- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Legia - Wisła 2-2: Piłkarz Stilić
Legia zremisowała pierwszy w tym sezonie ligowy mecz na własnym stadionie. Po bramkach Miroslava Radovicia i Ondreja Dudy prowadziliśmy do przerwy 2:0. Czerwoną kartką ukarany został filar defensywy Wisły, Arkadiusz Głowacki. Wydawało się, że trzy punkty są pewne. Niestety, po przerwie w niewytłumaczalny sposób wypuściliśmy zwycięstwo z rąk.
Kiedy trener Jan Urban został zwolniony z zajmowanego stanowiska, a zastąpił go Henning Berg, pomyślałem, że wiosną może przytrafić nam się kilka nieszczęść. Nie dlatego, żeby Berg był szkoleniowcem nieudolnym, brak danych mogących potwierdzić tak karkołomną tezę, lecz dlatego że majstrowanie przy wypróbowanym, rozpędzonym mechanizmie jest obarczone oczywistym ryzykiem. Urbana, zamiast Berga, mógłby zastąpić dajmy na to Carlo Ancelotti, i też musiałby nauczyć się polskiej ligi, a legioniści - nowego trenera.
Ku mojemu przyjemnemu zaskoczeniu, pierwsze wiosenne mecze Legii nie potwierdzały obaw sprzed rundy. Legia wprawdzie nie zachwycała, ale wystrzegała się wahań formy i punktowała dość solidnie. Tąpnięcie przyszło w najmniej spodziewanym momencie - w przerwie teoretycznie wygranego meczu z Wisłą Kraków.
Jeżeli eksperyment z Henningiem Bergiem na ławce trenerskiej Legii ma mieć elementarny sens, sytuacje takie jak irracjonalna strata punktów z Wisłą powinny być przyjmowane na zimno, traktowane jak uprzednio wkalkulowane ryzyko. Nie będzie lekko...
Legia przegrała drugą połowę meczu z Wisłą taktycznie i mentalnie.
Taktyczna niemoc Legii w wykorzystaniu osłabienia gości przypominała inny ligowy klasyk sprzed kilku lat, mecz Legii z Lechem Poznań. Wtedy Lech w pierwszej połowie dostał od Legii prezent w postaci czerwonej kartki Macieja Rybusa i... czekał na sytuacje, które 'musiały' przyjść. Nie przyszły. W przerwie niedzielnego meczu z Legią Franciszek Smuda uporządkował grę Wisły, przestawił swoją drużynę na grę dwoma nominalnymi skrzydłowymi (Sarki i Guerrier), w środku pola centralną postacią zrobił Semira Stilicia.
W tym momencie aż prosiło się o wycofanie Radovicia do środka pomocy lub wprowadzenie Helio Pinto zamiast jednego z defensywnych pomocników, żeby uderzyć w miękkie podbrzusze Wisły, jakim stała się druga linia krakowskiego zespołu. My tymczasem nadal czekaliśmy na okazje do rzucania piłek za plecy obrońców Wisły, zupełnie jakby Wisła wciąż miała zamiar doskakiwać do nas pressingiem, tak jak czyniła w pierwszej połowie. Wisła zmieniła taktykę, cofnęła się całym zespołem i nastawiła na szybkie ataki wyprowadzane niewielkimi siłami, a Legia jakby tego nie zauważyła. Nasi piłkarze chyba nie do końca wiedzieli po co właściwie wyszli po przerwie na boisko.
Przegraliśmy drugą połowę także mentalnie, ponieważ, niezależnie od niuansów taktycznych, Legia zwyczajnie 'stanęła'. Zniknął gdzieś ciąg na bramkę, chęć pokazania się do gry, bliskie podejście do przeciwnika w obronie. Dla naszych zawodników ten mecz zakończył się w przerwie.
Twarze legijnej zapaści w drugiej połowie to Tomasz Jodłowiec i Wladimer Dwaliszwili. O Jodłowcu nie od dziś powtarza się, że wielką rolę w jego boiskowej dyspozycji odgrywa tak zwana 'głowa'. Niechlujny, niestaranny w kryciu 'Jodła' dał się ograć Semirowi Stiliciowi niczym junior w akcji, która zakończyła się kontaktowym golem dla Wisły.
Z kolei Dwaliszwili wszedł do gry jako napastnik, w sytuacji kluczowej dla losów meczu prawidłowo, jak rasowy snajper zachował się przy stałym fragmencie gry, idąc na piłkę, która mogła być strącona w stronę bramki bądź 'wypluta' przez Miśkiewicza, by w kluczowym momencie... ledwo, nieporadnie trącić futbolówkę stopą. 'Lado' nie jest dziewiętnastoletnim chłopakiem, któremu można wybaczyć permanentnie marnowane 'setki', co gorsza, nie pierwsza to sytuacja tego rodzaju, którą Gruzin marnuje w bliźniaczo podobnym stylu. Szczerze przyznam, nie rozumiem tego, dla mnie napastnik, który nie zaatakuje czasem piłki wślizgiem tak, że idą iskry, który od czasu do czasu nie rąbnie tak, by piłka rozerwała siatkę, jest z założenia trochę podejrzany. Lado uwielbia plasować, trącać, zupełnie jakby najprostsze rozwiązania były dla niego dyshonorem. Z żalem stwierdzam, że moja cierpliwość do Dwaliszwilego zbliża się do ostatecznego wyczerpania. Szkoda.
Niedzielny mecz i remis z Wisłą to zadra, fatalnie psująca znakomite wrażenie z pierwszej połowy. Podczas pierwszych czterdziestu pięciu minut to Wisła nie miała pomysłu na Legię. Stworzyła sytuacje, owszem, po indywidualnych błędach Kuby Rzeźniczaka i Tomasza Brzyskiego, natomiast jakość szybkich ataków Legii pochodziła z zupełnie innej futbolowej galaktyki niż to, co proponowała Wisła. Bramki strzelaliśmy po ślicznych, koronkowych rozegraniach, a gdyby w ostatniej minucie pierwszej połowy odrobiną mądrzej zachował się Henrik Ojamaa, mówilibyśmy o zdeklasowaniu Wisły. Podopieczni Smudy z pewnością nie byliby w stanie odrobić trzech bramek straty. Pomijając indywidualne błędy popełniane przez obrońców, gra Legii w pierwszej połowie ocierała się o ideał.
Niestety, w drugiej połowie na boisku został tylko jeden piłkarz - Semir Stilić. Każde dojście bośniackiego rozgrywającego do piłki oznaczało alarm w defensywie Legii. Czapki z głów przed Stiliciem, który zademonstrował klasę rzadko widywaną na polskich boiskach, i nie chodzi tylko o fenomenalne uderzenie z rzutu wolnego. Ale jednak - to my sami zgotowaliśmy sobie ten los.


PS. Dla niezorientowanych, istnieje poważne podejrzenie, że pisanie przedmeczowych tzw. zapowiedzi na c-L przynosi pecha Legii. Ale przynajmniej jest gdzie pitolić o meczu tuż po ostatnim gwizdku sędziego
Co do wyborów personalnych mocno skupiłbym się na środkowej formacji, która będzie miała za zadanie zneutralizować akcje Wisły w zarodku. To od Stilica, Chrapka, Garguły zaczyna się groźnie dla Wisły. Mimo słabszego występu Jodłowca w ostatnim meczu nie sadzałbym go na ławce kosztem Pinto. Właśnie ze względu na słabszą grę w defensywie Portugalczyka. Choć z drugiej strony brakuje kontroli środka pola oraz większego zagrożenia dla bramki przeciwnika. Spróbowałbym Pinto wprowadzić ok. 60 min. Szkoda piłkarza z tak dobrym przeglądem pola marnować na ławce.
Wydaje się, że ofensywny kwartet wyjdzie w podobnym zestawieniu jak we Wrocławiu, tyle, że zamiast Augusto zagra Ojamaa. Bez nominalnego napastnika. Można podać kilka argumentów za taką decyzją. Jednak mnie bardziej zastanawia jaki mi mamy pomysł na wykorzystanie napastników. Na razie go nie widzę. Pytanie o tyle zasadne, że całe okienko transferowe był wielki press na ściągnięcie strikera, argumentując, że jest to konieczne. Pytanie do czego.
Ale przynajmniej jest gdzie pitolić o meczu tuż po ostatnim gwizdku sędziego Wink
Zawsze można wpisać swoją frustrację w 'na aucie'. Z tą publicznością, to nie wiem. Jakby miały się powtórzyć obrazki z Jagiellonii, to lepiej grać przed krzesełkami. Jeśli Vrdoljak zagra, co jest rzadkie w jego wykonaniu, ale czasem się zdarza, jak przecinak - precyzyjnie, na czas, twardo, skutecznie, to jakieś tam perspektywy są. Z przodu Legia, mam wrażenie, dużo improwizuje. Tych głośnych schematów na razie nie dożyliśmy. Nie ma co liczyć na takie prezenty, jakie nam robiła obrona Śląska. Trudno obarczać wszystkimi zadaniami Radovicia, a poza nim atutów w tej chwili w ofensywie nie mamy. Ani dośrodkowania, ani strzały zza pola karnego, ani jakaś szczególna gra kombinacyjna.
No, powiedzmy remis.
Zwycięstwo byłoby świetne. Zamiast 3 punktów przewagi (po dzieleniu), wskoczylibyśmy na 5 punktów przewagi nad krakowską rywalką. Ale na razie Legia Berga to tak dla mnie nie za bardzo.
Trochę się czuję adresatem.
Za zgodą żony wyodrębniłem w domu kawałek ściany, więc gdyby coś, obiecuję, że płakał będę pod nią.
Szkoda tylko, że mecz przy pustych trybunach. Mimo, iż powód jest znany i nie będę rozpaczał bo klub sam jest sobie winien, to takie mecze zawsze słabo się ogląda.
Prawdę mówiąc kojarzę tylko jedną sytuację tego typu w historii Legii, może dwie – raz jak Sokołowski 2 w ¼ finału PP z Lechem w 2005 machnął się nad piłką skaczącą na linii bramkowej, ale wówczas Mariusz Mowlik się zlitował i strzelił samobója. A druga to Szałachowski 2009 we Wodzisławiu Śląskim.
Miał być nowy styl, jest nowy styl. Taki skrożowy styl z wiosny 2012. Nie ma tak dogodnej sytuacji w tabeli, której Legia nie potrafiłaby schrzanić. Czeka nas powtórka sprzed 2 lat, jak nic. Nie będzie mistrzostwa.
No i ten nowy, względem Urbana, styl to polega też na tym, że jak za Urbana w lidze Legia prowadziła dwiema bramkami, to już wygrywała. Nie przychodzi mi do głowy żaden kontrprzykład. A trener Berg pokazuje, że jego Legia przecież nie zniży się do skutecznego pilnowania wyniku. Takie to mało europejskie.
Bardzom ciekaw, co on tam narysował w tym Power Pointcie, że go Leśnodorski zatrudnił.
Profesjonalizm naszych piłkarzy – po prostu czad.
I jeszcze o poziomie TME taka myśl. Gdzie nie poszedł po Lechu Stilić, to go popędzali. Wrócił do polskiej ligi i błyszczy. A nam się później zachciewa skutecznej rywalizacji z Lazio, Tranbzonsporem i Apollonem. Nie ta bajka, Panowie.
Duda, jak Michal Gottwald, też strzelił bramkę w drugim meczu w barwach Legii, też w Warszawie i też przeciwko drużynie z Krakowa.
W sumie nawet nieźle się oglądało. Vouz l'avez voulu, Georges Dandin.
Remisując mecz, grając z przewagą jednego zawodnika dokonali niebywałego wyczynu. Wstyd
"Taki skrożowy styl z wiosny 2012"
Ja powiem więcej, mnie to wszystko w ogóle zaczyna przypominać początki Skorży w Legii. Krótko mówiąc, zaczęło się frajerstwo. A to łomot 3:0 z Lechią na Łazienkowskiej a to 12 porażek w sezonie. Potem przyszedł Urban (a nie, przepraszam, Turban, tak?), sytuacja się unormowała i kibic znowu zaczął być pewny wtedy, gdy powinien być pewny. No ale Urban zrobił się "be", bo nie chciał powtórki swojego pierwszego drugiego sezonu i zażądał piłkarzy. No i teraz znowu mamy frajerskie remisy a zaraz pewnie się zaczną frajerskie porażki (Piast?).
Niestety pomyślałem to samo czyli powtórka wiosny Skorży jak nic. Wtedy też nikt nie chciał zdobyć tytułu. Grali pod nas, a my nie wykorzystywaliśmy wyników rywali. Mieć Wisłę na patelni i dać d.. no nie lipa.
To jest z gruntu postawiona fałszywa teza i jako taka nie powinna być żadnym argumentem. Gdyby do Legii miał przyjść trener tej klasy, to razem z nim przyszłoby 3-4 piłkarzy o odpowiedniej jakości. Tak to, niestety, funkcjonuje. Przyszedł Berg, bo wzorem wielu, naprawdę bardzo wielu prezesów z naszej ligi, Leśnodorski uwierzył, że ma piłkarzy na MP i fazę grupową LM a Norweg za bardzo go z tego błędu nie wyprowadzał. Ja się zresztą nie dziwię - Berg, zdaje się, właścicieli Blackburn też zapewniał o świetlanej przyszłości.
PS. Czy wam się też wydaje, że legioniści z kondycją i wytrzymałością są troszkę nie za bardzo? Czyżby kolejny eksperyment (kolejny po "Jemy tylko zdrowe rzeczy") pt. "Nie robimy siły w okresie przygotowawczym." znowu okazał się nonsensem?
To nie nogi przestały biegać tylko głowa. Tak więc Twoja teza może i trafna ale do potwierdzenia w innym meczu, po tym bym takiej nie stawiał.
Przypomnę jeszcze sytuację Rado po podaniu Ojamy. Czyli do przerwy cztery zero. Wprowadzenie Augusto sabotaż. No nie daję sobie spokój bo wk.. jestem niemożebnie.
I to wszystko by jakoś uszło, ale ja nie widzę w naszej drużynie pasji w grze, takiej pazerności w walce, takiego nieodstawiania nogi, takiego narzucania tempa akcjom. Zaczynają zachowywać się jak profesorowie, którymi przecież nie są. Zaczynają się oglądać, kto ma pobiec za szarżującym rywalem. Nie wiem czy w zespole nie zaczyna ten duch skandynawski, taki oziębły, dominować. Żle by to na przyszłość wróżyło.
Teraz Berga czeka prawdziwy test. Czy wyciągnie wnioski, czy poprawi ten stan czy skończy jak...wszyscy wiemy kto.
Legia wprawdzie nie zachwycała, ale wystrzegała się wahań formy i punktowała dość solidnie. Tąpnięcie przyszło w najmniej spodziewanym momencie - w przerwie teoretycznie wygranego meczu z Wisłą Kraków.
Może. Ale taki stan przedtąpnięciowy to ja już odczułem kilka razy tej wiosny. Korona - powiedzmy 'pierwsze koty ...'. Ale już rozegrane 45 minut z Jagiellonią to też nie była norma. Coś jak dzieci we mgle. Podobnie, we Wrocławiu, między obronionym strzałem Radovicia ok. 30 minuty a bramką na 1-0 Legia na boisku zachowywała się mniej więcej tak jak dzisiaj w 2. połowie z Wisłą: biernie, na zasadzie 'mecz sam się dogra do końca', przecież już pokazaliśmy, jak fajnie umiemy zagrać.
Myślę, że obawy / niepewność w związku z zamianą: Urban -> Berg mieliśmy wszyscy. Na razie nie tylko na dalekim choćby horyzoncie nie ma tego deklarowanego progresu, ale jest regres. Legia Urbana, jak już prowadziła dwiema bramkami, to wygrywała. Głupio, że włodarze i wielu kibiców nie potrafiło tego docenić, przyjmując filozofię 'z takim składem, to i teściowa Urbana by dała radę'. Jak się okazało, głupią filozofią.
Z tym Olkiem Jagiełłą to do dzisiaj nie zrozumiałem, o co chodziło. On by dawał gorsze zmiany niż np. Lado, czy grałby słabiej niż Rafael Augusto? Oglądając czasami jesienią Podbeskidzie, nie widziałem z ręką na sercu, jak by się Aleksander miał w Legię wkomponować. Teraz widzę, że jednak mógł. Trenerzy Legii powinni byli to ocenić lepiej, a nie lekką ręką z niego rezygnować. Nie mówię, że z nim byśmy wygrali, ale wpuszczanie niektórych piłkarzy po prostu nie ma sensu. A wpuszczenie go miałoby.
Przygotowanie zimowe, do którego nawiązuje CTP? Trudno powiedzieć. We Wrocławiu, tracąc gola w 60 którejś tam minucie, zareagowali tak, że nie przyszłoby nam do głowy krytykować spraw fizycznych. Dla mnie przyczyny dzisiejszej porażki to głupota, brak reakcji na grę rywala (pycha), brak profesjonalizmu. Za Urbana w takich sytuacjach tych rzeczy starczało jednak.
A ja się jednak będę upierał, że widać pewne niepokojące symptomy braków kondycyjnych. Ze Śląskiem i dzisiaj scenariusz był bardzo podobny. Dobra I połowa, wiele sytuacji i potem w II połowie zjazd w dół, oddawanie pola przeciwnikom, coraz wolniejsze tempo gry i coraz mniej sytuacji bramkowych.
Z tym Ancelottim to była stylistyczna hiperbolizacja
Co do przygotowania fizycznego, owszem, przemknęło mi to przez myśl, taki Rado np. jakby wystrzelał się do przerwy, w drugiej połowie zgasł jak świeca. Albo Dudka, do przerwy jeden ze słabszych w Wiśle, po przerwie zaczął wyglądać zupełnie inaczej na tle naszych, np. właśnie Żyrki.
Ale to chyba jednak nieprawdopodobne, żeby nasi do przerwy ganiali jak małe samochodziki, a potem w jednej chwili padli fizycznie. Moim zdaniem jednak dekoncentracja.
@ corazstarszy
Trudny temat z tym progresem / regresem. W obrębie poszczególnych meczów widzę i progres, i regres. Niektóre ataki rozgrywane na jeden kontakt, palce lizać, szczerze mówiąc uważam, że Legia Urbana niezbyt często atakowała z takim rozmachem. Problem w tym, że te ataki wychodzą nam najlepiej, kiedy przeciwnik zostawia nam miejsce do gry (Górnik, Śląsk, dziś do przerwy Wisła), z zagęszczoną obroną bardzo się męczymy.
Na minus na razie efektywność, pełna zgoda, Legia Urbana nie wypuściłaby tego meczu z rąk.
@ Senator
Wprowadzenie Augusto sabotaż
Nic dodać, nic ująć. Dramatyczna zmiana, co kontakt z piłką to strata. Wszystko działo się dla niego za szybko.
Jeżeli Berg naprawdę widzi w nim 'coś' to nie jest dobrze.
Ktoś gdzieś w internecie napisał, że dzisiejszy mecz bardzo przypomina nasze zwycięstwo nad Lechem w 2010 roku u siebie. Też przegrywaliśmy, też graliśmy w dziesiątkę, a mecz ten Lech jednak przegrał. Co było tego przyczyną? Najprawdopodobniej lechici Legię zlekceważyli i wydawało im się, że następne gole są kwestią czasu. Tutaj wydaje mi się, że było podobnie, a Stliciem tamtego meczu był Ivica Vrdoljak, który walczył z poznaniakami jak lew. Póki co przychylam się więc do zlekceważenia Wisły, bo trudno inaczej racjonalnie ten mecz wytłumaczyć.
Na pewno po tym meczu trener powinien się mocno zastanowić nad wystawianiem w składzie, nawet na kilka minut, Raphaela Augusto. Człowiek jest zupełnie nieprzydatny, a w dodatku zalicza kompromitujące straty. Drugim graczem do odstawki wydawać by się mogło, że jest Tomasz Jodłowiec, któremu daleko do jesiennej formy. Pytanie tylko kto za niego, bo jeśli w taktyce Berga defensywni pomocnicy są odpowiedzialni za asekurację bocznych obrońców to ja nie widzę w tej chwili alternatywy albo inaczej ujmując, rozwiązania które daje gwarancje że będzie lepsze. Ani Łukasik (w formie z meczu z Koroną) ani tym bardziej Helio Pinto nie gwarantują w defensywie lepszej gry, a to w taktyce trenera Berga jest głównym zadaniem defensywnych pomocników.
No nic pozostaje czekać na kolejne mecze. Za tydzień w Gliwicach musimy jednak wygrać, bo już po dzisiejszym meczu atmosfera zrobi się gęsta, a za dwa tygodnie kolejny klasyk i wtedy już nie można pozwolić sobie na taką wpadkę jak dzisiaj. Z czysto psychologicznego punktu widzenia, jakiś kwas z Lechem i ewentualna strata prowadzenia w lidze byłoby fatalnym prognostykiem na przyszłość. Przy ogólnej presji i przeświadczeniu, że nie możemy tego sezonu przegrać, "wiosna Skorży" zaczęłaby głębiej zaglądać w oczy.
Rejtana z siebie nie będę robił, bo to tylko moje podejrzenia. Zobaczymy jak to będzie wyglądało z Piastem. Jeśli po godzinie gry gliwiczanie będą częściej urzędować na naszej połowie, to chyba będę musiał mocno zrewidować swoje poglądy (i tak mocno nieufne) na temat umiejętności obecnego sztabu szkoleniowego.
@a gdyby tu pańska matka, eee...., gdyby był Solskjear
No właśnie, może dlatego Solskjear odmówił. Trenerzy, którzy się cenią często patrzą na to, kim będą grać. Urban, mimo swojej nieskrywanej miłości do Górnika jakoś za bardzo tam się nie pcha.
Wydaje mi się, że po przerwie nasza przewaga była pozorna, a wynikała w dużej mierze z tego co zrobiła Wisła. Łatwo dochodziliśmy do ich pola karnego, bo Wisła oddała środek pola i zaczęła przyjmować nas głęboko. Obrońcy przestali wychodzić do nas tak jak robił to np. Głowacki w pierwszej połowie (z wiadomymi efektami) i zrobiło się znacznie mniej miejsca pod ich bramką. Do tego Guerrier skutecznie zaszachował świetnego w pierwszej połowie Brozia, co nam zepsuło prawe skrzydło. Nie mieliśmy pomysłu na kolejne bramki.
Ale i tak w najgorszym razie powinniśmy dowieźć 2:0. Załatwił nas jeden facet. Oczywiście Jodłowiec też mnie wnerwił (co widać po tekście
To że Wisła się cofnęła to fakt. Napewno miało to jakiś wpływ i myślę, że Twoja teoria się broni, zwłaszcza że dobrze pamiętamy nasze mecze gdy podobne zasieki (tylko trochę wyżej) postawiły Korona i Jagiellonia. Słabiutko to wyglądało i jest to bardzo niepokojące bo nie sądzę aby za tydzień Piast zagrał jakoś otwarcie. Zresztą wszyscy po tych 5 kolejkach mają na nas gotową receptę. Skomasowana obrona i kontry. Wisła na nasze nieszczęście w osobie Stlicia miała gracza, który zrobił różnicę i można powiedzieć, że przy pomocy Donalda załatwili Wiśle w drugiej połowie punkt. Piast może nam nie podskoczy ale zarówno w Lechu jak i w Zawiszy są gracze, którzy mogą nas ukłuć. Jeśli nie wykuruje się Sa i nie zacznie grać tak jak na Cyprze to liga naprawdę "może być ciekawsza".
Co do mojej wcześniejszej myśli o zlekceważeniu Wisły w drugiej połowie, to Miro Radović nie bał się tego powiedzieć wprost:
Rozegraliśmy dzisiaj 45 minut. W drugiej połowie chcieliśmy wygrać na stojąco. Zlekceważyliśmy Wisłę... Rywale nas za to ukarali i to jest prawdziwa odpowiedź. Inaczej się gra gdy jest 0:0, a inaczej gdy 2:0. Mam wrażenie, że czasami nie chcemy zrobić więcej niż powinniśmy. Tak to jest... - stwierdził Miroslav Radović po zremisowanym 2:2 spotkaniu z Wisłą Kraków.
http://legia.net/wiadomosci,55402-miroslav_radovic:_brak_zwyciestwa_to_skandal.html
Mam paradoksalnie nadzieję, że mówił szczerze, bo to by oznaczało, że Legia z drugiej połowy nie była sobą i że nie będzie nam tak łatwo utrudnić życia reszcie ligowców.
Nie widzę też sensu porównań do sezonu Skorży. Ani wtedy nie mieliśmy takiego składu, ani nie mieliśmy takiej przewagi i wreszcie nie mieliśmy tak beznadziejnych rywali. Ja po jednym meczu nie widzę możliwości powtórki, a zdaje się, ze już nawet sami piłkarze porównują te sytuacje.
Co by tu o meczu napisać. Gdzieś przeczytałem, że Berg w kwestii zmian zachowuje się jak robot. Założył sobie już przed meczem, że w okolicy 60 minuty wymieni 2 skrzydłowych, a kilka chwil później napastnika i nie patrząc ani na potrzeby, ani rozwój sytuacji tak zrobił. Coś w tym jest
Duda fajny całkiem, dobrze się zapowiada i pięknie obala te wszystkie teorie jak to piłkarz musi się zaaklimatyzować, nauczyć stylu gry itd. (tak często powtarzanych przy Pinto). Nie, jak ktoś umie grać to gra i nie potrzebuje nie wiadomo ilu treningów z zespołem i nie wiadomo ilu meczów w danej lidze. Chociaż moim zdaniem porównania z Wolskim na wyrost. Na plus na pewno również Broź, ale też tylko w 1 połowie i w ataku, bo w obronie miał już spore problemy.
Przy okazji mecz powinien stonować zachwyty nad organizacją gry w obronie i tezy, ze skład buduje się od tyłu. Tak jak pisałem tak mówi każdy trener, a my się zachwycaliśmy głównie przez pryzmat 0 konta bramkowego po stronie rywali. Przyszedł poważny mecz, powiedzmy, ze poważny przeciwnik i ośmieszał naszą grę obronną raz za razem. Na dodatek robiąc to w 10. Ale już Śląsk oddał więcej strzałów od nas tyle, że wolano się zachwycać jakością naszych sytuacji i ten fakt umknął. To dzisiaj mieliśmy pokaz ile to wszystko jest warte.
Ojamaa się nie nadaje do takiej gry. Doceniam jedno podanie do Rado, ale nic poza tym. Już lepszy był jako jeździec bez głowy (
Podobnie jest z trenerami gawin76. Dobry trener nie musi uczyć się ligi, proszę nie twórzmy takich teorii (mam podawać przykłady?), zawodników też miał czas poznać. On po prostu uczy się zawodu trenera, takie stwierdzenie moim zdaniem najlepiej oddaje rzeczywistość
W problemy kondycyjne nie wierzę i mam nadzieję, że ta teoria szybko zniknie, bo jakże ona jest wygodna. To taka dyżurna wymówka przy słabszych wynikach. Pisałem to rok temu, więc mogę powtórzyć: Polska jest jedynym krajem w piłce w którym się o tym rozmawia. Po co rozmawiać o piłce skoro można o bieganiu?
'Najbardziej boli to,że najlepiej grał ,asystował i strzelał ten który tak bluzgał na nasz klub.'
E, chyba zbyt nieznacząca postać, żeby to akurat bolało, tym bardziej że takie postawy nie są rzadkie. Mnie osobiście raczej niepokoi to, że znowu może Stilić mieć okazję. Jeśli Legia skopiuje swój wyczyn (bez cudzysłowu, bo to był wyczyn - nie wygrać ligi) z 2012, to pewnie sobie Bośniak nie odmówi okazji, aby przypodobać się tamtejszej gawiedzi.
Piast dzisiaj sensacyjnie postraszył. Wrócił Kędziora, z którym ja sympatyzuję. Na pewno zagrają walecznie. I to może się skończyć naszym czwartym kolejnym meczem bez zwycięstwa. Pewnie nasi pokopią, coś tam stworzą, uznają, że pracę swą wykonali i że więcej się z koniem kopać nie będą. Do tego stały zestaw zmian i leżymy.
Sam fakt,że będzie runda mistrzowska już porównanie z sezonem Skorży stawia pod wielkim znakiem zapytania. Ja pisząc o podobieństwach mam na myśli wyniki całej ligi. W tamtym niechlubnym sezonie nikt nie chciał skorzystać z naszym potknięć w tym jest dokładnie to samo. Remisujemy ze Śląskiem Lech remisuje z ostatnim Widzewem. Remisujemy z Wisłą Ruch przegrywa z Piastem u siebie. Jak nie przyznasz mi racji, że pod tym względem podobieństwa są to przestanę Cię lubić
Tym bardziej to upokarzające, że przecież kim jak kim, ale wybitnym taktykiem to Franz nigdy nie był. I raczej już nie będzie. Ale umiał zareagować. Rzucił na plac drugiego skrzydłowego, czym odciął zagrożenie z boków Waszej defensywy. Skorygował własny błąd cofając zanadto wysuniętą obronę Wisły. I wygrał. Ba, rozgromił nawet. Bo choć w meczu remis, to w pojedynku szkoleniowców F.S. odsadził H.B. o jakieś cztery lata świetlne.
Berg? Berg zachował się jak zahukany, nieśmiały nastolatek, do którego sypialni wchodzi mega atrakcyjna, skąpo odziana szprycha, a on nic. Siedzi i patrzy tępo przed siebie, aż wreszcie zniecierpliwiona i zniesmaczona dziewoja odwraca się na pięcie i wychodzi. Miał dwa zero do przerwy i osłabionego przeciwnika. Jego piłkarze zlekceważyli rywala po przerwie? Pewnie tak, ale jego psim obowiązkiem było zareagować. I na to lekceważenie, i na posunięcia Smudy. A on siedział i patrzył tępo przed siebie.
Jasne, to straszne paskudztwo oceniać trenera po ledwie kilku meczach. Nawet jeśli ostatni z nich zakończył się kompromitacją. W końcu całkiem możliwe, że pod wodzą Norwega czeka Was jeszcze świetlana przyszłość. Póki co jednak szanse na to wydają się jakieś takie, no, zahukane i nieśmiałe.
Tak, w tym względzie oczywiście przyznaję Ci rację, chociaż Lech już jest 7 punktów za nami, a to 3-4 punkty po reformie. Ale mogliby być jeszcze bliżej gdyby nie to o czym piszesz, czyli remis z Widzewem, który nie powinien się zdarzyć (podobnie jak nasz remis z Wisłą)
Jakoś wcale nie jest mi smutno z tego powodu. Mniej bucowatości i więcej pokory przydałoby się panu prezesowi.
"jego psim obowiązkiem było zareagować. I na to lekceważenie, i na posunięcia Smudy"
Pewnie tak. Pytanie tylko, czy miał kim zareagować? Obawiam się, że oprócz podstawowej 11-tki, to tam nikt więcej nie nadaje się do grania. Miała być mrówcza praca na treningach nad poprawieniem jakości a wyszło z tego jedno wielkie "g". Kucharczyk jak kopał się w czoło, tak robi to nadal. Augusto jak uprawiał na murawie własną dyscyplinę sportu, tak robi to nadal. Łukasik, to jeszcze w ogóle żyje?
"Mieszkałem i pracowałem w Norwegii przez wiele lat, naturalnie interesowałem się piłką w tym kraju, więc jestem kompetentną osobą aby wypowiedzieć się o pracy Berga w dwóch norweskich klubach. Trener nie osiągnął zupełnie nic w swojej karierze trenerskiej od 2005 roku. Jego drużyny cechowała przeciętność, brak stylu i nijakość. Żadna z dotychczas prowadzonych przez niego drużyn nie notowała postępów.
2005 rok - 3 miejsce z Lyn (na 14 drużyn w norweskiej ekstraklasie)
Berg ma fajną bajkę, że to nie przez niego Lyn z fajnego klubu stało się takim przeciętniakiem, ja bym mu raczej nie wierzył.
2006 - 7
2007 - 9
2009 - 11 z Lillestroem
2010 - 10
2011 - 12
2012 rok - doszczętna kompromitacja w Blackburn Rovers. Niespełna 2 miesiące na ławce trenerskiej, 10 meczów, 1 wygrana, 3 remisy, 6 porażek. Zwolnienie.
Teraz z Legii robi przeciętną drużynę, pozbawioną stylu, bezradną na boisku przy murującym własną bramkę przeciwniku. Taktycznie jest bardzo przeciętny, nie potrafi odpowiednio reagować na wydarzenia boiskowe. Zupełnie jak w Norwegii, gdzie przez jego nijakość jego drużyny remisowały na potęgę mecze, które mogły wygrać. Skądś już to znamy?
Miało być lepiej, a jest tylko gorzej. Miał ulepszyć Legię po Urbanie, a jak na razie wszystko pogorszył i co najbardziej przykre, nie ma żadnych nadziei na to, że wkrótce się to poprawi. Możesz się jeszcze łudzić przez 2-3 kolejki, że będzie lepiej, ale gwarantuje ci, że za pare tygodni sam przyznasz mi rację i będziesz żądał dymisji Berga. Przypomnisz sobie moje słowa w maju, kiedy cała Polska będzie skakać z radości po przegranym mistrzostwie, kiedy po całym kraju będzie niosła się piosenka o berle. Zobaczymy wtedy, czy będziesz taki zadowolony z tego, ze LEgia ma trenera, a nie nauczyciela WF z gimnazjum.
I nie musi do nas przechodzić Mourinho. Wystarczyłby trener, który notował przyzwoite wyniki w jakiejś europejskiej drużynie, pokazał się w europejskich pucharach, nic więcej. Berg nie spełnia żadnych z tych warunków. Jego kariera trenerska to pasmo niepowodzeń, a Legia będzie jego kolejną ofiarą po Blackburn, Lillestroem i Lyn.
W samej Norwegii jest multum lepszych trenerów od niego, którzy z pewnością przyjęliby ofertę Legii, gdyby takowa się pojawiła. Berg nie był pierwszym wyborem, ale kandydatury lepszych trenerów odpadły, a wiele też pomógł lobbing agenta Berga, Anglika Jamesa Lippetta który zaczarował działaczy Legii i namówił na zatrudnienie Berga.
Lepszym trenerem od Berga który z pewnością przyjąłby ofertę z Legii jest Kjetil Rekdal, utytułowany trener, który ze słabiutkim Aalesunds dwa razy zdobył puchar Norwegii. Fantastycznym trenerem jest Ronny Deila pracujący przez całą karierę w Stroemsgodset. Z tym maleńkim klubikiem zdobył właśnie mistrzostwo Norwegii, rok temu był 2, wczesniej wygrał Puchar Norwegii. W zawodzie pracuje od 2008 roku iw każdym notuje postęp. Na pewno nie oparłby się propozycji z Legii, gdyby ją dostał.
Kto chce, może się jeszcze łudzić i oszukiwać, że będzie lepiej, że w końcu drużyna zacznie grać stylem Berga. Wypadałoby tylko zapytać, jaki on ma styl? Przez 7 lat kariery żadna z jego drużyn nie miała stylu, to niby z jakiej racji miałby go wprowadzić w Legii? Nie będzie żadnego stylu, ludzie.
Berg to przeciętniak, pozbawiony charyzmy mruk, bojący się własnego cienia, udający inteligenta, wypowiadający się w angielskim stylu, bo w końcu sam jest takim "Anglikiem" co na każdym kroku podkreśla. Jak mówie, dajcie jeszcze miesiąc, czy ile tam zostało do końca rundy, wspomnicie wtedy moje słowa."
To był jeden z tych meczy, który spieprzyliśmy przez pychę. Raz na jakiś czas się zdarza. Tylko i wyłącznie głowy naszych piłkarzy przestały działać. Można to porównać do niebieskiego ekranu w komputerze. Błąd systemu. Pierwszy raz w tej rundzie zeszły się wszystkie czynniki powodujące taką postawę w drugiej połowie. Postawcie się w sytuacji piłkarzy: prowadzimy dwoma bramkami, gramy z przewagą zawodnika, kontrolujemy przebieg meczu. To co sobie można pomyśleć w przerwie? Luzik. Tu już nawet działa podświadomość. Każdy z nas w takiej sytuacji zmniejsza intensywność zachowań, bo w sposób naturalny nie widzi potrzeby angażowania dużej energii, gdyż cel, do którego zmierzamy jest praktycznie osiągnięty. Nie spodziewałem się huraganowych ataków w drugiej połowie. Właśnie spodziewałem się wolniejszej gry nastawionej na utrzymanie posiadania piłki. Tyle, że mądrzejszej i bardziej odpowiedzialnej. Zabezpieczyć tyły, nie dopuścić do piłki, odciąć od piłki największe zagrożenie. Nawiasem mówiąc wiadome było, że po zejściu Garguły wszystkie piłki będą przechodziły przez Stilica. Większość naszych graczy o tym wiedziało. Niestety piłkarze odpuścili w każdym aspekcie. Nie potrafili zwolnić gry bez wyłączania jednostki centralnej. Zbyszek ma rację: zawodnicy grający dłużej (...) nie wykazali czujności, dojrzałości i stabilności.
Piłkarze wiedzą, że zawalili i drugi raz takiego błędu nie popełnią.
Nie ma co krakać o Skorżowej wiośnie. Nie powtórzy się. Każdy z tych piłkarzy z tamtej rundy właśnie sobie o tym przypomniał i zrobi dużo, żeby nie czuć się podobnie. Poza tym widać po drużynie energię do wygrywania. Widać kilka ciekawych taktycznych rozegrań stwarzających 100% sytuacje.
Przede wszystkim zawodzi skuteczność. To w tej chwili jest największa bolączka drużyny. Za Urbana nie mieliśmy nigdy tak dużo tak klarownych sytuacji. Sami przecież widzicie, co by było gdyby. Ze Śląskiem i z Wisłą do przerwy winno być 4:0, a w drugiej połowie plaża. Tu naprawdę niewiele brakowało do takich wyników. Wyłącznie kwestia zimnej głowy u konkretnego piłkarza i ciut więcej techniki.
To jak sobie teraz łatwo stwarzamy sytuacje bramkowe jest niewiarygodne. Te gole to nie są błędy obrońców czy szamotanina w polu karnym i wepchnięcie piłki uchem. To jest efekt dobrze wykonanej akcji przez piłkarzy. Od początku do końca. Nie jednorazowy, ale systemowo powtarzalny. To jest świetny prognostyk na następne kolejki.
Nie brnijmy w banalne wnioski. Jestem pierwszy do szukania dziury w całym, ale nie tym razem. Dlaczego Dwaliszwili ma teraz obrywać za wynik? Do 80 minuty powinno być pozamiatane. Dlaczego Berg ma być winny, skoro nie on trafiał w bramkarza lub źle przyjmował na 11 metrze? To, co miał zrobić, to zrobił dobrze. Pierwsza połowa jest tego świetnym dowodem. I w czasie jej trwania ktoś w ogóle pomyślał o przygotowaniu fizycznym? Zapewne nikt by o tym nie wspomniał gdybyśmy wygrali, a wszyscy by mówili o mądrzej grze i kontrolowaniu wyniku.
A już wchodzenie na wysokie tony sugerujące beznadziejny warsztat pracy Berga oraz rychłą klęskę drużyny jest zaściankowym ciemnogrodem niczym ze średniowiecza. Jak tak można mówić widząc dwa ostatnie mecze? Jak tak można zakłamywać samych siebie? Jak ktoś chce widzieć diabła w pięknej dziewczynie, to przy sporym wysiłku intelektualnym go zobaczy. ale to nie znaczy, że ma rację. Przychodzi na myśl Sanctum officium. Właśnie takie diabły wypalali ogniem, a czas pokazał, że nie mieli racji. Sam sposób myślenia był oparty na domniemaniach, lecz pozbawiony kontaktu z rzeczywistością. Nie idźcie tą drogą drodzy Panowie. Historia was podobnie osądzi.
To taka nasza narodowa cecha. Popadanie w skrajnie negatywny nastrój jak tylko jest ku temu możliwość. Nie ma się co przejmować. Duda został skreślony i przypisano mu brak talentu już po 60 min gry.
Podobnie jak we Wrocławiu tak i teraz bardzo mi się podobała Legia w pierwszej połowie. Nie wiem czy to zasługa Berga czy nie, ale atakujemy z rozmachem, ładnie dla oka - i skutecznie w tym sensie, że dochodzimy do sytuacji. Co się dzieje w przerwie z zespołem? Tu ma sporo Berg do rozpracowania i poprawienia. Dobrze, że to mleko wylało się teraz, jest czas na próbę poprawy tego aspektu. Nie widzę sytuacji zbieżnej z sezonem za Macieja Skorży. Wtedy waliliśmy głową w mur, zamykaliśmy rywali w polu karnym, ale sytuacji było jak na lekarstwo. Często dostawaliśmy jedną bramkę i nie byliśmy w stanie odpowiedzieć zupełnie. Teraz trochę inaczej to wszystko wygląda.
Kiedy Stilic znajdował się jeszcze ok. 3 m od boku naszego pola karnego, zabierając się do okiwania Jodłowca, ktoś z naszej ławki trenerskiej (rezerwowych?)głośno krzyknął w stronę Jodły "Bez faulu!..."
Tenże zareagował na to bardzo lajtową próbą zablokowania Stilica, umożliwiając mu dośrodkowanie zakończoną bramką Guerriera.
A wystarczyło ostrzej wywalić wiślaka za linię końcową, kosztem wcale niezbyt groźnego miejsca do rzutu wolnego. A może i tego by nie było.
I zaczęły się nerwy...
Brakuje tych jego wejść do wysokości pola karnego i dobrych wrzutek.
"To był jeden z tych meczy, który spieprzyliśmy przez pychę"
"Nie brnijmy w banalne wnioski"
"To jak sobie teraz łatwo stwarzamy sytuacje bramkowe jest niewiarygodne"
Ale mówisz o pierwszej czy o drugiej połowie meczu?
Znowu pełna zgoda.Ale pozwól,że trochę uzupełnię,bo mamy bardzo zbliżone poglądy.Także nie zgadzam się z szukaniem pretekstów tylko po to, aby wygłosić jakąś tezę.W meczach ze Śląskiem i Wisłą można było mieć pretensje do wadliwej taktyki i wystawienia konkretnych zawodników,którzy nie spełnili oczekiwań.Lecz ja nie upatruję
tego w rzekomo nieprzygotowanym do zawodu trenerze,lecz w nieznajomości naszych drużyn i ich nastawienia do Legii.
Wręcz odwrotnie,widzę pewien postęp w unowocześnieniu naszych poczynań na boisku.Mamy bowiem zespół,który od lat odstaje od pod wieloma względami od średniaków europejskich.Nie będę katalogu rozwijał,tylko zasygnalizuję skrótowo i hasłowo.Wspomniałeś o słabej skuteczności-ona szwankuje od lat i jest problemem zespołu.Ale zauważ,że w tzw.trudnych sytuacjach potrafią bramki zdobywać,a zawodzą w sytuacjach 200%-wych.Przyczyna;brak koncentracji i wytrenowanej powtarzalności.Nie mają nawyku trafiania w światło bramki piłką półgórną lub górną.Szukają kwadratowych jaj, jakby bramkarz był omnipotentny,podczas,gdy poza Kuciakiem i Miśkiewiczem to żadni fachowcy i jak widzą napastnika i piłkę to się kładą i stają się żukami leżącymi na brzuchu.Tylko,że na tym poziomie to oni to powinni umieć.Mieli na to kilka co najmniej lat.W trzy miesiące tego się nie poprawi.
Druga przyczyna to niska kultura gry.Jej takim widocznym przejawem są problemy z utrzymaniem porządku w grze,gubieniem strefy,łamaniem linii,asekuracją wolnych pól.
Trzecia przyczyna to problemy mentalne.Nie radzenie sobie z presją,brak umiejętności natychmiastowego odreagowania po złym zagraniu,brak zaufania do niektórych członków zespołu.Na pewno bardzo negatywny wpływ ma to co się dzieje na trybunach i wokół klubu.
Czwarta przyczyna to niewystarczająca dyscyplina w grze.Nie chodzi tylko o przewinienia,ale też o spóżnione wyjścia na pozycje,zbyt wolne przechodzenie z ataku do obrony,pozostawianie newralgicznych miejsc na boisku bez asekuracji.
Tego z wtorku na środę nie nadrobimy.Potrzeba cierpliwości, a nie osądzania trenera ,który jeszcze meczu nie przegrał, a nauczył zespół bezpiecznej gry na własnej połowie i stwarzania sytuacji poprzez ruchliwość pozycyjną w strefie obrony rywali i grę z pierwszej piłki.
Pamiętać przy tym koniecznie trzeba,że sami na boisku nie jesteśmy i tam jest przeciwnik,który też punkty chce zdobywać.
To się po raz kolejny w życiu objawi triumf zaściankowego ciemnogrodu niczym ze średniowiecza nad światłą nowoczesnością.
Jasne, oszukujmy się, że teraz to jest więcej wypracowanych sytuacji. Ja tam widziałem mecz Pogoń - Legia w lipcu / sierpniu 2013 0-3 i tych sytuacji, niewątpliwie wypracowanych, bo to nie Pogoń nam je stworzyła, widziałem co najmniej tyle samo, ile z Wisłą wczoraj, tyle że dużo lepszych niż to, co mieli wczoraj Ojamaa, Żyro, a nawet Radović w 1. połowie. A po tamtym meczu kręciliśmy nosami.
Warsztat i nieznajomość realiów ligowych przez trenera Berga? Nie wiem, jak to się ma mieć do np. tego, ile zdołał dokonać Kocjan w Chorzowie i w jakim tempie. Pan Leśnodorski, oglądając prezentację MS Power Pointa przygotowaną przez pana Berga, nie wpadł na to, żeby gościowi zadawać pytania typu: a co Pan zrobi, gdy przeciwnik podejdzie do meczu z Legią na zasadzie: 'nieważna cała reszta sezonu, byle dziś zabrać im punkty' i zagra pressingiem na całym boisku i wytrzyma to przez cały mecz?
Ja tu czytam o tym, jak to Legia ponoć wspaniale zagrała we Wrocławiu. I że to są te nowe chwalebne wyniki pracy Berga. Graliśmy z 13 drużyną w tabeli, której obrona spisywała się tak jak u nas mniej więcej Wlado Dwaliszwili w napadzie. I zdołaliśmy zremisować, goniąc wynik.
Rozumiem powstrzymanie się teraz jeszcze od zbyt daleko idących wniosków negatywnych o Bergu. Natomiast chwalenie go to mydlenie oczu, albo oszukiwanie samego siebie. To bardzo ludzkie - wmawiać sobie, że jeszcze nie jest tak źle, że będzie lepiej, że przecież już widać tego zapowiedź. Taki np. Mariusz Walter, jak sam wyznał w jednym z wywiadów, oszukiwał się nawet gdy w Gdańsku było już 1-0. Ja sobie uświadomiłem, że Skorża przegra sezon w trakcie meczu z Jagiellonią. Wtedy jasno zobaczyłem, że oni tego nie wygrają. Teraz nie potrzebuję aż tyle czasu.
Właśnie widzę to samo. Na prawdę fajnie sobie organizują grę w dwóch ostatnich meczach. I to w sytuacji, gdy trzeba sobie ustawić mecz. Wymowne, że dominujemy z przeciwnikami, którzy poziomem sportowym kwalifikują się do rywalizacji o zwycięstwo w lidze. Wygląda to o niebo lepiej niż w pierwszych meczach. Nie da się tego nie widzieć.
@Oliver
Również to zauważyłem. Brzyski jakiś mało aktywny i mało skoncentrowany, zaś Ojamaa szamota się straszliwie. W pierwszym przypadku podejrzewam zjazd formy z dwóch powodów: akurat jemu lekkie treningi nie służą oraz pewne poczucie komfortu w walce o pozycję. Tak jak u Jodły. Wawrzyniak nic by tu nie zmienił. Ostatnio był jeszcze słabszy od Brzyskiego i było wiadome, że przegrał rywalizację. Na razie nie ma alternatywy i trzeba liczyć, że Brzyski się ogarnie do poziomu jesiennego. Drużynie jest bardzo potrzebny. Wiadomo, że słabo broni, ale to żadne zaskoczenie. Liczyliśmy się z tym, ze nie wszystko zatrzyma. Inni muszą mu pomóc. Latem musi przyjść lepszy LO i wtedy będzie można myśleć o Brzyskim w ofensywie. Na razie musimy skupić się na lepszym maskowaniu mankamentów.
Co zaś się tyczy Ojamy to od początku twierdzę, że jego optymalną pozycją jest ta, na której gra Radovic lub Duda. Wszędzie indziej będzie kaleczył grę. Nawet teraz kiepsko mu idzie łamanie akcji do środka i zostawianie korytarza dla Brzyskiego. Jeden drugiemu psuje robotę. Kosecki rozwiąże ten problem.
@CTP
Proszę cię. Przecież wyjaśniłem, co miałem na myśli. I to nie był jedyny wniosek. Dobrze, będę unikał używania definicji, żeby nie było chwytania za słówka
A w takie manipulacje to ja się nie bawię
Nikt tu Berga jakoś bardzo nie chwali, bądźmy jednak sprawiedliwi. Dlaczego jak coś wychodzi(akcje ofensywne i ładna gra) to nie jest to zasługa trenera, a jak coś nie wychodzi (słaba połowa z Jagą, początek 2 we Wrocławiu, 2 z Wisłą) to jest już jego wina?
Legia ze Berga nie przegrała, traci mniej bramek, i gra dość efektownie w ataku. Niestety też nie wygrywa, momentami gra frajersko na stojąco, niepotrzebnie oddaje pole rywalowi. Zmiany są na ogół nieudane, chociaż Kucharz we Wrocławiu dał dobrą zmianę. Miał dwie setki, tylko jemu albo wpada wszystko, albo nic. Ta druga sytuacja zdarza się częściej niestety.
Są plusy i minusy, ale daleki byłbym od pisania, że już przegraliśmy mistrza. Serio tak to widzisz?
Natomiast Smuda "gra w głąba".Opowiada jaki to on ma słaby skład,jaka bieda w tej Wiśle i gdzie mu tam nawet myśleć o Mistrzostwie.Ci co nasz zespół tak negatywnie oceniają dali się na tę gadkę nabrać.Wisła ma 4 budżet w Lidze i zawodników według wszystkich ocen/Kanał,PS,PN/ znajdujących się na swoich pozycjach w czołówce Ligi.Jego słabością równą Lechowi,jest brak wartościowych zmienników.
Smuda stawia na grę zespołową, zaś Rumak na zespół z uwypukleniem roli indywidualności.
Smuda nie jest po remisie z nami zagrożony,natomiast Rumak krytykując ostro władze klubu wykopał sobie grób.Już wiadomo,że zastąpi go Fornalik.Czekają tylko na kolejny pretekst.Dla nas to chyba trochę gorzej.Ale i tak wszystko w naszych nogach.Tylko szans im przedwcześnie im nie odbierajmy.
Dlaczego jak coś wychodzi(akcje ofensywne i ładna gra) to nie jest to zasługa trenera, a jak coś nie wychodzi (słaba połowa z Jagą, początek 2 we Wrocławiu, 2 z Wisłą) to jest już jego wina?
Słuszna uwaga. Jak mowa o zasługach, nie powinno być tak, że one przypadają tylko piłkarzom, a jak o zrzutach - tylko trenerowi. I jedno i drugie - powinno być obopólne.
Nie przegrywa to za mało. W 2012 też głównie remisami oddaliśmy 1. miejsce.
Widzę tutaj dużą dezorganizację w grze Legii. Lepsze momenty są krótkotrwałe - np. wczoraj 45 minut, we Wrocławiu, gdyby zliczyć - może ciut więcej. Ale poza nimi pojawiają się kosztowne przestoje, nieporadność. To tak dużo wymagać od pana Berga, żeby sprawił, że Legia, jeśli obejmie prowadzenie, to żeby umiała go dopilnować i nie trwoniła za frajer przewagi? A nie pilnuje. Czy żeby, gdy wsiądzie na rywala, nie zadowalała się samym kreowaniem sytuacji?
Ową dezorganizację widzę w tym, że piłkarzy mamy, jak na naszą ligę, dosyć dobrych i takich, którzy przy dobrej woli, umiejętnościami i zaangażowaniem są sami w stanie coś stworzyć. Tutaj pan Berg, tak jak powinien, nie przeszkadza.
Ale resztę meczu też należy rozegrać na odpowiednim poziomie. Zamiast takich rzeczy jak pilnowanie wyniku, zmiana personalna adekwatna do sytuacji, zmiana sposobu gry, mamy bierność, bezhołowie i brak reakcji trenera. Nałożone na przestoje piłkarzy, zabiera nam to punkty i jest kosztowne.
- " jest nowy dzień i lepsza perspektywa do oceny i już inaczej to wygląda"
Święte słowa "Chewie"
- "Przede wszystkim zawodzi skuteczność. To w tej chwili jest największa bolączka drużyny."
Pełna zgoda, dodam jeszcze, że Legia w pierwszej połowie to momentami najlepsza Legia jaką pamiętam. Ilość bardzo szybko przeprowadzanych akcji, gra z pierwszej piłki i to w pełnym biegu.. rewelacja. Taką Legią chcę oglądać. tylko te strzały... Radović, Ojamaa, Żyro, Dvaliszvili to cztery "setki". Niewykorzystanie takich sytuacji to jakaś makabreska. A zważywszy na fakt, że to powtórka z
rozrywkiWrocławia to zaczynam się na poważnie niepokoić. Z drugiej strony wcześniej podobnie układające się pojedynki przegrywaliśmy (choćby Apollon, Wisła) a teraz przynajmniej remisujemy. To nieco poprawia mi humor, bo przecież nie da się tak pudłować w nieskończoność.Nie zmienia to faktu, że po drugiej połowie, a w zasadzie w jej trakcie, szlag człowieka trafiał. Zawodnicy pewni zwycięstwa, nastawili się na spokojne utrzymanie piłki. Niestety, grali za spokojnie i w zasadzie bez utrzymania futbolówki. W efekcie zamiast zabiegać Wisłę, kroczyliśmy dumnie po murawie patrząc co też ci przegrani wyczyniają.
Zgadzam się też, że nie pomógł trener. Aczkolwiek do tego już się przyzwyczaiłem. Zazwyczaj nie pomagali. Mieliśmy pretensje do wczesnego Janka za brak zmian przed 75 minutą, potem o celowość takowych u Skorży i w końcu znów z brakiem zrozumienia działań późnego Urbana. Niestety, nie wiedzieć czemu Henning Berg kultywuje ten trend.
Niemniej jednak z tą krytyką Berga to bym się wstrzymał. Warto by zadać pytanie, która Legia była jego, ta z pierwszej połowy, czy ta z drugiej. Jeśli odpowiedź brzmi obie to w sumie całkiem nie najgorzej. Zaś wskazywanie na którąkolwiek byłoby zupełnie nie na miejscu. Gra zespół, taktyka i ludzie. A wynik jest wypadkową wszystkich tych czynników. Gloryfikowanie trenera lub grzebanie tegoż po jednym spotkaniu (nawet takim) jest co najmniej nie na miejscu. Pamiętajmy proszę o jednym fakcie, że ten sam gość, który przegrał drugą połowę, wcześniej wygrał pierwszą.
Dlatego drogi a-c10 wybacz mi, ale pełna prawda jest taka, że tenże sam, odsadzony o lata świetlne H.B. odskoczył na te same lata w pierwszej odsłonie meczu. Napiszesz, że nie przewidział pewnych rzeczy, nie zareagował odpowiednio? Pewnie będziesz miał rację, ale powiedz mi Ty sam, przeczuwałbyś aż taki regres własnych graczy? Przewidziałbyś fakt, że przypomną sobie o grze w piłkę dopiero przy stanie 2:2? Ja bym tego nie przewidział. Ba, jestem pewien, że Oni sami wyśmialiby każdego kto by im to w przerwie powiedział. A potem wyszli na boisko... i stali... i patrzyli... i działo się.
Oczywiście, że remisy nie wystarczą. Lepiej wygrać jeden mecz, przegrać następny niż 2 zremisować. Remisy punktowo się zupełnie nie kalkulują.
Problem jest świeży, we Wrocławiu może nie był aż tak widoczny, ale mecz z Wisłą powinien otworzyć Bergowi oczy.
Teraz tak naprawdę zobaczymy jaki z niego fachowiec.
@Zbyszek
Ciekawe, czy z tym Waldkiem to prawda. Nawet jeśli to Rumak chyba jednak dotrwa do końca sezonu.
@Monrooe
Z tymi zmianami to jest może tak, że nie mamy jednak tak silnej ławki jak się wszystkim wydaje i zmiennicy są zauważalnie gorsi od tych grających od początku.
Jeśli założymy, że trener nie zna nastawienia przeciwnika w meczu z Legią to jednak większość piłkarzy, którzy wczoraj grali zdają sobie doskonale z tego sprawę. Jeśli ktoś zawalił to przede wszystkim oni. Jeśli widzę jak Stilic sobie swobodnie hasa między liniami to mogę podejrzewać, że postanowiono grać strefą, ale jednak Vrdoljak czy Jodłowiec muszą mieć na niego baczniejszą uwagę niż np. na Stjepanovica.
Mnie też drażni ta wieloletnia indolencja w 100% sytuacjach. I także widzę tu możliwość poprawy poprzez trening. Z tego, co czytam (bo jeszcze nie miałem okazji widzieć) to K. Sokołowski mocno pracuje z zawodnikami nad skutecznością. Wcześniej bardziej się bawili niż trenowali. Nie twierdzę, że od ręki problem zniknie, ale podjęto odpowiednie kroki, żeby było lepiej w tym elemencie. Chociaż nadal trudno mi zrozumieć brak umiejętności przewidywania, tego, co bramkarz zrobi. Tak ja to piszesz; u nas większość bramkarzy kładzie się przed strzałem. Wczoraj Radovic powinien delikatnie piłkę podciąć, ale walnął wprost w leżącą kłodę. Na pierwszych treningach z dziećmi uczy się jak należy się zachować w takiej sytuacji i nie jest to strzał po ziemi. Współczuję K. Sokołowskiemu, że będzie musiał takie rzeczy tłumaczyć i ćwiczyć. Na pierwszej lekcji obowiązkowe stawiennictwo Radovica, Dwaliszwilego, Dudy, Ojaamy i Kucharczyka
Ważne, że pracują nad tym. Może zdążą poprawić do pucharów europejskich?
Co do reszty diagnozy naszej drużyny wypada tylko przytaknąć i jednocześnie dostrzec małe oznaki poprawy. Jakoś to powolutku i idzie, ale do przodu. Byle się nie zatrzymało. Plewienie złych nawyków i sadzenie nowych to bardzo żmudna robota i trzymam kciuki, żeby się powiodła.
@corazstarszy
Dobrze, że wymieniasz jeden mecz. Mogłem nie pamiętać pośród kilkudziesięciu. Szkoda, że nie było powtarzalności takiej jak teraz. 5 meczy i w 3 z nich mamy „patelnie”. Takie oszukiwanie bardzo mi odpowiada.
Lasica dobrze mówi. Jak coś jest dobre to trzeba pochwalić. Laurek Bergowi nikt nie stawia. Są mankamenty ładnie wyłuszczone przez Zbyszka, ale mimo tego jest kilka pozytywów, dzięki którym możemy oczekiwać dobrych wyników. Z wyniku nikt się nie cieszy, ze zmarnowanych szansy także. Nikt tego nie deprecjonuje. Tylko przyłóżmy właściwą wagę do problemów. Dzisiaj śmiało zakładam, że jeśli tylko ciut poprawią skuteczność przy zachowaniu dotychczasowej organizacji gry ofensywnej to nie będzie problemów z wygrywaniem. Ładnie wychodzimy z piłką, ładnie ją rozrzucamy, bez mała jak Barcelona tworzymy 100 procentówki i tylko brakuje jednego elementu: wykończenia. Wiem, że nie zawsze wychodzi, wiem, że jest dużo przestojów, ale tych kilka sytuacji wypracowujemy. A gdyby jeszcze poprawić Zbyszkowe zastrzeżenia to będziemy mogli realnie myśleć o czymś więcej niż tylko o wygraniu ligi.
- "Z tymi zmianami to jest może tak, że nie mamy jednak tak silnej ławki jak się wszystkim wydaje i zmiennicy są zauważalnie gorsi od tych grających od początku."
No, my tu, komentatorzy mamy tę "przewagę", że nie widzimy codziennych treningów. Stąd też mamy swoje, najczęściej zupełnie odmienne pomysły na zmiany. Wszedł Kucharczyk, Augusto, Dvaliszvili i byli słabi... więc wiemy (bo to proste przecież), że trzeba było wprowadzić zupełnie innych. Pinto, Łukasik, czy kto tam jeszcze... na pewno byliby lepsi niż wyżej wymieniona dwójka. No, chyba, że by jednak nie byli. Ale tego już się nie dowiemy, dlatego też wychodzi na to, że jesteśmy lepsi od "matołowatego" Norwega. Ot stały przywilej komentujących po meczu, który chciałem nieco przybliżyć.
Takie oszukiwanie bardzo mi odpowiada.
Tyle jest apeli w 'na aucie', żeby tak tutaj ze sobą nie rozmawiać. Skoro ich nie słuchasz, to przepraszam, że się do Ciebie odezwałem. Więcej Cię nie narażę na moje oszustwa. Przepraszam.
Dokładnie tak. Oczami wyobraźni widzę już krytykę jakby trener wpuścił Łukasika, że myśli o obronie z Wisłą grająca w 10. Łatkę Skorży miałby już pewnie przyklejoną na stałe.
Kucharz dał niezłą zmianę we Wrocławiu, była nadzieja, że tu coś zmieni.
W przerwie powiedziałem do kolegi - "Niech wpuści Gruzina, Wisła jest osłabiona, będą okazje, może się chłop przełamie". Jak wyszło widzieliśmy, straciłem już wiarę w to, że Gruzin się odbuduje.
Augusto mnie nie przekonuje od początku i tej zmiany akurat nie rozumiem.
W jak słabej formie musi być Pinto skoro nie dostaje szans? Może się leni na treningach? Dziwne, że praktycznie w ogóle nie gra. Z drugiej strony Pinto jest wolny i byłby wg mnie hamulcowym szybkich akcji z pierwszej połowy, więc jego brak w pierwszej jedenastce nie dziwi.
Kto został na ławce? Jałocha, Bereszyński. Kto z nas by wpuścił któregoś z nich w tym meczu?
Wcale ta ławka nie taka mocna.
Mniej bucowatości i więcej pokory przydałoby się panu prezesowi.
Taaak. Ja w ogóle mam wrażenie, że w ostatnim czasie Wasz prezes obrywa od życia ostre manto. Tak z czystej ciekawości zastanawiam się jak go to zmieni.
Co do bergowych możliwości reakcji: mnie się np. zdaje, że oczywistym posunięciem powinno być wprowadzenie tuż po przerwie napastnika. Nawet w postaci pokracznego Dwaliszwilego. Po czerwieni dla Głowy, na środku obrony Wisły, obok (sw.dr. będącego wczoraj w nie najwyższej dyspozycji) Bunozy wylądował Nalepa. Tak, wiem. Berg pracuje w Polsce krótko i na pewno jeszcze nie zdążył poznać wszystkich piłkarzy Ekstraklasy (tym bardziej zonk, że nie ma obok siebie nikogo z taką wiedzą). Jednak na chłopski rozum nawet powinien był przypuszczać, że jest to stoper sporo gorszy od Głowackiego. Tak sobie myślę, że gdyby Lado dostał trzy kwadranse, to miałby pewnie więcej, niż jedną setkę. I przypuszczalnie jednak coś tam by wpakował. A wtedy, zamiast pisać o kompromitacji, zrobilibyście wielkie "ufff!!!" i doliczylibyście sobie kolejne trzy punkty.
Dalej, co już ktoś wyżej trafnie zauważył, po zmianie stron Stilić hasał sobie jak gazela po sawannie. Oczywistym wydaje mi się, że już po kilku minutach Berg powinien to zauważyć i nakazać któremuś z Waszych chłopaków (Vrdoljak? Jodłowiec?) ścisłe pilnowanie Bośniaka. Nawet na zasadzie "ty nie grasz, ale i on nie gra". To się dało zrobić nawet bez korekt personalnych.
@ Monrooe:
tenże sam, odsadzony o lata świetlne H.B. odskoczył na te same lata w pierwszej odsłonie meczu
Prawda. Niemniej jednak, przypominając bąmot jednego naszego ekspremiera, mężczyznę poznajemy po tym, jak kończy. A Berg skończył ten mecz fatalnie. A poza tym, w pierwszej połowie podopieczni Smudy wystawili go do wiatru kto wie, czy nie bardziej, niż po przerwie Legioniści Norwega. Jasne. Akcja z drugiej minuty była śliczna, ręce same się do oklasków składały. Kto tam jednak był przy Żyrze? Bunoza? No właśnie. I jego psim (nomen omen
A jednak Smuda, jak pisałem, umiał zareagować na błędy. Tak swoje, jak i swych piłkarzy. Berg po przerwie wyłączył się dokładnie tak samo, jak jego podopieczni. Czy bym się spodziewał? Cóż, mnie jest - jak sam wiesz
Żeby nie było: ani myślę wystawiać Bergowi jakichś cenzurek. Wiadomo: nic mi do tego. A przede wszystkim, ocenianie szkoleniowca po tak krótkim okresie uważam, jak wielokrotnie podkreślałem, za kompletnie żałosne. Ot, po prostu ten konkretny mecz w mojej ocenie kompletnie Norwegowi nie wyszedł.
- "Ot, po prostu ten konkretny mecz w mojej ocenie kompletnie Norwegowi nie wyszedł."
Ależ ja z powyższym stwierdzeniem nie zamierzam polemizować. Broń Boże.
Jedynie zwracam uwagę na pewne aspekty takiego, a nie innego przebiegu niedzielnego spotkania. Kwestie, na które trener nie zawsze ma przełożenie, a jeśli już, to stosunkowo niewielkie. Sam nie certoląc się wcale, zamknąłbym środek boiska. Wpuszczając Łukasika lub ustawionego nieco wyżej Pinto. Tyle, że nie mam bladego pojęcia co by było gdyby ów Łukasik zaliczył tak charakterystyczną ostatnio dla siebie stratę, albo ten Pinto, jak to ma w zwyczaju posłał kilka ryzykownych piłek przechwyconych przez Wiślaków i koniec, końców piłka wpadłaby do Kuciakowej siatki o jeden raz więcej. Co byśmy wtedy o moim kunszcie i pomyśle pisali/mówili? Prawdę mówiąc wolę o tym nie myśleć.
Zamiast tego sprytny Berg wpuszcza Augusto, tego samego, który w Zabrzu tak ładnie "zakończył" wszelką nerwówkę. Czy można dziwić się jego zamysłom? Mógł się spodziewać, że Brazylijczyk straci wszystkie piłki, do których się dotknie? Czy spodziewał się, że chaotyczny ale dynamiczny Kucharczyk nie zaliczy ani jednego celnego podania? Nie wiem, być może. Jednakże nie podejrzewam aby Norweg wypuszczał ich na boisko z takimi właśnie "zadaniami".
A tego jakie Oni mieli zadania ja rozszyfrować się nie podejmuję, bo tak fatalnie grającego zespołu jak Legia po przerwie to dawno nie widziałem (przynajmniej do meczu Ruchu z Piastem). Nie działało nic. Kto wie, może będąc na miejscu Henninga Berga siedziałbym z rozdziawioną gębą. Zastanawiając się czy nie jestem w "ukrytej kamerze".
Czy wg Ciebie, trener Berg w ogóle za coś odpowiada w Legii? Bo z twoich słów wynika, że nie za bardzo. A mnie się wydaje, że za "formę" Kucharczyka, Augusto, Łukasika czy Pinto jak najbardziej odpowiada. Podobnie odpowiada za postawę piłkarzy po przerwie - za kompletny brak mobilizacji i, przede wszystkim, taktyki. Urban jakoś potrafił w przerwie włączyć drużynie piąty bieg.
Ok. I połowa wyglądała fajnie ale głównie na naszej prawej stronie, gdzie Garguła z Dudką robili za stójkowych. Jak za Gargułę wszedł Guerrier, to tiki-taka się skończyła, bo Broź musiał przypilnować swojej strony. W ogóle pozytywna ocena pierwszej połówki wynika właśnie głównie z postawy Brozia, który przy obydwu bramkach bardzo mocno maczał palce.
- "Czy wg Ciebie, trener Berg w ogóle za coś odpowiada w Legii? "
Nie bardzo rozumiem czemu muszę się powtarzać, wydaje mi się, że dość wyraźnie formułuję własne myśli. Trener Henning Berg odpowiada za wszystko co dzieje się z zespołem. To nie podlega dyskusji, niemniej jednak nie na wszystko ma dostateczny wpływ, aby móc go "powiesić" bez mrugnięcia okiem. Niektórych piłkarzy zastał już w zespole, stara się coś z nimi zrobić, ale nie spodziewam się, że w dwa miesiące uczyni z nich wirtuozów. Przyznasz, że wspomniany Pinto, Kucharczyk czy Dvaliszvili nie zaczęli wyglądać tak przed chwilą. Nie zanotowali jakiegoś znacznego regresu swojej formy, a jak już wspomniałem wielkiego progresu się nie spodziewałem. Widać go za to u Augusto, który w tym meczu zagrał tragicznie, ale w poprzednich już tak źle to nie wyglądało, co ważne na treningach też wygląda to nie najgorzej. Dlatego też nie widzę powodu aby wszystko co złe zwalić na Norwega. Tylko tyle, być może aż tyle.
Choć zdaję sobie sprawę, że na samym końcu i tak za wszystko odpowiada trener. Stąd też po niedzieli mamy taką sytuację, że po nieziemskim strzale Stilicia wynosimy pod niebiosa Smudę, a po fatalnym zachowaniu Gruzina "krzyżujemy" Berga. Trafienie Radovicia, Żyro lub Ojamy i dziś to Berg byłby ligowym wikingiem, zamiast tego został "szkoleniową pierdołą". Jasne, że "trochę" upraszczam, ale prawdę mówiąc to własne sól trenerskiego życia.
- "Urban jakoś potrafił w przerwie włączyć drużynie piąty bieg. "
Męczą mnie takie gadki niemożebnie. Po co ten "argument", czemu ma niby służyć? Mam CI wyliczyć mecze w któych po przerwie zagraliśmy skandalicznie? Naprawdę? I co to da? Wniesie coś do naszej rozmowy o Legii w niedzielę? Myślę, że byłbym w stanie nie takich trenerów jak Berg urobić w podobne metamorfozy zespołu po0 przerwie. Tylko co z tego? Coś by mi to dało? Nie sądzę. Fakty są jakie są i najważniejsze jest to jakie teraz zostaną wyciągnięte wnioski i to czy w ogóle zostaną wyciągnięte. Po tym dopiero poznamy jak wygląda sposób na trenerskie życie w wykonaniu Norwega.
- "W ogóle pozytywna ocena pierwszej połówki wynika właśnie głównie z postawy Brozia"
No tak, ten nie nadający się do Legii Broź "zrobił" nam mecz z Wisłą, bez niego jak nic byłoby 0:2. Wybacz, ale nie ujmując nic Broziowi, który notabene wygląda od samego początku tej rundy bardzo dobrze, to nieco inaczej widzę powody naszej dobrej gry w pierwszej połowie. Dokładnie tak samo nie zgadzam się z analizą złej postawy w drugiej.
Poza tym wracając na chwilę do kwestii odpowiedzialności trenera, to nie do końca rozumiem dlaczego całym złem drugiej połowy obarczasz trenera, a za pierwszą gloryfikujesz jednego piłkarza Brozia. Nie wiem, może mi się wydaje, ale dostrzegam tu pewną niekonsekwencję. Jak trenera za coś oceniamy to myślę, że powinniśmy za całokształt.
@Monrooe
" Niektórych piłkarzy zastał już w zespole, stara się coś z nimi zrobić, ale nie spodziewam się, że w dwa miesiące uczyni z nich wirtuozów. Przyznasz, że wspomniany Pinto, Kucharczyk czy Dvaliszvili nie zaczęli wyglądać tak przed chwilą."
Piłkarzy ma jakich ma. Obecnych Mistrzów Polski i zdobywców PP. Wzmocnionych Gui, Sa i Dudą.
Wiele godzin straciliśmy na pitoleniu, że przy nowym, zagranicznym trenerze Kucharczyk nie nauczy się nagle dryblować, Gruzin trafiać w bramkę, Pinto "wypruwać flaki" itd itp.
Czy przypadkiem Berg nie przyszedł po to, aby m.in. podnieść indywidualne umiejętności piłkarzy ?
Który z nich gra lepiej ? Dwóch, może trzech. Nawet Łukasik, niedawny reprezentant Polski, dziś gra tak, że jak sam zauważyłeś strach go wpuścić na boisko. Brzyski, Jodłowiec, Rzeźniczak, Ojamaa, Dvaliszvili, Bereszyński, Augusto, Pinto, Kucharczyk, który z nich zanotował progres ?
W dotychczasowych meczach Legia zagrała: z Koroną fatalnie, z Górnikiem tak sobie (tylko wynik dobry) z Jagą beznadziejnie, ze Śląskiem fragmentami w pierwszej połowie i końcówkę drugiej, z Wisłą kompromitująco. Pierwsza połowa owszem dobra, bo Wisła wyszła bardzo wysoko (faul Głowackiego w środku boiska!) przez co nasi mieli dużo miejsca. Im dalej tym gorzej. Wg mnie słabo też wyglądają fizycznie. Może to nadrobią.
To, co po rundzie jesiennej było oczywiste, dzisiaj staje pod dużym znakiem zapytania.
- "Czy przypadkiem Berg nie przyszedł po to, aby m.in. podnieść indywidualne umiejętności piłkarzy ? "
Błagam litości... w dwa miesiące? Naprawdę ma nauczyć tych facetów tego z czym mieli problemy przez całą swoją karierę? Sorry, z całym szacunkiem, ale darujmy sobie takie gadki bo to nie ma najmniejszego nawet sensu.
- "To, co po rundzie jesiennej było oczywiste, dzisiaj staje pod dużym znakiem zapytania."
Chłopie, jak katarynka powtarzasz w kółko to samo. Pomimo, że zmieniają się zwracający Ci na to uwagę. Co było pewne zeszłej jesieni? Przegrana w fatalnym stylu w Zabrzu, kiedy to nawet wynik nie był dobry? Dramat z Zawiszą, czy może mizeria z Podbeskidziem. Ileż można to powtarzać? Po co w ogóle to pisać? Jaki ma to sens? Bo cel jaki w tym masz jest oczywisty. Tylko starałem się już Ci to przekazać, bezskutecznie jak widzę. Chcesz kopać Berga przy byle okazji, kop do woli. Beze mnie. Dorabiane do tego teorie (nawet te najbardziej fantastyczne) też mnie nie interesują.
Że tak całkiem spokojnie odpowiem....
Musi dawać do myślenia, że Gawin w tytule napisał "Piłkarz Stilić"
Facet, który w ostatnich sezonach zaliczał wyłącznie ławki rezerwowych, grając przez godzinę w osłabieniu nakrył naszych piłkarzyków czapką
Zrobili to inni.
http://www.warszawa.sport.pl/blogi/glod-pilki/2014/03/chrzescijanie_poszli_do_domu/1
Więc proszę mi tutaj nie opowiadać bajek. Tak samo jak o tym że to piłkarze jedynie w Polsce to tacy minimaliści i kompletne beztalencia.
Na marginesie naszych wpadek, to my już mieliśmy takie sytuacje i nie będę się wracał do pamiętnych meczów z Widzewem. W 2011 Legia prowadzi z Ruchem 2:0 i przegrywa 2:3. Pamiętam mecz z Lechią która przez 70 minut ogląda pole karne Legii przez lornetkę i wygrywa 3:0.
Sam meczyk to kolejny po Wrocławiu przykład na potwierdzającą sie piłkarska teorię że niewykorzystywane sytuacje się mszczą. Nie rozumiem także zachwytów nad Stilicem. On w tym meczu był naprawdę taki doskonały? Widzieliśmy takie fajerwerki na boisku? Fakt, ja już niedowidzę ....
To co boli i to bardzo po tym meczu to głupio stracone po raz kolejny punkty na własne życzenie ale pewnie psychologowie jakoś by nam wytłumaczyli dlaczego
Jeszce jedno. W ferowaniu wyroków jesteśmy naprawdę szybcy. A to już był pomnik dla Wdowczyka w tej rundzie a to już była gilotyna dla pseudopiłkarzyny Dudy. A zachowanie się Dudy przy bramce było bardzo fajne. Trochę szkoda że opinia Kruczka o Polakach dotycząca tego iż albo budujemy pomniki albo ścinamy głowy znalazła potwierdzenie także na tym forum.
Jednym z głównych problemów Legii jest to, że mamy lepszych zawodników niż ich wartość jako zespołu. I to się powtarza cyklicznie. Dobór zawodników z zewnątrz jest moim zdaniem zupełnie przypadkowy. Chcę przez to zapytać: do jakiego stylu gry większość z nich była sprowadzana i czy tak Legia grała, gra i czy ma zamiar grać? Na przykładzie wyjaśnię o co mi chodzi.
Sprowadzono Helio Pinto. Czy to jest zły zawodnik? On jest co najmniej dobry. Tylko nie gra. Dlaczego? Bo Legia nie gra na rozgrywającego. Więc mamy dwa wyjścia, albo zastosować inną organizację gry niejako "pod Pinto", albo zmienić sposób gry Helio. Na razie facet z najwyższymi obok Rado umiejętnościami piłkarskimi nie pomaga drużynie. Wymienić można jeszcze kilku np. Ojamaa był w Szkocji napastnikiem, a u nas jest nie wiadomo kim.
Dziś nie jest tak, że dobry zawodnik będzie przydatny od razu na każdej pozycji. Wiele można poprawić, ale na to potrzeba czasu. A czas jest niezbędny, aby zawodnicy nauczyli się nowych ról, zgrali się ze sobą, nabrali zaufania do siebie i zwyczajnie stali się na boisku grupą walczącą o to samo. Podam przykład. Nasi żle kryli, bo biegali w strefie obrony za wszystkim co się rusza. Np. Lenczyk ma prostą metodę: atakuje się centralnie tego kto ma piłkę w świetle bramki. Jest to skuteczne na dolne rejony naszej ligi, ale na arenie to śmiechu warte. W dobrych klubach uczy się nie atakowania tego kto podaje piłkę tylko tego kto ma ją przejąć. Jak wykazały badania Holendrów poprawia to skuteczność krycia i ogólnie gry obronnej o 75%. Widzieliśmy tę i inne różnice w naszej konfrontacji z PSV w LM. Aby tak grać w obronie potrzeba minimum te kilka miesięcy. A to tylko jeden z wielu elementów z zakresu taktyki gry. Na bazie poprawy umiejętności taktycznych trzeba równolegle pracować nad elementami mentalnymi jak koncentracja czy optymalny wybór odpowiedniego do sytuacji boiskowej zagrania. Tak sobie myślę,że chyba oddzielny felieton temu zagadnieniu poświęcę.
Podobnie jest w ataku. Poprawiamy grę w wariancie np. 3 na 4 czy 3 na 3 i coraz lepiej to nam wychodzi. Próbowaliśmy to robić, ale chyba trenowaliśmy bez oporu obrońców, bo to nam średnio wychodziło. Tylko tych wariantów takiego wypracowania sytuacji bramkowych musi być przynajmniej kilka, bo przy 2 jak w tej chwili za tydzień, góra dwa zostaniemy rozpracowani i zneutralizowani. Na to też trzeba czasu. O skuteczności w wykorzystywaniu sytuacji strzeleckich nawet nie wspomnę. Mamy z tym problem od lat i poprawa jest niewielka. Nie dlatego, że trenerzy nie pracują, lecz dlatego, że materia jest mocno oporna.
Nie chcę zabierać więcej czasu, bo i tak za dużo go zająłem. Powtórzę tylko: piłka nożna to prosta gra, ale nie aż tak jak to się niektórym wydaje.
Chce Ci się? Ja tam nie zamierzam psuć satysfakcji kibicom. Nadmienię tylko, że całe szczęście, że Wisła tak słabo zagrała w pierwszej połowie, że nawet drużyna bez trenera strzeliła jej dwie przypadkowe bramki, bo inaczej błędy trenera Berga przyniosłyby nam porażkę a nie remis.
- "Chce Ci się?"
To chyba nie jest kwestia chcenia, lub nie, raczej pewnej odpowiedzialności, którą kiedyś (zakładając c-eL) na siebie wzięliśmy. Pamiętaj, że czarna-eLka to przede wszystkich rzesza czytających. Piszący to jedynie mały procent, dlatego warto przedstawiać wyważone opinie, nawet jeśli takowe nie przekonają jednego, czy drugiego ortodoksa.
Czytając ostatnie wpisy, czuję się w obowiązku stanąć po stronie wszystkich 'oszołomów' zdenerwowanych (by nie rzec dosadniej
Oczywiście Monrooe ma rację, że cenimy sobie (no, większość z nas
W kwestii niedzielnego meczu będę, wbrew zacnemu Wallesowi, bronił twierdzenia, że była to kompromitacja. Tak też uznał podczas L+ Extra np. Tomasz Wieszczycki, który raczej nie zwykł dążyć do ekstremów w swoich wypowiedziach. Panowie, prowadziliśmy do 60. minuty z przeciwnikiem grającym w dziesiątkę. Z Wisłą, w której w tym momencie nie było kluczowych w perspektywie całego sezonu zawodników - Głowackiego, Garguły i Chrapka. I co? Dla mnie to żadne pocieszenie, że w pierwszej połowie graliśmy zajebiście dobrze, skoro w drugiej zagraliśmy zajebiście źle. Jeżeli oglądając mecz Legii z Wisłą mam ochotę wyjść z siebie i stanąć obok, to nie do końca widzi mi się wcielanie się chwilę później w rolę statecznego mentora, który apeluje o spokój, przypominając mecz Bayernu z Manchesterem
Przykład Skorży jest uważam doskonały i nie rozumiem, dlaczego taki np. corazstarszy nie miałby się nim posługiwać? W przypadku meczów takich jak niedzielny chodzi o wyciąganie wniosków i zapobieganie 'powtórkom z rozrywki'. Przegrane przez Skorżę mistrzostwo było skutkiem tego, że od pierwszego dnia pracy w Legii (dosłownie!) nie umiał zapanować nad czymś, co najpierw wyglądało na jeden czy drugi wypadek przy pracy, a w końcu zmieniło się w przewidywalną regułę, która kosztowała nas tytuł, a jego pracę.
@ Stilić
O niedowidzenie Cię Wallesie nie podejrzewam, więc zapytam może, co musiałby zrobić Stilić, żebyś oddał mu 'fajerwerki'?
Czy wkręcenie w ziemię Jodłowca niczym ostatniego fajtłapy i wyłożenie patelni Guerrierowi nie było fajerwerkiem? Czy popisowy strzał z wolnego (zresztą po faulu na Stiliciu) nie był fajerwerkiem? Dodam jeszcze, że chwilę po pierwszej bramce Stilić wyłożył kolejną piłkę w polu karnym Guerrierowi, a w ostatnich minutach meczu ten gwiazdorek i leniuszek harował aż miło pod własnym polem karnym.
Moim zdaniem gdyby nie Stilić, to wygralibyśmy ten mecz 2:0 i zastawialibyśmy się teraz, dlaczego Legii nie chciało się strzelać po przerwie kolejnych bramek. Właśnie tak się robi różnicę, właśnie po to ma się w składzie takich zawodników.
Pewnie masz rację. Mi tylko ręce opadają, jak to wszystko czytam.
Drażni mnie osądzanie (biczowanie) piłkarza po jego pierwszych 60 minutach gry w Legii.
Drażni mnie osądzanie (biczowanie) trenera po kilku meczach (choć w zasadzie zaczęło przed rozegraniem jakiegokolwiek meczu), w których paradoksalnie widać coraz więcej fajnego grania (ja mam pewność, że w składach po 11 Legia by mecz wygrała - oczywiście widzę winę Berga w tym, jak się to skończyło, bo od tego jest trenerem, żeby jego drużyna nie zagrała na stojąco).
Drażni mnie wreszcie ciągłe odwoływanie się do trenera Urbana, który posiada liczne zalety, jak również szereg wad. Czyli podobnie jak Berg
Drażni mnie wieczne wieszczenie, że wszystko przegramy - nie wiem, może przegramy, ale rzygać się chce jak się po każdym meczu (wygranych także) czyta "wiosna 2012, wiosna 2012", jak mantrę. Na razie na wiosnę powiększyliśmy przewagę nad drugą drużyną, a średnie przedstawiają się tak (odliczam Jagę): punkty Urban 2,04 - Berg 2,00; bramki strzelone: U 2,09 - B 1,75; bramki stracone: U 1,04 - B 0,75. Najważniejsza statystyka tj. punkty - różnica w granicach błędu statystycznego. Gdyby Urban dalej był trenerem i zdobywał "swoją" liczbę punktów, w tabeli byłoby identycznie, ale Urban wielkim trenerem był. W bramkach - już widać różnicę, którą widać też na boisku od początku - Legia Berga jest gorsza w ofensywie, a lepsza w defensywie. Ale jak na razie suma wychodzi na 0. Argumentu, że statystki Urbana zostały osiągnięte po ponad roku uczenia zespołu swojej piłki, a Berga - po dwóch miesiącach głównie obozów przygotowawczych, nawet nie chce mi się używać.
Reasumując Monrooe, wkurza mnie na maksa wieczne marudzenie. Wieczne zakładanie najgorszych scenariuszy. Ciągła wiedza, że "i tak się nie uda". I to, że niezależnie od wyniku i przebiegu meczu wszystko było źle.
Ja nie wiem, czy się uda czy nie uda. Jakbym był jasnowidzem to bym zagrał totka. Ale powiem szczerze, że to miejsce się zmieniło od czasu kiedy je odkryłem (a w zasadzie przeniosłem z BzK). Niestety na gorsze. Bo krytykować można, a nawet trzeba. Oblewać wszystko pomyjami (hejtować w nowomowie
Szkoda.
A ja akurat zupełnie zaskoczony zmianą charakteru komentarzy na c-L nie jestem. Uważam to wręcz za nieuniknione, skoro komentatorzy, którzy sądzą, że ich opinie są bardziej dojrzałe i wyważone od pozostałych, nie włączają się do dyskusji w ogóle, lub włączają się po 1,5 dnia na samym końcu wątku liczącego kilkadziesiąt postów. Już Kopernik pisał coś o wypieraniu pieniądza. Wypada powtórzyć - szkoda.
Brak strzałów z 20-25 metrów
Jeśli nie doceniamy dobrej postawy w pierwszej połowie, bo zWisła wyszła wysoko, to również kpiną jest chwalenie styrlica i milicjantów, kiedy my stanęliśmy, zostawiając im pole do popisu bez jakiejkolwiek agresji.
Liczę, że skoro sztab zdecydował o lekkich treningach na podstawie poprzedniej rundy i wyników zmęczenia organizmów, to teraz przygotował szczyt formy na rundę finałową. Ma to sens, gdyż cały dorobek z pierwszej części dzielony jest na pół ( amica z 7 punktami straty dochodzi nas na jeden mecz ), ważne jest tylko pierwsze miejsce ze względu na układ gier ( 4 u siebie, w tym z 2 i 3 ).
Opierając się na poprzednich meczach, to powrót Gui powinien podnieść jakość gry (próby strzałów zza szesnastki, walka o piłkę, gra z pierwszej piłki), na amice ma wrócić Kosa i chyba mamy prawo wierzyć, że Sa w formie i bez dolegliwości podniesie procent wykorzystywania 100% okazji.
I na koniec, chyba dużą trzeba mieć fantazję aby liczyć na to, że piłkarze, których mamy w składzie są wstanie zagrać cały mecz, tak jak za najlepszych fragmentów z dwóch poprzednich.
Po pierwsze pisałem o "totalnej kompromitacji" to tak na marginesie. Po drugie pierwsza połówka nie była moim zdaniem zajebiście dobra a druga zajebiście zła. W pierwszej przeprowadziliśmy kilka składnych akcji a w drugiej zagraliśmy asekurancko co wyszło nam bokiem. Potrafimy niestety jeszcze oddawać pole rywalowi jednak Wisła przeprowadziła w drugiej połowie dwie akcje i strzeliła jednego gola. Być może inaczej odbieram ten mecz bowiem przed samym meczem miałem obawy i jego przebieg (bez bramek) był dla mnie zaskoczeniem na plus.
Rozumiem że pijesz do mnie w poście do Bolka ale po pierwsze trudno wypowiadać się o spotkaniu którego się nie widziało a po drugie nie uważam żeby moje komentarze były "dojrzałe i wyważone". Pisze o tym co akurat czuję a czy ktoś się z tym zgadza czy też nie to inna sprawa. Skoro Stilic grając dwie akcje i oddając strzał życia był fenomenalny to jak określić Legię w ostatnich spotkaniach która stwarza sobie tyle sytuacji że cztery bramki dla przeciwnika powinno być najmniejszą karą? Kosmiczna ?
Chce Ci się ?
Ja jednak stanę po stronie Wallesa.
Też nie uważam, że to była "totalna kompromitacja"
Przecież mogliśmy prowadząc 2:0 i grając przez 65 min w przewadze jednego piłkarza przegrać np 2:5
W dodatku Wisła mogła grać w ośmiu, choć jak sądzę i tak znalazłby się ktoś, kto widział większą kompromitację.
@Bolek
Może dla chcących wyrażać własne opinie wprowadzić testy na IQ ?
"jak określić Legię w ostatnich spotkaniach która stwarza sobie tyle sytuacji że cztery bramki dla przeciwnika powinno być najmniejszą karą? Kosmiczna ?"
Raczej "Frajerska", bo tych bramek nie strzela.
Mecze wygrywa się strzelając gole, a nie stwarzając sytuacje.
O 'zajebistość' nie będę się spierał.
Może 'w pierwszym tempie' inaczej to wyglądało. Nawiasem mówiąc, oglądanie meczów z odtworzenia czasem prowadzi do całkowitej negacji pierwotnych wrażeń, między innymi dlatego meczów w taki sposób z założenia oglądać nie lubię, nie chcę wykłócać się z samym sobą
O Stilicia natomiast będę się spierał. Uważam zresztą, że sam przyznajesz mi rację, zestawiając całą naszą drużynę z jednym zawodnikiem Wisły. Niech będzie że kosmiczna Legia = fenomenalny Stilić
Post do Bolka był przede wszystkim postem do Bolka, chociaż szczerze mówiąc jestem trochę zawiedziony, że kilku innych regularnie komentujących, których opinię również bardzo sobie cenię, nawet nie zająknęło się na temat tego meczu.
A no nic. Takich mamy piłkarzy, kilka razy lepiej opłacanych niż reszta, a nie grają nawet dwa razy lepiej. Pozoranty!
Ja nie kwestionuję inteligencji żadnej z piszących tu osób.
Jak pisałem wczoraj. Nie będzie żadnego stylu, żadnej myśli. Żadna z dotychczas prowadzonych przez Berga drużyn nie miała stylu, nic ich nie wyróżniało. Była to przeciętna ligowa szarzyzna. Gdyby było inaczej, Berg cieszyłby się w Norwegii uznaniem, otrzymywałby oferty pracy z lepiej sytuowanych klubów aniżeli Lillestroem. Tylko tego uznania w Norwegii nie posiada, o czym świadczyły wyniki jego wieloletniej pracy w Lyn i Lillestroem. Ludzie szanują go za to, jakim był piłkarzem. Jeden z użytkowników niżej napisał, iż dziwi się dlaczego Berg nie ma stałych współpracowników. Nigdy nie miał. Do Blackburn przyszedł sam i jaki był tego efekt, wszyscy doskonale wiemy. Wspominałem o tym wczoraj. Nie ma żadnych przesłanek za tym, by Berg odniósł w Legii sukces. Legia nie jest samograjem, o czym boleśnie mogliśmy się przekonać w meczu z Wisłą. Mając na uwadze pracę Berga w innych klubach, o wiele bardziej prawdopodobne przypadku Legii jest popadnie w przeciętność. Wtedy poznacie nieco inną twarz Berga, szukającego absurdalnych wymówek po kolejnych zremisowanych meczach, odgryzającego się w niemiły sposób, miotającego się i podejmującego chaotyczne i nieprzemyślane decyzje. Nikt tutaj na razie nie zna drugiej twarzy Berga, ale na wszystko przyjdzie czas. Wtedy może ktoś przypomni sobie moje słowa.
" Ale powiem szczerze, że to miejsce się zmieniło od czasu kiedy je odkryłem (a w zasadzie przeniosłem z BzK). Niestety na gorsze."
"Ja nie kwestionuję inteligencji żadnej z piszących tu osób."
- Szkoda, bo z pewnością tego testu na IQ bym nie zdał i "to miejsce" w sposób naturalny pozbyłoby się kolejnego intruza, choć akurat pierwszy swoją inteligencją przewyższał wielu komentatorów. Winą jego było to, że nie lubił płynąć głównym nurtem.
Jak to śpiewała grupa Perfect "Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść", więc pragnę pożegnać wszystkich piszących i czytających c-Lke.
Dzięki za kilkumiesięczne tolerowanie "hejtowania w nowomowie" i życzę samych przemyślanych i wyważonych komentarzy.
Legia Mistrz !
Słowem wstępu; Hmm, lepiej byłoby gdyś podpisywał się jakimkolwiek nickiem, łatwiej wtedy dyskutować (nawet jeśli tylko wirtualnie). Wtedy już to do kogo adresujesz swoje słowa możesz zawrzeć w treści swojej wypowiedzi.
Ad. meritum; Pomijając wstęp, tyleż efektowny co niezbyt pasujący poziomem do reszty wypowiedzi (w zasadzie rzekłbym, że zbędny) ciekawe jest to o czym piszesz. Absolutnie też nie zamierzam negować Twoich zapatrywań na możliwości czy umiejętności Henninga Berga. W zasadzie pomijając moje własne wątpliwości (a tych mam niemało) to różnica pomiędzy nami jest taka, że Ty już wiesz jaki będzie finał pracy Norwega w Legii. Ja wciąż nie mam pojęcia, być może dlatego, że nie posiadam tak rozbudowanej wiedzy jak ta, którą zaprezentowałeś, a być może dlatego, że (być może naiwnie) daję każdemu szansę. Nie mnie się trener prezentował, nie mnie przekonywał do własnych racji. Jedyne co mogę więc zrobić to czekać na efekty i po nich byłego czerwonego diabła rozliczać. Co na pewno uczynię. Jednakże na pewno nie dziś i zapewne nie jutro. Nie będę tez porównywał do Jana Urana, czy Macieja Skorży, bo każdy z nich był wyjątkowy i warunki w jakich pracował były zgoła inne. I w mojej ocenie takie porównania nie mają sensu.
- "Nie ma żadnych przesłanek za tym, by Berg odniósł w Legii sukces"
I tu się z Tobą zgodzę. Pragnę jednak nadmienić, że jak na razie nie ma też większych przesłanek by twierdzić, że go nie odniesie. Nawet jeśli do tej pory nie udało mu się zabłysnąć jako gwiazda trenerska to dopuszczam możliwość nauki. Zauważam też, skład jego sztabu jaki sobie dobrał, a ten przypada mi jak na razie do gustu. Co ważne, z tego co słyszę przypada też coraz bardziej zawodnikom. Pomimo tego nie ważę się już teraz osądzać "przyszłości" Legii pod żądzami Norwegów. Mam nadzieję, że będziemy pieli się w górę, choć absolutnie nie wykluczam, że Twoja wersja może okazać się tą prawdziwą. Jak będzie w rzeczywistości? zobaczymy, innej drogi nie ma.
- "Legia nie jest samograjem, o czym boleśnie mogliśmy się przekonać w meczu z Wisłą. "
A tu zgadzam się już w pełni. Nie jest, ale też nie była. Ilość pracy jaka jest do wykonania jest wręcz przeogromna. Czy Berg sobie z tym poradzi? Nie mam bladego pojęcia, wiem jednak, że zaczął pracować nad kilkoma rzeczami, które poprzednikom nawet nie przyszły do głowy. A to nie ukrywam, wzbudza moją ciekawość. Zdaję sobie jednak sprawę, że na efekty przyjdzie nam jednak trochę poczekać.
@ Gawin
- "Futbol to przeżycie emocjonalne, a nie rozumowe. "
oraz
- "...oglądanie meczów z odtworzenia czasem prowadzi do całkowitej negacji pierwotnych wrażeń, między innymi dlatego meczów w taki sposób z założenia oglądać nie lubię, nie chcę wykłócać się z samym sobą "
Czyli, że co? Teraz wciąż czytamy rozentuzjazmowanego gawina kibica, zawiedzionego zmarnowaną szansą na zasłużone. efektowne zwycięstwo nad wiceliderem? No w takim razie nie dziwota, że nijak nie idzie się dogadać
Mnie się wydaje, że jednak można spokojnie i w sposób wyważony podejść do tego meczu. na spokojnie, z chłodną głową. Wykazać zarówno plusy, które niewątpliwie były, jak i minusy, których nijak ukryć się nie da. Ba, nawet "kompromitacją" chętnie bym się posłużył, ale chyba nie co do całokształtu określającego przebieg tego meczu, a tego co nasi "ulubieńcy" zaprezentowali po przerwie. Coś tak czuję, że i Walles by na takie określenie przystał.
Wybacz,ale dłuższą metę nie miałbym nerw z Tobą dyskutować ponieważ takie pierdu ,pierdu mnie nie bawi.
Dla mnie tematu Berga już nie ma bo nie uznaje tego człowieka jako trenera piłki nożnej z co dopiero Legii.
Ty możesz czekać na jakieś nowości Berga (że np. po indywidualnych treningach nauczy prosto kopać piłkę taki Kucharczyk )o których to niby Janowi Urbanowi nie przyszłoby do głowy. Rozwaliłeś mnie tym tekstem.
Taki Jan Urban to nakrywa czapką tego norwega pod każdym względem jeżeli chodzi o bycie trenerem piłki nożnej,począwszy od charyzmy kończąc na realiach panujących w polskiej piłce itd.
Największym błędem było rozstanie z Urbanem,który zaczął tą drużyne wynosić ponad stan.
Ktoś się przestraszył momentu gdy Urban miał naprawde ciężko jesienią z wiadomych względów ( plaga kontuzji,brak napastnika,przesilenie meczowe ) koń by tego nie wytrzymał.
Urban robił co może byle tylko Legia przezimowała na pozycji lidera bo wiosną wszystko by wróciło na właściwe tory z sezonu mistrzowskiego ,co więcej byłby kontynuowany dalszy rozwój drużyny.
Nie wierze że wtedy po widocznym dalszym postępie Leśnodorski by nie uprosił Urbana by ten przedłużył kontrakt.
Dziś zamiast robić krok do przodu z Bergiem cofnęliśmy się do momentu przejęcia Legii przez Skorże.
Dziś zamiast myśleć już o LM z Bergiem drżymy czy pokonamy Piast Gliwice i czy Legia w ogóle zdobędzie MP ( Pan Berg powiedział ostatnio że MP Legii wcale nie jest oczywistością )
Wyobrażasz sobie takie słowa Urbana bo ja nie.
Leśnodorski powinien przywrócić Urbana i to jak najszybciej.Wiem ,wiem duma mu ta to nie pozwoli...
Czepiasz się słówek
Po Bergu trudno się spodziewać czegokolwiek. O jego doświadczeniu i przeszłych sukcesach (szkoleniowych) nie wiadomo nic. Nawet przedstawiany był na wejście jako "były piłkarz Alexa Fergusona", o jego karierze trenerskiej ani się kto zająknął. No bo bądźmy szczerzy - co to niby za doświadczenie? Kilka posad w przeciętnej lidze norweskiej, kompromitujące dwa miesiące w Blackburn. Dlatego ja uważam, że on jest właśnie raczej kandydatem na trenera, niźli pełnokrwistym szkoleniowcem. Co nie oznacza (kurde, palce mnie bolą
@ wszyscy:
Ej, panowie, a Wam co? M jak Miłość się żeście naoglądali, albo inszego wenezuelskiego tasiemca? No dorośli ludzie niby, a fochują się jak przedszkolaki. Wstyd
W Fantasy Lidze kapitanem zrobiłem Radovica, na bramce mam Kuciaka a w obronie Jodłowca, który strzeli coś po rogu. Będzie dobrze
We are still kiboling!
Ja wierzę w sens ciężkiej pracy. Drużyna Legii gra nieporadnie nie tylko teraz. Ale to oznacza, że jeżeli przy takim stanie jesteśmy na czele to nawet niewielka poprawa wszystkich elementów w organizacji, systemie, taktyce gry podniesie jakość i wyniki. Tylko na to trzeba czasu. Ja widzę już nieznaczną poprawę co oznacza, że kierunek jest właściwy. Dlatego nie zgadzam się z tymi, którzy chcą skalpu Berga. Brakuje mu jeszcze rozeznania w realiach polskiej ligi i w potencjale meczowym niektórych zawodników. Nauczył się na tym Zachodzie, że kto najlepszy na treningu to i w meczu tak jest. W Legii to tak jak się okazuje nie działa.
Po Bergu trudno się spodziewać czegokolwiek. (..) Dlatego ja uważam, że on jest właśnie raczej kandydatem na trenera, niźli pełnokrwistym szkoleniowcem. Co nie oznacza (kurde, palce mnie bolą
I w zasadzie to kończy temat czyż nie?
Ja o niczym innym nie piszę natomiast jak jest, jeszcze niczym nieuzasadniona, jazda bez trzymanki to i drobne szpilki mnie irytują. Tak czy siak dzięki za wsparcie