A+ A A-

Ulga i troska

Koniec. Sezon 2025/26 był dla Legii skrajnie nieudany. Drużyna miała kolosalny problem ze strzelaniem bramek i wygrywaniem meczów, bardzo słabo zaprezentowała się w europejskich pucharach, miesiącami balansowała na krawędzi spadku z Ekstraklasy. W tej arcytrudnej sytuacji udało się mimo wszystko uratować ligę - i to trzeba przyjąć z dużą ulgą. Co dalej?

 

Nie wiemy czy w legijnych gabinetach są osoby, które rozumieją przyczyny piłkarskiej degrengolady zespołu i czy ktokolwiek poczuwa się do odpowiedzialności za zaistniały stan rzeczy. Strategia komunikacyjna naszego klubu od dawna opiera się na nabieraniu wody w usta kiedy coś jest nie tak i teatralnym fetowaniu każdego mikro sukcesu. Kibice obserwują sytuację z zewnątrz i muszą wyciągać własne wnioski.

Niewątpliwie dużo zła wyrządziło zatrudnienie trenera Iordănescu i transfery mające pasować do koncepcji rumuńskiego szkoleniowca. Koncepcja okazała się nieskuteczna, nowi zawodnicy mało przydatni, a przygoda Iordănescu z Legią zakończyła się szybką rejteradą rumuńskiego szkoleniowca. Zespół znalazł się na równi pochyłej, czemu z ławki trenerskiej przyglądał się, z zerową sprawczością, Iñaki Astiz. To wszystko oczywistości, natomiast praprzyczyna problemów Legii jest faktycznie znaczenie poważniejsza. Jest nią złudna wiara, że klasową drużynę można zbudować szybko, najchętniej na przestrzeni jednego okienka. Skoro mamy najwyższy budżet płacowy w Polsce to znaczy, że zawsze będziemy mieć najlepszych zawodników i najlepszy zespół, prawda? Otóż nie. Kiedyś może takie podejście wystarczyło do wyszarpania jednego czy drugiego mistrzostwa Polski, dziś prowadzi nas ku autodestrukcji.

Nadzieją na zaprowadzenie w Legii porządku oraz szacunku do ciężkiej pracy i strategicznego myślenia jest pojawienie się Marka Papszuna. Papszun ma wypróbowaną wizję futbolu, posiada umiejętności i konsekwencję niezbędne do tego, by tę wizję wdrożyć. Tylko że on również będzie musiał mierzyć się z realiami, w których Legia operuje jako organizacja.

Hasłem przewodnim w naszym klubie jest ciągłe ratowanie budżetu. Niezbędne są choćby środki na obsługę potężnego zadłużenia i na utrzymanie Akademii. Są to pozycje sprawiające, że znaczna część klubowych kosztów nie dotyczy bezpośrednio pierwszej drużyny, ale oczywiście to właśnie pierwsza drużyna ma na nie w ten czy inny sposób zarobić. Każdy kolejny trener Legii pracuje z pistoletem przystawionym do skroni - tu musi być awans do europejskich pucharów, tu musi być faza ligowa tych pucharów, tu musi być gra w pucharach na wiosnę. Wszystko teraz, zaraz, natychmiast, już, bo jak nie to w budżecie pojawi się dziura. Każdy kolejny trener musi również liczyć się z tym, że w dowolnym momencie dosłownie byle kto może wyjąć mu ze składu podstawowego zawodnika za przysłowiowe dwa miliony euro. Bo Legia to taki projekt (czy aby na pewno sportowy?), w którym te dwa miliony euro są znacznie ważniejsze niż ciągłość i stabilizacja w budowie kadry. A, jak doskonale wiemy, kiedy już zdarzą się dobre wyniki w europejskich pucharach, kiedy uda się sprzedać zawodników za poważniejsze pieniądze, kiedy co mecz jest pełny stadion to… pieniędzy proszę państwa i tak nie ma.

Legijne realia są takie, że Papszun ma za sobą kilka miesięcy pracy, a już stracił Kapuadiego (wytransferowanego w trakcie rundy do bezpośredniego przeciwnika w walce o utrzymanie!), teraz traci Pankova i Elitima. W dodatku klubu z rzekomo rekordowym budżetem w kraju de facto nie stać na transfery. Legia wciąż jest marką i magnesem, wciąż może polegać na swojej historycznej pozycji w polskiej piłce, ale wybór ma ograniczony do zawodników z kartą na ręku, do takich, którzy są skłonni dołączyć do Legii na zasadzie wypożyczenia lub ewentualnie takich, których uda się pozyskać w promocji, na raty i z tuzinem niekorzystnych zapisów w kontrakcie. Taki to z nas kolos na glinianych nogach, który niejako systemowo godzi się na tymczasowość i bylejakość w zarządzaniu kadrą.

Zespołowi potrzebna jest stabilizacja, oparcie o solidny, powtarzalny, przewidywalny rdzeń. Ale i potrzebny jest rozwój, potrzebna jest jakość. Trener Papszun niewątpliwie rozumie, że grając tak jak przeciw Widzewowi czy Termalice, można było obronić Ekstraklasę, prawdopodobnie tego właśnie Legia w tamtym momencie potrzebowała, ale nie da się w ten sposób grać o trofea. Mecz z Lechem w Poznaniu pokazał jak ubogo wyglądamy na tle przeciwnika, który posiada jakość. Lech, który przez wiele lat był krok za nami, teraz jest o kilka półek wyżej. Fachowiec na ławce trenerskiej, indywidualności w ofensywie, wychowankowie w obronie. W jednym sezonie gromią nas 5:2, w kolejnym 4:0. To upokarzające, ale właśnie w takim miejscu jesteśmy i to nie jest przypadek, tylko efekt błędów popełnianych przez lata. Teraz to my musimy gonić, swoje nadzieje pokładając głównie w umiejętnościach trenera Papszuna. Niestety łatwiej spada się ze szczytu niż ponownie na niego wchodzi. Trudno wyobrazić sobie scenariusz, w którym do Legii trafiają zawodnicy gwarantujący szybkie podniesienie jakości, ci zawodnicy są błyskawicznie wkomponowani do drużyny, a Legia staje się maszyną do zwyciężania. Do wygrzebania się z tego dołu w którym tkwimy, potrzebna będzie cierpliwość, konsekwencja i nieco szczęścia. 

W dodatku niestety absolutnie realny jest scenariusz, w którym końcówka rundy wiosennej w wykonaniu Legii sprawia, że najważniejsze osoby w klubie nabierają przekonania, że wszystko co wydarzyło się przed zatrudnieniem Papszuna, było jedynie pechem i przypadkiem. Bo kontuzja Nsame, bo zablokowany Urbański, bo nieskuteczność z Celje. W Legii są przecież reprezentanci kraju, utalentowana młodzież i świetne warunki do treningu. Papszun w sumie nie zrobił niczego nadzwyczajnego, ot, wykorzystał stworzone mu warunki, zresztą nie do końca, bo nie dogonił europejskich pucharów. Brzmi niedorzecznie, ale to jest Legia, tu się wierzyło, że Kastrati to wielki piłkarz, tu próbowano zastąpić Slisza Zybą, tu się z ulgą rozstawano z Josué, wierząc, że osłabienie drużyny w metafizyczny sposób przyczyni się do jej wzmocnienia. Tu zakładano, że Raków puści Papszuna bez walki i nie doceniono powagi sytuacji, rzucając Astiza na głęboką wodę.

Oby trener Papszun dostał czas, którego na pewno będzie potrzebował.

Dyskusja (17)
1poniedziałek, 25, maj 2026 07:24
dalkub
to ja odpowiem na wątpliwość Gawina w sprawie "Nie wiemy czy w legijnych gabinetach są osoby, które rozumieją przyczyny piłkarskiej degrengolady zespołu i czy ktokolwiek poczuwa się do odpowiedzialności za zaistniały stan rzeczy".

Gawinie - nie ma, bo to musiałby zrozumieć właściciel, a on z uporem maniaka popełnia wciąż te same błędy i po jakim czasie coraz wpada w coraz większe gówno. To gówno go kiedyś utopi i dobrze, oby przy okazji nie utopiło Legii.
Dopóki będzie Mioduski i w taki czy inny sposób będzie się angażował w klub, to będzie syf. On i jego dwór klakierów i podpowiadaczy rozwalają wszystko po pierwszych oznakach problemów, zamiast je spokojnie rozwiązywać.
2poniedziałek, 25, maj 2026 09:45
corazstarszy
Tekst jest bardzo poważny i bardzo wielowątkowy. Jeśli Gawin pozwoli, będę się odnosił do jego poszczególnych części w odcinkach - za długi wpis jednorazowy by mi wyszedł. Zacznę od tego, co uważam za sedno i od tego, co mnie uraziło w tym tekście.
‘Hasłem przewodnim w naszym klubie …’ - ten akapit jest najważniejszy.
Doprowadzając rozumowanie do końca, zmienić się musi sposób finansowania Legii. Nie wiem, ile lat to zajmie i ofiar pochłonie, ale musimy przejść z pożyczek na excel na zielono. Nie powinno się w takiej sytuacji żebrać o transfery. Transfery będą oznaczały m.in. to, że Mioduski będzie tutaj trwał. Więc nie da się na poważnie chcieć, żeby odszedł i żeby zaciągał kolejne pożyczki na nowych pracowników i ich pensje.
To przejście na samowystarczalność będzie bardzo trudne (jeśli w ogóle wykonalne), skoro spłacamy raty za LTC. Nie wiem, czy Legia sama na takie wydatki zarobi. Jeśli tak, to żyjąc bardzo skromnie. Nie wiem, może Akademia będzie musiała się stać niezależnym od Legii bytem, może LTC - tak samo.
Finansowane kolejnymi pożyczkami transfery i pensje nowych zawodników tylko pogorszą sprawę. W taki sposób, nigdy się z tego nie wydobędziemy. Może nam pan Dalkub zechce napisać, co z tymi ofertami, które miały być już na stole. Ich się trochę czepiam jak ostatniej nadziei. Mioduski jeszcze nie ma dosyć? Powinien już mieć.

Trochę razi mnie w tym tekście formułka ‘każdego mikro sukcesu’. Uważam, że PP 2023 i 25 oraz wiosny 2024 i 2025 w LKE nie były mikro. Już nawet wyeliminowanie Midtjyllandu i Broendby to dla polskiego klubu nie byle co. Za tym szła efektywna praca wielu ludzi, a także, choć to niepopularne tak napisać nawet tutaj, trafne decyzje włodarzy. Bo takie się jeszcze zdarzają w Legii.
Podobnie nie pisałbym o MP z przełomu dekad, że były ‘wyszarpane’. Może to w 2018 było. Może w 2017 też, ale wiadomo, że w trakcie sezonu zmienił się właściciel. Vuković w 20 i Michniewicz w 21 po prostu wykonali w tamtych konkretnych sezonach dobrą pracę. To nie fair na fali obecnego przygnębienia deprecjonować minione osiągnięcia.
3poniedziałek, 25, maj 2026 16:57
gawin76
@ Dalkub

to musiałby zrozumieć właściciel

To jest ciekawe w sumie, tzn. wydaje mi się, że psychologicznie wytłumaczalne jest skupienie kibicowskich emocji na osobie prezesa Mioduskiego, w końcu jest właścicielem, w końcu za jego właścicielstwa dwa razy niemal spadliśmy z ligi, w końcu na całym świecie kibice dość łatwo obracają się przeciw właścicielowi kiedy w ich klubie dzieją się niepokojące rzeczy.

Ale czy naprawdę uważasz, że Mioduski nie rozumie popełnionych błędów? Oczywiście nie mówię o żadnej PR gadce dla amerykańskich mediów, tylko o jego wewnętrznej analizie tego wszystkiego tego co się wyprawia w Legii? Czy to jest w ogóle możliwe?

@ Corazstarszy

Zgadzam się z Twoimi konkluzjami, między innymi dlatego ta tytułowa 'troska' Wink Bo przecież:

zmienić się musi sposób finansowania Legii - tak, tylko jak to zrobić, przecież pewnych pozycji kosztowych nie da się wymazać?

Nie powinno się w takiej sytuacji żebrać o transfery. - tak, tylko że zawodnicy odchodzą z tego klubu praktycznie co rundę, kim ich zastąpić, jak utrzymać poziom sportowy, nie mówiąc o jego podnoszeniu?

może Akademia będzie musiała się stać niezależnym od Legii bytem, może LTC - tak samo. - tak, tylko że Legia zdaje się wykorzystuje LTC do znaczącego podwyższenia swojej wartości jako firmy, trudno powiedzieć jak wierzyciele i organy licencjonujące zareagowałyby na sytuację, w której Legia np. traci pokrycie dla swojego zadłużenia.

nie pisałbym o MP z przełomu dekad, że były ‘wyszarpane’.

Rozumiem, nie miałem intencji deprecjonowania żadnego z tych tytułów, ale w odniesieniu do kilku przypadków wydaje mi się to być najtrafniejsze określenie.

Model polegający na sprowadzaniu armii zaciężnej, nowego trenera, schemat, w którym następowała nadzwyczajna mobilizacja po problemach na początku sezonu bronił się, dopóki dawał nam tytuły i szansę na Ligę Mistrzów. Tylko że Ligi Mistrzów zdobyć już się za nowego właściciela nie udało, zaczęło pojawiać się zadłużenie, które ciągnie się za nami do dziś, a gra w kości na rynku transferowym zakończyła się w pewnym momencie tym, że prawie zlecieliśmy z ligi w sezonie 21/22. Bo okazało się, że grzebiąc za bardzo w składzie, starając się łączyć ligę z pucharami, można wpaść w korkociąg, z którego nie jest łatwo się wydostać. I przejście z sezonu 24/25 w 25/26 ponownie przypomniało, że stąpamy po cienkim lodzie.
4poniedziałek, 25, maj 2026 19:15
dalkub
Gawin

nie jestem specjalistą od psyche pana Mioduskiego, ale rozliczam go po tym co robi. Jeżeli robi to co robi a co gorsza nie wyciąga wniosków to ja nie chcę się zastanawiać co on rozumie a czego nie - jest to szkodnik i tyle
5poniedziałek, 25, maj 2026 19:28
iocosus
Gawin: "Nie wiemy czy w legijnych gabinetach są osoby, które rozumieją przyczyny piłkarskiej degrengolady zespołu." - a czy my kibice aby na pewno rozumiemy przyczyny degrengolady? Jasne Mioduski won! Ot recepta!

Według mnie kibic to typowy Mioduski, któremu się wydawało/wydaje że prowadzenie klubu przy odpowiednim finansowaniu to bułka z masłem, żadna fizyka kwantowa. A jeżeli mając kasę, swoją, czy pożyczoną - nieważne, topi się ją w nietrafionych decyzjach personalnych, to przecież trzeba być idiotą i Mioduski właśnie nim jest. Ot prosta konstatacja. Czy aby nie za prosta!

Do obecnego właściciela Legii mam pretensję za właśnie brak pokory, za to że tworzył wizje lokalnego hegemona, bez uwzględniania, że ta droga na szczyt może być kręta i wyboista i że idąc urwiskiem można z niego również spaść. Mioduski nie brał tego pod uwagę i o mało nie wykręcił historycznego wyniku. Pana Dariusza, absolwenta Harvardu z sukcesami w biznesie zgubiła pycha i zadufanie, bo przecież dumał, że futbol to nie rocket scianse, tylko czy my nie ulegamy temu samemu, zapodając proste diagnozy i recepty na tą naszą legijną degrengoladę?

Bo przecież wystarczy tylko angażować odpowiednich trenerów i kontraktować piłkarzy na odpowiednim poziomie i szafa gra, co w tym trudnego, a kto tego nie potrafi, ten cymbał i kretyn.

Mhm, pełen najlepszych intencji i wiary "że wiem" jak powinno się prowadzić klub piłkarski, mając mamonę i przejmując Legię najprawdopodobniej spuściłbym ją z Ekstraklasy. Wręcz obawiam się, że niechybnie. Stawiałbym na młodzież, na Akademię tak jak w Zagłębiu Lubin a przecież oni co drugi sezon dryfują nad strefą spadkową. W założeniu z zagranicznego zaciągu chciałbym tylko piłkarzy wiodących a nie uzupełniających skład i ... i zapewne na tym bym się wyłożył, ponieważ cały czas wyszkolony polski rzemieślnik ligowy jest słabszy od zagranicznego rzemieślnika, który odbija się od topowych europejskich lig ale w Ekstraklasie potrafi dzielić i rządzić.
Jak szkolić żeby ten "polski rzemieślnik" nie był gorszy od inostrańca najemnika? Absolutnie nie mam pojęcia! Co gorsze w Akademii Legii płatni fachowcy też tego nie wiedzą, albo swojej wiedzy nie potrafią wdrożyć? Próbowaliśmy "know how" chorwackiego i holenderskiego i również z marnym skutkiem.

W Widzewie Dobrzyckiemu wydawało się że jak sypnie kasą to będzie pozamiatane! No i prawie miałby pozamiatane! Wydawało się, że Michał Świerczewski posiadł "know how" w prowadzeniu klubu, tylko że bez Marka Papszuna taka opinia zaczyna się chwiać.

Dlaczego Leśnodorskiemu żarło, a Mioduskiemu przestało? Przecież ten pierwszy, robiąc teraz za podcastowego maga z fotela pieprzy czasami trzy po trzy, że aż żal słuchać. Nie chodzi o to żeby się wyzłośliwiać nad Leśnym tylko trzeba się zastanowić nad tym fenomenem, który za jego kadencji z pewnością miał miejsce.

Szukając pozytywnych przykładów i wzorców, ze Stolicy z pokorą tym razem trzeba skierować wzrok na Pyrlandię. Trzy tytuły mistrzowskie w pięć lat, ciągły dosyp piłkarskiej młodzieży odgrywającej istotną rolę w pierwszej jedenastce. Szeroka kadra o niekwestionowanym najwyższym levelu w Ekstraklasie. Stabilna sytuacja finansowa. Toż to chyba na naszym podwórku ideał!?

Jaka była ich droga do obecnych sukcesów? Jako warszawscy kibice zachowajmy rozwagę, biorąc pod uwagę perspektywę poznańskich kibiców na tym "mistrzowskim szlaku".

Rok 2012:
"Podczas czwartkowego spotkania Ligi Europejskiej, Lech Poznań - AIK Solna, kibice Kolejorza zaprotestowali przeciwko polityce właściciela klubu Jacka Rutkowskiego.
Już podczas spotkania z Chazarem Lenkoran kibice Lecha Poznań protestowali przeciwko polityce właściciela klubu Jacka Rutkowskiego, ale w czwartkowy wieczór ich protest był jeszcze bardziej słyszalny na Stadionie Miejskim przy ul. Bułgarskiej." źródło: https://epoznan.pl/news-news-34403-kibice_lecha_protestuja
Rok 2015
List Krzysztofa Grabowskiego "Grabarza":
"Jestem kibicem Kolejorza od 1972 roku. 43 lata. Nigdy przez ten czas nie byłem przeciwko temu klubowi i nie będę. W tej sferze jest dla mnie tak samo ważny jak najbliższa rodzina. Ale właśnie dziś po raz pierwszy w życiu "cieszyłem" się z bramek dla przeciwników Lecha. Piłkarze II ligowych Błękitnych Stargard zrobili z was, piłkarzyki vice mistrza Polski miazgę. Robili was jak chcieli, kręcili, wymieniali więcej celnych podań, strzelili wam 3 gole. Jesteście tą hańbiącą dumę i tradycję generacją kopaczy, która zafundowała nam Legnicę, Grudziądz, Wilno i i te islandzką mieścinę o nazwie Stjarman. Jesteście piłkarskimi debilami, bo tylko tacy nie uczą się na własnych błędach. Zachowywaliście się, po raz kolejny, jak tłuste tępe krowy ubrane w koszulki mojego ukochanego Klubu. Nienawidzę was za ten, i za poprzednie sabotaże dokonane na naszych oczach. Nienawidzę was Jasminie Buriciu Szymonie Pawłowski - za to co dziś odp...ście w Stargardzie, w Płn Korei czekałby was gułag. Kownacki - będąc na miejscu M. Skorży - wpuściłbym Cię na boisko najwcześniej w październiku. Linetty - nie wstyd Ci po takim meczu, tobie, reprezentantowi Polski? Tomas Kadar - proszę powiedzieć tylko jedno słowo: igen, a osobiście zafunduję bilet w jedną stronę, na Węgry, żebym ani ja, ani nikt mi bliski i znajomy nie musiał oglądać więcej takiego fujary, bęcwała i frajera. A od tego, który go do Lecha polecał, nie kupiłbym nawet robaków na ryby - wyp...ć!!! Nie zasługujecie by nosić lechickie koszulki, dupki żołędne. WON! Oglądając was w tym meczu czułem do siebie obrzydzenie porównywalne z tym, które bym miał jedząc własny womit"
Po roku 2020:
AI: "Kibice Lecha Poznań od lat otwarcie wyrażają sprzeciw wobec pracy Tomasza Rząsy na stanowisku dyrektora sportowego. Ich głównym zarzutem jest brak odpowiedniej polityki transferowej, słabe wyniki zespołu oraz pasywność władz klubu na ich postulaty. Protesty przybierały różne formy: od transparentów i okrzyków, przez bojkot meczów, aż po zawieszenie dopingu.
Główne akcje protestacyjne
Konflikt z dyrektorem sportowym i zarządem przejawiał się w kilku konkretnych momentach:
Transparenty i pikiety (Luty 2021): Po serii fatalnych wyników w Ekstraklasie, w całym Poznaniu pojawiły się banery i napisy z wulgarnym hasłem „Rząsa won!”, w których fani wprost domagali się dymisji dyrektora.
Bojkot meczów (Wiosna i Lato 2021): Niezadowoleni kibice zrzeszeni w grupach zebranych w „Kotle” ogłosili bojkot i zapowiedzieli, że nie wrócą na trybuny, dopóki z klubu nie odejdą Rząsa oraz Andrzej Kasprzak.
Szyderstwa podczas meczów (Sierpień 2022): Po sensacyjnej porażce w eliminacjach Ligi Konferencji z Víkingurem Reykjavík, podczas dogrywki kibice w geście ogromnego protestu i frustracji zaczęli ironicznie skandować „Ole, ole!” dla piłkarzy z Wysp Owczych, kierując przy tym wulgarne okrzyki w stronę Rząsy i władz.
Cisza na inaugurację sezonu (Lipiec 2024): Mimo apeli fanów o rewolucję w pionie sportowym i zatrudnieniu nowych osób, Rząsa zachował posadę. W odpowiedzi podczas pierwszego meczu nowego sezonu z Górnikiem Zabrze, najzagorzalsi kibice Lecha zbojkotowali pierwszą połowę i nie prowadzili żadnego dopingu."

Możemy doświadczyć dwóch tragedii. Pierwsza gdy Mioduski uzna że tak jak w Poznaniu głosy krytyki wolno mu zignorować, druga, gdy kibice uwierzą że są najmądrzejsi i w takim razie swoją wolę będą chcieli klubowi narzucać.
6poniedziałek, 25, maj 2026 23:11
Senator
Nie za długo będzie ponieważ pisanie na telefonie jest męczące dla emeryta .
Dlaczego jednemu żarło a drugiemu nic nie wychodzi ?
Może chodzi po pierwsze o ludzi do współpracy i samego charakteru obu . Nie pamiętam kto był wtedy odpowiedzialny na skauting ale ten ktoś nosa miał . Żewłakow jako dyrektor sportowy dopiero co skończył karierę miał świeże kontakty w Holandii . Vadis , Ljuboja to pokłosie jego gry i znajomości w tamtym czasie .
Piekarski w tamtym czasie również mocno pomagał .Jednym słowem Leśny otoczył się lepszymi ludźmi w tamtym czasie .
Teraz charakter . Leśny pił śliwowicę dwa dni jak trzeba było przekonać starego Dudę że transfer syna do Legii będzie git . Wyobrażacie sobie loczka w takiej akcji ? Leśny potrafił przekonać Bereszynskiego aby nawiał z Lecha choć wiadomo bylo jak zostanie to odebrane i jaki los go czeka po takim numerze w Wielkopolsce . To oczywiście tak skrótowo ale są to sprawy mające wpływ na całokształt .
7wtorek, 26, maj 2026 09:23
iocosus
Czyli po wpisie Senatora można sprobowac postawić teze, ze uklad Mioduski jako wlasciciel/wspolwlasciciel/patron plus Lesny jako dyro odpowiedzialny za biezace i dorazne funkcjonowanie klubu byl w miare optymalny, a jednym z najwiekszych bledow Mioduskiego bylo to ze nie znalazl "swojego" nowego Lesnego?
Czy Marcin Herra moze byc takim "nowym" Lesnym? Byc moze to dobry administrator ale czy w takiej "korporacji" jak Legia sie sprawdzi? Mam watpliwosci, postrzegam go jako wlasnie typowego korpoludka a Lesny mimo wszystko kims takim nie byl.
Natomiast czy w buty Lesnego nie moglby wejsc ... Marek Papszun? Dla mnie to jest pytanie otwarte, oczywiscie charakter, osobowosc, temperament sa inne w przypadku Lesnego i Papszuna, zakres doswiadczen rowniez inny, w zasadzie sporo ich rozni, ale byc moze Mioduski powinien uczynic z trenera kogos takiego kim byl pan Marek dla Michala Swierczewskiego?
8wtorek, 26, maj 2026 12:51
dalkub
czyli wychodzi na to, że Mioduski potrzebuje czasu i tak jak młody Rutek za 10 lat zrozumie, znajdzie złotego gralla i już mu wtedy pójdzie z górki. A teraz kochajmy go bo przecież przyjdzie inny i zacznie popełniać te same błędy co Miodek, więc lepszy znany wróg niż nieznany przyjaciel.

apropos Iocosusie porównanie do Dobrzyckiego śmieszne - rzecozny jest jeden rok i założę sie że jego kasa w przyszłym sezonie spowoduje że Widzew będzie przed Legią w tabeli, jak Dobrzycki nie oszaleje i wreszcie zatrudni trenera a nie głąba - przepraszam Senatorze, ale Vuko to trenerski dyletant.
Porównanie do Świerczewskiego też w sumie z dupy - facet wziął klub w któejś tam lidze, znalazł gościa i razem z nim zrobił eklapę, zrobił mistrza i wice, zrobił puchary i w nich jest. W mieście dziadzie bez stadionu, z garstką kibiców itd. - generalnie zamieniłbym ostatnie 5 lat Rakowa na 5 lat Legii oj zaminiłbym, a i ich sytuację finansową i zamożność właściciela również.
Mioduski won - to hasło nadal obowiązuje
9wtorek, 26, maj 2026 14:20
gawin76
@ Senator

Dlaczego jednemu żarło a drugiemu nic nie wychodzi?

Sam Senatorze wspominam tamten czas z sentymentem, trochę tak jak się wspomina młodość. Wokół Legii można było wyczuć atmosferę nadziei i oczekiwania na lepsze czasy, jakieś takie pozytywne wibracje. Pojawili się ludzie, którzy mieli plany, ambicję i energię. I faktycznie, czynnik ludzki był istotny, bezpośredni, kontaktowy i otwarty Leśnodorski, pasjonat Ebebenge, ponad dekadę młodszy Żewłakow itp. itd.

Ale pamiętajmy, że to za Leśnego miała miejsce najpotężniejsza organizacyjna kompromitacja Legii w postaci walkoweru za Celtic, że to wtedy Legia regularnie wpadała w sidła antyrasistowskich przepisów UEFY, że to już za Leśnego zaczęły się bolesne pudła na rynku transferowym i trenerskim (Hasi!). Za to początek ery Mioduskiego to cztery tytuły na pięć możliwych (17, 18, 20, 21!). Trudno obronić tezę, że jednemu wszystko wychodziło, a drugi to urodzony pechowiec. Rzecz raczej w tym, że jeden z nich odszedł (tzn. musiał odejść) w najlepszym możliwym momencie dla swojego wizerunku, choć jemu samemu wtedy prawdopodobnie wydawało się inaczej.

@ Iocosus

a czy my kibice aby na pewno rozumiemy przyczyny degrengolady? Jasne Mioduski won! Ot recepta!

Hm, istotniejsze jest jednak Iocosusie czy przyczyny rozumie prezes Mioduski i czy to on ma jakąś receptę Wink

Oczywiście radykalna zerojedynkowość kibicowskich wniosków oznacza być może, że są one niepełne, niedoskonałe czy po prostu błędne, ale ludzki umysł potrzebuje i stale szuka jasnych związków przyczynowo-skutkowych. Tutaj fakty są nieubłagane, mamy właściciela, który przejął klub w idealnym momencie i przez dekadę wypracował sobie niezwykle silny, że tak powiem, elektorat negatywny. Z awansem do Ligi Mistrzów jest kojarzony naturszczyk w ciemnych okularach, a biznesmen po Harvardzie z dwukrotnym zupełnie realnym widmem degradacji. To wszystko generuje silne emocje.

Te emocje, na to wygląda, prezes Mioduski próbuje po prostu przeczekać, wierząc zapewne, że karta wreszcie musi się odwrócić, a ludzie jeszcze oddadzą mu honor, tak jak w Poznaniu fetują teraz wyśmiewanego przez lata Rutkowskiego. Może lepiej byłoby, gdyby przyszło nowe, gdyby pojawiło się jakieś wrażenie ponownego otwarcia, zdaje się, że sam pokładasz w tym nadzieję, bo pisałeś kilka razy o ew. sprzedaży części udziałów przez Mioduskiego. Tylko że raczej niewiele wskazuje na to, żeby coś realnie działo się w tym kierunku.
10wtorek, 26, maj 2026 17:56
corazstarszy
Mój odcinek 2.
Gawin
w każdym razie w sprawie akapitu 'Hasłem przewodnim w naszym klubie …’ się zgadzamy. Napisałeś tak, że jaśniej się nie da: pierwsza drużyna w roli straży pożarnej. Dopóki będą musieli zarabiać na tak rozdęty budżet, to z sezonu na sezon będziemy się pogrążać. Pisząc o rozdzieleniu Legii, Akademii Legii i LTC miałem oczywiście na myśli rozwód lege artis. Szczegółów, jak miałoby się to odbyć, nie umiem oczywiście podać. Nie wiem, czy to realne. Ale wiem, że takiemu budżetowi pierwsza drużyna nie podoła. A jeśli chwilowo podoła, to jak słusznie zauważyłeś, zostanie sprzedana, a pieniądze pójdą na regulowanie zobowiązań.

Iocosus - wpis bardzo ciekawy. Lecz ciut zmieniłeś temat. Mechanizmy naszego myślenia rozpoznajesz trafnie. Na odpowiedzialność władz Legii za zakończony sezon można spoglądać różnie i różnie stopniować winę tych władz. Ale to wszystko nie zmienia faktu, że Legia znalazła się w ogromnych tarapatach i perspektywy uniknięcia ich w przyszłości są nader niejasne. Za mną ciągle chodzi myśl, że jedynie odwlekliśmy to, co nieuniknione przy obecnym funkcjonowaniu Legii. Marek Papszun to atut wielki, lecz jedyny. Spodziewam się albo, że w pewnym momencie powie ‘Dziękuję, już lepiej nie potrafię, mam dość’, lub że dopracuje do końca umowy i już nie będzie chciał dalej u nas pracować. I co wtedy? W Rakowie na razie nie znaleźli lepszego ani równego, ani w 2023, ani w 2026.

Druga rzecz - akapit ‘W dodatku niestety absolutnie realny jest scenariusz, w którym końcówka rundy wiosennej w wykonaniu Legii sprawia, że najważniejsze osoby w klubie nabierają przekonania, że...’.
Tak, zgadzam się, że to jest realne. Zawsze jest pokusa odsunięcia od siebie odpowiedzialności, obciążenia nią innych. Są na to terminy w psychologii - wyparcie, itd.
W 2022, gdy poprzednio uniknęliśmy spadku, zaobserwowałem w komentarzach kibiców coś takiego: to nie była aż taka sztuka się wybronić. No przecież z takim składem Vuković nie miał trudnego zadania. Każdy głupi by się utrzymał, itd.
Wklejam wypowiedź Serba po meczu Legia - Górnik 5-3 z maja 2022, po którym Legia uzyskała pewność utrzymania.
‘– Istotne zwycięstwo. Powiedziałem w szatni, że jest ono dla mnie najważniejsze w życiu, biorąc pod uwagę również wygrane, gdy byłem piłkarzem. Sądzę, iż utrzymanie Legii w Ekstraklasie, to większy sukces niż zdobycie mistrzostwa, […] Jedynej rzeczy, której sobie nie życzyłem, to doświadczenia tutaj katastrofy – tym bardziej, że sam pisałem się na to, aby spróbować jej uniknąć. Zawodnicy i moi najbliżsi współpracownicy, czyli sztab trenerski oraz medyczny, wiedzą, przez co przechodziliśmy. Nie było to wcale proste, łatwe i pewne, tak jak się niektórym wydawało’.
Zmierzam do tego, że, jak widać, takie myślenie niestety nie jest przypadłością jedynie włodarzy Legii. Pewnie z Papszunem będzie tak samo. Minie trochę czasu, przyjdzie pierwsza seria porażek i okaże się, że nie dokonał niczego nadzwyczajnego, utrzymując Legię w lidze w zakończonym właśnie sezonie. Więc, na myślenie ludzkie i krótką pamięć nie ma rady. I jeśli tak będą postępować kierownicy Legii, to wyjdzie nam to bokiem.

Inne uwagi mam w sumie szczegółowe - o Kapuadim, Astizie. Chyba już nie warto męczyć czyttelników. W każdm razie podsumowanie sezonu i prognozy / troski na przyszłość - bardzo trafne.
11środa, 27, maj 2026 12:48
iocosus
Dalkub różni nas to, że mi możesz zarzucić niepotrzebne dzielenie włosa na czworo i być może będziesz miał rację i taki zarzut będę musiał uwzględnić i przyjąć z pokorą, ale równocześnie odbiję trochę piłeczkę i stwierdzę że Ty jesteś kibicem właśnie na odwrót "zerojedynkowo radykalnym". Ot, różnica między nami! Wink

Dalkub: "wychodzi na to, że Mioduski potrzebuje czasu i tak jak młody Rutek za 10 lat zrozumie, znajdzie złotego gralla i już mu wtedy pójdzie z górki." - gdybym w to wierzył to wyszło by że absolwent Harvardu potrzebuje dwudziestu kilku lat łącznie żeby nauczyć się futbolowego biznesu. Nie, w to nie wierzę, ani tego nie postuluję, chociaż nie zgodzę się również z tezą, że każdy lepszy byle nie Mioduski. To już wałkowaliśmy wielokrotnie.

Jeżeli Mioduski nie potrafi wyciągnąć wniosków z własnych błędów, ani nie zrobi tego jego następca w strukturze własnościowej Legii, obojętnie kto nim będzie, to będziemy mieli kolejnego Miodka lub Józia Wojciechowskiego z Polonii W.

Jeżeli się nie rozbierze tego, dlaczego Leśny miał farta, a Mioduski pecha, a obecnie dlaczego Lech wydaje się dla Legii niedościgłym ideałem i wzorem, co różni w prowadzeniu i w zarządzaniu klub z Poznania i z Warszawy, to obojętnie kto będzie właścicielem, czy to będzie ktoś stary, czy nowy, to i tak według mnie szanse na wyjście z obecnej naszej degrengolady będą małe.

Bynajmniej samemu nie mam recepty, ani nie znam złotego środka na wyjście z impasu, dla mnie wiara w to że przyjdzie ktoś nowy i będzie zatrudniał samych dobrych trenerów oraz dokonywał tylko i wyłącznie trafnych transferów, jest nieco naiwna, zresztą tak samo, jak wiara w to że teraz Mioduski stałby się bezbłędnym specem piłkarskim.

Dlaczego w Poznaniu Rutkowscy mogli zignorować krytykę i wykazać się cierpliwością, a Mioduski obecnie nie może sobie na to pozwolić? Jakie są diametralne różnice?

1. Stabilność finansowa. Od momentu gdy Rutkowscy przejęli klub, w zasadzie zawsze potrafili liczyć kasę i prowadzili Lecha racjonalnie pod względem finansowym. Nawet gdy Kolejorz był w dołku, kibice pomstowali, były jakieś zawstydzające wtopy, to Poznaniakom jednak zapaść ekonomiczna nie groziła.
Legia za Miodka generowała największy budżet w lidze, ale równocześnie za tym stały i pożyczki wewnętrzne i zewnętrzne, zaciągane kredyty, fundusze. Nie jestem księgowym, nie znam dokładnych finansów Legii i Lecha, ale jako kibic widzę, że w Stolicy balansujemy na krawędzi, zaciągamy pasa, to nam Widzew jest w stanie podebrać piłkarza z pierwszej jedenastki, przegrywamy finansową rywalizację o najlepszego grajka z drugoligowcem z Turcji, a w Poznaniu mogą się tylko z tego powodu uśmiechnąć i wspaniałomyślnie zaproponować przedłużenie kontraktu kontuzjowanemu przewlekle swojemu piłkarzowi. Stać ich, choć groszem nigdy nie szastali.

Jeżeli Mioduski chciał "żeby Legia była wielka" to chyba w tej chwili wyraźnie widać, że ekonomicznie zaczyna odstawać i od Lecha i od Widzewa, być może od Wisły K o ile Królewski z Kwietniem się dogadają, nie wiadomo jaki ściągnie do Górnika kapitał Lukas Podolski. Mioduski bez dofinansowania klubu będzie mógł tylko pomachać chusteczką odjeżdżającym kolegom na peronie na którym on pozostanie.

Finanse moim zdaniem to jest ten czynnik, który powinien pchać absolwenta Harvardu do nowych, rozwiązań, do nowego otwarcia, jeżeli to się nie stanie, to Papszun może osiągnąć doraźny sukces, ale wcześniej czy później drużyna wpadnie w dołek, oby nie równie wielki jak za innego pragmatyka czyli Michniewicza i bez stabilnych finansów co wówczas?

Gdyby Gawin miał rację, że Mioduski "próbuje po prostu przeczekać, wierząc zapewne, że karta wreszcie musi się odwrócić", to nawet w przypadku doraźnego sukcesu trenerskiego Papszuna nasza sytuacja ekonomiczna raczej radykalnie się nie zmieni, a taka zmiana wydaje się niezbędna jeżeli Legia ma być choćby i lokalnym hegemonem. Na razie to Dobrzycki gra Mioduskiemu na nosie, a Rutkowscy z pobłażaniem mogą się tylko z wyższością uśmiechać.

Moim zdaniem dla dobra Legii Mioduski powinien lub wręcz musi myśleć nad "nowym otwarciem" i chodzi mi o strukturę właścicielską.

2/3 Akademia! Mamy imponującą infrastrukturę do szkolenia piłkarskiego narybku, pod tym względem Lechowi nie ustępujemy, tylko co z tego, skoro Akademia legijna zaczyna być postrzegana jako zbędna kula u nogi, a w Kolejarzu zda się, że jest kurą znoszącą złote jajka!? Jak to jest, że w Warszawie możemy się pochwalić jednym Jankiem Ziółkowskim, a z Poznania do repry lecą tabuny? Mamy właśnie teraz medialny płacz i lament że Urban pominął Kozubala, Mońkę, Gurgula ale przecież selekcjoner skorzystał z poznańskich wychowanków Kamińskiego, Skórasia, Bednarka, analogicznie honoru "legijnego narybku" broni tylko Sebek Szymański.

3/2 Jak to jest, że Lech w ostatnich pięciu latach trzy razy zdobywa mistrzostwo, wprowadzając do pierwszej jedenastki już wymienionych Kozubala, Mońkę, Gurgula nieco wcześniej równie odważnie stawiając na Kamińskiego i Skórasia, jeszcze wcześniej na Jóźwiaka, Puchacza, Modera a przed nimi na Gumnego, Kownackiego, Kędziorę, nie zapominając o takich nestorach jak Linetty i Bednarek. W Kolejorzu jest ciągła sztafeta pokoleń i w końcu zaczęło im to przynosić wymierny skutek również i w tytułach.

W Warszawie gra o mistrzostwo stoi tak jakby na przeszkodzie w wprowadzaniu własnego "narybku" do pierwszej jedenastki. Kolejni trenerzy wolą stawiać na doświadczonych najemników niż na nieopierzone chimeryczne w formie talenty.

W Pyrlandii akademia Lecha jest odskocznią do piłkarskiej kariery, z legijnej akademii młodzi piłkarze wolą odejść (Walukiewicz, Peda) szukając okazji do gry w innych klubach.
Kolejorza stać na cierpliwość, bo nawet gdy jeden lub drugi rocznik nie będzie obfitował w futbolowe talenty to w trzecim i czwartym to nadrobią, a młokosy nie dość że będą wartością dodaną dla klubowej pierwszej jedenastki to i po wytransferowaniu zasilą wydajnie klubową kasę. W Stolicy o takim cyklu wdrażania do dużej piłki własnych wychowanków możemy tylko pomażyć. Gdy dołujemy, zespół gra piach, jedynym ratunkiem wydaje się kolejna wymiana trenera i ściąganie tabunów kolejnych najemników.

Stworzyliśmy infrastrukturę do szkolenia i robi u nas za kwiatek do kożucha, dlatego "przeczekanie", ignorowanie głosów krytyki na taki stan rzeczy oby nie było kolejnym z "wielbłądów" obecnego zarządu Legii.

Bynajmniej jak szkolić w LTC, a później wdrażać małolatów do pierwszej drużyny, przynajmniej na takim poziomie i z takimi efektami jak robią to w Poznaniu, to odpowiedzi na takie pytanie nie znam. Uczyniłbym za dwa lub trzy lata Marka Papszuna dyrektorem sportowym z wszechwładzą i od niego oczekiwałbym recepty jak ten malkontent w stawianiu na młodzież uczyniłby z niej sztafetę kolejnych roczników terminujących w pierwszej jedenastce z korzyścią dla niej.
12czwartek, 28, maj 2026 17:56
dalkub
Iocosus

1. To że Mioduski nie wyciąga wniosków to już wiemy - cały czas zachowujesz się jak ten co chce ciastko zjeść i je nadal mieć - wiesz że ten jest beznadziejny, ale boisz się ryzyka bo moze kolejny będzie gorszy
2. Czy nowy potencjalny właściciel będzie robił tak samo? nie wiem, bo skąd mam to wiedzieć i ty też tego nie wiesz
3. Moja zeroradykalność jest po 5 sezonach bez mistrza, po dwóch gdzie mając najwyższy budżet bronimy się przed spadkiem itd - na co mam czekać? aż Legia faktycznie spadnie?

Czego brakuje Mioduskiemu? Moim zdaniem podstawowej umiejętności, której nie da się nauczyć, a to miał Leśny - czutki do ludzi - nie ma znaczenia kto jaką szkołę skończył , czy Harvard czy Collegium Humanum, pytanie czy potrafisz dobrać personel, a następnie dać mu warunki i przestrzeń, Mioduski tego nie potrafi, Lesny to umiał.

i jeszcze do akademii Legia vs Lech - jakby policzyć ile razy Legia zdobyła MP a ile Lech to pewnie nie ma porównania, tylko że w Legii nie zrozumieli tego po co im akademia, w Lechu to wiedzą. W Warszawie mają drużynę i MP, w Poznaniu mają wynik w dupe, ale mają perełki które wyciągają i wkładają do składu - dopóki nie ustawi sie szkolenia nie pod wynik drużynowy, a pod umiejętności indywidualne gdzie co roku akademia dostarczy 1-2 zawodników do piewrszej drużyne, dopóty będzie to co widzimy - stąd moim zdaniem niezgoda pomiędzy Śledziem a Papszunem - Śledź chciał wygrywać, Papszun chce ludzi do składu a potem na sprzedaż
13piątek, 29, maj 2026 07:18
iocosus
Dalkub: "boisz się ryzyka bo moze kolejny będzie gorszy" - chyba prawda, ze zdziwieniem stwierdzam, że jest ze mnie coś z kunktatora, czyli z Michniewicza i z Papszuna, którzy na plan pierwszy wysuwają minimalizację ryzyka, zabezpieczenie się przed nieprzychylnym rozwojem wypadków. Niepoprawny optymista, który zakładał pod swoim zarządem tylko niechybny wzrost akcji Legii poległ! Kto nim był?

Ad. 2. Zgadzamy się, dokładnie obaj nie wiemy, kto nam się trafi po Mioduskim, czy ktoś rozważny, odpowiedzialny, czy naiwny entuzjasta? Chciałbym żeby zrobiono wszystko, żeby tego drugiego uniknąć.

Ad. 3. Jeżeli obecnym planem Mioduskiego jest "przeczekanie", czyli zakładanie że Papszun poprowadzi "swój" zespół do sukcesu (Puchar Polski, miejsce na pudle w Ekstraklasie) to nawet przy takim pozytywnym rozwoju wypadków, jeżeli nic nie zostanie zrobione w kwestiach nazwijmy je strukturalno-finansowymi, jeżeli Akademia pozostanie kulą u nogi i nie będzie pomysłu "poznańskiego" na nią, to po kryzysie zespołu Papszuna, który wcześniej lub później nastąpi, wrócimy do stanu degrengolady i poszukiwania nowego trenera oraz wywożenia właściciela na taczce.

"Czutka do ludzi" - według mnie trafne.

"jakby policzyć ile razy Legia zdobyła MP a ile Lech to pewnie nie ma porównania" oraz "w Poznaniu mają wynik w dupe, ale mają perełki które wyciągają i wkładają do składu" - poznański pomysł zaczął przynosić wymierne efekty i o ile trend zostanie utrzymany i nic się nie zmieni to w liczbie zdobytych tytułów w lidze w przeciągu dekady Kolejorz dogoni a może i zdystansuje Legię.
14piątek, 29, maj 2026 08:53
dalkub
tylko w kwestii MP - pisałem o trofeach juniorskich - chodzi mi o to że w Legii juniorskiej dąży się do zwycięstw drużyny w Lechu dązy się do posiadania 1-2 zawodników do grania w dorosłą piłke i do zarobku na nich
15sobota, 30, maj 2026 08:01
gawin76
Powyższe uwagi na temat naszej Akademii i polityki pracy z młodzieżą niestety zasadne. Z boku na to wszystko patrząc, naprawdę trudno zrozumieć o co w tym chodzi, jaki był i jest sens zadłużania się i przeznaczania corocznie dużych środków na projekt, w którym niedopracowany jest jeden z absolutnie kluczowych elementów, tzn. przejście z piłki juniorskiej do seniorskiej i wykorzystywanie wychowanków przez trenerów pierwszego zespołu.

Tylko że jest to jednak kwestia wtórna w takim sensie, że także i praca z wychowankami postrzegana jest przez pryzmat osiągania celów sportowych przez klub. Jak Lech przegrywał ligę z kretesem albo odpadał z Trnawą w pucharach to nikt ich nie chwalił za grę Gurgulem czy Szymczakiem. Teraz Mońka jest odkryciem, ale to dlatego, że z przodu grę im robili Ishak, Gholizadeh, Palma, Walemark, Bengtsson i Rodriguez. I to jest oczywiście zrozumiałe, ba, tak właśnie powinno być, bo przecież młodym zawodnikom znacznie łatwiej wchodzić w ułożony, sprawnie funkcjonujący mechanizm i w tym mechanizmie się rozwijać niż odnaleźć się w realiach, w których oczekuje się od nich, żeby byli z marszu gotowi do gry na najwyższym poziomie.
16wtorek, 02, czerwiec 2026 20:26
Baron
Klub z największym potencjałem w Polsce, od ostatniego mistrzostwa w sezonie 2020/21 zajmował następujące miejsca w lidze:

- 2021/22 - 10 miejsce (walka o utrzymanie)

- 2022/23 - 2 miejsce

- 2023/24 - 3 miejsce

- 2024/25 - 5 miejsce

- 2025/26 - 6 miejsce (walka o utrzymanie+ brak pucharów)

To pokazuje, że od kilku lat Legia zalicza stały regres, to nie jest żaden przypadek tylko już pewna prawidłowość, którą wszyscy obserwujemy. A ta prawidłowość nie wzięła się z powietrza, tylko wzięła się z czegoś innego, a wspólnym mianownikiem tego wszystkiego jest osoba właściciela - Dariusza Mioduskiego.
Zamiast budowy potęgi, my kibice otrzymaliśmy lata chaosu, które idealnie obrazują dramatyczny spadek formy w tabeli, chaos właścicielski i menedżerski. W przypadku Legii to decyzje oparte na wizerunku, częste i pochopne zmiany trenerów oraz nietrafione, drogie transfery. Przepalono miliony z biletów i wpływów z UEFA, co min. doprowadziło klub do gigantycznego zadłużenia.Katastrofalny sezon 2021/2022 to wtedy zamiast walki o obronę tytułu mistrza, Legia przez długie miesiące szorowała po dnie tabeli i realnie broniła się przed spadkiem z ligi, kończąc rozgrywki na kompromitującym, 10. miejscu, miniony sezon był powtórką z rozrywki.Choć klub miewał pojedyncze zrywy (jak wicemistrzostwo czy faza pucharowa Ligi Konferencji), to stabilizacja na najwyższym poziomie zniknęła. W bieżącym sezonie 2025/2026 Legia ponownie borykała się z ogromnymi wahaniami formy, zajmując odległą pozycję w środku stawki i tracąc dystans do czołówki, rzutem na taśmę zapieniając sobie utrzymanie.
Dla nas kibiców Legii pozostała świadomość utraconej szansy na zbudowanie klubu formatu europejskiego, o czym zapewniał nas sam Mioduski, z której pozostała nam jedynie walka o ligowe przetrwanie i frustracja z powodu zmarnowanego potencjału. Historia rządów Mioduskiego to nieustanna pętla tych samych potknięć. Po każdym kryzysie słyszymy zapowiedzi zmian i "nowego rozdania", tak jak choćby formalne przekazywanie bieżącego zarządzania operacyjnego prezesowi Herze, który sam przyznawał w wywiadach, że na futbolu to za bardzo się nie zna, po czym klub i tak wraca do punktu wyjścia, impulsywnych zwolnień trenerów i niespójnych transferów. Brak autorefleksji u Mioduskiego sprawia, że surowa ocena jego działalności w Legii jest w pełni uzasadniona.
Osobiście uważam, że pod obecnymi rządami Legia nie jest w stanie odzyskać dawnego blasku i konieczna jest całkowita zmiana właścicielska, aby klub wrócił na szczyt.
Niestety ale to jest po prostu smutna rzeczywistość, którą od lat z bólem obserwujemy my kibice Legii, ale pewnie i ci, którym zależy na poziomie polskiej piłki w Europie. Case study Legii to idealny przykład na to, że w futbolu pieniądze i prestiż bez profesjonalnej struktury zarządzania bardzo szybko obracają się w kryzys.Z perspektywy czasu widać, jak wielką cenę Legia płaci za brak długofalowej wizji oraz profesjonalnego zarządzania. Każdy kolejny sezon pod wodzą obecnego właściciela to jest loteria od chwilowych sukcesów w pucharach aż, po bolesne zderzenia z ligową rzeczywistością.
Warto jeszcze zwrócić uwagę na jeszcze ten aspekt, a mianowicie dla Mioduskiego Legia nie jest tylko klasycznym projektem biznesowym, lecz też bezcenną wejściówką do ekskluzywnego świata wielkiej piłkarskiej dyplomacji na salonachw Genewie czy Nyonie.
Prawda jest taka, że bez posiadania dużego klubu w europejskiej stolicy, nikt w strukturach międzynarodowych nie rozmawiałby poważnie z działaczem z Polski. Dzięki Legii Mioduski zbudował imponujące osobiste CV na arenie międzynarodowej: jest Wiceprzewodniczącym EFC,dawniej ECA. Od lat nieprzerwanie piastuje funkcję wiceprezesa European Football Clubs (EFC), organizacji zrzeszającej najpotężniejsze kluby w Europie. Zasiada tam przy jednym stole z szefami takich marek jak PSG, Real Madryt czy Juventus.Wpływy w spółce UEFA (UCC): Wchodzi w skład rady zarządzającej UEFA Club Competitions SA, czyli podmiotu, który realnie decyduje o strategii biznesowej i miliardowych zyskach z Ligi Mistrzów czy Ligi Europy. Jest też jednym z architektów powstania LKE. Dochodzi do tego kluczowa rola w PZPN. W połowie 2025 roku sformalizował swoje wpływy na krajowym podwórku, zostając wiceprezesem PZPN ds. zagranicznych.
Ta sytuacja tworzy ogromny paradoks, który niesamowicie irytuje nas wszystkich kibiców Legii. Podczas gdy Legia co chwilę popada w kryzys wizerunkowy, traci punkty z ligowymi średniakami i boryka się z długami, jej właściciel regularnie bryluje na międzynarodowych sympozjach, opowiadając o globalnych strategiach rozwoju futbolu.
Dopóki funkcja właściciela Legii gwarantuje mu status wpływowego dyplomaty w strukturach UEFA, dopóty presja ze strony kibiców Legii czy słabe wyniki w Ekstraklasie, to uważam, że nie zmuszą go do sprzedaży Legii. Sprzedaż klubu oznaczałaby dla niego natychmiastowe wypadnięcie z tego elitarnego, europejskiego kręgu.Scenariusz, w którym Legia pozostanie zakładnikiem osobistych ambicji właściciela i będzie dalej dryfować w ligowej szarzyźnie, w mojej ocenie wydaje się niestety najbardziej prawdopodobny.
Obecny model zarządzania po prostu się wyczerpał. Legia potrzebuje inwestora z ogromnym kapitałem zdolnym spłacić narastające zadłużenie klubu,całkowitego przewietrzenia struktur i oddania pionu sportowego w ręce profesjonalistów, a także wyceny klubu na rynku, często szacowanej przez właściciela na abstrakcyjne sumy, która urealni proces ewentualnego przejęcia i naprawy tego co zostało zepsute. Czy jest to realne, to na chwilę obecna nie sadzę, nie mniej @Dalkub jakiś czas temu pisał tutaj, że ponoć zainteresowane przejęciem Legii są min. jakieś fundusze inwestycyjne itp.Nie mam takiej wiedzy ale...może jest coś na rzeczy? Cóż, ja sobie wielkich nadziei na przyszłość nie robię.
17piątek, 05, czerwiec 2026 15:45
corazstarszy
Ciekawy wątek z tym wprowadzaniem młodych do składu. Topowym obecnie w skali kraju przedstawicielem gatunku jest niejaki Wojciech Mońka. Robi furorę. On miał już realny udział w tytule uzyskanym przez jego klub w 2025 r. Tam był pod koniec rozgrywek, chyba jedną kolejkę przed meczem u nas na Łazienkowskiej, mecz ligowy w Radomiu. Przyjezdni prowadzili 2-0. Skończyło się remisem 2-2. Po tamtej kolejce nastroje mieli nietęgie - przegrany bezpośredni mecz z Rakowem u siebie i w tamtej chwili 2. miejsce w tabeli. Decydujący błąd przy bramce na 1-2, która Radomiakowi dała tlen, popełnił Wojciech Mońka - niezgrabne zagranie od Mrozka do niego (‘wyprowadzamy podaniami spod własnej bramki’), wysoki pressing miejscowych, podanie Mońki do Kozubala po ziemi wzdłuż linii własnego pola karnego (!!!), adresat nie przejął, miejscowi przejęli, strzał zza szesnastki i gol. Tamten gol mógł dużo zaważyć. Nie zaważył, bo Raków (pod wodzą Papszuna Marka) końcówkę sezonu rozegrał źle i przegrał MP. Zmierzam do tego, że wprowadzanie młodych do składu nie jest łatwe. Może dużo kosztować. Nie wiem, czy w Legii znalazłby się ktoś tak dojrzały, żeby takie ryzyko potrafić unieść w imię rozwijania młodych. I jak zareagowaliby kibice, gdyby wskutek takiej historii jak Mońki w Radomiu ominęło nas MP. To trudne być w takiej chwili wyrozumiałym, a z reakcjami hejterskimi łatwo przesadzić.
I teraz zastanawia mnie ocena pana Dalkuba tego, jak Legia rozwija swoich młodych i jednoczesne oceny oraz pomysły na rozwój dalszej kariery Leszczyńskiego. Wygląda na to, że w najbliższym czasie walka o MP grozić nam nie będzie. Że młody popełnia błędy i nie umie grać tak jak powinien? No, Wojciech Mońka rok temu też nie umiał. Jego błąd był na pewno cięższy niż interwencje Leszczyńskiego na raz w 2. połowie z Lechią. Dla mnie moment jest teraz idealny, żeby w rozsądnym wymiarze, bez dogmatyzmu, młodym, w tym Leszczyńskiemu, w przyszłym sezonie dać pograć (oczywiście, Papszun decyduje, czy i ile; jeśli powie, że nie, to znaczy ‘nie’). Inaczej się nie nauczą. Nawet jeśli pójdą wcześniej na wypożyczenie, to ono się kiedyś skończy i będą musieli pokazać po powrocie do Legii, ile się nauczyli. A mogą pokazać tylko w meczach 1. drużyny. I ciekawią mnie losy młodych wracających do nas z wypożyczenia do Pogoni.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1