A+ A A-

Czarna-eLka pyta: Bogusław Leśnodorski

Pomysł by porozmawiać z prezesem rodził się w bólach, ale w tworze zwanym redakcją c-eL, większość projektów przychodzi na świat w efekcie niekończących się dyskusji. Mówi się, że gdzie dwóch Polaków tam trzy zadania. My nie tyle odzwierciedlamy ten stereotyp, ile go wyolbrzymiamy. W tym wypadku proces twórczy wydawał się usprawiedliwiony. Wszak Bogusław Leśnodorski to postać nad wyraz ciekawa.

Nic dziwnego, że mieliśmy milion pomysłów na ten wywiad. Samo ustalenie tematów, które chcielibyśmy poruszyć wydawało się wręcz niemożliwością. Mieliśmy świadomość, że o ile kwestii do poruszenia jest mnóstwo, o tyle sama rozmowa nie może trwać wiecznie. Pytania mnożyły się jak króliki, dyskusje na łamach czarnej-eLki przyczyniły się do powstawania kolejnych zagadnień. Na coś musieliśmy się zdecydować. Udało się, a zapewniam, że w naszym wykonaniu jest to niemałym sukcesem.  Role podzielone, tematy przypisane, jesteśmy gotowi (naprawdę wtedy tak myśleliśmy).

Misja: wywiad z prezesem. Czas akcji: piątek przed meczem z Wisłą. Miejsce akcji: Łazienkowska3.

Dobry, Zły i Brzydki, to nam przypadła część wykonawcza. Chodzimy nerwowo pod stadionem, mijani przez coraz tłumniej przybywających kibiców.  „Da nam godzinę?” – to pytanie pojawia się kilka razy. „A może jeszcze podzielić te pytania, tak aby choć trochę zahaczyć o przygotowaną tematykę” - kolejna ‘złota’ myśl. Koniec rozmyślań, telefon wyrywa nas z obmyślania kolejnych alternatyw spotkania. Wchodzimy do budynku – „służbowo, na statek do prezesa”. Odwrotu już nie ma, choć Zły w ostatniej chwili gubi się w klubowych korytarzach.

Bogusław Leśnodorski przyjmuje nas w swoim gabinecie. W rogu cichutko swoją melodię ‘nuci’ fliper, po podłodze turla się piłka do kosza, szaliki, plakaty i naklejka ULTRAS na telewizorze. Gdyby nie prezesowskie, pełne dokumentów biurko, ciężko byłoby się zorientować, że faktycznie trafiliśmy tu gdzie trzeba. Natomiast na pewno jest to pokój kibica sportu, legionisty, o czym świadczy tematyka i barwy zgromadzonych gadżetów. No i stos książek na stole: „Kici” oraz „Deyna. Geniusz futbolu, książę nocy”. Krótkie zapoznanie, następnie szybkie „know how” czarnej-eLki (a jakże) i zaczynamy…

* * *

c-eL: Panie prezesie, w jakim punkcie znajduje się dziś Legia?

Bogusław Leśnodorski: Patrząc od strony biznesowej, mam nadzieję, że jesteśmy na początku drogi. Zaczęliśmy podchodzić racjonalnie do szeroko pojętej polityki biznesowej i transferowej. Poprawiliśmy wiele aspektów, chociaż mamy jeszcze dużo do zrobienia. Mamy stabilną sytuację, oczywiście zakładając, że nie puszczą nam emocje i nie pójdziemy w stronę ryzykownej strategii opartej na życzeniowych założeniach. Gdybyśmy np. w czerwcu założyli, że w sierpniu zarobimy 10 milionów euro na Lidze Mistrzów i a conto tego dokonali pewnych kroków, to byłoby niebezpieczne.

Jesteśmy po najtrudniejszym okresie, ciężkim dla każdej organizacji przyzwyczajonej, że co roku spada jej z nieba kilkanaście milionów złotych. To już jest za nami. A co przed nami? Myślę, że najlepsze, chociaż trzeba pamiętać, że immanentną częścią tego biznesu jest wynik sportowy. Jeżeli chodzi o aspekt czysto biznesowy to sądzę, że jest to ta dziedzina, na której się znamy i w której wiemy co robimy. Na tle kraju i regionu jesteśmy w czołówce. W aspekcie sportowym mamy natomiast bardzo dużo do zrobienia, ale przynajmniej większość rzeczy robimy już dziś świadomie. Mogę śmiało powiedzieć, że jeszcze przed końcem ubiegłego sezonu wiele rzeczy robiliśmy nieświadomie.

Co zatem zmieniło się przez ten rok?

Uczymy się, nabieramy doświadczenia.

Na czym można opierać przekonanie, że przed Legią są dobre perspektywy?

Na tym, że to jest Legia. Trzeba sobie szczerze powiedzieć, że mamy lepszą sytuację niż jakikolwiek inny klub w Polsce. Jesteśmy w Warszawie, mamy stadion, historię, Deynę, mamy pana Lucjana Brychczego.

Biorąc po uwagę podział struktury klubowego przychodu na przychód z praw telewizyjnych, przychód z dnia meczowego i przychody komercyjne, gdzie jest możliwość poprawy?

Wszędzie. Najgorzej wygląda sytuacja z prawami telewizyjnymi. W Europie te prawa stanowią około 25% klubowego budżetu, nam taki pułap niestety nie grozi i to jest pewien kłopot. Dzięki prawom telewizyjnym kluby mają stabilną bazę, na której można coś budować. Nie wszystko zależy od nas, bo zdecydowaliśmy się być częścią systemu. To jest oczywiście standardem w Europie, chociaż mniej standardowa jest sytuacja, w której dzielimy się prawami mniej więcej po równo. Sami jednak nie będziemy w tej lidze grali. Naszym obowiązkiem jest pomagać innym klubom, a nie powodować, że będą jeszcze słabsze, bo długofalowo taka polityka niczego by nie zmieniła. W przypadku klubów z dolnej części tabeli prawa telewizyjne stanowią około 60% budżetu. Gdybyśmy zaczęli domagać się więcej dla nas, byłaby to kwestia może jednego dobrego zawodnika. Dla innych klubów to znacznie poważniejsza sprawa. Prowadzimy zaawansowane rozmowy na poziomie ekstraklasy na temat zwiększenia puli do podziału, ale w perspektywie najbliższych 10 lat nie będzie to będzie pozycja wyższa niż powiedzmy 15% budżetu.

A kibice jako źródło klubowego przychodu?

Nie lubię takiego określenia jak monetaryzacja kibiców. Nie powinniśmy iść w kierunku podnoszenia cen, natomiast powinniśmy zwiększać wolumen, tzn. obecność kibiców na stadionie. Jest jeszcze wiele do zrobienia, chociaż już dziś radzimy sobie nieźle, więc ta pozycja w budżecie nie zmieni się jakoś drastycznie. Zwłaszcza, że przepisy prawa nie pomagają w zapełnianiu stadionów. Zdarza się w poważnych klubach, że około 20% kibiców na meczach to są przyjezdni turyści, u nas utrudnia to ustawa. Nie pomaga też nasz klimat, godziny rozpoczęcia meczów. Godzina 20:30 w marcową sobotę to nie jest najlepsza pora np. dla dzieci, które chciałyby przyjść na mecz. No i ogólna atmosfera wokół piłki nożnej w Polsce też nie pomaga. Gdybyśmy nie zajmowali 72. miejsca na świecie albo zagrali w Lidze Mistrzów, byłoby inaczej. Wiecie, że w Legii nie było żadnego efektu mistrzostwa? To jest ciekawe, zakładaliśmy, że będzie jakiś efekt, tymczasem nic z tych rzeczy.

Skoro od telewizji nie da się wyciągnąć wiele więcej, z kibicami też jest ciężko, to gdzie upatrywać tych finansowych perspektyw?

W zwiększeniu obecności kibiców na stadionie i w sponsorach. Ale mówimy tu wzroście rzędu 10-15% rocznie...

…czyli sufit wcale nie jest tak wysoko nad naszymi głowami?

No nie jest. Ale to przecież nie jest tak, że grają pieniądze. Są kluby z budżetem 25-30 milionów euro i dobrze sobie radzą. Nie czujemy się gorsi czy pokrzywdzeni pod tym względem. Uważamy, że powinniśmy sobie poradzić, że poziom sportowy Legii powinien być coraz wyższy.

A co w takim razie ze sprzedażą piłkarzy, jak ważna jest to kwestia dla klubowych finansów?

Będziemy starali się kontynuować politykę, której staram się trzymać, od kiedy pojawiłem się w klubie. To znaczy sprzedawać piłkarzy, którzy mają rynkową wartość, ale niekoniecznie stanowią o sile zespołu. Sprzedawać musimy, choćby z tego powodu, że mamy w klubie dużo młodych chłopaków, którzy będą chcieli grać.

Sprzedaż piłkarzy nie jest zatem niezbędna do tego, żeby Legia unikała problemów finansowych?

Nie, nie musimy robić nic takiego z dnia na dzień. Generalnie za pieniądze ze sprzedaży kupujemy nowych zawodników. Nawet kiedy wydaje się, że bierzemy zawodnika za darmo, płacimy przecież agentom, piłkarze sporo zarabiają, skacze nam budżet płacowy. Odszedł Suler, ale finansowo to on odejdzie dopiero w grudniu, uwolnienie się od Kneżevicia czy Antolovicia też trwa. Restrukturyzacja zatrudnienia sporo nas kosztowała, podobnie jak i zmiana sztabu, przecież utrzymujemy teraz w zasadzie dwa sztaby, tak będzie jeszcze do czerwca. Punkt zero nastąpi dopiero w styczniu przyszłego roku.

Zrównoważony budżet to rok 2015?

Mamy zrównoważony budżet już dziś, ale jeszcze obciążony przeszłością...

...brakuje rezerw?

Jesteśmy na styku, ale takie też były założenia, że będziemy wydawali to co zarabiamy, żeby maksymalnie iść do przodu. Nie zakładamy, że coś zaoszczędzimy.

A co stanie się, gdyby coś się rozsypało w założeniach? Na przykład UEFA wykluczyła nas na sezon z pucharów?

Byłoby źle. Ten sezon jest dobrym przykładem. Mieliśmy spore przychody z tytułu gry w grupie LE, ale saldo było nieduże przez kary i przez historie z zamykaniem stadionu. Ale nie - taki sezon nas finansowo nie zabije. Natomiast gdybyśmy tak ze trzy lata z rzędu nie awansowali do fazy grupowej europejskich pucharów, choćby LE, byłby kłopot. Takiej sytuacji też nie zakładamy, ale wtedy pewnie po drugim roku należałoby szukać kroków idących w stronę dołożenia jakiejś kwoty pieniędzy, żeby utrzymać wzrost poziomu sportowego.

Czyli nie wchodzi w grę wariant wycofania się na bezpieczniejsze pozycje?

Nie, to zresztą nie jest zgodne z moją naturą.

Jesienią 2012 roku Piotr Zygo ubolewał, że kluby nie mogą korzystać z produktów bankowych, że nie mogą brać kredytów. Czy to byłoby dobre źródło finansowania?

Tak, funkcjonowanie na tym rynku byłoby wygodne, choćby z tego względu, że są w klubach pewne problemy polegające na przykład na tym, że w niektórych miesiącach mają one dużo pieniędzy, w innych z różnych względów mniej. Ale jeśli mam być szczery to wydaje mi się, że brak możliwości korzystania z kredytów jest dobry dla polskich klubów. Gdyby mogły zadłużać się jeszcze w bankach to... A tu trzeba najpierw zejść na ziemię i zacząć prowadzić racjonalną politykę.

Pytamy o tę kwestię, bo interesuje nas reakcja na ewentualne kłopoty.

Można rozważyć finansowanie rozwoju przy pomocy kredytu, ale finansowanie kłopotów byłoby nierozsądne. Powtarzam, najpierw trzeba uzdrowić sposób wydawania pieniędzy. Jeżeli sytuacja jest stabilna, chcesz się rozwinąć i ryzykujesz trochę, biorąc kredyt, to jeszcze jest to do zaakceptowania, ale jeżeli masz kłopoty i zaczynasz od pożyczania pieniędzy, nie.

Twierdzi pan, że w jakiejś czasowej perspektywie trzeba mimo wszystko piłkarzy sprzedawać. Czy nie obawia się pan, że ten system może się jakimś momencie załamać, to znaczy nie będzie piłkarzy, których ktoś chciałby kupić, albo nie będzie ich gdzie pokazać?

Naprawdę nie wiem co miałbym w tym momencie odpowiedzieć. Od tego przecież jesteśmy, żeby do takiej sytuacji nie dopuścić. Są piłkarze odchodzący za bardzo dobre pieniądze z klubów, które znajdują daleko za nami. Wydaje mi się, że Legia nawet grając tylko na naszym podwórku, zawsze będzie miejscem, gdzie dobrzy zawodnicy będą mogli się pokazać. Jeżeli dopuścimy do takiej sytuacji, że takich zawodników tutaj nie będzie, będzie to świadczyć o tym, że się nie nadajemy do tego, co robimy. Chcemy, żeby drużyna była mieszanką młodości i doświadczenia, ale żeby było w niej coraz więcej młodości.

Jaka jest pańska ocena ekstraklasy?

Ekstraklasa jest coraz silniejsza. Paradoksalnie ligi białoruska, gdzie gra BATE, czeska z Viktorią Pilzno, nawet rumuńska ze Steauą Bukareszt to są ligi słabsze od polskiej. Niestety w Polsce postawiono na grę siłową, tutaj musisz przede wszystkim walczyć na maksa. Następnie wychodzisz w pucharach na drużyny, które chcą grać z tobą w piłkę. Na dobrą sprawę trzeba byłoby mieć dwie drużyny, jedną na ligę, drugą na puchary. Ale chcemy to zmienić, mieć drużynę dobrze przygotowaną fizycznie i grającą w piłkę. Wtedy być może cała polska liga stałaby się beneficjentem i byłyby 2-3 drużyny zdolne grać w grupie LE.

Ale i tak największy problem polega na tym, że tylko Legia ma 22 zawodników do gry. Inne drużyny mają kłopoty, bo dysponują np. tylko 12 zawodnikami na odpowiednim poziome. Żeby wszyscy byli zdrowi i w dobrej formie w danym momencie, trzeba mieć tyle szczęścia co Lech, kiedy wygrywał z Manchesterem City. Jesteśmy jedyną polską drużyną zdolną do gry na dwóch frontach, zdarza się, że dla pozostałych problemem jest odejście jednego zawodnika, jak było ze Śląskiem po odejściu Soboty. My zresztą na jesieni mieliśmy przecież mnóstwo meczów, to była masakra. Ale co cię nie zabije, to cię wzmocni. Teraz już będziemy mądrzejsi.

Silna liga jest potrzebna Legii i innym klubom. Nie da się być rodzynkiem w słabej lidze.

Tak, nie ma drogi na skróty. Chociaż są wyjątki, np. Red Bull Salzburg zrobił niezły zespół w lidze słabszej od naszej. Ale w Polsce gra się coraz lepiej. Wystarczy spojrzeć na Legię – nie tracimy bramek, utrzymujemy się przy piłce, wychodzimy od pola karnego. Nasz mecz z Zawiszą Bydgoszcz w grupie mistrzowskiej to była, zachowując proporcje, kopia meczu Atletico z Chelsea. Jest drużyna dobrze broniąca się, czekając na kontrę, ale w pewnym momencie siada im koncentracja czy motoryka, bo nikt nie jest w stanie nie zrobić błędu przez 90 minut, no i musisz umieć to wykorzystać.

Gramy piłkę, która nie robi wrażenia na kibicach, ale jest skuteczna.

Zobaczcie ile interwencji ma Dusan Kuciak w tej rundzie. On interweniuje średnio 1,5 raza na mecz. To już nie ten czasy, kiedy bywał w Legii graczem meczu. W najczarniejszym scenariuszu będziemy mieli ostatni mecz z Lechem o mistrzostwo.

Ale wolelibyśmy chyba uniknąć takiego meczu o mistrzostwo?

Tak, wszyscy chcieliby tego uniknąć. Poziom stresu jest ogromny.

Między innymi właśnie przez stres mamy kłopoty w europejskich pucharach?

To prawda. Natomiast sądzę, że dzisiejsza drużyna ograłaby Steauę.

Jakich zatem błędów musimy uniknąć w kolejnych sezonach gry w europejskich pucharach?

Gdybym ja wszystko wiedział... Uczymy się, rozmawiamy, analizujemy, mimo że wiele rzeczy nadal robimy po omacku.

...ale Legia i tak wyznacza pewien standard w Polsce?

Tak, i uważamy że tak powinno być. Jeżeli czynimy postęp i liderujemy w różnych kwestiach to znaczy, że kierunek jest dobry.

Czy jest na horyzoncie ktoś, kto może do nas doskoczyć?

Lech bardzo dobrze sobie radzi. Projekt z Rumakiem to jest najlepszy projekt, jaki oni robią. Postawili na ambitnego faceta, który chce się uczyć, szkolą go, dużo inwestują w niego i sztab. Gdybyśmy my przegrywali trzy lata z rzędu, odpadali z Żalgirisem, tracili pięć bramek z Pogonią, zostalibyśmy zaorani.

…a poza Lechem?

Nie, to jest raczej niemożliwe.

Ekstraklasa to w tej chwili reforma, co Pan sądzi o tym projekcie?

Reforma jest dobra, poza tym, że jesteśmy jedynym klubem płacącym za nią cenę. Ale może w odwrotnej sytuacji cieszylibyśmy się z tego podziału punktów. Inna sprawa, że w Europie jest tak, że pomaga się drużynom grającym w pucharach. My tymczasem mieliśmy 2-3 takie przypadki, że poważni ludzie z C+ czy Ekstraklasy mówili, że nie przełożą nam meczu, bo spotkają się z zarzutami, że pomagają Legii. To jest chore, tę mentalność trzeba zmienić.

Z tym wiąże się kwestia klimatu medialnego wokół piłki i Legii. Prasa regionalna, np. wielkopolska jest znacznie przychylniejsza Lechowi niż warszawska Legii. A kiedy w sierpniu Legia grała o awans do LM ze Steauą, o 19:00 w TVN oglądaliśmy materiał o zajściu z udziałem kibiców Ruchu Chorzów na plaży w Gdyni.

W TVN zaczęliśmy pojawiać się dopiero od odejścia ITI. I współpraca układa nam się dobrze na komercyjnych zasadach.

Najciemniej pod latarnią. Ale wróćmy jeszcze na chwilę do reformy.

Na razie suche raporty nakazują sądzić, że reforma się opłaca. Jest większe zainteresowanie sponsorów i kibiców, większa oglądalność, obiektywne wskaźniki pokazują, że jest to sukces. Oczywiście ideałem byłoby mieć ligę z 20 drużyn, wśród nich sześć mocnych, ale dopóki tak nie będzie, będą próby znalezienia innego rozwiązania.

…na dziś reformę trzeba kontynuować?

Chyba nie ma innej opcji. Oczywiście gdyby się okazało, że nie wygramy, to...

Zaskakująco wygląda ocena reformy ze strony zawodników, wielu z nich narzeka na tę reformę. Czy to nie dziwne, to przecież ich zawód?

Tak, ale zwróćcie uwagę na jeszcze jeden czynnik, na poziom stresu. W Hiszpanii, taki Real zaczyna remisować i przegrywać na finiszu. To nie jest przecież tak, że oni nagle zapomnieli jak się gra. Albo Liverpool tracący trzy bramki z Crystal Palace. Czynnik mentalno-psychologiczny ma znaczenie. Widzę to i po naszych zawodnikach. Mieli 10 punktów przewagi w tabeli, teraz mają 5 punktów, nieważne z jakiego powodu. I to jest obciążające. Oni po podziale wyglądali tak, jakby stracili 5 punktów, grając.

Przejdźmy do sprawy akademii. Skąd wziąć fundusze na jej rozwój?

Cudów nie ma, nikt nam nie pomoże. No, może trochę miasto. Prędzej czy później ośrodek musi powstać, ale na dziś podstawowe pytanie brzmi, czy powinniśmy już teraz się na to rzucić, czy jesteśmy na to gotowi? Czy chodzi o to, żeby jak najszybciej postawić mury, czy jednak największą wartością są ludzie? Trzeba budować organizację, przygotować trenerów, wychowawców, psychologów. Wszystkiego nie zrobimy naraz.

Kiedy można spodziewać się konkretnych decyzji?

W kwestii akademii na pewno będziemy się poprawiać. Chcemy małymi krokami posuwać się do przodu. Na razie bardzo profesjonalnie zorganizowaliśmy drugą drużynę, w tym nie odbiegamy już od standardów europejskich. Natomiast są i pewne problemy praktyczne, np. PSG zatrudnia 500 osób, Legia 70. Wybudowanie akademii wymagałoby zaangażowania kilkunastu osób z klubu. W momencie gdy zaangażują się w ten projekt, stracą na tym inne obszary, to może cofnąć organizację klubu. Chcemy podejść do tego racjonalnie, przemyśleć to wszystko…

…czyli będą to raczej małe kroki aniżeli wielkie susy?

Nie, nie, znając mnie i Darka Mioduskiego, spodziewam się, że możemy próbować skoczyć na główkę do pustego basenu. W każdym razie trzeba będzie wkrótce podjąć ważne decyzje. To tygodnie.

…pozostaje nam trzymać kciuki za ten skok. Nieco z innej beczki, jaki jest pana największy powód do dumy w Legii?

Zawsze mam niedosyt. Na przykład po mistrzostwie Polski byłem w Londynie na finale Ligi Mistrzów, była krótka chwila zapomnienia, ale naprawdę krótka, bo zaraz myślałem o tym, co będzie dalej. W ogóle to chyba pasuje do specyfiki pracy w Legii. Tu nie ma końca, nie ma mety. Nawet jeżeli awansujemy do Ligi Mistrzów, zaraz pojawią się oczekiwania, żebyśmy wygrali tam dajmy na to z Schalke.

Wewnętrznie chciałbym bardzo, żeby udało nam się nie oderwać od społecznego aspektu całego tego projektu, młodych ludzi, innych sekcji, żeby ci wszyscy, którzy tu przychodzą, nie mieli poczucia zawodu, żeby byli dumni, że są częścią Legii. Porażki są nieuniknione, przy czym my dalej się uczymy. Nawet jeżeli popełniamy głupstwa to głównie z nieświadomości. Nie było takiego momentu, że pomyśleliśmy, że pobłądziliśmy, że się do tego nie nadajemy.

A kiedy była największa wątpliwość?

To chociażby ta Jagiellonia. Wtedy zabrakło nam doświadczenia. Mi się po prostu nie mieściło w głowie, że może dojść do takiej sytuacji. Wiedziałem, że może być pewien kłopot i wszystkim wcześniej o tym mówiłem, na czele z policją, ale nie przyszło mi nigdy do głowy, że może dojść do czegoś podobnego.

Kwestie kibicowskie są tak trudne?

Bardzo. W środowisku jest wiele osób, do których szalenie ciężko dotrzeć, które trudno przekonać do swoich racji. Ci ludzie inaczej funkcjonują jako jednostki, a inaczej w grupie. Właśnie mentalność grupy jest strasznie trudna.

My, jako przedstawiciele tak zwanych pikników...

…nie no, sorry że przerywam, ale nie ma takiej grupy. Piknik to kibic nie mniej zaangażowany niż ten z żylety. Jaką trzeba mieć determinację, żeby chodzić na mecze kiedy jest zimno, płacić pieniądze, patrzeć na to wszystko. Pojęcie piknika to fikcja.

Skoro ultras zaakceptował że jest 'kibolem', to i zwykły kibic zaakceptuje, że jest piknikiem.

Wiecie, że ludzi, którzy chodzą na żyletę jest 40 tysięcy? To dużo większa fluktuacja niż na jakiejkolwiek innej trybunie.

Kibicom z tej trybuny zależy na powiększaniu trybuny ultras?

Rozsądnie patrzący kibice na pewno nie widzą alternatywy. To właśnie z inicjatywy ultras powiększyliśmy żyletę. To oni chcą powiększenia sektora rodzinnego, który od przyszłego sezonu będzie prawdopodobnie znacznie większy niż obecnie.

Piknika od tych osób, o których pan mówi, różni to, że nie zrobi nic przeciw klubowi, nie będzie wydawał dźwięków dżungli na meczu itp.

Nie mówimy o elemencie, bo element jest w każdej części społeczeństwa, zatem i na trybunie. To jest kłopot. Ale przenosząc to o czym pan mówi na przykład na sytuację z Jagiellonii, wielu kibiców jest przekonanych, że przysłużyło się dobrze klubowi. Bo gdyby dopuścili do tego, że grupa przyjezdnych kibiców wdarłaby się na nasz sektor bez reakcji i konsekwencji, moglibyśmy mieć taką sytuację co mecz.

W postępowaniu z tym środowiskiem zawodzą oficjalne metody oddziaływania. Co do dźwięków dżungli, mają się już nie powtórzyć. To był wstyd. Ale co jest większym wstydem, coś takiego zaczyna się gdzieś w bocznym sektorze żylety, a za chwilę podchwytuje to kilkaset osób z trybuny wschodniej.

Tworzy pan nowy zespół pod adresem Ł3. Czym kieruje się pan w dobrze pracowników?

Nie ma takiego modelu. Po pierwsze nie jestem zawieszony w próżni. To nie jest tak, że ja cokolwiek robię sam, tu jest wiele osób, które budują swoje zespoły składające się na nasz wspólny. Generalnie uważam, że jeżeli ktoś chce i ma możliwości, to jest w stanie się wszystkiego nauczyć. Nie wierzę w zatrudnianie na podstawie CV.

A pożądane cechy pańskich współpracowników?

Trzeba chcieć się uczyć i ciężko pracować. Przede wszystkim motywacja, tu nie ma drogi na skróty. Mam nadzieję, że pozostaniemy biznesem postrzeganym jako biznes pod względem organizacyjnym raczej rodzinny niż korporacyjny. Każdy kto tu trafia, musi umieć się komunikować, to jest bardzo ważne. Jeszcze parę lat temu było duże ciśnienie na robienie kariery wśród młodych ludzi, teraz sądzę że ważniejsze jest, żeby robić coś, w czym człowiek dobrze się czuje. Przerost ambicji bywa czasem bardzo szkodliwy. W biznesie nieraz najłatwiej kogoś się pozbyć niewygodnego, dając mu awans. Ważne, żeby robić rzeczy, z którymi człowiek czuje się komfortowo, a nie starać się na siłę piąć w hierarchii.

Są w biznesie stanowiska tak zależne, że aż bezwładne. Rozumiem, że w idei biznesu rodzinnego chodzi między innymi o eliminację takich stanowisk?

Tak. Chodzi również o empatię, zrozumienie otoczenia i wzajemną pomoc.    

W kwestii granicy między obowiązkami zawodowymi a kibicowskim temperamentem, musi paść pytanie o osobę Wojciecha Hadaja…

…to jest gość, który jest bardzo zaangażowany. Jest również charakterystyczny w pewnym kanonie czy konwencji. Szanuję go za to. Na początku pracy w Legii róże osoby próbowały zmusić mnie do tego, żebym go zmienił, ale jak ja mogę zmienić Wojtka Hadaja? On sam chyba dojrzał do tego, żeby zacząć się rozglądać za kimś innym. Nigdy nie będzie w spikerce gościa, który zadowoli wszystkich, choćby nie wiem jak bardzo profesjonalny był. Wojtek Hadaj to charakterystyczny, inteligentny człowiek, darzę go sympatią, choć czasem przysparza mi kłopotów. Kiedy powie coś w stylu „Nigdy nie będziecie mistrzem', w pierwszym momencie jest oczywiście zdenerwowanie, potem emocje opadają, a za jakiś czas okazuje się, że stwierdzenie staje się klasyką. Pewnie nie będzie prowadził meczów pucharowych w przyszłym sezonie, bo to wychodzi nas trochę za drogo. Ale nie mamy tu wielkiego ciśnienia, nie postrzegam Wojtka jako nasz kluczowy kłopot. Prywatnie bardzo go lubię, a plusy związane z tym, ze jest osoba bardzo charakterystyczną i ekspresyjną, są jednak większe niż minusy. To jest Legia, a nie dworzec.

Na pułapie współwłaścicielskim powstaje medialne wrażenie duetu łączącego ogień i wodę.

Oj, ten Darek to taką wodą wcale nie jest. Na pewno jest osobą bardziej stonowaną niż ja, ale to nie jest tak, że jesteśmy na dwóch biegunach. Zdecydowanie więcej mamy cech wspólnych. Proszę zresztą spojrzeć na to od tej strony – Darek jest zaangażowany w życie Legii od dziesięciu lat, w trakcie których dochodziło do zdarzeń, przy których te ostatnie, to tylko incydenty. A mimo to angażuje się coraz bardziej. To bardzo świadomy człowiek.

Osoba Dariusza Mioduskiego na pewno przyczynia się do budowy wizerunku klubu i nakazuje zastanowić się, czym się panowie kierujecie w swoim zaangażowaniu w Legię.

Jest między nami wiele zbieżności. Na przykład aspekt społeczny funkcjonowania Legii - to jest dla nas bardzo ważne, mimo że jako społeczeństwo chyba jeszcze nie dorośliśmy do tego. A przecież Legia to tak duże dobro społeczne, że nie powinno być tak, że jest dwóch gości, którzy decydują o wszystkim. Dziś nie jesteśmy jeszcze do tego dojrzali, ale wydaje nam się, że docelowy model socios byłby bardzo pożądany. Bardzo duże jest do zrobienia społecznie i waga tego jest duża, to może mieć większe znaczenie niż pieniądze.

Czy w klubie pojawiły się myśli, żeby założyć organizację, która mogłaby stać się zaczynem przyszłych socios?

Być może będą podejmowane w przyszłym sezonie pierwsze próby, mające na celu sparametryzowanie, ile osób byłoby mentalnie gotowych do wyjścia z modelu, w którym kibic tylko płaci za bilet i przychodzi na mecz.

Eksperyment ze sprzedażą biletów na mecz z Apollonem nie był szczególnie udany.

Jest wiele rzeczy, które zaskakują nas wynikami. Na przykład na ten moment (rozmawiamy przed meczem z Wisłą – przyp. c-L) dwa tysiące osób nie przedłużyło karnetów z rundy zasadniczej, co było dla nas niezrozumiałe, a prawie trzy tysiące kupiło nowy, co było równie niezrozumiałe. Są dziesiątki tysięcy posiadaczy kart kibica, których nigdy nie było na meczu. Siedem tysięcy osób przedłużyło karnety, spośród nich większość przyszła do kas. W kasie, z tego co mi wiadomo, proponuje się zwrot pieniędzy za mecze, ale bardzo mało osób zdecydowało się skorzystać z takiej formy zniżki.

Staramy się obserwować to co kieruje kibicami. Z fajnych rzeczy odnoszę wrażenie, że coraz więcej osób uważa, że robimy tu dobrą robotę i że powierzanie nam ich pieniędzy w postaci zakupu koszulek, karnetów, biletów, nie jest stratą.

Jak pan sobie radzi z taką otaczającą presją? Choćby c-L jest dobrym przykładem, amatorzy, którzy wywlekają na zewnątrz swoje emocje związane z Legią, oceniają, krytykują, wpraszają się na wywiad?

Staram się trochę od tego wszystkiego odłączać. Między innymi dlatego, że do mediów i internetu należałoby podchodzić rzetelnie, zająć przynajmniej wewnętrznie jakieś stanowisko w każdej sprawie. Tymczasem tego jest tyle, że... chyba można by oszaleć. Ale jestem uzależniony od adrenaliny, więc nie przeszkadza mi, że tyle się dzieje.

Kusi pana ingerowanie w kwestie sportowe drużyny?

Nie. Uważam że mogę wejść do szatni, jesteśmy w stałym kontakcie, natomiast zaimplementowaliśmy model demokracji. Jest około 10 osób, które mają wpływ na to co się dzieje i staramy się ze sobą dyskutować. Każdy ma swoją działkę, ale decyzje są podejmowane po konsultacji z grupą osób.

Zatem nieco prowokacyjnie – komu należy się nagana za sprowadzenie Helio Pinto, a komu pochwała za transfery Dudy czy Guilherme?

Helio Pinto tak naprawdę został sprowadzony przez Janka Urbana. Ale oczywiście nie oznacza to, że jemu należy się jakaś nagana - przecież zgodziliśmy się na to.

Transfery są niekiedy kwestią kompromisu, trener nie powinien być do niczego zmuszany. Dobry przykład, chcieliśmy przedłużyć kontrakt z Ivicą. Janek nie był zwolennikiem tego pomysłu, ale przystał na to z zastrzeżeniem, że przedłużony zostanie również kontrakt z Inakim Astizem. Historia pokazała, że w pewnym sensie wszyscy mieliśmy trochę racji. Gdyby trener uważał, że Ivica nie przyda się Legii, to by się nie zgodził, gdybyśmy my nie ufali Inakiemu, ten też by tutaj nie został. Co do Helio Pinto to Janek Urban poniekąd słusznie mówił, że trzeba wziąć zawodnika doświadczonego, który umie grać w piłkę. Nie mieliśmy w zespole lidera. Później mile nas zaskoczyło, że takim liderem stał się Miro Radović, który jeszcze za czasów Danijela Ljuboi był dobrym zawodnikiem, ale nie liderem w szatni. Teraz to wszystko się zmieniło samo z siebie, może dorósł, może wzrosło w nim poczucie odpowiedzialności.

Ale wracając do Helio, Janek chciał mieć w środku gościa, który potrafi grać w piłkę. I to całą historia. Janek widział Helio kilka razy, miał duże zaufanie do swojej oceny tego zawodnika. To jest zresztą różnica między trenerami polskimi a zagranicznymi. Zagraniczny trener jest przyzwyczajony, że podejmując decyzję, może polegać na opinii innych, trener polski – niekoniecznie. Z tym że Helio Pinto naprawdę umie grać w piłkę. Gdyby był otoczony sześcioma czy siedmioma zawodnikami takimi jak on, to pewnie by sobie klepali, ale w polskiej lidze to niemożliwe. Moim zdaniem Helio spełnia oczekiwania, warto zresztą zwrócić uwagę, że ma on najlepszy sezon w swojej karierze, że jesienią był najbardziej efektywnym zawodnikiem, biorąc pod uwagę bramki i asysty w stosunku do ilości rozegranych minut. Brał udział w akcji bramkowej co 57 minut.

Statystyki, tak, tu można się zgodzić, ale wrażenie jest jednak troszeczkę inne - że zawodzi.

Czy zawodzi? Może to my jesteśmy dla niego trochę za słabi. Z drugiej strony, gdyby Helio Pinto miał motorykę Tomasza Jodłowca to wtedy...

… nie byłoby go tutaj.

Dokładnie. W hiszpańskim modelu gry bardzo ważnym elementem jest jakość i sprowadzenie Helio miało być krokiem w kierunku podniesienia tej jakości. Janek bardzo chciał tego zawodnika.

Czy w komitecie transferowym trener Berg ma decydujący głos?

Na razie nie było takiej sytuacji, żeby ktokolwiek musiał coś na siłę forsować. Jest konsensus, wiadomo jakie są oczekiwania trenera, my staramy się znaleźć zawodników, którzy te oczekiwania by spełniali. Przy czym trzeba założyć, ze przynajmniej jeden na pięciu nowych zawodników to będzie zły strzał.

Legia to nie enklawa... dla zapatrzonych w siebie gwiazdorów. Nie ma pan obaw, że zarzuci się panu, że zamienił stryjek serbską gwiazdę na portugalską gwiazdeczkę?

Orlando Sa na razie nie gra i to jest kłopot. On nie jest przyzwyczajony do takiego treningu jak tutaj, do tego że musi się wracać po stracie piłki. Natomiast piłkarsko na pewno się wyróżnia, nie ma w Polsce takich napastników.

Co kierowało sztabem przy sprowadzeniu Sa do Legii?

Widzieliśmy jak gra i że jest bardzo dobrym piłkarzem.

No tak, ale w pewnym momencie do mediów poszedł przekaz, że piłkarzy będziemy sprawdzać wszechstronnie.

Sprawdzaliśmy. Oglądaliśmy go wiele razy przez pół roku, jeździliśmy do niego, rozmawialiśmy z nim, miał bardzo dobrą opinię.

I nie było obaw, że to może być mina?

Zawsze może być mina. Wiadomo, że gdyby był aż tak dobry, to dzisiaj kosztowałby z 10 milionów euro. Musiał mieć jakiś feler i tym felerem okazało się, że to nie jest zawodnik przyzwyczajony do rywalizacji. Na niego trzeba stawiać, budować w nim poczucie pewności siebie. Ale będziemy nad nim pracować. On ma możliwości, umie grać w piłkę. Ma też najniższą tkankę tłuszczową w drużynie, najlepsze testy, zatem nawet fizycznie ten piłkarz jest na bardzo wysokim pułapie. A wiadomo przecież, że czynniki fizyczne w pewien sposób wskazują np. czy zawodnik prowadzi się sportowo.

To dla nas bardzo ważne, takie przypadki jak Dawida Janczyka, któremu bardzo chcieliśmy pomóc, pokazują, że jako klub mamy wiele do zrobienia w kwestii przygotowania zawodników do zawodu piłkarza. Także pod względem radzenia sobie z presją, z pieniędzmi, z zarobkami kilkadziesiąt razy większymi niż rodzicielskie. To nie jest proste. Ale mamy i bardzo pozytywne przykłady, jak Michał Efir czy Michał Żyro.

Jak wygląda komunikacja Henninga Berga z drużyną?

Wszyscy się uczą. Dobrze, że trener Berg jest anglojęzyczny, mogło być gorzej. Zresztą angielski powinien być standardem. Jeżeli prowadzimy dyskusję o tym czy język angielski może być problemem w szatni europejskiej drużyny, to pokazuje jak daleko jesteśmy za poważną piłką. Znajomość język angielskiego jest standardem w profesjonalnym sporcie.

Trener Berg to szalenie ciekawa postać, ale chyba wciąż trudna do oceny?

Wydaje mi się, ze jesteśmy beneficjentem sytuacji, w której on tu jest. Co jest ważne, z czego nie wszyscy zdają sobie sprawę, trener to tak naprawdę również jego sztab. My w Polsce trochę demonizujemy osobę pierwszego trenera. W poważnym klubie pierwszy trener jest oczywiście ważny, ale sztab jest znacznie ważniejszy.

Mógłby u nas przyjąć się model angielski?

W Polsce się nie sprawdzi. Nie pozwoli na to choćby mentalność prezesów.

Na oceny za wcześnie, ale ciekawi nas czy spełniają się założenia towarzyszące zatrudnieniu trenera Berga?

Tak, w stu procentach. Są kłopoty komunikacyjne, wszystko jest nowe, ale jako klub na pewno na korzystamy na jego obecności i nie chodzi tylko o wynik.

Sztab Berga jest zamknięty, czy planowane są jeszcze jakieś „transfery” do ekipy norweskiego szkoleniowca?

Nie jest zamknięty, to jest dynamiczna struktura.

W kwestii spójności szatni, stawiamy bardziej na angielski czy na polski?

Powinno być chyba i tak i tak. W szatni są dorośli ludzie, wydaje mi się, że szacunek tego wymaga, w każdym razie dla mnie jest to istotny czynnik, żeby uczyć się polskiego. Ale angielski to jest język międzynarodowy.

Może zatem wprowadzić lekcje angielskiego w klubie?

Bardzo staramy się naciskać na ten element, ale nie możemy przecież nikogo fizycznie zmusić. Natomiast młodzi sami się uczą, Jacek Magiera bardzo zwraca na to uwagę. Zresztą wysoki poziom świadomości Jacka Magiery to jedna z przyczyn, dla których chcieliśmy żeby został trenerem drugiej drużyny, chociaż oczywiście chodziło też o to, żeby nabrał doświadczenia. Wierzymy w to, że będzie kiedyś pierwszym trenerem Legii.

Jacek Magiera ma ku temu wystarczające predyspozycje osobowościowe?

To się okaże. Ciężko to oceniać dopóki człowiek jest tylko asystentem czy drugim trenerem. Na pewno przez ten sezon i jeszcze następny Magiera będzie trenerem drugiej drużyny, gdzie utworzył sztab sensownych ludzi.

Jak ważny jest awans dla rezerw?

Bardzo ważny.

To jakiś test dla trenera Magiery?

Nie. Mecz trzeciej ligi to specyficzna sytuacja, nasi zawodnicy mają tam bardzo ciężko. Polecam odwiedzić te stadiony i zobaczyć na własne oczy jak to wygląda. Dla tej drużyny gra w trzeciej lidze to jest gehenna…

…w drugiej będzie różnica?

Duża. To jest centralna liga, tam będzie dużo drugich drużyn i innych zespołów już poważnie traktujących taki projekt. W trzeciej lidze często mamy do czynienia z czymś co jest tylko lokalną atrakcją.

Jacek Magiera nie ma oporów przed zasilaniem drugiej drużyny zawodnikami z pierwszego składu?

Oczywiście, że ma. W grę wchodzą zrozumiałe względy ambicjonalne, ale wszyscy jesteśmy częścią jednego klubu. Druga drużyna jest po to, żeby pierwsza grała lepiej. W obszarze rezerw zrobiliśmy i tak więcej niż zwykle robi się w Polsce. Nasza druga drużyna jest w tym momencie w pełni kompatybilna z pierwszą. Na świecie to jest standard. W Polsce czasem jest tak, że druga drużyna jest miejscem spełniania ambicji różnych ludzi. Ale Jacek Magiera jest na tyle inteligentnym facetem, że będzie umiał wykorzystać obecność w składzie zawodników z pierwszej drużyny, choćby do podniesienia umiejętności młodzieży.

A nie boi się pan braku ambicji u zawodników zesłanych do rezerw? Taki na przykład Michał Żyro w meczu rezerw nie wyglądał swego czasu zbyt dobrze.

Z Michałem to była inna sytuacja, on był wtedy po kontuzji. Zawodnicy po kontuzjach mają duży lęk przed tym, żeby szybko nie złapać kolejnej.

Ogrywanie wszystkich w zespole Henninga Berga nie jest możliwe. Alternatywą jest wypożyczenie, niestety nie od dziś wiadomo, że Legia ma z tym niemały problem.

Ten problem jest i tak mniejszy. Pomysł na razie jest taki, że będziemy robić to na większą skalę, uczyć się i wyciągać wnioski. II liga centralna byłaby jakimś rozwiązaniem, przez 2-3 lata nasi zawodnicy przynajmniej nie cofaliby się rozwoju.

Porozmawiajmy o Prezesie Leśnodorskim. Ma pan wysoki status społeczny i materialny, ale z limuzyną, mercedesem, to pan się nie kojarzy?

No nie, jak będę miał siedem dych to może będę się tak kojarzył.

Z jakim autem chciałby pan być kojarzony?

Lubię stare samochody, na przykład Ferrari 355 F1 Spider, pierwsza skrzynia z F1, napęd na tył. To jest bardzo prawdziwe, te samochody mają duszę, tam nie ma miejsca na błąd, wielka frajda z jazdy...

…bardziej wyścig czy rajd terenowy?

Wszystko. Ja jestem uzależniony. Jeździłem wszystkim, ale ściganie się po ulicy, zrobienie krzywdy sobie czy komuś, to głupota. Ściganie się z ludźmi, którzy potrafią jeździć to zupełnie co innego, to wymaga poświecenia. W kwestii motoryzacji bardziej jednak interesowałem się motorami. Głównie cross, enduro.

Champions League to formuła 1, i ta wizja pana rajcuje, czy praca w Legii to jednak jazda terenówką i nieustanne pokonywanie wertepów?

Wydaje mi się, że każdy ambitny człowiek stara się być lepszy. W Legii problem polega na tym, że oczekiwania są tak duże, nie możemy sobie pozwolić na to, żeby czekać nie wiem ile lat na sukces. Presja na wynik jest ogromna.

Do jakiego samochodu pan wsiadł na Łazienkowskiej, jaki pan prowadzi, z jakiego chciałby pan wysiąść?

Chciałbym, żeby to była jakiś fajny concept car, np. jak ta niedawno pokazana warszawa.

Jaka jest największa wada, do jakiej mógłby pan się przyznać?

Jestem osobą balansującą na granicy błędu, zatem wad zapewne mam dużo. Na pewno jestem osobą bardzo emocjonalną. Mimo że bardzo się staram, uważam, że trzeba wyłączyć emocje, to czasem tak nie potrafię.

Ile jest w panu prawniczego analityka, a ile kibica? Czy były takie sytuacje, kiedy to kibic wziął w panu górę?

Mam tak duże poczucie odpowiedzialności, że emocje kibicowskie staram się tłumić, chociaż jest jeszcze wiele innych, czysto ludzkich emocji. Mam ADHD, ciężko jest mi np. słuchać pięciominutowych pytań, kiedy odpowiedź znam po dwóch zdaniach. Mam za to duże szczęście do ludzi, którzy mnie otaczają, tak w życiu prywatnym, jak i zawodowym.

Jakiego sportowca, oprócz piłkarzy, pan ceni?

Wielu, ja w ogóle lubię sport. Justynę Kowalczyk, naszych lekkoatletów, choćby Tomasza Majewskiego. Cenię sportowców, którzy muszą ciężko pracować, żeby osiągnąć coś w sportach, w których jest duża rywalizacja. Tak jak Agnieszka Radwańska czy Jerzy Janowicz, mimo że ten drugi ostatnio trochę się nie popisał w mediach. Tu są pieniądze, jest konkurencja.

Podoba mi się polska siatkówka, podoba mi się polska drużyna. Oczywiście poza tym, że pojechałem na igrzyska do Londynu specjalnie żeby zobaczyć jak zdobywają medal. Myślałem, że w końcu w polskim sporcie jest tak, że można pojechać na dużą imprezę, mając pełne prawo oczekiwać medalu. Niestety pojechałem tam i zobaczyłem jak przegrywają…

...to jest w ogóle ciekawa rzecz, że w sportach drużynowych jest nam, Polakom, ciężej osiągnąć sukces niż w sportach indywidualnych.

…tak, to prawda. Jeżeli chodzi o sporty drużynowe to lubię też piłkę ręczną, po części dlatego, że byłem fanem osobowości Bogdana Wenty.

Odpowiada panu ten typ charakteru?

Tak, bardzo.

Panie prezesie, na sam koniec: najlepsi obecnie piłkarze z grających w Europie na swoich pozycjach w każdej z formacji?

Bramkarz - Courtois, obrońca - Kompany, defensywny pomocnik – Lampard, ofensywny – Messi, napastnik – Ibrahimovic.

Komu pan będzie kibicował na mistrzostwach świata, a kto jest według pana faworytem?

W jednym i drugim przypadku Belgia. Jeżeli nie osiągną nic ciekawego na tym mundialu, to będzie znaczyć, że element mentalny jest faktycznie bardzo istotny w futbolu.

* * *

To tyle, aby poruszyć wszystkie przygotowane tematy musielibyśmy prezesa porwać i trzymać co najmniej 24 godziny. Wychodzimy w nadziei, że jeszcze kiedyś wrócimy. Wszak pomimo ponad dwugodzinnej debaty wciąż mamy mnóstwo niezakreślanego tekstu na przygotowanych kartach.

Dyskusja (59)
1środa, 14, maj 2014 20:16
Zbyszek
Szczera i odpowiedzialna rozmowa ludzi dla których Legia jest czymś ważnym.

Pan Prezes został potraktowany poważnie, gdyż pytania tyczyły jego funkcji i jego osoby. Największą wadą pismactwa jest to, że pytają Prezesa o sprawy, które tak naprawdę nie są w jego kompetencji lub o kwestie bieżące, których ocena zmienia się co chwilę. Zadawano pytania jak kibicowi, a nie osobie który zarządza tak skomplikowanym organizmem jak duży klub sportowy. W tym wywiadzie jest niezwykle pozytywna odmiana w pytaniach i Prezes mógł podzielić się swoimi poglądami, wątpliwościami. Zaprezentował wysoki poziom merytoryczny i intelektualny oraz umysłowość otwartą.

Ja tę szczerość Prezesa traktuję też jako wyraz uznania dla C-L, a właściwie dla prezentowanej tu fachowości,rozsądku i ogólnie poziomu. Może taka rozmowa wielu uświadomi, że kierowanie dużym zespołem ludzi i zarządzanie dużymi pieniędzmi to ciężka i odpowiedzialna praca. Nie każdy wymogom potrafi sprostać i nie dać zepchnąć się do defensywy, do myślenia, że już się wszystko osiągnęło. Bo to początek końca. Tu trzeba zawsze przeć do przodu i ryzykować i mieć świadomość, że każdy błąd nie tylko wrogowie wykorzystają do deprecjonowania osiągnięć.

Powodzenia Panie Prezesie. Bo dziś oznacza to sukcesy Legii.
2środa, 14, maj 2014 20:20
No nie, kompletna klapa Sad
Po raz pierwszy czytałem wywiad z prezesem jak dobrą książkę a tu tylko jeden rozdział?
Jestem bardzo zawiedziony pojemnością , na szczęście ukontentowany treścią.
Dobra robota panowie. Dzięki i czekam na rozdział drugi, poszerzony Smile
3środa, 14, maj 2014 20:47
mort
Bardzo, bardzo fajny wywiad.

Nie piszę tu o odpowiedziach Prezesa bo, że to persona ciekawa i oryginalna wiadomo nie od dziś.

Mam na myśli "wywiadowców" Wink Gratki Panowie.
4środa, 14, maj 2014 21:36
corazstarszy
Jako robota redaktorska, wywiad znakomity. Są takie pytania, na jakie sam bym chciał poznać odpowiedź, gdybym miał okazję. I dzięki czarnej-e(L)ce uzyskałem tę wiedzę. Bardzo trafny dobór pytań.
Prezes? Wiadomo, że wywiad to tylko słowa, ale przemyślenia o nim i jego pracy, po dwukrotnej lekturze całości, są dodatnie. Widać poczucie odpowiedzialności, widać pokorę. To wielkie szczęście, że nie trafił się Legii zadufany bufon. I, co fajne, jest kilka rzeczy, które mnie zaskakują. Ogólnie, obustronnie bardzo ciekawa rzecz.
Dziękuję.
5środa, 14, maj 2014 22:38
Moros
Wywiad czytało się bardzo przyjemnie. Prezes wypadł pozytywnie i można powiedzieć, że powiało optymizmem. Przyznam , że wątek dotyczący akademii mnie zaskoczył. Do tej pory wydawało się, że jesteśmy nastawieni na szybką budowę, a tutaj widać, że koncepcja mogła ulec zmianie i na budowanie ośrodka być może trzeba będzie trochę poczekać. Widać jednak, że podchodzą do tego bardzo racjonalnie i nie ma tutaj robienia czegoś "na hurra". Ogólnie po raz kolejny prezes mnie "kupił" Smile
6środa, 14, maj 2014 22:43
Sir Hipolit
Wywiad klasa - gratulacje Smile

Tym co mnie najbardziej zaniepokoiło są kwestie finansowe. Jak rozumiem w tej chwili bilans się spina w średnim terminie (3 sezony) tylko dzięki udziale w fazie grupowej pucharów. Moim zdaniem to jednak nie jest do końca zdrowa sytuacja. Raz się przypadkowo potkniemy, w kolejnym sezonie trafimy na trudnego nierozstawionego przeciwnika, a w jeszcze kolejnym sami nie będziemy rozstawieni po 2 nieudanych sezonach. I klops gotowy. W połączeniu z sygnalizowanym przez pana prezesa brakiem dużego potencjału wzrostowego dla wpływów, sytuacja nie wygląda różowo. A jak jeszcze mamy wydawać pieniądze na akademię...
7czwartek, 15, maj 2014 10:13
wio
Najlepszy wywiad z prezesem jaki czytałem -brawo Panowie Redaktorzy!!!
8czwartek, 15, maj 2014 10:54
KAM
Czuję że zaraz zablokuje się strona od ilości wpisów Smile
Ironia nie jest to skierowana do administratorów ani autorów ale do gości. Takie było "grzanie motorów" przy zapowiedzi wywiadu a teraz "nikto ne je doma".
Niezmiennie zadziwia mnie intelektualna bezradność Polaków wobec pozytywnych wydarzeń, nie potrafimy o nich mówić, brakuje nam konceptu i słownictwa, nie umiemy opisać pozytywnych emocji.
W krytyce mamy wydeptane ścieżki myślowe, wypracowane sposoby i strategie, doszlifowane słownictwo i umiejętność żonglowania całym tym arsenałem. A tu się ciężko do czegoś przyczepić (broń Boże nie nawołuję)i nie ma co pisać !!
A wywiad jest fajny, chociaż ja bym chciał żeby pytania były trochę bardziej drążące w stronę analizy.
Człowiek spostrzegawczy fakty dostrzega one są na powierzchni, natomiast określanie przyczyn zaistnienia tych faktów jest pasjonująca i dowiadywanie się od innych (szczególnie od inteligentnych i kompetentnych) to jest ciekawa rzecz i kolosalne pole do dyskusji.
Teraz nie mam czasu się skupić żeby sformułować "zarzuty" ale spróbuję wieczorem.
9czwartek, 15, maj 2014 11:16
Monrooe
@ Kibic50

- "czytałem wywiad z prezesem jak dobrą książkę a tu tylko jeden rozdział? "

Tak jak napisaliśmy w części "opisowej", zdajemy sobie sprawę, że rozmawić jest o czym a i pytań pozostało wciąż sporo. Aby zapewnić pełną satysfakcję muslibyśmy "zająć" gabinet na Ł3 i nie dopuszczać nikogo przez kilka dni. Z prezesem rozmwia sie super, ale rozmawia to słowo klucz. Preszes nie tylko mówi, ale też słucha, a to znacząco wpływa na długość spojkania, niestety wpływa też na obijętość samego 'wywiadu'. Jak rozumiem czytelnik inetersuje się tym co ma do powiedzenia Bogusław Leśnodorski a nie Gawin, iocosus, czy Monrooe. Niemniej jednak mamy nadzieję, że kiedyś jeszcze "wrócimy" i będziemy mieli okazję do kolejnej rozmowy. Całości tematyki nie wyczerpiemy jednak nigdy.

@ mort

- "Bardzo, bardzo fajny wywiad. Nie piszę tu o odpowiedziach Prezesa bo..."

Chyba mnie nikt nie zabije jak zdradzę Ci tajemnicę, najczęściej wystarczy nie przeszkadzać Wink

@ corazstarszy

- " I, co fajne, jest kilka rzeczy, które mnie zaskakują"

Uwierz mi, jest kilka miejsc w których my też bylismy zaskoczeni. Nie tylko treścią, ale ogólnie otwartością dyskusji.

@ Moros & Sir Hipolit

O samych wnioskach wynikających z powyższego wywiadu jeszcze podyskutujemy.

@ KAM

- "Takie było "grzanie motorów" przy zapowiedzi wywiadu a teraz "nikto ne je doma". "

A mnie to nie dziwi. My mamy o tyle więcej szczęscia, że mieliśmy czas na "przetrawienie" tresci, ale rozumiem, że są tacy, którzy muszą przeczytać i pomyśleć. Tekst spina się w fajną całość, wydzieranie poszcególnych wątków nie jest wcale łatwe. Mnie cieszy, że nie pojawiają się "rewolwerowcy" strzelający do każdej wystawionej "kaczki".
10czwartek, 15, maj 2014 11:26
pafnucy
Świetny wywiad.

Sir Hipolit : ok wzrost przychodów na poziomie 10-15% nie uwzględnia zejścia z kosztów Szulerów, Urbanów etc. to może być nawet 3-5% budżetu.

Pamiętaj, że ustabilizowanie formy w europie znacząco podniesie wycenę naszych zawodników i szeroko rozumianą reputacje klubu, dzięki temu nie tylko za bramkarzy będziemy otrzymywać dobre odstępne.

2 razy LM i skok budżetu o 20-30% jest jak najbardziej realny z dużymi nadwyżkami inwestycyjnymi.
11czwartek, 15, maj 2014 11:29
MojaLegia.pl
W końcu nikt się nie napinał na BL, nikt nie wypominał rzekomych błędów.
Pan BL to bardzo przyjemna postać i genialnie się z nią rozmawia co widać po powyższym tekście.
Dziwie się, że portale typu Legionisci.com, Legia.net nie pójdą do piłkarzy, techników, medyków, ochroniarzy a w szczególności do BL i nie zrobią wywiadu.
Czekam na kolejny wywiad, gratki!
12czwartek, 15, maj 2014 11:42
QD
@KAM
A o czym tu mówić? Chwalić w kółko? Ja osobiście czekam na obiecane artykuły wynikające z wywiadu by tam w porządku pogadać o konkretnych aspektach. Np. o wspomnianym przez Sir Hipolita finansach*.
Masz KAM rację - mało konkretów (w sumie wszystkiego tu mało), ale jakby zacząć drążyć szczegóły to by dnia zabrakło. Chłopaki ledwo poruszyli najciekawsze kwestie, a dwie godziny gadali. Może jeszcze kiedyś będzie okazja porozmawiać to się wtedy zrobi głębszą analizę.

*To może jednak tutaj zacznę odpowiedź: Takie myślenie jak pokazał Prezes bardzo mnie cieszy. Z jednej strony nikt nie liczy na gwiazdkę z nieba, ale równocześnie są jakieś ambicje. Zaczynając biznes nie możesz zakładać całej lawiny wypadków masakrujących Twój interes. Zresztą w takiej sytuacj "tylko" zatrzymamy się w rozwoju. To duży problem dla naszych ambicji, ale zupełnie akceptowalny z perspektywy egzystencji jako takiej. Nawet w dużej biedzie nie staniemy się drugim Widzewem.
13czwartek, 15, maj 2014 12:24
sektor212
Gratulacje! Bardzo dobry wywiad.
Odpowiedzi Prezesa wydają się szczere. Projekt budowy akademii to kolosalny wydatek na który obecnie klub nie stać. Jeżeli mam wybierać pomiędzy podnoszenie poziomu sportowego pierwszej drużyny a budową akademii to wybieram to pierwsze. Jeżeli Legii uda się na stałe zadomowić w pucharach to z czasem środki na akademie również pozyskamy. Obecne zarządzanie klubem jest na wysokim poziomie. Oczywiście zawsze będzie coś do poprawy ale nie narzekajmy. Legia zmierza w dobrym kierunku. Jeszcze raz dzięki za świetną lekturę.
14czwartek, 15, maj 2014 12:29
Michał
Świetna robota Panowie. Wreszcie wywiad, gdzie Leśny mógł mówić o naprawdę ciekawych rzeczach, i dla niego i dla nas.
15czwartek, 15, maj 2014 13:59
gawin76
Dzięki wszystkim za miłe słowa, chociaż przyznam, że osobiście odczuwałem po lekturze spisanej rozmowy... lekki niedosyt, między innymi dlatego jeszcze przed publikacją wywiadu popełniłem 'preludium'.

Chodzi po części o to, o czym piszą KAM i QD. Ale to był świadomy wybór. Mogliśmy iść albo w kierunku głębszej analizy, ryzykując że wywiad zrobi nam się jednowątkowy, albo starać się poruszyć więcej tematów. Postawiliśmy na ten drugi wariant i chyba nie żałujemy, zwłaszcza że prezes świetnie odnalazł się w takiej konwencji.

Może uda się niektóre wątki z wywiadu nakreślić z perspektywy jeszcze innych ważnych osób, ale nie zapeszajmy Wink, poza tym to na pewno już po sezonie.

@ Moros

Wydaje mi się, że już od jakiegoś czasu można było odnieść wrażenie, że pierwotna koncepcja akademii i realne związane z nią działania trochę się 'rozjeżdżają'. Prezes to potwierdził, chociaż z drugiej strony ten fragment o możliwym 'skoku na główkę' sugeruje, że nie wszystko jest jeszcze przesądzone.

@ Sir Hipolit

Trafne spostrzeżenie, też trochę się głowię nad interpretację tej wypowiedzi prezesa. Brak awansu do fazy grupowej LE to chyba nie jest aż taki cios dla klubowego budżetu w sensie czysto finansowym, żeby trzeba było łatać dziurę poprzez sięgnięcie do kieszeni? Sądzę że chodzi tu raczej o jakiś system naczyń połączonych, o czym pisze pafnucy, wizerunek, sponsoring, ekspozycję dla piłkarzy, pewność słuszności podejmowanych działań.

Na pewno trzeba będzie jeszcze wrócić do tego wątku.
16czwartek, 15, maj 2014 14:05
didas
Wielkie brawa Panowie, wykonaliście kawał świetnej roboty. Czytając wywiad poczułem się, jakbym osobiście siedział u Prezesa w gabinecie. Tak na gorąco odnosząc się do treści mnie chyba najbardziej cieszy fakt świadomości Prezesa co do "braku mety".
17czwartek, 15, maj 2014 14:19
kaka1
bardzo ciekawy wywiad oraz dobra robota, czekam na więcej.
18czwartek, 15, maj 2014 14:21
Lasica
Super! Coś czuje, że przybędzie czytelników bloga Wink
19czwartek, 15, maj 2014 14:37
Monrooe
@ Lasica

- "Super! Coś czuje, że przybędzie czytelników bloga"

Wbrew pozorom czytelników wcale mało nie jest, natomiast fajnie byłoby gdyby pojawili się "ciekawi" (posiadający własne zdanie) komentatorzy legijnej rzeczywistości. Przecież legijne debaty to sól czarnej-eLki. I za to warto trzymać kciuki.
20czwartek, 15, maj 2014 16:44
Zbyszek
Swoim zwyczajem trochę dookreślę. Prezes słusznie zwrócił uwagę, aby redaktorzy nie nazywali się piknikami. Wedle definicji zawartej w "Słowniku psychologii" francuskiego autora Norberta Sillamy prawidłowo powinno się mówić: "Pyknik". Jego definicja jest następująca: typ morfologiczny charakteryzujący się dominacją form okrągłych. Pyknik jest zażywny, średniego wzrostu i wykazuje skłonność do cyklotymii czyli posiada temperament charakteryzujący się przechodzeniem od wesołości do smutku. Pykników wg Kretschmera cechuje zdolność do harmonijnego istnienia w świecie. Są ludżmi o zmiennym nastroju. W zależności od sytuacji reagują radością, złością lub smutkiem. E.Bleuler nazywa ich "syntonami", a więc ludżmi potrafiącymi nawiązać kontakt emocjonalny z innymi. Są towarzyscy i realistyczni. Czasami ta zmiana nastrojów jest tak gwałtowna, ze pyknik przeradza się w cykloida.

Osobiście wolę typologię religijną dr Antonowicza. Jesteście "wierzący praktykujący", lecz w żadnym wypadku nie dogmatycy i fundamentaliści. Ale też w żadnym wypadku nie dewoci czy ateiści. Ja jestem "wierzący" od czasu do czasu praktykujący. Był czas ,ze byłem ortodoksem,ale wyrosłem. Prezes powinien wyciągnąć wnioski z faktu ogromnej fluktuacji kadry "zaangażowanych". Ja to powtarzam od lat. Podejrzane jest takie zatracenie się w byciu super kibicem i ono ma charakter intensywny, ale czasowy. Jak jętka jednodniówka. Dziś jest, a jutro jej nie ma. Tylko, ze jest jej stale dużo. Dlatego z ogromnym dystansem należy podchodzić do ich uroszczeń. Są tak samo przemijające. Legia trwa i trwała będzie, a ja przy niej. I wszystkim tego z serca życzę.
21czwartek, 15, maj 2014 17:42
Senator
@Zbyszek
Profesor to profesor Smile ale moim skromnym zdaniem tym razem za głęboko pan szuka.
Etmologia słowa piknik określająca takich jak ja jest dużo bardziej banalna Smile
22czwartek, 15, maj 2014 19:23
Dzynek
@KAM & QD
Spokojnie, nie marudzić, jest za co chwalić i jest do czego się przyczepićSmile Ale dopiero jutro skrobnę komentarz. Teraz to myślę tylko o masażu i śnie.
23czwartek, 15, maj 2014 21:30
ultraLights
Jeden z lepszych wywiadów. Gratulacje. Mam nadzieję że Prezes znajdzie czas na kolejny taki wywiad, a może jakieś cykliczne spotkania?
24czwartek, 15, maj 2014 23:19
MeM
Widzę, że wywiad jest cytowany w wielu miejscach. No panowie, staliście się prawdziwymi liderami opiniiSmile. Wywiad naprawdę fajny. Czekam na post scriptum.
25czwartek, 15, maj 2014 23:48
MeM
No i jeszcze parę refleksji:
Wygląda na to, że BL myśli przede wszystkim o stabilizacji i przewidywalności jeżeli chodzi o stronę biznesową. SUPER. Dla mnie jako praktyka, jest to zawsze najtrudniejsze.
Fajne jest jak broni Hadaja. Mimo kłopotów, które sprawia, fajnie.
Trochę zabrakło mi drążenia tematu długofalowego planu na zapełnienie trybun w większym stopniu niż w tej chwili. Strasznie mnie to gryzie od jakiegoś czasu, statystyki, które przywołał BL dot Żylety (40 tys) pokrywają się z naszymi wcześniejszymi rozmowami. Jakoś nie możemy się doczekać prawdziwej mody na Legię. Nie rozumiem tego. Na padakę graną przez kadrę walą tłumy, a na bijącą się o mistrza Legię nie zapełniały stadionu.
26piątek, 16, maj 2014 01:00
Senator
@MeM
Co tu drążyć kiedy prezes mówi że zaskoczeniem było dla niego brak efektu mistrzostwa, to że 2 tys osób nie przedłużyło karnetów a 3 nowych kupiło. Myślę że analizują to i wnioski będą wyciągnięte.
Dlaczego i jakie wnioski będą trzeba poczekać z odpowiedzią na te pytania.
27piątek, 16, maj 2014 08:01
MeM
@ Senator
Analiza analizą, ale zobacz co się stało z finałem PP. Wymagło to dużo pracy, ale efekt był zaskakująco dobry. Dla mnie brakuje kampanii/polityki skierowanej do potencjalnego "widza" (ostatnią była wyśmiewania przez większość kampania truskawkowa) a jest tylko do kibica. Nie wiem czy to dobrze czy źle, ale efektów nie ma. Podam Ci przykład: jak lecisz na długim dystansie samolotem Lufthansy, to możesz sobie obejrzeć półgodzinne filmiki o Bayernie, Borusii itd. Naprawdę fajne, pokazujące kluby jako miejsca, gdzie fajnie można spędzić czas, pokazujące, jaka to fajna rozrywka. A u nas?
28piątek, 16, maj 2014 10:06
KAM
@Senator
"Co tu drążyć kiedy prezes mówi że zaskoczeniem było dla niego brak efektu mistrzostwa,...................... Dlaczego i jakie wnioski będą trzeba poczekać z odpowiedzią na te pytania."

Dziwne podejście. Mnie się wydaje że na forach ludzie się udzielają po to żeby drążyć że ich ponadprzeciętne zainteresowanie sprawą musi gdzież znaleźć ujście i najlepiej wśród ludzi (forumowiczów) którzy odczuwają podobną potrzebę co skutkuje ożywioną dyskusją i wieloma pomysłami "jak żyć, panie prezesie?"
A tu kicha!
Przyłączam się do pytań MeMa i jestem ciekawy czy:
- klub wie kto jest jego kibicami i kto może nimi zostać? Oczywiście nie personalnie tylko jakie grupy społeczne, środowiskowe?
- czy ma strategię ich pozyskiwania?
- Jaki był efekt "słoikowych" bilbordów?
- czy nie myślą że ulgi dla kobiet dałyby efekty ilościowe i jakościowe bo po pierwsze zamiast odciągać swoich mężczyzn od wyjścia na mecz pójdą razem z nim a po drugie obecność kobiet łagodzi obyczaje a więc ci sami mężczyźni zachowują więcej umiaru.

W sprawach szkoleniowych zapytałbym czy:
- dostrzega wspólną cechę wszystkich polski zespołów a mianowicie nieumiejętność (niechęć?) założenia pressingu przeciwnikowi. W każdej konfrontacji z zespołami zagranicznymi czy na poziomie klubowym czy reprezentacyjnym jest to widoczne gołym okiem. Ostatni mecz repry był kolejnym przykładem.
A przecież do tego elementu gry nie potrzeba wirtuozerskiej techniki użytkowej tylko woli, umiejętności czytania gry i powietrza w płucach. Czego brakuje naszym "gladiatorom" żeby siąść na przeciwnika?
Dlaczego rezerwy tak nie grają i kiedy ci młodzi piłkarze mają się tego nauczyć? Jeśli prawdą jest że nie wynik jest w tym najważniejszy a szkolenie to nauczmy ich waleczności a nie klepania na własnej połowie i walenia "dzid" do przodu.
Ja mam taki problem że mi się często nie zgadza "dźwięk" z "obrazem", Co innego słyszę co innego widzę.
Zacznijmy o to pytać, dlaczego to się rozjeżdża? Można o to pytać bez złośliwości a z życzliwą troską.
Na takie pytania liczę w przyszłości od ludzi różnych forów legijnych a nie dlaczego prezia jest tak dużo w mediach. Bo to widać na ostatnim przykładzie jak wielkie jest zapotrzebowanie na niego i jak cudownie rozmnożono jeden wywiad na wiele informacji.
29piątek, 16, maj 2014 10:40
Garm
Przyznam, że na samym początku byłem sceptycznie nastawiony do pomysłu spotkań z prezesem. Po przeczytaniu iluśtam wywiadów medialnych i rosnącym dysonansie pomiędzy ich treścią a tym co widzę w otaczającej mnie rzeczywistości uznałem, że takie spotkanie w najlepszym razie zaowocuje kolejną gładką marketingową gadką. Również dlatego ta rozmowa bardzo mi się podoba - stosunkowo dużo w niej szczerego, często dość brutalnego dla aspiracji kibiców realizmu. Najlepszym przykładem kwestia akademii, na stworzenie bazy dla której Legii zwyczajnie nie stać. Wcześniejsze wielokrotne zapowiedzi "już za chwilę, już za momencik" należy schować między bajki dla bardzo grzecznych kibiców.

O ile podoba mi się pomysł misji społecznej klubu i nacisk, jaki kładzie na niego prezes, to ja jestem przede wszystkim kibicem Legii piłkarskiej i to jej interes mnie najbardziej interesuje. Czytam "Wybudowanie akademii wymagałoby zaangażowania kilkunastu osób z klubu. W momencie gdy zaangażują się w ten projekt, stracą na tym inne obszary, to może cofnąć organizację klubu" i zastanawiam się, czy angażowanie ważnych w klubie osób w różne sekcje nie spowoduje również, że "stracą na tym inne obszary". Mam nadzieje, że do tej kwestii już podeszli "racjonalnie" i "wszystko to przemyśleli"...

Bardzo się natomiast cieszę, że klub po długiej przerwie zaczyna coś robić w celu ściągania widzów na mecze. To na razie są przebłyski, pojedyncze akcje (jak np. świetny manewr z jeżdzącą po Warszawie warszawą), ale poparte są wreszcie również solidną analizą dostępnych dla klubu danych. Liczę, że w przyszłości (miejmy nadzieję że niedalekiej) będzie to procentować.
30piątek, 16, maj 2014 10:47
Dzynek
Z wielką przyjemnością przeczytałem wywiad. Nie raz i nie dwa razySmile Wszyscy spisali się na medal. Pytający dobrze wstrzelili się pomysłem na wywiad, bo pasował odpowiadającemu, który (mam wrażenie) dość swobodnie czuł się w narzuconej konwencji. Strony nawzajem się słuchały i stąd chyba tak płynnie to wygląda. Jak rozmowa koleżanek u fryzjeraWink

Ciągle B. Leśnodorski robi wrażenie. Zwykłym rozsądkiem i pragmatyzmem zdobywa posłuch i szacunek. Bez mała każda odpowiedź jaką udziela jest tak, jaką większość z nas by się spodziewała.
Żaden raptus, żaden nerwus, żaden emocjonalny napaleniec. W kwestii zarządzania (proces podejmowania decyzji, trafność rozwiązań, umiejętność organizacji pracy, oceny pracowników) mamy do czynienia bez mała z modelowym przykładem. I o tą sferę funkcjonowania klubu nie martwię się ani trochę. Tylko ta sportowa strona Prezesa nieco kuleje i o kilku jej aspektach ode mnie.

@perspektywy
Patrząc na możliwości wzrostu przychodów zasadniczo do innego wniosku dojść nie można. Liczymy na kibiców? Niestety nagle nie rzucą się na stadion. To nie tylko kwestia mody, ale przede wszystkim cen. Kibicie przyjdą tylko na atrakcyjnego rywala. Cena ma odpowiadać jakości. Na Wisłę i Lecha będzie 25 tys., a na Podbeskidzie 14 tys. Nawet jak zmieni się ustawa (wiadomo która), to efektu turysty przez kilka lat nie odczujemy. Skoro pozostałe źródła na razie więcej nie dadzą to wnioskuję, że przez najbliższe 2,3 lata dysponujemy stabilnym budżetem (niezależnym od wyniku w europejskich pucharach) na poziomie 100 mln. zł.

@skauting
To wbrew pozorom niesie poważne implikacje, zwłaszcza na rynku transferowym. Nie jesteśmy konkurencyjni w walce o usługi dobrych zagranicznych piłkarzy. Oni wybiorą lepsze oferty. Jak słusznie Prezes zauważył dla nas zostaną piłkarze mający jakiś feler. Widzimy to po Pinto i Sa. W naszym interesie jest, aby ten feler rozpoznać i zastanowić się, czy da się go wyeliminować lub zmarginalizować. Od tego mamy skauting. W tym wypadku nie spisał się dobrze.

Nie wiem, czy dobrze czytam, bo chyba transfer Pinto nie podlegał procedurze weryfikacji przez inne osoby niż J. Urban. Trener powiedział: on umie grać w piłkę i chcę go mieć, a w klubie: nie ma sprawy? Nikt nie sprawdził, czy pasuje do schematu taktycznego Urbana? Czy będzie kompatybilny z pozostałymi graczami? Jak się porusza, jak operuje piłką, jakie ma atuty i mankamenty? Jak pasuje w odmiennej od cypryjskiej kulturze gry? Wszystkie odpowiedzi to "nie" i "nie wiem". Otoczenie siedmioma zawodnikami przyszło na myśl dopiero teraz? Rychło wczas. Może i ma najlepszy sezon pod względem zdobywania bramek, ale najgorszy pod względem wpływu a grę drużyny. A po to przecież był sprowadzany. Nie dla bramek, ale dla organizowania gry. On tu nie pasuje i nie będzie pasował przy tej taktyce. Bramki nie przesłonią tego spostrzeżenia.

@szkolenie
Skoro zagranicznymi transferami wiele się nie dźwigniemy to podnosić sportowy poziom Legii trzeba przez podniesienie poziomu szkolenia na wszystkich szczeblach od Akademii poprzez rezerwy aż po pierwszy zespół. I świetnie tu Prezes zauważa, że najważniejsi są ludzie, którzy pomogą wznieść się na wyższy poziom. Nie ma co ukrywać, ale widać po Akademii i rezerwach, że dużo nam brakuje. Słabszych trenerów wymieniać na lepszych, podnosić poziom intensywności zajęć, rygorystycznie pilnować koncentracji i precyzji wykonywanych ćwiczeń. Pewnie, że przydałoby się więcej boisk, ale jeśli odbędzie się to kosztem jakości szkolenia to lepiej poczekać.

@Sprzedaż zawodników
Oczywiście, że wszyscy są na sprzedaż, i nie ma co ściemniać, że dotyczy tylko tych, co nie stanowią o sile zespołu. Na takich nie ma zainteresowania. Jak chcą od nas kupić to tylko tych najlepszych, a i tak cena jest hmm... żałosna. Rynek transferowy za najlepszych graczy drużyn liderujących w tabeli każe płacić od kilkunastu do kilkudziesięciu mln euro, a my każdego gracza puścimy za 3 mln euro. Więcej nie dadzą. A sprzedawać musimy nie tylko ze względu na młodych. To jedno z kryteriów, ale chyba najmniej ważne. Kuciak musi zostać sprzedany, bo to ostatni dobry moment z punktu widzenia sportowego i biznesowego. Lepszy nie będzie, droższy nie będzie, gra obronna sprawia, że praktycznie jest bezrobotny i rola bramkarza w wynikach została mocno zmniejszona. Gdyby znalazł się chętny na Vrdoljaka i Radovica to jestem pewien, że dostaliby zgodę. I bardzo słusznie. Jestem przekonany, że rozgrywają rundę życia. Takiej nie mieli i już takiej nie powtórzą. Efekt zaskoczenia w lidze pryśnie, bo przeciwnicy nauczą się ich neutralizować. Efekt nowych bodźców wysłanych przez Berga straci swoje oddziaływanie i poziom motywacji spadnie. W europejskich pucharach znowu zostaną obnażeni ze swoich ułomności. Bogu dziękować, że kontuzji nie mają, bo zazwyczaj po niej miesiącami dochodzą do formy. Wiek piłkarski już słuszny, w Legii już długo (na tyle lat tak rzadko cieszymy się z ich dobrej formy) to i wkrada się rutyna i samozadowolenie, a poziom ambicji spada. Ich w pierwszej kolejności sprzedać, a nie M. Żyro, Koseckiego czy Łukasika. Oni mogą być tylko lepsi i wiele więcej warci niż teraz, niż starsi koledzy. Na nich przyszła kolej przejąć pałeczkę liderów. To już jest ten moment, kiedy umiejętności są wystarczające i mentalnie dorośli. Tylko taka wymiana pokoleniowa może pchnąć Legię na szersze wody. Jedni odchodzą w chwale, drudzy dostają konieczny bodziec pro rozwojowy. Inaczej nie będzie co sprzedawać.

Przy najbliższej okazji o innych sprawach też napiszę.
31piątek, 16, maj 2014 11:00
QD
@KAM
Pozwolę sobie wejść w buty Prezesa i Ci odpowiedzieć na część pytań - podstawą odpowiedzi są obserwacje własne i rozmowa z pracownikami klubu):

Klub wie kto jest ich klientem i kogo chciałby jeszcze na ściągnąć na Ł3. Z całkiem dobrym skutkiem bada takie sprawy. Przykład: akcje wśród gimnazjalistów - dzieciaki w wieku w którym względnie łatwo zarazić ja tym bakcylem, a mają jeszcze długi czas zostaną na trybunach. W walentynki była też akcja skierowana na przyciągnięcie kobiet, choć tutaj raczej nie dopatrywałby się konieczności jakiejś rozbudowanej kampanii. Na stadionie i tak pojawia się coraz więcej pań, a to raczej nie One są powodem zatrzymywania facetów. Wśród moich znajomych to raczej obowiązki (wczesno)rodzicielskie są powodem odejścia z trybun, a nie małżeńskie.
Efekty tych działań pewnie jakieś są, ale za wcześnie by o tym rozmawiać. Prezes jest tu za krótko, by wykonać jakieś ruchy i już móc jednoznacznie ocenić ich efekt.
32piątek, 16, maj 2014 11:22
Monrooe
@ KAM

- "dostrzega wspólną cechę wszystkich polski zespołów a mianowicie nieumiejętność (niechęć?) założenia pressingu przeciwnikowi. "

Wybaczcie panowie, że wkłądam kij w mrowisko i uciekam, ale czasu nie mam za grosz. KAM naprawdę to włąsnie pytanie chiałbyś zadać prezesowi? W jakim celu, jakiej odpowiedzi byś się zspodziewał. Tak? Nie? Czy ja wiem? Naprawdę taka wiedza coś Ci powie? Ma na coś wpływ? Coś ta świadomość prezesa zmieni? Nie wydaje mi się.

- "Dlaczego rezerwy tak nie grają i kiedy ci młodzi piłkarze mają się tego nauczyć?"

Czego tym razem oczekujesz? Odpowiedzi dlaczego tak nie grają? Zmiany tegoż obrazu? Uważasz, że prezes klubu powinien w tego typu sprawy ingerować? Czy po prostu zmieniać trenerów dotąd, aż zaczną odpowiadać jego oczekiwaniom? Chyba nie, przynajmniej ja tak sądzę.

Natomiast zupełnie inaczej jest z kwestią poruszoną przez MeM, tu faktycznie jest problem, który widzimy co mecz. Nie jest to jednak kwestia łatwa. O kilku jej aspektach prezes wspomniał, ale wydje mi się, że to też nie do końca jest jego sprawa. Ma od tego ludzi i to do nich musimy dotrzeć. Na razie mamy taką wiedzę jaka wynika z rozmowy. Wiele kwestii dotyczących naszych kibiców wciąż jest zagadką. Brak efektu mistrzostwa, jest niezrozumiały, wykorzystnaie a raczej jego brak, kart kibica, to naprawde niemała zagwostka. Z naszej rozmwy wynika, że klub pracuje pełną parą nad kilkoma projektami, pracuje też nad zawiększeniem własnje świadomości w tej tematyce. Jednak na efekty musimy jeszcze poczekać i pewnie o tym pisał Senator. W tej chjwili możemy strzelać i dywagować, czyli to co czynimy nie od dziś.
33piątek, 16, maj 2014 12:20
KAM
@Monrooe
"KAM naprawdę to włąsnie pytanie chiałbyś zadać prezesowi? W jakim celu, jakiej odpowiedzi byś się spodziewał."
"Czego tym razem oczekujesz? Odpowiedzi dlaczego tak nie grają? Zmiany tegoż obrazu? Uważasz, że prezes klubu powinien w tego typu sprawy ingerować? Czy po prostu zmieniać trenerów dotąd, aż zaczną odpowiadać jego oczekiwaniom? Chyba nie, przynajmniej ja tak sądzę."

A dlaczego nie? Zastanówmy się jak przebiega proces decyzyjny w klubie.
Ja to widzę w ten sposób. Stawiamy sobie jakiś cel np. jak największy udział wychowanków w kadrze I zespołu. Pytanie, jakie warunki muszą spełniać ci chłopcy żeby w nim grać? Z kim mają rywalizować?
Jeśli myślimy o stałej obecności w pucharach i osiąganiu tam jakichś sukcesów to i zawodnicy muszą być odpowiedni. A więc nie mogą odstawać w podstawowych elementach gry a już na pewno wolicjonalnie i fizycznie.
Jeśli regułą jest że nie potrafimy grać pressingiem nawet na poziomie reprezentacji to znaczy że nie mamy zawodników do tego przygotowanych a więc czegoŚ brakuje w szkoleniu bądź selekcji? Może trenerzy od początku nie wymagają tego od młodych zawodników i przez to do dorosłej piłki "prześlizgują" się zawodnicy ładnie kopiący piłkę ale tylko wtedy jak mają dużo miejsca i nie potrafiący (nie chcący) zakładać pressingu bo i tak jakoś wygrywają mecze?
Prezes wraz z pracownikami pionu sportowego jest od wytyczania zadań (oczekiwań) w szkoleniu tak aby osiągnąć założony cel.
Pod względem "drzewka decyzyjnego" to można porównać z wyznaczaniem zadań w zakładzie produkcyjnym. Przegrywamy konkurencje bo nasze wyroby ustępują konkurencji w tym i w tym. Co należy zrobić aby zniwelować tą różnicę? Zbierają się prezes, szef sprzedaży (pierwszy trener), główny technolog (szef szkolenia) i debatują co robić.
Prezes nie musi wiedzieć jak to zrobić technicznie ale musi wiedzieć w jakim kierunku zmierza jego firma i badać czy i w jakim stopniu realizują założenia Marketing nie zastąpi jakości produktu może tylko wspomóc jego sprzedaż.
A więc moje oczekiwanie żeby prezes wiedział dokąd zmierzamy szkoleniowo nie jest wyssane z palca, ON MUSI TO WIEDZIEĆ bo to jest częścią strategii rozwoju całej firmy.
To jest decyzja czy jesteśmy firmą "produkcyjną" czy "handlową". Uważam że to kluczowa decyzja.
Powtórzę jeszcze raz pewne mądre zdanie - "JEŚLI NIE WIESZ DOKĄD IDZIESZ TO NIGDY TAM NIE DOJDZIESZ"
34piątek, 16, maj 2014 12:36
Senator
@bMeM, KAM

Nie do końca się zrozumieliśmy. My jako kibice mamy pełne prawo drążyć każdy temat, natomiast jeśli prezes sam wyraża zdziwienie pewnymi zjawiskami i mówi jasno, że ich jeszcze nie rozumie to nie widzę sensu drążyć z nim tematu dalej.

KAM dobre pytania, tylko tak jak pisał Zbyszek, czy aby na pewno wszystkie do pana prezesa? Myślę, że jedna cześć to domena Wiktora Cegły, a druga sztabu szkoleniowego. Miejmy nadzieję, że będziemy mogli te lub podobne kiedyś odpowiednim osobo zadać.

Idę spać po 24 godzinach, sorki panowie Smile
35piątek, 16, maj 2014 13:18
KAM
@Senator
"KAM dobre pytania tylko tak jak pisał Zbyszek czy aby na pewno wszystkie do pana prezesa?"

Oczywiście że nie prezes realizuje wszystkie działania w firmie ale bierze udział we wszystkich STRATEGICZNYCH decyzjach w firmie, choćby biernie jeśli nie ma nic do powiedzenia albo uważa że proponowane przez szefów pionów rozwiązania są zbieżne z jego widzeniem sprawy.
Ale on MUSI o wszystkim wiedzieć i mieć wyrobiony pogląd na kierunki działania i narzędzia kontroli ich realizacji.
Wyobraźmy sobie że prezes PESA nie ma pojęcia o tym jak są budowane jego pociągi i w jakim stopniu odpowiadają zapotrzebowaniom rynku. Pytanie retoryczne, czy osiągnie sukces?
To nie znaczy że szkolenie piłkarzy jest identyczne z budową pociągów ale wewnętrzny proces decyzyjny przebiega podobnie.
Wyznaczanie celu - ustalanie sposobu realizacji - wyznaczenie zespołu z podziałem na strefy odpowiedzialności - kontrolowanie realizacji zadań - korygowanie niedociągnięć (poprzez zmiany personalne lub organizację procesu)

Prezesami w dużych firmach zostają ludzie mający zdolności analityczne dotyczące istniejącej rzeczywistości i odgadywania potrzeb w rozwoju rynku oraz umiejętność delegowania obowiązków do ludzi którzy potrafią się z nich wywiązać.
To daje sukces końcowy.

Kiedyś wkleiłem tu fragment o szkółce w Afryce której szefem jest Francuz i on zmienił sposób przygotowań młodych zawodników tak aby odpowiedzieć na "zapotrzebowanie rynku" europejskiego.
A mianowicie wprowadził do treningu gierki bez udziału bramkarzy żeby wyrobić u zawodników z pola nawyk i umiejętność bronienia całym zespołem.
Tak więc myślenie o zawodnikach jako o produkcie odpowiadającym potrzebom rynku nie jest niewłaściwe w przypadku piłkarzy.

Steve Jobs też złożył IPhona z istniejących podzespołów a otrzymał produkt którym ograł konkurentów. On nie musiał się znać na tym jak montowane są chipy, on musiał wiedzieć czego chce i czy jest to technicznie możliwe a na to mają mu dać odpowiedź technolodzy.
36piątek, 16, maj 2014 13:48
Monrooe
@ KAM

Mam prośbę, wbrew pozorm nie masz do czynienia z debilami, nie ma tu zbyt wielu dzieci, proszę więc, nie krzycz w co drugim poscie. Naprawdę aż takie zwracanie uwagi na to co masz do powiedzenia nie jest konieczne.

Wracając do kompetnecji prezesa, to wybacz, ale mam zupełnie odmienne zdanie. On ma dobrać i zarządzać grupą fachowców, wtrącanie się w ich kometencje to coś absolutnie dezorganizującego pracę zespołu. Propozycje, które lansujesz na kilometr pachną zarządzAniem w stylu J.W. Owszem to do prezesa najczęścioej należy ostatnie zdanie, ale jest też wiele dzidzin, które żyją własnym życiem. Nie tylko w firmie, w klubi piłkarkim też, a może w klubie przede wszytskim. Nie wyobrrażam sobi aby jakikolwiek trener realizował wizję prezesa, jasne, może realizować strategię klubu, ale absolutnie nie jest od spełniania prezesowskich fantazji. Jeśli wczytasz się w powyższy wywiad, dowiesz się, że tak własnie jest w Legii. I moim zdaniem całe szczeście, inny model były katastrofą.
37piątek, 16, maj 2014 13:59
KAM
@Monrooe
" Nie wyobrrażam sobi aby jakikolwiek trener realizował wizję prezesa, jasne, może realizować strategię klubu,"

"Krzyczę żeby podkreślić na co kładę nacisk i żeby ułatwić komuś kto ma ochotę ze mną o tym podyskutować ułatwić odgadnięcie obszaru dyskusji.
Co do Twojej tezy którą zacytowałem to jestem intelektualnie bezradny bo nie mogę wymyślić czym ma się różnić "wizja prezesa" od "strategii klubu"?
Czy nie zważając na prymitywny charakter mojej prośby, dużo poniżej obszarów Twoich zainteresowań, zechciałbyś mi wyjaśnić na czym polega rola prezesa i na ile ona ma wpływ na "strategię klubu"?
I czy one muszą mieć ze sobą coś wspólnego?
Mam do Ciebie prośbę abyś nie uciekał w "dumne milczenie" jak to masz w zwyczaju, tylko dokańczał dyskusje ze zwykłymi śmiertelnikami.
38piątek, 16, maj 2014 14:50
QD
@KAM
Zdaje mi się, że trochę przeceniasz ilość informacji możliwych do uzyskania poprzez wywiad z pojedynczym człowiekiem. Uciekasz przez to z "wywiadu z prezesem" do "tych samych pytań co wszędzie".

Prezes musi wiedzieć - owszem, ale nie musi być specem. To nie jego zmartwienie. Jeśli chcemy się dowiedzieć o klientach to tam jest dyrektor marketingu, o szkoleniu - dyrektor akademii, a taktyki - trener. Jak myślisz, czy HGW ma pojecie o sytuacji geologicznej na linii drugiej nitki metra? Może nawet wie, że gdzieś jest więcej błota, a gdzieś mniej, ale co z tego wynika?
39piątek, 16, maj 2014 15:09
Garm
Nawiasem mówiąc chodzą słuchy, że kolejnym legionistą w cyklu spotkań z kibicami po Rzeźniczaku i Radoviciu ma być Berg. Sporo sobie obiecuję po tym spotkaniu - mam nadzieję (łudzę się?) że się nie rozczaruję.
40piątek, 16, maj 2014 15:17
Monrooe
@ KAM


-"Krzyczę żeby podkreślić na co kładę nacisk i żeby ułatwić komuś kto ma ochotę ze mną o tym podyskutować"

Więc nie krzycz, interpretację pozostaw chcącym dyskutować. W końcu jakaś kultura dyskusji obowiązuje nasz wszystkich. Wątpię aby znalazło się wielu komentujących lubiących czytanie wielkich liter. Reasumując, ani to fajne, ani potrzebne. Szczególnie, że jak już napisałem nadużywasz tej formy przekazu.

-"...czym ma się różnić "wizja prezesa" od "strategii klubu"?"

Trochę się nie dziwię, szczególnie, że sam zdajesz się oba pojęcia mieszać. "Wizja prezesa" to między innymi ten pressing o którym pisałeś. Prezes może sobie chciec abyśmy grali w ten spsoób, ale trener może mieć zupełnie inną wziję. Strategia klubu to stawianie na pewne rozwiązania, uwzględnianie pewnych potrzeb i ewentualne adoptowanie ich na potrzeby strategii drużyny.

- "Mam do Ciebie prośbę abyś nie uciekał w "dumne milczenie" jak to masz w zwyczaju, tylko dokańczał dyskusje ze zwykłymi śmiertelnikami."

To jest własnie ten moment, w którym uciekam w "dumne milczenie". Szkoda, że Ty, rzadko miewasz w zwyczaju dyskutować skupiajac się na temacie rzekomej rozmowy. Mnie nie interesują powyższe (w cytowanym zdaniu i poprzednim) gierki słowne. Myślę, że powinieneś zauważyś jakąś regularnść w moich "milczących zniknięciach".
41piątek, 16, maj 2014 16:06
KAM
@Monrooe
"Więc nie krzycz, interpretację pozostaw chcącym dyskutować"

Nie rozumiem dlaczego podkreślenie czegoś wielkimi literami ma mieć zły wpływ na KULTURĘ dyskusji? Uważam że wręcz przeciwnie, świadomość faktu o czym się dyskutuje może tylko pomóc w rzeczowymi i kulturalnym dyskutowaniu.
A jeśli już mówimy o tym co kto i komu powinien pozostawić do interpretacji to już zdecydowanie rodzaj czcionki jaką chcę coś podkreślać należy do mojego wyboru. Czy wielkie litery są w jakiś sposób obelżywe?

"Strategia klubu to stawianie na pewne rozwiązania, uwzględnianie pewnych potrzeb i ewentualne adoptowanie ich na potrzeby strategii drużyny."
"Wizja prezesa" to między innymi ten pressing o którym pisałeś."

Czytałeś to po tym jak napisałeś? To jest Twoja odpowiedź na moje pytanie
" na czym polega rola prezesa i na ile ona ma wpływ na "strategię klubu"? " ?
Dlatego teraz żałuję że nie podkreśliłem tego wielkimi literami, przez co dyskutujemy OBOK tematu.


"Myślę, że powinieneś zauważyś jakąś regularnść w moich "milczących zniknięciach"."
Tak zauważam, znikasz jak Ci się przestaje "podobać" rozmowa z powodów dowolnych.

QD
"czy HGW ma pojecie o sytuacji geologicznej na linii drugiej nitki metra?"
Oczywiście szczegółów nie zna ale zapewniam Cię że zanim podpisała budżet na budowę II linii metra, to wszystkie ekspertyzy potwierdzające możliwość wykonania tej inwestycji były jej przedłożone razem z kosztorysem. I na pewno zawierały informację o trudnej sytuacji geologicznej w Warszawie która może skomplikować budowę i zmusza do stworzenia rezerwy finansowej na osuwanie możliwych "katastrof" budowlanych.
42piątek, 16, maj 2014 16:35
Monrooe
@ KAM

Nie wiem czy wiesz, ale kiedyś powstał twór znany netetykietą. Określa ona pewne zachowania przystające internetowej dyskusji lub nie. Jest jeszcze coś takiego jak ludzka przyzwoitość, objawiająca się szanowaniem rozmówców. Oczywiscie nie muszisz się stosować, ale nie dziw się później, że ktoś odpuszcza sobie jakiekolwiek debaty.
43piątek, 16, maj 2014 17:07
KAM
@Monrooe

Widzę że pozostałe pytania ignorujesz, mam nadzieję że nie zignorujesz ostatniego.
W jaki sposób podkreślenie kilku słów WIELKĄ CZCIONKĄ może dotknąć lub obrazić innych uczestników forum?

Co do szacunku to zdecydowanie uważam że "netowe" odwracanie się na pęcie jest oznaką lekceważenia i świadczy o kulturze zachowującego się w ten sposób. Oczywiście negatywnie.

Tak więc nie dostałem od Ciebie odpowiedzi na żadne z zadanych pytań, za to kilka pouczeń w sprawie kultury i rozsądku. A przypomnę że to ty "trąciłeś" mnie swoimi uwagami a nie ja Ciebie.
Więc może na ostanie udzielisz odpowiedzi?
Przypomnę pytanie.
W jaki sposób podkreślenie kilku słów WIELKĄ CZCIONKĄ może dotknąć lub obrazić innych uczestników forum?
44piątek, 16, maj 2014 17:13
Monrooe
@ KAM

No cóż pozostaje mi ignorować, czyli dokłądnie tak samo jak i "poprzednim" razem. Pozdrawiam
45piątek, 16, maj 2014 17:24
KAM
@Monrooe
"Myślę, że powinieneś zauważyś jakąś regularnść w moich "milczących zniknięciach"."

Znowu zauważyłem i wyciągnąłem wnioski, też będę ignorował ale co to ma wspólnego z forum to nie wiem.

Jeśli ktoś ma problem z odpowiedzią na proste pytania to ...........
Niech inni też wyciągają wnioski.
46piątek, 16, maj 2014 17:25
MeM
Oczywiście wiem, że klub wie o tym kim są jego kibice. Po prostu uważam, że działania jakie kieruje w rynek trafiają nie tam gdzie trzeba. Dla mnie pomysł z Warszawą jest tak samo fajny jak zawieszanie szalika na Zygmuncie rok temu, dużo fajniejszy niż kampania słoikowa, ale w dalszym ciągu skierowana w zasadzie do tych, którzy już się z Legią identyfikują i przynajmniej od czasu do czasu na nią chodzą. To ńie jest pozyskiwanie nowych twarzy.
47piątek, 16, maj 2014 18:23
MeM
No i co do szalika na Zygmuncie to słabe z punktu widzenia promocji sprzedaży gadżetów z oficjalnego sklepu było to, jaki to był szalik. Ale o tym już pisaliśmy.
48piątek, 16, maj 2014 19:10
Monrooe
@ MeM

- "Po prostu uważam, że działania jakie kieruje w rynek trafiają nie tam gdzie trzeba."

Moim zdaniem klub niektóre ruchy wykonuje w ciemno. Działa, bo trzeba działać, a potem patrzy jaki jest efekt. Nie oszukujmy się, w tej chwili wiele dziąłań jest "zaczepnych", sam prezes też mówił, że w wielu miejscach spotykają się z zupełną nowoscią, a pewne zjawiska są wręcz niezrozumiałe. Mnie jednak cieszy, że działają i jednoczesnie się uczą.
49piątek, 16, maj 2014 22:31
MeM
No wiesz, tak się czepiam dla zasady. Marudzą po prostu jestem.
50piątek, 16, maj 2014 23:40
Senator
@MeM
Zgoda i prezes jasno mówi uczymy się cały czas. Klub przeprowadza analizy szuka przyczyn i skreśla kierunki w jakich trzeba działać aby stadion zapełnić. Naprawdę Wiktor Cegła jest w tym temacie osobą dużo bardziej kompetentną. i
Proces decyzyjny w tematach ściśle sportowych dość dokładnie opisał prezes na przykładzie Pinto i Ivicy . Panowie szlachta kompromisy kompromisy potrzebne wszędzie.
51sobota, 17, maj 2014 00:50
gawin76
@ MeM

Myślę że będzie okazja jeszcze o tym pogadać, ale wierzysz w celowość kampanii skierowanej do "widza"?

Na pewno takiego widza można jakimś nakładem środków przekonać, żeby przyszedł na Legię. Ale co dalej? Przyjdzie, zobaczy - tylko czy wróci, czy zostanie na 30 czy nawet więcej meczów w sezonie, kupi karnet, będzie przychodził kiedy temperatura będzie kręcić się koło 0 stopni, a Legia kopać się z Podbeskidziem?

Byłem na finale PP, ale niestety nie wierzę w ten model na meczach ligowych. A kiedyś kurczę marzył mi się kompromis, duże stadiony, wyraźnie podzielone na trybuny dla ultrasów i normalsów, na jednej części oglądanie meczu na stojąco, śpiewy i flagi, na drugiej, niech będzie nawet ten wyśmiewany teatr. Aktualnie jestem na etapie utraty złudzeń - to są wykluczające się modele, bo nawet relatywnie niewielkie przenikanie pierwszej grupy na pozycje drugiej, w zasadzie tę drugą eliminuje. Do przyciągnięcia na Legię i zatrzymania "widza" na dużą skalę trzeba by wiele rzeczy wręcz wywrócić do góry nogami. Sądzę, że raczej nie ma na to szans.

@ Dzynek

Co do skautingu to rzeczywiście, prezes naświetlił to trochę tak jakby z decyzyjnego grona Pinto widział tylko Urban, który 'napalił się' (oczywiście to nie jest cytat z prezesa) na tego zawodnika. Z jednej strony takie obejście (?) procedur teoretycznie nie powinno mieć miejsca, z drugiej strony... nie skorzystałbyś w tamtym momencie z okazji? Do wzięcia za darmo był jeszcze nie emeryt, ważne ogniwo w drużynie, która była stawiana w Polsce za wzór budowy zespołu na europejskie puchary, piłkarz którego omijały poważne kontuzje, ba, który w Apoelu miał opinię raczej boiskowego pracusia niż wirtuoza. Na pewno Janek miał mocne argumenty.

Za ciekawszy dla wyciągnięcia wniosków na przyszłość uważam przypadek Sa, bo tu dość powszechnie mówiło się o ryzyku (sam kontestowałeś ten transfer jeszcze zanim do niego doszło Very Happy), ale prezes, jak widać wyżej zresztą, zaklina że skauting swoją robotę wykonał jak trzeba. Chyba po prostu, jak w każdej dziedzinie, nie zaszkodzi trochę szczęścia (a dla przeciwwagi - Duda).

W kwestii transferów z klubu jest jednak jeszcze kwestia popytu. Tu zgadzam się z prezesem, że drużyna powinna być budowana na dwóch poziomach, jednym z 'Vrdoljakami i Radoviciami', drugim z 'Dudami i Żyrami'.
52sobota, 17, maj 2014 02:04
QD
@gawin76
Aktualnie jestem na etapie utraty złudzeń - to są wykluczające się modele

Gawinie! Nie idź tą drogą! Nie rezygnuj! Masz całe rzesze zwolenników po obu stronach płotu oddzielającego nasze trybuny.

Ja już od dawna twierdzę, że każdy powinien mieć swoje miejsce na stadionie i jedni nie powinni się wcinać do drugich. Wiem, że wszyscy w tym kierunku staramy się iść. Dlatego to nie ma co rezygnować z takiej wizji, a dalej edukować. Fakt: my nie chcemy pikników u siebie, Wy nie chcecie pseudoultrasów u siebie (z którymi, jak wiem walczycie), ale to nie oznacza wykluczania się naszych grup. Trzeba po prostu nauczyć ludzi, że ten płot na rogu to granica i skoro trafili "na teren" tych drugich to mają się dostosować do ich zasad. Tutaj klub ma sporo miejsca, by się wykazać. O ile my mamy grupy kibicowskie które jakoś tam pilnują naszego porządku, tak reszta stadionu zdana jest na stewardów, a ich kompetencje nadal odstają od tego co byśmy chcieli.
Tymczasem ja nadal jestem przekonany, że uda się doprowadzić do stanu o jakim piszesz. Zresztą kroki, które zaczyna podejmować Legia powinny temu sprzyjać. Zrównanie cen i wspomniane w wywiadzie powiększenie sektora rodzinnego IMHO winno zmniejszyć ilość ludzi trafiających na Żyletę "bo tu taniej", zwalniając miejsce dla tych którzy samodzielnie próbują zrobić Żyletę z "Waszego domu". Oczywiście to kropla w morzu potrzeb, ale zawsze jakieś działania.
53sobota, 17, maj 2014 07:11
Zbyszek
Tym razem w małym stopniu głos zabieram, gdyż zgadzam się z Panem Prezesem i rozumiem jego dylematy. Sam kierowałem dużą instytucją i wiem z doświadczenia, nie tylko z wiedzy teoretycznej /kurs kadry kierowniczej/ oraz ćwiczeń /miesięczny trening interpersonalny/, że w dużym i skomplikowanym organiżmie ogarnięcie wszystkiego jest nie tylko niewykonalne, ale i niepotrzebne. Szef, który wtrąca się do wszystkiego i każdym, najmniejszym ogniwem kieruje zdejmuje z podwładnych odpowiedzialność, a sam wszystkiego nie uciągnie. Taki styl kierowania raczej wcześniej niż póżniej kończy się klęską.

Ma natomiast wyznaczać kierunki, stawiać wymagania, rozliczać,a decydować tylko w sprawach strategicznych. Stąd tak ważny dobór zespołu. Skoro nie można podwładnych pilnować na każdym kroku i są oni w dużym stopniu samodzielni to muszą to być ludzie lojalni, pracowici i kreatywni. Jeżeli model kolektywnego podejmowania najważniejszych decyzji we władzach Legii się sprawdza to dobrze. Ja preferowałem wysłuchiwanie współpracowników i jednoosobowe podejmowanie decyzji. Moim zdaniem nakładanie na niższej rangi pracowników współodpowiedzialności za funkcjonowanie całości nadmiernie ich obciąża i prowadzi do zachowań zachowawczych i asekuranctwa w myśleniu i działaniu. Natomiast decydowanie niejako za niego dodaje poczucia bezpieczeństwa i pewności siebie podwładnym i pozwala mu rozwinąć swoje siły twórcze w wykonawstwie. Ale powiadam; dobre jest to co zdaje egzamin. Tym bardziej, że Prezes uważa, iż w takim układzie podwładni podjęte decyzje uznają niejako za swoje.

Podoba mi się u Prezesa rozwaga w podejmowaniu wielu decyzji. Nazywa się to zarządzanie ryzykiem. Aby to czynić musi się mieć twarde podstawy w postaci wielokrotnie zweryfikowanych faktów. Nie wolno ulegać mitom,iluzjom czy zwykłemu chciejstwu. Tak się rzecz ma z Akademią. Ona w tej chwili jest i działa. Pieniądze na nią w budżecie też są. Można przyjąć założenie, że jak ją utworzymy w nowym kształcie jako ośrodek to będzie lepiej. Czy jednak na pewno? Ona ma dawać produkt w postaci piłkarzy gotowych do treningu wyczynowego. Dziś wytwarza pojedyncze jednostki /poza rocznikiem 1992/, które do 1 drużyny są aktualnie nieprzydatne. Więc rozszerzenie, oprócz ogromnych kosztów przyniesie tylko zwielokrotnienie produkcji nieprzydatnych graczy. Można też wytworzyć model,że akademicy mają po juniorach i grze w 2 zespole trafiać do I drużyny.Tu być szkoleni i promowani. Tylko wtedy gra 1 drużyny będzie na poziomie czołówki, ale III ligi jak jest teraz. Bez pomocy zawodników z 1 drużyny ta ekipa nie ma szans na awans do II ligi.

Tu bodaj jeden raz nie zgadzam się z Prezesem. Piłka nożna to jest rywalizacja. Nie można sztucznie dawać prezentów w postaci awansu. Oni to muszą sami wygrać. Ponadto ta II liga to nie jest raj. To taka sama kopanina jak w III lidze. Jest tylko więcej wyeksploatowanych graczy z 1 ligi i Ekstraklasy. Jak się wpadnie w ten wir nadmuchiwania balonu to końca nie będzie. Okaże się, że trzeba będzie za rok ratować przed spadkiem. I znowu zrobią to gracze 1 drużyny. Jak nie potrafią sami awansować do II ligi to znaczy, że nawet na ten poziom rozgrywek się nie nadają.

Zaświadcza to o czym od lat piszę: jest pilna potrzeba przemodelowania całego systemu szkolenia w Akademii, aby dawała ona lepszy jakościowo produkt. Dopiero po tym można zasadnie rozważać dla niej nowoczesną bazę.
54sobota, 17, maj 2014 08:45
Dzynek
@Gawin
---"(...) nie skorzystałbyś w tamtym momencie z okazji?"

Właśnie nieSmile Owego czasu, kiedy transfer wydawał się kwestią dni obejrzałem kilka meczy w jego wykonaniu i byłem na nie. Główne powody to statyczny styl gry, najczęściej krótko podaje do najbliższego partnera i do boku, podania rzadko kreują sytuację lub przewagę.Typowa gra na alibi. Swoje obiekcje wyraziłem na LegiaNet. Argumentom tym nie da się zaprzeczyć, jednak brakuje w nich tych czysto piłkarskich, od których w w nie mniejszym stopniu zależy powodzenie transferu. Zwróciliśmy uwagę na pewne cechy zapominając o innych. Podejrzewam, że podobnie jest w przypadku Orlando Sa.


Skauting powoli zaczyna stawać się nauką ścisłą. Decyzje podejmowane są na podstawie dziesiątek stron analiz parametrów zawodnika. Im lepszy klub tym bardziej szczegółowe dane. Ocena głównego trenera często wcale nie jest potrzebna, kiedy kilku skautów, analityk, psycholog, lekarz sporządzą raport skautingowy. Rola trenera często sprowadza się tylko do określenia zapotrzebowania na pozycję. To zaczyna przypominać matematykę, gdzie o transferze w równaniu zaczynają decydować miejsca po przecinku. Szczęście i pech odgrywają coraz mniejszą rolę. My także jak najszybciej powinniśmy w tym kierunku zmierzać.

---"drużyna powinna być budowana na dwóch poziomach, jednym z 'Vrdoljakami i Radoviciami', drugim z 'Dudami i Żyrami".---

Zgadzam się z Wami w 100%. Zobacz jak wygląda teraz struktura wiekowa pierwszej jedenastki:
28-21,27,27,32-29,30-21,30,23-19. Proporcja doświadczonych do młodych to 7:4. Niezwłocznie trzeba doprowadzić przynajmniej do równowagiWink Chociaż wielu niemieckim czy holenderskim klubom zależy na odwróceniu proporcji. Wyżej cenią młodzieńczą ambicję i fantazję niż przychodzącą z wiekiem rutynę i konformizm. I z tego co czytam Prezes także chciałby odmładzać skład. A skoro może dobrze zarobić nie tracąc wiele na jakości drużyny (cały czas uważam, że skok formy Radovica i Vrdoljaka jest jednorazowy, spowodowany prze kilka czynników występujących tylko przy zmianie trenera)) to czemu nie skorzystać?
55sobota, 17, maj 2014 11:11
MeM
@gawin
Nie zgodzę się z Tobą. Uważam, że mając dobry, długofalowy plan i konsekwentnie go realizując jesteśmy w stanie zapełnić to 10tys krzesełek widzami oczekującymi tylko i wyłącznie rozrywki.
56sobota, 17, maj 2014 11:18
@Zbyszku

"Zaświadcza to o czym od lat piszę: jest pilna potrzeba przemodelowania całego systemu szkolenia w Akademii, aby dawała ona lepszy jakościowo produkt. Dopiero po tym można zasadnie rozważać dla niej nowoczesną bazę"

W sprawie akademii całkowicie się z Tobą nie zgadzam a spuentuję to dowcipem.
W pewnym domu kadra kierownicza kazała załodze skakać do pustego basenu i obiecali, że jak się już nauczą, to im napuszczą wody.
57sobota, 17, maj 2014 14:06
gawin76
@ QD

Tak, w tym sensie masz rację, o realizację takiego modelu na pewno warto nadal zabiegać.

Natomiast o ile dobrze definiuję "widza" w znaczeniu użytym przez MeMa (sugerując się przykładem z PP), to nawet na 'naszej' części stadionu tacy odbiorcy stanowią ułamek.

@ MeM

Tego nie neguję, długofalowo można osiągnąć każdy efekt. Z tym że, jak pisałem we wcześniejszym komentarzu, wymagałoby to wywrócenia do góry nogami wielu rzeczy, w co nie za bardzo wierzę. Sądzę, że w klubie postawiono po prostu na innego 'konia' i biorąc pod uwagę potencjalny stosunek nakładów do zysków, jestem w stanie jakoś to zrozumieć. Ale to określenie docelowej grupy odbiorców to rzeczywiście ciekawy temat, fajnie byłoby mieć jasność w tej kwestii.
58sobota, 17, maj 2014 14:16
Zbyszek
@kibic50.
Dowcip jak dowcip. Wywodzi się on z czasów, gdy mówiono, że jak się wrzuci kogoś do wody to musi się nauczyć pływać. Współczesnej piłki nożnej bez nauczycieli grać nie nauczysz. Klub piłkarski jak każdy sportowy jest po to, aby grać w rozgrywkach. Dobrze jest jak ma własne zaplecze szkoleniowe. Ale nie jest to warunek konieczny, ani dla sukcesów ani dla istnienia.

Wydatek rzędu 40 mln zł jest w chwili obecnej zbyt duży i po prostu nieopłacalny. Miałem i mam pretensje do ITI, ze utopili ponad 200 mln zł na zatrudnienie kilkudziesięciu grojków z których żaden piłki na Ł3 powąchać nie powinien, zamiast za wtedy niecałe 15% tej sumy zbudować bazę. Ale jak to mówią stało się. Dziś trzeba szukać alternatywnych możliwości poprawy infrastruktury, może poprzez współpracę z samorządami, może poprzez zaangażowanie funduszy, może poprzez dzierżawy. Natomiast każdy może wyrzucić pieniądze w błoto zwłaszcza nie swoje. Prezes na to nie pójdzie, bo to byłaby głupota.
59sobota, 17, maj 2014 14:19
MeM
Kohabitacji różnych typów kibiców na jednym stadionie jest możliwa, ale wcale nie łatwa. Udowodniono to w praktyce już w wielu miejscach. W innych po prostu z części kibiców zrzygnowano. U nas zarząd klubu jest trochę w rozkroku, jakby bal się postawić sprawy jasno, określić precyzyjne zasady funkcjonowania/kibicowania. Coś jak brak konsekwentnego określenia granic dobrego zachowania przy wychowywaniu dzieci. Wszyscy rodzice będą wiedzieć o co chodzi i jak wiele analogii można by było tutaj znaleźć.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1