- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Europejski czwartek: Trabzonspor - Legia
W trzeciej kolejce rozgrywek Ligi Europy Legia udaje się do Turcji. Podopiecznych Jana Urbana czeka pojedynek z drużyną Trabzonsporu. Wiele wskazuje na to, że czwartkowy mecz to dla piłkarzy Legii bój o 'być albo nie być' w grupie J Ligi Europy. Nasi rywale spisują się póki co znacznie lepiej od legionistów, w pierwszej kolejce pokonali Apollon na Cyprze 2:1, w drugiej zremisowali w Trabzonie 3:3 z Lazio.
Nie da się ukryć, porażka z Apollonem w Warszawie postawiła nas w bardzo trudnej sytuacji. Z wyraźnie mniejszą nadzieją myślimy obecnie o 'nabijaniu' kolejnych bezcennych oczek do klubowego rankingu, trochę ciężej również bronić tezy, że gra z wymagającymi europejskimi przeciwnikami zwiększa jakość naszej drużyny. Można się wręcz obawiać, że po porażkach następuje zjawisko zgoła odwrotne, wszyscy mamy przecież świeżo w pamięci, że zaledwie kilka dni po bezbarwnym występie przeciw Apollonowi, ulegliśmy też Wiśle w Krakowie, co gorsza, w obu potyczkach powielając dokładnie te same błędy.
Mecz z Trabzonsporem to z pewnością nie przelewki. Zmierzymy się z zespołem, który ostatni raz przegrał na własnym boisku w lutym tego roku (z Fenerbahce), który trzy tygodnie temu wbił Lazio trzy bramki, a zwycięstwo wypuścił z rąk w ostatnich dziesięciu minutach gry. Spójrzmy na skład Trabzonsporu z tamtego meczu:
Kivrak - Bosingwa, Yumlu, Demir, Adin - Erdogan, Colman (Akgun), Zokora, Mierzejewski, Malouda (Alanzinho) - Paulo Henrique
Nazwisk Bosingwy, Zokory, Maloudy czy Adriana Mierzejewskiego nie trzeba chyba nikomu przedstawiać, a uważni kibice pamiętają być może także Erdogana, który wystąpił w meczu młodzieżówek Polski i Turcji rozegranym w Warszawie. Można spodziewać się, że czeka nas mecz z przeciwnikiem doświadczonym, dysponującym zawodnikami ogranymi na wysokim poziomie, doskonale wyszkolonymi technicznie, o tak zwanej kulturze gry przewyższającej poziom, którego realnie możemy oczekiwać od zawodników Legii.
Legia z kolei znów zagra spotkanie bez swojego lidera środka pola, Miro Radovicia, pod dużym znakiem zapytania stoi także występ poturbowanego w niedzielę Ivicy Vrdoljaka, mimo że ten ostatni znalazł się w kadrze meczowej. W zaistniałej sytuacji nie można mieć wątpliwości co do tego, że ci, którzy wybiegną w czwartkowy wieczór na boisko, będą musieli zagrać naprawdę bardzo dobry mecz, żeby stawić czoła Turkom, zmazać niekorzystne wrażenie z pojedynku z Apollonem, może nawet przywrócić kibicom wiarę w możliwość wywalczenia awansu z grupy J.
Przyznam, że dokładnie tego oczekuję od piłkarzy Legii - rozegrania dobrego meczu. Przed meczem z Lazio pisałem o 'pucharowych delicjach', o tym, że występy w Europie powinny być dla naszych futbolistów świętem i frajdą zarazem, wspominałem kilka wielkich, pamiętnych meczów rozegranych przez Legię w europejskich pucharach. W tym sezonie takiego meczu, który zapadłby wszystkim w pamięć, Legia w europejskich pucharach jeszcze nie zagrała - no chyba że przyjdzie nam latami wspominać niepowtarzalną szansę, jaką zmarnowaliśmy w dziesięć minut rewanżowego meczu ze Steauą (tfu!).
Żeby stoczyć wyrównany bój z Trabzonsporem, żeby przywieźć z Turcji zdobycz punktową, Legia musi być drużyną twardą i zdecydowaną. Nie może być drużyną rozkojarzoną, która marnuje wszystkie okazje strzeleckie (na pewno takie się pojawią), nie może być również drużyną lekkomyślną, która sama prokuruje zagrożenie pod własną bramką. Nasi piłkarze muszą wierzyć w sukces od pierwszej do ostatniej minuty. Łatwo powiedzieć, tylko czy Legia może być w czwartek taką drużyną? I czy to wystarczy do sukcesu?
Dość często po pucharowych meczach Legii czytałem i słyszałem o graniu tak zwanego 'swojego'. W pierwszej połowie w Molde źle to wyglądało, ale po przerwie zagraliśmy 'swoje'. Ze Steauą mecz nie zaczął się najlepiej, ale w pewnym momencie drużyna zaczęła grać 'swoje'. Na Lazio chcieliśmy wyjść bez bojaźni i zagrać 'swoje'. Z Apollonem próbowaliśmy grać 'swoje' i to miało wystarczyć do zwycięstwa. Może Legia wreszcie zadba o konsekwencję w realizacji 'swojego', ewentualnie zademonstruje plan B, czyli zagra coś innego, bardziej efektywnego, niż rzeczone 'swoje'. Póki co nie prowadzimy kampanii, z której mielibyśmy prawo być jakoś nadzwyczajnie dumni. Oby w Trabzonie karta się odwróciła.


Zatem: Skaba - Bereszyński, Rzeźniczak, Junior, Brzyski - Kosecki, Jodłowiec, Furman, Pinto, Żyro - Dwaliszwili
...ale i schowanie się za podwójną gardą, bo najważniejsze są 3 punkty. Więc może warto czekać jutro cały mecz na tą jedną akcję!?
Akurat w LE wolę podejście jakie proponował Skorża
Urban to nie Skorża, ten drugi taktyk w mojej ocenie zdecydowanie lepszy. Urban natomiast mocny w ofensywie i dlatego chcialbym aby zagrali odważnie , do przodu. Jesli wyjdą z nastawieniem bronimy się to będzie źle. A i jeszcze jedno, ja nie widzę już nawet ostatniej szansy, ale to może być spowodowane moim samopoczuciem które dalej jest mizernie słabe.
Jesli wyjdą z nastawieniem bronimy się to będzie źle.
...a dlaczego tak!? Można powiedzieć piłkarzom, panowie robimy swoje i czekamy na swoje okazje (do kontry), a dopiero jak dostaniemy 2 gongi to nie będziemy mieli nic do stracenia.
Skorża miał swoje wielkie momenty, Legia w LE i awans na MŚ2006 (bo chyba nikt nie zaprzeczy, że Janas był głównym autorem myśli szkoleniowej, zresztą tak samo w Legii MJ ogarniał taktykę), ale jak już tak patrzę na to co się dzieje w europie to chyba nam potrzeba jakiegoś kumatego Niemca na stanowisku trenera.
Mecze w europejskich pucharach, które muszą być wizytówką klubu z międzynarodowymi aspiracjami, właśnie takiego jak Legia, obnażyły słabości warszawskiego zespołu. Dziś jest to drużyna z głębokiej europejskiej prowincji, a jej liderowanie w ekstraklasie tylko potwierdza tezę o wielkim kryzysie w naszym futbolu.
(...) Legia to dziś potęga. Ale tylko w skali polskiej.
(...) tak naprawdę od przyjścia prezesa Leśnodorskiego niewiele zmieniło się w klubie na plus. Jest tak, jak było. A w niektórych elementach nawet gorzej. Choćby pod względem sportowym, co przecież najbardziej interesuje fanów.”
Dla twórcy hagiografii Widzewa zdobyte przez Legię po siedmiu latach Mistrzostwo Polski „niewiele zmienia”, można się zżymać na ile dziennikarz do klubu ze stolicy jest uprzedzony, ale też można się zastanowić, na ile prawdziwa jest postawiona teza: Legia jest „cieniem samej siebie sprzed dwóch lat”, czyli tej skorżowej, która jesienią 2011 roku legijne szeregi uniosła do nieba, jednak też wiosną 2012 wtrąciła w koszmar zawodu i rozczarowania.
Traumatyczne przeżycia zostawmy w spokoju, na własnym podwórku zostały powetowane, ale warto sobie postawić pytanie, w którym miejscu obecnie jesteśmy wobec tej Legii z jesieni 2011?
Dlatego tak istotny jest mecz z Trabzonsporem!
Wisła w XXI wieku taśmowo zdobywała mistrzostwa, ale pamięta się ją z rywalizacji z Schalke, Parmą, Lazio to jest wyznacznik „tamtej” Wisły. Ruch Chorzów to szanowany i ceniony polski klub, czternastokrotny mistrz Polski, w zestawieniu z nim Widzew Łódź z czteroma ligowymi triumfami to ubogi krewny, ale która drużyna jest bardziej w Europie rozpoznawalna, kojarzona, jeżeli już i dlaczego?
Fakt, po Apollonie morale kibicowskie mocno podupadło, zatem po co nastawiać się na puchary jak w nich baty zbieramy, a razem z nimi tracimy nerwy, złudzenia, resztki nadziei, w takim razie tego rodzaju emocje lepiej sobie odpuścić i skupić się na polskiej lidze, gdzie prawdopodobieństwo sukcesu jest przynajmniej teoretycznie większe, a tym samym i polepszenie naszego psychicznego dobrostanu jest bardziej prawdopodobne.
Ekscytowanie się porażkami w Lidze Europy może świadczyć o jakimś kibicowskim masochizmie, nie dziwota, że tego trzeba unikać, ale gdyby takie morale kibicowskie było zbieżne z piłkarskim, to dopiero by była degrengolada.
Dlatego tak istotny jest mecz z Trabzonsporem!
Latem jako ligowy Victor – zwycięzca Urban był rozpatrywany na potencjalnego następcę Fornalika, z takich rozważań po pucharowych dotychczasowych występach pozostały jedynie wspomnienia, Nawałka wiosną w lidze zaliczył czarną serię porażek to w niczym mu nie przeszkadza by być głównym pretendentem do selekcjonerskiego stołka, na jego „szczęście” Górnik do pucharów się nie załapał, trener na eksponowanej scenie nie musiał się wykazywać, weryfikować.
Dlatego tak istotny jest mecz z Trabzonsporem, dla Urbana, dla piłkarzy, dla nas. Wygramy, nadzieja i wiara powróci, przegramy - pozostanie zabawa w piaskownicy, dla takich jak Marek Wawrzynowski niewiele znacząca, nawet zakończona koronacją. Prawdziwą weryfikacją wartości, jedynym sposobem przejścia do futbolowej polskiej legendy, są europejskie puchary.
Po prostu grajmy i uczmy się dalej. Co będzie? To pytanie czy drużyna będzie systematycznie wzmacniana czy też będziemy balansować pomiędzy wyprzedażą a wzmocnieniami. Czy trafi się nam taki okres że będziemy w stanie zatrzymać troszeczkę dłużej wyróżniających się zawodników.
Patrzmy na to jak na kolejny mecz, który chcemy wygrać. Warto zastanowić się jaki mamy pomysł na zwycięstwo. I tylko tyle.
Według mnie dobór personalny jedenastki zaproponowany przez Gawina wygląda dobrze. Jedynie to skrzydłowych zamieniłbym miejscami. Po prostu ci zawodnicy prezentują lepszą formę od konkurentów do pozycji, a do tego oferują kilka atutów niezbędnych do budowania sytuacji podbramkowych. Nie możemy zrezygnować z Brzyskiego i Koseckiego. Pierwszy daje dobre sfg, wrzutki i zagrożenie z za pola karnego, a drugi oferuje indywidualne akcje i stałe zagrożenie dla bramkarza. Ani Wawrzyniak ani Żyro nie dadzą więcej. Cieszę się, że nie ma Vrdoljaka. Trabzon stracił możliwość nacisku na niego i szybkiego skontrowania. Jodłowiec jest bardziej odpowiedzialny i bardziej kreatywny, a do tego będzie lepszym przeszkadzaczem dla Mierzejewskiego. Środkowa para stoperów Junior - Rzeźniczak dotychczas najlepiej wypadała i dobrze by było się tego trzymać. Bereszyński w końcu zdrowy może dać niezbędne akcje ofensywne prawą stroną, zwłaszcza, że nie musi się zbytnio martwić o tyły, bo świetnie zabezpieczy go Rzeźniczak. Pinto powoli zyskuje swobodę w grze i przy jego inklinacji do szybkiego operowania piłką będzie lepszym wyborem na 10 niż Radović (nawet jak byłby zdrowy). Może dać to, czego nie mogę doczekać się od Radovica: szybkie dostarczenie piłki do napastnika lub skrzydłowych. On przyspiesza grę, a to jest niezbędne żeby zwiększyć szansę do zdobycia bramki. Jedynie nie wiem, czego spodziewać się po Furmanie i Żyro. Obaj mają wahania formy i trudno jest im utrzymać równą dyspozycję. Tylko, że wolę ich od Ojamy, Kucharczyka czy Łukasika, którzy prezentują się poniżej własnych możliwości. Co najwyżej można się zastanawiać nad Bereszyńskim i Broziem po prawej stronie, a Żyro szykować na zmęczonego przeciwnika.
Co do pomysłu na mecz to absolutnie nie możemy cofnąć się do obrony i czekać na okazje. Jest kilka powodów. Steaua pokazała, że przyciśnięci słabo się bronimy, a Trabzon na swoim terenie agresywnie atakuje na połowie przeciwnika. To byłoby samobójstwo. Zagralibyśmy dokładnie tak jak lubi Trabzon i porażka byłaby kwestią czasu. A przecież wypadałoby wygrać, a bez tworzenia sytuacji bramkowych będzie o to trudno. Tyle, że rzucenie się na hurra na przeciwnika byłoby nierozsądne. Musimy postawić na równowagę między ofensywą a defensywą. A najprościej to osiągnąć poprzez jak najczęstszą próbę kontroli środka boiska poprzez agresywność, bliskość formacji , asekurację i szybkie podwajanie gracza z piłką. Skrzydłowi i obrońcy muszą częściej niż zwykle wychodzić wyżej i zwężać pole gry aby tworzyć przewagę w środku pola, żeby można było wyjść spod pressingu i rozegrać piłkę. To kosztuje dużo sił, lecz jest niezbędne. Po odzyskaniu piłki wypadałoby szybko rozprowadzić piłkę do skrzydła lub napastnika, kiedy jeszcze przeciwnik nie jest zorganizowany w defensywie. I tego właśnie oczekuję od Pinto i Furmana.
I to tyle. Są odpowiedni ludzie, jest przyzwoity pomysł pasujący do wykonawców i przeciwnika, każdy wie, co trzeba zrobić i za co odpowiada. Pozostaje być skoncentrowanym, konsekwentnym i pazernym na zwycięstwo. A jak przeciwnik okaże się lepszy mimo, że zrobiliśmy wszystko, co można było to trudno. Nikt nie będzie miał do nich pretensji. Ja więcej nie oczekuję.
- "Jest skład Legii... jest Broź... zawodnik na poziomie Podbeskidzia..."
Sorry za emocje, ale straszliwie mnie wkurza takie gadanie. Niedużo dalej jak pół roku temu to samo czytaliśmy o Brzyskim, gdzież obecnie są wieszcze tamtych dni? Facet (teraz już o Łukaszu) przyszedł z Widzewa, widać, że ma papiery na granie, a piłka mu nie przeszkadza. Ciężko pracuje, ma chęci i siłę do rozwoju, a my zamiast dać gościowi czas.... zsyłamy go do Podbeskidzia. A ja ciekaw jestem ilu z prawych obrońców Ekstraklasy prezentuje wyższy poziom od byłego gracza Widzewa? Ja zbyt wielu nie widzę, a już na pewno nie w zespołach z dołu naszej ligi.
- "Urban znowu głupieje ze składem na europejskie puchary."
Nie wiem, być może jestem równie głupi jak Urban, ale chyba po raz pierwszy w pełni zgadzam się z wyborami trenera. Będziemy grali z kontry, zagęszczali środek i wyprowadzali szybkie ataki skrzydłami. Jak dla mnie to najlepszy z możliwych wariantów jaki mogliśmy sklecić na dziś.
Własny wpis popełniłem z zupełnie odmiennych jak Ty założeń, według mnie na czarnej elce już prawie mecz z Trabzonsporem sobie odpuściliśmy, zaczęły padac deklaracje, ze liga ważniejsza od pucharów, zatem tu nie było pompowania balonika, wręcz przeciwnie, zdecydowanym, niemalże pewnym faworytem są Turcy, inny wynik od przegranej będzie niespodzianką, zatem jak właśnie twierdzi Tuzimek w telewizyjnym studio Legia lubi takie sytuacje, gdy może wyjść z cienia. O Urban też mówi, że nie jesteśmy faworytem i można to wykorzystać.
@ Walles
Mnie będzie bardzo ciekawiło jak zaprezentujemy się z Trabzonsporem, biorąc za odniesienie naszą konfrontację z Gaziantiesporem i Rapidem w 2011 roku, w tej chwili niczego nie przesądzam.
Czekam z zainteresowaniem na mecz, dla mnie subiektywnie dużo ważniejszy od tego z Lechem.
1. Vrdoljak. Zapewne przeciwnicy oglądali mecze ze Steauą i wiedzą, że nasz kapitan lubi przytrzymać piłkę lub pójść w drybling w strefie i w sytuacji gdy tego nie powinien robić. Spróbują to wykorzystać przez agresywny atak i podwajanie po otrzymaniu piłki. Do tego przez ostatni uraz będzie mniej pożyteczny w destrukcji. Jeśli nie pamiętasz dreptaka Vrdoljaka to dzisiaj sobie przypomnisz.
2. Vrdoljak i Jodłowiec w jednej linii to mocne ograniczenie ofensywy zespołu. Obaj mają kłopoty z uruchomieniem akcji ofensywnej. Z różnych powodów, ale najczęściej dlatego, że są mało mobilni oraz obaj grają bardzo blisko obrońców i zbyt daleko od ofensywnej czwórki. W ten sposób stracimy kontrolę nad środkiem boiska głównie poprzez zbyt dużą odległość między formacjami. Wtedy podania są łatwe do rozszyfrowania, a nawet gdy uda uruchomić się skrzydłowych to nie mają odpowiedniego wsparcia i stają do walki przeciw dwóm obrońcom. W obronie bardzo często spychają obrońców w pole karne powodując zbyt głęboką obronę. Przez to też ofensywni pomocnicy są ściągani do tyłu i większość gry toczy się pod naszą bramką, a przecież nie o to chodzi. Pinto będzie musiał cofać się głęboko i jego użyteczność także spadnie. Gdy tego nie zrobi to będzie dostawał mało piłek, a na pewno będzie podwajany.
3. Jeśli Kosecki zagra na prawej, a Żyro na lewej to oznacza, że nasza taktyka będzie opierała się na wrzutkach skrzydłowych na Dwaliszwilego. Z Piastem się udało, bo obrońcy byli śnięci, ale tutaj to nie przejdzie. Żyro jest tylko przydatny, gdy szybko wrzuca i nie wdaje się w dryblingi. Nie ma użytecznej prawej nogi, więc będzie uciekał do linii. W ten też sposób zamknie lewy korytarz Brzyskiemu przez co ograniczy jego umiejętność celnych wrzutek. Sytuacja jest podobna po prawej stronie. Kosecki nie ma użytecznej lewej nogi i jego firmowe zagranie, czyli ścięcie do środka i strzał będzie nie wykorzystane. Zostanie tylko dziki drybling najczęściej zakończony stratą. Zapewne przeciwnicy będą spychać go do linii zmuszając do rajdów, bo na dobre wrzutki z jego strony nie ma co liczyć. Do tego zamknie prawy korytarz Broziowi. Obaj zaś mają siły tylko do ok. 60 min., bo później ich efektywność mocno spada. Trzeba też pamiętać o skromnych umiejętnościach obronnych obu panów i dużej ilości strat, więc Brzyski i Broź będą często pozostawieni bez pomocy i narażeni na liczne ataki. Mam chociaż tylko nadzieję, że Kosecki będzie na lewej stornie, a Żyro na prawej.
Monrooe ważne, żeby te minusy ukrywać, a my wręcz je wyeksponowaliśmy.
ja napiszę jednak pewną moją obserwację, którą już z Wisłą poczyniłem: brak Kuciaka jest większą stratą niż nam się zdaje. Nie uważam żeby Skaba utrzymał się tak długo w Legii będąc kiepskim bramkarzem. On ma po prostu mega dużo pecha (czyli jednego z kluczowych parametrów u bramkarza). Jak coś ma się mu nie udać to mu się nie uda w najgorszym możliwym momencie. I on o tym wie. To jeszcze nie byłby taki wielki dramat, gdyby nie udzielała się ta jego elektryczność innym. To się udziela kolejno każdej linii na boisku. Obrona gra asekuracyjnie, więc mniej pewnie wspiera pomoc. Pomoc nie ma wsparcia więc się nie pcha do ataku, a sam Vlado nawet z dniem konia nie wygra sam meczu. Wypadnięcie tego jednego elementu oddziałuje na grę wszystkich innych. Kuciak, mimo że też potrafił walnąć takiego babola, że oczy bolały, to emanował pewnością siebie. Nawet jeśli była ona nieuzasadniona to uspokajającą partnerów. Tu widzę przyczynę największego problemu obecnej Legii - niepewności gry i niepodejmowania ryzyka.
Lazio - Apollon 1
Legia - Lazio 1
Trabzon - Apollon X
Lazio - Trabzon 1
Apollon - Legia 2
I tabela:
1.Lazio 11
2.Legia 9
3.Trabzon 8
4.Apollon 5
Ha ha ha ... Lazio ma 5 pkt, za dwa tygodnie wystarczy im pkt z Apollonem, a potem pkt z Trabzonem.
Jeżeli zdobędziemy choć jedną bramkę lub uda się wywalczyć jeden punkcik z drużyną z Cypru to będzie duży sukces.
Trabzon - Apollon X
Tu jest słaby punkt tej symulacji (oczywiście pomijając kwestię naszych trzech zwycięstw