A+ A A-

Kogo drażni Jan Urban?

jan urbanLegia jest mistrzem Polski, Legia w najgorszym przypadku zagra w fazie grupowej Ligi Europy, wydawac by się mogło, że trener Jan Urban powinien cieszyć się pełnym poparciem obserwatorów legijnej rzeczywistości. Nic podobnego, nasz szkoleniowiec nie jest postrzegany w sposób jednoznacznie pozytywny, a taktyka i selekcja firmowane nazwiskiem Jana Urbana budzą znaki zapytania.

Wyżej opisane zjawisko zakrawa na zagadkę, i to zagadkę trudną do wyjaśnienia. Bo tak - mieliśmy lata posuchy, do której dłoń przyłożył także i on, Jan Urban, odczuwaliśmy dokuczliwy głód wywalczenia tytułu, czuliśmy, co zrozumiałe, okrutną frustrację po sezonie 2011/12 i jego fatalnym dla nas finiszu. W takim momencie Legia wreszcie zdobyła mistrzostwo Polski, co zważywszy na wewnętrzną i zewnętrzną presję, wcale nie było proste. Depresja wiosny 2012 zmieniła się w euforię wiosny 2013. Logicznym i naturalnym w tej sytuacji byłoby pełne docenienie i szacunek dla osób (piłkarzy, trenerów), którzy dali nam ten wytęskniony sukces. Ale my - jak to my, w końcu jesteśmy legionistami - stale chcemy więcej. Wiosenna Legia nie zawsze nas zachwycała, pojawiały się głosy, że zbyt często gramy bez pomysłu, bez polotu i finezji, ciężko, siłowo. Niejako w odpowiedzi na te głosy, start nowego ligowego sezonu przyniósł nam Legię zupełnie odmienioną, demonstrującą futbol beztroski, stwarzającą po kilkanaście sytuacji w meczu. Naszym zdaniem to jednak również nie do końca pozytywne zjawisko, ponieważ skutkiem ubocznym luzu w grze Legii jest znaczna swoboda pozostawiana przeciwnikom, którzy często i łatwo zagrażają Dusanowi Kuciakowi. Takie nastawienie, po trzech wysokich wygranych, wreszcie zemściło się na nas w Chorzowie. Nie dość ofensywnie źle, za bardzo ofensywnie, też niedobrze. W międzyczasie rozegraliśmy jeszcze cztery mecze pucharowe i mimo że ta czteromeczowa kampania zakończyła się dla nas pełnym sukcesem, Legia na czele z jej trenerem była krytykowana za przynajmniej 75% z tych meczów, ba, przez niektórych za równe 100%. Aż chce się przytoczyć stare powiedzenie o psie, na którego, jeżeli chcemy go uderzyć, zawsze znajdzie się kij. Mimo wszystko, malkontenckie skłonności kibiców i dziennikarzy to wyjaśnienie ciut zbyt proste i oczywiste, by tłumaczyć nim brak bezwarunkowej akceptacji dla pracy sztabu kierowanego przez Jana Urbana. Ci, którym nie podoba się gra Legii, którzy kwestionują decyzje trenera, życzą przecież naszemu zespołowi jak najlepiej, z sukcesów się cieszą, porażkami martwią, nie atakują dla czystej, złośliwej przyjemności. Tak przynajmniej sądzę. Powiem więcej, sam uważam Jana Urbana za trenera do oceny, hm, trudnego, a jego styl prowadzenia drużyny za nie zawsze i nie do końca zrozumiały.

Najbardziej cenię trenerów o przejrzystej koncepcji prowadzenia drużyny, przewidywalnych, konsekwentnych, aż do granicy, w której konsekwencja staje się uporem. Trenerem modelowym, chyba najlepiej odpowiadającym moim wyobrażeniom, biorąc pod uwagę tych, o których mogę wypowiadać się względnie kompetentnie, jest Juergen Klopp, który od lat doskonali w Borussii ten sam sposób gry, a personalna hierarchia w jego drużynie jest zrozumiała nawet dla zupełnego laika. W przypadku Jana Urbana nie ma tak łatwo, istnieje przynajmniej kilka kwestii, których nie jestem w stanie sobie wytłumaczyć, to budzi mój wewnętrzny niepokój. Choćby sprawa gry dwoma napastnikami. Wariant z Dwaliszwilim i Saganowskim był wariantem zastępczym dla ustawienia z Danijelem Ljuboją, w wymiarze efektywności (którą, jak wiemy z konferencji po meczu z Molde, Jan Urban wielce sobie ceni), sprawdził się bardzo dobrze, nie zawodząc również w momencie, gdy Ljuboja został z wiadomych względów odsunięty od drużyny. Wydawało się, że to wariant ze wszech miar godzien kontynuacji, jednak żeby można było o takowej myśleć w dłuższej perspektywie, należało sprowadzić trzeciego napastnika o charakterystyce zbliżonej dla Lado i Sagana, umiejącego powalczyć o piłkę, wyjść z pola karnego, jego sprowadzenie powinno być wręcz priorytetem jeżeli ustawienie 4-4-2 miało być kontynuowane. Jan Urban o sprowadzenie napastnika się nie dopominał, grę z Saganowskim i Dwaliszwilim latem najpierw kontynuował, by wreszcie w najistotniejszym momencie, w meczu rewanżowym z Molde, od niej odstąpić. Jest w tym ukryty pewien poznawczy dysonans. Podobnie rzecz wygląda w przypadku Tomasz Jodłowca i Helio Pinto. Nie mogę zapomnieć meczu Deyna Cup z Partizanem Belgrad, który miał być zdaje się głównym sprawdzianem dla Legii szykującej się do sezonu. Rzecz jasna był to turniej towarzyski, jak w swoim stylu spuentował Bohdan Pękacki, "piłki nożnej na igielicie", jednak patrząc na Jodłowca na środku obrony i Helio Pinto obok Ivicy Vrdoljaka, myślałem 'dobrze jest'. Tymczasem Jodła stosunkowo szybko został przerzucony do pomocy, a Portugalczyk przepchnięty za napastnika. Pewna myśl, pewien personalny układ jeszcze nie zdążył rozwinąć się, 'zaskoczyć', a już został porzucony i zastąpiony przez inny. Z jednej strony można rzec, że Jan Urban nie pierwszy raz imponuje elastycznością, która pozwala mu błyskawicznie reagować na niedoskonałości widoczne w grze Legii, z drugiej strony można zastanowić się, czy nie za dużo w tym wszystkim 'rozpoznawania bojem', improwizacji i właściwie czemu służą w Legii przedsezonowe obozy przygotowawcze.    

Takich prywatnych przytyków i wątpliwości każdy z nas ma zapewne po przynajmniej kilka. Tylko czy takich samych wątpliwości nie mielibyśmy, gdyby wrócił do nas Maciej Skorża? Gdyby pojawił się Wiktor Hanczarenka albo Christoph Daum? Zależność między trenerem a drużyną jest pełna paradoksów. Jonathan Wilson w 'Odwróconej Piramidzie' podaje przykład wielkiego Ajaxu Amsterdam z lat siedemdziesiątych, Ajaxu zbudowanego przez Rinusa Michelsa, szkoleniowca wybitnego, który odmienił nie tylko Ajax, ale wręcz całą światową piłkę, a jednak sukcesy Ajaxu, 'złota era' tego klubu nadeszła wraz z pojawieniem się w Amsterdamie Stefana Kovacsa, którego największą zasługą było, jak utrzymuje wielu, pozwolenie zawodnikom grać tak, jak chcieli.

Jana Urbana w pełni akceptuję, mimo uwag, które do niego mam. Jako jedyny moment właściwy do rozliczenia trenera z efektów jego pracy uznaję ostatnią kolejkę sezonu ligowego 2013/14. Nie chciałbym, żebyśmy podążyli drogą Wisły, która z mistrzostwa Polski i fazy grupowej Ligi Europy przeszła płynnym ruchem do wyrzucenia Maaskanta, prób z Moskalem, Probierzem i Kulawikiem, co doprowadziło do trwającej już 1,5 roku sportowej zapaści klubu. Sytuację ma tam ratować teraz Franciszek Smuda... Ku przestrodze nam wszystkim.

Dyskusja (6)
1wtorek, 13, sierpień 2013 17:58
Zbyszek
Szereg spostrzeżeń nader trafnych. Nie tak dawno z wielu cytatów złożyłem osobowość Jana Urbana. Dla mnie jednak początkiem i puentą rozważań o naszym bohaterze pozostaną słowa Oresta Lenczyka, gdy jego Ślask wygrał wysoko z Zagłębiem z którego zwolniono Janka i obok niego siedział Hapal: "Bardzo żałuję, że obok mnie nie ma Jana Urbana - świetnego zawodnika, dobrego trenera i bardzo porządnego człowieka".

Jako trener Urban ideałem nie jest. Jego największym mankamentem, który on zapewne uznaje za zaletę, jest patrzenie na zawodnika poprzez pryzmat jego wad. Janek te wady uzmysławia i stara się je wyeliminować. Gdy był pierwszy raz w Legii robił to nader sugestywnie i natarczywie, tak, ze zawodnicy woleli udawać kontuzje niż przychodzić na treningi. Teraz jest bardziej delikatny, ale metody nie zaniechał .Upatruje bowiem rozwoju zawodnika poprzez eliminację wad. Dlatego trudno mu dogodzić jeśli idzie o dobór zawodników, a i sam jak obejrzał Lewego to go skreślił, bo nie ma dryblingu. Nie miał, nie ma i nie bedzie miał,a mimo to jest jednym z najlepszych napastników swiata. Z tego i innych zdarzeń np. w Lubinie nie wyciąga wniosków. Eliminacja wad powoduje, ze zawodnik staje się bardziej kompletny, ale czy lepszy? Na pewno do większej jakości prowadzi doskonalenie zalet.

Niestety także jego taka maniera niekonfliktowania się nie prowadzi do poprawy funkcjonowania drużyny. Czasami należy walnąć pięścią w stół. Wymagać profesjonalizmu od wszystkich. Od Prezesa też. Bo mamy wielką szansę awansu do LM, a tu nie tyle wielka improwizacja ile prowizorka.
2wtorek, 13, sierpień 2013 23:13
CTP
@Zbyszek
Ja dorzuciłbym jeszcze jeden mankament, a mianowicie stosunek do dziennikarzy na konferencjach. Pan Jan ma ten stosunek mniej więcej taki sam jak my tutaj. Wink Tylko, że my sobie możemy tutaj pitolić do woli o skretyniałym pismactwie a on jednak stoi przed kamerami. Całą jego postawę na konferencjach można krótko streścić: "to ja strzeliłem Realowi 3 bramki a nie wy", więc nie powinien się dziwić, że jak tylko zespołowi powinie się noga zaraz pojawiają się teksty o mieszaniu śmietany w kubku. Techniki zdejmowania presji z piłkarzy przy pomocy mediów pan Jan nigdy się nie nauczył i chyba już się nie nauczy. Nasze szczęście polega na tym, że mamy Leśnodorskiego, który świetnie zastępuje trenera w tej specjalności. Smile
3środa, 14, sierpień 2013 09:48
b.oh
@CTP

Byłem na dziesiątkach konferencji z różnymi trenerami i jeśli chodzi o polskich treneiros to Urban jest w czołówce jeśli chodzi o kulturę i adekwatność. Nie unika trudnych pytań, nie obraża się, nie przychodzi naburmuszony, nie drwi z dziennikarzy (a jeśli już, to w sposób sympatyzny).

Dziennikarze mu często na tych konferencjach jedzą z ręki, ja go naprawdę lubiłem słuchać.
4środa, 14, sierpień 2013 12:18
CTP
@b.oh
Witamy w naszych skromnych progach! Smile
Nie drwi z dziennikarzy??? Ja odnoszę wprost przeciwne wrażenie. Na miejscu władz klubu dałbym mu nawet do pomocy jakiegoś specjalistę od "pijaru". Takiemu Skorży pan Janek może buty wiązać - ten to umiał przekabacić słuchaczy. Smile Moim skromnym zdaniem nasz treneiro czasami za dużo głupich rzeczy opowiada. Jeśli ja o naszych rywalach w LM słyszę taki tekst: "My mamy swoje marzenia i nikt nam ich nie odbierze, ale trzeba być realistą.", to ja się nie dziwię, że piłkarze przez I połowy meczów muszą najpierw łapać motywację. Owszem, możecie panowie piłkarze trenować ale i tak i tak dostaniecie łomot - ot, cały stosunek pana Janka do legijnej rzeczywistości. Jakże inaczej przy tym brzmią słowa sympatycznego czeskiego szkoleniowca, który przed dwumeczem z Brugią stwierdził, że przeciwnik, owszem, mocny ale piłkarze Śląska mają na niego sposób i jak wypełnią wszystkie założenia, to są w stanie wygrać.
5środa, 14, sierpień 2013 13:09
Garm
A na ilu konferencjach prasowych z udziałem Urbana byłeś, że odnosisz takie właśnie wprost przeciwne wrażenie?
6środa, 14, sierpień 2013 14:27
Monrooe
Jan Urban, ho, ho, temat rzeka. Zanim jednak popełnię cokolwiek, słowo wyjaśnienia. Czegokolwiek bym nie napisał, chciałbym zaznaczyć, że niesamowicie doceniam to co Jan Urban osiągnął podczas tej drugiej przygody z Legią. Mówi się, że trener Rumak odmienił zdezelowanego Lecha, to prawda, ale nasz Janek wykonał nie mniej tytaniczną pracę. Wlać nadzieję w przegrany zespół, którego nosy spuszczone są na kwitnę, nie jest sprawą łatwą, ale zdobyć z nim wszystko co było do zdobycia, zakrawa już na heroizm. Za to należą się Janowi Urbanowi brawa na stojąco.

Z drugiej jednak strony, nie oszukujmy się Jan Urban nie jest trenerem doskonałym. Zresztą takowi nad Wisłą nie pracują i długo /być może nigdy/ pracować nie będą. Stąd też niedostatki u naszego szkoleniowca, najczęściej wynikające z braku doświadczenia. Nie dziwi więc, że od czasu do czasu dostani mu się rykoszetem, ktoś ma jakieś uwagi, inny wytyka błędy. Szczególnie, że te się pojawiają, nawet jeśli nie mają bezpośredniego wpływu na osiągane wyniki.

Prowadzenie zespołu przez Jana Urbana tez jest dość charakterystyczne. Ustawienia drużyny, wyboru poszczególnych graczy, czy choćby ich pozycji na boisku często nie rozumiemy. Kibicom, a co gorsza dziennikarzom nie przeszkadza wcale fakt, że nie widzą codziennych treningów, nie wiedzą jak prezentują się poszczególni gracze. Wystarczy potknięcie abyśmy mogli obserwować kolejny wysyp mądralińskich. A, ze ostatnimi czasy, tych wpadek nie ma za wiele trzeba „wychylać” się po remisach, albo choć przegranych połowach.

Z trzeciej strony sam mam wielki problem ze zrozumieniem niektórych ruchów naszego szkoleniowca. O braku konsekwencji napisał już Gawin, ale dochodzi do tego mnóstwo innych niuansów trenerskiej pracy. Wciąż mam problem z oceną umiejętności taktycznych trenera Legi, choć widząc ustawienie i konsekwencję w meczu z Molde zaczynam mieć wątpliwości… w stosunku do własnych wątpliwości. To właśnie był majstersztyk, Legia zagrała dokładnie to, czego nie spodziewałem się ujrzeć, czego ujrzeć nie chciałem, wątpiąc w to, że jesteśmy w stanie zagrać tak odpowiedzialny futbol, tak dopracowany taktycznie. Już sam skład przeczytany przed meczem był niemałym szokiem. Tak jakby w naszym Janku coś musiało dojrzeć, ale jak już dojrzało… otrzymaliśmy piękny kwat. Legię bardzo odpowiedzialną, spokojną, świetnie zorganizowaną, gdyby nie słaba skuteczność byłoby wręcz rewelacyjnie. A tak zamiast pochwał posypały się… gormy.

No cóż, chyba czas przywyknąć Panie Janie, jak się wspięło na świecznik to trza przyjąć go z całym dobrodziejstwem inwentarza. Któż nie pragnie skrytykować Legii, a co za tym idzie jej trenera. Przepowiedzieć jej potknięcie, albo najlepiej upadek, to jest frajda nieziemska. Jest więc o co walczyć.

ps: Janek trzymaj się!

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1