A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Legia - Wisła Kraków 7-0: Nokaut

Wiosną tego roku Legia zagrała fatalny mecz w Krakowie, przegrywając z Wisłą 0:4. W trzynastej kolejce bieżącego sezonu nasza drużyna wzięła srogi rewanż, aplikując w Warszawie gościom aż siedem goli. Bramkowym łupem podzielili się Luquinhas, Novikovas, Wszołek, Niezgoda i autor trzech bramek, Kanté.

 

Trener Vuković postawił na następujących zawodników: Majecki - Jędrzejczyk, Lewczuk, Wieteska, Karbownik - Wszołek, Antolić, Luquinhas, Martins, Novikovas  – Kanté. Goście rozpoczęli w składzie: Buchalik – Burliga, Wasilewski, Janicki, Sadlok – Boguski, Klemenz, Wojtkowski, Savićević, Mak – Brożek.

Legia szybko objęła prowadzenie. Już w 1. minucie po ładnej akcji i dośrodkowaniu Karbownika piłka spadła na nogę Luquinhasa i Brazylijczyk sytuacyjnym uderzeniem pokonał Buchalika. W 13. minucie Kanté uderzył głową z pola karnego. Piłka minęła bramkę gości. Trzy minuty później Kanté znalazł się sam na sam z Buchalikiem, ale z ostrego kąta nie pokonał bramkarza Wisły. W 17. minucie Buchalik odbił na rzut rożny strzał Novikovasa. W 18. minucie Kanté dopiął swego. Nasz napastnik pokonał Buchalika głową z kilku metrów po dośrodkowaniu Wszołka i odbiciu piłki od jednego z obrońców Wisły. W 32. minucie było już 3:0. Antolić dośrodkował z rzutu rożnego na głowę Kanté, który umieścił piłkę w bramce gości. W 37. minucie wydawało się, że sam na bramkę Legii ruszy Brożek, ale Lewczuk dogonił napastnika Wisły i znakomicie wyjaśnił sytuację. W 38. minucie Kanté zobaczył żółtą kartkę za faul na Maku. Z rzutu wolnego mocno uderzył Sadlok, jednak piłka została zablokowana. W 42. minucie powinno być 4:0, ale najpierw Wszołek, a potem Wieteska nie zdołali umieścić piłki w bramce. W 44. minucie dobrze ustawiony Majecki spokojnie obronił strzał Wojtkowskiego.

Legia do przerwy prowadziła 3:0, będać drużyną pod każdym względem lepszą od Wisły.

W 50. minucie wprowadzony po przerwie Chuca kopnął Luquinhasa w polu karnym Legii. Po weryfikacji VAR sędzia podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Kanté, Buchalik odbił jego strzał, ale wobec dobitki był bezradny. Było 4:0. W 55. minucie żółtą kartką ukarany został Jędrzejczyk. W 58. minucie Praszelik zmienił Luquinhasa, a minutę później Gwilia zastąpił Antolicia. W 71. minucie na boisku pojawił się Niezgoda, który zmienił Martinsa. W 72. minucie po strzale Gwilii piłka odbiła się od ręki Janickiego i uderzyła w poprzeczkę. Sędzia Jakubik tym razem nie zdecydował się na podyktowanie rzutu karnego. W 74. minucie pięknym uderzeniem na bramkę Wisły popisał się Novikovas i Legia prowadziła już 5:0. W 79. minucie blisko zdobycia kolejnego gola był Kanté, ale nie trafił w bramkę po podaniu od Wszołka. W 80. minucie Wszołek wykorzystał bierność środkowych obrońców Wisły i z kilku metrów umieścił piłkę w bramce. Było już 6:0. W 88. minucie Gwilia celnie uderzył z wolnego, jednak Buchalik odbił piłkę. Pełną degrengoladę gości wykorzystał Niezgoda, który trafił do bramki Wisły po dośrodkowaniu Wszołka. Po tej bramce sędzia zakończył mecz.

Po mecz z Lechem można było odnieść wrażenie, że forma Legii rośnie. Potwierdzenie przyszło w niedzielny wieczór. Nasza drużyna spektakularnie wykorzystała słabość Wisły, a zwycięstwo 7:0 z pewnością zapisze się w klubowych annałach. To niespotykanych rozmiarów zwycięstwo nie powinno jednak uśpić czujności naszych trenerów i piłkarzy. W ligowej tabeli wciąż jest wiele pracy do wykonania.

Dyskusja (19)
1niedziela, 27, października 2019 20:38
Baron
Tego mimo wszystko się nie spodziewałem. Gratulacje dla całej drużyny i sztabu szkoleniowego, bo jest za co. A że Wisła była słaba jak to już niektórzy tłumaczą krakusów? Mnie to zupełnie nie interesuje, nie nasz problem.

"To niespotykanych rozmiarów zwycięstwo nie powinno jednak uśpić czujności naszych trenerów i piłkarzy. W ligowej tabeli wciąż jest wiele pracy do wykonania."

Pod tym zdaniem Gawina podpisuję się rękoma i nogami, dodałbym tylko od siebie dodatkowo, że oprócz ligi jest jeszcze Puchar Polski gdzie trzeba będzie podejść wyjątkowo skoncentrowanym do gry.
2niedziela, 27, października 2019 22:25
Moros
Dawno ligowego meczu nie oglądałem na takim luzie. Taki wynik szybko się pewnie nie powtórzy, więc trzeba się cieszyć ile wlezie Smile Kto dziś nie strzelił może żałować. Wisła beznadziejna ale to i tak sztuka wbić tyle goli na poziomie ekstraklasy. Teraz tylko nie odlecieć.
3niedziela, 27, października 2019 23:02
Senator
Fakt na wiosnę przegraliśmy z Wisłą w Krakowie 4:0 ale pamiętajmy
to był mecz na zwolnienie Sa Pinto, sami piłkarze mówili że za bardzo się wtedy nie przykladali do gry.
7 bramek na nowym stadionie jeszcze Legia nie strzeliła nikomu. To był pierwszy raz . Ostatnie siedem bramek pamiętam w meczu z Widzewem na starym stadionie, wtedy to Boruc strzelił jedną z bramek z karnego. Mam nadzieję, że nic nie pomyliłem i Corazstarszy potwierdzi.
Oczywiście Wisła słaba ale trzeba naszym oddać, że starym zwyczajem nie przestali grać po np trzeciej bramce. To duży plus choć nie jestem przekonany że doczekaliśmy drużyny profesjonalistów.
4niedziela, 27, października 2019 23:28
Moros
Senatorze, wtedy wygraliśmy 6-0. Ostatnie 7 strzelonych bramek na Łazienkowskiej to podobno lata 60-te (tak ktoś napisał na Twitterze).
5niedziela, 27, października 2019 23:34
Senator
@Moros
Rzeczywiście, sprawdziłem było 6:0 .
6niedziela, 27, października 2019 23:38
chlodnym okiem
Legia -Polonia 7-2
7poniedziałek, 28, października 2019 00:16
Senator
Też widziałem, chyba było 7:0 i na koniec straciliśmy dwie.
8poniedziałek, 28, października 2019 01:14
corazstarszy
Baron się wpisał z pochwałą. Koniec świata. Bez obrazy, ale zawsze go miałem za speca od narzekania i szukania winnych.
Senator:
7-0 to nie pamiętam. Pamiętam 6-1 z Elfsborgiem na wyjeździe, 6-0 z jakąś drużyną z Gruzji za trenera Kubickiego, 6-1 ze Stomilem w Olsztynie za Okuki, 6-0 z Widzewem, 6-0 z KSZO i 6-0 z Termaliką. 7-2 oczywiście pamiętam, i to dwa razy, bo oprócz Polonii, kiedyś z Siarką Tarnobrzeg (za Janasa) też chyba było, i to na wyjeździe.
Bardzo się cieszę. Dobrze, że Vuković mówi o pokorze: ta wygrana nie oznacza niczego w meczach z Widzewem i Arką.
Wszyscy bardzo ładnie. Dla mnie Antolić – kolejny mecz z samymi udanymi zagraniami i jeszcze dobrze bitymi sfg, Wieteska i Karbownik – jak na młodego przystało, głodny gry, a przy tym niechaotyczny. Kante ma nagrodę za starania w dotychczasowych meczach. Luquinhas z bramką. Trochę koniec świata, ale zmiana pozycji na razie mu służy. Ciekaw jestem, co dalej z Praszelikiem.
Bardzo, bardzo się cieszę. Gratulacje
Szkoda, że tak mało ludzi, ale tym razem pogoda jest rozgrzeszeniem.
9poniedziałek, 28, października 2019 01:36
Senator
@Corazstarszy
Moim zdaniem frekwencja nie była zła, pewnie ok 18 tyś co uważam za dobrą.
Tak Antolić obecnie naprawdę gra dobre mecze, chyba to jego jeden z lepszych okresów w naszym klubie. Przy takim wyniku trudno wskazać tego jednego naj , jak i trudno napisać kto zagrał słabo.
Powtórzę się jeszcze raz, mnie cieszy gra do końca. W końcu zagrali dla nas kibiców a nie o punkty. Te w tym meczu zdobyliśmy tak przy okazji Smile
10poniedziałek, 28, października 2019 06:19
kibic60
Dla mnie najlepszym komentarzem, jest brak komentarza.
reszta jest milczeniem, a milczenie złotem.
Oby więcej takich spotkań dla zdrowotności nas wszystkich i ku wielkiej uciesze niektórych Very Happy
Edit
Jakie to szczęście , że prezes, który się nie zna nie uległ naciskom tych, którzy się znają Very Happy
11poniedziałek, 28, października 2019 07:21
sektor212
W pełni wypracowane i wywalczone wysokie zwycięstwo Legii. Zaangażowanie w pressing na całym boisku spowodowała, że Wisła była bezradna w zasadzie w każdym sektorze boiska. Olbrzymia ilość przechwytów była pochodną dobrego czytania gry, przesuwania się formacji, natychmiastowy doskoków do rywala i ekipa spod Wawela była zmuszona do dużej ilości własnych błędów. Kolejny udany mecz Kante. Dotychczasowa ruchliwość czy samo szukanie gry Gwinejczyka wczoraj zostało nagrodzone skuteczną grą i hattrickiem naszego napastnika. Karbownik również rozegrał kolejny dobry mecz. Podziwiam jego zmysł do gry ofensywnej i znakomite wyczucie tempa i celność jego podań. Brawo młody. Lewczuk w kolejnym meczu skała nie do przejścia. Dziś można chwalić całą Legię za każdy element gry.

Vuković zaczyna rozwijać się jako trener. Przesunięcie Luquinhasa na 10 może okazać się kolejnym dobrym wyborem Serba jak w przypadku zmiany pozycji Karbownika. Brazylijczyk gra bardziej efektywnie z większym pożytkiem dla zespołu niż na lewej flance. Vuko wczoraj dał kolejną szansę pokazania się młodemu Praszelikowi. Ja początkowo dostrzegałem potencjał w naszym adepcie Legijnej akademii. Wczoraj Mateusz jednak mnie zawiódł. Mimo pełnej kontroli Legii na boisku Praszelik nie starał się brać większej odpowiedzialności za nasze poczynania ofensywne. Gubił pozycje, ustawiał się w dużym zagęszczeniu zamiast szukać wolnych sektorów boiska. Szybko pozbywał się piłki zazwyczaj swoje podania kierując w szerz boiska. Być może jeszcze ma czas pokazać swoje walory jednak wczoraj nie wykorzystał szansy i zaufania trenera.
12poniedziałek, 28, października 2019 08:03
świrekwampirek
Kibic, można powiedzieć że zrobiliśmy Wiśle podróż sentymentalną i zafundowaliśmy im BorewiczaWink
13poniedziałek, 28, października 2019 11:19
anonimowy_legionista
Ja się nie potrafię cieszyć z tego zwycięstwa. Chciałem się buntować i dopóki Vuković będzie trenerem nie angażować się w wydarzenia na Ł3.

Wczoraj jedynie się cieszyłem po bramce Wszołka. W zasadzie cały mecz na to czekałem.

Wracając od braku radości, tu i ówdzie przebąkują że robi się znowu smród w Wiśle z m. in. z tym gościem co go Weszło promowało.

Wisła Kraków jest w czarnej dupie po tych wszystkich Meresińskich, Vannach Ly i etc.

Cieszyć się z demolki "odwiecznego rywala" (z ostatnich lat) się nie potrafię. Takie zwycięstwa smakują tylko wtedy kiedy rywal jest w gazie.
14poniedziałek, 28, października 2019 11:24
XXX
"Vuković zaczyna rozwijać się jako trener."
No proszę, a jeszcze jakiś czas temu był nierozwojowy. Teraz trzeba poczekać aż "mioduski zacznie rozumieć piłkę" i niektórzy komentatorzy pewnie znikną z forum z powodu braku zajęcia.
PS
Nie mam na myśli sektora212
15poniedziałek, 28, października 2019 11:46
a-c10
Dzięki, chłopaki! Very Happy
16poniedziałek, 28, października 2019 14:54
Walles
Eeeeee tam, AL, daj spokój. Przy tych wszystkich ostatnich zawirowaniach jak można się nie cieszyć? To zwycięstwo a szczególnie jego rozmiary niewiele jeszcze zmieniają ale przecież kibica powinny cieszyć niespotykane od dziesięcioleci rozmiary zwycięstwa. Mieliśmy i dużo lepszych graczy i lepszych trenerów a to jednak pseudo-trener wuefista i jego banda wkładów do koszulek sprawiła trochę radości, czyż nie?
Pisałem po meczu z Lechem, że "Może ta drużyna wskoczy na dobre tory, zresztą co nam zostało prócz nadziei ?"
Nie wiadomo jeszcze w którą stronę ten wózek z nazwą Legia się potoczy ale jak mamy mieć nadzieję to jednak cieszą bramki Kante, w końcu bramka Lukiego, debiut Wszołka, kolejne trafienie Novikovasa, bramka Niezgody mimo krótkiego przebywania na boisku. Czyli generalnie ze słabą Wisła niby nic a jednak ważne trafienia i rozmiary zwycięstwa dla mentalu chłopaków. A co będzie dalej? Nawet jak drużyna złapie rytm to i tak będzie pewnie to nasza Legia czyli ta która z Vadisem potrafi przegrać na Łazienkowskiej z Ruchem 1:3, z Bergiem na ławce wracamy pokiereszowani z Łęcznej z bagażem 3 bramek czy też z Czerczesowem za sterami dostaje bęcki i trzy bramki w Niecieczy.
To jest nasza Legia - Nigdy nie przestanie nas zaskakiwać a my nie znamy dnia ani godziny ... Very Happy
17poniedziałek, 28, października 2019 15:53
Bielany
Wynik cieszy jak najbardziej. Zwłaszcza, co już zostało powiedziane, w tak dziwnym okresie kiedy bardzo mało pozytywów. Z drugiej strony nie ma co popadać w euforię bo Wisła zupełnie nie potrafiła uciec spod presingu i w zasadzie sama strzeliła sobie kilka goli. W Europie, bo chyba o to nam wszystkim najbardziej chodzi, nikt tak nie zagra. Mecze takie jak te budują atmosferę, dają pewność siebie zawodnikom, tworzą drużynę. Jaram się Very Happy Widać, że coś się ruszyło, skład mamy taki, że chłopaki raczej nie nachapali się jeszcze tytułów więc powinno im zależeć. Zobaczymy co będzie dalej.
18poniedziałek, 28, października 2019 20:07
Zbyszek
O tym,że Wisła tonie.
Na przykładzie Krakowskiej Wisły widać jak zmienna jest pespektywa i kryteria ocen. Zależy bowiem jak postrzegany jest klub piłkarski. Czy klub jest po to,aby grać w piłkę na odpowiednim poziomie rozgrywek, szkolić i wychowywać młodzieź, mieć pełne trybuny fanów czy może on jest po to,aby walczyć z przestępczością lub walczyć o zrównoważony budżet. W ubiegłym roku na Wisłę spadłą fala hejtu,że na trybunach jej stadionu zasiadali bandyci,że ponoć wręcz nią rządzili i tu wskazywano na niejakiego "Miśka". Takie rozumowanie byłoby żałośnie śmieszne, gdyby nie skłonność naszych rodaków do brania wszelkich plotek i pomówień za prawdę. Otóż każdy kto wie cokolwiek o realiach panujących w środowiskach przestępczych wie,że panuje tam hierarchia i że ci co są w strukurze wysoko jak ognia unikają jawności, oni działają w ukryciu, Więc "Misiek" nie był żadnym przywódcą tylko zwykłym popychadłem.Lecz samo obwinianie klubu o to,że nie walczy z bandytami było kuriozalne. Klub piłkarski nie jest od zwalczania przestępczości. Od tego jest Policja. To jej nieudolność pozwalała na bezkarne działanie bandytów i handlarzy narkotyków. Po rozprawieniu się z poprzednikami nowe włądze rozpoczęły rzecz znaną w polityce,a opisaną w "Folwarku zwierzęcym" czyli ich dobijanie jako metodę na ukazanie,że sami zasługuja na względy jako ci uczciwsi i ogólnie lepsi. Do końca nie znamy sytuacji finansowej Wisły,gdyż nikt się tym nie zajmuje.Poprzednia ekipa wykończona, zadanie wykonane , więc nowej nie będzie się rzucać kłód pod nogi. Tylko od czasu do czasu wypływają kwiatki w rodzaju,że zaległości w wypłatach rosna,że nie tylko nie spłaca się zaległych zobowiązań,ale i bieżących. I nie może być inaczej , gdyż od czasów Cupiałą Wisłą nie miałą i nie ma wpływów na poziomie wydatków.. Więc musi, bo taka jest logika cyfr, generować straty, których nie ma z czego pokryć.Wpadłą w pułąpkę zadłużenia. Mógłby ja uratować jakiś majętny kupiec,ale takiego na horyzoncie nie widać. I to jest ta strona która zajmuje media, ale one zawracają nam tyłki mało istotnymi sprawami odwracając uwagę od poważnego problemu jakim jest wymiar sportowy takiego klubu jak Wisła. Ona tonie sportowo. W ostatnich 10 latach tylko 2 razy byłą na 9, bezpiecznym miejscu w tabeli, w pozostałych była w górnej jej częsci. Dziś, oprócz Korony jest głównym kandydatem do spadku.I nic dziwnego skoro w ostatnich 2 latach z Wisły odeszli tacy zawodnicy jak : Brlek, Carlitos,Cuesta, Cywka,Arsenicz, Bartkowski, Imaz, Hallovicz, Kort, Kosztal, Ondraszek, Mączyński, Uryga, Zachara, Poietrzak i Kolar. Z bardziej przydatnych przybyli zaś tylko Błąszczykowski, Burliga, Klemenz,Mitrovicz , Janicki i Niepsuj. Wisłą deklaruje,że jej budżet to 30 mln złotych. Być może , tylko,że kluby z budżetami 2 razy niższymi jak Raków iŁKS mają lepsze składy,a klub o nieco niższym czyli Piast był Mistrzem. Skupianie uwagi na rzekomej walce nowych władz Wisły o jakieś pryncypia zaciemnia obraz. W Wiśle dzieje się źle a widoki na poprawę są ciemne. Przy czym mnie przy tych rozważaniach o bandziorach naszła taka refleksja związana z rzekomą "sztamą " pomiędzy kibicami Legii i Wisły pod koniec lat 70-tych. Tłem miałą być wspólna wrogość do kibiców Polonii. Chodziłęm w tamtym czasie na mecze Legii na wiodącą trybunę czyli "krytą " i nic takiego nie miało miejsca. Chyba,że była to "spóła"pomiedzy kryminalistami obu klubów , tymi, którzy brali udział w "ustawkach" w których ludzie tracili zdrowie i niekiedy życie. W owych czasach tzw. "żyleta" znaczyła tyle co brud za paznokciem. Taka "zgoda" pomiedzy Wisłą i Legią w tamtym czasie byłą niemożliwa z przyczyny zasadniczej,a mianowicie Wisłą była znienawidzonym powszechnie klubem milicyjnym, a Milicja miała u kibiców Legii jak najgorszą opinię. Podobnie po iluś tam latach jakiś mędrek-wypierdek powie,że po meczu z Lechem w 2019 roku kibice Legii żądali.aby jeden z ich zawodników publicznie ubliżał Polonii czyli klubowi który go wychował. To tak jak by chcieć,a ktoś ubliżał wlasnej matce. Już dziś odpowiadam,że nie kibice Legii tego żądali ,tylko jeden kryminalista. Kibice Legii z takim zbydlęceniem nie mieli nic wpólnego.

O tym,że wczorajsza gra Wisły to rodzaj seppuku.
Większość klubów ESy wie jak grać z Legią. Generalnie chodzi o to,że nasz zespół jest silnie groźny jak zostawia się mu dużo przestrzeni do gry. Rzadko który klub wychodzi obronna ręką z prowadzonej z nami otwartej gry. Wisła w zasadzie od ubiegłego sezonu gra taki radosnawy futbol ofensywny o charakterze otwartym. W ubiegłym roku Wisłą zdobyłą najwięcj bramek w ESie, a jej najlepszym strzelcem był Kolar, którego juz nie ma,a najlepszym asystentem Boguski, który przekroczył już 35 lat. Wisła chyba upojona taką wizją gry, w której to rywale muszą się bronić zaczęłą przekraczać granice rozsądnego ryzyka. Aby bowiem grać ofensywnie i skutecznie to trzeba mieć mówiąc kolokwialnie, dobrych obrońców.A Wisłą ma nazwiska. Na środku obrony stoi wielce zasłużony ,ale już 39 letni Wasilewski. Zawodnik doświadczony, ale już wolny i mało zwrotny. Obok niego niechciany w kilku klubach, wolny, prymitywny Janicki. Na obok z jednej strony odrzut z lepszego klubu Burliga,a z drugiej Sadlok, który po paroletnim leczeniu kontuzji zapomniał, że kiedyś grał na dobrym poziomie. Powiedzieć,że obrona Wisły nie stanowiłą monolitu to nic nie powiedzieć. To był durszlak. Ale chyba i coś tam wewnątrz pękło, gdyż nasi zawodnicy zdobywali bramki właściwie nieatakowani, przychodziło to z przedziwną.łatwością. Oczywiście można rzec,że otwarta gra rywala to woda na nasz młyn,ale oni zachowywali się tak jak by chcieli naszym pomóc jak najwyżej przegrać.Typowe seppuku.

O tym,że w piłce lubię to za czym nie przepadam w boksie.
W boksie nie trawię walk wk tórych jeden z bokserów wyraźnie góruje, zwłąszcza siło i maskruje swojego przeciwnika. Wzbudza to we mnie niesmak i mam pretensje do menedżerów o niewłaściwy dobór rywali. Takie gale podczas których nie ma wyrónanych pojedynków nie wzbudzają emocji, lecz uśmiech politowania.Lecz w piłce nożnej, której sola i ozdobą są bramki nie widzę niczego zdrożnego , kiedy jest ich dużo.Można oczywiście pomarudzić,że nie kopie się leżącego i zę w starym powiedzeniu o mamusi, która strofuje Jasia,żęby nie kopał Grzesia ,, bo sie zmęczy jest ziarnko racji. Ale generalnie to w piłce jest tak,że jak dają to się bierze. A dla nas przyjemnośc podwójna,że Legia nie jest tym bitym, tylko tym bijacyum

O tym,że skład Legii coraz bardziej się krystalizuje.
Po kilku pierwszych meczach sezonu wydawało się,że skłą naszej drużyny w jej wymiarze podstawowym jest już ustalony.
Na szczęście zwłaszcza kontuzje ,ale i słąbe wyniki wymusiły zmiany. Nie chcę tu pisać o moich przemyśleniach, którymi dzieliłem się na tych łamach tylko cieszę się,że zmiany w składzie zaszły. Jeden z mich kolegów w pracy miał mi za złę,że uważałęm,że Gwilia kaleczy grę na pozycji ofensywnego pomocnika, bowiem nie ma do niej predyspozji. Po meczach z Lechem i Wisłą sam zobaczył jak jest różnica pomiedzy Gwilią a Luquinhasem. Ale po kolei. Na prawą obronę wrócił "król " Jędrzejczyk. Na środku obrony grał ledwie poprawnie,natomiast na prawej to klasa sama w sobie. Wie co ma robić w każdej sytuacji, jest pewny siebie, swoich wyborów i swoich interwencji. Ci, którzy grali czyli Stolarski i Vesovicz nawet, gdyby z ich dwóch zrobć jednego to i tak Artur byłby od nich lepszy. Na lewej obronie Karbownik wygryzł Rochę. Jest podobnie do niego skuteczny w obronie, choć chyba nieco lepszy w grze przeciwko kombinacjom rywali,ale przewyższa go umiejętnościami gry w ofensywie. Szybciej icelniej podaje do kolegów, potrafi ograć rywal jeden na jednego. Odkryciem jest Luquinhas jako ofensywny pomocnik, świetny technicznie, szybki, zwinny, potrafiąćy zagrać krótką piłkę , jak i rozprowadzić atak dalszym podaniem. A przy tym znakomicie współpracujący z innymi zaodnikami biorącymi udział w atakowaniu pola karnego rywali.Jako napastnik wczoraj bardzo dobrze zaprezentował się Kante, zastępująć Kulenovicza i Niezgodę.Przy czym z jego pochwałąmi należy zaczekać na bardziej wymagających w obronie rywali.Kante był w Wiśle Płock i u nas takim typem zawodnika , który musi mieć miejsce do gry i kiepsko sobie radzi z rywalami ciasno go kryjącymi.Ale może i pod względem gry w "tłoku" poczynił postępy. Role skrzydłowych nareszcie dobrze wypełniają Novikovas i Wszołek.Chyba Nagy będzie grał ogony, podobnie jak Vesovicz. I wreszcie Antolicz. Zastąpił Cafu i jest od niego gorszym zawodnikiem,ale dla drużyny bardziej przydatnym. Antolicz bowiem powoduje,że Legia wreszcie złapałą balans. Nasza drużyna musi grać pewnie w defensywie i konstruktywnie w ataku. Grając na dwóch tzw. defensywnych pomocników o wyraźnych inklinacjach do gry bardziej ofensywnej zatracaliśmy tę niezbędną dla zbornośći obu poczynań równowagę. Inaczej mówiąc trochę tak jak w modelu matematycznym drużyna dzieli się mna dwie równomocne połowy po 5 zawodników.Kiedy na jednej funkcji jest więcej graczy to model nie funkcjonuje jak należy. U nas nareszcie ta zasada działa. I tak jak najdłużej trzymać.
19wtorek, 29, października 2019 08:16
kibic60
@ anonimowy kibicuje, ale się nie cieszy Very Happy

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1