A+ A A-

Zapraszamy do rozmowy "w przerwie", w przerwie od futbolu, do dyskusji w tematach związanych ze sportem, lecz nie pozostających w bezpośrednim związku z piłką nożną i Legią Warszawa.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
Dyskusja (1931)
1931środa, 24, lutego 2021 14:31
iocosus
Niestety Stosur na drodze Igi w Adelajdzie zabrakło, podobnie jak Ashley Barty.
Świątek - Inglis 6:1, 6:3
Planowo, choć z problemami Igi z pierwszym serwisem. W ćwierćfinale miała być Barty, ale w czwartek o godz. 9:00 czeka "underdog" - Danielle Rose Colliins.
To będzie trochę mecz paradoksów.
Faworyzowana Mistrzyni - lat 19
Underdog - lat 27 
Mistrzyni - (oprócz wielkoszlemowych) wygrane turnieje WTA  - 0
Underdog - wygrany turniej WTA 125K 
Mistrzyni - zeszłoroczna maturzystka
Underdog - absolwentka University of Virginia

Dla Igi słówko "underdog" wydawało się być ulubionym, tym razem to nie jej będzie przypisane i taką zmianę ról będzie musiała udźwignąć. Collins wydaje się poważną rywalką, nie tylko pokonała Ashley Barty, ale i w 2019 roku zameldowała się w półfinale AO. 
Danielle Collins o sobie: "Nigdy nie posiadałam zbyt wiele w dzieciństwie. Jeśli mogłam dostać dobrą edukację i grać w tenisa, to dlaczego tego nie zrobić? (...) Jestem zadziorna. Uwielbiam robić z meczu tenisowego wojnę. Kocham rywalizację. Nieważne czy ludzie są za mną, czy przeciwko mnie. Lubię czasami, kiedy większość kibicuje rywalce. Chcę im udowodnić, że nie mają racji."
źródło: Tenis, Danielle Collins, Australian Open (sport.tvp.pl)
1930wtorek, 23, lutego 2021 05:51
iocosus
Madison Brengle - Iga Świątek 3:6, 4:6
W tenisowym show must go on Iga w Adelajdzie w pierwszej rundzie zrewanżowała się Brengle za porażkę 6:1, 6:1 w 2018 roku. Mecz bez wielkiej historii, Iga w formie "treningowej" bo też i Amerykanka w leginsach i koszulce wyglądała niczym amatorka na warszawskich kortach pod balonem.
Chciałbym meczu z Stosur w kolejnej rundzie, a później już by było "ciasteczko na torcie" czyli najprawdopodobniej mecz z liderką rankingu WTA Ashley Barty.
1929czwartek, 04, lutego 2021 10:57
Zbyszek
Niestety losowanie AO przełożono na 05.02 i nie można wykluczyć przesunięcia rozpoczęcia Turnieju. U jednego z pracowników hotelu w Melbourne w którym mieszka ok. 600 tenisistów i członków ekip wykryto koronawirusa. Iga Świątek na szczęście od kilku dni mieszkała w wynajętym pensjonacie, a Hurkacz w innym hotelu. Niemniej dla Australii to swego rodzaju szok, bowiem od października 2020 nie zanotowano ani jednego przypadku zakażenia Covidem. Teraz władze stanu Wiktoria ( stolica Melbourne) zrobią to co robiły przez 5 miesięcy, aby zwalczyć zarazę. Wszyscy z którymi stykał się zakażony ( jak każdy Australijczyk ma on czipa monitorującego gdzie przebywał) zostaną poddani kwarantannie i przejdą testy. Oblicza się ,że będzie to kilka tysięcy osób , przy czym domy towarowe, kawiarnie, puby zostaną zamknięte na co najmniej 14 dni. Jeżeli u kogoś wykryty zostanie COVID to procedura obejmie kolejne kręgi osób. Takie działania, łącznie z obowiązkową kwarantanną osób przybywających do Australii przyniosły sukces. U nas gdyby wykryto któregoś dnia 1 przypadek to rząd by się zesrał z radości ,a w Australii to jest czerwony alarm. Taka to różnica pomiędzy rzeczywistą walką z pandemią ,a zakłamaną propagandą.
1928środa, 03, lutego 2021 09:49
Zbyszek
@Iocosus.
Jutro 04.02. losowanie drabinek AO i będziemy mogli więcej powiedzieć o nadziejach. . Natomiast , niezależnie od zachowania spokoju i nie dmuchaniu w balon to jednak od Igi i Hurkacza mamy prawo oczekiwać postępu w grze i wynikach. W ubiegłym roku Świątek zaszła do IV rundy, a Hurkacz wygrał jeden pojedynek.
1927środa, 03, lutego 2021 08:16
iocosus
Świątek - Aleksandrowa 4:6, 2:6 
Kto myślał że Iga w 2021 roku będzie zmiatała wszystkie rywalki w stylu z RG musi czuć rozczarowanie, ale może to głupio zabrzmi ja się nawet cieszę z tej porażki. Na rewanż z Halep jeszcze za wcześnie. Wink Wczoraj i dziś to była startowa metoda przygotowawcza, oczywiście mam lekkie obawy jak to będzie z pierwszymi rundami w AO ale jeżeli Iga je przebrnie to im później tym powinno być lepiej. 
Mam nadzieję że ciśnienie nieco spadnie, a poszukiwanie "własnej gry" jeszcze w AO zakończy się powodzeniem, a jeżeli nie to tragedii i tak nie będzie. Trzeba będzie zachować spokój i robić swoje. 
1926wtorek, 02, lutego 2021 10:49
iocosus
Juvan - Swiątek 6:2, 2:6, 1:6
Po 105 dniach wreszcie można było zobaczyć Igę w grze o stawce. Pierwszy set zasługiwał na miano "po Paryżu pozostały wspomnienia" i bardzo dobrze, bo tu trzeba się restartować, zapomnieć że jest się mistrzynią RG, zapomnieć o tych balach mistrzów sportu, o innej medialnej roli, innych oczekiwaniach i własnych i tych kibicowskich. Są dziewczyny, które w tym się pogubiły, nie odnalazły jak Jelena Ostapienko triumfatorka RG z 2017, zatem nie jest to bułka z masłem.  Kaja Juvan jako "stara znajoma" wyszła na kort w żaden sposób niezdeprymowana że po drugiej stronie jest zdobywczyni jednej z lew wielkiego szlema, zagrała dobrze, skoncentrowana i to wystarczyło na poszukującą swojej gry Igę. U naszej dziewczyny w meczu "pod napięciem" nie było, ani czucia kortu, ani wejścia w uderzenie, ani "czytania rywalki" to wszystko zawodziło, natomiast brak też było irytacji i to mi się najbardziej podobało, że Iga pozostawała skupiona, grała z samą sobą, z własną niemocą, ale bez złości na siebie że piłka nie siedzi w korcie. I dobrze, tak powinno być, spora ilość niewymuszonych błędów w meczu (24) zupełnie na tym etapie nie robi na mnie wrażenia. Ten turniej, jest startową formą treningu przed AO 2021 i tu od wyników według mnie istotniejsze jest odnalezienie się na korcie, a to że Iga "walczy ze sobą" a przy tym potrafiła jeszcze dwa sety i cały mecz wygrać to już dodatkowy bonus. 

Jeszcze taka refleksja sprzed ekranu TV. O ile Tomasz Wiktorowski to w tej chwili mój ulubiony ekspert chyba ze wszystkich dyscyplin, bardzo mi odpowiada jego merytoryczny komentarz i z zainteresowaniem przyjmuję jego uwagi, to jakoś nie mogę "na poważnie" słuchać Bartka Ignacika. Żona super, mając takiego eksperta w domu to i łatwiej "zrozumieć" pogłębić wiedzę o tenisie i później ją przekazywać, ale dla mnie, pan Bartek to już taki telewizyjny turbo prześmiewca, szybciej kojarzący się z rolą stand upera niż rzetelnego komentatora. No tak już mam i nie jestem pewien czy to "turbo emploi" zostanie przełamane.
1925niedziela, 20, grudnia 2020 09:05
Zbyszek
DAZN przejęło wszystkie gale organizowane poza granicami Polski i jakoś protestów ani widu, ani słychu. Widocznie kibiców boksu jest u nas jak na lekarstwo. A w piątek i w sobotę było co oglądać.
Najpierw w piątek, a właściwie u nas w sobotę ( piszę dziś , bo wczoraj wyczerpałem się Smile bazgraniną o meczu Legii) na ringu w Los Angelos w walce o pas mistrza świata Federacji IBF wagi średniej spotkali się pretendent Kamil Szeremeta .31. walk 21 wszystkie wygrane z mistrzem Gennadijem Gołowkinem z Kazachstanu lat 38 walk 42 (jedna Porażka z "Canelo" Alvarezem). Niestety na ringu pomiędzy oboma pięściarzami widoczna była różnica co najmniej dwóch klas. Polak nabił sobie rekord walkami ze słabym pięściarzami i przeskok na znacznie wyższy poziom okazał się bardzo bolesny. Nie pomogło dobre rozpoznanie Kazacha i wchodzenie w półdystans i zwarcie, aby uniemożliwić mu rozwinięcie akcji i zadawanie silnych ciosów sierpowych głównie ze swojego dystansu . Nawet będąc w zbliżeniu Gołowkin demolował Szeremetę różnorodnymi ciosami robiąc z niego całymi fragmentami walki worek treningowy. Trzeba przyznać, że Gołowkin nie dążył do nokautu , bo gdyby tak było to skończyłby Szeremetę w I rundzie. Chociaż z drugiej strony to Polak wykazał zadziwiającą odporność na ciosy. Szeremeta po krótkich sierpach bitych z lewej ręki był liczony w I rundzie 2 razy, w 2 raz, i w siódmej raz. Sędzia w przerwie po 7 rundzie bardzo słusznie nie dopuścił Polaka do kontynuowania pojedynku.
Wczoraj, w właściwie dziś w San Antonio doszło do pojedynku o pasy Mistrza Federacji IBF wagi super średniej posiadacza tego pasa Saula "Canelo" Alvareza l.30. walk 53 ( jedna porażka z Floydem Mayweatherem jr) z posiadaczem pasów Federacji WBC i WBA Anglikiem Calumem Smithem l.30 walk 27 , wszystkie wygrane. Wydawało się, że Anglik wyższy o 18 cm będzie trzymał Meksykanina na dystans zadając wiele ciosów prostych z lewej ręki, a było dokładnie odwrotnie . To "Canelo" szachował Smitha ciosami prostymi oraz trafiał go kombinacjami z obu rąk. Walka był dość jednostronna. Smith wygrał tylko szóstą rundę , dzięki ciosom podbródkowym , natomiast Alvarez mógł do skończyć w r rundzie w której zadał kilka bardzo mocnych ciosów, ale gong wyratował Anglika. Punktacja 119 :109.
1924niedziela, 13, grudnia 2020 14:31
Zbyszek
Bez rozgłosu, raczej z pewną nieśmiałością wkroczyła do Polski platforma cyfrowa DAZN. Pewno też na próbę, bo usługę można zamówić wyłącznie po angielsku ( ankieta, zamówienie, instrukcja ). Niemniej żadna nasza stacja telewizyjna wczorajszej gali w Londynie w udziałem dwóch Polaków nie transmitowała i tak samo będzie w starciu Szeremety z Gołowkinem. DAZN zapowiada, że po rozeznaniu rynku rozważy zakup pakietu rozgrywek Ekstraklasy.
Główną atrakcją gali, oprócz boksu był gorący udział 1000 kibiców.
Walką wieczoru była potyczka o pasy Federacji WBA, WBO i IBF wagi ciężkiej pomiędzy mistrzem Anglikiem Anthony Joshuą i obowiązkowym pretendentem Bułgarem Kubratem Pulewem. Obaj mieli podobną wagę, po ok.108 kg. Obaj ponieśli po jednej porażce , Anglik z Ruizem,a Bułgar z Władymyrem Kliczko. Joshua młodszy o 8 lat. Pulew walczy bardzo brzydko, paraliżuje akcje, przytrzymuje, klinczuje ,ale sam był dotychczas trudny do ukłucia. Wczoraj Joshua od pierwszej rundy szachował go lewym prostym, a przy próbach wejścia w półdystans i zwarcie raził go prawymi kontrami. Po pierwszych dwóch w miarę spokojnych rundach w trzeciej Joshua ruszył do szturmu, przełamał gardę Bułgara i dwa razy po prawych sierpach posłał go na deski. Pulew się nie poddał i mocno pobijany, ale dotrwał do 9 rundy. W niej znowu padł raz, padł drugi i już dalszej walki nie podjął.

Drugą walką wieczoru miał być pojedynek Lawrenca Okoliego z Krzysztofem Głowackim o wakujący pas Federacji WBO wagi junior ciężkiej. Niestety u "Główki" wykryto koronawirusa . W tej sytuacji zastępstwo zaproponowano 5 bokserom z Toprankingu, w tym Michałowi Cieślakowi . Wszyscy odmówili , Cieślak by się zgodził, ale za gażę 7 razy wyższą niż miał dostać Głowacki. Propozycję walki przyjął Nikodem Jeżewski, ale ponieważ jest spoza pierwszej piętnastki rankingu to walka nie mogła mieć statusu mistrzowskiego. Polak był bladym tłem dla Anglika. Już w pierwszej rundzie po dwukrotnym zaliczeniu dech ledwo dotrwał do gongu. Ale w połowie drugiej rundy po prawym sierpowym już z maty nie wstał.
Na ringu był jeszcze Mariusz Wach którego okładał pięściami w wadze ciężkiej Anglik Hughie Fury. Wach już nawet nie udaje, że chce walczyć, bo waży sobie spokojnie jak dobry wieprzek te 125 kg i co mu bida zrobi, bo szczenę ma tak mocną, że może uderzenie młota parowego by odczuł , bo pięści to na pewno nie. Wszyscy chyba zapraszają Wacha do ringu, aby widzowie mogli podziwiać jego niewiarygodną odporność na ciosy. Wczoraj kiedy jeszcze miał wigor to w I rundzie trochę poruszał rękawicami i te rundę o dziwo wygrał. Resztę rund 10 rundowego pojedynku przegrał, ale do końcowego gongu dotrwał .

Walka pomiędzy Okolie a Głowackim musi się odbyć do końca maja 2021 roku.
1923niedziela, 29, listopada 2020 09:00
Zbyszek
Wracamy do wielkiego boksu. Właściwie to dzisiaj 29.11 w Westminster odbył się mocno reklamowany pojedynek dwóch angielskich pięściarzy Joe Joycea lat.35, wzrost 197 cm waga 118 kg , walk 11, 0 porażek, 10 TKO z Danielem Dubois l.23, wzrost 201 cm , waga 111 kg, 15 walk, 0 porażek 14 TKO o mistrzostwo wysp brytyjskich. Promotorem obu bokserów jest Frank Warren, który postanowił dokonać selekcji ,aby lepszy z nich mógł być forsowany jako przeciwnik dla Tysona Fury ( promotor Bob Arum) lub dla Anthonyego Joshuy ( promotor Eddie Hearn). Joyce pomimo 35 lat stoczył niewiele walk zawodowych, gdyż odnosił sukcesy na ringach amatorskich, m.innymi wicemistrz Igrzysk z Rio z 2016 roku . Faworytem był młodszy, szybszy, o kocich ruchach i silniejszy Dubois. Ale na ringu Joyce bardzo dobrym klasycznym wyszkoleniem technicznym, głównie znakomitym celnym i bardzo szybko bitym lewym prostym zniwelował atuty rywala. Walka był spokojna, wręcz statyczna i poza dwoma rundami ( 2 i 5 ) pod kontrolą Joycea. Od 4 rundy trafiany w lewe oko Dubois z uwagi na jego zapuchniecie widział coraz gorzej. Dotrwał do 10 rundy, ale po kolejnym lewym w lewe oko najpierw przyklęknął, a potem poddał się. Wiedział, że wysoko przegrywa na punkty, a szanse na zadanie nokautującego ciosu przy świetnej obronie rywala miał niewielkie.Chyba jednak za wcześnie dostał walkę z tak doświadczonym przeciwnikiem.

W grudniu będziemy emocjonowa.li się walkami o pasy dwóch Polaków. Najpierw Krzysztof Głowacki 12.12 zmierzy się o Tytuł Federacji WBO wagi junior ciężkiej z Anglikiem Lawrencem Okolie. Podczas tej gali o pasy WBA,WBO i IBF wagi ciężkiej zawalczy Anthony Joshua z pretendentem Bułgarem Kubratem Pulewem. Zaś walkę z bratem Tysona Hughiem Furym stoczy Mariusz Wach.
Następnie 18.12 o pasy IBF i WBC wagi średniej Kamil Szeremeta zmierzy się ze znakomitym Kazachem Giennadijem Gołowkinem. Gołowkin pokazał, że jest nie tylko wyśmienitym sportowcem ale i honorowym człowiekiem. Ponieważ walczył 2 razy z "Canelo' Alvarezem ( co opisałem) w ramach dobrowolnej obrony to kilku pięściarzy stało się obowiązkowymi pretendentami i mógł wybrać, jak odzyskał tytuły po walce z Derewniaczenką , jednego z nich. Wstępnie umówił się w grudniu ub, roku na walkę z Szeremetą oraz na pieniądze za nią dla Polaka ( 800 tys. USD) i mimo propozycji od innych za mniejsze pieniądze słowa dotrzymał.
1922piątek, 13, listopada 2020 10:24
Zbyszek
@ZgeredMaruda.
Przepraszam za opóźnienie,ale te okoliczności zewnętrzne wpływają na mnie silnie destrukcyjnie,żeby nie rzec depresyjnie. I trudno mi się zebrać w sobie,aby w tak zacnym gronie dawać głos. Łatwiej mi to przychodzi na FB, gdzie wystarczy mój naturalny krytycyzm Smile.
Oczywiście sukcesy dwóch Słoweńców Primoza Roglicza i Tadeja Pogaczara szokują , w równym stopniu jak brak naszych sukcesów w kolarstwie nie dziwi. Sami Słoweńcy znający się na kolarstwie nie są w stanie racjonalnie wyjaśnić co spowodowało,że w jednym czasie , w kraju bez tradycji w kolarstwie szosowym,bez masowego szkolenia przydarzyli się dwaj tak znakomici kolarze. Złośliwi komentatorzy zagraniczni piszą,że wpływ miał na to doping po którym UCI w ubiegłym roku zdyskwalifikowała dyrektora sportowego ich związku. Ale ci kolarze jeżdżą od kilku lat w ekipach zagranicznych , a mianowicie Roglicz w holenderskiej Jumbo Visma,a Pogaczar w UAE Emirates z ZEA. O ile na grupę Emiratów pada podejrzenie, bo pracuje tam dyrektor -lekarz w przeszłości karany za stosowanie dopingu, to Jumbo Visma uchodzi za czystą. W każdym razie i Roglicz i Pogaczar nie stanowią produktu systemu szkolenia na Słowenii.
Co nas nie pociesza,albowiem kolarstwo szosowe o tak pięknych tradycjach w naszym kraju ginie. Polski Związek Kolarski jest bankrutem i nie ma pieniędzy,ani na szkolenie,ani na wspomaganie klubów,ani nawet na wysyłanie młodych kolarzy na młodzieżowe wersje dużych Tourów. Ba, gdyby nie pomoc Ministerstwa Sportu to bylibyśmy nieobecni na MŚ. ME a nawet jako reprezentacja na TdP. Do tego Polska Firma CCC z końcem 2020 roku rozwiązała grupę kolarską . Z naszych kolarzy zawodowych w grupach mogących startować w wyścigach World Tourowych pozostali tylko : Rafał Majka, który trafił do teamu Pogaczara UAE Emirates, Michał Kwiatkowski któremu z końcem roku kończy się kontrakt w Ineos,ale pewno zostanie przedłużony, Maciej Bodnar , który ma jeszcze rok kontraktu z Bora Hansgrohe, Tomasz Marczyński, też jeszcze przez rok w Lotto Soudal oraz młodsi Szymon Sajnok w Cofidisie oraz Kamil Małecki w Lotto Soudal.
1921poniedziałek, 09, listopada 2020 21:25
Zgred Maruda
Zbyszku, ja tą klamrą ogólną nazwałbym wręcz genialną pracą całej grupy Jumbo Visma, która nawet na "centymetr" nie opuszczała lidera. Oglądając ich pracę można wyrobić sobie patrzenie jak wygląda zawodowe kolarstwo wyznaczone na sukces lidera. Mieli taką moc, której nikt nie dał rady. To dość ciekawe jak ogólnie w tym roku zachowuje się Ineos ...I szczerze bardzo mi żal Carapaza, który wypluwając płuca ambicją bywał prowadzony w rezultacie w samotności. Widać idą zmiany...Konkretów.

Taka mała Słowenia, nawet już siatkarsko nie chcę się pastwić...
Jaka zatem istnieje "aplikacja światowa programów pod sukces" tak małej ilości ludzi?
Geny? Dbałość o rozwój dzieci?
Czego nie mamy? Co mają Oni?
1920niedziela, 08, listopada 2020 08:50
Zbyszek
Pomimo szalejącej pandemii zdołano zorganizować , co prawda poza tradycyjnymi terminami, wszystkie trzy Wielkie Toury. Dziś co prawda jeszcze podczas Vuelty ostatni etap do Madrytu,ale zwyczajowo będzie to etap przyjaźni, który niczego w klasyfikacji nie zmieni.
Klamrą spinającą wszystkie trzy tegoroczne wielkie wyścigi kolarskie był fakt,że o końcowych wynikach w klasyfikacji generalnej decydowała jazda na czas. W TdF i Giro ( o czym pisałem) jazda na czas odbywała się pod koniec zmagań,a w Vuelcie na 5 etapów przed końcem i teoretycznie była możliwość zmian w klasyfikacji. Dodać wypada,że Primoz Roglicz, który przegrał TdF przez jazdę na czas, w Vuelcie dzięki niej wygrał wyścig. Zdobył przewagę ponad 40 sekund i mimo,że wczoraj poniósł ponad 20 sekundową stratę do Carapaza to wygraną dowiózł do mety. Na wczorajszym, górskim etapie, jeszcze na 3 km przed metą wydawało się,że grupa Roglicza Jumbo Visma i on sam kontrolują rywalizację, kiedy do szaleńczego ataku ruszył Carapaz z Ineosu, szybko zyskał 30 sekund przewagi, ale albo mu zabrakło sił,albo Słoweniec zebrał resztki sił , bo układ zmianie nie uległ. Jako się rzekło Vueltę 2020 wygrał Primoz Roglicz Jumbo Visma, przed Richardem Carapazem Ineos ( strata 24 sekundy) , trzeci H. Carthy Pro Cykling,a dalej Martin Israel, Maas Movistar, Poels Bahrain Merida, de la Cruz UAE Emirates, Gaudu Groupama, Grosschartner Bora Hansgrohe ( chyba następca Majki), i weteran Valverde.
1919poniedziałek, 02, listopada 2020 07:36
Zbyszek
Krótki raport z tegorocznej Vuelty po kolejnym i przed ostatnim tygodniem zmagań. Nadal trwa ogromnie zacięta walka pomiędzy Carapazem z ekipy Ineos ,a Rogliczem z Jumbo Visma. Na tej walce skorzystali i zameldowali się w czołówce dwaj kolarze Anglik Hugh Carthy z grupy Pro Cykling i Daniel Martin , już 34 letni Irlandczyk z ekipy Israel. Na 8 etapie Roglicz uciekł Carapazowi i zmniejszył przewagę nad nim do 3 sekund, którą zniwelował wygrywając etap 10 i obaj mieli taki sam czas,ale liderem był Roglicz. Sobotni 11 etap mimo,że był bardzo trudny zakończył się remisowo. Wczoraj z kolei Carapaz na ostatnim podjeździe odjechał Rogliczowi na 10 sekund ( Ekwadorczyk był 4 ,a Słoweniec 5). Po 12 etapach ścisła czołówka skurczyła się do 5 kolarzy ,a różnice pomiędzy nimi są niewielkie. Prowadzi Carapaz , za nim Roglicz o 0,10, Carthy o 0,32, Martin o 0,35 i Mas 1.50. Kolejni kolarze mają straty powyżej 5 minut. W tym tygodniu na uwagę zasługują dwa etapy : jutrzejszy jazdy na czas na dystansie 33, 7 km oraz sobotni, górski. Oglądam tegoroczną Vueltę z wielką przyjemnością.
1918poniedziałek, 26, października 2020 07:53
Zbyszek
Od 20.10.2020 roku trwa hiszpańska Vuelta. Od pierwszego etapu kolarze dają ostro w palnik i poza 4 etapem walczą między sobą nie na żarty.Na pierwszym etapie, pagórkowatym do Arrate , kolarze Jumbo Visma postanowili dokonać selekcji i ustalić hierarchię. Cała ekipa narzuciła ogromne tempo peletonowi , rozbiła go i wyprowadziła swego lidera Primoza Roglicza na prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Ich zamysłem była kontrola peletonu i obrona pozycji lidera. W wielkich Tourach utrwaliło się w ostatnich wielu latach,że najlepsi kolarze w klasyfikacji generalnej pilnują siebie wzajemnie ,a na ucieczki pozwalają tylko kolarzom z odległych miejsc, nie zagrażających ich pozycji. Tegoroczna Vuelta zrywa z tą tradycją. W ucieczkach uczestniczą ci, którzy zdołają się z nimi zabrać, niezależnie od miejsc, co powoduje,że jedni naprawdę uciekają,a inni naprawdę ich gonią. A do tego trwa walka pomiędzy ekipami Jumbo Visma oraz Ineos Grenadiers oraz ich liderami Rogliczem oraz Richardem Carapazem ( nominowany na lidera Chris Froome jest bez formy i po 6 etapach jest 98 ze strata 64 minut), do której włączają się inni kolarze z grup Israela. Movistar czy Astany. Tę walkę obrazują miejsca na etapach ( poza IV tzw. sprinterskim) : na I etapie Roglicz 1 , Carapaz 2, na II Roglicz ze stratą 19 sekund , a tuż za nim Carapaz,na III Roglicz 2, Carapaz 3, na V Roglicz i Carapaz ze stratą 2,13 do zwycięzcy etapu. Na wczorajszym VI górskim etapie ( niestety o zmienionej trasie , gdyż kolarze nie wjechali na słynny Col du Tourmalet,ale na niższy o 1000 m Aramon Formigal) zaatakowałą ekipa Astany i kiedy Izagirre zagrażał liderowaniu Rogliczowi to kolarze Jumbo Visma zmniejszyli stratę do uciekających ,ale wówcza do ataku ruszyli ci z Ineos i Roglicz kontry nie wytrzymał. puścił koło i stracił do zwycięzcy etapu 1,38 ,a do Carapaza 0.55. Po sześciu etapach na czele Carapaz, za nim z niewielkimi stratami Canthy Pro Cykling, D. Martin Israel, Roglicz 0.30 i dalej Mas, Grosscharter z Bory ( jedzie lepiej od Ackermana) , Soler, Chaves, de la Cruz, Valverde, Izagirre. . Oby tak dalej.
1917niedziela, 25, października 2020 18:19
Zbyszek
Dzisiejszym etapem jazdy na czas ( 15,7 km) zakończyło się tegoroczne Giro i to ten etap , tak jak w TdF 2020, zadecydował o wynikach w klasyfikacji generalnej.Przed jazdą na czas doszło do nietypowej i zaskakującej sytuacji, gdyż dwaj kolarze zajmujący pierwsze i drugie miejsce Australijczyk z Sunweb Jai Hindley oraz Anglik Tao Hart z Ineos Grenadiers, po 20 etapach i przejechaniu ponad 3400 km mieli taki sam czas. Dzisiejszą jazdę na czas wygrał Hart i to on zwyciężył w całym Wyścigu. Zarówno miejsce Harta , jak i Hindleya należy zaliczyć do sensacji, gdyż obaj mieli być w Giro pomocnikami odpowiednio Gerainta Thomasa oraz Wilco Keldermana. Thomas się wycofał,a Kelderman był słabszy od partnera. Wygrana Harta w dużym stopniu ratuje sezon dla najbogatszej i najsilniejszej grupy Ineos Grenadiers, która poniosła klęskę w "Wielkiej Pętli". Kierownictwo teamu wyznaczyło do wygrania TdF Egona Bernala, którego wycofano, do wygrania Giro Gerainta Thomasa, który się wycofał i do wygrania Vuelty Chrisa Froomea, który jedzie,ale przed dzisiejszym etapem był 91 ze stratą 48 minut do lidera ( dzielnie zastępuje go Richard Carapaz, ale o pasjonującej Vuelcie napiszę jutro). Wygrana Harta, drugie miejsce Hindleya i czwarte Almeidy pokazują,że w kolarstwie następuje zmiana warty ,że młodsi wyprzedzają starych repów. Dla porządku dodajmy,że faworyzowani Kelderman był 3, Fugslang 5,Nibali 6 ,a schorowany Majka dopiero 12. Przed dzisiejszym rozstrzygnięciem w piątek kolarze się zbuntowali i nie chcieli jechać prawie 250 km w deszczu i organizatorzy byli zmuszeni skrócić etap do 112 km. Wczoraj jak przypuszczałem grupa Ineos mimo,że trudny etapu złagodzono przypuściła wściekły atak na pozycje lidera i wicelidera, którymi byli kolarze Sunweb Kelderman i Hindley. Tym, który narzucał zabójcze tempo , rozerwał peleton na grupki i spowodował,że na kole do mety utrzymali się tylko Hart i Hindley był niesamowity Rohan Dennis. Gdyby nie ta jego szarża i zniwelowanie przewagi kolarzy Sunweb to Hart by nie wygrał. Tegoroczne Giro nie było zbyt pasjonujące , gdyż organizatorzy ustalając trasę tak, aby rozstrzygnięcia nastąpiły w samej końcówce wyścigu chyba trochę przekombinowali, bowiem w sposób zrozumiały najlepsi kolarze przez 17 pierwszych etapów oszczędzali swe siły.

Natomiast w Vuelcie od pierwszego etapu trwa walka na noże i nikt się nie oszczędza. .
1916piątek, 23, października 2020 08:43
Zbyszek
W tegorocznym Giro na wczorajszym górskim etapie kolarze wreszcie pojechali i klasyfikacja się wywróciła.A powalczyli , bowiem stało się to czego można było się spodziewać, a mianowcie organizatorzy zmienili trasę 20 etapu i zrezygnowali ze wspinaczek na Della Angello i Col du Izoard. Co nie znaczy,że etap będzie łatwy gdyż 3 pętle wokół górskiego kurortu w Piemoncie Sestriere ( 2035 m npm) do najłatwiejszych tras nie należą. Tylko,że w takich warunkach nie uzyska się dużych różnic czasowych. Wczoraj prawie od początku trwała walka i peleton już na pierwszych górkach się porwał. Na czele do mety dojechali najmocniejsi,a wygrał Australijczyk Hindley. Mimo,że Wilco Kelderman stracił ponad 2 minuty to po 18 etapach to on jest na czele klasyfikacji generalnej . Tuż za nim o 12 sekund jest jego kolega z zespołu Sunweb Hindley,a trzeci o 15 sekund Hart z Ineos. Czwarty Bilbao ma już ponad 2 minuty. Jeżeli Hart na 20 etapie zawalczy to wygrana Keldermana wcale nie jest pewna, bowiem lepiej od niego prezentują się nie tylko Hart,ale i Hindley.Z grona kandydatów do wygranej wypadł Nibali i niestety Majka, któremu osłabienie po problemach żołądkowych nie pozwoliło powalczyć ( jest 10 ze stratya ponad 7 minut).
1915środa, 21, października 2020 16:26
Zbyszek
@Zgred Maruda.
Moim zdaniem , o czym pisałem , przed rozpoczęciem tegorocznego Giro ,to skład kolarzy nie jest najwyższej próby. Poza kilkunastoma niezłymi kolarzami , reszta to co najwyżej drugi garnitur. Stąd nie ma żadnej ekipy, która by kontrolowała poczynania peletonu, narzucała tempo, kasowała ucieczki itp. Kolarze nawet ci lepsi nie walczą pomiędzy sobą,bowiem selekcji za nich dokonuje konfiguracja etapów. Jest wielu kolarzy, którzy przy podjęciu walki w górach nie miałoby prawa być w czołówce. Może to jeszcze się stanie ,ale nawet na dzisiejszym 17 etapie , mocno górzystym, kolarze wożą się zamiast jechać. Natomiast nie ma co się dziwić,że kierownictwo grupy Bora Hansgrohe po odejściu Majki do UAE Emirates szuka kandydata do objęcia opuszczonej przez niego pozycji. Stąd w Giro samodzielna jazda Conrada i wystawienie w Vuelcie Ackermana. Przy czym siła grupy Bora w Giro, nawet na tle niemocnych rywali jest malutka.Bowiem obok Majki i Conrada jedzie jako pomocnik, niestety coraz gorzej Włoch Fabbro. Reszta w górach jest nieprzydatna.Z kolei Majka sam nie jest w stanie narzucić tempa , nawet w górach i aby być wysoko w klasyfikacji potrzebuje walczaków prących do przodu jak czołgi i narzucających tempo. Mówiąc wprost to dotychczasowa klasyfikacja z Almeidą na czele to oznaka systemowej słabości składu Giro 2020. Zostały jeszcze etapy 19 i 20 ,ale sama ogromna trudność trasy może niewiele zmienić, jeżeli kolarze nie zechcą powalczyć. Jeżeli pójdą na wyniszczającą rzeź to wywrócą klasyfikację do góry nogami.
1914poniedziałek, 19, października 2020 12:01
Zgred Maruda
@Zbyszek

Owszem Majka jedzie dobrze, może nawet bardzo dobrze, ale obserwując poczynania Bory mam wrażenie, że stawiają na Konrada. Widać to po braku współpracy a pewnie takie są dyspozycje grupy. Rozumiem, że Rafał po sezonie z Bory odchodzi, ale gołym okiem widać że jest w formie. Biorąc pod uwagę ostatni tydzień i bodaj trzy etapy górskie - szkoda "takiego wycofania" dyrektora grupy Bora - Hansgrohe...
1913poniedziałek, 19, października 2020 06:45
Zbyszek
Końcówka tygodnia tegorocznego Giro była wielce interesująca. Najpierw w sobotę etap jazdy na czas,a w niedzielę górski etap do Piancavallo ( 1290 m npm). Etap jazdy na czas nadspodziewania dobrze pojechał Majka, zyskał po kilkanaście sekund nad dobrymi góralami,ale stracił po ok.50 sekund do prowadzących Almeidy i Keldermana . Etap 15 potwierdził,że tym razem w Giro nie ma zbyt wielu dobrych kolarzy i mocnych ekip. Etap o średniej skali trudności,a już po pierwszych górkach peleton popękał , tak,że na ostatni do mety 16 kilometrowy podjazd na czele jechało 11 kolarzy, którzy w miarę wspinaczki się wykruszali. Na 8 km do mety zostało 7 kolarzy , najpierw tempa nie wytrzymał Fugslang, potem Nibali. Majka trzymał koło , dopóki Kelderman nie szarpnął i Majka ,a tuż za nim Almeida puścili koło. Wygrał etap Anglik Hart z Ineosu ( kolarz górski), drugi Kelderman, a trzeci Australijczyk Hindley z Sunweb ( w ubiegłorocznym TdP zajął 2 miejsce)., Majka piąty. Po 15 etapach na czele jest Almeida o 15 sekund przed Holendrem Keldermanem, trzeci Hindley 2,56 straty, potem Hart 2,57, Bilbao 3,10, Majka 3,18, a za nim Nibali, Pozzovivo,Konrad z Bory, Masmada i Fugslang.
Przed nami decydujący tydzień. Lecz nad dalszym przebiegiem rysują się czarne chmury. Po pierwsze, to obawa przed koronawirusem . Dziś kolejne testy. Po poprzednich wycofała się cała grupa Mitchelton Scott oraz będący wysoko w klasyfikacji Kruijswijk.Po wtóre prognozy pogody nie są zachęcające i nie wiadomo czy uda się przeprowadzić etapów 18 i 20 na zaplanowanej trasie.Majka jedzie dobrze, ale nadal jest to kolarz bardzo jednostronny, tylko wytrzymałościowiec. Kiedy trasa górska jest wielce wymagająca ,a tempo równe to Majka jedzie jak maszyna,ale każdy zryw , każde przyśpieszenie oznacza ,że puszcza koło. Do tego nie lubi dni przerwy, bo po mimo,że jeździ w nich ok.100 km to i tak forma mu spada. Jak by tego było mało to nie przepada za zimnem i deszczem.Ale zobaczymy,co się wydarzy gdyby udało się pojechać zaplanowaną trasą - jak kolarze poradzą sobie z jazdą na wysokości powyżej 2700 m npm na długu tlenowym. Można być ciekawym czy wysokie miejsca utrzymają Almeida, Hart czy Hindley. Będzie się działo.
1912niedziela, 18, października 2020 12:42
Zbyszek
Jeszcze toczy się Giro ( jutro podsumuję kolejny tydzień),a już we wtorek rozpoczyna się Vuelta Espana . Pierwotnie miał on przejechać od Holandii przez Francję i Portugalię. Ostatecznie z uwagi na pandemię wyścig odbędzie się tylko w Hiszpanii i będzie liczył 18 etapów Start w Irunie w Baskonii nad zatoką Biskajską, potem etapy w północnej Hiszpanii ( Galicja,Asturia, Nawarra, Kastylia ,Aragonia, La Roja , Katalonia) z metą 8.11. w Madrycie. Właściwie takim całkowicie płaskim będzie tylko ostatni etap, reszta to pagórki i góry. Jeden etap ( 13) to jazda na czas. Aż pięć kończy się podjazdami do mety ( 5, 8,11,12 i 17) , w tym 5 etap pod słynne Col du Tourmalet ( 2115 m npm) . Organizatorzy zakazali udziału publiczności w miejcach gdzie kolarze będa pokonywali przełęcze ( 7 miejsc).
Wyścig zapowiada się jako rywalizacja dwóch ekip : Jumbo Visma oraz Ineos Grenadiers. Grupa Holenderska wystawia jako lidera drugiego kolarza tegorocznego TdF Słoweńca Primoza Roglicza ( numer startowy 11) z tak mocnymi pomocnikami jak George Bennett (12), Tom Dumoulin (13) czy Robert Gesink (14). W przyszłym roku do grupy jego głównego konkurenta z UAE Emirates Tadeja Pogaczara ( w Vuelcie nie startuje)ma dołączyć Rafał Majka z Bory Hansgrohe i Hiszpan Luis Leon Sanchez z Asatany.
Z kolei team Brytyjski jako lidera wystawia po raz ostatni słynnego Chrisa Froomea (131) , który po sezonie odejdzie do ekipy Israel. Towarzyszyć mu będą tak znani kolarze jak Richard Carapaz (133),Amador (132),Sosa (137). W Ineosie pojedzie też Michał Gołaś ( 134). Awizowano start również Gerainta Thomasa,ale kontuzja odniesiona w TdF okazała się groźniejsza oraz Egana Bernala,ale ten obrażony na dyrektora sportowego za to ,że go z TdF wycofał zakończył sezon.
Z bardziej znanych kolarzy , którzy mogą liczyć się w klasyfikacji generalnej można jeszcze wymienić : z Bory Hansgrohe Pascala Ackermana ( 41) , z CCC wracającego po długiej kontuzji Włocha Jakuba Mareczko ( 74), z Cofidisu Guillaume Martina ( 81), z Mitchelton Scott Mikela Nieve ( 161) i Estebana Chavesa ( 162) oraz z Movistaru Enrice Masa (171) i nieśmiertelnego Alejandro Valverde (172).
Z Polaków pojadą jeszcze : w grupie CCC Michał Paluta (75) i Łukasz Wiśniowski (76) oraz ekipie Lotto Soudal Tomasza Marczyński ( 144).

Boks.
Wszystkich miłośników swego kunsztu zawiódł Wasyl Łomaczenko , który w walce unifikacyjnej wagi lekkiej w Las Vegas jako posiadacz pasów WBC,WBA i WBO uległ jednogłośnie na punkty Teofilo Lopezowi , posiadaczowi pasa IBF. Ukrainiec l.32, walk 14, 1 porażka ,10 TKO był faworytem pojedynku z Amerykaninem l.23, walk 16, wszystkie wygrane , w tym, 12 TKO. Nie będę opisywał tego czym Wasyl nas zachwycał w wielu poprzednich walkach, bowiem tylko w końcowych rundach walki wznosił się indcydentalnie na poziom jaki był jego udziałem. Lopez wygrał pierwsze 6 rund będąc bokserem szybszym , lepszym w obronie, bardziej precyzyjnym i lokującym wiele ciosów na korpusie przeciwnika. Kolejne 6 rund wygrywali na przemian . Pojedynek dla fachowców , bowiem można go nazwać szermierką na pięści,albo złośliwie partią szachów na ringu. Mnie wyszło 117 -111 dla Lopeza.
1911sobota, 17, października 2020 09:32
Zbyszek
@Kibic60.
To ,że pismactwo żywiące się padliną rzuciło się na coś czego nie rozumie to nie znaczy,że mamy te brednie powtarzać. Nie będę wchodził w szczegóły. bo to nieistotne. Leśnodorski jak został prezesem a potem współwłaścicielem Legii objął patronatem szereg zlikwidowanych sekcji jakie posiadał dawny CWKS. M.innymi jak zadeklarowany fan tenisa i koszykówki doprowadził do odnowy tych sportów przy Legii.Tenis ziemny funkcjonował w ramach WSG i trenowało w niej pod okiem wielu fachowców kilkanaście osób m.innymi Iga Świątek. Związani oni byli z WSG umowami cywilnoprawnymi obejmującymi m.innymi obowiązek zwrotu kwot za wyszkolenie po rozwiązaniu umowy. W 2018 roku kiedy Legia popadła po raz pierwszy w poważne tarapaty finansowe pan Tomasz Zahorski ( o czym pisałem obszernie) opracował idiotyczny plan oszczędnościowy obejmujący m. innymi komercjalizację tenisa na poziomie wyczynowym czyli poza dziećmi do lat 10 pozostali musieli płacić za trenerów, czas na korcie itp.. Wówczas opiekunowie Świątek rozwiązali umowę z WSG. Ale obowiązek zwrotu kosztów pozostał. Ponieważ PZT w obecnym kształcie nadaje się tylko na złom (temat na inne obszerne opowiadanie) to nie ma regulacji zwrotu kosztów wyszkolenia. Np.w PZPN jest Uchwała , która tę kwestię reguluje w ten sposób,że za wyszkolenie zawodnika młodocianego zwrot wynosi do 70 tys. zł. . Nowi sponsorzy Świątek, głównie firma Lexus starali się polubownie ustalić o jaką kwotę chodzi,ale jak widać bezskutecznie. A WSG nie występowała do Sądu , gdyż ich prawnicy pewno uznali,że Sąd nie przyzna im pieniędzy, bowiem zawodniczka nie uzyskiwała nadwyżki dochodów ponad wydatki.Obecnie po tym , jak Iga wygrała na czysto ok. 5 mln złotych, a jej lista sponsorów się wydłuży , WSG zażądało zwrotu kosztów w wysokości 1 mln złotych i nagłośniło sprawę jakoby to ono było poszkodowane. Jest to znane wywieranie presji medialnej. Liczą oni,że opiekunowie i sponsorzy Igi się ugną , gdyż ich zdaniem sprawa ta może mieć negatywny wpływ na wizerunek zawodniczki i wysokość jej ewentualnych kontraktów reklamopodobnych z innymi firmami . Na razie WSG zaproponowano ugodę na kwotę na poziomie ok. 200 tys złotych. Jeżeli do ugody nie dojdzie to sprawa pewno trafi do Sądu , który rozstrzygnie ile WSG się należy. Jako przedsiębiorca znający takie spory wiesz doskonale,że nie ma w tym niczego, ani nienormalnego, ani tym bardziej sensacyjnego . Jest tylko szum medialny .
Ja o tym wspomniałem w kontekście Legii ,aby ukazać,,że w Legii mówienie o perspektywicznym myśleniu to pieprzenie kotka przy pomocy młotka czyli zwykły bałach. Nie można w tym kontekście nie przypomnieć Mioduskiemu słów z "Wesela " Wyspiańskiego :'" Miałeś chamie złoty róg" .
1910sobota, 17, października 2020 09:32
Zbyszek
@Kibic60.
To ,że pismactwo żywiące się padliną rzuciło się na coś czego nie rozumie to nie znaczy,że mamy te brednie powtarzać. Nie będę wchodził w szczegóły. bo to nieistotne. Leśnodorski jak został prezesem a potem współwłaścicielem Legii objął patronatem szereg zlikwidowanych sekcji jakie posiadał dawny CWKS.M.innymi jak zadeklarowany fan tenisa i koszykówki doprowadził do odnowy tych sportów przy Legii.Tenis ziemny funkcjonował w ramach WSG i trenowało w niej pod okiem wielu fachowców kilkanaście osób m.innymi Iga Świątek. Związani oni byli z WSG umowami cywilnoprawnymi obejmującymi m.innymi obowiązek zwrotu kwot za wyszkolenie po rozwiązaniu umowy. W 2018 roku kiedy Legia popadła po raz pierwszy w tarapaty finansowe pan Tomasz Zahorski ( o czym pisałem obszernie) opracował idiotyczny plan oszczędnościowy obejmujący m. innymi komercjalizację tenisa na poziomie wyczynowym czyli poza dziećmi do lat 10 pozostali musieli płacić za trenerów, czas na korcie itp.. Wówczas opiekunowie Świątek rozwiązali umowę z WSG. Ale obowiązek zwrotu kosztów pozostał. Ponieważ PZT w obecnym kształcie nadaje się tylko na złom (temat na inne obszerne opowiadanie) to nie ma regulacji zwrotu kosztów wyszkolenia. Np.w PZPN jest Uchwała , która tę kwestię reguluje w ten sposób,że za wyszkolenie zawodnika młodocianego zwrot wynosi do 70 tys. zł. . Nowi sponsorzy Świątek, głównie firma Lexus starali się polubownie ustalić o jaką kwotę chodzi,ale jak widać bezskutecznie. A WSG nie występowała do Sądu , gdyż ich prawnicy pewno uznali,że Sąd nie przyzna im pieniędzy, bowiem zawodniczka nie uzyskiwała nadwyżki dochodów ponad wydatki.Obecnie po tym , jak Iga wygrała na czysto ok. 5 mln złotych WSG zażądało zwrotu kosztów w wysokości 1 mln złotych i nagłośniło sprawę jakoby to ono było poszkodowane. Jest to wywieranie presji medialnej. Liczą oni,że opiekunowie i sponsorzy Igi się ugną , gdyż ich zdaniem sprawa ta może mieć negatywny wpływ na wizerunek zawodniczki i wysokość jej ewentualnych kontraktów reklamopodobnych z innymi firmami . Na razie WSG zaproponowano ugodę na kwotę na poziomie ok. 200 tys złotych. Jeżeli do niej nie dojdzie to sprawa pewno trafi do Sądu , który rozstrzygnie ile WSG się należy. Jako przedsiębiorca znający takie spory wiesz doskonale,że nie ma w tym niczego ani nienormalnego, ani tym bardziej sensacyjnego . Jest tylko szum medialny . Ja o tym wspomniałem w kontekście Legii ,aby ukazać,że mówienie,że w Legii mówienie o perspektywicznym myśleniu to pieprzenie kotka przy pomocy młotka czyli zwykły bałach. Nie można w tym kontekście nie przypomnieć Mioduskiemu słów z "Wesela " Wyspiańskiego :' Miałeś chamie złoty róg" .
1909piątek, 16, października 2020 08:54
kibic60
"Jeszcze wówczas była zawodniczką założonej przez Bogusława Leśnodorskiego na początku 2013 roku klubu Legia - Warsaw Sport Group , przekształconego w WSG Academy Legia. Kiedy Mioduski rozwiązał WSG i założył fikcyjne Legia Tenis sp. z oo. Świątek opuściła to bractwo. Stała się zawodniczką niestowarzyszoną"

Na jaw wychodzą nowe kwiatki związane z założoną przez Leśnodorskiego WSG

"Rozstanie Igi Świątek z Warsaw Sports Group nie przebiegło polubownie. Strony złożyły pozwy do sądu. Przedmiotem sporu jest wysokość kwoty zadośćuczynienia"

https://sportowefakty.wp.pl/tenis/905052/tenis-byly-sponsor-igi-swiatek-i-spor-o-duze-pieniadze-w-gre-wchodzi-kwota-milio

Może jednak Mioduski miał rację ?
1908poniedziałek, 12, października 2020 08:18
Zbyszek
Tegoroczne Giro jedzie,ale chyba własnym rozpędem. Kolarze, którzy chcą liczyć się w klasyfikacji generalnej maksymalnie oszczędzają siły wiedząc,że rozstrzygną końcowe etapy XVII, XVIII i XX w górach Trydentu i Piemontu. To na nich wyłoniony zostanie zwycięzca.Do XVII etapu wyścig można przegrać,ale nie można go wygrać. Tak jak można było przewidzieć patrząc na składy ekip to nie ma wśród nich żadnej silnej ekipy, która by była w stanie "nadzorować " jazdę peletonu, tak jak to robiły w przeszłości takie ekipy jak Sky ( obecnie Ineos),Saxo Bank ( nie istnieje), Movistar, Astana , Trek Segafredo czy jak na tegorocznym TdF Jumbo Visma.Stąd takie dziwolągi jak puszczenie ucieczki na VIII etapie na 14 minut . Z faworyzowanych kolarzy z wyścigu wycofali się Geraint Thomas ( po kraksie) i Simon Yates ( koronawirus).Po 9 etapach prowadzi młody 22 letni Portugalczyk z grupy Deceunick Quik Steep Joao Almeida, dotychczas bez sukcesów. W czołówce są liczeni Wilco Kelderman , Nibali, Fuglsang , Pozzovivo oraz Majka, który jest 10 ze stratą 1,17, którzy pokazali siłę podczas wspinaczki na e etapie na Etnę.
1907poniedziałek, 12, października 2020 02:28
iocosus
Zbyszku szacun za relacje w tym i te tenisowe, ale w opiniach pozostaniemy przy swoim i cieszmy się wspólnie z sukcesu Igi, jak postrzegamy subiektywnie tenis to nieistotne, grunt że daje nam radochę. 

Może tylko odnośnie Tomasza Wiktorowskiego zapodam fragment dyskusji z tt:
Żelisław Żyżyński @ZelekZyzynski
Na spokojnie i na luzie: Tomasz Wiktorowski to najlepszy ekspert komentujący sport w Polsce. Zgadzamy się, prawda?
Sebastianas@Lygrys_Tygrys
Nie ma bata Panie Żelku, nie przejdzie; jak znam Polaków to każdy będzie miał inne zdanie, tak jak o komentatorach piłki nożnej, czy skoków; fachowość niekiedy musi ustąpić elegancji, wdziękowi i budowaniu dramatyzmu!!! a czuł Pan dramatyzm dzisiaj?
Osobiście absolutnie w 100% zgadzam się z Żelkiem i mam świadomość, że nie ma bata, nie przejdzie. Smile Dla innych najbardziej cenionym eksperckim autorytetem będzie Olejniczak, dla innych Stopa i ok. Nie ma problemu. 
1906niedziela, 11, października 2020 18:33
Zbyszek
W finałowym pojedynku singla mężczyzn po trzysetowym pojedynku (6:0, 6:2 i 7:5)Hiszpan Rafael Nadal pokonał Serba Novaka Djokovicza. Tym razem poziom starcia pomiędzy tymi dwoma znakomitymi tenisistami był bardzo wysoki. W Paryżu w finale spotykali się dotąd dwa razy ( obie wygrane Nadala) ,ale mecze były nudne , bo ograniczali się do morderczych wymian i liczenia na zdobycie punktu wskutek błędu rywala. Tym razem pokazali kunszt tenisowy najwyższej próby. Każdy z nich inaczej podszedł do spotkania. Rafa , który był nieprzygotowany do turnieju dążył do jak najszybszego rozstrzygnięcia,a z kolei Novak był zainteresowany,aby pojedynek trwał jak najdłużej i aby wymęczył przeciwnika. Z takich założeń wychodząc Nadal od pierwszej piłki wywierał stałą presję na Serba. A ten dwoił się i tropił,aby mu przeszkadzać i tak np, I set z wynikiem 6:0 trwał prawie 50 minut.W III secie Djokovicz ruszył do kontrnatarcia, mecz się wyrównał,ale Rafie starczyło jeszcze sił,aby atak odeprzeć.
Nadal wygrał Rolanda Garrosa po raz 13 i z wygranych łącznie 21 turniejami Wielkiego Szlema wyprzedził o oczko Rogera Federera. Djokovicz z 18 wygranymi jest trzeci.

@Iocosus.
Nie wiem czy zauważyłeś,ale ja piszę o pojedynkach tenisowych natychmiast po ich zakończeniu i je jakoś tam analitycznie oceniam. Podobnie zresztą jak piszę o piłce, boksie czy kolarstwie. Robię tak z dwóch powodów, po pierwsze,abym nawet bezwiednie nie był zasugerowany,a po drugie mam oczy i widzę i ma swój rozum i swoją wiedzę i ich używam. Więc jak napisałem jeszcze przed półfinałem,że Kenin gra schematycznie i przewidywalnie i że będzie łatwym łupem dla Świątek to nie dlatego,żeby obniżać jej rangę, bo to zwyciężczyni Australian Open, 6 w rankingu WTA i rozstawiona z numerem 4 ,ale dlatego,że tak jest. Kenin jest bardzo dobrą rzemieślniczką, jest wybiegana, dość szybka, znakomicie radzi sobie w wymianach zarówno wzdłuż jak i w poprzek kortu grając spoza kortu.Tylko,że ten schematyzm pozwolił trenerowi Igi na opracowanie zwycięskiego planu taktycznego. Oprócz silnie destrukcyjnego serwisu z rotacją wsteczną Świątek zagrała drop wolejem i anicrossem. Bardzo dobrze te super trudne wykonują tylko Federer i Nadal. Ty wiesz o co chodzi ,ale kibicom tenisa wyjaśnię co to za zwierzyna. Przy tzw. typowym skrócie (drop shot) czyli zagraniu piłki po jej odbiciu się od podłoża z nadaną rotacją wsteczną ( najlepsi grają 30 tys, obrotów na minutę ) spada ona jak najbliżej siatki po stronie rywalki. W przypadku skrótu wolejowego piłka jest uderzana natychmiast z powietrza mając często powyżej 40 tys, obrotów. Przy takim zagraniu dokładnie wykonanym szansa na odbicie piłki przez rywalkę jest minimalna i Kenin do drop volleyów w ogóle nie próbowała dobiec. Z kolei anticross niszczył tę regularność jaką Kenin demonstrowała w wymianach. Polega on na tym,że w wymianach wzdłuż kortu jedna z rywalek błyskawicznie zmienia kierunek zagrania na poprzeczny. Jeżeli tak zagrana piłka trafi na półkort to jej poprawne , trudne odbicie jest prawie niemożliwe. Gdyby Kenin nie grała schematycznie w sposób opisany to nikt by takich zagrań nie próbował.
Z kolei nie chcę deprecjonować niektórych tzw. fachowców jak Boris Becker, który też pomyślał dogmatycznie , pewno w ogóle nie analizując gry Igi no. Bo na papierze to Kenin była faworytką. Dla takiego laika jak ja nie była. Natomiast to co mówi Wiktorowski to zaświadcza o jego zawiści. Wybacz,ale jesteś naiwny sądząc,że wszyscy w tym grajdole ludzi związanych z PZT są szczęśliwi. Nie bo oni są tak ciężko pracują ,a tu jacyś niestowarzyszeni zagrali im na nosie. Ostrowski z kolei ma rację, tylko mówi o okresie w którym Mioduski niszczył tenis w Legii ,ale Igi nie udało mu się zniszczyć. Przy czym nie wiemy czy akurat jej te zawirowania z brakiem środków, miejsca do treningu itp.nie wyszły na dobre, nie zahartowały jej, nie uświadomiły,że może liczyć na siebie i najbliższych.
Lecz wybacz małą dygresję,a mianowcie ja chętnie podyskutuję z Tobą,a Ty mi wciskasz jakichś ludzi których ja nie znam,a którzy coś tam bąknęli. Z nimi nie dyskutuję. Dla Twojej wiedzy to toczyłem wielogodzinne dyskusje z Agnieszką Radwańską i Jerzym Janowiczem po których radykalnie obniżyłem skalę krytycyzmu wobec nich.Do tej pory zachowałem wielki szacunek dla "Isi" jako kobiety i sportowca.
I na koniec zamiast słuchać różnych "autorytetów" to ,może tak racz mnie wysłuchać Smile.
1905niedziela, 11, października 2020 17:01
iocosus
Zbyszku trochę inaczej niekiedy postrzegamy wydarzenia kortowe, każdy z nas przystawia do nich własny pryzmat, ale w sumie to nieistotne i szczegół, grunt że czerpiemy satysfakcję z tych naszych subiektywnych obserwacji, a gdy jeszcze Iga dostarcza tyle radochy to już w ogóle kruszyć kopii nie ma o co. Napawajmy się tenisowymi doznaniami. 
Finał według mnie najlepiej opisała sama Iga: "Nie czułam się na korcie tak solidnie jak w poprzednich rundach. Ale starałam się nie denerwować, nie chciałam pokazać rywalce słabości, sama za to zobaczyłam, że ona też popełnia błędy, też się denerwuje, że dla niej również to nie jest idealny dzień." I ten ostatni zwrot to raczej eufemizm, bo o finale nie wypada tak powiedzieć, ale obie panny zagrały jedno ze słabszych spotkań na RG. Nerwy je zjadły, z tym że ja myślałem podobnie jak Boris Becker że Kenin jako ta bardziej doświadczona z presją finału sobie poradzi, a tu się okazało coś przeciwnego. Rozkleiła nam się Sofia, a Iga w trakcie przerwy medycznej się odprężyła, ciśnienie zeszło, pojawił się uśmiech i było po zabawie. I w tym aspekcie to faktycznie Petra Kwitowa zapewne potrafiłaby lepiej wykorzystać sytuację, nerwy utrzymałaby na wodzy, tylko Zbyszku no niestety nie mogę się zgodzić że Kenin jest "schematyczna i przewidywalna" tym bardziej w zestawieniu z Kwitową. W czym Petra czuje się najlepiej wiadomo wszem i wobec kto trochę tenisem kobiecym się interesuje, a co zagra Kenin to nawet Tomasz Wiktorowski w komentarzu telewizyjnym przyznał się że nie wie. Jeżeli za wzorzec z Sevres nieprzewidywalności w damskim tenisie uznamy Agnieszkę Radwańską, to zdecydowanie bliżej do niej nie imponującej warunkami fizycznymi ale wszechstronnej rosyjskiej Amerykance, aniżeli wymiatającej bombami zza końcowej linii postawnej Czeszce.
Teraz jest mnóstwo wywiadów o Idze i w jednym z nich Paweł Ostrowski zasygnalizował że z tą metodyką prowadzenia Igi to wcale tak różowo nie było, grunt że kolejni trenerzy ją rozwijali z Piotrkiem Sierzputowskim wieńczącym dzieło. Moja przy tym refleksja jest taka, że ten Poland Garos 2020 jest być może bardziej istotny dla młodego trenera niż dla samej zawodniczki. Ona wcześniej czy później o ile jakaś kontuzja by tego nie udaremniła to tą lewę wielkiego szlema by zdobyła, tylko jeżeli później to nie wiadomo czy z obecnym trenerem. Teraz mamy potwierdzenie i klasy zawodniczki, ale i szkoleniowca. Do pierwszej porażki, zawodu, rozczarowania wynikiem Mistrzyni Rolanda Garosa, bo wówczas w naszym pięknym kraju "przychylne głosy" z pewnością się rozlegną. Ba, tym bardziej, że oczekiwania w tej chwili będą ogromne. 
Co do Eugenii Bouchard to Iga onegdaj się przyznała że chciałaby się na niej wzorować ... ale chodziło na szczęście o styl gry. 
Odnośnie debla, to również nie jestem zwolennikiem w przyszłości łączenia go z singlem na Wielkich Szlemach. Z tym że, pytany o niedostatki w grze Igi, Wojtek Fibak przymuszony, że skoro musi, to wskazał na wolej. I jeżeli Iga chciałaby się faktycznie jeszcze lepiej czuć w grze przy siatce, to nie ma ku temu lepszej drogi jak uskutecznianie debla. Idze chodzą Igrzyska po głowie, w przyszłym roku w Tokio, ale za cztery lata będą na ulubionej mączce w Paryżu. Debel, mikst to zwielokrotnienie szans na medal. Zatem rozdrabniania się nie lubię, wolałbym skupienie i koncentrację na singlu, ale być może na etapie rozwojowym, a na nim Iga jest jeszcze, to ten debel nie jest najgorszym z pomysłów. 

No i cóż, o ile covid planów nie pokrzyżuje, to przed AO 2021 trzeba będzie założyć oddzielny wątek dyskusyjny pod otwierającym go artykułem. A w tym sezonie, to chyba tylko pozostało rozstrzygnięcie na kogo zagłosować w plebiscycie na Sportowca Roku. 
1904niedziela, 11, października 2020 12:11
Zbyszek
@ Iocosus.
Dysputę czas chyba zacząć , bowiem świętować niebywały sukces trzeba,ale z umiarem , żeby przesytu nie było. Bo można nawet największy talent zagłaskać na śmierć - sportową, jak to wiele razy bywało.
O Świątek zasłyszałem pierwszy raz na początku czerwca 2017 roku kiedy to na Roland Garrosa była w finale debla. W następnym roku debla w Paryżu wygrała. Obejrzałem ją w lipcu 2018 roku w telewizji jak wygrała juniorski Wimbledon indywidualnie.Wydawała się wręcz stworzona na bardzo szybkiej nawierzchni trawiastej, gdyż grała ofensywnie, a jej piłki miały dużą szybkość.Natomiast repertuar uderzeń był dość ubogi. Ale miała to co ma do dziś,a mianowcie niesamowitą świadomość własnej gry,a więc wiedzę co i kiedy trzeba zagrać , aby skrzywdzić rywalkę. Wygrała silnymi swerwisami (mnóstwo asów) i forhendowymi drajwami wzdłuż linii. Pewno pamiętamy jak po tym Wimbledońskim sukcesie w dniu 09.08.2018 roku przed nieszczęsnym meczem z Dudelange fetowaliśmy Igę na naszym stadionie przy Ł3. Jeszcze wówczas była zawodniczką założonej przez Bogusława Leśnodorskiego na początku 2013 roku klubu Legia - Warsaw Sport Group , przekształconego w WSG Academy Legia. Kiedy Mioduski rozwiązał WSG i założył fikcyjne Legia Tenis sp. z oo. Świątek opuściła to bractwo. Stała się zawodniczką niestowarzyszoną. Głównym sponsorem została firma Lexus, stroje i obuwie szykuje Asecs,a rakietki Prince. Wraz z nią odeszło grono trenerów , którzy wyłowili wiele talentów. Zaznaczyć wypada,że trenerki, które pracowały w Legii WSG twierdziły,że wśród dziewcząt było kilka bardziej utalentowanych ruchowo od Igi,ale nie wytrzymały reżimu treningowego.Świątek doznała też poważnej kontuzji stopy, którą leczyła ponad pół roku,a która odezwała się we wrześniu 2019 roku i przerwała jej starty.

Od początku swej kariery Świątek była prowadzona metodycznie, planowo i celowo w kierunku poprawy i utrwalenia umiejętności technicznych gry i dopiero poprzez nie do sukcesów. Mówiąc wprost Iga była szykowna na mistrzynię. Są tenisistki takie jak np. Linetty, która spina się,aby zajść jak najwyżej w turniejach niższej rangi i ciułać punkty, żeby być jak najwyżej w rankingu WTA,ale ona gra tak samo od 10 lat i w turniejach Masters i Wielkiego Szlema się nie liczy. Odwrotnie robiła Świątek, której udział w turniejach niższej rangi był potrzebny do sprawdzenia skuteczności kolejnych wytrenowanych zagrań. Nie sięgając do historii to miesiąc temu w Rzymie Iga odpadła z nieliczoną Holederką Rus. Napisałem wówczas,że rywalki nauczyły się stopować silne serwy i zagrania wzdłuż linii Igi stosując prosty return , zagrywając piłki nie na boki kortu oraz atakując wysokimi kozłami piłek. Świątek w tamtym meczu z kolei sondowała skutecznośc swych nowych zgrań , a więc czopowych serwisów (udane), drop shotów ( udane), crossów z rotacją boczną ( bardzo udane), topspinów ( nieudane) ,passing shotów ( nieudane) , slajsów i drajvów wzdłuż linii ( udane). Wyposażona w tę wiedzę, o to co umie na pewno zagrać, wyszła na korty,aby podbić Paryż. Jej poziom umiejętności był znacznie wyższy niż miejsce w rankingu WTA.

W Paryżu to ona zaskakiwała rywalki znakomitą taktyką obliczoną na uniemożliwienie im zaprezentowanie tego co grają najlepiej , aby samej czynić ich obronie jak najwięcej szkód. Generalnie kluczem do triumfu był jej skuteczny serwis ( poza finałem). Właściwie nie miała asów ,ale o efektywności tego zagrania świadczy fakt,że tylko raz rywalka ( Kenin) zdołała ją przełamać. Ona grała mierzonym serwisem czopowym ( rotacja wsteczna), który jest bardzo trudnym zagraniem,ale dobrze wykonany jest silnie destrukcyjny dla każdej rywalki, która nie może dać mocnego returnu i musi , jak się uda tylko piłkę przebić. Taki serwis ma i tę zaletę,że tak samo groźny jest zarówno pierwszy jak i drugi.Taktyka na każdą rywalkę poza tym była inna, a każda miała na celu wykorzystanie słabości.: Vondrousovą rozbiła agresywnymi bocznym slajsami i drajvami, Hsiech długimi liftowymi piłkami granymi na koniec kortu, Bouchard regularnością zagrań w poprzek kortu, Halep ( koncert tenisa, bajeczny poziom gry ) crossami z boczną rotacją oraz drop shotami, dwie kwalifikantki Trevisan i Podoroską , które umiały tylko grać topspinami,wyrzuceniem ich agresywną grą poza kort. Najlepszy tenis Iga zaprezentowała w meczu z Halep.

Finał Turnieju Rolanda Garrosa nie stał na wysokim poziomie. Mam satysfakcję,że przed nim napisałem,że Świątek powinna każdą z półfinalistek ograć,ale zdecydowanie łatwiejszą rywalką jest schematyczna i przewidywalna Kenin. Nie wiedziałem,że Kvitova nie wyleczyła skutków strasznych ran jej zadanych w lewą rękę. W półfinale widać było jak płacze z bólu i jak nie panuje nad tą ręką, którą gra. Kiedy oglądaliśmy takim trochę okiem analitycznym grę Igi to łatwo mogliśmy dostrzec,że ona nie stosowała żadnego zagrania na przeczekanie. Albo były to winery ,albo zagrania demolujące obronę rywalek i zmuszające je do byle jakiego przebicia piłki. W finale nasza tenisistka po łatwym wygraniu 3 gemów po raz pierwszy zaczęła grać alibi i natychmiast zrobił się remis. Kiedy znowu przejęła inicjatywę i wzmogła agresję to zwyciężczyni tegorocznego Australian Open była bez szans. A wykończyła ją nowymi zagraniami, których wcześniej nie pokazywała, mianowicie drop volleyami i antycrossami.Oba zagrania trudno przewidzieć i aby je odebrać to trzeba mieć błyskawiczny start do piłki i pewno Kenin naciągnęłą sobie miesięc czworogłowy. Ale ten drobny uraz nie miał najmniejszego wpływu na losy finału. Kenin od stanu 3:3 w I secie była dla Polki tłem.

Reakcja bydła , które nie wiedziało dotąd,że tak szlachetna gra jak tenis istnieje,na przerwę medyczną dla Kenin jest oburzająca i przerażająca. Jako pierwsi zapijaczone mordy otworzyło piłkarkie chamstwo, któremu się wydaje,że każdy sport polega na znieważaniu przeciwnika , wyzywaniu go, opluwaniu itd,. Te chamy niczym się nie różnią. Taką samą w wyciągniętą z szamba hołotą są prezesi, trenerzy, piłkarze i ich kibole.Tenis jest sportem szalenie kontuzjogennym i przerwy medyczne wliczone są w samą istotę gry, są jej częścią. Iga Świątek w swojej krótkiej karierze już ze 20 razy korzystała z takich przerw. Mówiąc wprost, obsrana i zapluta jadem trzoda niech siedzi w chlewie,bo tenis bez niej jak się obywał to i się obejdzie.

Co dalej?. Dobrze,że Iga zakończyła tegoroczne starty , po to,aby się zregenerować , zrobić remanent i ustalić strategię rozwoju.Moim zdaniem pierwszą refleksja powinna być rezygnacja z debla i mixta. Żadna bowiem z czołowych tenisistek nie rozdrabnia się ,ale koncentruje cały wysiłek na prestiżowej i dochodowej grze singlowej. Uważam,że przed Świątek dwie rozstajne drogi. Albo pójdzie śladami Eugenii Bouchard,albo Sereny Williams.
Przypomnijmy,że w 2014 roku 20 letnia Kanadyjka zrobiła furorę wynikami ( półfinał w Australian Open i French Open oraz finał w Wimbledonie).ale przede wszystkim piękną , odważną grą i urodą. Natychmiast znaleźli się sponsorzy, którzy postanowili na jej walorach kobiecych i popularności zarobić : wywiady, okładki , zdjęcia w skąpych strojach,obowiązkowy Play Boy, próby bycia modelką , portale randkowe itd. Tenis zszedł na daleki plan,a rynek medialny i show biznes ją wypluł. Druga droga przeciwstawna to Serena Williams.Ona sprowadza się ona do tytanicznej pracy, stałego doskonalenia gry, prowadzenia sportowego trybu życia i uczynienia celem bycia w sporcie wygrywania każdego turnieju. Kiedy pogratulowano już przecież starszej Serenie udziału po raz enty w półfinale Turnieju Wielkiego Szlema ona odparła,że traktuje to jako porażkę, bo wystartowała po to , aby wygrać.
Niezależnie od tego jak się losy Igi potoczą to dopóki będzie w tenisie to dotychczasowa sielanka się skończy.Poziom wymagań zdecydowanie wzrośnie. Ci sami, którzy dziś tak nieprzytomnie komplementują,przy pierwszym niepowodzeniu zaczną wylewać kubły pomyj. Tak jak to jest z piłkarzami,że ta gromada skretyniałych pismaków nie wali w idola,ale leczy swoje kompleksy i swoje spierdolone życie. Trudno się będzie od tych wesz uwolnić.

I na koniec muszę pochwalić Grupę Discovery, która kategorycznie odmówiła reżimowej szczujni przekazania sygnału z transmisji finału singla pań w Paryżu. Bowiem ta bolszewicka banda pasożytów wykorzystała by okazję do szerzenia rasizmu, szowinizmu i homofobii oraz nienawiści.Sygnał dostał tylko TVN. Brawo Discovery, które wie co to honor i szacunek dla praw człowieka.
1903sobota, 10, października 2020 19:23
Senator
Wygrać na kortach Roland Garros wszystkie mecze bez straty seta w wieku 19 lat no nie ,szok .Gratulacje .
* o teraz jest poprawnie Smile
1902sobota, 10, października 2020 18:22
Zbyszek
@Iocosus.
Dziś jest czas na ŚWIĄTKOWANIE. Tuszę,że jutro podejmiemy pogłębimy dyskusję.
yvComment v.2.01.1