A+ A A-

Rajović w Legii

Legia sfinalizowała transfer duńskiego napastnika Milety Rajovicia. 26-letni Duńczyk podpisał kontrakt do końca sezonu 2028/29. Jako kwotę transferu media podają rekordowe trzy miliony euro. Rajović był zawodnikiem angielskiego Watfordu, a miniony sezon spędził na wypożyczeniu w Brøndby.

 

Przychodzi do nas zawodnik w dobrym piłkarsko wieku, obdarzony znakomitymi warunkami fizycznymi (196 centymetrów wzrostu), który ma w dorobku regularną grę w klubach o klasie porównywalnej do Legii. Kwota transferu wskazuje na niemałą determinację naszego pionu sportowego więc można założyć, że decyzja o transferze Rajovicia była konsultowana z trenerem Iordănescu, który zgłosił zapotrzebowanie na napastnika o takim profilu. 

Jest to jednocześnie transfer zaskakujący o tyle, że sytuacja kadrowa Legii w tym momencie wydawałaby się wskazywać na istnienie bardziej priorytetowych potrzeb na innych pozycjach niż środkowy napastnik, gdzie kilka miesięcy temu pozyskaliśmy Ilię Szkurina w ramach nietaniego przecież transferu gotówkowego. Zastanawia również dlaczego Brøndby w poprzednim sezonie nie wykorzystało w pełni potencjału Rajovicia (5 bramek w 24 meczach w duńskiej Superligaen i stopniowe obsuwanie się w klubowej hierarchii, czego puentą był brak decyzji o wykupieniu Rajovicia z Watfordu). Pewne znaki zapytania są, choć dyrektor Żewłakow na pewno nie podjąłby tak odważnej i ryzykownej decyzji, nie mając ku niej solidnych podstaw.  

Niejako przy okazji warto zauważyć, że głośny transfer może być formą odpowiedzi Legii na zarzuty kibiców, krytykujących klub za opieszałość na rynku transferowym i brak pożądanej jakości w składzie, a jednocześnie zagadką dla wszystkich ekspertów wieszczących rychłe załamanie finansów naszego klubu, przecież trzy miliony euro to finansowy rekord w kategorii transferów przychodzących do Ekstraklasy. 

Ze sportowego punktu widzenia aspekt finansowy jest jednak drugorzędny. Najbardziej istotne jest jak trener Iordănescu wykorzysta Rajovicia i w jaki sposób sprowadzenie tego zawodnika wpłynie na jakość naszej gry ofensywnej. Obyśmy mieli okazję jak najczęściej fetować trafienia duńskiego snajpera.

Dyskusja (3)
1środa, 16, lipiec 2025 14:57
iocosus
– Poza polem karnym daje niewiele. Technicznie jest przeciętny, nie wnosi dużo w rozegraniu. Jest dość wolny, więc nie można go wystawiać głęboko ani liczyć na jego grę z piłką. Jego podania są średnie, a kreatywność i przegląd pola niemal zerowe. Przegrywa za dużo pojedynków w środku pola i nie nadaje się do gry jako "ściana" w rozegraniu, bo traci piłkę, zanim koledzy zdążą go wesprzeć. Poza bramkami nie wnosi praktycznie nic więcej. Jego gra jest zbyt ograniczona pod każdym względem, co sprawia, że bywa frustrujący w oglądaniu. To może jeszcze funkcjonować w mniejszym klubie, z mniejszymi ambicjami, gdzie każdy gol jest na wagę złota. Jednak nie jest odpowiednim zawodnikiem dla drużyny, która chce lub musi dominować i kreować sytuacje – ocenia Toke Theilade, redaktor naczelny serwisu vilfortpark.dk poświęconego Bröndby.

Ale można powiedzieć, że to drugi Lewandowski, tak jak on, odbijał się od reprezentacji młodzieżowych i od dużego stołecznego klubu. – Za młodu był dobrym zawodnikiem i wyróżniał się pod względem fizycznym. Jednak nigdy nie był postrzegany jako jeden z największych talentów, a nawet nie był powoływany do młodzieżowych reprezentacji Danii. Dwukrotnie został też odrzucony przez Bröndby jako junior i musiał przebijać się przez szereg mniejszych klubów z niższych lig - ponownie Toke Theilade.

Druga opinia innego Duńczyka:– Musisz dopasować styl pod niego. W przeciwnym razie nie jest wart wydanych pieniędzy, jeżeli faktycznie będzie Legię kosztował 3 mln euro – stwierdza Kasper Pedersbaek, dziennikarz portalu 3point.dk. – Rajović może grać w duecie napastników, ale drużyna najwięcej zyska, gdy będzie głównym środkowym snajperem, którego zespół obsługuje. Tym bardziej że w polu karnym potrafi błyskawicznie wykończyć akcję, nie ogranicza się tylko do główek, bo dobrze strzela także obiema nogami. Dlatego dopasowanie stylu pod niego jest istotne, bo to nie jest zawodnik intensywnie pressujący – dodaje.

Czyli albo będziemy mieli króla strzelców w osobie Rajovica, albo ... Żewłak zanotuje wtopę na miarę sprowadzenia Besnika Hasiego. Chociaż ten transfer zaakceptowali ponoć i Iordanescu i Bobić. 
Źródło: Duńczycy zaskoczeni planem Legii. "Wygląda to na bardzo nietrafiony transfer" - Sport
2środa, 16, lipiec 2025 21:46
Senator
Nie czytając jeszcze komentarza Iocosusa czyli wczoraj po przeczytaniu sir Gawina pomyślałem , że ten fragment (
Niejako przy okazji warto zauważyć, że głośny transfer może być formą odpowiedzi Legii na zarzuty kibiców, krytykujących klub za opieszałość na rynku transferowym i brak pożądanej jakości w składzie
) może być istotą tego transferu . Pomyślałem tak ponieważ dotychczasowe osiągnięcia tego zawodnika raczej nie zachwycają . Inna sprawa że jak by zachwycały to by został w Anglii . No nic coś jednak musi potrafić jeśli kosztuje 3 miliony
3czwartek, 06, sierpień 2026 14:38
corazstarszy
Generalnie, ten wpis jest po to, aby prosić pana Zbyszka, aby, jeśli to nie kłopot, wrócił do pisania tutaj. To są zawsze mądre wpisy, z wieloma trafnymi, bardzo celnymi spostrzeżeniami. A ludzie, jak to ludzie, do dobrego się szybko przyzwyczajają, przestają doceniać, a na nowo zaczynają doceniać dopiero, gdy tego ewidentnego, dawnego elementu zaczyna brakować. We wpisach pana Zbyszka m.in. pojawiało się często określenie ‘patopismactwo’. Teraz są modne wpisy nt. Rajovicia. I wśród tych wpisów są i takie, do których określenie pana Zbyszka pasuje jak ulał.
Oto najnowszy przykład
https://kanalsportowy.pl/pilka-nozna/ekstraklasa/cwiakala-wskazal-najgorszy-transfer-w-historii-ekstraklasy-zostaje-rozwiazanie-kontraktu/
Ćwiąkała wskazał najgorszy transfer w historii Ekstraklasy. Zostaje rozwiązanie kontraktu
06.08.2026 | 08:56
Rekordowy transfer Milety Rajovicia do Legii Warszawa okazuje się kosztownym niewypałem, a rażąca nieskuteczność duńskiej dziewiątki wywołuje falę krytyki. Tomasz Ćwiąkała wprost nazywa napastnika Wojskowych bohaterem najgorszego ruchu w historii Ekstraklasy i sugeruje natychmiastowe rozwiązanie kontraktu.
Kosztowny błąd przy Łazienkowskiej
Legia Warszawa od dłuższego czasu poszukiwała skutecznego napastnika, który gwarantowałby bramki i cenne punkty. Wybór padł na Miletę Rajovicia, jednak transfer Duńczyka od początku budził mieszane uczucia. Piłkarz, za którego stołeczny klub zapłacił rekordowe trzy miliony euro, trafił do Warszawy bezpośrednio po nieudanym wypożyczeniu w Brøndby. Choć wcześniej w barwach angielskiego Watfordu zdołał zdobyć dziesięć goli w Championship, w barwach „Wojskowych” razi nieskutecznością i marnuje liczne okazje strzeleckie.
Najgorszy transfer w historii ligi?
Sytuację zawodnika w niezwykle ostrych słowach skomentował dziennikarz Tomasz Ćwiąkała. Uważa on, że stołeczny klub powinien jak najszybciej zakończyć współpracę z Duńczykiem. – Nie wiem, jakie jest rozwiązanie tej sytuacji. Oczywiście, najlepsze byłoby rozwiązanie kontraktu. Uważam, że ktokolwiek ściągnął tego piłkarza, czy był to Michał Żewłakow czy Fredi Bobić, to powinien zostać w jakiś sposób rozliczony. Nie wywalony z klubu, ale po prostu ktoś powinien w tym klubie zapamiętać – stwierdził ekspert.
Według Ćwiąkały, pożegnanie się z Rajoviciem byłoby korzystne dla budżetu oraz stabilności drużyny stołecznego klubu. – Rozwiązanie kontraktu z Rajoviciem byłoby bardzo dużym sukcesem Frediego Bobica. Raz, zwalniasz nie najniższą sumkę, dwa pozbywasz się pewnego kłopotu. Legia w tym momencie jedzie z dużym obciążeniem – wyjaśnił dziennikarz.
Komentator nie widzi szans na poprawę gry napastnika, wskazując na fatalny stosunek ceny do prezentowanej jakości. – Jeżeli Rajović przełamie się w Legii, to będzie zjawisko nadprzyrodzone. Dla mnie do tego momentu, do 3 sierpnia 2026 roku, jest to bohater najgorszego transferu w historii Ekstraklasy. Zdecydowanie jeden z najgorszych piłkarzy, jakich widziałem na polskich boiskach, biorąc pod uwagę stosunek ceny do jakości – podsumował Ćwiąkała.

Redakcja
Źródło: Tomasz Ćwiąkała | Transfery.info


Nie ma sensu chyba ciągnąć wątku o niedostatkach sportowych zawodnika. Są liczne wypowiedzi Papszuna, moim zdaniem dużego autorytetu w piłce nożnej, które wszelką dyskusję w temacie powinny ucinać. Skoro M. Papszun go wystawia, to wypada to uznać, nie krytykować i przyjąć, że facet się zna lepiej niż my, zwykli oglądacze. Dowodzi tego zeszłoroczna decyzja części kibiców, aby odwiesić dopingowanie na meczach, podjęta po tym, gdy Legia podała wiadomość o zakontraktowaniu Rajovicia a do przestrzeni publicznej przeniknęła wiadomość o kwocie transferu.
Wpis Ćwiąkały uznaję za przejaw ‘patopismactwa’ z powodu proponowanego przezeń beztrosko rozwiązania: rozwiązać kontrakt. Bo to takie wielkie korzyści: ‘Raz, zwalniasz nie najniższą sumkę, dwa pozbywasz się pewnego kłopotu.’ Taki ‘dziennikarz’ to ma fajnie - może powiedzieć A i nie powiedzieć B, i żadnej odpowiedzialności nie poniesie.
Ja może wkleję historię o tym, jak ‘proste’ jest rozwiązywanie ważnych umów z niechcianymi zawodnikami (poniżej). Tego właśnie pan Ćwiąkała nie raczył objaśnić: jak jednocześnie rozwiązać ważną umowę i ‘zwolnić nie najniższą sumkę’?
Więc, morał taki, że my tutaj długo biadolimy, a pan Zbyszek w jednym wyrazie ujmuje sedno sprawy.

https://legia.net/news/legia-stracila-120-tysiecy-euro/42854
Legia straciła 120 tysięcy euro
Mariusz Ostrowski
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Legia Warszawa przegrała bezprecedensowy w historii polskiej piłki proces przed Sportowym Sądem Arbitrażowym w Lozannie (CAS). Chodziło o bezprawne rozwiązanie kontraktu z serbskim obrońcą Mirko Poledicą. Piłkarz wygrał odszkodowanie w wysokości ponad 120 tys. euro. Żeby odzyskać pieniądze, Poledica stoczył z Legią prawdziwą wojnę. Legia uważała, że nie ma żadnych zobowiązań wobec Serba, tymczasem FIFA przyznała mu odszkodowanie w wysokości 60 procent kontraktu. Piłkarz postanowił jednak, że odzyska całą kwotę.
Awantura zaczęła się w styczniu 2006 r., kiedy Legia wystawiła Poledicę na listę transferową. Chętnych do odkupienia zawodnika nie było, więc klub próbował się go pozbyć w inny sposób. - Przez trzy miesiące nie dostawałem pensji – opowiada Poledica. - Zgodnie z przepisami FIFA skierowałem sprawę do PZPN z prośbą o rozwiązanie kontraktu z winy klubu. Moja wygrana wiązałaby się z tym, że Legia musiałaby wypłacić mi pieniądze za następny rok ważnego kontraktu. FIFA nakazała Legii uregulować wszystkie zaległości – wspomina Poledica. Piłkarz rozzłościł władze Legii i został przesunięty do rezerw. Musiał zostawać po treningach, choć inni piłkarze mogli jechać do domów. Poledica się nie buntował, bo wiedział, że klub szuka na niego haka. Z Jarosławem Ostrowskim, prawnikiem Legii ustalił, że jeżeli znajdzie nowy klub, Legia zapłaci mu 50 tysięcy euro, a z reszty pieniędzy zrezygnuję. - Ostrowski przygotował aneks. Język polski znałem słabo, ale wychwyciłem zapis, że jeżeli znajdę klub zostanie wypłacone odszkodowanie w wysokości 50 tysięcy euro. Nie sprecyzowano jednak, kto komu ma zapłacić. Mój prawnik poprawił tę umowę i dopiero wtedy wyjechałem na testy do ukraińskiego Metalurga Zaporoże. Z transferu nic nie wyszło i to rozsierdziło działaczy Legii. Wezwano mnie na posiedzenie zarządu. Ostrowski wrzeszczał, że oszukałem go przy aneksie. Zapytałem, jak obcokrajowiec może oszukać prawnika przy podpisywaniu umowy w jego ojczystym języku. Ostrowski chciał za wszelką cenę wybielić się przed szefami. Były groźby i ubliżanie. Ostrowski zapowiedział, że jeżeli nie zgodzę się na jego warunki, to pożałuję. Nie lubię szantażu, więc odpowiedziałem: W takim razie poczekam i zobaczę, co się stanie. Legia jednostronnie rozwiązała mój kontrakt – wspomina Serb. Klub znowu zaczął robić Poledicy na złość. Kiedy przyjechał na Legię zabrać swoje rzeczy z szatni, ochroniarz nie chciał go wpuścić na stadion. Rozpoczęła się brudna gra. - Ostrowski rozsyłał pisma, w których zarzucał mi, że na treningi przychodziłem pod wpływem narkotyków i alkoholu. Różnych ataków się spodziewałem, ale jeszcze nikt nigdy nie zrobił ze mnie narkomana i pijaka. Zapytałem Ostrowskiego, dlaczego mnie gnoi i traktuje jak śmiecia. Usłyszałem: „Takie jest życie, panie Poledica” – opowiada zdenerwowany zawodnik. Wpadł na pomysł skierowania sprawy do Sądu Arbitrażowego w Lozannie, gdzie Legia wcześniej przegrała spór z Moussą Ouattarą i straciła ok. 500 tys. euro. - Dużo ryzykowałem, bo w przypadku odrzucenia mojej skargi, straciłbym wszystkie pieniądze plus 10 tys. euro za koszty procesu. Wynająłem prawnika w Szwajcarii. Po tym, jak zobaczył dokumenty, uspokoił mnie słowami: Sprawa jest wygrana. Razem z Ostrowskim na rozprawę przyleciał Michał Tomczak – były przewodniczący Wydziału Dyscypliny PZPN. Sprawę prowadziła trójka sędziów. Każda ze stron wybrała jednego, trzeci był z nadania Trybunału. Legia zgłosiła Marię Zuchowicz. Po kilku tygodniach dostałem werdykt. Legia musiała zapłacić ponad 120 tysięcy euro – czyli zaległy kontrakt, koszty przelotów do Szwajcarii, wynajęcie adwokata, a nawet rachunki za kawę, którą piłem w Lozannie! Poczułem ogromną radość i satysfakcję, że sprawiedliwość była po mojej stronie - kończy Poledica.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1