A+ A A-

Legia - Pogoń 1-1: Mistrzostwo oddala się

Legia zawodzi w najważniejszym momencie sezonu, tracąc kolejne punkty na własnym boisku. Tydzień po porażce z Piastem nasza drużyna nie potrafiła pokonać Pogoni i w konsekwencji straciła prowadzenie w tabeli na rzecz gliwiczan.

 

Trener Vuković postawił na następujących zawodników: Cierzniak – Vešović, Jędrzejczyk, Rémy, Rocha – Medeiros, Antolić, Martins, Cafú, Szymański - Carlitos. Goście rozpoczęli w składzie: Bursztyn - Stec, Malec, Walukiewicz, Matynia - Kowalczyk, Podstawski, Drygas, Kožulj, Hostikka – Żyro.

Legia znów źle weszła w mecz i już w 4. minucie straciła bramkę. Przed polem karnym przeciwnika faulował Szymański. Do rzutu wolnego podszedł Kožulj, błąd przy interwencji popełnił Cierzniak, który niepotrzebnie zrobił krok w złym kierunku, i było 0:1. W 10. minucie zza pola karnego uderzył Podstawski. Ctym razem Cierzniak pewnie interweniował. W 15. minucie mocny strzał oddał Stec. Cierzniak nie pozwolił się pokonać. W 31. minucie strzał głową oddał Żyro i znów Cierzniak był lepszy. Nasza drużyna nie była w stanie stworzyć sytuacji strzeleckiej. W 33. minucie Nagy zmienił Medeirosa. W 38. minucie sam na sam z Cierzniakiem znalazł się Żyro. Były legionista oddał strzał z lewej nogi, na szczęście Cierzniak uratował sytuację. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry Legia mogła wyrównać, niestety Rémy nie trafił w bramkę po tym jak przejął piłkę po rzucie wolnym. Chwilę później uderzył Carllitos, niestety trafił wprost w bramkarza.

Do przerwy było 0:1. Legia grała fatalnie i zasłużenie przegrywała.

Na drugą połowę nie wyszedł Martins. W jego miejsce pojawił się Niezgoda. Już w pierwszym kontakcie z piłką Niezgoda miał okazję strzelecką, ale nie trafił w bramkę. W 52. minucie Niezgoda miał kolejną okazję, niestety Bursztyn obronił strzał naszego napastnika. W 55. minucie Legia wyrównała. Nagy otrzymał piłkę od Niezgody, uderzył mocno z lewej nogi i było 1:1.

Wydawało się, że podobnie jak w niedawnym meczu z Pogonią, Legia złapie rytm i pokona rywala, ale tym razem legioniści grali bez polotu i nie byli w stanie przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę. Do bramki gości trafił Vešović, niestety znajdował się na spalonym. W 76. minucie świetnie uderzył Nagy, ale Bursztyn odbił piłkę na rzut rożny. W tej samej minucie Wieteska zmienił Rochę. Do końca meczu Legia przeważała, ale nie potrafiła stworzyć dobrej okazji do zdobycia decydującej bramki.

Remis z Pogonią to duży zawód. Nie oszukujmy się jednak, Legia gra obecnie znacznie gorszą piłkę niż kroczący od zwycięstwa do zwycięstwa Piast i sytuacja w ligowej tabeli nie jest wynikiem przypadku. Trudno będzie obronić tytuł, tracąc tyle punktów w fazie finałowej.

Dyskusja (9)
1niedziela, 12, maja 2019 19:51
sektor212
Czar szczęścia radosnej gry odszedł w niepamięć. Podwórkowa koncepcja/taktyka na mecz z Pogonią Szczecin nie miała prawa inaczej się skończyć. Remis przy tak ustawionej Legii uważam za dobry rezultat. Na hura do przodu lub długie piłki grane za obrońców przyjezdnych to cała taktyka na dzisiejszy mecz. Spokojnie Vuko da radę, w końcu klub zna od podszewki i ma to wspaniałe legijne DNA. Naprawdę ciekawszą piłkę klepaliśmy w meczach podwórkowych (o klubie nie wspominając) niż to, co Legia obecnie pokazuje. Bardzo podobał mi się jeden komentarz, z którym utożsamiam się w 100%
„My już nie walczymy taktyką, czy umiejętnościami, ale legijnym DNA”.

Dziś również upad jeden mit mówiący „Legia to samograj, którą może poprowadzić każdy i wygra MP. Jak widać, żadnym samograjem nie jesteśmy. Co ciekawsze trener od kobiecej piłki potrafił co prawda w bólach, ale jednak zdobyć MP. Obecny duet już nie.

Tak naprawdę to dziś jeszcze bardziej utwierdziłem się w swoim przekonaniu, że Vuko nie da rady, ale co tam w końcu DNA najważniejsze.
2niedziela, 12, maja 2019 20:11
corazstarszy
Skoro nie udało się wygrać, to cieszy mnie chociaż ogólne skamlenie również na tym forum: dopóki było MP, to be … A to Magiera zdobył nie tak jak trzeba, bo trzeba było czekać, co Jagiellonia, a to trener od piłki kobiet miał czelność poprowadzić Legię do 5 zwycięstw i 1 remisu, a to Kacap wepchnął się na stanowisko po znakomitym trenerze Bergu (to tylko jeden tutaj tak się wyrażał; chociaż tyle, że nie wszyscy), a to wesoły Janek. Panowie, skoro zawsze poprzednio wam coś nie pasowało, to powinniście być zadowoleni: wreszcie nie będziecie musieli żyć z brzmieniem MP zdobytego inaczej niż wy byście chcieli.
I w ogóle, tutaj dalej kpię, co to za trofeum to MP? Takie to niech sobie jakiś tam Górnik Zabrze czy inny Śląsk Wrocław zdobywa. Champions League (byle nie pod wodzą wuefisty Magiery, nawet jeśli miał wyniki) to jest rzecz godna Legii i naszych aspiracji, prawda? No to nie będzie tego MP, zadowoleni?
Teraz już nie kpiąc.
Wygląda na to, że trener Vuković zacznie pracę na dłużej na stanowisku trenera Legii od ciężkiej porażki, bo taką jest przegrany sezon. Oby z tej porażki wyszedł jako lepszy fachowiec, świadomy popełnionych błędów i potrafiący ich już nie powtarzać. No bo skoro już został nominowany, to, niezależnie od tego, co ja o tej nominacji sądzę, trzymam kciuki, aby mu się wiodło.
Oceniając jego dotychczasowy wpływ, to pojawiła się jedna cecha w grze Legii: zaczynamy grę od straconej bramki. I to niestety zostało, powtarzając się z meczu na mecz. I temu nie umiał przeciwdziałać. Akurat trafił na decydującą fazę walki o MP, więc następstwa są smutne. W przyszłości pewnie nie raz będzie musiał umieć dokonać zmiany na lepsze w krótszym czasie.
O Medeirosu Radosław Kucharski powiedział, że to ruch osobowy nie długofalowy, ale że został wykonany, bo facet da mistrzostwo Legii. W tej chwili na to się nie zanosi. A sądząc bo sposobie zejścia z boiska w 1. połowie, to raczej ostatni (jeden z ostatnich) mecz Portugalczyka w Legii. Nie umiem tego ocenić. Z Piastem dostał całą 2. połowę i prochu nie wynalazł. Jest to także element oceny pracy samego Radosława Kucharskego.
Powoli podsumowując ten sezon, Legia nie była w nim najlepszą drużyną. Wygrywa oczywiście nie najlepszy, a ten, kto ma najwięcej punktów na koniec. Ale teraz mi się jakoś nie chce wierzyć w spełnienie licznych, zależnych i niezależnych od nas warunków w pozostałych kolejkach. No cóż, po zakończonym z dorobkiem 49 punktów (!!!) sezonie 2010/11 Legia rozpoczęła piękny, i krajowy i międzynarodowy etap swojej historii. Oby i z tej porażki coś fajnego wyszło. Np. mądrzejsze zarządzanie klubem. Dopóki będziemy zależni budżetowo od występu w pucharach, nie będzie zmiany na lepsze.
Co do meczu: bardzo się cieszę, że Jarosław Niezgoda wrócił. Bardzo mu kibicuję. Dla mnie to świetny piłkarz.
Jest i wstyd i żal, bo był po meczu w Gdańsku moment, w którym to Legia była panią sytuacji. Za to akurat niepowodzenie nie obwiniam Mioduskiego. Za całokształt zaś – jak najbardziej tak.
Sentymentalnych zachęcam do obejrzenia filmu ‘7 kroków do mistrzostwa’. Premiera dla szerokiej publiki we wtorek. Może wspomnienie pięknej końcówki minionego sezonu będzie musiało nam wystarczyć na dłużej.
3niedziela, 12, maja 2019 21:00
Zgred
@Sektor

Wszystko jest potrzebne. I DNA jest potrzebne i taktyki są potrzebne i umiejętności są potrzebne. Tylko to wszystko nie ma żadnego znaczenia w momencie, w którym jedenastu ludzi wychodzi na mecz jako liderzy, mając na SWOIM stadionie około 30.000 ludzi, a w walce o tytuł OSTATNIE trzy mecze - i ...
...i nie grają, nie biegają, nie wychodzą na pozycje, prezentują żenujący poziom zaangażowania i determinacji. Spowalniają akcje, uciekają od odpowiedzialności, są jedynie tłem dla rywala.

Oglądam różne ligi piłkarskie, różne mecze drużyn walczących o tytuł, ale takiego kuriozum...nie widziałem.

Tak grającym ludziom absolutnie tytuł mistrzowski się nie należy!
Takie jest moje zdanie, kibica Legii od kołyski...!
4niedziela, 12, maja 2019 22:05
Moros
No cóż, trzeba się będzie odnaleźć w nowej rzeczywistości, w której za tydzień będzie cieszył się ktoś inny, a nas będzie trapił kac. Ja już się pogodziłem i chyba tylko jakaś kompromitacja Piasta w Szczecinie, może przywrócić wiarę. Na obecną jednak chwilę wydaje się, że wreszcie trafił nam się rywal, który nie ma zamiaru na ostatniej prostej wywalić się o rozwiązane sznurówki. No i efekt jest taki, że zostaniemy z niczym.

Chciałbym aby ta sytuacja była jakimś nowym otwarciem. Aby kibice się skonsolidowali i skończyło wzajemne skakanie do gardeł. Niestety już widzę, że wybór nowego trenera będzie okazją do walenia w klub po każdym gorszym meczu. Prawda jest jednak taka, że ciągłe zmiany na stanowisku trenerskim dołożyły dużą cegiełkę do tego, że jesteśmy tu gdzie jesteśmy. Czyli bez tytułu i z mglistymi szansami na awans do grupy Ligi Europy. Patrząc na naszą sytuację finansową, to nie wiem czy to aby najlepszy moment do podkopywania pozycji trenera Vukovicia, bo wydaje się że to chyba jedyna poważna osoba, na którą nas obecnie stać. Wiem, że określenie "poważna" przy absolutnym żółtodziobie jakim jest Vuko, może tu wiele osób razić, ale znając historię naszych trenerów za rządów Dariusza Mioduskiego, to obawiam się że mogło być dużo gorzej. Także dajmy mu szansę i trzymajmy kciuki, bo wydaje się, że zostanie tu na dłużej, gdyż w jego przypadku chyba w końcu zadecydowała kasa, a raczej jej brak, a nie wizja czy podszepty doradców prezesa Mioduskiego.

Co do meczu, to załamywała bezradność w pierwszej połowie. W drugiej po golu Nagy myślałem, a w zasadzie podświadomie byłem pewny, że coś tam jeszcze wciśniemy. I choć wiedziałem, że z taką grą w Białymstoku nie mamy czego szukać, to liczyłem że jeszcze tym razem zerwiemy się ze stryczka...

Taki mecz to może być też prognostyk tego co nas czeka w następnym sezonie. Nie ma się co łudzić, że czeka nas jakaś wielka wymiana kadry na plus. Szykuje się sporo ubyć, ale na transfery "in" za bardzo nie liczę. A skoro kadra będzie słabsza, a rywale dalej tak samo zdeterminowani jak dzisiejsza Pogoń, to może być ciężej niż nam się to może teraz wydawać. Marcin Żuk na twitterze stwierdził dzisiaj, że dryfujmy w stronę obecnej sytuacji Lecha Poznań. Na obecną chwilę, ciężko by było mi z tą tezą polemizować.
5niedziela, 12, maja 2019 22:51
sektor212
Panowie, mam nadzieję, że obejrzeliście materiał o Legii w lidze + ekstra. Przykre, a może niezrozumiały dla mnie jest fakt, że taktyczne błędy z meczu na mecz pogłębiają się i jest ich więcej. Obecny sztab szkoleniowy mówi, że widzi, w czym rzecz, lecz na boisku w kolejnym meczu nie obserwujemy żadnej nawet najmniejszej poprawy. Czy tak trudno nakazać zawodnikom by poszczególne formacje grały bliżej siebie? Czy obecni zawodnicy Legii naprawdę nie kumają przekazu od trenera, że grają za daleko od rywala? Ja naprawdę nie rozumie popełnianych błędów w organizacji gry. Wisienką na torcie była analiza poruszania się po boisku Szymańskiego. W jednej akcji był w trzech strefach, zamiast pilnować własnej. Biegał, biegał, aż sfaulował rywala i tracimy bramkę. Oczywiście za utratę bramki w całości odpowiada Ciężniak popełniając dwa błędy (ustawienie muru i własne na linii).


Corazstarszy
Ja również nie przeliczam. Tak z duchem sportu to Piast na to mistrzostwo chyba najbardziej zasługuje. Mnie również bardzo cieszy powrót na boisko Niezgody. Wartość swoją podkreślił swoją grą bez piłki. Potrafi urwać się obrońcą i stworzyć sobie sytuację bramkowe. Jest po kontuzji, więc zawiodła skuteczność, lecz sposób, w jaki wypracował sobie dogodne pozycje strzeleckie, zasługuje na uwagę. Tylko martwię się jego zdrowiem. W żargonie piłkarskim określany jest „szklany chłopak”. Zbyt podatny na kontuzje, które znacznie ograniczają jego rozwój. Jak zdrowie mu dopisze, może być fajną opcją w ataku.


Zgred
Ja ambicji i chęci walki Legionistą bym do końca nie zarzucał za ostatni mecz. Oni chcieli, lecz grali fatalnie taktycznie i za wiele nie mogli zdziałać. Kuriozum to nasza organizacja gry.


Moros
"Niestety już widzę, że wybór nowego trenera będzie okazją do walenia w klub po każdym gorszym meczu". Uwierz mi, nie mam żadnej przyjemności pisząc źle o Vuko. Po prostu strasznie się boję, że nie podoła wyzwaniu. Wybrany przez niego asystent to kolejny uczniak, który mnie nie powala. Zgred wspomniał, że Antiga jako żółtodziób zdobył MŚ z siatkarzami. Tylko zapomniał wspomnieć, że obok siebie na ławce trenerskiej miał za doradcę doświadczonego trenera Philippe Blain, który wcześniej był przez 11 lat trenerem reprezentacji Francji. Czy Vuko w sztabie trenerskim ma kogoś tak doświadczonego do pomocy?

Druga sprawa to elektryczny prezes, który nie będzie czekał cały sezon by Legia w kolejny grała właściwie. Przewiduję, że Vuko utraci pracę już we wrześniu br. i nie piszę tego złośliwie. Kiedy przyjdą słabsze wyniki, Miodek nie wytrzyma nacisku kibiców, Medii i Vuko poleci. Ten scenariusz przerabiamy od kilku ostatnich sezonów. Dla tego szanse na korzystny wynik projekt pod tytułem "Vuko trenerem Legii" oceniam na 20% szans powodzenia.
6niedziela, 12, maja 2019 23:44
Senator
@Sektor212
Nakazać, no właśnie cała rola trenera kończy się z pierwszym gwizdkiem. Czy tak gra drużyna która mistrzostwo kraju ma na wyciągnięcie ręki? Dobrze ponownie pisze Zgred ...i nie grają, nie biegają, nie wychodzą na pozycje, prezentują żenujący poziom zaangażowania i determinacji. Spowalniają akcje, uciekają od odpowiedzialności, są jedynie tłem dla rywala.

Oglądam różne ligi piłkarskie, różne mecze drużyn walczących o tytuł, ale takiego kuriozum...nie widziałem

Jak mam być szczery to marzenie o mistrzostwie porzuciłem po porażce z Piastem. Ok wygrana Cracovii ponownie spowodowała, że szansę zobaczyłem.
Boli że zawiedli ci którzy przez długi okres byli postrzegani dobrze. Myślę tu o Cafu ( bardzo słaby mecz) Remi ( również słabo)
Ogólnie nie chcę powtarzać za Zgredem tak nie gra drużyna mająca wszystko w swoich nogach i głowach.
Na dziś nie potrafię dać odpowiedzi czego zabrakło, a najbardziej mnie osobiście boli strata 6 punktów z rozbitym, wyśmiewanym i wreszcie beznadziejnie słabym Lechem.
7poniedziałek, 13, maja 2019 09:22
Moros
@Sektor212

Rozumiem obawy i krytykę. U nas jednak znowu zaczyna robić się histeria. Vuković ledwo co dostał kontrakt, już jest jazda i szydera. Zwłaszcza ta ostatnia jest niesamowicie destrukcyjna, bo napędza podziały między kibicami, co grzeje nieustannie atmosferę. Śmiejemy się z Mioduskiego, że zmienia trenerów jak rękawiczki, sam zresztą o tym napisałeś i ja się z tym zgadzam. Tylko, że my też dodajemy do tego dużą cegłę. Pozycja Vukovicia już jest podkopywana, mimo że kontrakt ma od piątku. To chyba mistrzostwo świata...Rację miał Senator w jakimś wcześniejszym wpisie. Musimy w końcu dopuścić do siebie możliwość porażki i przestać histeryzować, po każdym niepowodzeniu. Zresztą będziemy chyba musieli się zacząć godzić z nową rzeczywistością. Finansów się nie oszuka. Kadrowo raczej będziemy równali do takiej Jagiellonii czy Lechii, niż ponad tę ligę i jak będziemy zmienili trenera co pół roku oraz miotali się w wewnętrznych wojenkach, to i zawartość gabloty będzie równała do reszty ligi. Pytanie czy jakiś spokój jest u nas w ogóle możliwy...
8poniedziałek, 13, maja 2019 18:53
Zbyszek
O tym,że historia naszego państwa jest zagmatwana.
Szczecin jest jedną z najstarszych miejscowości w dzisiejszej Polsce , gdyż archeolodzy szacują wiek pierwszej osady na Wzgórzu Zamkowym na 1850 lat. Zaś pierwsze wzmianki z okresu kultury Łużyckiej sięgają 700 roku n.e..Prawdopodobnie w IX wieku jeden z książąt słowiańskich zbudował tam gród obronny otoczony fosą. W 967 roku Mieszko I przyłączył Szczecin wraz z Pomorzem do swojego księstwa.Lecz to połączenie trwało do 1005 roku, kiedy to możnowładcy Szczecińscy uzyskali po buncie samodzielność . Ponownie w 1121 roku Bolesław Krzywousty przyjął hołd lenny od księcia Warcisława I z rodu Gryfitów. Od 1181 roku miasto wraz Pomorzem Zachodnim weszło w skład Świętego Cesarstwa Rzymskiego. W 1713 roku Szczecin trafia pod panowanie Prus.Pierwsze połączenie kolejowe z Berlinem powstaje już w 1843 roku.W lutym i marcu 1945 roku o Szczecin toczyły się walki , w których brały udział jednostki wojska polskiego.Na mocy układów Jałtańskich o zachodniej granicy Polski miał decydować Związek Radziecki i początkowo zamierzał Szczecin włączyć do swojej strefy okupacyjnej. Ostatecznie dopiero 5 lipca 1945 roku nastąpiło przekazanie miasta Polsce. Ludność niemiecką w liczbie ok.200 tys.osób w ciągu 3 lat przesiedlono do stref okupacyjnych zarządzanych przez aliantów. Niestety do tej pory władze państwa polskiego zrobiły bardzo niewiele dla rzeczywistego połączenia Szczecina z resztą terytorium.Tyczy się to nie tylko Szczecina.Kiedy spojrzy się na pokrycie Polski siecią kolejową, tym nośnikiem cywilizacji, siecią dróg i połączeń wodnych to jak na dłoni widać podział Polski pod tymi względami,na te które były pod rządami poszczególnych zaborców. Np. na terenach b. zaboru pruskiego sieć kolejowa jest 4 razy gęstsza niż tam ,gdzie władali carowie. Tak i Szczecin ma doskonałe połączenia z miastami b. zaboru pruskiego ,będącymi w granicach naszego państwa oraz miastami niemieckimi jak Berlin, Hamburg, Brema czy Kolonia. A do Warszawy nie ma żadnego bezpośredniego połączenia kolejowego,ani drogowego.Dobrze,że teraz do Szczecina jeździ z Warszawy bodaj 8 pociągów dziennie, bo za czasów PRL było ich 2.Nadal pociąg jedzie ok.8 godzin. Rozwijane są za to połączenia komunikacyjne z Niemcami. Niedawno otwarto 2 połączenia wodne Szczecina z Berlinem oraz kilka połączeń lotniczych. Eufemistycznie powiada się o Pomorzu, Dolnym Śląsku, części Górnego Śląska oraz o Warmii i Mazurach ,że to są Ziemie Odzyskane , zapominając,że jest to tylko rekompensata za zabór przez Związek Sowiecki terenów rdzennie polskich na Wschodzie.Niemniej wypadałoby zacząć łączyć je naprawdę z Macierzą. Ale to nie znaczy,że należy być zanadto gościnnym i nie wygrać z taką Pogonią. Smile.

O tym,że w Pogoni w rundzie dogrywkowej rządzi minimalizm.
Już nie chodzi o same wyniki, że do tej rundy Pogoń wchodzi,ale w niej z reguły przegrywa. Chodzi o to,że grają oni o nic i tym samym niewiele grają. Bardziej tę cześć rozgrywek traktują jako spełnienie niechcianego obowiązku,a więc sami chcą mieć chociaż trochę zabawy.A zabawa polega na tym,że grają na luzie, do przodu, chcą zdobywać jak najwięcej bramek, głowy nie zaprzątając sobie jakimiś taktykami czy obronami. Zresztą w całym 2019 roku obrona to nie był ich najmocniejsza strona, gdyż stracili do meczu z nami 29 bramek w tym w rundzie dogrywkowej 12.W takich meczach jak 3:2 z Zagłębiem Lubin, 3:4 z Lechią i 2:4 z Jagiellonią dostarczyli sporo emocji publice.Baczni obserwatorzy zwracali uwagę na fakt,że newralgicznym punktem, który można obarczać odpowiedzialnością za te porażki był środek obrony, w którym dysponowali tylko 3 zawodnikami,w tym Fojutem, który często zachowywał się tak jak by był graczem rywali. Lecz to słabe usprawiedliwienie, gdyż we współczesnej piłce w grze defensywnej w swoich strefach muszą brać udział wszyscy zawodnicy z pola. W Pogoni jak większość się zapędziła pod bramkę rywali to zapędzić ich do powrotu było trudno.Nie inaczej grali z nami. Na luzie i do przodu. Tylko,że przede wszystkim w I połowie nie bardzo można było odróżnić kto tu się bawi, kto stoi, kto gra o Mistrza, a kto chce,żeby to jak najszybciej się skończyło.Smile.

O tym,że koncentracja nie jest naszą najmocniejszą stroną.
Przed meczem trener Vukovicz opowiadał jak wiele zależy od siły mentalnej i że to będzie nasza silna strona. Ja na to powiem,ze ja nie chcę żadnej siły mentalnej, ja chcę tylko,albo aż,żeby nie było słabości,lekceważenia, bylejakości. Ja w ogóle w ślad za prawie wszystkimi poważnymi trenerami powtarzam,że piłka nożna to gra szybkościowo- siłowa,a nie umysłowa.Gdyby polegała na walce na siłę woli to zamiast fizjologów należałoby zatrudnić psychologów, najlepiej po dwóch dla każdego zawodnika. Może by nie zwariowali od tego nadmiaru motywacji Smile. A na poważnie, to nauka psychologii nie znajduje dowodów na to,że pozytywne nastawienie sprawia ,że oprócz lepszego samopoczucia, efektywność działania wzrasta, natomiast potwierdza,że negatywne nastawienie psychiczne często ma skutki destrukcyjne. Szukanie jakiejś siły mentalnej świadczy niestety o bezradności, skoro nie mamy atutów w postaci umiejętności , motoryki, taktyki , organizacji gry to może gdzieś tam w główce drzemią jakieś tajemne siły ,który nam dadzą wygrać. Niestety i tym razem zaklinanie rzeczywistości żadnego skutku nie przyniosło. Oczywiście można rozważać czy naszym zawodnikom naprawdę się chciało wygrać i czy wykazali w tym kierunku dostateczną determinację i zaangażowanie. Daleki jestem od podejrzewania,że im się nie chciało,a bliski jestem stwierdzenia,że chcieli,ale nie mogli.

O tym,że zawodnicy muszą wiedzieć co mają robić na boisku.
Sążniste elaboraty wskazują na to jak ważnym czynnikiem określającym taktykę i organizację gry własnej stanowi znajomość przeciwnika, jego słabych i mocnych stron.Z grubsza chodzi o to,aby słabości wykorzystać,a przed mocą się uchronić. Lecz tak naprawdę to chodzi o coś innego. Mianowicie idzie o to,aby zawodnicy wiedzieli czego się po rywalach spodziewać,żeby tamci ich niczym nie zaskoczyli. Z tej znajomości rywali i ich gry oraz z przekonania o dobrym , własnym przygotowaniu motorycznym wyrasta pewność siebie zawodnika.Lecz sama wiedza to za mało. Zawodnik musi być w stanie zadania nałożone przez trenera wykonać , zarówno poprzez umiejętności , jak i formę fizyczną. Często młodzi ,niedoświadczeni,a przy tym ambitni i zapalczywi trenerzy stawiają przed swoimi zawodnikami zadania dla nich niewykonalne. Po meczu z Piastem kozłem ofiarnym obwinianym za porażkę stał się Kucharczyk. Tylko,że przed nim i Szymańskim trener postawił zadania wchodzenia do środka, nękania bramkarza rywali strzałami z dystansu oraz gry w ataku pozycyjnym. Obaj z tak postawionych zadań się nie wywiązali. Kucharczyk , który parę razy oddał strzał ma takie ubóstwo techniczne,,że do gry kombinacyjnej się nie nadaje, a z kolei Szymański pierwszą rzeczą jaką robi kiedy piłka kierowana jest do niego to chce ją opanować po to,aby natychmiast wejść w drybling.Strzały z dalszej odległości oddaje tylko z rzutów wolnych. Podobnie wczoraj można mieć pretensje do Medeirosa,że nie biegał po skrzydełku jak rączy jeleń. Tylko powstaje pytanie czy on był do takiego ganiania przygotowany fizycznie. W poważnym klubie trener wystawia do gry zawodnika gotowego do podołania wymogom motorycznym. A sprawdza to podczas treningów nie unikając wyników różnych badań. To trening stanowi podstawowe sito selekcyjne. Jeżeli trener wystawił zawodnika niegotowego fizycznie do gry to może mieć pretensje do siebie, a my do niego, a nie do zawodnika.
Innymi słowy trener Vukovicz dopiero się uczy,ale zaczął te nauki jak by nie patrzeć od falstartu.

O tym,że zagraliśmy wczoraj zupełnie bez wyrazu.
Patrząc na grę naszych zawodników we wczorajszym meczu nie chciało się wierzyć,że są oni tak bezradni w grze przeciwko mocno średniej klasy rywalom. Nie było w naszej drużynie żadnej gwiazdy, ba żadnego wyróżniającego się poziomem zawodnika . Nie mieliśmy też tego co można by nazwać specialite de la maison,a więc takiego zagrania po którym przeciwnik byłby bezradny. Nasi rywale pchali się do przodu jeden przez drugiego i dotychczasowi ich przeciwnicy tacy jak Lechia czy Jaga byli w stanie to wykorzystać .Bowiem przeciwdziałanie tak zabawowo grającym rywalom jest proste. Po odzyskaniu piłki 3-4 zawodników zasuwa na pełnej szybkości pod ich pole karne nie dając się wracającym rywalom wyprzedzić, albo 2-3 graczy krótkimi podaniami po trójkącie na pełnej szybkości posuwa się do przodu, lub też 1-2 zawodników jest " na desancie" na połowie przeciwnika i do nich kierowana jest piłka,aby rozprowadzali dalej atak. Tylko,że za każdym razem po odbiorze,piłka musi natychmiast być kierowana do przodu czyli w kierunku bramki wrogów. A u nas wczoraj , po odzyskaniu piłki najpierw do tyłu, potem do boku, potem znowu do tyłu.Żeby zawodnicy Pogoni wracali poprzez czołganie to i tak przy takim rozgrywaniu piłki przez nas zdążyliby wrócić pod swoje pole karne.Zdarzały się i nam zagrania piłki do przodu, tylko,że piłka sama bez zawodników nie zagra,a naszych było w tamtych rejonach boiska jak na lekarstwo,a jak już byli to stali jak słupy soli. Tym samym para szła w gwizdek. I właściwie żal było oglądać zniechęcenie naszych graczy. Ale i widać było to co obserwowaliśmy i wówczas kiedy trenerem był Sa Pinto, strach przed popełnieniem błędu, obawę przed wzięciem na siebie odpowiedzialności.
Po meczu z Piastem w komentarzu miałem wątpliwości czy to rywale byli tak mocni motorycznie czy nasi zawodnicy osłabli i po wczorajszym meczu raczej się one rozwiały. Nasze apogeum formy przypadło na mecz z Lechią,a właściwie na jego II połowę , którą nasza drużyna zagrała na niewyobrażalnej w naszej lidze intensywności. Od tego meczu, obym się mylił, zaczął się zjazd w dół. Wczoraj jedynym naszym graczem , który dobrze prezentował się fizycznie był Nagy, który z Lechią nie grał.W meczu z Piastem nasi zawodnicy przebiegli o niecałe 2 km mniej,a za to wczoraj zespół przebiegł niewiele ponad 110 km i o 5, 5 km mniej od zawodników Pogoni.A to już stanowiło różnicę.To ja się ponownie zapytam : to kto wczoraj był tym, który chciał wygrać i kto na boisku,był tym faworytem do Tytułu.?. Oczywiście można powiedzieć,że nie zawsze się wygrywa. Tylko,że to żadne pocieszenie, raczej taki uśmiech przez łzy.
9wtorek, 14, maja 2019 01:37
geo
Jak zwykle dobrze prawisz p. Zbyszku.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1