- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- iocosus
Eliminacje 2025
Meczami z Litwą i Maltą na stadionie Narodowym reprezentacja Polski pod wodzą Michała Probierza rozpoczyna eliminacje do amerykańskiego Mundialu w 2026 roku. Równocześnie Cezary Kulesza jest w trakcie kampanii o fotel prezesa PZPN, czyli o przedłużenie swojej kadencji.
Jeżeli Probierz nie wtopi, to Kulesza preziem pozostanie. Gdyby w pierwszych trzech meczach eliminacji nastąpił jednak jakiś blamaż, to obu panom zajrzała by w oczy dekapitacja. Ot, stawka rozpoczynających się gier.
Ogłoszenia parafialne:
Europie na najbliższym mundialu przypadnie 16 miejsc, 12 z nich zajmą zwycięzcy poszczególnych grup eliminacyjnych. O pozostałe cztery aż 16 drużyn powalczy w barażach – trafi do nich 12 zespołów z drugich miejsc w poszczególnych grupach kwalifikacji oraz cztery najlepsze ekipy z klasyfikacji końcowej Ligi Narodów, które nie znajdą się wśród "24" najlepszej w eliminacjach.
Grupy eliminacyjne MŚ 2026 w strefie UEFA:
Grupa A: Zwycięzca ćwierćfinału LN Niemcy – Włochy, Słowacja, Irlandia Północna, Luksemburg
Grupa B: Szwajcaria, Szwecja, Słowenia, Kosowo
Grupa C: Przegrany ćwierćfinału LN Portugalia – Dania, Grecja, Szkocja, Białoruś
Grupa D: Zwycięzca ćwierćfinału LN Francja – Chorwacja, Ukraina, Islandia, Azerbejdżan
Grupa E: Zwycięzca ćwierćfinału LN Hiszpania – Holandia, Turcja, Gruzja, Bułgaria
Grupa F: Zwycięzca ćwierćfinału LN Portugalia – Dania, Węgry, Irlandia, Armenia
Grupa G: Przegrany ćwierćfinału LN Hiszpania – Holandia, Polska, Finlandia, Litwa, Malta
Grupa H: Austria, Rumunia, Bośnia i Hercegowina, Cypr, San Marino
Grupa I: Przegrany ćwierćfinału LN Niemcy – Włochy, Norwegia, Izrael, Estonia, Mołdawia
Grupa J: Belgia, Walia, Macedonia Północna, Kazachstan, Liechtenstein
Grupa K: Anglia, Serbia, Albania, Łotwa, Andora
Grupa L: Przegrany ćwierćfinału LN Francja – Chorwacja, Czechy, Czarnogóra, Wyspy Owcze, Gibraltar
Rozkład jazdy reprezentacji w 2025 roku:
el. MŚ, 1. kolejka, 21 marca: Polska – Litwa (20:45)
el. MŚ, 2. kolejka: 24 marca: Polska – Malta (20:45)
mecz towarzyski: 6 czerwca: Mołdawia
el. MŚ, 4. kolejka: 10 czerwca: Finlandia – Polska (20:45)
el. MŚ, 5. kolejka: 4 września: Hiszpania/Holandia – Polska (20:45)
el. MŚ, 6. kolejka: 7 września: Polska – Finlandia (20:45)
mecz towarzyski ? 8-9 października
el. MŚ, 8. kolejka: 12 października: Litwa – Polska (20:45)
el. MŚ, 9. kolejka: 14 listopada: Polska – Hiszpania/Holandia (20:45)
el. MŚ, 10. kolejka: 17 listopada: Malta – Polska (20:45)
Dogrywka eliminacji w 2026 roku.
półfinał baraży: 26 marca 2026
finał baraży: 31 marca 2026
Powołania na marcowe zgrupowanie:
Bramkarze: Marcin Bułka, Kamil Drągowski, Bartosz Mrozek, Łukasz Skorupski
Obrońcy: Jan Bednarek, Bartosz Bereszyński, Matty Cash, Paweł Dawidowicz, Jakub Kiwior, Kamil Piątkowski, Sebastian Walukiewicz, Mateusz Wieteska
Pomocnicy: Mateusz Bogusz, Przemysław Frankowski, Jakub Kamiński, Jakub Moder, Jakub Piotrowski, Bartosz Slisz, Sebastian Szymański, Kacper Urbański, Nicola Zalewski
Napastnicy: Adam Buksa, Robert Lewandowski, Krzysztof Piątek, Karol Świderski
Z powodu urazów Nicolę Zalewskiego i Sebastiana Walukiewicza zastąpili Dominik Marczuk i Mateusz Skrzypczak
Michała Probierz na konferencji przed meczem z Litwą:
- Eliminacje w bramce rozpocznie Łukasz Skorupski. Wierzę, że to będzie dobry wybór i Łukasz stanie na wysokości zadania.
- Pytałem chataGPT i dostałem informacje, że awansujemy z pierwszego miejsca
- Doświadczenie z Ligi Narodów pokazuje, że trzeba wykorzystywać swoje sytuacje w takich meczach. Mogliśmy prowadzić w Portugalii, a nagle przegraliśmy 1:5. To doświadczenie powinno procentować. Mamy zawodników, którzy w klubach grają w ataku pozycyjnym i chcemy przełożyć ich grę na warunki reprezentacji. Mamy swoje atuty i zawodników, którzy potrafią uderzyć z dystansu i wygrać pojedynek. Będziemy chcieli z tego skorzystać.
- W meczach z topowymi rywalami zabrakło nam skuteczności. Potrafimy jednak dochodzić wysoko do pressingu. Uważam, że rozwinęliśmy się w wielu elementach. Teraz będziemy chcieli to wykorzystać .
- Na pewno Litwini zostawią serce na boisku, słowa trenera postrzegam jako kurtuazje. Szanuję Litwinów, bo z wieloma z nich miałem okazję prowadzić. Musimy udowodnić swą wyższość na boisku.
- Trzeba brać to pod uwagę (kontuzje Zielińskiego i zalewskiego dop.wł.), że tacy zawodnicy mogą wypaść z gry. Spotkałem się z Piotrkiem i Nicolą i miałem okazję ich oglądać. Szkoda, że akurat na tym meczu Piotrek doznał kontuzji. Mamy grupę zawodników jak Sebastian Szymański, czy Jakub Moder, którzy muszą teraz wziąć na siebie większą odpowiedzialność. Wierzę też, że Robert Lewandowski będzie w stanie przełamać się i strzelać bramki.
- Wszyscy zawodnicy oprócz Pawła Dawidowicza są do naszej dyspozycji. Na pewno Mateusz Skrzypczak nie rozpocznie meczu w wyjściowym składzie.
Okiem subiekta, czyli skrajnie subiektywnie.
Zewsząd słyszę, czytam, że zajęcie drugiego miejsca w grupie i awans do baraży jest naszym obowiązkiem i to mnie zastanawia i budzi mój niepokój. 10 czerwca zagramy z Finlandią na wyjeździe, a gospodarz jawi mi się jako trudniejszy do pokonania niż Mołdawia, z którą w ostatnich eliminacjach do Euro ugraliśmy w dwumeczu raptem jeden punkt. Pal diabli porażkę w Kiszyniowie, ale dla mnie jeszcze bardziej dojmujący był remis na Narodowym już pod wodzą Probierza. Jeżeli teraz uwierzymy, że jesteśmy absolutnym faworytem w konfrontacji z Suomi to możemy obudzić się z ręką w nocniku, lepiej nastawmy się na ciężkie, trudne i nerwowe boje. Ale to dopiero w czerwcu, gdyby po marcowych spotkaniach, któryś z tych przymiotników pojawił się w relacjach pomeczowych to byłby ewidentny znak, że czas pracy Michała Probierza w reprezentacji został zmarnowany.


Ciekaw jestem wielce skąd mianowicie zwolennicy tej tezy biorą argumenty na jej poparcie. A może i nie jestem, bo wcale niewykluczone, że jest to miejsce, w którym brzydko pachnie. Patrzę na skład reprezentacji Polski i dostrzegam europejskiego średniaka. Średniego średniaka. Owszem, może i deko mocniejszego od Finlandii, ale żeby mówić o „obowiązku” pokonania Suomi…? No nie, nie widzę do tego żadnych podstaw. Ba, mam silne wrażenie, że Benji Källman i s-ka oceniają szanse na zrobienie nam psikusa i powalczenie o to drugie miejsce jako zupełnie realne.
Za absolutnie kluczowe w tych eliminacjach uważam spotkania nr 3 i 4. Jeśli po nich będziemy mieć tyle samo punktów, co po pierwszych dwóch meczach (te zakładam, że jednak wygramy), to najprawdopodobniej tyle właśnie nasze nadzieje na Mundial widziano.
Tak jeszcze a propos składu Biało-Czerwonych: gapię się na te nazwiska i dochodzę do w sumie przykrego wniosku, że u nas to się częściej zmieniają selekcjonerzy, niż reprezentanci. Ot, weź pierwszego-lepszego kibica, jako-tako oblatanego w realiach polskiej piłki i każ mu rozesłać powołania z zastrzeżeniem, że mediolański duet kontuzjowany. Ile nazwisk się będzie różnić? Dwa? Trzy…?
Kapustka, Wdowiak, Płacheta, Karbownik, Nawrocki, Jóźwiak, Marchwiński, Kozłowski, Musiałowski, Pieńko, Rakoczy, Szmyt – tę listę można pewnie jeszcze poszerzyć. Na przestrzeni ostatnich, powiedzmy, dziesięciu lat każdy z tych chłopaków rozbudzał jakieś nadzieje, rzekomo miał potencjał na dużą, zagraniczną karierę. Żadnemu się nie udało. Żadnego nie ma w kadrze. Poprzegrywali z kontuzjami, wtopili się w ligowy dżemik, ugrzęźli gdzieś na peryferiach futbolu… Smutne. Smutne jest to, że najwyraźniej dobrze już było. Dziewięć lat temu co poniektórzy kręcili nosami na ćwierćfinał Euro. Dziś co poniektórzy dostrzegają „obowiązek” pokonania Finlandii i zagrania w barażach el. Mundialu. Ciekawe, co będzie za dziewięć lat. Albo i nie.
Robert Lewandowski 81
Polska: 1. Łukasz Skorupski - 15. Kamil Piątkowski (77, 4. Mateusz Wieteska), 5. Jan Bednarek, 14. Jakub Kiwior - 2. Matty Cash (68, 13. Jakub Kamiński), 8. Jakub Moder, 10. Sebastian Szymański, 6. Jakub Piotrowski (77, 21. Mateusz Bogusz), 19. Przemysław Frankowski - 11. Karol Świderski (68, 23. Krzysztof Piątek), 9. Robert Lewandowski (86, 16. Adam Buksa).
Litwa: 1. Edvinas Gertmonas - 17. Pijus Širvys (74, 20. Titas Milašius), 5. Kipras Kažukolovas, 3. Edgaras Utkus, 2. Artemijus Tutyškinas, 13. Justas Lasickas - 22. Paulius Golubickas (61, 8. Giedrius Matulevičius), 6. Domantas Antanavičius (84, 18. Matas Vareika), 15. Gvidas Gineitis, 7. Artūr Dolžnikov (62, 10. Fedor Černych) - 11. Armandas Kučys (84, 9. Gytis Paulauskas).
żółte kartki: Piątkowski - Utkus.
sędziował: Anastássios Sidirópoulos (Grecja).
Dramat! Gra to była tragedia! Fartowne zwycięstwo, wielki żal Litwinów którym należał się przynajmniej remis. Najlepszy z Biało-Czerwonych - Łukasz Skorupski! Wszystko za komentarz!
Tragi-komedia.
A ja jeszcze wczoraj myślałem, że Legia gra słabo.
'Ale zawsze może być weselej, i zawsze śmieszniej może być'
Zbyszek: „W Polsce wadliwy jest system selekcji o czym pisało wielu fachowców a co zapisano w wydanej pracy "Współczesna piłka nożna. Teoria i praktyka". To nie lata 60-te kiedy w okres szkolenia wchodził roczniki z lat 50-tych , a których rodziło się blisko 800 tys rocznie i było z czego wybierać,a najlepsi z nich byli asami klubów i reprezentacji lat 70-tych. Dziś kiedy od wielu lat rodzi się ok. 300 tys noworodków trzeba innych metod selekcyjnych ,ale nikt o to nie dba.Kryzys dotknął nie tylko piłkę nożną,ale i cały nasz sport. Więc np.w piłce odbywa się wyścig kto posiędzie kogoś uważanego za talent ,a następnie szkoli się razem beztalencia i talenty ,ze szkodą dla tych drugich . Ten stan implikuje również brak selekcji etapowej z obawy ,że nie będzie kogo szkolić.”
Albiceleste: „nie ma sensu się czepiać poszczególnych trenerów, że nie stawiają na młodzież (więcej o tym w wątku kadrowym). Warto natomiast zauważyć, że tej młodzieży po prostu nie ma. I tu arcyprzerażająco wyglądają dane, o które zahaczył Zbyszek. Od 1948 (rocznik mojego taty ) począwszy, aż do 1959 mieliśmy dwunastoletnią „boomerską” serię z urodzeniami powyżej 700tys. rocznie. To są wszystkie sukcesy naszego futbolu – i sportu ogółem – w latach 70. i 80. Potem siedem stów pękło już tylko trzykrotnie, też w serii: 1982-84. Od tamtej pory liczba urodzeń w Polsce zaczęła spadać, a ostatniemi czasy to już w ogóle leci na mordę. W rzekomo wyżowym roku 2009. przyszło w RP na świat 417,5tys. dzieci. Czyli o ponad sto tysięcy mniej, niż w podobno niżowym 1967. (522tys.). Ale o prawie 170tys. więcej, niż w iście dramatycznym roku ubiegłym (252tys.). Pozwólcie temu dobrze usiąść w głowie: w 2024., przy populacji 37,5mln., urodziło się w Polsce ponadtrzykrotnie mniej dzieci, niż w 1950. przy populacji 25mln.!”
Znalazłem dane o dzietności, które są jeszcze bardziej pesymistyczne, ale dla całej Europy! Według: „Europa znika na naszych oczach. Polska z najgorszym na kontynencie wynikiem urodzeń” (300gospodarka.pl) podaję dane o ilości urodzeń w 2024 roku:
Rosja – 714 657 urodzeń.
Francja – 440 380
Niemcy – 331 018
Włochy - 209 813
Hiszpania – 184 050
Polska – 149 800
Holandia – 110 662
Rumunia – 83 903
Szwecja – 68 087
Belgia – 63 690
Grecja – 51 827
Wegry – 51 453
Portugalia – 47 708
Szwajcaria – 42 278
Czechy – 41 600
Chorwacja – 21 305
Litwa – 12 804
Finlandia – 29 257
„źle jest na całym kontynencie. Przyjmuje się, że wartością zapewniającą prostą zastępowalność pokoleń jest TFR między 2,10 a 2,15 (czyli 210 dzieci na 100 kobiet). Żadne państwo w Europie nie osiąga dziś nawet 2,0. Europa powoli znika na naszych oczach i nikt nie wie, jak temu zaradzić.”
Brak danych dla Anglii i Turcji, które w liczbie urodzeń z pewnością nas wyprzedzają, ale i tak te nacje uwzględniając, a odrzucając Rosję pod względem ilości urodzeń jesteśmy na siódmym miejscu w Europie. Demografia leci na łeb na szyję, ale gdyby ona decydowała, a szkolenie i selekcja dzieciaków i młodzieży była w poszczególnych krajach na porównywalnym poziomie, popularnośc i dostępność uprawiania dyscyplin również, to powinniśmy aspirować do miejsca w pierwszej dziesiątce Europy. Tak jest w lekkiej atletyce, czyli w królowej sportu i w siatkówce gdzie stworzyliśmy wręcz potwora, hegemona. W piłce „walczymy” żeby zmieścic się wśród 24 lub 16 najlepszych europejskich drużyn.
Zgadzam się, że demograficzny boom i powszechność uprawiania piłki stały za naszymi sukcesami w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, ale demografia nie powinna być usprawiedliwieniem dla naszej obecnej futbolowej mizerii. Szkółek i akademii jest sporo, hal i boisk pod balonem mało, ale przybywają, dzieciaki mogą biegać za piłką również zimą (tak jak mój dziesięcioletni bratanek). Piłka nie jest tak popularną rozrywką dla smerków jak kiedyś, ale za to mogą ją uprawiać w zorganizowanej formie przez cały rok.
Albiceleste: „Założyłeś, Iocosusie, że trenerem Rakowa kierowała (i wciąż kieruje) jakaś trudno wytłumaczalna juvenoia. A może szło jednak o trzeźwy, wyzwolony z dogmatyzmu osąd? Może facet odrzucił kandydatów do drużyny podsuwanych mu przez szefa akademii nie dlatego, że byli za młodzi, a dlatego, że byli za słabi? No bo przecież gdyby w sporze dwóch Marków rację miał ten na eŚ, to jego faworyci powinni robić furorę gdzieś poza Częstochową.”
Trenerzy w Ekstraklasie są rozliczani z wyników i nie dziwię się, że większość z nich wzorem Papszuna woli stawiać na ogranych, doświadczonych zawodników choćby z trzeciej ligi hiszpańskiej niż na naszą chimeryczną młodzież. Pytanie dlaczego w umiejętnościach tak bardzo odstajemy skoro ponoć plany, systemy, treningi są podobne do tych w Niemczech, Holandii, Hiszpanii? Powtórzę, moim zdaniem: „Niestety w naszym szkoleniu, w naszych Akademiach, nawet w tych najlepszych jest coś, jakiś defekt, jakiś systemowy błąd(?) który pozwala trenerom rozliczanym z wyników stawiać i preferować „odrzuty eksportowe” kosztem klubowych wychowanków. (...) Nasze małolaty do 16-17 roku życia są na równi z zagranicznymi rówieśnikami, kadra u-17 Marcina Włodarskiego to udowodniła, ale później między 18 a 21 lub 23 rokiem w dojrzewaniu piłkarskim mamy jakąś „czarną dziurę”, po której nasi adepci klubowych akademii przegrywają rywalizację o wyjściową seniorską jedenastkę z trzecim sortem zagranicznego zaciągu. Gdzie tkwi błąd i jak to zmienić, nie mam pojęcia, ale tu ewidentnie coś szwankuje.”
Przepraszam, ale o wczorajszym meczu nie chce mi się pisać.
Panie Probierz, kończ waść, wstydu sobie i Nam oszczędź!
Moim zdaniem problem jest złożony i zaczyna się w domach, od pokazywania sposobu życia, od żywienia, od kultury uprawiania sportu, wysiłku fizycznego, od ilości aktywności dzieciaków w ciągu dnia. Kolejny problem to ogromna ilość możliwości w dzisiejszych czasach dla dzieciaków - kiedyś było podwórko, teraz podwórko kojarzy się kiepsko, a są komputery, szkoły językowe, taniec, programowanie itd. - ruchu jest za mało. Kolejny problem to jakość trenerów i szkółek - zajęcia prowadzą amatorzy albo goście z UEFA C którzy sami nigdy nie grali w piłkę, albo grali na podwórku - oni pracują jak im się wydaje, choć pewnie i tak lepiej jak dzieciak 2-3 razy w tygodniu pobiega za piłką niż jak poleży na kanapie. Kolejny problem to jest zbyt mała ilość jednostek treningowych - 3 razy w tygodniu po 1,5 to może ćwiczyć 50 latek z nadwagą - dzieciak powinien zasuwać 2-3 godziny codziennie. Infrastruktura - miesiące zimowe są problemem dla pracy z dziećmi, rodzice nie chcą puszczać dzieciaków "bo się przeziębią" trening na sali gimnastycznej nie jest optymalny i nie każdy ma do niej dostęp. PZPN i system - zrobili certyfikację tylko co z tego - większość to ma w nosie, bo rodzic nawet sobie z tego nie zdaje sprawy, nie ma systemu, jest trochę materiałów, ale zmuś trenerów do nauki jak zarobią z 1000 pln na miesiąc. Tak więc do zrobienia jest mnóstwo elementów tylko trzeba chcieć.
Nie mamy półprawego obrońcy, półlewego zresztą też nie, bo Kiwior w tym momencie jest cieniem samego siebie, nie mamy rozegrania od tyłu, stawiamy na zawodników, którzy byli pomijani (Cash) lub od dawna nie byli wykorzystywani na pozycji, na której się znaleźli (Frankowski), no i nieśmiertelny Świderski, nieodmiennie zagubiony jak dziecko we mgle.
Długo Probierza broniłem, ale zaczynam myśleć podobnie jak Iocosus, że w całym tym projekcie pod nazwą pierwsza reprezentacja chodzi tylko i wyłącznie o obronę stołków. A tak nawiasem mówiąc, Iocosusie, cytatem "kończ waść wstydu oszczędź" to zdaje się mógłby zwrócić się Probierz do Kuleszy a nie my do Probierza
Co do szerokiego spojrzenia, kwestii szkolenia, selekcji itp., rację ma zapewne Dalkub, tzn. przyczyn jest dużo i rozsianych na tuzin aspektów, to znacząco utrudnia nie tylko wdrożenie środków zaradczych, ale w ogóle dyskusję, skoro jednak dyskutować i tak będziemy
Widzę kilkunastu zawodowych piłkarzy, może nie wybitnych (z jednym wyjątkiem), ale jednak jakoś tam niezłych. A na pewno summa summarum znacznie lepszych, niż przeciwnik. No bo przecież graliśmy z Litwą, do k’nędzy! Z całym dla niej szacunkiem, niespełna trzymilionowym krajem pozbawionym jakichś większych futbolowych tradycji, gdzie niekwestionowanym sportem nr 1 jest basket. Jeżeli my takiego rywala nie potrafimy zdominować, wbić mu kilku bramek i wygrać tak, by nie było absolutnie żadnych wątpliwości, to po co mamy paplać o tych demografiach, kulturach, ekonomiach, itp.?
Widzę trenera, który prowadzi tę kadrę od półtora roku. Tak, też do tej pory go broniłem. Tak, nadal uważam, że to nie selekcjoner jest naszym najpoważniejszym problemem. Ani nawet trzecim, czy tam piątym na liście. No ale… Jpr.dll, facet w swym osiemnastym meczu nadal nie potrafi nic innego, jak tylko rzucać pomysłami o ścianę i patrzeć, czy aby się któryś nie przylepi. Akurat tym razem z jakichś kompletnie niezrozumiałych przyczyn wyszło mu na to, że na wspomnianą wyżej Litwę powinniśmy wyjść jak na, nie przymierzając, Hiszpanię na wyjeździe.
Miało być nowe otwarcie, wyszło stare zamknięcie. Szkoda gadać.
Aha, tak jeszcze gwoli wyjaśnienia:
@ Gawin:
Demografia per se nie ma, rzecz jasna, żadnego znaczenia. Gdyby miała, co cztery lata w finale Mundialu Chiny mierzyłyby się z Indiami, a taka Portugalia, ze swą populacją powiatowego miasteczka w Państwie Środka, pozbawiona byłaby jakichkolwiek szans na zaszczyty. Nie widzę tu sporu między nami.
Jeżeli my takiego rywala nie potrafimy zdominować, wbić mu kilku bramek i wygrać tak, by nie było absolutnie żadnych wątpliwości, to po co mamy paplać o tych demografiach, kulturach, ekonomiach, itp.?
Jest to argument tyleż trafny i bezdyskusyjnie trudny do zbicia, jak i z niewytłumaczalnych względów permanentnie zawodzący w starciu z empirią
Tak właśnie a propos Finlandii myślałem sobie o swoim kibicowskim debiucie, był to bowiem rok 1983 i Stadion Dziesięciolecia, po naszej stronie brązowi (tzn. srebrni
Potem w 1984 była Albania w Mielcu (wspomnienia wracają po każdym powrocie do "Piłkarskiego Pokera"), potem Cypr w 1987 (gigantyczna trauma dla 11-latka, po obiecującym początku eliminacji starannie rozpisywałem możliwe scenariusze wyników kolejnych gier w naszej grupie, tak nimi manipulując, żebyśmy w każdym awansowali na Euro, po Cyprze podarłem to wszystko i wyrzuciłem), potem były znów straszliwe męczarnie z Albanią za Łazarka, potem legendarna kompromitacja przeciw San Marino za Strejlaua, niewiele lepsze mecze przeciw Mołdawii za Piechniczka i Azerbejdżanowi za Apostela, i tak dalej, i tak dalej, a podstawowa różnica między tamtymi meczami, a tym piątkowym jest prawdopodobnie taka, że wtedy nie było tylu masowych, otwartych platform dyskusyjnych (tzn. zasadniczo nie było ich w ogóle).
ja też pierwszy raz na meczu byłem na Polska Finlandia ludziska mieli napisane kartki że będzie 7:0 - ten sam mecz
Moim zdaniem akurat argument demograficzny jest zupełnie od czapy - po co o Chińczykach czy Hindusach, poszukajmy bliżej taka Słowenia - ile tam jest ludzisków? cos koło 2,2 mln - popatrzmy na sportowców - ksozykarze, topka światowa, siatkarze bardzo ok, piłka ręczna 100 razy lepsi niż my, piłkarze z pewnością nie gorsi, do tego skoczkowie, do tego narciarze i na deser Pogacar z Roglićem - da się? może warto spojrzeć dlaczego?
podstawowa różnica między tamtymi meczami, a tym piątkowym jest prawdopodobnie taka, że wtedy nie było tylu masowych, otwartych platform dyskusyjnych
Niewątpliwie. Oraz jeszcze taka, że – przynajmniej w niektórych przypadkach – po tamtych spotkaniach istniały racjonalne przesłanki, by sądzić, że to tylko wypadek przy pracy. Ojejku no, zlekceważyli chłopaki rywala, w przeddzień meczu najprawdopodobniej za mocno/zbyt długo dali ognia, trudno-uhaha, to się wyklepie. Od następnego meczu normal service is restored.
Szkopuł w tym, że obecnie to jest nasz normal service. Ci ludzie grają ze sobą od ładnych kilku lat. Owszem, czasem ktoś tam do tej grupy doskoczy, niemniej generalnie od paru sezonów bez względu na osobę selekcjonera trzon kadry stanowią circa ci sami ludzie. A mimo to, praktycznie za każdym razem wyglądają tak, jakby poznali się w dniu meczu. Siema, Robert jestem. No hej, a ja Kuba. Witka, chłopaki, Mati, miło was poznać. Itepę, itedę. Jakaś gra wzajemna? Jakieś schematy wynikające ze wspólnych doświadczeń? A guzik. Co gorsza, zakładając reprezentacyjny trykot, ci kolesie zapominają piłkarskiego abecadła. W klubach może i przesadnie nie błyszczą, ale jakoś, kurna, potrafią celnie podać na kilka metrów, albo zaasekurować cofającego się kolegę. W kadrze? Eee… yyy…
Dostrzegasz jakieś racjonalne przesłanki, by sądzić, że dziś/jutro z Maltą będzie zauważalnie lepiej?
@ Dalkub:
Mam wrażenie, że ta moja wypowiedź o demografii została albo krzywo nadana, albo krzywo odebrana. Bez urazy, nie wykluczam pierwszej opcji
legendarnych „trzecioligowych Hiszpanów”, „starych Słowaków” i „Szrotenów Szrotenoviciów”graczy gotowych do podejmowania bieżących wyzwań w sytuacji, gdy:• mamy demograficzny dramat. Piłkarski narybek dobierany jest z coraz to bardziej ubogiego liczbowo materiału ludzkiego…
• …który to materiał – jak sam trafnie zauważasz – nieprzesadnie garnie się do aktywności fizycznych, przez co zmaga się z otyłością lub rozlicznymi wadami postawy.
• dodatkowo – to już dopisek na teraz – wraz z rozwojem ekonomicznym naszego kraju, kariera w sporcie coraz rzadziej bywa jedyną, bądź nawet jedną z niewielu szans dla chłopaków z „trudnych środowisk” na godziwe życie. Oczywiście, w ujęciu ogólnym tylko się cieszyć, że „trudnych środowisk” jest coraz mniej, a szans na godziwe życie coraz więcej, niemniej dla sportu jest to sytuacja względnie nowa.
I my w takich warunkach liczymy na to, że (postawione o naście lat za późno) akademie załatwią sprawę. OK., być może gdyby nadal rodziło nam się minimum pół miliona ludzi rocznie, gdyby ci ludzie masowo dbali o kondycję, gdyby mieli większą determinację, coś by z tego wyrosło. Ale jest jak jest.
Dlatego po raz kolejny apeluję o wygrzebanie się z oparów absurdu, ze świata baśni, legend, mitów i zaklęć. Nie, tych kilka akademii nie zda egzaminu. Nie wspominając o tym, że nie zdadzą go również uporczywie powtarzane formułki o „stawianiu na młodych Polaków”. Jasne, przytoczona przez Ciebie Słowenia jest świetnym przykładem, że nawet z niezbyt imponującym materiałem ludzkim coś da się zrobić. Ale żeby się dało, najpierw trzeba zacząć.
Że to jest „rytualny taniec”? No być może. Co ja poradzę, że w polskiej piłce reprezentacyjnej od lat dzieje się to samo, przy jednoczesnym oczekiwaniu odmiennych efektów?
Oraz jeszcze taka, że – przynajmniej w niektórych przypadkach – po tamtych spotkaniach istniały racjonalne przesłanki, by sądzić, że to tylko wypadek przy pracy.
W których niektórych przypadkach? Przecież w znakomitej większości były to reprezentacje równie brutalnie zweryfikowane wynikami co ta dzisiejsza, co zresztą wpisuje się w ton naszych rozmów toczonych przy okazji poprzednich meczów reprezentacji - że od wielu lat drobimy gdzieś na poziomie drugiej / trzeciej ligi europejskiej i z perspektywy czasu wyraźnie widać, że wszelkie fluktuacje są nieznaczne, z incydentalnym wyskokiem jakim była gra kadry Nawałki oczywiście. A panowie Kosecki czy Kowalczyk gwiazdorzą w mediach, wiedząc chyba, że część odbiorców zwyczajnie nie ma szansy pamiętać ich wątpliwych przewag w koszulce z orłem na piersi
Ale przede wszystkim rzecz w tym, że...
Ojejku no, zlekceważyli chłopaki rywala, w przeddzień meczu najprawdopodobniej za mocno/zbyt długo dali ognia, trudno-uhaha, to się wyklepie.
Otóż taki właśnie stosunek do słabszego rywala jest wyraźnym rysem polskich reprezentacji narodowych w różnych okresach ich istnienia, i pozostaje on generalnie bez związku z realną siłą naszej reprezentacji w danym momencie, tudzież z kwestiami w rodzaju przyrostu naturalnego bądź deficytów naszego szkolenia.
Z tego względu mieszanie tych wątków po boju z Litwą nie ma szczególnego sensu, ergo wychodzi na to, że argumentujemy może i odmiennie, ale konkluzję mamy całkowicie zbieżną
cd.
Dostrzegasz jakieś racjonalne przesłanki, by sądzić, że dziś/jutro z Maltą będzie zauważalnie lepiej?
Akurat z Maltą to może tak, a może nie, natomiast ogólnie w tym rozdaniu niestety nie.
Przede wszystkim wielu naszych reprezentantów zdaje się cierpieć na syndrom oszusta, trudno w nich dostrzec wolę walki o to, by udowodnić swoją przydatność do reprezentacji, a jeszcze trudniej wiarę w to, że można coś z tą reprezentacją przeżyć, zdaje się raczej, że K. Sienkiewicz wyśpiewuje im co ja robię tu.
I chyba nawet w słowotoku Probierza też można było znaleźć lekkie rozczarowanie tym faktem, bo według niego piłkarze powinni brać na siebie większą odpowiedzialność i potrzebna jest praca nad ich pewnością siebie, hm, pytanie tylko, co w takim razie robił przez ostatnie 1,5 roku?
PS. Dodam jeszcze, abstrahując od naszej reprezentacji, że jestem zszokowany poziomem tej edycji Ligi Narodów, przecież mecze czwartkowe i wczorajsze to wow, po prostu wow. Nie spodziewałem się czegoś takiego po kolejnym wynalazku gabineciarzy. Może kluczem jest brak stawki towarzyszącej meczom rangi mistrzowskiej, może prawda jest taka, że koniec końców piłka nożna zawsze jakoś się obroni.
Gdyby brać pod uwagę mecz z Euro, to można by było jeszcze się łudzić, że jakiś remisik fartowny przy super formie Skorupskiego 4 września może udałoby się ugrać i o ile nie wtopimy z Finami to wówczas 14 listopada zagrać z Oranje mecz o wszystko, czyli o awans bezpośredni na Mundial. Piękna perspektywa, nawet gdyby nas w tym decydującym spotkaniu Pomarańczowi roznieśli.
Niestety te złudzenia po naszym meczu piątkowym brzmią obrazoburczo i nawet, jeżeli i o ile dziś zdecydowanie pokonamy Maltańczyków to i tak wielce prawdopodobna wydaje się opcja, że z Tulipanami nasz przedostatni mecz w grupie możemy już zagrać zwyczajowo o honor, czyli o pietruszkę.
Odnotujmy też składy dywizji i podział na koszyki w Lidze Narodów na 2026 rok
Liga Narodów 2026/2027:
Dywizja A: Belgia, Chorwacja, Czechy, Dania, Anglia, Francja, Niemcy, Włochy, Holandia, Grecja, Norwegia, Portugalia, Serbia, Hiszpania, Turcja, Walia
Dywizja B: Austria, Bośnia i Hercegowina, Gruzja, Węgry, Izrael, Kosowo, Macedonia Północna, Irlandia, Irlandia Północna, Polska, Rumunia, Szkocja, Słowenia, Szwecja, Szwajcaria, Ukraina
Dywizja C: Albania, Armenia, Białoruś, Bułgaria, Cypr, Estonia, Wyspy Owcze, Finlandia, Islandia, Kazachstan, Mołdawia, Czarnogóra, San Marino, Słowacja
Dywizja C albo D*: Gibraltar, Łotwa, Luksemburg, Malta
Dywizja D: Andora, Azerbejdżan, Liechtenstein, Litwa
Biało-czerwoni znajdą się w pierwszym koszyku dywizji B wspólnie ze Szkocją, Węgrami i Izraelem. W drugim będą Szwajcaria, Bośnia i Hercegowina, Austria oraz Ukraina. W trzecim Słowenia, Gruzja, Irlandia i Rumunia, a w czwartym Szwecja, Macedonia Północna, Irlandia Północna oraz Kosowo.
Czyli w tej drugiej lidze europejskiej potencjalnie możemy się znaleźć w grupie z Austrią, Gruzją i Szwecją, a w takim razie, czy w takim zestawie będziemy walczyli o awans czy też raczej bronili się przed spadkiem do dywizji C?
Świderski (27. min, 51. min)
ŻÓŁTE KARTKI: Frankowski, Slisz – Muscat, Teuma, Chouaref
CZERWONA KARTKA: Chouaref (90. min, Malta)
POLSKA: Skorupski – Piątkowski, Bednarek (46' Wieteska), Kiwior – Frankowski (66' Cash), Szymański, Moder, Bogusz (46' Slisz), Kamiński (87' Bereszyński) – Świderski, Piątek (66' Lewandowski)
MALTA: Bonello – Muscat, Carragher, Pepe (83' Borg) – Mbong, Guillaumier, Teuma, Satariano, Camenzuli – Chouaref, Mbong (46' Nwoko)
Tym razem meczyk do skomentowania, lepszy od poprzedniego, co jednak nie znaczy, że w wykonaniu Biało-Czerwonych wybitny. Nie pozbawiony błędów i indywidualnych i w organizacji gry - minimum przyzwoitości - wydaje się adekwatnym określeniem. Jakub Kamiński największym wygranym reprezentacyjnego marca, Karol Świderski z przełamaniem bramkowym. Dziwne decyzje trenerskie, ale liczą się punkty.
taki właśnie stosunek do słabszego rywala (…) pozostaje (…) generalnie bez związku z realną siłą naszej reprezentacji w danym momencie, tudzież z kwestiami w rodzaju przyrostu naturalnego bądź deficytów naszego szkolenia
Nie zgadzam się. Celowo usunąłem ten „rys” z powyższego cytatu, bo jak zaczniemy się zagłębiać w czcze dysputy o tym, czy reprezentacja narodowa na przestrzeni dziejów w ogóle może posiadać jakiś „rys” (i dlaczego nie, a jeśli tak, to dlaczego), to będziemy tu paplać do października, a porozumienia i tak osiągnąć się nie da
wielu naszych reprezentantów zdaje się cierpieć na syndrom oszusta, trudno w nich dostrzec wolę walki o to, by udowodnić swoją przydatność do reprezentacji
No właśnie. Poza dosłownie dwoma-trzema świeżakami i czterema-pięcioma weteranami, pamiętającymi czasy Nawałki i wcześniejsze, gros naszych reprezentantów przyjeżdża na zgrupowania od kilku lat. W ciągu tych kilku lat zaliczyli oni więcej selekcjonerów, niż dobrych meczów. No bo bądźmy szczerzy, od zakończenia el.MŚ’18 to ile myśmy razy zagrali tak, że i wynik się zgadzał, i prezencja? Pojedyncze przypadki. Zazwyczaj była średniawka, dość często mizeria. A mimo to, ci kolesie wciąż dostają kolejne powołania. Wychodzi więc na to, że jak już się do tej kadry załapiesz, to – o ile nie masz monstrualnego pecha i nie zrobią z ciebie kozła ofiarnego (vide Linetty) – możesz dowolną liczbę razy udowodnić swą nieprzydatność do reprezentacji, a i tak będziesz grał. Bo nie ma nikogo od ciebie lepszego. Bo przecież gdyby za pięć minut Probierz doszedł do wniosku, że już mu się nie chce i rzucił sakramentalne „pierdolę, nie robię!”, to bez względu na to, kto rozsyłałby czerwcowe powołania, tak czy siak poszłyby one pod w dużej mierze te same adresy.
No to teraz sobie wyobraźmy, że jednak szkolimy. I że selekcjoner – jakkolwiek by się nie zwał – ma jakiś wybór. I zupełnie serio może odsunąć od składu gości, którzy nie trzymają standardów. Myślisz, że w meczu z Litwą dalej byłoby wyjebongo?
Dalej, ja bym bardzo chciał, aby w momentach kryzysowych pierwszym punktem odwołania dla reprezentantów Polski nie było to całe mityczne gryzienie trawy, jeżdżenie na dupach i inne fantasmagorie (których zresztą od wieków w naszej kadrze nie widziano), a umiejętności czysto piłkarskie. Nie idzie? No to back to the basics. Klepnijmy jakąś prostą akcję. Proste przyjęcie. Proste podanie. Prosty strzał. Cyk-fik-pach, poszło. Pewność siebie wraca, stres ucieka, wynik się poprawia…
pees.
A ćwierćfinały LN faktycznie prześliczne.
@ Iocosus:
możemy się znaleźć w grupie z Austrią, Gruzją i Szwecją
Ja CHCĘ taki zestaw! Pies tam gził wszystkie te spadki, awanse i inne pierdoły. Dostalibyśmy sześć meczów z bardzo fajnymi rywalami. Akurat takimi, na jakich tle można się sprawdzić.
@sport_tvppl
'Nie będę pudrował. Czeka nas dużo pracy. Trzeba sobie jasno powiedzieć. Od najmniejszych elementów po schematy, po rozegranie. Trzeba sobie jednak odpowiedzieć na pewne pytania, które mieliśmy przed tym zgrupowaniem. Ok, mamy jakąś bazę, ale czas najwyższy wziąć się do roboty i poprawiać tą naszą grę."
Albo to jest autorefleksja kapitana kadry odnośnie miejsca w którym kadra to jest piłkarze i trenerzy wspólnie się znajdują, albo ... jest to zwerbalizowana forma "ośmiu sekund" milczenia Roberta Lewandowskiego?
Obojętnie, którą opcję wybierzemy, subiektywnie z powyższymi słowami w pełni się zgadzam. Moc pracy przed kadrą.