tylko jeden mecz z „błyskiem” potwierdzającym drzemiące możliwości.
Gdybyśmy Masłowskiego w optymalnej formie kupili w przeszłości za 1 mln, dopiero by była jazda na forach kibicowskich że nabyliśmy kontuzjogennego piłkarza, jazda być może niezasłużona, po prostu taki był splot wydarzeń, nie wydaliśmy jednak tej bańki i całe szczęście, był supertransfer Dudy. Przykład racjonalnego myślenia, bingo! Jeżeli w optymalnej formie nikt Masłowskiego za bańkę nie chciał to jaka była jego wtedy wartość i czy kontuzje i przedstawiona forma jesienią tą wartość podtrzymały czy obniżyły, a jeżeli obniżyły to do jakiego poziomu?
Tezę że wartość została podtrzymana uznaję za absurd, każdy może mieć swoje zdanie o ile ta wartość zmalała. Tu możemy polemizować, subiektywnie uznaję że do tych 500 tys. z których poproszono mnie żebym się wytłumaczył.
Monrooe jaka według ciebie była wartość MM rok temu i o ile się obniżyła?
Gdyby Legia Masłowskiego nie kupiła, a nikt skory do oferowania podobnych kwot nie był i jeśli wiosną w Zawiszy grałby tak jak jesienią, to latem, do jakiegokolwiek innego klubu za jaką kwotę by się przeniósł?
Dla zachodniego klubu rozwojowym piłkarzem nie jest, w tym wieku oczekuje się już doświadczenia i stabilnej formy na określonym poziomie. Tenże określony poziom, czyli scenę do prezentacji zapewnia Legia, a nie Zawisza, tam sufitu (miliona) dobrze grając nie przebił.
Liczymy jako klub że Masłowski u nas odpali, ba, niech sprawdzi się w Legii i jeszcze zagra w reprze w meczu eliminacyjnym, bramkę strzeli, asysty zaliczy to jego wartość może skoczyć do kilku milionów, takie są realia futbolowego wypromowania na określonym poziomie, ale jeżeli oczekiwań nie potwierdzi, to będzie kłopot żeby ktoś dał za niego 300 tys €.
Dlatego na dziś szacowałem cenę na pozimie 0,5 mln, 600 tys. przeboleję, ale 800 €, uznaję o milion złotówek za dużo. Oby te kalkulacje nie miały jakiegokolwiek znaczenia, a za rok wartość MM w Legii nie zależała od 400 tys € w jedną lub w drugą stronę.
Kibic50: „Z autopsji wiem, że z lepszymi zawodnikami gra sie znacznie łatwiej, lepiej i wydajniej.” – w teorii ok., w twojej praktyce również, tego nie podważę, ale w Legii ilu takich było co temu zaprzeczyło?
Panowie, przydatność do klubu danego zawodnika może być duża a i tak możemy przepłacić. Stanowski przyjął retorykę ze jak jest przydatny, to już nieważne 400 tysi w jedną lub w drugą stronę, owszem ma rację i Wy razem z nim, ale co gdy przydatność staje się wątpliwa. Wówczas uznacie że wszystko do dupy, nie trzeba było kupować, w odróżnieniu ode mnie, bo ja nikogo linczować za sprowadzenie Pinto, czy Ojamy nie mam zamiaru, gdyby z Masłowskim nie wyszło do Żewłaka nie będę miał pretensji, stwierdzę że ten kto negocjował cenę przeszacował.
Nie mam zamiaru podważać tego co mówi Żewłakow.
Tu nie dyskutujemy o przydatności Masłowskiego, kwestia idzie czy możemy popitolić o kwocie transferowej, według Stanowskiego – nie, a według mnie – tak.
Przy okazji któregoś z ostatnich półfinałów LM Bayern wykonał ładny gest w stronę swych kibiców, co kosztowało go ponoć ok. dwóch milionów euro. Wypytany na tę okoliczność jeden z członków monachijskiego "sanhedrynu" (Rummenige? Już dokładnie nie pamiętam) odparł coś w stylu "no tak, straciliśmy te dwa miliony. Ale co to dla nas dwa miliony?". Bez względu na smędzenie skąpca Wengera, taką samą optykę może zastosować Arsenal. Ot, kupili sobie dzieciaka z Polski, podobno mocno utalentowanego. Jako że nieźli są w szlifowaniu piłkarskich gwiazdek, całkiem możliwe, że za czas jakiś inwestycja przyniesie im wielokrotny zysk. A jeśli nie, cóż, nawet wydanej kwoty nie poczują.
Podam Wam przykład bardziej ekstremalny: parę lat temu Barcelona zakontraktowała niejakiego Czyhryńskiego, płacąc zań Szachtarowi coś koło czternastu baniek. Ówczesny prezydent klubu nawet nie ukrywał, że to taki prezent dla Guardioli w podzięce za te wszystkie trofea. Dmitro, rzecz jasna, Camp Nou nie zawojował i niezadługo powrócił na Ukrainę, oczywiście ze sporą stratą dla Dumy Katalonii. No ale kto bogatemu zabroni?
Sęk w tym, że w zestawieniu z powyższymi klubami Legia bogata nie jest. Wręcz przeciwnie, musi się jeszcze trochę postarać, by przynajmniej osiągnąć status ubogiego krewnego. Bez urazy, rzecz jasna, takie są po prostu fakty. A skoro tak, każdą złotówkę/euro wypadałoby kilkakrotnie w palcach obrócić i poważnie się zastanowić, czy naprawdę jest sens ją wykładać. Zwłaszcza gdy mowa o niemal dwukrotnym przepłacaniu za rezerwowego gracza.
Za 300-400 tys. euro nowych boisk pewnie by nie przybyło. Ale spokojnie można by tę kwotę przeznaczyć np. na pensje dla kilku dobrych trenerów młodzieży. Sens inwestycji byłby znacznie bardziej widoczny, niż choćby przy pięciu Masłowskich.
Prezes Leśnodorski cały czas się uczy i przez to rozwija. Już wie,że sukcesu sportowego nie da się zaplanować. Odkładać, odmładzać, inwestować w tzw. przyszłość itd. O sukces trzeba walczyć każdego dnia, zawsze, bo nie wiemy kiedy nadejdzie. Możemy tylko losowi strać się dopomóc.A Legia nie jest biedakiem. Natomiast Akademia to tak śpiewka przyszłościowa i moim zdaniem Legii na razie na to nie stać w takim wymiarze w jakim miałaby ona sens. A to co jest wystarcza. Pewno,że warunki nie są luksusowe, ale pamiętam czasy w których w nieporównywalnie gorszych wychowywali się prawdziwi mistrzowie.Nie przesadzajmy.Natomiast na pewno pracujący z najmłodszymi i młodymi wymagają nowoczesnego przeszkolenia, bo z ich rąk wychodzą buble. Ale na to dużo środków nie potrzeba.
Uważam więc za bezpłodne deliberowanie o kwocie za Masłowskiego. Na rynku jest tak,że wartość tzw. księgowa,/ poza nielicznymi wyjątkami i tylko w krajach byłego Sowietlandu/ się nie liczy, a wartość jest po prostu ceną. A tę uzgadniają dwie strony, jeden chciałby jak najtaniej kupić, drugi najdrożej sprzedać i gdzieś po drodze, nie zawsze w jej połowie się spotkają i tak było w tym przypadku.A kwota wydaje się raczej niewysoka.Musimy kiedyś zacząć z dziadostwa wychodzić, w różnych dziedzinach, nie tylko w piłce.
Podczas swej pracy w Legii Henning Berg dał się poznać m.in. jako całkiem niezły dyplomata. Facet wypowiada się tak, jakby ukończył - i to z wyróżnieniem! - kurs "jak mówić, by nic nie powiedzieć". To oczywiście żadna wada. Wręcz odwrotnie, w świecie opanowanym przez wścibskie media zupełnie przydatna umiejętność. Weźmy choćby cytowane przez Ciebie zdanie. Z pozoru na wskroś prawdziwe. Można przecież znaleźć tabun ofensywnych pomocników za dwa miliony i użyć ich na poparcie tezy. Równie dobrze jednak Wasz trener mógłby stwierdzić, że gracz z tej pozycji kosztuje trzy bańki. Albo osiem. Albo piętnaście. I takoż uargumentować swą wypowiedź licznymi żywymi, kopiącymi przykładami.
Stąd też Twoja teza wydaje mi się bardzo słabo wiarygodna. Legia, najbardziej medialny klub w Polsce, miała na oku grubą szyszkę (tak w naszym kraju trzeba traktować piłkarza za podobne pieniądze) i żaden wścibski gryziklawiaturek tego nie wyniuchał? To se ne da, pane Havranek. Nie przy takich mediach. Nie przy tym prezesie. To już prędzej skłonny jestem uwierzyć w szerzoną tu i ówdzie teorię, że Osuch musiał przeprać jakąś kwotę.
Orientację w legijnej problematyce mam taką, jaką - uważam - powinien mieć każdy kibic, któremu leży na sercu dobro całej polskiej piłki. Było nie było, reprezentujecie nas w Europie. Wasz sukces to nasz sukces. Wasza porażka to nasza porażka. A zdanie o biednej, ciemiężonej Legii, opadniętej przez stada krwiożerczych hien, wzruszyło mnie do głębi
@ Monrooe:
Mam wrażenie, że już kiedyś o tym rozmawialiśmy, ale co tam
Ale zostawmy już Kolejorza. Wg mnie punktem wyjścia do każdego poważnego transferu powinno być nie wykładanie poważnych pieniędzy (cokolwiek by się nie kryło pod tym terminem), a gruntowna analiza obecnego stanu posiadania i możliwości jego poprawy. I tu już, na pierwszym płotku, transfer Masłowskiego do Legii mocno się chwieje. Gołym okiem bowiem widać, że są w Waszej drużynie pozycje zdecydowanie głośniej domagające się wzmocnień. Jeśli Legia serio przemyśliwa o eliminowaniu takich przeciwników, jak choćby Ajax, w pierwszej kolejności musi mieć solidną obronę. Lewy defensor, stoper, drugi bramkarz - to tu należałoby inwestować.
A "10tka"? OK, od przybytku łeb nie boli. Skoro Wasze szefostwo doszło do wniosku, że przydałoby się wsparcie dla Dudy (i z jakichś powodów nie może go stanowić Szwoch), to w porządku, Masłowski się nadaje. Ale - i tu włączamy analizę możliwości - nie za taką kasę. Bo w jednym wypowiedzi CTP wydają się bardzo, ale to bardzo prawdopodobne. Przez najbliższych parę miesięcy M.M. grywać będzie znacznie rzadziej, niźli nadupnie sprawdzać, czy opowieści Igora Lewczuka o wyjątkowym komforcie legijnej ławki opierają się na prawdzie.
@ Iocosus:
Klub oszacował ryzyko zakontraktowania MM
O! I o to właśnie w całym tym naszym pitoleniu chodzi. Czy faktycznie szacował? Czy ten szacunek nie jest przypadkiem, hmmm, przeszacowany?
Czasy dziś - i od dawna już - takie, że księgowy bez piłkarza pracę znajdzie. Piłkarz bez księgowego raczej niekoniecznie. Na pewno nie ten piłkarz i nie w tym klubie. Jeśli samozwańczy spec od ekonomii tego nie rozumie, to naprawdę nie powinien się obrażać, gdy ktoś nazwie go głąbem
Nie wiem czy zauważyłeś,ale Henning Berg jest trenerem, a nie dostarczycielem żeru dla hien. Jego podstawowym zadaniem jest zdejmowanie presji z zawodników.Z naszych trenerów tę umiejętność w ogromnym stopniu posiadł Pan Kazimierz Górski, który sam napisał :"wysłuchiwałem każdego, każdemu przytakiwałem, ale robiłem swoje".M.innymi za to ceniłem Pana Kazia i cenię trenera Berga.A u Ciebie cenię,że tak powiem podzielność uwagi , kiedy to wygodne to dziennikarze są pismakami, a tak jak teraz to wybitni tropiciele. To nie jest zarzut. Prezes rzeczywiście od początku chciał się zakolegować z niektórymi dziennikarzami , ale już zmądrzał.Pojął,że on bez pismaków sobie poradzi, a oni bez niego nie, więc zabieganie o ich publicity jest niepotrzebne, zgoła szkodliwe, gdyż oni żadnych tajemnic nie dochowają. Wszystko sprzedadzą, wyssą z palca i włożą w cudze usta.Ten zawód schodzi na psy/ to takie powiedzenie. Przepraszam za nie psy/.Zresztą ja też piszę powołując się na zacne nazwiska o zabójczym działaniu stresu, o potrzebie spokoju, o budowaniu pewności siebie i odpowiedzialności za ten proces trenera, a Ty swoje.Krótko: nie masz racji. A tamten wtręt był takim delikatnym przytykiem,że aby pisać o wewnętrznych problemach Legii to należałoby się troszkę tym interesować.Więc w takiej sytuacji wypadałoby napisać : nie znałem tej wypowiedzi, ale moim zdaniem to i to, a nie zarzucać człowiekowi,że bredzi, aby coś powiedzieć. A fe.
"A jeśli nie, cóż, nawet wydanej kwoty nie poczują" & "No ale kto bogatemu zabroni?"
Zdumiewa mnie takie podejście do zagadnienia, bo z praktyki wiem, że duże pieniądze robi się na liczeniu każdej złotówki.
Na szastanie pieniędzmi stać nielicznych i z pewnością nie są to kluby piłkarskie.
Nie wiem też, skąd bierze się przekonanie, że taki np Arsenal stać na marnotrawienie 3 mln €, natomiast nas na 800 tyś już nie.
Gdyby taki Arsenal wywalił po 3 bańki za 5 piłkarzy w każdym okienku, to by z torbami poszedł.
Zdumiewa mnie również tak zdecydowana postawa w zakresie przydatności bądź nie Masłowskiego dla Legii.
Nikt z nas, pitolników czarnej eLki nie ma zielonego pojęcia jak z nim będzie, jednak tylko jedna grupa (anty) feruje tak radykalne wyroki.
Szkoda, że nie podano kwoty (w przybliżeniu) za jaką kupiono sympatycznego Guilherme, którego przyjście niektórzy uważali za wielki szwindel
Mogłoby nasze pitolenie rozłożyć się na dwóch piłkarzy
Masz 100% racji."Robienie pieniędzy" to ich szanowanie. Najbardziej rozrzutni są ci którzy chcą innym zaimponować wydawaniem na byle co. Ci co pieniądze mają starają się zrobić z nich użytek, tak, aby one pracowały i kapitał pomnażały.Wyrzucić pieniądze w błoto to każdy głupek potrafi.
Też nie rozumiem tej koalicji anty-Masłowskiej. Chłopak sympatyczny, w piłkę grać potrafi, więc o co chodzi. Chyba bardziej idzie o tego Osucha, który się zdaniem koalicjantów dorobi. Tylko co ich to powinno obchodzić. Ja nie rozumiem tego zaglądania do cudzych kieszeni. On tych pieniędzy, które dostanie nie ukradł, on je zarobił.Co prawda sam przy typowaniach wyników Zawiszy stawiałem konsekwentnie na porażki tego zespołu z dopiskiem "Żegnamy Pana Panie Osuchu, ozięble",ale było to z innego powodu. Jego arogancja, wywyższanie się, kreowanie się na zbawcę piłki były trudne do zniesienia,ale nie takich w życiu spotkałem i byłem świadkiem ich upadku. Głównym powodem było jego błazeńskie zachowanie po finale PP na Stadionie Narodowym , gdy ukradł Puchar zawodnikom i trenerowi i biegał z nim jak oszalały. Z tego powodu trener Tarasiewicz opuścił zespół i o Panu Osuchu słyszeć nie chce.
Z drugiej strony to wypada mu współczuć, bowiem jak Zawisza spadnie to będzie musiał oddać pieniądze otrzymywane od Miasta / ok.3 mln zł rocznie, które dostał oczywiście nie w gotówce, ale w ulgach/ i będzie musiał zapłacić 5 mln zł odszkodowania. Więc będzie finansowo ugotowany. Musi walczyć o pozostanie w Ekstraklasie,a tu mu Legia wyjmuje najlepszego zawodnika. Zgodził się, bo widocznie został przymuszony,ale za darmo go nie oddał. Może też zadziałała swego rodzaju solidarność, ponieważ Zawisza i Legia to jedyne w Ekstraklasie kluby prywatne w pełnym znaczeniu tego słowa. Dla mnie dobrze się stało. Legia ma Masłowskiego, oni niezłe pieniądze. Masz rację , co z tego się wykluje to pokaże nieodległa przyszłość. No to może zaczekajmy i w odpowiednim czasie oceńmy.
Po pierwsze, nie widzę żadnych przeszkód, aby pismak był wytrawnym tropicielem. Wręcz odwrotnie. W dobie powszechnego infotainmentu gryziklawiaturki po prostu muszą ciągnąć z nosami przy ziemi i niuchać. "News" (cudzysłów w 100% zamierzony) w stylu "Legia interesuje się piłkarzem X, cena 2 miliony euro!" to ileś tam kliknięć więcej, a więc policzalny zarobek. Oczywiście, owo "zainteresowanie" ma zazwyczaj tyle wspólnego z prawdą, co ja z Wisłą Kraków. Żeby jednak "newsa" wrzucić, nawet takiego najbardziej - wybacz - wyjętego z tyłka, trza mieć jakiś najsłabszy chociażby punkt zaczepienia. Jakąś niewinną rozmówkę, jakieś zdjątko, cokolwiek. Nie jestem zatem w stanie uwierzyć, że Wasz klub serio brał pod uwagę zakontraktowanie klasowego gracza, w dodatku z tak medialnej pozycji i nikt się o tym nie dowiedział.
Co do przytyku - no cóż, wyczułem, starałem się z gracją załagodzić
W kwestii zdejmowania presji i inszych takich - dla mnie to jeden z pokutujących u nas mitów, dobry kolega "nicsięniestalizmu" i zazdrości wobec zwycięzców, o których piszesz pod ostatnim tekstem Iocosusa o Radwańskiej (zaraz się odniosę). Ale pozwól, że w tym miejscu nie będę rzeczy rozwijał, boć to przecież zupełnie z Masłowskim i Stanowskim nie związane.
@ Kibic50:
Przepraszam najmocniej, ale ja przecież nigdzie nie napisałem, że w Arsenalu, czy gdzie tam jeszcze nie liczą pieniędzy. Liczą, liczą. Wszyscy rozsądni ludzie liczą. Tyle że inaczej liczy pan Kowalski, drobny przedsiębiorca z Malinówka, roczny dochód 300 tys. złotych; inaczej Herr Schmidt, drobny przedsiębiorca z Ansbach, roczny dochód 300 tys. euro; a jeszcze inaczej Mr Smith, niekoniecznie drobny przedsiębiorca spod Plymouth, który trzysta tysięcy - i to w funciakach - potrafi natrzaskać w parę dni. Oczywiste, prawda?
Można też inaczej ja zakładamy, że gram i tak coś sobie wmawiam, to wejdzie, mam czuja lub inaczej, moja wiedza każe mi grać X. Gram za 10 zł. Kibic50 wiedząc czy czując to samo spokojnie pyknie za 50.
Problem polega na tym, że kibic nie pyknie nawet za 5 zł
Za ciężko na to pracował, aby w głupi sposób przerżnąć.
Dodatkowo stosuje zasadę, że jeśli sam nie zarobi, to nikt mu nie da.
Stracone 3 bańki € mają taką samą wartość w Legii jak i Arsenalu.
Jedyna różnica jest taka, że w Londynie mogą je szybciej odrobić.
Wartość ta sama bo inna być nie może, skutki,konsekwencje straty lub zysku już zdecydowanie inne dla Arsenalu i Legii. Przecież to tak oczywiste, że nie rozumiem po się upierasz.
Przyznaję że trochę się dziwię i nie rozumiem toku argumentacji w naszej dyskusji , z jednej strony ze stwierdzeniem: „z praktyki wiem, że duże pieniądze robi się na liczeniu każdej złotówki. Na szastanie pieniędzmi stać nielicznych” absolutnie się zgadzam, według mnie tego właśnie dotyczy ten wątek, to podnoszę i zdumiewa mnie gdy czytam: „Masz 100% racji."Robienie pieniędzy" to ich szanowanie. .. Wyrzucić pieniądze w błoto to każdy głupek potrafi.” lub w równoległym miejscu c-L: „Prawdą jest, że Legia ma ograniczone możliwości finansowe. Tym bardziej muszą być one spożytkowane wyjątkowo produktywnie. Klubu nie stać na rozrzutność jakiej jeszcze niedawno byliśmy świadkami” i równocześnie mogę się zapoznać z opinią: „A Legia nie jest biedakiem… Uważam więc za bezpłodne deliberowanie o kwocie za Masłowskiego… Musimy kiedyś zacząć z dziadostwa wychodzić” Mhm, jawi mi się rozdwojenie jaźni, dr Jekyll i mr Hyde jeżeli wychodzenie z dziadostwa ma polegać na praktykowaniu zasady: „Cóż to za różnica, czy kosztować będzie 400 tysięcy euro więcej, czy mniej” to dla mnie z „szanowaniem pieniędzy” niewiele ma to wspólnego, wręcz przyjmowanie takiej filozofii przywoływanemu postulatowi „braku rozrzutności” by zaprzeczało.
Filozofia zero-jedynkowa jest błędna. Redaktor Stanowski ją upowszechnia chcąc wytłumaczyć wydaną (domniemywaną) kasę na Masłowskiego, ale robi nam przy okazji wodę z mózgu. Jeżeli będziemy patrzyli na transfer tylko i wyłącznie przez pryzmat „przydatności” i jeżeli uznamy ten parametr za korzystny i wówczas cena się nie liczy, 400 tysi € w jedną lub w drugą stronę jest nieistotne, to podążymy ścieżką Józia Wojciechowskiego, jeżeli jest kasa na transfery, to hulaj dusza, piekła nie ma. Gdzie to zaprowadziło tych co to uskuteczniali, jaki to ma związek z wezwaniem by nie szastać pieniędzmi?
Przydatność Masłowskiego określam pozytywnie, ale to nie znaczy, że trzeba Osuchowi zapłacić co jemu się przyśni i co sobie zaśpiewa. Może MM zatrybi już w meczach z Ajaksem, chcę mieć nadzieję że jeszcze w reprze się pozytywnie sprawdzi, ale to tylko założenie, na tej zasadzie nie mogę też wykluczyć że istnieje ryzyko że jednak w Legii nie odpali. Uwzględnienie jednego z drugim, plus ilość forsy przeznaczonej ogólnie na transfery w klubowej kasie, ilość pozycji w drużynie, które za tą kasę chcielibyśmy uzupełnić, wzmocnić, to wszystko jest przecież istotne przy szacowaniu ceny jaką możemy za danego piłkarza zaakceptować. „Przydatnych” w momencie sprowadzania było wielu, Piotr Giza, Maciej Iwański, Marcin Burkhardt, każdy zawodnik pozyskany do klubu z założenia jest przecież „przydatny”, weryfikacja następuje w meczach, a nie w gadaniu. Osobiście w momencie kontraktowania „przydatność” Dwaliszwilego określałem wysoko, co z tego wyszło? Ale też sprowadzenie go nie uznaję za błąd, bo jakoś szczególnie dużej gotówki wówczas nie wyłożyliśmy, błędy transferowe będą się zdarzały, kwestia gdy nastąpią żeby nie generowały zbyt wielkiej dziury budżetowej.
Liczę na optymistyczny scenariusz, ale przecież w przypadku jakiegoś kataklizmu, z Masłowskim w składzie mistrzostwa nie zdobylibyśmy, to przecież po zwolennikach zero-jedynkowej teorii Stanowskiego CTP przejechałby się jak po burej suce, suchej nitki by na was nie zostawił. Jak MM nie odpali to uznacie, że Żewłak się nie zna i to on jest winowajcą, ponieważ źle określił „przydatność” (?),byłbym wówczas go bronił i jego rekomendacji dla Masłowskiego, ponieważ według mnie błąd by polegał nie na sprowadzeniu, ale na przeszacowaniu ceny, zaakceptowaniu jej na zbyt wysokim poziomie. (odnosząc się do "kwot medialnych")
„wartość jest po prostu ceną. A tę uzgadniają dwie strony, jeden chciałby jak najtaniej kupić, drugi najdrożej sprzedać i gdzieś po drodze, nie zawsze w jej połowie się spotkają” – dwóch facetów postanowiło kupić samochód na giełdzie, na wolnym rynku. Jeden zapłacił przykładowe 30 tysięcy, a drugi za ten sam model, z podobnym przebiegiem i wyposażeniem wytargował 20 tysięcy. Oba autka sprawdzone, bite ani trefne nie były. Jeden jest przeszczęśliwy bo kupił samochodzik uznany za przydatny, wyśniony, ale ten drugi kupił jeszcze za 10 tysięcy motorynkę synowi, córce rower i jeszcze na prezent dla żony mu starczyło. Który lepiej posiadane fundusze „spożytkował produktywnie” z szacunkiem dla pieniądza?
Lech wypożyczył z prawem pierwokupu ofensywnego pomocnika Davida Holmana, mam nadzieję, ze zrobiliśmy lepszy interes, ale czy tego chcemy, czy nie porównania będą czynione, oby z korzyścią dla nas.
Nie chcę propagowania zero-jedynkowej filozofii w Legii, nie chcę by ktokolwiek na Ł3 zaczął podążać ścieżką Józia Wojciechowskiego, a my kibice żebyśmy to bezrefleksyjnie akceptowali. Gdy Stano twierdzi że 400 tysięcy w jedną lub w drugą stronę jest nieistotne, to wsadza nam kit. Owszem tak będzie w optymistycznym scenariuszu, ale nie za każdym razem życie to bajka w którym oczekiwania się spełniają. Zatem uniwersalnej zasady z tego robić nie wolno.
- ”Jeżeli w optymalnej formie nikt Masłowskiego za bańkę nie chciał to jaka była jego wtedy wartość i czy kontuzje i przedstawiona forma jesienią tą wartość podtrzymały czy obniżyły, a jeżeli obniżyły to do jakiego poziomu?
Wybacz, ale nie wiem dlaczego łączysz dwie sprawy. Pierwsza to cena za Masłowskiego, którego ponoć nikt nie chciał. Nie wiemy, czy chciał, czy nie. Wiemy natomiast, że nadwiślańskich klubów nie stać na taki wydatek, dlatego właśnie milion euro to była cena zaporowa. Czasy J.W, o czym już pisałem wyżej się skończyły i taka suma jest bariera nie do przejścia dla rodzimych drużyn. Wiemy też, że nie doszło do transferu za granicę, a na takowy ostrzył siebie zęby R. Osuch. Natomiast przyczyny braku transferu bardziej szukałbym w kontuzji, niż w kompletnym braku zainteresowania Masłowskim klubów z innych zakątków Europy, bo z jeśli wierzyć doniesionym prasowy owo zainteresowanie było i to całkiem niemałe. Kontuzja i to ciężka ucięła je natychmiastowo. Niesprawdzonego „towaru” nikt nie weźmie (no może poza Włochami), a już na pewno nie za należyte pieniądze. Czekanie na pełną rundę w wykonaniu rekonwalescenta jest więc całkowicie zrozumiałe.
Wyjątkiem jak rozumiem jest stołeczna Legia, gdzie zawodnik się leczył i jak podejrzewam mamy na temat zdrowia zawodnika mamy pełną wiedzę. Jeśli zdecydowaliśmy się wystosować ofertę to jak mniemałam mamy pewność, że ze zdrowiem piłkarza wszystko jest w porządku. A jeśli tak, to musisz mi wybaczyć, ale odpowiem pytaniem na pytanie, dlaczego wartość zawodnika miała zmaleć? Spadły jego umiejętności? Owszem, możemy domniemywać, że forma zawodnika nie jest taka, jak przed urazem, ale wedle Twojej oceny obniża to jego wartość o połowę?...
- Tezę że wartość została podtrzymana uznaję za absurd, każdy może mieć swoje zdanie o ile ta wartość zmalała. Tu możemy polemizować, subiektywnie uznaję że do tych 500 tys. z których poproszono mnie żebym się wytłumaczył.
Odpowiem podobnie, za absurd uważam, że wartość zawodnika spadła o 50%, do poziomu zawodników, których wypisałem. W mojej ocenia podana przez Ciebie wartość ma się nijak do umiejętności zawodnika, który miałby wzmocnić zespół Mistrza Polski. Przypominam, że pół roku wcześniej po promocyjnej cenie (tak powszechnie uważano) kupiliśmy z tego samego Zawiszy 29-letniego prawego defensora, Igora Lewczuka. Ta promocja to około 300 tyś euro, za zawodnika, który miał być uzupełnieniem naszego składu. Leczuk, co by o nim nie mówić, miał za zadanie zwiększenie rywalizacji, a teraz Ty twierdzisz, że 25-letni rozgrywający, z tytułem odkrycia roku, mający być, jak powiedział szef naszych skautów, natychmiastowym wzmocnieniem naszego zespołu powinien kosztować 200 stówy więcej?
Monrooe jaka według ciebie była wartość MM rok temu i o ile się obniżyła? ”
Iocosus, raz jeszcze, w zasadzie od nowa. Mi nie chodzi tak naprawdę o MM, na jego przykładzie dążę do zrozumienia całości zagadnienia. Mianowicie cen zawodników nad Wisłą. Jeśli Ondrj Duda, który ma przebłyski, ale też miewa przestaje jest wyceniany na 8 000 000 (aczkolwiek fakt, że jest to cena „na zewnątrz”), to ile powinien kosztować „wewnętrznie” zawodnik, który w ocenie (zakładamy na razie, że owa ocena jest prawidłowa i cały transfer ma sens) naszego pionu sportowego jest w stanie owego Dudę zastąpić? Może bez takich fajerwerków, jakie były udziałem Słowaka, ale solidnie na zasadzie wzmocnienia (o czym, przypominam informuje nas Michał Żewłakow).
Proszę zostawmy na chwilę inicjały MM bo one niepotrzebnie zaciemniają obraz (każdy ma swój pogląd na jego umiejętności, nie zawsze zbieżny). Skupmy się na tym co na temat transferu wiemy od naszego pionu sportowego. Kupujemy zawodnika X, który jak się dowiadujemy, ma wejść z marszu do zespołu i być jego wzmocnieniem. Co prawda ów piłkarz miał w przeszłości problemy zdrowotne, ale po wnikliwych badaniach wiemy, że nie ma po nich śladu. Co ważne zawodnik jest ceniony przez ekspertów w kraju w którym występował, do tego stopnia, że został odkryciem roku swojej ligi. I teraz zapytam raz jeszcze; - jaka kasa wydana na takiego zawodnika nie wzbudzałby kontrowersji? Zważywszy, że doskonale wiemy iż zawodnicy, którzy stanowią o sile naszej drużyny 9a wedle ocen naszych skautów ów gracz ma dołączyć do tego zacnego grona) wyceniani są na sumy zaczynające się od 2,3 milionów w górę.
- ”Stanowski przyjął retorykę ze jak jest przydatny, to już nieważne 400 tysi w jedną lub w drugą stronę, owszem ma rację i Wy razem z nim, ale co gdy przydatność staje się wątpliwa.”
Pal licho retorykę Stanowskiego, ani mnie ona ziębi ani grzeje. Niemniej jednak pisałem od samego początku, dlaczego jestem w stanie tak przedstawioną sprawę zrozumieć. Otóż powtórzę, jeśli klub decyduje się wydać duże pieniądze na zawodnika, którego ocenia jako natychmiastowe wzmocnienie składu (ocena kibiców nie ma tu nic do rzeczy) to ileś tam set euro w tą, czy w tą przestaje mieć znaczenie. Ważny jest proces który poprzedził ów zakup. Ważna jest celność oceny, która doprowadziła do tego zakupu. Jeśli zawodnik został dobrze oceniony, to jak sam przyznajesz pretensji nikt miał nie będzie to o to przepłacone (w Twoich szacunkach) 300 tyś euro. Gorzej gdy nie wypali, gdy okaże się, że nie umiemy szacować potencjału, lub zbadać porządnie piłkarza. Wtedy znaczy, że dorośliśmy do kupowania za poważne pieniądze, że Duda to fart, a my dalej musimy ciułać po promocjach. Bo nawet jeśli dalibyśmy za niego te Twoje 500 tyś euro, a zawodnik okazałby się ligowym wyrobnikiem, niewnoszącym nic do zespołu (jak modny ostatnio Piech, czy wspomniany przez Ciebie Pinto) to wybacz, ale uznałbym to za takie samo marnotrawstwo i identyczną nieumiejętność oszacowania umiejętności piłkarza. A co za tym idzie brak gotowości do zabawy w poważny futbol. Dlatego właśnie jakość procesu decyzyjnego jest tym, co manie w tym transferze intryguje, a nie wyimaginowane, lub nie 300 tyś, którego nie powinniśmy zapłacić.
Ps: napisałeś na koniec ”- Tu nie dyskutujemy o przydatności Masłowskiego” - ależ właśnie o tym, od tego właśnie zależy we współczesnym futbolu cena danego zawodnika. To nic innego jak pochodna umiejętności i oceny ich przydatności do danego zespołu (obudowana kilkoma zmiennymi, takimi jak chociażby zdrowie). Od tego właśnie zależy w tym biznesie wszystko.
@ a-c10
Lecha wyciągnąłem bo niezależnie od tego jakie są efekty ich działania, faktem jest, że starają się działać zgodnie ze sztuką. I trzeba im przyznać, że mając na uwadze ograniczenia, którymi są związani, czytaj finanse jakoś im to wychodzi. Ściągnięci piłkarze w większej mierz okazują się pożyteczni, będąc w jakimś tam stopniu wzmocnieniami Kolejorza. Kasper Hämäläinen, Gergő Lovrencsics, Barry Douglas, Darko Jevtić, czy nawet Jasmin Burić i Vojo Uboiparip jeśli nawet nie wzbudzają mojej skrajnej ekscytacji to muszę przyznać, że stanowią o sile zespołu Macieja Skorży. A precież pieniądze wydane na tych zawodników są niewspółmierne do kasy, jaką Legia potrafiła „przehulać” ostatnimi laty, na takie gwiazdy jak Nacho Novo, Ismael Blanco, czy choćby kasa jaką w tej chwili oferujemy kompletnie bezproduktywnemu Helio Pinto. Dlatego być może masz rację, że działania Poznaniaków nie muszą wzbudzać zazdrości całego szacownego ekstraklasowego grona, ale kierunek, który wybrali i którego wciąż się uczą wydaje się nad wyraz słuszny.
- ”Wg mnie punktem wyjścia do każdego poważnego transferu powinno być nie wykładanie poważnych pieniędzy (cokolwiek by się nie kryło pod tym terminem), a gruntowna analiza obecnego stanu posiadania i możliwości jego poprawy”
Ależ oczywiście, o niczym innym nie piszę. Tu się zgadzamy w 100%.
- ” I tu już, na pierwszym płotku, transfer Masłowskiego do Legii mocno się chwieje. ”
O widzisz i tu już gorzej. Ja zakładam, że jeśli Legia zdecydowała się owego Masłowskiego kupić, to jak rozumiem jest przekonana o: po pierwsze – jego klasie sportowej, a po drugie o potrzebie takiego zawodnika. Bo jeśli nie (tu gładko przechodzimy do istoty naszego sporu) i jest inaczej, to… kwestia przepłacenia iluś tam setek euro schodzi na dalszy plan. A to dlatego, że okazuje się, iż na zawodnika Masowskiego nie powinniśmy wydać złamanego eurocenta. I dlatego właśnie, idąc za radą redaktora Stanowskiego nie zamierzam rozbierać ceny „Masła” na czynniki pierwsze, tylko poczekam na efekty całego projektu. Na finał, który wskaże nam czy wspomniany proces został przeprowadzony zgodnie ze sztuką, czy umiemy ocenić czego właśnie potrzebujemy, czy wręcz przeciwnie, nadal kupujemy okazyjnie, tylko jak wioskowe głupki, najdrożej w okolicy. W tym drugim przypadku naprawdę te kilka setek w tą, czy w tą przestaje mieć znaczenie.
ps: Nie zapominajmy też o jednym istotnym elemencie w całej tej sprawie. Być może tego transferu by nie było, lub jak kto woli byłby w innym momencie, gdyby nie kontuzja Ondreja Dudy, który z Ajaxem nie zagra. Widać sztab szkoleniowy uznał, że Mateusz Szwoch ma za małe doświadczenie by stanowić o jakości rozgrywania piłki przez "wojskowych" a w jakiej formie będzie Radović (na razie trenuje indywidualnie) w tej chwili nie wiadomo.
Stracone 3 bańki € mają taką samą wartość w Legii jak i Arsenalu.
Głęboko się z tym nie zgadzam. Taki sam jest tylko nominał. Wartość mocno się różni. Tak samo, jak 3 euro ma inną wartość dla mnie, dla Billa Gatesa i dla jakiegoś Mahmouda z Afganistanu żyjącego za pół dolca dziennie.
Co do reszty, moje odczucia dość trafnie wyraził Iocosus. Troszki śmiesznie wygląda z jednej strony pochwała liczenia pieniędzy, z drugiej zaś nawoływanie do szastania nimi.
Zwłaszcza w imię dość enigmatycznego kwalifikatora "sprawdzi się". Ja cały czas nie do końca rozumiem, o co chodzi z tym sprawdzeniem. Czy jeśli Masłowski zagra 180 minut z Ajaksem, strzeli dwie bramki, wypracuje trzy kolejne, ale wskutek zaniedbań we wzmacnianiu obrony przegracie dwumecz 5:7, to wyłożenie takiej kasy za Masłowskiego będzie należało uznać za zasadne?
Kość niezgody między nami tkwi, jak mi się zdaje, w poziomie zaufania do umiejętności weryfikacyjnych ludzi z Waszego sztabu. OK, rozumiem. Pod względem medycznym Masłowskiego wnikliwie przebadano, po kontuzjach nie ma śladu i w tej chwili zawodnikowi kolejne urazy nie grożą bardziej, niż komukolwiek innemu na jego miejscu. Tu postawmy kropkę.
Niemniej, pod względem czysto piłkarskim entuzjazm np. Żewłakowa wydaje mi się mocno urzędowy. No wiadomo, trzeba takie rzeczy gadać przy okazji każdego transferu. Ale - jak trafnie zauważa CTP - w wielu niedawnych przypadkach na gadaniu się kończyło, a piłkarz w barwach Legii niczym nie potwierdzał swej domniemanej wspaniałości. Sam zresztą niejako przyznajesz, że w ostatnich latach znacznie więcej zdarzało się Wam kosztownych pomyłek, niźli transferowych uderzeń w dziesiątkę.
Przy czym ja wcale nie zamierzam tak sawsiem odmawiać Masłowskiemu umiejętności. Nurtuje mnie jedynie pytanie o to, gdzie on niby ma te umiejętności pokazywać. Na dziesiątce? OK, Duda jest obecnie kontuzjowany, acz przecież wkrótce wyzdrowieje. I będzie grał, bo po prostu m u s i. Tak ze względów sportowych (do tej pory stanowił bardzo istotny element w taktycznych puzzlach Berga), jak i handlowych (bez grania z tłustego transferu nici). Gdzie indziej? Mógłby niby na skrzydle, ale jest zupełnie innym typem zawodnika, niż Kucharczyk i Żyro. Mógłby w środku, ale rozbijanie pary Jodłowiec-Vrdoljak wydaje się mało prawdopodobne i z gruntu bezsensowne (lepsze jest wrogiem dobrego).
Wychodzi więc na to, że aby uzasadnić i kwotę transferu, i ogólne zamieszanie wokół własnej osoby, Masłowski musiałby być tak dobry, żeby albo wygryźć ze składu nieruszalnego Dudę, albo zmusić Berga do istotnych zmian taktycznych. Cholera wie, może i jest. Nie takie rzeczy Ekstraklasa widziała.
Jednak jako że ja osobiście nie postrzegałem (do tej pory?) M.M. jako aż takiego wymiatacza, skłonny jestem po raz kolejny zgodzić się z CTP. Wg wszelkiego prawdopodobieństwa "Masło" czeka rola zmiennika. Och, niewątpliwie, dobry zmiennik rzecz nie do pogardzenia. Ale płacić za zmiennika milion euro?! W Polsce...!?! Czterysta tysięcy, do Legii - no tak, to rozumiem.
Nie rozumiem natomiast pomysłu ściągania piłkarza (i to za taką kasę) na jeden dwumecz. Choćby nie wiem jak istotny. Wg mnie stoi to w ostrej kontrze do jakkolwiek rozumianego rozsądku.
- "Czy jeśli Masłowski zagra 180 minut z Ajaksem, strzeli dwie bramki, wypracuje trzy kolejne, ale wskutek zaniedbań we wzmacnianiu obrony przegracie dwumecz 5:7, to wyłożenie takiej kasy za Masłowskiego będzie należało uznać za zasadne?"
Trochę przewrotnie, ale.. jak najbardziej. Natomiast ocena negatywna będzie się należała za brak realnej oceny bloku defensywnego i brak realnych wzmocnień tej formacji. Przypomnę nieskromnie, że wydanie "taakiej" kasy na Masło nie wyczerpało budżetu transferowego. Ergo, nie byliśmy przygotowani na zakontraktowanie odpowiednich obrońców, którzy stanowiliby wzmocnienie formacji defensywnej zespołu. Oczywiście jest jeszcze możliwość, że sztab szkoleniowy twierdzi, że ten potencjał ludzki, który ma w defensywie w zupełności wystarczy. W każdym razie, znów nawiązując (nieco przewrotnie oczywiście) przy zapodanym przez Ciebie scenariuszu nikt nie zakwestionowałby ceny zakupu Masłowskiego. O to jestem spokojny.... (wracając na ziemię z wyżyn przewrotności) .... co niestety byłoby słabym świadectwem jakości ocen komentatorskich.
Chyba trafiles w punkt.
Kontuzja wyklucza Dude z meczów z Ajaxem, MM jest monitorowany od roku?
Za taką kwotę nikogo lepszego nie sprowadzimy, a czasu na szukanie brak.
Problem jest jeden i nazywa się człowiek. Nigdy nie będzie 100% pewności jak by go nie badano, obserwowano etc.
- "Kość niezgody między nami tkwi, jak mi się zdaje, w poziomie zaufania do umiejętności weryfikacyjnych ludzi z Waszego sztabu"
Nie! zdecydowanie nie. Nie ma się to nijak do poziomu zaufania. Po prostu przyjąłem, że...albo Ci ludzie się mylą i są do wywalenia dyscyplinarnego, albo właśnie sprowadzają nam gwiazdę, która odmieni oblicze zespołu. Dlatego też niezależnie od wyniku końcowego martwię się nie o przeinwestowanie funduszy a o jakość procesu, który musiał nastąpić przed decyzją.
- "Niemniej, pod względem czysto piłkarskim entuzjazm np. Żewłakowa wydaje mi się mocno urzędowy. No wiadomo, trzeba takie rzeczy gadać przy okazji każdego transferu. "
Ależ ja to oczywiście rozumiem, ale... albo facet wie co mówi, albo właśnie skończył bawić się nie swoimi pieniędzmi połowę z nich zostawiając w kieszeni innego chłopca z piaskownicy. W takim wypadku niezależnie od kwoty, którą w cudzej kieszonce zostawił należy go do tej piaskownicy wysłać ponownie, najlepiej bezpowrotnie.
- "Sam zresztą niejako przyznajesz, że w ostatnich latach znacznie więcej zdarzało się Wam kosztownych pomyłek, niźli transferowych uderzeń w dziesiątkę."
Dokłanie! Tadam-tsssyy. A teraz nagle wyskakuje mi koziołek z pudełka i twierdzi, że ma supergoscia, za superkasę. Facet wywala połowę budżetu na rekonwalescenta z ostatniej drużyny ligi twierdząc, że to chodzący brylant a Wy każecie mi przejmować się tym, że dał o kilka ruro za dużo. Sorry, panowie, powtarzam, albo gość ma rację i własnie ściąga na gwiazdę, albo te kilka euro mam gdzieś, bo cały proces transferowy jest o kant dupy potłuc. Tym się zamierzam przejmować.
- "Masłowski musiałby być tak dobry, żeby albo wygryźć ze składu nieruszalnego Dudę, albo zmusić Berga do istotnych zmian taktycznych."
OoO, zaczynasz ludzkim językiem mówić - dokładnie! - i wciąż każesz mi przejmować się kilkuset ero, które rzekomo przepłaciliśmy? Serio?
- "Ale płacić za zmiennika milion euro?! W Polsce...!?! Czterysta tysięcy, do Legii - no tak, to rozumiem."
A już było tak dobrze, a tu znowu wracasz w dziwne rejony. 400 tyś euro za zmiennika? Serio? Ilu można mieć Heliów Pintów (co prawda nie przyszedł za kasę, ale podpisik kosztował, a i na konto co miesiąc ładnie kapie)? Za Orlando Sa zapłaciliśmy 500 (plus bonusy, prowizje itd.) i trzymaliśmy na ławie to już nam teraz wolno ot tak. wybacz, ale po raz kolejny wyrażam stanowczy sprzeciw. Albo Masłowski będzie gwiazdą (tu nie przeczę, że uważam, że ma predyspozycje) albo kasa, którą wydaliśmy świadczy o naszym dyletanctwie i nieudacznictwie. Nie ma 200, 300, 400 tyś euro, które uzasadniałoby w tej chwili ten transfer w sytuacji gdybyśmy kupowali ławkowicza (nawet zdolnego). Na to nie stać nikogo w tym kraju. I tym własnie piszę, od samiuśkiego początku. Z tym, że ja, łaskawie wychodzę z założenia, że nie ma kary bez winy. Zakładam więc, że mam do czynienia z poważnymi ludźmi na poważnych stanowiskach, którzy podjęli znakomitą decyzję. Czas rozliczeń przyjdzie szybciutko.
- "Nie rozumiem natomiast pomysłu ściągania piłkarza (i to za taką kasę) na jeden dwumecz. Choćby nie wiem jak istotny. Wg mnie stoi to w ostrej kontrze do jakkolwiek rozumianego rozsądku."
Nie, to nie tak. nie popadajmy w skrajności. Wiemy, że odejdzie Duda, pewnie za pół roku będziemy potrzebowali następcy. Dlatego też takowych obserwujemy, a jak rozumiem najlepszy z nich to Masłowski. Niestety na skutek kontuzji Dudy przyspieszamy proces (co pewnie ma też wpływ na cenę) i mamy w zespole obu. Są plusy i minusy takiej sytuacji, ale rywalizacja nikomu jeszcze nie zaszkodziła. A Masłowski, o czym pisałem może grać również na skrzydłach, gdzie tez miewamy problemy. Dlatego też, bez przesady, uzasadnienie dla transakcji jest. Pytanie jest tylko jedno i wciąż to samo, czy właściwie oceniliśmy zawodnika, rynek, potrzeby i zdrowie piłkarza, którego sprowadzamy. Tylko to wzbudza moje wątpliwości.
Może ja i jestem zgniłym pragmatykiem (całkiem niewykluczone), ale w stu przypadkach na sto wolałbym wygrać dwumecz 1:0 (albo i po dwóch "rowerkach" i karnych), niźli przegrać 5:7.
Budżet nie został wyczerpany? Świetnie, pogratulować budżetu. Wciąż jednak tych dwustu, trzystu, czterystu euro nadpłaconych za Masłowskiego nie da się już żadną miarą wydać na solidnego obrońcę. A potrzebę zakontraktowania takowego ludzie z Waszego sztabu chyba jednak dostrzegają, o czym świadczą np. testy (kij, że nieudane) Taye'a Taiwo. Stąd nadal uważam, że "powaga" transferu M.M. mocno się chwieje. Jak to za kanałem mawiają, first things first. Najpierw płacimy za to, co konieczne, a to, co tylko przydatne opędzamy z kasy, jaka nam została.
Dalej, posiadanie na liście płac Heliów Pintów nie oznacza, moim zdaniem, braku sensu w ściąganiu zmienników. M.M. o wiele bardziej, moim zdaniem, pasowałby do legijnej ławki, niż skądinąd sympatyczny Portugalczyk. I zupełnie serio uważam, że skoro Lewczuk przyszedł do Was za 200-300 kawałków (zależy jak liczyć), to kwota o tę połowę wyższa byłaby za Masłowskiego w sam raz.
A co do Helio jeszcze, dla mnie to ciekawy przykład na transfer niepoważny, bo przeprowadzony bez rozeznania. Pinto to taki, że się znów angielszczyzną posłużę (dlaczego piłkarska polszczyzna jest tak uboga?) good player for a wrong team. Że chłopak generalnie grać w piłkę potrafi, to chyba nikt nie wątpi. Problem w tym, że wykorzystanie jego możliwości wymagałoby ustawienia pod niego całego zespołu. Czy z przypadku nie tak samo jest z Masłowskim?
My na pozycję Dudy czy jak kto woli jego następcę szukaliśmy zawodnika. Przypomnę sprawę kontaktów prezesa z Wolskim, też grałby mało ponieważ trafnie zauważasz Duda musi grać, ale też chyba jasno trzeba powiedzieć to jego ostatnia runda w Legii.
Sytuacja z kontuzją i nadchodzące spotkanie w LE tylko sprawę przyspieszyły bo chyba nie zaprzeczysz Maslowski z nami kojarzony był od dawna.
Cała ta sytuacja nie pomogła Legii w negocjacjach.
Tak wiem, to troszkę po za tematem ale można bardziej zrozumieć włodarzy Legii, tym bardziej , że teoretycznie wiemy o nim wszystko.
„Masłowskiego, którego ponoć nikt nie chciał. Nie wiemy, czy chciał, czy nie.” – „W zimowym okienku transferowym (2013/14 przyp. wł) na przeszkodzie stanęła zaporowa cena w wysokości miliona euro.” Milion okazał się zaporą, nikt Masłowskiego zdrowego i w formie, przy takiej cenie nie kupił, to akurat wiemy, inaczej byśmy tu nie deliberowali.
Monrooe zapewniam niczym mi nie zawiniłeś, dlatego też nie mam Tobie nic do „wybaczania”, o co cały czas mnie prosisz. Spoko.
„dlaczego wartość zawodnika miała zmaleć? Spadły jego umiejętności? Owszem, możemy domniemywać, że forma zawodnika nie jest taka, jak przed urazem” – dokładnie, jesienią rozegrał sześć pełnych meczów w jednym błysnął, domniemanie o możliwość dojścia do dyspozycji sprzed kontuzji jest uzasadnione?
„ale wedle Twojej oceny obniża to jego wartość o połowę?” – błąd, wartość MM w 2014 roku to nie bańka, nikt na to nie przystał, takie są fakty, poprzez kontuzje zakładam obniżenie wartości, ale pół miliona to bynajmniej nie połowa!?
Monrooe, możemy się kibicowsko spierać czy dany piłkarz jest wart 100 lub nawet 200 tysięcy euro mniej lub więcej, nie jest nawet tak istotne kto w tym ma rację, nie godzę się że to nie ma znaczenia, w momencie gdy takie „spory” są udziałem decydentów klubowych, gdyby oni doszli do wniosku, oblukaliśmy gościa dokładnie, wniosek - przyda nam się, nie zawiedzie, zatem cena jest nieistotna, 400 tysięcy w jedną lub w drugą stronę nie ma znaczenia, to dla mnie takie podejście „wybacz”
Przejście na rozważania uniwersalne, a nie skupienie się na przykładzie MM jest zasadne.
Monrooe: „jeśli klub decyduje się wydać duże pieniądze na zawodnika, którego ocenia jako natychmiastowe wzmocnienie składu (ocena kibiców nie ma tu nic do rzeczy) to ileś tam set euro w tą, czy w tą przestaje mieć znaczenie. Ważny jest proces który poprzedził ów zakup. Ważna jest celność oceny, która doprowadziła do tego zakupu. Jeśli zawodnik został dobrze oceniony, to jak sam przyznajesz pretensji nikt miał nie będzie”.
Absolutnie nikt pretensji rościć nie będzie. Dudę kupiliśmy za 300 tys. €, moglibyśmy 400 dołożyć, a chyba i tak z kibiców nikt by nie miał pretensji, ba, nawet jakbyśmy 1,5 miliona na niego wydali to przecież i tak byśmy byli w tej chwili zadowoleni. Zatem faktycznie „ileś tam set euro w tą, czy w tą przestaje mieć znaczenie”, tylko że mhm, jako księgowy klubowy to mimo wszystko wolałbym i tak mnożyć 300 tys. razy kilkadziesiąt, niż wydatkowane hipotetyczne 1,5 miliona razy kilka. To w ramach postulatów „szacunku pieniądza”, produktywnego gospodarowania kasą, które w tej naszej debacie padły.
Monrooe: „Gorzej gdy nie wypali, gdy okaże się, że nie umiemy szacować potencjału, lub zbadać porządnie piłkarza.” – dokładnie, ta druga ewentualność właśnie też mi chodzi po głowie, gdy z jakichś powodów został popełniony błąd, mimo gruntownych analiz sprowadzony gracz – nie odpalił.
Monrooe: „jeśli … (sprowadzony) zawodnik okazałby się ligowym wyrobnikiem, niewnoszącym nic do zespołu to … uznałbym to za takie samo marnotrawstwo i identyczną nieumiejętność oszacowania umiejętności piłkarza. A co za tym idzie brak gotowości do zabawy w poważny futbol. Dlatego właśnie jakość procesu decyzyjnego jest tym, co mnie w tym transferze intryguje, a nie wyimaginowane, lub nie 300 tyś, którego nie powinniśmy zapłacić.” – wniosek jak rozumiem, jeżeli źle zdiagnozujemy pacjenta, jeśli wyzionie ducha, nie sprawdzi się, nie potwierdzi opinii i rekomendacji tych co go oglądali i o przydatności decydowali, to tak czy siak złotówki czy jednego euro nie powinniśmy na niego wydawać!?
Monrooe jak rozumiem, postulujesz żeby proces decyzyjny przy sprowadzanych do klubu piłkarzach był optymalny i bezbłędny bo inaczej przy każdej pomyłce każda wydatkowana kasa idzie w błoto!? Dobrze, postulat jest chwalebny, też bym chciał żeby nasz „komitet transferowy” był perfekcyjny, analizował przydatność delikwentów futbolowych zawsze trafnie, żeby w tym był możliwie jak najlepiej zorganizowany i profesjonalny, problem który jednak postrzegam, to, wskaż mi współczesny klub, który przy transferach błędów nie popełnia? Który je wykluczył?
Według mnie, unikniecie błędów jest niemożliwe, trzeba dążyć do ich zredukowania, ale ryzyko ich popełnienia będzie istniało, a zatem i cena jakiegoś grajka musi w sobie zawierać zależność między optymistycznym a pesymistycznym rozwojem przypadków.
Pół roku przed Dudą, sprowadziliśmy Ojamę. Był analizowany przez dwa sztaby nasz i Lecha, zawiódł choć Henning Berg bardzo długo w niego wierzył, cierpliwie stawiał na Estończyka w pierwszym składzie. Zatem na Ojamę pieniądze wyrzuciliśmy w błoto, jest dowodem ignorancji naszego „komitetu transferowego”? Pewnie, wolałbym, żeby to nasz sztab dokładnie lustrował piłkarza, a nie żebyśmy podbierali go komuś, ale jak my Lechowi tak ktoś i nam może psikusa zrobić na rynku transferowym. Zatem to jest gra, zawierająca pewne ryzyko, gdybyśmy na Ojamę wydali 760 tys. € mówiłbym i pisał, że został popełniony błąd ewidentny w przeszacowaniu piłkarza, ponieważ sprowadziliśmy go za 360 tys. to uznaję to również za błąd, ale jednak dopuszczalny w tej grze transferowej, w której błędy należy uwzględniać. Kwestia w ich skali.
Henning Berg początkowo uznawał „przydatność” Henrika Ojamy za wysoką, podobnie pewnie uważali ci którzy wcześniej podjęli decyzję o jego sprowadzeniu, ale to nie znaczy że cena już nie miała znaczenia, że było nieistotne kilkaset euro w jedną lub w druga stronę. Właśnie jej poziom był funkcją wielu składowych.
Ojama nie wypalił, ale nie będę wieszał psów na klubie za jego sprowadzenie, tak by było jednak gdyby zapłacili za niego więcej.
Monrooe, rozumiem że chciałbyś zoptymalizować skuteczność transferów, wykluczyć błędy, dla mnie to jednak utopijne, nierealne, ale chciałbym jak najbardziej błędy ograniczyć w tym i ich skalę finansowych skutków, dlatego debaty o cenie piłkarza uznaje za coś bardzo istotnego, my kibice to tylko sobie pitolimy, ale w klubie nie mają prawa wychodzić z założenia, skoro uznajemy że piłkarz jest przydatny, to cena kilkuset tysięcy euro w jedną lub w drugą stronę już nie ma znaczenia. Jeszcze tego tylko by brakowało, żeby nasi kontrahenci w tych gierkach na transferowym rynku mieli przeświadczenie że Legia w taki sposób do spraw podchodzi, jak uzyska przekonanie o przydatności grajka, czyli podejmie negocjacje, to kasę przestaje liczyć!?
"400 tysięcy w jedną lub w drugą stronę nie ma znaczenia, to dla mnie takie podejście „wybacz” stanowiłoby kuriozum"
400 tyś ma znaczenie ogromne i chyba nikt tego nie neguje. Jednak MM to nie jest samochód czy telewizor, którego mogliśmy kupić w różnych sklepach i należało szukać największej przeceny.
MM jest jeden, a cena za jaką go pozyskaliśmy jest wypadkową oczekiwań sprzedającego i możliwości kupującego.
Osuch wycenił go na milion €, mógł na 1,5, a dla nas wart był 800 tyś.
Na tyle wyceniono go w klubie, w oparciu o (mam nadzieję) gruntowne badania lekarskie i przede wszystkim możliwości wzmocnienia pierwszego zespołu. Gdyby nie kontuzja Dudy, może negocjowalibyśmy twardziej i cenę zbili do tych 400 tyś, albo przy twardej postawie Osucha zmuszeni bylibyśmy do rezygnacji.
Problem polega na tym, o czym chyba stara się przekonać Monrooe, za Stanowskim, że jeśli MM się nie sprawdzi, to nie ma znaczenia kwota, choć ta o 400 tyś większa będzie bardziej bolała, (z pewnością nie zbankrutujemy) tylko o niewłaściwe zdiagnozowanie potencjału Masłowskiego a co za tym idzie podważy kompetencje działu skautingu (transferowego)
Pierwsze wieści ze zgrupowanie są bardzo obiecujące, więc namawiam o trochę cierpliwości.
Ojamaa, to w moim odczuciu wypadek przy pracy. Chyba Leśny za bardzo uwierzył w skauting Lecha, przy jednoczesnej "potrzebie" zagrania im na nosie. Z Bereszyńskim się udało z Ojamaa już nie. Jednak Bielikiem zrekompensował sobie to z nawiązką.
- "Monrooe jak rozumiem, postulujesz żeby proces decyzyjny przy sprowadzanych do klubu piłkarzach był optymalny i bezbłędny bo inaczej przy każdej pomyłce każda wydatkowana kasa idzie w błoto!?"
Postuluję o to, a raczej zwracam, lub staram się zwrócić uwagę na to, że przy decyzji zakupu piłkarza za duże jak na naszą nadwiślańska kieszeń pieniądze proces transferowy (tak nazwijmy wszystkie niezbędne działania) był jak najlepiej przeprowadzony. Oczywiście nie wyeliminujemy błędów, bo mówimy o ludziach, co sprytnie przybliżył nam a-c10. Niemniej jednak, jeśli decydujemy się wydać "dużą" kasę, chwiałbym abyśmy byli pewni, że kupujemy najlepszego kandydata z możliwych. Takiego gracza, który jeśli nie zdarzą się czynniki, na które nie mamy wpływu (kontuzja, problem mentalny, itp.) to będzie to piłkarz, którzy faktycznie będzie wzmocnieniem składu.
Idealnym przykładem takiej pomyłki transferowej jest zawodnik, którego przywołujesz, wyszukany przez skauting Lecha Poznań (naszego w to nie mieszaj), niejaki Henrik Ojamaa. Piłkarz, który moim zdaniem ma wszystko co powinna mieć gwiazda Ekstraklasy... wszystko poza jednym, nieodpowiednim nastawieniem mentalnym. Dla Heńka liczy się tylko Heniek, cała reszta to zbędny balast niepozwalający mu odnosić susseksów. A tej cechy charakteru na dłuższą metę nie da się ukryć, jednak niedokładny proces obserwacji nie odkrył tej wady i wydaliśmy na faceta ok. 400 tyś euro (plus podpisy, prowizje i pensję). Innymi słowy wywaliliśmy kupę kasy, na zawodnika, który nigdy nie powinien się tu znaleźć. Dla mnie nie ma żadnego usprawiedliwia dla takiego marnotrawstwa, którego łączny koszt zamknął się pewnie w okolicach miliona euro, a to już, przyznasz chyba bardzo poważna kasa.
Inny przykład, na który się powołujesz wywołuje u mnie jeszcze większe zdziwienie. Michał Masłowski (zakładamy, że to piłkarz , który jak podaje nasz pion sportowy wzmocni Legię) kosztował Legią około 800 tyś euro (plus prowizje, podpis, itp.) i to wzbudza Twój sprzeciw, natomiast 300 tyś euro wydane za Ondreja Dudę wręcz odwrotnie wzbudza Twoją aprobatę. No cóż, w sumie teraz, po tym jak Duda odpalił jakoś bardzo się nie dziwię, ale cofnijmy się do chwili, w której cała transakcja była zawierana. Legia Warszawa decyduje się wydać 300 tyś euro (lwią część swoich pieniędzy na transfery) na nikomu nieznanego gracza, któremu za pół roku kończy się kontrakt. Wybacz po raz kolejny, ale to dopiero powinno budzić osłupienie i sprzeciw. Tam dopiero było co negocjować. 300 tyś euro za dzieciaka, który za chwilę będzie do wzięcia za darmo! Jak dla mnie, na polskie warunki finansowe to skandal.
Z tym, że teraz kto powie, że pion sportowy nie miał racji, że nie naciskał, że nie byliśmy wystarczająco twardzi i przepłaciliśmy? Znajdzie się taki odważny? Arkadiusz Piech zawodnik, który strzelał regularnie bramki się nie sprawdził i teraz mamy problem z 200 tysiącami wydanymi na tego gracza, ale 300 tyś wywalonych na "no name" już nikt nie kwestionuje. Ano, niełatwo, bo "no name" nazywa się Ondrej Duda i wiemy już co potrafi.
No tak, ale po co ja o tym. Ano dlatego, że ja nie mam problemów z transferem Dudy, nie mam też żadnego ale do sumy za jaką został wykupiony. Pion sportowy wykonał świetną pracę i doskonale ocenił potencjał tego chłopaka. Daliśmy duże pieniądze (jak na moment, w którym transakcja była zawierana) ale być może był to ostatni dzwonek aby tego chłopaka wyciągnąć, sam Ondrej też nam się przydał "od zaraz". Dlatego też moja ocena tego transferu jest taka, jak być powinna, na plus. Tak samo oceniał będę transfer Michała Masłowskiego, być może ocena skautingu ponownie jest bardzo dobra, a przydatność Masła przekracza nasze najśmielsze oczekiwania. Być może za pół roku nikt nie zakwestionuje ceny, jaką w tej chwili zdecydowaliśmy się wyłożyć.
A być może rację ma CTP (i autor powyższego tekstu - a-c10), tyle, że wtedy nadal nie będę przejmował się przepłaconymi pieniędzmi, tylko błędami jakie popełniono w trakcie procesu transferowego. O tym cały czas piszę i... wydaje mi się, że o to mogło chodzić Stanowskiemu (choć tego pewien nie jestem, ale to zastrzegłem od samego początku).
ps: chiałem już kończyć, ale jeszcze raz pochyliłem się nad tym co napisałeś i zobaczyłem to zdanie: - "Ojama nie wypalił, ale nie będę wieszał psów na klubie za jego sprowadzenie, tak by było jednak gdyby zapłacili za niego więcej. " Czekaj, czekaj, to jaką kasę wyrzuconą w błoto uznasz za wartą "wieszania psów", a jaka przechodzi bez większego problemu? 350 tyś euro możemy wywalać bez końca, na każdego grajka, który wyda nam się piłkarsko rozwinięty, ale te same 300 "przepłacić" za gościa, którego uważamy za natychmiastowe wzmocnienie już jest zbrodnią? przyznaję, nie rozumiem.
psII: jeszcze jedno, piszesz: "w klubie nie mają prawa wychodzić z założenia, skoro uznajemy że piłkarz jest przydatny, to cena kilkuset tysięcy euro w jedną lub w drugą stronę już nie ma znaczenia."
Ale przecież ja nie o tym. To Ty uważasz, że przepłaciliśmy kilkaset euro, proszę nie rozciągaj tego na zastaną rzeczywistość. Nawiązując do tego co napisałeś, napiszę tak, w klubie mają obowiązek ocenić przydatność piłkarza i "skalkulować" jego cenę, zapłacić tyle na ile ta przydatność została oceniona. Ja jak na razie uważam, że pion sportowy uznał, że cena za piłkarza jest adekwatna do jego umiejętności. I to właśnie te umiejętności będę oceniał zastanawiając się czy nie przepłaciliśmy. Tu i teraz nie zamierzam tego robić i o tym staram się napisać. To czy przepłaciliśmy, czy nie okaże się później, obecnie to tylko i wyłącznie spekulacje, których nie zamierzam podejmować. A to dlatego, że moja wiedza o samym transferze, a przede wszystkim jego podstawach jest niewystarczająca. Muszę więc poczekać na efekty, które będę mógł ocenić. Na razie opieram się na wiedzy naszych fachowców i czekam na wiosnę, podczas której na boisku zobaczę efekty ich pracy.
Otóż z postawieniem tak sprawy się nie zgadzam, o tym pitolę.
Co tu cierpliwość ma do rzeczy? Chyba faktycznie kompletnie się nie rozumiemy. Pierwszy podniosłem, że gadaniem jakimkolwiek przydatności Masłowskiego nie zweryfikujemy, nie o tym pitolimy.
"Żewłak się nie zna, a "komitet transferowy" się zbłaźnił"
Tak bym tego nie nazwał. Raczej przeszacował możliwości Masłowskiego. Kwota nie ma tu nic do rzeczy, choć z pewnością fajniej byłoby wydać o 400 tyś mniej.
W przypadku Dominika Furmana, Rafała Wolskiego czy 16 letniego juniora to Leśny wcielił się w rolę sprzedającego, wyceniając ich możliwości na ok 3 mln €
Myślę, że większość z nas postukała sie w głowę, jednak znaleźli się kupcy, którzy dostrzegli w nich potencjał na miarę 3 baniek.
Czy się zbłaźnili ?
Czy któryś z nas zarekomendowałby Dominika do Legii za 500 tyś € ?
- "Pierwszy podniosłem, że gadaniem jakimkolwiek przydatności Masłowskiego nie zweryfikujemy, nie o tym pitolimy."
A ja jeszcze raz powtórzę, że owa przydatność jest tu najważniejsza. tak samo jak jej weryfikacja. Bo bez niej, jeśli zapomnimy, że Masłowski to Masłowski to musimy zostawić nasze prywatne oceny sprowadzonego gracza i oprzeć się na ocenie pionu sportowego, a ta zdaje się, jest jednoznaczna. Kupujemy gracza, który natychmiast wzmocni jedenastkę Mistrza Polski. I Ty w tym momencie twierdzisz, że taki gracz nie jest wart 800 tyś euro. W tym miejscu właśnie się nie rozumiemy, bo ja nijak nie mogę zrozumieć na jakich podstawach opierasz takie rozumowanie. Natomiast jeśli okaże się, że piłkarz, którego własnie sprowadziliśmy nie spełnił pokładanych w nim nadziei, okazał się zwykłym kopaczem jakich wielu, to wtedy problemem nie będzie cena, jak starasz się mnie przekonać, ale kompetencje ludzi, którzy tą cenę zaaprobowali.
Cena, za wysoka, za mała, to kwestia subiektywnego odbioru, naszego pitolniczego kompletnie bez znaczenia, ale w Klubie muszą się jakimiś kryteriami przy ustalaniu ceny przejmować, sama rekomendacja nie wystarczy, to jedna ze składowych, w których trzeba tez uwzględnić i pozytywny i negatywny scenariusz.
Ty uważasz zda się, ze ma być rozpatrywany tylko ten pozytywny, bo rekomendacja na to wskazuje, a jak nie to jest dyskwalifikujacy błąd, wszystko do bani. Dla mnie nie jest to tak oczywiste, a błędów się nie uniknie, przy najlepiej prześwietlonych piłkarzach, niektórzy nie odpalą. (Maradona w Barcelonie nie odpalił!) Kwestia żeby za nich nie przepłacić, to subiektywne fakt, co nie znaczy że nieistotne, jak Stano próbuje nam wmawiać.
- "...toż dlatego przywołałem transfery Dudy i Ojamy ponieważ kosztem były zbliżone"
Ale dla mnie to porównanie jest nieakceptowalne. Absolutnie nie rozpatruję transferu w ten sposób. Nigdy oceniając transfer nie wychodzę od kosztu. Porównując oba transfery napiszę tak, o ile wydanie 350 tyś euro na Henrika Ojamę było w jakiś tam sposób uzasadnione, to pieniądze jakie zapłaciliśmy za Dudą już absolutnie nie. Henrik zawodnik teoretycznie sprawdzony w poważnej lidze, mający bardzo dobre statystyki miał wszelki predyspozycje do tego aby być wzmocnieniem zespołu, Ondrej piłkarski młokos, który niczego nie osiągną, nigdzie się nie sprawdził, któremu kończy się kontrakt absolutnie nie miał prawa kosztować porównywalnych pieniędzy. A jednak, jakże inaczej dziś oceniamy oba transfery. I własnie dlatego od ceny, czy kosztu jak wolisz, o wiele ważniejsza jest praca pionu sportowego, ocena skatingu, konsultacje ze sztabem trenerskim i medycznym i wreszcie ostateczna decyzja o zakupie za odpowiednią cenę (odzwierciedlającą naszą ocenę danego zawodnika). Praca, którą wykonaliśmy przy Słowaku się zwróciła z nawiązką, olewka (lub jak kto wili poleganie na ocenie skautingu Lecha Poznań) zaprezentowana przy zakupie Estończyka kosztowała nas bardzo dużo.
- "Kwestia żeby za nich nie przepłacić, to subiektywne fakt, co nie znaczy że nieistotne, jak Stano próbuje nam wmawiać"
Nie zgodzę się, tu właśnie następuje największy rozdźwięk. Tak naprawdę przy transferach nie istnieje termin "przepłacenia". Zawodnika kupuje się za tyle, ile jest się w stanie za niego zapłacić, a suma ta jest sumą wartości sportowej i przydatności piłkarza, jaka została ustalona na etapie skautingu. Miano "przepłacenia" pojawia się dopiero wtedy, gdy mamy problem z klasą sprowadzonego zawodnika. Dlatego też przyznaję rację Stanowskiemu (o ile o to mu chodziło), że zdecydowanie ważniejszy jest proces decyzyjny, mający spowodować, że owych niewypałów transferowych będzie jak najmniej. W takim wypadku, gdy sprowadzeni piłkarze będą wiodącymi postaciami zespołu nie będziemy dyskutować o przepłaceniu (idealnym przykładem przywoływany Duda). Przy niewypałach, czyli zawodnikach ze źle ocenionym potencjałem (Piech nadałby się jak ulał) zawsze będziemy dyskutować, że wywaliliśmy pieniądze w błoto.
"Co tu cierpliwość ma do rzeczy? "
Ano to.
"Piłkarze pracowali dziś nad schematami rozegrania akcji ofensywnych. Bardzo skutecznie kończył sytuacje Michał Żyro, (wziął przykład z Szyby) kapitalnie spisywali się w duecie Miroslav Radović i Michał Masłowski, który najprawdopodobniej zastąpi kontuzjowanego Ondreja Dudę w pierwszych meczach. Sztab szkoleniowy jest pod wrażeniem tego jak prezentuje się na zajęciach „Masło”. - Legia.net
Biorąc pod uwagę jakim uderzeniem z dystansu dysponuje Masło, wcale się nie zdziwię jak wygryzie Dudę
Orlando już chyba wygryzł ...
„… nie rozpatruję transferu w ten sposób. Nigdy oceniając transfer nie wychodzę od kosztu.” – nie uwzględniając kosztów to na Ł3 zbudowałbym taką drużynę, że nie tylko do LM by awansowała!
„Komitet transferowy” prześwietlił chłopaka gdzieś z Europy, czy świata pod każdym względem, obserwował go kilkadziesiąt razy, w podróże inwestował, po czym kontent z siebie miarodajnie stwierdził – ten chłopak to perełka nam niezbędna! Na końcu Klub się dowiedział, no to go bierzcie jego cena to 10 baniek €, jak zrezygnujecie są inni chętni na „perełkę”.
To zamierzona ironia, przerysowanie, ale „koszt” w grze transferowej to raczej jeden z elementów podstawowych, a nie takich do ignorowania, spychania do nieistotnego kąta. Monrooe jeżeli napiszesz, ze tego nie robisz, odpowiedziałbym, że tak to wyglądało.
„wydanie 350 tyś euro na Henrika Ojamę było w jakiś tam sposób uzasadnione” – zgadzam się, ależ oczywiście, tylko że to przeczy zero-jedynkowej filozofii, zgodnie z którą ci co sprowadzili Ojamę to laicy i ignoranci wyrzucający klubową kasę w błoto. Dodajmy Piecha, Budziłka, Dwaliszwilego, Ronana, Augusto to w zero-jedynkowej filozofii mamy powtarzających niedopuszczalne błędy niedorajdów, którym czasem fartem coś się uda, to bardzo mocna krytyka Klubu, ja się z nią nie zgadzam, choć powtórzę chciałbym żeby proces transferowy był jak najbardziej profesjonalny, ku temu zmierzał i żeby nietrafionych transferów, było jak najmniej. Ale wykluczyć ich nie można, dlatego ceny trzeba bardzo starannie kalkulować, szacować, to ma bardzo duże znaczenie.
„Ondrej piłkarski młokos, który niczego nie osiągnął, nigdzie się nie sprawdził, któremu kończy się kontrakt absolutnie nie miał prawa kosztować porównywalnych pieniędzy” – nie spotkałem się żeby ktoś w momencie transakcji wylewał krokodyle łzy ze względu na jej wysokość, raczej kwota nie budziła kontrowersji ponieważ: „… wyłożyli za Słowaka 300 tys. euro MFK Koszyce, dali mu do podpisania progresywną 4,5-letnią umowę. Nie chcieli czekać do września, kiedy mogli mieć piłkarza za darmo, bo mogło to się skończyć sportową katastrofą. Duda już wcześniej ogłosił, że chce odejść do Legii, a rozzłoszczeni słowaccy działacze zabronili mu trenować z pierwszym zespołem. Zesłali go do rezerw, odebrali mieszkanie. Słowak chciał trafić do Legii, choć interesowały się nim kluby z silniejszych lig - z Francji, Holandii, Niemiec czy Włoch. Wymieniało się nazwę Napoli, choć bez konkretów.” Ojamą interesował się Lech, Monrooe wskaż mi oprócz siebie kogo cena za Ondreja jeszcze bulwersowała? Nawet gdyby nie odpalił, doznał kontuzji a po niej klasy już by nie prezentował, to ściągnięcie Ondreja uznałbym za zasadne, właśnie ze względu na koszt, wbrew temu co twierdzisz względnie niewysoki, akceptowalny, a mogący przynieść w optymistycznym scenariuszu bardzo duże zyski. Podobnie z Ojamą tylko że „optymistyczny scenariusz” tym razem się nie spełnił.
Powtarzamy argumenty, bijemy pianę, Kto chce niech zero-jedynkową filozofię wyznaje, 400 tysięcy w jedną lub w drugą stronę niech go nie interesuje, mnie będzie, bo chciałbym żeby pieniądze były wydawane racjonalnie, żeby na Ł3 nie powtórzył się casus Józia W.
Monrooe, z swojej strony kończę, troskę o optymalizację procesu transferowego podzielam, pitoliliśmy z ta samą intencją!
@ Kibic50
A co ma piernik do wiatraka?
MM odpali, to czy kosztował 800 czy milion czy półtora, nie ma znaczenia, wszyscy bylibyśmy usatysfakcjonowani, no może księgowy lekko kręciłby nosem woląc lepszy mnożnik, ale w obliczu sportowych efektów gdyby nastąpiły, 400 tys. w jedną lub w drugą stronę faktycznie nie ma znaczenia, to chyba już sobie dawno wyjaśniliśmy.
Dziś jesteśmy w sytuacji, że albo Masłowski powtórzy optymistyczny scenariusz Dudy i wszyscy będziemy szczęśliwi, ceną nikt tyłka nie będzie sobie zawracał, albo ptfu, ptfu, powtórzy się pesymistyczna ścieżka Ojamy. Wówczas zawiedziony Kibic50 będzie wieszał psy na Żewłakowie twierdząc że popełnił niedopuszczalny bląd, a ja Żewłaka będę bronił.
Na sam koniec naszych rozważań. Oto jak w momencie kontraktowania ocenialiśmy na c-L pewne transfery:
„Estończyk Ojamaa, zawodnik zaledwie 22-letni, wydaje się, że niesłychanie poważnie traktujący swoją karierę, szukający w Legii szansy dla dalszego rozwoju, to z pewnością transfer bardzo obiecujący i kierunek, w którym chciałoby się, żeby Legia podążała jak najczęściej.
Jednak samą młodością i ambicją klasowej drużyny się raczej nie zbuduje, stąd pełna aprobata również dla pozyskania cypryjskiego Portugalczyka Helio Pinto. Ten zawodnik to doświadczenie na poziomie Ligi Mistrzów, wiele sukcesów na Cyprze, zawodnik upatrzony przez trenera Urbana, transfer pilotowany, pielęgnowany, wreszcie dopięty, w dodatku w momencie, gdy wydawało się, że temat już upadł. Można zaryzykować twierdzenie, że mieliśmy do czynienia z małym majstersztykiem w wykonaniu Dominika Ebebenge i całego pionu odpowiedzialnego za transfery do klubu.”
Niecnie, złośliwie stwierdzę że zgodnie z zero-jedynkową filozofią ponieważ „majstersztyk” nie wypalił to jako jednego z głównych winowajców należało Urbana zdymisjonować!?
Ale rozważań w tym kierunku już nie prowadźmy, to tylko oczywisty żart. Kibic50!
Trzymajmy kciuki za Masłowskiego w Legii, tyle ode mnie.
Chyba mnie drogi iocosusie z kimś pomyliłeś, bowiem nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek krytykował nieudane transfery. Raczej staję w obronie piłkarzy jak choćby Piecha, w "polemice" z CTP. Nawet w temacie Ojamaa próbowałem przekonywać, ze gość ma charakter aby błyszczeć w Legii.
Kończąc temat MM, to uważam, ze za 800 tyś € przy 3 bańkach za Furmana czy Bielika trafiła nam się okazja.
Informacje płynące ze zgrupowania tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że to okazja wyjątkowa.
- "Trzymajmy kciuki za Masłowskiego w Legii, tyle ode mnie". ode mnie również
To ja też tak tytułem epilogu powtórzę, że absolutnie nie życzę Masłowskiemu źle. Po pierwsze, Zbyszek ma trochę racji: nie mój cyrk i - za przeproszeniem M.M. - małpa też jakby cudza. Po drugie, uważam że trzeba trzymać kciuki za każdego polskiego piłkarza "z zadatkami", boć to przecież od przybytku głowa nie boli, a i nam daleko choćby do sytości.
Jestem natomiast głęboko przekonany, że - odkładając "Masło" na boczek - wbrew temu, co bredzi Stanowski, na boisku trzeba kibicować piłkarzom, zaś w okresach transferowych księgowym. Bo bez tych ostatnich łacno zdarzyć się może, że po piłkarzach w naszym klubie nawet ślad nie pozostał.
@ Garm:
Dziękuję
Chybaś trochę nie doczytał tego com napisał.Nie trzeba mieć wiedzy akademickiej i dogłębnej o każdym zagadnieniu. Jej nadmiar często wręcz przeszkadza, gdyż nie pozwala wątpić , stawiać pytań, rozważać różne warianty.Tekst jak to u Ciebie wyśmienity, bo zostawiający duże możliwości uzupełniania, innego naświetlenia, odmiennej oceny. W akapicie, który Ciebie jak dostrzegam uraził / co zgoła nie było to moim zamiarem/ jest tylko delikatna przygana,aby słowa wypowiedziane jak trzeba to obśmiać, skrytykować, ale człowieka nie ruszać.Nie ad personam, ale ad rem.Tuszę,że przyjmiesz moje wyjaśnienie i jak masz taką potrzebę to i przeprosiny. Masz rację,że gościsz rzadko na tej stronie. Moim zdaniem i pewno nie tylko, za rzadko. Pozdrawiam serdecznie.
Przeprosiny zbędne, bo absolutnie nie poczułem się urażony. Po pierwsze, dyskusja internetowa ma to do siebie, że w przeciwieństwie do tej "rzeczywistej" niemal w całości odarta jest z przekazu niewerbalnego, całej tej mowy ciała, mimiki, etc. Warto o tym pamiętać i nie zakładać a priori, że interlokutor po drugiej stronie kabla na pewno chciał nam dołożyć
Po drugie, trochę racji jednak w Twoich słowach było. Absolutnie nie chciałbym, aby ktokolwiek z Was odniósł wrażenie, że przyszedł tu taki o, pasiasty i się wymundrza. Do każdej mojej wypowiedzi nt. Legii śmiało można dopisać założenie, że chodzi o głos patrzącego z dystansu.
Od siebie, też tytułem wyjaśnienia, dodam tyle, iż w żadnym wypadku nie chciałem nikogo atakować ad personam. Nawet jeśli chodzi o red. Stanowskiego obśmiewam jedynie jego poglądy, w żadnym wypadku nie zaprzeczając, że ich wyraziciel - choć w tym konkretnym przypadku klepie jak potłuczony - może mieć rozliczne inne zalety.
Pax