- Kategoria: Trybuna komentatorów
- gawin76
Dysonans
Niemożliwością jest porzucenie wiary, że drużyna, której kibicujemy, będzie wygrywać. W sporcie gra się o zwycięstwo i każdy kibic zawsze w nie wierzy. Dysonans wynikający z faktu, że rozum wielokrotnie chciałby storpedować nasze nadzieje, jest stałym elementem kibicowania. Banał to niby i oczywistość, a jednak mocno rozczarowujący jest fakt, że przed startem sezonu 2025/26 znajdujemy się jako kibice Legii w stanie takiego właśnie dysonansu.
Czym innym jest przecież rywalizacja z Chelsea, kiedy łatwo zrozumieć, że irracjonalna nadzieja na sprawienie sensacji w dwumeczu jest w zasadzie jedynym kibicowskim punktem oparcia, zupełnie czym innym konstatacja, że na powiew futbolowej fortuny musimy także liczyć, ruszając do wyścigu z Lechem Poznań czy Rakowem Częstochowa.
Głowna przyczyna takiego stanu rzeczy jest prozaiczna. Kadra naszej drużyny praktycznie nie uległa zmianie w porównaniu z minionymi rozgrywkami, w związku z czym trener Iordănescu będzie miał do dyspozycji tych samych zawodników, którzy skończyli sezon 2024/25 na piątym miejscu w tabeli Ekstraklasy, szesnaście punktów za plecami mistrza Polski. W dodatku zeszłoroczne rozstrzygnięcie trudno uznać za dzieło przypadku, przecież na przestrzeni ostatnich sezonów Legia przyzwyczaiła nas do porażek i remisów z teoretycznie słabszymi przeciwnikami, do nieumiejętności rozstrzygania na swoją korzyść bezpośredniej rywalizacji z drużynami z czołówki tabeli, do nagłych zapaści skutkujących szybkim powiększaniem straty do ligowej konkurencji. Kolejni dyrektorzy sportowi i sami piłkarze mogą przysięgać, że ta drużyna jest zdolna pokonać każdego, tylko że fakty są nieubłagane. Mamy do czynienia z problemem, który został brutalnie potwierdzony empirycznie.
Oczywiście najłatwiej podsumować tę sytuację zarzutem braku wystarczającej jakości w kadrze. Jest to pewne uproszczenie, bo w Legii jest wielu zawodników jak na polskie warunki dobrych i solidnych, jednak nie sposób nie zauważyć, że naszej drużynie brakuje klasowych liderów. Polityka transferowa prowadzona przez Jacka Zielińskiego przez długi czas miała być polityką bezpieczną, minimalizującą ryzyko transferowe, koncentrującą się na zawodnikach znających realia polskiej ligi. Trudno odmówić takiemu podejściu sensu, ale jego skutkiem ubocznym było spłaszczenie poziomu kadry. W efekcie mamy liczne grono zawodników o bardzo zbliżonych umiejętnościach. Co ciekawe, Jacek Zieliński w swojej ostrożności chyba czuł pismo nosem, bo kiedy w Legii zdecydowano się wreszcie wyjść poza strefę komfortu i odważniej zaatakowano rynek transferowy latem 2024 roku, w większości przypadków fatalnie przestrzelono, a uosobieniem problemów wykreowanych przez tamto okienko pozostaje do dziś Jean-Pierre Nsame. W Legii nie ma zawodników wyrazistych, nie ma nikogo zbliżonego formatem choćby do Miro Radovicia, nie wspominając nawet o zawodnikach takich jak Danijel Ljuboja czy Vadis Odidja-Ofoe. Najciekawszych boiskowych zagrań można obecnie spodziewać się po sympatycznym Japończyku Morishicie, który uporem i ciężką pracą zapracował na awans w hierarchii pierwszej jedenastki, z kolei największe perspektywy rozwojowe wydają się mieć młody środkowy obrońca (Ziółkowski) i dwóch pomocników (Oyedele i Urbański), musimy jednak pamiętać, że jeden z nich jest u nas co najwyżej warunkowo i odejdzie gdy tylko ktoś postanowi wpłacić kuriozalnie niską kwotę odstępnego. Gdy skanuję swoje prawie czterdzieści lat świadomego kibicowania Legii to naprawdę trudno jest mi przypomnieć sobie kadrę, która byłaby równie nudna i nijaka jak obecna. I jest to bardzo przykra refleksja.
Recepta w tej sytuacji wydaje się oczywista, przecież nic prostszego niż ruszyć na zakupy, wykorzystać środki zarobione w europejskich pucharach i wyposażyć drużynę w niezbędną jakość. Niestety, jest to marzenie ściętej głowy. Poczucie braku finansowej swobody towarzyszy Legii od niepamiętnych czasów, zupełnie jakby mitycznym DNA naszego klubu wcale nie było niestrudzone dążenie do zwycięstw, lecz wieczne zadłużenie względem trudno powiedzieć kogo i na niemożliwą do ustalenia kwotę. Artykuł opublikowany kilka dnia temu na Interii otwiera być może oczy tym, którzy oczekują milionowych transferów do Legii, ale nie powinien być żadną sensacją dla osób śledzących losy naszego klubu w kilku ostatnich dekadach. Co więcej, można wyobrazić sobie scenariusz, w którym przychody klubu znów wzrastają, na przykład za sprawą awansu do Ligi Mistrzów w którymś z najbliższych sezonów (wiem, fantastyka piętro wyżej), tylko że jednocześnie wzrastają też wydatki, i to wzrastają w sposób tak zagmatwany i niejasny, że zdezorientowani kibice nadal drapią się po głowie, nie mogąc zrozumieć dlaczego imponujące liczby nie znajdują bezpośredniego przełożenia na równie imponującą kadrę. Zwłaszcza że, lawirując między kolumnami i rzędami swojego budżetu, Legia jakimś sposobem niezmiennie wydaje na pensje więcej niż krajowa konkurencja.
Przy tej okazji warto wspomnieć o kolejnym motywie z cyklu ‘wszystko już było’, którym jest zapowiadany przez część kibiców protest. Idei narzucanego z góry protestu nie pochwalam nigdy. Owszem, rozumiem, że kibice czują się w jakimś sensie oszukani. Wydaje się zupełnie realne, że kilka sezonów doskonałej sprzedaży karnetów i biletów, regularnie zapełnianego stadionu, spektakularnych opraw i głośnego dopingu doprowadziło niektóre osoby w klubie do kompromitującej intelektualnie konkluzji, że kibicowi można mydlić oczy marketingowymi sztuczkami, podczas gdy na boisku futbolista Gual będzie bił rekordy w obijaniu obrońców przeciwnika. Rozumiem, że ktoś może nie chcieć, by jego lojalność wobec ukochanego klubu została wzięta za aprobatę dla szeroko rozumianej nieudolności. Uważam jednak, że protest jako sposób walki z niezadowalającym zarządzaniem klubem nie ma żadnego waloru dyscyplinującego czy wychowawczego, i w ogóle każdy taki zamysł odrzucam niejako apriorycznie, pielęgnując wewnętrzne przekonanie, że z Legią należy być zawsze, bezwarunkowo, bezdyskusyjnie, na dobre i na złe, taki to jest związek na całe życie.
Wracając jeszcze do meritum, tym elementem systemu, który usprawni jego funkcjonowanie, może oczywiście stać się trener Iordănescu. Bez wątpienia wszyscy szczerze życzymy rumuńskiemu szkoleniowcowi sukcesu. Tylko że większe jest prawdopodobieństwo, że Iordănescu jest człowiekiem solidnej pracy niż że jest cudotwórcą. I niestety bardziej jest prawdopodobne, że odporność psychiczna naszego nowego trenera i jego mocodawców zostanie poddana poważnej próbie jeszcze tego lata, niż że pobyt w Legii będzie dla Iordănescu nieprzerwanym pasmem zwycięstw. Każdy trener potrzebuje czasu i zaufania, które są w Legii towarem deficytowym. Podniesienie poziomu kadry i jakości zespołu do poziomu dającego nadzieję na skuteczną walkę o mistrzostwo Polski wymaga płynnej i starannej wymiany poszczególnych ogniw zespołu na lepsze. To proces, którego nie uda się zakończyć na przestrzeni jednego okienka transferowego, bo Legia nie ruszy na zakupy z walizką pieniędzy tak jak czyni to na przykład czołówka ligi tureckiej. Ktoś musi z Legii odejść, żeby ktoś inny mógł przyjść, ten drugi ktoś musi chcieć tutaj grać i ostatecznie spełnić pokładane w nim nadzieje, co jak doskonale wiemy, nie jest żadnym pewnikiem. Tylko jak planować spokojną, przemyślaną ewolucję, kiedy do eliminacji do europejskich pucharów podchodzimy z nożem na gardle, bo jak zawsze trzeba ratować budżet, kiedy ligowa konkurencja zbroi się na potęgę, głodnych sukcesu, sławy i pieniędzy jest coraz więcej, a Legii w Polsce już od dawna nie boi się nikt?


Chociaż w ogóle najbardziej śmieszno-straszne byłoby gdyby takie pomysły nie były ślepym puszowaniem na wzrost, tylko gdyby w gabinetach na poważnie wierzono, że ten produkt powinien być droższy, bo przecież puchar Polski, wygrana nad Chelsea i transfer Vinagre'a.
W mediach jakiś ignorant napisał ,że Legia ma sytuację gorszą niż opisuje, bo jego zdaniem zawyżyła wartość LTC. Otóż wartość środków trwałych nie ma żadnego wpływu na finanse klubu, bowiem ma znaczenie wyłącznie jako zapis w ewidencji księgowej. Nie ma nawet wpływu na zdolność kredytową, bo Bank sam dokonuje audytu ,nie ma też wpływu na podatki , bo nie ma u nas podatku katastralnego i płaci się podatki nie od wartości ,ale od wielkości.
Za sezon 2023/24 Legia uzyskała dodatni bilans ( zysk) z działalności bieżącej 29,4 mln zł. Natomiast na rzetelną ocenę musimy poczekać do sporządzenia przez Legię bilansu z opisem.
Legia ma największy w lidze budżet płacowy samych piłkarzy, który wynosi rocznie blisko 36 mln zł, na drugim miejscu jest Lech - 29 mln, na trzecim Raków - 20 mln, na czwartym Jagiellonia 18 mln.
Zarobki w Legii są szalenie zróżnicowane i w wielu wypadkach nieadekwatne do przydatności boiskowej zawodników. Najwięcej zarabia Vinagre - 6, 7 mln zł rocznie ,a np. Kapustka 2 mln, Elitim 1,5 mln, Gual 1,65 mln.
Lecz mamy do czynienia z absurdalnymi paradoksami , bowiem Nsame zarabia, 3 mln rocznie, Jędrzejczyk 2,3 mln , Burch 1, 6 mln , Pekhart 1,2 mln , Alfarela 1,1 mln, Kun -500 tys ,a taki Oyedele tylko 250 tys rocznie.
W gawędzie "Schodami w dół' w sporze pomiędzy trenerem Feio ,a skautingiem Legii stanąłem zdecydowanie po stronie Feio uznając,że należy mu się medal za ujawnienie skrajnej niekompetencji i nieróbstwa tych szkodników. Ta kwestia wystawia też jak najgorsze świadectwo Jackowi Zielińskiemu.
Nie omawiając wszystkich transferów skupię się tylko na Nsame.Kosztował on Legią 700 tys Euro i jego agenci z Global Compensacio wytargowali dla niego zarobki 3 mln zł rocznie +premie. I gdyby Nsame wykazał przydatność to te sumy nie byłby rażące ,ale on nie jest w stanie "spłacić " się grą, bo jego charakterystyka nie pasuje do organizacji gry drużyny. Przed 5 laty o podobnej charakterystyce sprowadzono do Legii Pekharta, który zdobył w sezonie 2020/21 Tytuł króla strzelców walnie przyczyniając się do zdobycia Tytułu. W porównaniu do Nsame Pekhart był bardziej wszechstronny, bo był także do połowy boiska pierwszym obrońcą przy przechodzeniu rywali do ofensywy ,ale Nsame jest lepszy technicznie , lepiej się ustawia i ma szybsze "odejście " , tyle tylko ,że te jego zalety są niewykorzystane.
Nie ma niczego odkrywczego w stwierdzeniu ,że środkowy napastnik "żywi" się podaniami od partnerów i Pekhart takich miał,a Nsame nie ma.Trener Michniewicz mając takich klasowych "wahadłowych " jak Juranovicz i Mladenovicz ustawił zespół Legii 1-3-4-2-1 . Obaj wahadłowi atakowali skrzydłami odciągając bocznych obrońców rywali oraz kierunkowego środkowego obrońcę do boków ale byli też w stanie dogrywać piłki w pole karne do Pekharta, lub też rozgrywać przez ofensywnych pomocników z których Martins był przeznaczony prawie wyłącznie do obsługi Pekharta. Obok Martinsa wystawiani byli Kapustka, Luquinhas ( w lepszym wydaniu niż ostatnio), Valencia lub Muci .
W Legii sezonu 2024/25 nie ma ani takich bocznych obrońców ,ani takich ofensywnych pomocników. Generalnie nasi ofensywni gracze mają bardzo słabo opanowaną antycypację i grają prostacko do napastnika ,a nie tam gdzie on powinien być ,aby podanie zamienić na bramkę. W meczach w których Nsame zagrał wręcz pokazywał gdzie chce , aby mu zagrano piłkę i jej nie dostawał. Tego typu "lis pola karnego " bez podań nie istnieje.
Trener Iordanescu , o którym nie bardzo wiemy jaki ma warsztat, gdyż w klubach za długo nie popracował,ale był trenerem reprezentacji Rumunii - w swych wypowiedziach dowodzi ,że wie , o co w tej zabawie chodzi.
A chodzi o to ,aby gra była produktywna i skuteczna , żeby zespół nie tylko utrzymywał się przy piłce i robił parametry ,ale przede wszystkim ,aby wypracowywał groźne dla rywali sytuacje i je wykańczał.
Obecnie Legia nie ma klasowych graczy na prawej stronie ataku , na pozycji ofensywnego pomocnika i wszechstronnego napastnika, a z tego co wiemy także Iordanescu chciałby środkowego obrońcę potrafiącego wprowadzić piłkę do gry od tyłu.
Nie należy się dziwić rozgoryczeniu trenera ,że rozpoczyna nowy sezon, bez obiecanych wzmocnień. Rumun to trener któremu klub nie robi łaski ,że go zatrudnia, trener , który jasno stawia sprawę ,że nie można stawiać zadań jak np zdobycie Tytułu bez zapewnienia narzędzi koniecznych do ich zdobycia.
Lecz jest to efekt tego ,że nikt nie nadzorował działu tzw. skautingu i okazało się ,że król jest nagi ,że "szuflady : są puste,że jest spalona ziemia.
Oczywiście dla kibiców to żadne usprawiedliwienie ,ale ja jako wychowanek podwórka mam zasadę,że jak ktoś leży to trzeba mu pomóc wstać ,a nie kopać leżącego .
Dlatego tę akcję kibolstwa porównuję do matkobójstwa.
Pozdrowienia dla Marcina, gratki dla prowadzących: "Kilka słów o Legii", good job. Przypomniały się stare czasy, z browcem w knajpie, z sypaną kawą dla jednego zasłużonego pitolnika, z nachosami, z żeberkami z grilla itp. itd. Dość prywaty.
Dalkub: "Nie wydam ani złotówki na Legię dopóki będzie w niej ten nieudacznik Mioduski." - chyba sporo mamony zaoszczędzisz.
Mioduski został wiceprezesem PZPN d/s zagranicznych, od 2017 roku pełni funkcję wiceprezesa European Club Association. Organizacja zrzeszająca ponad 700 klubów piłkarskich. Jak dla mnie, Miodek odpuścił sobie bezpośrednie zarządzanie klubem, ale lubi splendor działacza piłkarskiego, a wiceprezesura może być niezbędnym elementem rozwoju kariery w UEFA. Zresztą nawet z całym legijnym bagażem, akurat do czegoś takiego po stokroć się lepiej nadaje niż "niezrównany krasomówca" Czaruś Kulesza lub poprzednik na stołku czyli wielce szanowny "poliglota" senator Mieczysław Golba.
Nie wierzę, żeby Mioduski wyprowadził się z Legii, natomiast zaczynam się dziwić, że nie decyduje się na coś w stylu Jarosława Królewskiego. "Peter Moore, w przeszłości prezes EA Sports, wiceprezes ds. korporacyjnych w Microsoft Xbox czy kierownik wyższego szczebla w Sega of America, Reeboka oraz Unity Technologies, przejął pięć procent udziałów w Wiśle Kraków." Jarosław Królewski: " Dzięki wsparciu i wierze Petera w nasz projekt wkraczamy w nową erę z pewnością siebie, odwagą i globalnym spojrzeniem. Dla mnie jako prezesa tego klubu bardzo ważne jest to, że Peter przewodził inicjatywom, które naprawdę zmieniły świat - nie tylko w piłce nożnej, ale także w technologii, rozrywce i edukacji. Jego wiara w społeczności klubowe, jego pokora i fakt, że po podbiciu zachodniego świata chce teraz pomóc Polsce w rozwoju poprzez dzielenie się wiedzą, pomysłami i światowej klasy praktykami - to wiele mówi." - dla mnie to bla, bla, bla, korporacyjna gadka, nowomowa, liczy się to, że ktoś taki jak Peter Moore może pozyskać dla Wisły nowe fundusze. Na to liczy zapewne Królewski.
Po triumwiracie z Leśnodorskim i z Wandzlem na nowe spółki Miodek zapewne nie ma specjalnej ochoty, ale dofinansowanie Legii w obecnej sytuacji wydaje się wielce pożądane. Absolwent Harvardu, jeden z zauszników ś.p. Kulczyka, wśród swoich biznesowych partnerów nie mógłby znaleźć kogoś komu mógłby zaufać i podzielić się udziałami w zamian za istotny finansowy zastrzyk?
Dopóki na rynku nie pojawi się gracz z workiem kasy gotowy zainwestować w Legię, to prośby i groźby oraz protesty kibicowskie uważam za chybione. Jeżeli takiego gracza nie ma, to nawoływanie do pozbycia się Mioduskiego uznaję za realizację kibicowskiego planu przejęcia klubu na wzór krakowski czyli miśkowy. Stwierdzenie, że trafilibyśmy z deszczu pod rynnę to mało powiedziane.
Natomiast niech Mioduski robi karierę w PZPN i w UEFA, klubem niech zarządzają kompetentni ludzie i niech Miodek znajdzie sposób na dofinansowanie Legii, na podzielenie się udziałami ale i odpowiedzialnością za losy Legii.
z jednym się nie zgadzam, że jak nie będzie Mioduskiego to klub przejmą jakieś dziwne indywidua. Popatrzmy na Raków czy Widzew czy Motor - coraz więcej jest poważnych ludzi którzy chcą zainwestować w klub.
Mioduski jest szkodnikiem, jego rządy to jest stały proces degrengolady sportowej i finansowej, złego zarządzania, złego dobru personelu na kluczowych stanowiskach. On się niczego nie uczy, on powtarza te same błędy kolejny raz.
Nie mam nic przeciwko żeby tego rodzaju ludzie albo przejęli większościowy udział w Legii, albo żeby z tego rodzaju partnerami biznesowymi Mioduski podzielił się udziałami, skupiając się na pracy w PZPN i w strukturach europejskich.
Natomiast moje obawy dotyczą tego co stało się w Krakowie. Tam istnieli zda się poważni ludzie, choćby i Jarosław Królewski i Wojciech Kwiecień (obecny właściciel Wieczystej Kraków, ale „od zawsze” kibic Wisły), a poważny, topowy w Polsce klub po Cupiale przejęli: szemrany Jakub Meresiński, enigmatyczny Vanna Li, a w końcu patusy ze struktur kibicowskich. O tym pisałem, dla mnie to jest przestroga i czegoś takiego trzeba się za wszelką cenę wystrzegać. Dlatego gdy „kibice” chcą „rządzić” w klubie, ustalać, wymieniać właścicieli, to włącza mi się jaskrawo czerwone światełko ostrzegawcze.
Swoją drogą to paradoks, że Kraków ma Wisłę i Wieczystą w pierwszej lidze i że właściciele tych klubów nie potrafili się ze sobą dogadać i stworzyć jeden mocny klub na miarę europejskich pucharów. Z czegoś takiego może się cieszyć przede wszystkim Albiceleste.
Tu jest też problem, indywidualnych ambicji, partykularyzmu, braku zaufania między potencjalnymi partnerami.
Nie rozumiem jak można absolwenta najznakomitszego Uniwersytetu w świecie w Harvardzie, uznanego za jednego z najlepszych prawników specjalistów w sektorze energetyki i infrastruktury w Europie , członka Komitetu d/s Energetyki przy kancelarii prezydenta USA w Waszyngtonie , członka Rady Departamentu Energetyki przy KE w Brukseli, wspólnika w wielkiej kancelarii CMS Cameron McKenna oraz prezesa światowej rangi Firmy Radovan Inwestmens, członka wielu zarządów i Rad Nadzorczych różnych firm - traktować jak głupca.
Dariusz Mioduski może odejść z Legi tylko kiedy sam będzie chciał i tylko na swoich warunkach. Mioduski nawet zabezpieczył się przed wrogim przejęciem zmieniając strukturę tego co nazywamy Legią,a o czym by dużo mówić począwszy od prawa do nazwy, przez markę , symbole itp. Zrobił to bardzo sprytnie , bo prawa te miało stowarzyszenie o nazwie CWKS,ale popadło w problemy finansowe , więc zwiększył udziały zakładowe o 50% czego CWKS nie było w stanie uczynić i pozbawił przedstawicieli CWKS prawa głosu na walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy i przejął całość mienia spółek po CWKS, łącznie z nazwą ,symbolami klubowymi ,a następnie pozbył się wszystkich sekcji,poza piłkarską.
Mioduski rozstał się ze wspólnikami , bo ci sabotowali utworzenie nie tyle centrum treningowego ile kompleksu w którym główną rolę będzie odgrywało centrum badawczo rozwojowe na co potrzebował 15 mln wkładu własnego a Leśnorski z Wandzelem wcześniej spłacili ITI i tych pieniędzy nie miał. Lecz wykorzystał jednego z doradców, który miał "dojścia " rządowe ,aby projekt wszedł na listę dofinansowań z uwagi na walory wspierania tzw. społeczności lokalnych w sferze sportu dzieci i młodzieży. Majstersztykiem było załatwienie przez jednego z członków Zarządu w gminie Grodzisk Maz.wykupienia terenów rolnych pozostałych po zajęciu ich na potrzeby autostrady A 2 . Po wykupieniu terenów przez Legią Rada Gminy odrolniła zakupione przez Mioduskiego 15 ha. Trzeba wiedzieć ,że ziemię rolną kupuje się na hektary ,a grunty "przemysłowe" na metry i są one od 10 do 20 razy droższe. Rząd przekazał Legii 15 mln zł ,a Bank Gospodarstwa Krajowego udzielił kredytu, przy czym właścicielem centrum badawczo-rozwojowego jest Mioduski ,a Legia spłaca kredyt. Wartość LTC wraz z centrum to minimum 200 mln zł.
Wielu bulwersuje rosnące zadłużenie Legii od przejęcia jej na własność przez Mioduskiego , który w tym długu na koniec sezonu 2023/24 liczącym 201 mln zł ,ma swoją pożyczkę w kwocie 40 mln zł z nieznaną wysokością odsetek ,którą staje prolonguje. Jest to typowy tzw. dług własny , który ma zabezpieczać właściciela przed wrogim przejęciem. Z tego też powodu Mioduski nie godził się z sugestiami Leśnodorekiego i Wandzela ,aby Legia była spółką giełdową.
Do tego wartość kadry zawodniczej Legii wedle audytu to ok. 40 mln Euro.
Przychód legii w sezonie 2023/24 to 267, 5 mln złotych co oznacza czysty zysk w kwocie 29,4 mln zł . Zwyczajowo cena odpowiada 3 krotnemu zyskowi ,ale jest ona tym większa im marka jest bardziej znana.
Czyli teoretycznie ewentualny kupiec musiałby przejąć 200 mln dług i zapłacić Mioduskiemu ok. 550 mln złotych.
Powiadam teoretycznie , bowiem bogate firmy mają dobrze rozbudowane agendy wiedzowe i nikt przy zdrowych zmysłach nie wejdzie w spór z prawnikiem tej rangi co Mioduski .
Więc Mioduski wie co robi w zabezpieczeniu swych interesów i nikt go nie zmusi do rezygnacji z Legii chyba,że sam zechce - na co się nie zanosi.
Ja trochę wiedząc ,a trochę proliferując sylwetkę psychologiczną Mioduskiego i wiedząc,że prezes czyta jemu nie kadzę i traktując go poważnie staram się mu społecznie doradzać,także poprzez ostrą krytykę - mając świadomość ,że prezes do tej pory poważniej traktował tych , którzy uznawani byli za szpeców, bo korporacyjnych nawyków nie zmieni,a ja jestem amatorem, ale chyba wreszcie się przekonał,że na ich radach wychodził jak Zabłocki na mydle.
Tylko Iocosusie właściwie dlaczego prezes Mioduski miałby być tym zainteresowany?
Jeżeli dla niego to jest rzeczywiście 'projekt życia' i jest w nim wiara, że to się wszystko jednak uda, że przyjdzie czas na regularną grę w Lidze Mistrzów, że ośrodek w Książenicach zacznie się spłacać, że historia (bo raczej już nie to pokolenie kibiców, on o tym na pewno wie) kiedyś wreszcie go doceni jako tego, który zostawił Legię murowaną, to dlaczego miałby dzielić się splendorem?
Z kolei jeżeli Legia nie jest celem samym w sobie, a środkiem do realizacji innych planów (finansowych, organizacyjnych, wizerunkowych) to... tym bardziej niepożądany byłby wspólnik, zwłaszcza taki, z którym nie łączyłaby prezesa wspólnota interesów.
Wydaje mi się, że gdyby Mioduski chciał / musiał znaleźć inwestora to by go znalazł, z tego wnoszę, że jednak nie chce / nie musi.
Jeżeli natomiast chodzi o przejęcie całości klubu to przy takim zadłużeniu byłaby to gigantyczna transakcja, na pewno takiej w polskiej piłce jeszcze nie było. No i cóż, jasne, są w tym kraju bogaci ludzie, tylko podejmowanie takiego ryzyka, żeby przejąć Legię, hm... Chyba nawet Leśnodorski jakiś czas temu wyśmiał fantastów, który wierzą w taki scenariusz, mówiąc, że ze takie pieniądze to można sobie kupić klub w Ligue 1 a nie Legię. A samo przejęte zadłużenie i tak nadal de facto obciążałoby budżet klubu.
Moim zdaniem LTC w przyszłości będzie nosić miano Dariusza Mioduskiego, tej zasługi już mu nikt nie odbierze, tyle tylko że ta pasieka, póki co mało miodu daje, a z pewnością nie tyle ile oczekiwano. To że do Legii muszą być sprowadzani tacy piłkarze jak Kun i Chodyna i że nie możemy ich zastąpić własnymi wychowankami o porównywalnym (przecież nie najwyższym) poziomie, to świadectwo według mnie szkoleniowych deficytów Akademii. Jeżeli Mioduski ma pomysł jak wyjść z "stagnacji" o własnych siłach, to bardzo dobrze, tylko że na razie póki co, nic na to nie wskazuje. Dofinansowanie na drodze kredytów to może być rosnąca spirala zadłużenia.
Wobec tego co powyżej, moim zdaniem w interesie Dariusza Mioduskiego jest znalezienie partnera, partnerów, dzięki którym klub zyskałby prorozwojowy impuls, przy czym sama kasiora, jej dosypanie, to może być złudzenie. Sąsiednia stolica i przypadek Herthy tego dowodem.
w sumie nie napisałem że Mioduski jest głupi, napisałem że szkodzi Legii swoimi sposobem zarządzania tym klubem. Z drugiej strony może specjalista od energetyki i infrastruktury nie konicznie wie jak zarządzać klubem piłkarskim? Bo chyba nie ma sporu że idzie mu to średnio biorąc pod uwagę wyniki.
Akademia moim zdaniem jest trochę kwintesencją Mioduskiego jako zarządzającego, czyli mam ciekawe pomysły i nawet coś fajnego powstaje tylko na końcu znowu coś nie działa - jak napisał Iocosus miodu z tego nie ma, czyli znowu coś nie wyszło albo nie wyszło do końca.
Mnie nie interesuje jakiego rodzaju projektem dla Mioduskiego jest Legia, społecznym, biznesowym, prywatnym - mnie interesuje czy ten projekt idzie w dobrą stronę czy się rozwija czy daje mi satysfakcję jako kibicowi, mini sponsorowi - no więc mówię wprost nie daje i powiem więcej to idzie w złym kierunku i w związku z tym nie widzę głębszego sensu łożyć na coś co podobno wybitny prezes rozpieprza na głupoty
Czytam od czasu do czasu na różnych forach to co wypisują różni kibice i nie podejmują z nimi polemiki, bowiem wielu z nich nie wyszło z kołchozowej mentalności uznającej ,że jak kto coś ma to na pewno ukradł ,a jak ma stanowisko to na pewno dali mu kolesie,a w ogóle to solą ziemi jest chłop i robol. Jak w PRL , jak to był napisał Rafał Ziemkiewicz "Robolom wmówiono,że oni rządzą jako klasa robotnicza i oni w to uwierzyli" , tak kibolom się wydaje ,że oni są najważniejsi i oni rządzą. Otóż w bogatych krajach już dawno kibice wiedzą,że oni są dodatkiem do widowiska , bo ono istnieje w telewizji,a kluby dostają z praw telewizyjnych wiele razy więcej kasy , niż z dnia meczowego.
Z tej oceny , nie mojej,ale socjologów , psychologów i antropologów , wychodząc ten żałosny protest kibolstwa uważam za bardziej szkodliwy dla Legii uznając go za rodzaj matkobójstwa , niż rządy Mioduskiego.
Wina Mioduskiego jest niewątpliwa , bowiem widząc ,że jest coraz gorzej nie zerwał z klikową mentalnością , nie zrozumiał tego co przed 50 lat świetnie ujął Janek Pietrzak na hasło budowy "Drugiej polski " mówiąc , "Nie można budować II Polski z pierwszą żoną, więc się rozwiodłem'. Uparcie trzymał się takich samych lub niewiele zmienianych rozwiązań personalnych, tak jak by w biznesie skończył Uniwerek, a w sporcie nie wszedł do podstawówki. I wierzył w tę blagę o Legijnym DNA.
W gawędzie "Schodami w dół' napisałem licząc na znajomość tematu przez zacnych komentatorów, jak systematycznie pozyskiwano coraz gorszej jakości zawodników . Każdy przełożony by się zainteresował kompetencjami , metodyką pracy działu tzw. skautingu , który jest podstawą funkcjonowania zespołu i akurat ten dział był w gestii Mioduskiego ,a on miał fobię na punkcie uczciwości , bowiem nasłuchał się od Leśnodorskiego co się wyrabiała za czasów ITI ,kiedy to kradli na potęgę wszyscy i każda umowa była podwójna jedna dla Legii ,a druga dla kontrahenta. Np. za zawodnika płacono 100 tys Euro a na umowie do zapłaty przez Legię było 300 tys, Euro , więc 200 tys było do podziału ,identycznie było w przypadku sprzedaży , dla Legii milion ,a klub pozyskujący wpisywał 1, 5 mln, a do tego zawyżone kontrakty z podziałem nadwyżki między zawodnika i kierownictwo. Prezes Leśnodorski zwolnił osoby odpowiedzialne,ale do Prokuratury sprawy nie zgłosił,bo raz był prezesem z woli ITI , bał się strat wizerunkowych oraz siły medialnej ITI, która odwróciła by kota ogonem. To tło ma znaczenie,ale Mioduskiego nie usprawiedliwia , tym bardziej ,że wytworzył atmosferę w której , gdyby ktoś mu powiedział coś złego np.na Radosława Kucharskiego to by mu oczy wydrapał. Tak naprawdę dopiero Feio stanął na wysokości zadania i odmawiał konsekwentnie zgody na proponowanych od przerwy zimowej zawodników. Jeden ze zwolnionych 'skautów" żalił się ,że gdyby zaproponowali Messiego to Feio też by się nie zgodził. Tyle tylko ,że nie zaproponowali
Feio żądał wzmocnień i nimi warunkował wyniki . Trener Iordanescu idzie tym samym tropem ,. bo wie,że bez klasowych zawodników nie ma sukcesów.
Natomiast "pracę" skautingu zbadał Bobicz i jego relacja była druzgocąca.
Kibice domagają się wzmocnień - czyli czego ?. Czytam nawet w PS jak to Górnik się wzmacnia, Jagiellonia , Arka , Widzew itd i takimi graczami nas przez lata mamiono. Te "wzmocnienia" innych klubów to dla Legii byłyby osłabienia.
Teraz bowiem , kiedy mamy trenera , któremu Legia nie robi łaski że go zatrudnia , doradcę , który jest człowiekiem zamożnym, a którzy do tego mają odwagę stawiać żądania to widzimy żałosny stan skautingu Legii.
Bowiem na rynku są setki graczy , których nikt nie chce, i każdy może ich wziąć i tak było z Legią , bo na przestrzeni 9 lat tylko kilku zawodników reprezentowało średni poziom europejski . Dlatego ,że na dobrych zawodników jest stałe zapotrzebowanie - bo tak działa rynek. Legia brała kogo popadnie , najchętniej za darmochę czyli zawodników nic niewartych , bo klub, jaki by nie był graczy dobrych się nie pozbywa.Oczywiście można umówić się z zawodnikiem i odczekać na koniec kontraktu ,ale trzeba takich mieć, trzeba mieć rozeznanie na rynku , a nie tylko czekać, aż agenci zgłoszą takich , których nikt nie chce ,a którzy mogliby podratować nazwisko wpisując w CV grę w legii, tak jak Jozak jedzie na tym CV jako b, trener Legii.
Obecnie widzimy jak szalenie trudno pozyskiwać jest zawodników klasowych, którzy by wzmocnili zespół , kiedy szuflady są puste. Więc nie po drodze mi z tymi którzy domagają się kolejnego szrotu, aby im zamydlać oczy. Trener Iordanescu na byle kogo nie wyrazi zgody i ja oczekiwałbym raczej wsparcia dla pozytywnej zmiany , dla poważnego traktowania klubu ,a nie wkładania kija w szprychy. Rower ruszył w dobrym kierunku i ja ten kierunek wspieram.
"Tak naprawdę dopiero Feio stanął na wysokości zadania i odmawiał konsekwentnie zgody na proponowanych od przerwy zimowej zawodników. Jeden ze zwolnionych 'skautów" żalił się ,że gdyby zaproponowali Messiego to Feio też by się nie zgodził. Tyle tylko ,że nie zaproponowali" - zaskakująca teza że Feio czegoś odmawiał. Feio raczej był łaskaw akceptować co dostał a potem odstawiać bo się nie nadawali. Inna sprawa że Feio chciał ludzi do inne gry latem a potem zmienił koncepcję i część już mu nie była potrzebna.
Nie chcę się też uzewnętrzniać nad pomysłami Feio w zimie - trafił w dychę i to trzy razy
Masz papiery trenera, więc nie udawaj frajera
Ja sobie nie zmyślam, nie wymyślam, tylko od ponad 60 lat obserwuję piłkę , jej rozwój i wyciągam wnioski,a do tego wspieram się dostępną literaturą przedmiotu. Obecny trener Legii Iordanescu mówi to samo co ja,że chce wyłącznie zawodników , którzy mają jakość, klasę i wzmocnią zespół. Jest rozgoryczony i zdegustowany,że Legia -klub rozpoznawalny w Europie jest na tak niskim poziomie organizacyjnym, jeżeli idzie o skauting, bowiem dopiero od miesiąca w klubie zaczęto poszukiwać graczy z tej półki na której jest Legia w infrastrukturze.
Kierunek na jakość ,a nie na ilość jest w sytuacji Legii jedynym ,który daje szanse na sukcesy w Polsce i Europie. Tylko ,że trzeba zaryzykować,a Mioduski organicznie nie znosi ryzyka i obecnie stoi przed dylematem czy wydać spore pieniądze na wzmocnienia ,aby zebrać plon, jak to zrobił Leśnodorski , czy iść do celu małymi krokami.
Tylko chcę panu Mioduskiemu uświadomić,że owszem dotychczas szedł małymi krokami , ale do tyłu .
Czas przestać się bać przyszłości , a trzeba zacząć dbać o to ,aby była lepsza.
O ile bo ja tego do końca pewien nie jestem, choć sam o tym pisałem od lat, że Legii nie potrzeba 30 zawodników a 18 tylko ogarniętych, idziemy w jakość to super. Problem polega na tym że na jakość trzeba kasy i tej kasy zdaje się nie ma, więc czekamy na jakąś okazję i staramy się pozbyć przepłaconego szrotu, którego za tą kasę nikt nie chce. Mój problem z panem Mioduskim jest taki że ja nie wierzę w trwałość ani skuteczność tej polityki, bo jedno co wiem to że w Legii zajdzie kolejna zmiana i znowu będzie budowanie od zera, albo z poziomu sezonu który kończył Vuković - Mioduski w kwestii jakiejkolwiek budowy czegokolwiek w Legii ma 0 wiarygodność
Rzecz w tym Iocosusie, że rzeczywiście być może jest to potencjalnie w interesie Legii, ale czy na pewno w interesie Dariusza Mioduskiego, hm, tego już wcale pewny nie jestem, stąd moje pytanie dlaczego miałby być tym zainteresowany.
Twoja odpowiedź mnie nie przekonuje, przede wszystkim dlatego, że kibicowskie przeświadczenie o stagnacji czy wręcz regresie, jakieś niewielkie opóźnienia w płatnościach, jakiś Kun w kadrze, to nie są argumenty, przez które choćby drgnęłaby przeciwna szala, na której jest gigantyczne zaangażowanie Mioduskiego w Legię jeszcze od czasów ITI. Na tej drugiej szali są lata w Radzie Nadzorczej, współwłaścicielstwo, przejęcie całości udziałów, przetrwanie tuzina różnych protestów i personalnych szykan, inne zdarzenia, które śmiało mogłyby odebrać chęć do inwestowania w piłkę nożną, czy konkretnie w Legię. Mioduski to nie jest jakiś płatek śniegu, to jest zręczny gracz, który doprowadził do tego, że Legia w tym momencie znacznie bardziej zależy od niego niż on od Legii, i w żadnym wypadku nie można deprecjonować jego motywacji i uporu. Zresztą klub przez te wszystkie lata zmienił się nie do poznania, LTC jest przecież tylko elementem większej całości. Faktycznie, akurat rozwój pierwszej drużyny z jakiegoś powodu idzie tu najbardziej opornie, sądzę, że stąd te ciągłe roszady na stanowiskach doradców, dyrektorów itp., może to jest w założeniu szukanie tego impulsu, o którym piszesz, kogoś, kto będzie wiedział jak to wszystko spiąć w jedną sprawnie funkcjonującą całość. Natomiast zewnętrzne dofinansowanie czy doinwestowanie w zamian za oddanie części udziałów Legią, hm, to nie są łatwe tematy, jeżeli w firmie są przejściowe problemy z płynnością to sprzedaż aktywów strategicznych czy udziałów jest ostatnią deską ratunku, poza tym myślę, że inicjatywa w zakresie takiego ruchu (lub całościowego przejęcia klubu) musiałaby wyjść ze strony zainteresowanego podmiotu, i musiałby to być taki np. Red Bull, a nie jakiś dziany Iksiński, no a cała ta operacja ciągnęłaby się miesiącami jak nie dłużej i była raczej niemożliwa do ukrycia.
Nie widzę tego, w tym momencie w ogóle nie rozpatruję takiego rozwoju wydarzeń jako realnej opcji, wolę już raczej wierzyć w to, że w Dariuszu Mioduskim jest na tyle duże poczucie odpowiedzialności za Legię, że nie pozwoli na to, żeby spotkał nas los Wisły czy Schalke.
Mioduski zdawało się, że w swojej wizji miał wszystko poukładane, ale teraz mamy „rocket silence” nad tą „Rocket Science”.
Oczywiście, gdybyśmy mieli Rutkowskich w Legii to ich byśmy pogonili za brak wyników na miarę naszych kibicowskich oczekiwań wielokrotnie i Mioduski może się tym pocieszać, tylko, co z tego.
Zobacz Jarosław Królewski ma pod górkę w Krakowie, dla mnie to jakieś kuriozum, że się nie dogadali z Wojciechem Kwietniem na wspólne prowadzenie Wisły, ambicje indywidualne wygrały, ale teraz Królewski jest chwalony za „znalezienie” Petera Moore’a a przecież kontroli nad Wisłą nie stracił, swoje ambicje może kontynuować.
Szukając impulsu, Mioduski pewnie mógłby sobie zatrudnić jakiegoś wypasionego CEO z zachodu, nie musi zaraz oddawać udziałów. Inna byłaby sprawa gdyby realnie chciał się podzielić z kimś prawami do Legii, przekazać klub dalej, nie wiem, zmęczył się już tym wszystkim. Oczywiście, jak pisałem wyżej, nic co wydarzyło się na przestrzeni ostatnich lat nie wskazuje na taki obrót spraw, wręcz przeciwnie, jednak prędzej czy później temat sukcesji się pojawi. Tylko że zbycie klubu będzie mega skomplikowaną operacją i trudno liczyć na tłumy chętnych, w tym momencie mamy do czynienia z dużą organizacją o wysokich kosztach stałych i kosztach operacyjnych oraz znaczącym zadłużeniu. Herra precyzował w wywiadzie dla Kilka Słów o Legii, że na zadłużenie składa się dług wobec właściciela, dług wobec Funduszu Luksemburskiego i kredyt w MBanku więc sądzę, że część z tego musiałaby być spłacona od razu, a część (większość) nadal obciążałaby Legię jako spółkę, to jest w tym momencie kwota gdzieś między 150 a 200 milionów złotych.
Wg mnie Mioduski nadal wierzy w ten projekt w obecnym kształcie i w obecnie realizowanym kierunku i nadal wierzy w to, że karta wreszcie się odwróci, a środowisko pewnego dnia doceni jego rolę.
Wariant optymistyczny, przechodzimy Aktobe, awansujemy w europejskich pucharach, łapiemy się do nich na wiosnę, zdobywamy mistrzostwo Polski i awansujemy w przyszłym roku do Ligi Mistrzów ... i Mioduski "panem"! Ale ... i co dalej? Jaki jest plan Mioduskiego żeby to był constans? Spłacimy długi i znajdziemy się w punkcie zero, już raz z BVB i z Realem M. w LM graliśmy!
Czy też wariant pesymistyczny, Nie przechodzimy Aktobe, a jeżeli nawet to do pucharów się nie łapiemy, w lidze dołujemy, w PP też wtopa. Okazuje się że mamy największy budżet ale bez wyników i z rosnącą spiralą zadłużenia. Żyjemy na kredyt! Jak długo?
Który z tych scenariuszy jest bardziej prawdopodobny? Problemem klubu w tej chwili jest to że spora część z nas kibiców, utraciła wiarę w to w co wierzy Mioduski. Mamy ten protest kibicowski, samemu podchodzę do niego jak do jeża, ale lekceważyć tego z punktu widzenia zarządzających klubem raczej nie wolno. Mamy w odpowiedzi kontrofensywę komunikacyjną, w tym zapowiedzi transferów, największy z dotychczasowych budżet, zaprzeczenie że były problemy z wypłatami. Wszystko ok. tylko że weryfikacją i tak będzie wynik sportowy. Wracamy do wariantu optymistycznego i pesymistycznego.
Mogę zdradzić,że w budżecie na sezon 2025/26 nie wpisano kwot z udziału w Europejskich Pucharach.
Jak wiemy budżet tak naprawdę budowany jest poprzez ustalenie wysokości wydatków,w tym uznanych za tzw. stałe np. podatki , wynagrodzenia i dopiero do tych wartości dopasowuje się przychody. Wysokość tych przychodów jest określana szacunkowo, aczkolwiek np. przychody z wpłat sponsorskich , umów reklamowych itp da się określić precyzyjnie , podobnie jak wpływy z praw telewizyjnych ( wiemy ile kto dostanie zależnie od miejsca),a nawet z dnia meczowego .
I te dwie pozycje przychodu i rozchodu powinny się co najmniej bilansować. Np.w sezonie 2023/24 Legia osiągnęła przychód wyższy o 29,4 mln zł od poziomu wydatków. Lecz kiedy się nie bilansują, to klub albo , jak gra w Europejskich Pucharach wpisuje hipotetyczne wpływy na poczet dochodu ,albo trzeba zaciągać kredyty lub pożyczki. Np .w sezonie 2021/22 do budżetu Legii wpisano kwotę 25 mln zł z tytułu udziału w LM lub LE,ale zdaniem Mioduskiego Vukovicz zawalił sprawę, bo nie przygotował należycie zespołu i zapłacił utratą stanowiska.
W nadchodzącym sezonie ewentualne wpływy z LE lub LKE będą miały charakter nadwyżkowy, chyba ,że tzw.bojkot odbije się na wpływach z dnia meczowego i Europa
W budżecie Legii na obecny sezon wpływy z dnia meczowego zapisano w wysokości 40 mln zł i są takie same jak za sezon 2024/25 ,kiedy to wyniosły 39, 8 mln zł.
Legia zdobyła paru nowych "inwestorów" a z kilkoma starymi sponsorami i reklamodawcami podpisała nowe, wyższe zarobkowo umowy, tak,że budżet wydatkowy Legii na sezon 2025/26 będzie wynosił 218 mln zł i będzie wyższy od poprzedniego o 38 mln zł.
Szczerze mówiąc Iocosusie, jeżeli chodzi o mnie to jestem sceptyczny nie tylko co do szans prezesa Mioduskiego, ale w ogóle kogokolwiek w jego butach, a pojedynczy sezon realizacji wariantu pesymistycznego bądź optymistycznego tak naprawdę niewiele zmienia. My potrzebujemy regularności w utrzymywaniu się bezpiecznie nad kreską, i tu jest bardzo dużo znaków zapytania.
Legia wydaje naprawdę mnóstwo pieniędzy, musi mieć zabezpieczone środki na obsługę długu, na organizację dnia meczowego, na dzierżawę i utrzymanie stadionu, na wypłaty nie tylko dla zawodników (lwia część budżetu), ale i całego personelu LTC i Akademii, na wsparcie pozostałych sekcji, do tego dochodzą transfery gotówkowe, nieszczęsne kary od UEFA itp. itd. Oczywiście natychmiast pojawia się pytanie czy utrzymywanie tak skomplikowanej struktury, generującej tak wysokie koszty, jest niezbędne, ale trudno sobie wyobrazić, żeby Mioduski zwinął projekt w obecnej fazie, zwłaszcza że np. LTC jest najbardziej sensownym zabezpieczeniem kredytowania (Legia nie ma przecież praw właścicielskich do stadionu).
Na te wszystkie wydatki trzeba zarobić. I od razu pierwszy temat z brzegu. W zalinkowanej wyżej rozmowie Herra wyglądał na mocno zmartwionego z powodu protestu kibiców. Oczywiście, jak to on, starał się to przedstawić w możliwie zawoalowany i niebezpośredni sposób, ale ostatecznie przyznał, że obniżenie poziomu przychodu z dnia meczowego (to nie są przecież tylko bilety) stanowiłoby długoterminowo realny problem. I jest to zrozumiałe, ten słupek w ostatnich sezonach cały czas szedł w górę, a budżety przedsiębiorstw generalnie tak są konstruowane, że zakładają raczej wzrosty niż nagłe załamanie danej pozycji. Tylko że w Legii ten słupek najprawdopodobniej będzie się co jakiś czas załamywał, będą protesty, będzie zamykany stadion, trzeba nie znać historii i specyfiki tego klubu, żeby nie wiedzieć, że to arcytrudne do uniknięcia, czy właścicielem będzie Mioduski czy Bill Gates.
Żyłą złota są potencjalnie europejskie puchary, a tak naprawdę to Liga Mistrzów. Przy czym podstawowe zastrzeżenie jest takie, że mocno ryzykowne jest uzależnienie poczucia finansowej stabilności od osiągnięcia spektakularnego wyniku sportowego. Przetrwanie Legii nie powinno zależeć od tego czy Szkurin kopnie prosto piłkę i czy VAR gwizdnie karnego. Tymczasem warunki dla osiągnięcia powtarzalności w sportowym sukcesie są u nas trudne. Mamy w Polsce zaskakująco konkurencyjną ligę (do tej konkurencyjności też Herra nawiązał), jest sito eliminacyjne europucharów w lipcu i sierpniu, jest konieczność rywalizacji na kilku frontach. LM to dosłownie bramy raju, najsłabszy w poprzednim sezonie Slovan zarobił tam tyle co Chelsea za wygranie LK, tylko że jednorazowy skok na tę kasę na zasadzie 'uda się, bo musi', jest przepisem na katastrofę raczej niż na sukces. Pozostałe puchary to podanie tlenu, tylko że ten tlen nie będzie podawany co sezon, i co wtedy? Do czego doprowadziła klubowe finanse posucha z lat 2017-2021?
Wtedy zatem może transfery wychodzące z klubu? Tylko że znów, Herra przyznał, że w zeszłym sezonie tego celu nie udało się zrealizować (a był zaplanowany) i zrobił unik w kwestii wpływu tego faktu na wynik finansowy spółki, mówiąc że nie dokonano jeszcze pełnego końcowego podsumowania. No bo właśnie, to się też nie będzie udawało co sezon. Mamy co prawda Akademię, ale musimy mieć naprawdę zdolną młodzież i plan przesuwania jej wyżej w klubowej hierarchii, musimy mieć pierwszego trenera, który daje grać młodzieży (tylko co wtedy z wynikiem sportowym?), musimy mieć ekspozycję w Europie (patrz powyższe wątpliwości), musimy wreszcie mieć sprawnie działający program zatrzymywania w klubie najbardziej uzdolnionej młodzieży, żeby operatywni menedżerowie nie rozwlekli nam 18-letnich talentów gdzieś po Serie B i League One. I dopiero wtedy można myśleć o regularnym wypuszczaniu w świat kolejnych Szymańskich i Karbowników.
Tych wątpliwości jest tyle, że wg mnie niezachwiana wiara w sukces całego tego projektu musi świadczyć o jakimś błędzie poznawczym, czy to wywołanym efektem potwierdzenia, czy efektem posiadania, czy efektem utopionych kosztów.
No ale z drugiej strony ja te wszystkie wątpliwości miałem jeszcze za czasów ITI, a tu lata mijają i jakoś to się toczy, liczę zatem na to, że to ja po prostu cierpię na GAD, wiecznie czarno wszystko widząc i martwiąc się o Legię niczym o swoje dziecko, a ci wszyscy profesjonaliści po Harvardach i MBA jednak wiedzą co robią
Ze mnie też jest gad, bo gdybym mógł to i tak bym w Legię nie zainwestował, gdybym chciał się bawić w piłeczkę to chyba tak jak Kwiecień w Krakowie, zaczynając praktycznie od zera, ale i bez bagażu uwarunkowań, tyle tylko że Mioduski skoro się zdecydował na Legię, to te uwarunkowania musi brać pod uwagę
"Znikąd ratunku" - dla gadów! Mioduski zakrzyknie: niech wyginą, a ja z mą wiarą ostanę!