- Kategoria: Wokół boiska
- iocosus
Ukraina - Polska 1-0: Farewell Fuleco
Nie dla nas rozgrzane piaski Copacabany, nie dla nas gorące rytmy Samby. Pogrzebaliśmy ostatecznie szanse na Mundial, przegrywając w Charkowie z Ukrainą 0:1. Czy potencjałem piłkarskim i tym indywidualnym i tym zespołowym, tak zwaną organizacją gry, jej stylem, zasługiwaliśmy, by znaleźć się wśród 32 najlepszych drużyn świata?
Opisu meczu z Kozakami Michaiła Fomienki nie dokonam, w innych miejscach było go pełno. W polsatowskim studiu Bożydar Iwanow próbował zawrzeć relację w jednym podsumowującym zdaniu: „Graliśmy jak nigdy, przegraliśmy jak zawsze”.
Trochę faktycznie telewizyjny sprawozdawca szukający efektownej puenty na wizji miał racji, po główce Glika Konoplianka wybijał piłkę z linii bramkowej, przy strzale Soboty „za kołnierz” pod poprzeczkę Piatow musiał się wykazać wysokim kunsztem, w drugiej połowie po centrze na wprost bramki nie atakowany Lewandowski miał sytuację czystą i klarowną, lepszą trudno sobie wymarzyć, Peszko w polu karnym to również wyborna okazja, z kolei w zasadzie oprócz strzału Jarmołenki to Boruc jakimiś innymi paradami nie musiał się wykazywać i jakiegoś wielkiego, bezpośredniego zagrożenia pod naszą „świątynią” to nie było. Gdybyśmy dysponowali przynajmniej połowiczną skutecznością Ukraińców, wrócilibyśmy z wyprawy na „charkowskie pola” niezawodnie z victorią.
Są tacy co podkreślają, że przy takim zaangażowaniu i zdyscyplinowaniu taktycznym wykazanym w innych poprzednich meczach nasz dorobek punktowy byłby zupełnie inny, dużo bardziej okazały, ale już dla świeżo upieczonego pisarza, autora „Gracza”, wnioski są zgoła przeciwstawne: „Zabrakło pomysłu, charakteru, zabrakło stylu. Mecz z Ukraińcami był idealnym odzwierciedleniem tych eliminacji, smutnym epizodem do całej tej smutnej kampanii, pełnej potknięć i nieporadności. Przegraliśmy dwa razy z przeciętnym europejskim zespołem, żadnym potentatem, to jakim prawem mielibyśmy zagrać z najlepszymi?” Kto ma rację, ci którzy mecz z Ukraińcami chwalą, czy sceptyk literat Rudzki?
Czy ten pojedynek był faktycznie wykładnikiem kiepskiej formy drużyny narodowej w całym eliminacyjnym cyklu, teza kontrowersyjna, w zasadzie tylko wynik ją potwierdza, gra nie była zła, ale też choćby brak skuteczności to już może być przywołany symptom, powtarzający się i w innych spotkaniach, tylko, jeżeli sytuacje bramkowe zaprzepaszczamy to znak, że jednak i potrafimy je wykreować, zatem czy potępiać wszystko w czambuł się godzi? Jeszcze jedna kwestia tym razem potwierdzająca tezę „Rydza”, tak jak w każdym meczu w defensywie musieliśmy popełnić kardynalny błąd w ostatecznym rozrachunku ważący na wyniku. To ciekawa sprawa, brak skuteczności, czy wtopy w obronie są lub raczej były piętą achillesową reprezentacji Fornalika? W zasadzie co za różnica, można stwierdzić jedno i drugie i jakieś odkrywcze i od prawdy dalekie to przecież nie będzie, ale...
Ale jeżeli ponoć to kapitan jedenastki stwierdza: „musimy być w ataku bezwzględnie skuteczni” to jeżeli nie dodał ”i skoncentrowani i nieomylni w obronie” to pojawia się wątpliwość, czy takie wymagania wobec linii napadu nie są małą szpilką kapitana wymierzoną w tego, który linię napadu w reprezentacji w zasadzie jednoosobowo tworzy?
Jechać po Roberciku, Realowi ładującemu cztery gole w 90 minut, a w reprze za „całokształt” wygwizdywanego jest bardzo łatwo. Lewy taką sytuację jak ta z drugiej połowy powinien „bezwzględnie” wykorzystać, ale też „bezwzględną” funkcją kapitana jest tworzenie optymalnej atmosfery na kadrze, nie musi być „milusińska”, ale dobrze, żeby wszyscy byli zjednoczeni na jednym celu, a nie wzajemnie się „podkopywali”, lub rywalizowali ze sobą.
Klopp, Weidenfeller, Kehl, naszym dortmundczykom w BVB na to nie pozwalają, w reprze warunki są już inne, obojętnie kto będzie selekcjonerem w przyszłości z taką „podskórną” kwestią będzie musiał się zmierzyć i jej zaradzić.
Być może to też był klucz dla powołań dla „nestorów” Wasilewskiego, Mariusza Lewandowskiego. Prawie się udało, ale prawie robi dużą różnicę, niestety w tym przypadku wynikową, a w Londynie ostatni z pokolenia brylującego w pierwszej dekadzie XXI wieku zgaszą światło.
Na kadrze musi być „chemia”, Waldemar Fornalik alchemikiem odkrywcą „kamienia filozoficznego” się nie okazał. Nie wykluczam, może zabrakło mu czasu, bo trenerem jest niewątpliwie niezłym. Czy mityczny zbawienny „cudzoziemiec” panaceum, eliksir zwycięstw, znajdzie, mhm, sam potencjalny „autorytet”, czyli „głośne nazwisko” nie musi tego gwarantować, choć z pewnością potrzebujemy trenera nie tyle „nie przeszkadzającego”, co jednak aktywnie kreującego wizję kadry, również i w pryzmacie jej wewnętrznych charakterologicznych, osobowościowych uwarunkowań.
Żałuję że jesienna, październikowa mission impossible się nie udała, lubię gdy życie pisze scenariusze bardziej zaskakujące i nieprzewidywalne od „oper mydlanych”. Tym razem futbolowego happy endu dla nas brak, ale moim zdaniem kluczowym meczem w eliminacjach był ten z Ukrainą ale ten wczesnowiosenny, a nie jesienny. On ustawił rywalizację, jednych natchnął, drugich postawił pod ścianą. Mimo odległego miejsca w rankingu, nie uważam żebyśmy w potencjale piłkarskim odbiegali od Czarnogóry czy też Ukrainy, można było ich zdystansować, warunek był jeden - zbudować reprezentacyjny dom od podstaw, od fundamentów, czyli oprzeć go o pewną, stabilną, efektywną defensywę. Czy architekt był kiepski, czy materiał niedoskonały, cegły kiepskiej jakości, można deliberować. Skłaniałbym się ku temu drugiemu wnioskowi, ale też wyborami głównego budowniczego jestem zawiedziony i nawet dobra postawa środkowych defensorów w Charkowie, chyba mnie nie jest w stanie przekonać. Trudno mi sobie wyobrazić, żebyśmy z Szukałą jako ostoją, zawojowali Europę, nie wspominając o świecie.
Zadaję też sobie pytanie, czy kibic z nad Renu, Tamizy, Sekwany w dorzeczu Amazonki futbolistów z nad Wisły chciałby oglądać, ekscytować się lub przynajmniej budzić nimi swoją ciekawość? Tak jak to było moim udziałem w przypadku „duńskiego dynamitu” w 1986 roku, Rumunów z Hagim, Bułgarów ze Stoiczkowem, drużyn afrykańskich wzbudzających postrach na Mundialach, Chorwatów z Prosineckim i z Sukerem, Turków z 2002 roku – jak ja zaciskałem kciuki żeby z Koreańczykami w meczu o trzecie miejsce nie przegrali, jak interesowałem się grą Czechów na mistrzostwach Europy i to nie jednych z Nedvedem, Poborskim, Kollerem, Rosją z 2008. Tak jak teraz mam w planie uważnie przyglądać się w czerwcu 2014 Belgom. Czy nam by było dane wzbudzać ciekawość?
Mamy gwiazdę, czyli magnes, ale czy już grą drużyny potrafilibyśmy frapować tu już mam wątpliwości, niestety zaczynam mieć przekonanie że traktują nas w Europie niczym Walię, nic jej nie ujmując, czyli drużynę z indywidualnościami jako rodzynkami, ale z ciasta z bakaliami wychodzi zakalec.
Czy to można zmienić? Młodzieżowcy Dorny pokazują, że potencjał w nowym pokoleniu istnieje, oby przepowiednia Wojtka Kowalczyka spełniła się w dwóch częściach nie tylko w jednej. Co prawda kadrze under-21 sukcesów na miarę tej wójcikowej z Barcelony 1992 nie przewiduję, zbyt wielkie luki są w grze obronnej, coś niepojętego, bo to już jest syndrom polskiej piłki dotykający kolejnych poszczególnych roczników, po prostu następców Łapińskiego, Wałdocha, Bąka, Hajty brak, nie potrafimy takich wychować, ale z całej plejady utalentowanej ofensywnie młodzieży powinniśmy czerpać w przyszłości satysfakcję.
Pozostaje nadzieja, że będziemy częściej trafiać niż tracić.
Na dziś, lub raczej na wtorek, farewell Fuleco, farewell mundialu, kto na Wembley ostatni dla nas zgasi światła światowego czempionatu, niestety istotnym już tak bardzo nie jest.


Dzisiaj oglądając Cafe Futbol, Wdowczyk albo Dziekanowski uświadomił mi, że w piątek rzeczywiście wydaliśmy Ukraińcom walkę ale nic poza tym konkretnego nie pokazaliśmy. Byliśmy nastawieni na przeszkadzanie i wychodziło nam to dobrze. Jak zauważył autor, Boruc w piątek się za bardzo nie napracował. W ataku za to nasze sytuacje to raczej indywidualne popisy graczy w ataku, często zapoczątkowane jakąś długą piłką. Trochę piątkowy czar we mnie prysł, gdyż rzeczywiście oprócz walki i determinacji, to za wiele jakości nie pokazaliśmy. Ukraina też wielkim zespołem nie była, bo mimo naszej typowo defensywnej gry mogliśmy ich spokojnie ograć. To powinno im dać do myślenia ale to już tak poza tematem.
Mimo wszystko daleko mi do wieszania psów na reprezentacji. Owszem te eliminacje zakończą się porażką i patrząc na tabelę, trzeba jasno powiedzieć, że to porażka dotkliwa, ale mimo wszystko wierzę, że będzie lepiej. Może to też trochę efekt tego, iż moim zdaniem Fornalik zostanie lada chwila zwolniony i jeśli nowym trenerem nie zostanie ktoś pokroju Engela to wiążę z nowym trenerem nadzieję, że zrobi chociażby coś, aby Lewandowski miał tyle okazji na strzelenie bramki w meczu co ma w Dortmundzie (oczywiście nie w każdym). Że w następnych eliminacjach już damy radę wygrać z kimś pokroju Czarnogóry czy Ukrainy bo ci rywale na pewno nie są poza naszym zasięgiem. Mocne przesłanki na sukces to może i nie są ale jakoś przesadnie zdruzgotany nie jestem. Już czekam na kolejne losowanie eliminacyjnych grup
Wyścig po sukcesję po Kingu Waldemarze rozpoczęty, nawet jakiś psikus na Wembley chyba głowy WF nie uratuje. Na faworyta wg PS wyrasta Adam Nawałka, od razu z zastrzeżeniem: "Jedyne co różni jego od Fornalika to to, że Nawałka uchodzi za trenera bardzo surowego, autorytarnego. Ale czy pokrzykiwania, które działają na np. Rafała Kosznika, odniosą skutek na Jakubie Błaszczykowskim?"
Pytanie ciekawe i zasadne, jak dla mnie podszyte wiarą, że trener zagraniczny „z nazwiskiem” dałby większe nadzieje na sukces, natomiast nie wiem czy opcja zagraniczna siedzi w głowie Zibiego.
Sam mam obiekcje wobec trenera nie posługującego się polszczyzną, że nie rozezna „polskiej duszy”, z jednej strony może to i dobrze, skutek byłby i może jak za wczesnego Beenhakkera, ale gdy ktoś taki już wsiąknie w polskie piekiełko to zacznie odreagowywać „drewnianymi chatkami”. Na poznanie potencjalnych reprezentantów nowy trener o ile w miarę szybko by został wyznaczony miałby szmat czasu, do jesieni 2014. Wiem jedno na selekcjonera mimo że lubię i cenię nie nadaje się Skorża, zaufał Ljuboji, Żewłakowowi, Radovicowi teraz by mogło być analogicznie, a reprze obojętnie jakim językiem się posługujący jest potrzebny trener narzucający swoją wizję drużyny, aktywnie ją kształtujacy.
Moros: „W ataku za to nasze sytuacje to raczej indywidualne popisy graczy w ataku, często zapoczątkowane jakąś długą piłką.” Czyli niestety też eliminacyjny constans, punkt dla literata Rudzkiego, mam taką refleksję: gdyby wynik był korzystny, to taktykę by uznano za doskonałą, zaadoptowanie w jedenastce Mariusza Lewandowskiego i Wojtkowiaka za genialne i odkrywcze posunięcia wybitnego stratega Fornalika, wyczekiwanie na przeciwnika na własnej połowie za wyraz rozwagi i rozsądku.
Ponieważ jest jak jest, to można i zakładać, że trzeba było wszystko postawić na jedną kartę i grac odważniej, tylko że wówczas takich strat jak Klicha zakończonych akcją Ukraińców zwieńczoną golem, mogło by być dużo więcej, bo my byśmy byli rozciągnięci, tego by się nie dało uniknąc, a piłki za plecy naszych mało zwrotnych i mało dynamicznych obrońców to było to na co pewnie Kozacy Fomienki się szykowali. Gdybylogia, diabli wiedzą czy odważniejsza taktyka by przyniosła pozytywne efekty, tego, że przy bardziej ofensywnym nastawieniu mogło być gorzej, nie można tez wykluczyć.