A+ A A-

San Marino - Polska 1-5: Bez napięcia

pzpn1512W ósmym meczu rozegranym w ramach eliminacji do przyszłorocznych Mistrzostw Świata w Brazylii, reprezentacja Polski odniosła trzecie zwycięstwo. Amatorzy w barwach San Marino zostali pokonani pięć do jednego. By mieć szansę awansu na brazylijski turniej, podopieczni Waldemara Fornalika potrzebują wyjazdowych zwycięstw nad Ukrainą i Anglią.

Reprezentacja San Marino nie należy do tych ekip, które potwierdzałyby tezę, że w światowym futbolu nie ma już słabeuszy, a poziom piłki ogólnie rzecz biorąc się wyrównuje. Kiedy sięgam pamięcią do naszych dawniejszych gier z San Marino, odnoszę wrażenie, że bywało nam w nich ciężko, tak naprawdę ciężko. Nie chodzi wyłącznie o obrosłe legendą, wstydliwe łódzkie 1:0 z 1993 roku, w którym do zdobycia bramki potrzebna była ręka Jana Furtoka, ale i o rewanż rozegrany podczas tych samych eliminacji. W tamtym meczu epizod powrotu do reprezentacji zaliczył 'uciekinier' Andrzej Rudy, Polacy wygrali co prawda 3:0, ale bramki padały dopiero po przerwie, a 'Orły' Andrzeja Strejlaua cierpiały wprost niemożebnie. Również aktualny prezes PZPN Zbigniew Boniek powinien znać smak stresu związanego z wyprawą do Serravalle, przecież podczas swojej krótkiej przygody w charakterze selekcjonera kadry, wymęczył tam zwycięstwo 2:0, po golach wciśniętych w ostatnim kwadransie meczu. Dziś? Dziś reprezentacja Polski, którą przecież uważamy za, wybaczcie kolokwializm, cienką, mogłaby śmiało mecze z San Marino kończyć 'niemieckim' 13:0, oczywiście gdyby trochę bardziej chciało nam się chcieć, no i gdyby Paweł Brożek opanował sztukę lobowania bramkarza przeciwnika w takim stopniu, jak grający w drużynie Legia Oldboys Robert Podoliński.

Przeciw kopciuszkom w futbolu zasadniczo nic nie mam, trudno zresztą, żeby było inaczej, skoro kibicuję reprezentacji Polski, znacznie bliższej temu statusowi, niż światowej czołówce, jednak San Marino uważam nie tylko za ekipę dla nas pechową (w końcu żadnych eliminacji ze wspólnym udziałem naszym i San Marino, nie zakończyliśmy awansem), ale i osobliwie trudną w odbiorze, amatorsko prymitywną nie tylko w grze (choć gol na 1:1, przyznaję, pierwsza klasa!), ale i w gry utrudnianiu poprzez chamskie faule i irytujące 'turlanie się' po murawie następujące po starciach z przeciwnikiem. Życzę zatem zawodnikom San Marino powodzenia w przyszłości, doceniam fakt, że to jedni z nielicznych, z którymi nadal jesteśmy w stanie komfortowo zwyciężać, ale w kolejnych eliminacjach wolałbym ujrzeć inny zespół dolosowany do nas z najsłabszego koszyka.

O przebiegu meczu w Serravalle nie sensu się rozwodzić, personalnych rozważań na jego podstawie, również snuć nie ma co. No, może poza faktem, że nawet w pojedynku z amatorami z San Marino, otrzymaliśmy potwierdzenie podejrzeń, że istnieje w naszym futbolu drobny problem z napastnikami.

Wydarzenie bardziej istotne dla układu grupy miało miejsce tego wieczoru w Kijowie. Bez wdawania się w matematyczne szczegóły, odnotowany tam remis 0:0 oznacza z grubsza, że jeżeli wygramy z Ukrainą i Anglią, załapiemy się w najgorszym razie na baraże, jeżeli stracimy punkty w choć jednym z tych meczów - droga do Brazylii zostanie przed nami definitywnie zatrzaśnięta. Można kolejny raz żałować remisów z Mołdawią i Czarnogórą, cztery punkty więcej kreśliłyby obecnie przed nami scenariusze obejmujące nieco mniej karkołomne zadania do wykonania, co się jednak stało, to się już nie odstanie. Nie zawsze uda się rozegrać eliminacje w sposób taki jak przed Mistrzostwami Świata w Niemczech 2006 roku, kiedy to mogliśmy pozwolić sobie na luksus poniesienia dwóch porażek z Anglią, tymczasem awans i tak był nasz dzięki niesamowitej regularności, z jaką punktowaliśmy w pozostałych meczach.

Może statystycy wskażą, kiedy w przeszłości znajdowaliśmy się w sytuacji, w której musieliśmy wygrać w jaskini lwa (i to dwukrotnie?!), żeby przedłużyć nadzieje na awans. Na szybko przychodzą mi do głowy tylko eliminacje do turnieju w Anglii w 1966, prehistoria, wtedy po wygranej na Hampden Park ze Szkocją 2:1, zwycięstwo z Włochami w Rzymie mogło dać Polsce prawo wyjazdu do Anglii. Niestety, skończyło się klęską 1:6...

Potrzebujemy cudu, a szanse na jego realizację są mniej więcej takie jak to zwykle w przypadku cudów bywa. Ale przynajmniej znów przeżyjemy chwilę emocji, znów zasiądziemy przed telewizorami, na moment wyłączając rozum, znów gdzieś głęboko zatli się irracjonalna nadzieja, że Glik, Klich i Sobota potrafią rzucić się do gardeł Jarmolence, Konopliance, Lampardowi czy Gerrardowi. Cieszę się, że mimo wszystko nie będą to mecze (no, przynajmniej pierwszy z nich) z naszego punktu widzenia już teraz oficjalnie i nieodwołalnie o nic.

Dyskusja (9)
1środa, 11, wrzesień 2013 10:47
iocosus
No, jesteśmy w grze! Wink Smile

Powiem nawet tak, jeżeli mielibyśmy awansować na Mistrzostwa Świata to sposób w jaki musimy tego dokonać, rysuje się najlepszy z możliwych. Bez wyrachowania, kunktatorstwa, choćby źdźbła zachowawczości, żeby cokolwiek osiągnąć trzeba pokonać drużyny klasyfikowane poziomem gry zdecydowanie wyżej i to w ich gawrze, w ichnim mateczniku.

Fajna sprawa, jedyny sposób, żeby king okazał się Kingiem Waldemarem I Cudotwórcą!

Przy tym, kładąc zimny okład na rozgrzaną kibicowską głowę, z taką grą w defensywie jak dotychczas to polska reprezentacja nie ma prawa nawet marzyć o remisach, co dopiero mówiąc o zwycięstwach. Relanium i modlitwa do Wszechmogącego o jak najniższy wymiar kary (bramkowej), żeby Kozacy z Angolami nie powieźli polskiej husarii jak Portugalczycy wczoraj nas w młodzieżowej kategorii, żeby Walles nie musiał drwić z iocosusa po wynikowych blamażach! Wink

Jedno zastrzeżenie na spokojnie, pisałem o dwóch remisach Angoli jako sprzyjających okolicznościach, jeden już padł, 50% się ziściło, ale trudno mi uwierzyć, żeby synowie Albionu nie pokonali Czarnogórców, „jesteśmy w grze”, ale gramy tylko i wyłącznie o baraże, to one są celem, chociaż w pryzmacie formy Boenischa i jego kolegów z formacji, to tylko i wyłącznie miraż.
2środa, 11, wrzesień 2013 11:30
Garm
Oglądałem wczoraj mecz Ukraina-Anglia. Jak najbardziej jestem sobie w stanie wyobrazić, że Anglicy nie pokonują Czarnogórców.

Nie bardzo jestem sobie w stanie wyobrazić, jak bardzo musi olewać swoje podstawowe obowiązki zawodnik, żeby przestał być powoływany. Ile goli musi zawalić Boenisch, zanim go wreszcie pożegnamy?
3środa, 11, wrzesień 2013 12:07
gawin76
@ iocosus

W eliminacjach do polsko-ukraińskiego turnieju, Anglia zremisowała u siebie z Czarnogórą 0:0, w ogóle te drużyny zagrały do tej pory trzy mecze, i wszystkie zakończyły się remisami.

Brnąc w matematyczne analizy, trzeba jeszcze zauważyć, że jedynym satysfakcjonującym nas wynikiem w kontekście teoretycznych możliwości walki o bezpośredni awans jest w meczu Anglii z Czarnogórą właśnie remis, jeżeli Czarnogóra wygra, to ona będzie poza naszym zasięgiem w tabeli.

@ Garm

Jeden ze śledzonych przeze mnie na TT brytyjskich dziennikarzy napisał podczas niedawnego meczu Schalke z Leverkusen, że nie może zrozumieć dlaczego Boenisch jest lewym obrońcą, nie jest to pozycja dla niego, on tam nie pasuje ani fizycznie ani technicznie. Pytanie czy przy 'reprezentacyjnym' poziomie koncentracji i zaangażowania, jakakolwiek pozycja byłaby dla niego odpowiednia.

Niektórzy proponują Kamińskiego na lewą stronę w reprezentacji, trochę nie bardzo mi się to widzi, z drugiej strony Straus czy Lewandowski na razie dopiero terminują w lidze. Dla mnie mimo wszystko Wawrzyniak i długo, długo nic.
4środa, 11, wrzesień 2013 13:55
iocosus
Jeżeli rozpatrujemy pierwsze miejsce w grupie to tylko remis Anglia – Czarnogóra nas satysfakcjonuje i jeszcze wysłanie komisji śledczej, żeby w ostatnim meczu Mołdawianie nie podłożyli się Czarnogórcom i żeby ci drudzy się nie rozstrzelali, dlatego pisałem, że ilość goli z San Marino może być istotna, przy wygranej jednych lub drugich, Anglików lub Czarnogórców i tak i tak musimy zdobyć 6 punktów, żeby uplasować się na drugiej pozycji marząc o barażach.

Wolę się skupić na modlitwach o te sześć punktów, niż o zbawienny remis konkurentów, udupimy dziarsko z Ukrainą, to z tych naszych rozważań kalkulacyjnych, znajdą się tacy, co będą się głośno naśmiewać i drwić.

Natomiast, mimo wszystko, z drugiej, optymistycznej strony, cuda się zdarzają, a wówczas nie chce mi się nawet myśleć jaki amok by nad Wisłą zapanował, 11 października remis w Londynie, a my wygrywamy w Charkowie i cztery dni później czeka nas ostateczna batalia na Wembley o Mundial!

Uff. Piękny sen spragnionego adrenaliny kibica. W sumie gdybyśmy jechali do Londynu walczyć „tylko” o baraże to tych emocji tez nie ubędzie.

„Tylko”, jak ta nasza defensywa ma powstrzymać Jarmolenkę z Konoplanką?

@ Boenisch

Kiedyś Bożydar Iwanow na wizji promował Jakuba Rzeźniczaka na lewej defensywnej flance jako receptę na bolączki. Potraktowałem to wzruszeniem ramion, cos w rodzaju tezy „tonący brzytwy się chwyta”, akt desperacji, mhm, w tej chwili, nie wiem czy samemu się bym rzeźniczego ostrza nie chwycił!?

Kamiński jeżeli formę w lidze by potwierdzał, niech się szykuje na środek.

Co do Boenischa o ile dwu lub trzykrotnie do jedenastki kolejki Bundesligi w najbliższym miesiącu nie zostanie wybrany, to powołanie na kadrę w październiku uznam za absurd.
5środa, 11, wrzesień 2013 15:35
Garm
Boenisch może sobie być uznany za najlepszego piłkarza Bundesligi w całej jej historii, ale dopóki nie zagra meczu w reprezentacji, w którym pokaże pełne zaangażowanie, nie ma prawa być powołany na jakikolwiek mecz o punkty.

Co do Kamińskiego - zdaje się teraz czeka go parę tygodni przerwy. Ciekaw jestem, jak bez niego będzie się prezentowała defensywa Lecha.
6środa, 11, wrzesień 2013 16:13
Zbyszek
Oglądałem jeden i drugi mecz. Krótki, żołnierski meldunek z meczu Ukraina Anglia. Angole zaprezentowali uporządkowaną i usystematyzowaną grę. Wybrali wariant defensywny, ale ani przez moment nie dali się zepchnąć do desperackiej obrony. Stabilizację drużynie zapewniają Gerard i Lampard. Ukraińcy imponowali swobodą w grze oraz szybkim i celnym operowaniem piłką. Cechowała ich poczynania duża dynamika. Największy ich mankament to bardzo nierówny poziom umiejętności członków zespołu powodujący, że nie byli w stanie utrzymać intensywności gry przez dłuższe okresy w meczu.

Reasumując: obie drużyny są jeszcze o krok, półtora przed nami.
7środa, 11, wrzesień 2013 21:40
Mohikanin
Temat o kadrze narodowej, ale odniosę się też do kadry U18- rocznik 1995.
Kilka dni temu na forum czarnej elki pisałem o powoływaniu najbardziej utalentowanych piłkarzy do 2 lub więcej kadr narodowych, przez co się nie rozwijają, nie trenują w klubach, opuszczają szkołę, co prowadzi do ich marnowania, zatrzymywaniu się w rozwoju. Dałem przykład Kownackiego z Lecha- rocznik 1997. Spędził 2 tygodnie na kadrze U16, po czym dostał powołanie do kadry Sasala do U18. Po powrocie z kadry U16 dostał 4 dni wolnego od Rumaka i z miejsca pojechał na kadrę Sasala. Efekt jest taki że będzie pauzował ponad miesiąc czasu z powodu kontuzji jakiej nabawił się u Sasala. Nie wystąpi również w eliminacjach do mistrzostw Europy kadry U16, gdzie miał się udać bezpośrednio po odbębnieniu zgrupowania kadry U18.
Najważniejsze w jego wieku są spokojne treningi w klubie, a miał mieć po kolei 5 tygodni zgrupowań w reprezentacjach i zero szkoły, ten maraton przerwała kontuzja.
I pytanie. Kiedy trenerzy, PZPN zrozumieją że w taki sposób zmarnują każdy talent?
Legia przerabiała to samo w ostatnich latach, w przypadku Żyro i Jagieło. Obaj więcej grali w kadrach młodzieżowych niż trenowali w klubach. Efekt był taki że Żyro między 17 a 19 rokiem życia kompletnie zatrzymał się w rozwoju, to samo Jagieło- przez rok czasu nie zrobił postępów.
8czwartek, 12, wrzesień 2013 12:46
gawin76
Swoją drogą, czasy się zmieniają, a Żyro ciągle w komisjach reprezentacjach. Do czego to doszło, żeby powołanie do drużyny narodowej traktować w kategoriach problemu, ale taka jest prawda niestety. Waś w wywiadzie dla Legia.net uciekł od odpowiedzi na pytanie o zależność klubowo - reprezentacyjną w przypadku Akademii, a szkoda, ciekaw jestem czy związek prowadzi jakąś skoordynowaną politykę prowadzenia juniorów, czy ma wszystko w nosie i tylko drży, żeby w Polskę nie szedł za często przekaz o kolejnych reprezentacjach przegrywających po 6:1 (a i tak idzie).
9czwartek, 12, wrzesień 2013 16:43
Zbyszek
Nie wiedząc, ze plan profesjonalizacji Akademii jest już wdrażany przed paroma dniami wzywałem do tego władze Legii. I Panu Dyrektorowi nie przeszkadza III liga. Życzę powodzenia, bo od jakości szkolenia i selekcji w Akademii zależy przyszłość Legii.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1