A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Legia - Śląsk 2-1: Zwycięskie zaległości

W zaległym meczu piątej kolejki Ekstraklasy Legia zasłużenie pokonała drużynę Śląska Wrocław i awansowała na czwartą pozycję w tabeli. Autorami bramek dla naszej drużyny byli Juranović i Pekhart.

 

Trener Michniewicz nie dokonał zmian w stosunku do wyjściowego składu z meczu z Zagłębiem Lubin. Wyjściowa jedenastka Legii wyglądałą następująco: Boruc – Juranović, Lewczuk, Jędrzejczyk, Mladenović – Wszołek, Karbownik, Slisz, Gwilia, Luquinhas – Pekhart. Śląsk rozpoczął w składzie: Putnocký – Celeban, Golla, Tamás, Štiglec - Musonda, Sobota, Praszelik, Mączyński, Pich -  Expósito.

Początek meczu był wyrównany. Legia miała przewagę pozycyjną, ale zawodziło ostatnie podanie lub wykończenie. Śląsk czekał na okazje do szybkich ataków po odbiorach piłki. W 24. minucie nasza drużyna miała stuprocentową sytuację, jednak Pekhart skiksował kilka metrów przed pustą bramką. Dwie minuty później Lewczuk źle trafił w piłkę po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. W 28. minucie Slisz ujrzał żółtą kartkę za przerwanie rajdu Expósito. W 37. minucie po efektownym rozegraniu piłki przez legionistów szansę na bramkę miał Karbownik, jednak trafił w słupek. W 40. minucie mocno z lewej nogi uderzył Wszołek, ale wyraźnie chybił. Trzy minuty później po szybkiej kontrze Legii znów uderzył Wszołek, jednak Putnocký dobrze interweniował. Być może nasz skrzydłowy powinien podawać w tej sytuacji do nieobstawionego Gwilii.

Do przerwy było 0:0. Legia miała kilka dobrych okazji i wynik bezbramkowy nie mógł nas satysfakcjonować.

Po przerwie Legia bardzo szybko objęła prowadzenie. Już w 46. minucie Juranović przejął piłkę przed polem karnym i niespodziewanie uderzył z lewej nogi. Piłka wpadła w górny róg bramki gości. Było 1:0. W 55. minucie zakotłowało się w polu bramkowym Śląska po rzucie rożnym, jednak naszym zawodnikom nie udało się oddać celnego strzału. W kolejnych minutach przebieg gry nie ulegał zmianie. Legia miała przewagę, ale naszym zawodnikom kilka razy zabrakło precyzji w rozegraniu ataku. Śląsk w zasadzie nie zagrażał bramce Boruca. W 73. minucie było 2:0. Putnocký przeciął podanie Luquinhasa, ale piłka trafiła pod nogi Pekharta, który pewnym uderzeniem podwyższył prowadzenie Legii. W 77. minucie Antolić zmienił Gwilię. W 81. minucie fatalny błąd popełnił Jędrzejczyk, który w zupełnie niezrozumiały sposób podał piłkę do Piaseckiego. Rezerwowy napastnik gości nie zmarnował tej okazji. W tej samej minucie Lopes zastąpił Karbownika. Boisko musiał opuścić również poturbowany przez Tamása Pekhart, którego zmienił Valencia. Śląsk nie zagroził już Legii i mecz zakończył się wynikiem 2:1.

Legia była wyraźnie lepsza od Śląska i mogła zwyciężyć zdecydowanie wyżej. Po posusze, której doświadczyliśmy latem, cieszą kolejne trzy punkty i marsz w górę tabeli. W sobotę trudny mecz z Pogonią w Szczecinie.

Dyskusja (12)
1środa, 21, października 2020 21:16
sektor212
Kolejny poprawny występ wojskowych. Odzyskujemy luz i radość z gry. Obserwowałem więcej błędów technicznych (a to piłka odskoczyła, podanie za krótkie itp.) niż taktycznych w fazie budowy gry czy ataku szybkim. Dziś dość ciekawie nasi środkowi obrońcy po odbiorze wyprowadzali piłkę ze strefy niskiej. Natomiast juniorski błąd Jędrzejczyka i gra w poprzek boiska woła o pomstę do nieba. Szczęśliwie babol nie miał wpływu na wynik. Drugi udany mecz z rzędu zalicza Juranović. W fazie bronienia czy atakowania umiejętnie odnajduje się na boisku, pozostając pod grą. Groźne rzuty rożne! Przy stałych fragmentach gry dochodzimy do piłki. Jeszcze brakuje dokładnego przyłożenia głowy, lecz kreujemy bezpośrednie zagrożenie pod bramką rywala.
Dalkub ostatnio pisał o otwartych bocznych korytarzach. Dziś w tym aspekcie taktycznym nastąpiła poprawa i rywal aż tak swobodnie nie kreował sytuacji w bocznych sektorach.
Trochę irytował Wszołek z finalizacją akcji w strefie wysokiej. Brakowało dokładnym dośrodkowaniem piłki do partnerów (większość była zblokowana).
Karbownik – jeszcze dużo nauki przed nim. Dobre zabranie się z piłką w okolice pola karnego (czy samo pole karne), lecz brakuje odwagi i decyzyjności wykończenia udanej akcji.
Niepotrzebnie od 70 minuty zaczęliśmy grać za swobodnie z nutą nonszalancji. Wojskowi poczuli za duży luz taktyczny i fragmentami było za dużo chaosu w środku boiska. Dopisujemy kolejne 3 punkty i gonimy czołówkę. Jeszcze wygramy jeden zaległy i Raków będzie czół nasz oddech na plecach.
2środa, 21, października 2020 22:08
corazstarszy
Trener Lavicka: 'W trakcie drugiej połowy wykonaliśmy zmiany, które – myślę, że – okazały się dobre. Wpuściliśmy nową energię w ofensywie i walczyliśmy o remis albo wygraną'. Hmmm
Najbardziej podobało mi się, że po 2-1 Śląsk nie dostał od Legii jakiejkolwiek szansy na zrobienie czegokolwiek w stronę 2-2.
Najmniej podobała mi się postawa Luquinhasa (brak strzału) w akcji zakończonej słupkiem. Chyba pan Michniewicz wydatnie pracował z T. Pekhartem nad poszerzeniem repertuaru. Jeśli zdoła przekonać Luquinhasa do strzelania w sytuacjach, w których powinien to czynić, to będzie miał duże osiągnięcie.
Zadra jest: Nie można tak było wcześniej?
Mi się tak podoba obecny Bayern, że mógłbym do znudzenia ich oglądać. Idę oglądać. Brawo Legia.
3środa, 21, października 2020 23:23
Senator
Niestety meczu nie widziałem.
Z tego co czytam Legia zagrała jak za starego dobrego Vukowicza, po co więc było zwalniać?
4czwartek, 22, października 2020 00:23
Baron
@Senator

Zluzuj. Nie była, była dużo lepsza, może nie na puchary jeszcze, ale była lepsza niż to co oglądaliśmy ostatnio.
5czwartek, 22, października 2020 10:56
anonimowy_legionista
Koniec października Legia zaczyna grać. Latem potrzebny był nominalny skrzydłowy, ale tak się kończy megalomania z Grosickim.
6czwartek, 22, października 2020 11:47
CTP
Ten mecz mnie osobiście przypomniał mecze za kadencji Vuko, gdy na pozycji nr 10 grał Luqi. Z tym, że wczoraj w jego rolę wcielił się Karbownik. Dzięki temu mieliśmy bardzo dużo sytuacji, z których mogliśmy i, przede wszystkim, powinniśmy zdobyć bramki.
Widać, że Czesio diametralnie zmienił sposób rozgrywania akcji ofensywnych. I trochę mnie dziwią opinie niektórych dziennikarzy o tym trenerze jako preferującym ultradefensywne ustawienie. Ja w obecnej grze Legii widzę pierwsze próby grania zgodnie z najnowszymi trendami, czyli duża wymienność pozycji, dużo biegania i dużo gry piłką po ziemi. Martwi mnie bardzo słaba skuteczność, bo te kilometry jakie robią piłkarze nie przekładają się na zdobycze bramkowe i cała para, póki co, idzie w gwizdek.
Za dużo chęci - za mało efektów. Skuteczność jest do poprawy, bo nie da się przez cały sezon grać na takim poziomie wolicjonalnym z tak marnymi efektami. Zimą naprawdę musimy pomyśleć o jakimś napastniku.
7czwartek, 22, października 2020 11:47
Zbyszek
Michniewicz zaczyna pokazywać jaka jest różnica pomiędzy trenerem,a niedouczonym praktykantem. Każda bowiem działalność musi być po coś,a więc musi być celowa,ale , aby była celowa to musi być planowa ,ale , aby cel był zrealizowany to trzeba wiedzieć jak to zrobić . Gdyż dobry jest nie ten nauczyciel, który zna matematykę,ale ten, który potrafi jej nauczyć innych,zaś najgorszy jest ten , który udaje,że ją zna i nie uczy,ale oducza.
Michniewicz jak na razie prowadzi Legię wręcz podręcznikowo. Na początku podjął kilka błędnych decyzji personalnych i taktycznych, lecz chyba wynikało to z braku rozeznania w aktualnych możliwościach i formie zawodników. Kiedy już miał trochę więcej czasu dokonał oceny formy fizycznej oraz przydatności zawodników do gry w konkretnym systemie i na konkretnych pozycjach. W tym procesie niezbędne były badania medyczne, ale też filmy nagrane dronami i kamerami podczas treningów i meczów. Każdy nowocześnie pracujący trener w swej pracy wykorzystuje zdobycze techniki. Mamy bowiem do czynienia z dwoma niejako stanami wiedzy, tej bazującej na gołych liczbach i tej praktycznej. Można żonglować liczbami tak jak to czyni wielu dziennikarzy, którzy porównują dane ilościowe z meczów takie jak przykładowo : kto ile przebiegł kilometrów, na jakiej szybkości,ile wykonał sprintów, ile miał podań, ile celnych, ile dryblingów itd, itp.. I często wychodzi im,że zespół który miał przewagę w tych parametrach przegrał i nie wiedzą dlaczego. U zawodników chodzi o to samo co w pracy trenera, a mianowicie o celowość biegania , o skuteczność podawania piłki, jej rozgrywania, rozwiązywania sytuacji boiskowych czyli o efektywność gry . Współczesny trener nie może ufać swojej intuicji,ale musi ocenę przydatności zawodnika do gry stale weryfikować . Nie chodzi o to,aby gracz bezmyślnie biegał jak oszalały po całym boisku i robił tylko wiatr, ale o to,aby wiedział gdzie się ustawić, aby odebrać piłkę lub ją przechwycić, jak i gdzie zagrać piłkę,aby akcja była groźna , kiedy i gdzie wyjść do podania , na pozycję itd.. Na tym polega rzetelna selekcja do I drużyny. Kiedy trener już wybierze tych najbardziej przydatnych do gry w systemie wynikającym z siły gry zawodników, ich klasy itd, to wówczas ma do wyboru dwa warianty dalszej pracy. Albo wprowadzać do selekcji element konkurencji i zależnie od aktualnej formy wymieniać część zawodników,albo wprowadzić stabilizację personalną . Pierwszy wariant ma swoich zwolenników, którzy mówią,że każdy z zawodników kadry powinien czuć się potrzebny,a ci pierwotnie wybrani muszą czuć na plecach oddech zmienników co każdemu jest potrzebne. Drugi natomiast preferowany przez większośc klasowych trenerów preferuje doskonalenie zgrania,współdziałania, zrozumienia , wypracowanie schematów i wreszcie automatyzmu. Te elementy skutecznej gry mogą być wypracowane tak naprawdę tylko w tyglu walki boiskowej i konkurencja personalna ich nie zastąpi. Michniewicz wybrał stabilizację kadrową i systemową , która ma jego zdaniem zapewnić korzystne wyniki. Na razie się sprawdza.

Media oszalały na punkcie hagiografii Lecha . Jest to tyleż bezkrytyczne ile też podszyte niechęcią do Legii. "Patrzcie oto cwaniaki ,Warszawiaki jak wam Lech gra na nosie". Osobliwie podkreśla się jak to w tym Lechu wspaniale pracuje się z młodzieżą i za jakie duże pieniądze oni są sprzedawani. Nikt przytomny na umyśle nie zaneguje,że w tym Lechu to oni młodzież mają jak na nasze osiągi dorodną . Lecz wartość polskich graczy na rynku jest wprost uzależniona od wyników reprezentacji i tylko w małym stopniu od wyników klubu. Zobaczymy zresztą jak ich "gwiazdory" poradzą sobie w mocniejszym otoczeniu , bo na ten przykład taki rzekomo wielki talent jak Gumny w słabym Augsburgu wylądował na trybunach. Nie jest moim celem deprecjonowanie osiągnięć Lecha,ale sprowadzenie ich do właściwego wymiaru i rozmiaru. Pamiętamy jeszcze jak to w latach 2011-2013 to Legia obrodziła talentami i w kadrze I zespołu byli tacy młodzi zawodnicy jak : Mateusz Cichocki, Daniel Łukasik,Michał Kopczyński,Dominik Furman,Marcel Gąsior, Bartłomiej Kalinkowski, Kamil Kurowski, Przemysław Mizgała, Aleksander Jagiełło,Bartosz Żurek, Łukasz Moneta, Jakub Kosecki, Michał Żyro,Patryk Mikita, Michał Efir,Rafał Wolski, Maciej Rybus, Ariel Borysiuk, Maciej Górski. Z wieloma z nich w składzie Legia dwukrotnie awansowała do LE , jeden raz wychodząc z grupy. A teraz nastała flauta i nasza II drużyna jest bliżej IV ligi niż a drugiej,a w CLJ wczoraj dostaliśmy łupnia od Śląska 1:5. Niczego nie sugeruję, tylko doradzam zachowanie umiaru , nie tylko w jedzeniu i piciu.

Gdyby nie nadanie rozgłosu wynaturzeniom Vukovicza to olał bym jego brednie ciepłym moczem , tak jak na to zasługują,ale w tej konfiguracji nie mogę udawać,że głosu nie oddał. Ja nie wiem czy ten całkowity brak samokrytycyzmu Serbów nie jest ich cechą narodową. Z przerażeniem czytałem te wynaturzone wynurzenia Radovicza i Vukovicza o tym jakimi to oni byli ofiarami wojny domowej w b. Jugosławii na początku lat 90-tych. A to przecież Serbowie rozpoczęli tamtą wojnę, to oni dokonywali zbrodni wojennych o charakterze ludobójczym, których symbolem stała się Srebrenica. Vukovicz wykazał tę samą cechę widzenia źdzbła słomy w oku bliźniego i niedostrzegania belki u siebie. Mówiąc wprost przewrócił się on na nieuctwie, na tym,że nie potrafił poruszać się we współczesnym futbolu. A ten od kilkunastu lat zasadza się na taktyce i organizacji gry . Kiedy bowiem spojrzymy retrospektywnie na rozwój futbolu to zauważymy bez trudu,że mniej więcej do końca lat 70-tych był on oparty na technice i indywidualnościach. Od początku lat 80-tych nastąpił burzliwy postęp w dziedzinie przygotowania fizycznego ( przyczyną była poprawa zdrowotności ) co zaowocowało wzmocnieniem cech motorycznych , wybiegania, wytrzymałości ,siły, szybkości.Lecz już pod koniec lat 90-tych piłkarze osiągnęli apogeum wydolności organizmów i dalszy rozwój oparty o cechy motoryczne nie mógł się dokonywać. Wówczas wkroczyła taktyka i odpowiadająca jej organizacja gry wzmocniona poprawą cech mentalnych. U nas te trendy zachodziły z opóźnieniem,ale kiedy doszły to wielu trenerów odnoszących wcześniej sukcesy nie było w stanie sprostać nowemu i się wywróciło,że wymienimy tylko Smudę. W Legii tych wyzwań nie udźwignęli ci, pseudotrenerzy, którzy byli nimi tylko z nazwy jak Magiera, Jozak. Klafuricz no i Vukovicz. A o znaczeniu tego zagadnienia najlepiej zaświadcza przykład Rakowa trenowanego przez Marka Papszuna. Raków ma zawodników,którzy w większości klubów byliby w głębokich rezerwach, o ile by w ogóle byli. Siłą Rakowa nie są umiejętności graczy,ale organizacja gry, która ulega stałej poprawie. Odwrotnie niż w Legii w której postępował proces dezorganizacji i chaosu skutkujący brakiem wyników na miarę umiejętności zawodników. a czego niekwestionowanym autorem był trener. Vukovicz czuje się pokrzywdzony przez wszystkich , a osobliwie przez Mioduskiego. A tak naprawdę to on powinien Mioduskiego po rękach całować, i pieśni pochwalne o nim wyśpiewywać, że go w tak wielkim klubie jak Legia zatrudnił. Bowiem nikt,żaden normalny właściciel,żaden normalny prezes w żadnym profesjonalnym klubie nie zatrudniłby kogoś kto niczego nie dokonał i nic nie umie. Tym samym okazał się nie tylko niewdzięcznikiem,ale i gówniarzem bez klasy, zwykłym palantem. Chyba w swej głupocie nie zrozumiał,że udzielając takiego wywiadu skończył się jako trener , bo nikt kogoś kto nie zna swego miejsca w szyku nie zatrudni. Mnie go nie szkoda.

Wczorajszy mecz był ciekawy z punktu widzenia analizy nowych metod prowadzenia akcji zaczepnych przez nasz zespół. Widać wyraźnie że Michniewicz chce grę ofensywną oprzeć o akcje oskrzydlające i różnorodność ich kończenia. Udział w nich biorą zarówno skrzydłowi, jak i boczni obrońcy wspierani przez Karbownika, którego zadaniem jest inicjowanie ataków , jak i ich przyśpieszanie. Z łatwością można było dostrzec,że te akcje polegały na dośrodkowaniach, pójściu z piłką do linii końcowej i zagraniu w środkowe rejony pola karnego , lub wzdłuż linii końcowej boiska,zwężeniu pola i podejściu do linii bocznej pola karnego,rozegraniu piłki w trójkącie,wychodzeniu na wolne pole czy wymianie prostopadłych podań . Ta różnorodność metod jeszcze nie przynosi w pełni porządanych efektów, głównie z uwagi na zbyt małą szybkość i precyzję ich przeprowadzania. Ale sama ich ilość i skala powoduje,że przeciwnik musi swe siły koncentrować na przeciwdziałaniu atakom,a nie na własnych akcjach. Śląsk również swą grę ofensywną opiera na akcjach skrzydłami,ale repertuar środków ma niewielki , bo w zasadzie jest to podejście środkowych pomocników do środka boiska i rozrzucenie piłki do jednego lub drugiego skrzydłowego. Natomiast wczoraj przewyższali nas zgraniem co polegało na tym,że zależnie od obranego wariantu gry ofensywnej lub defensywnej każdy zawodnik wiedział jakie miejsce ma zająć i co robić na boisku.

Życie piłkarskie po raz enty daje nam do zrozumienia,że w przypadku nowych zawodników nie wolno zbyt wcześnie wyciągać wniosków,ani zbyt pozytywnych, ani negatywnych, zwłaszcza wobec takich, którzy sroce spod ogona nie wypadli.Mowa tym razem o Juranoviczu. Wczoraj udowodnił,że ma papiery na granie na wysokim poziomie.Dobry w obronie ,a po skrzydełku biegał jak nakręcony motorek. Imponował techniką ( kilka bajecznych przyjęć),był aktywny, o dużej dynamice, a przy tym pomysłowy. Tworzy wyśmienitą parę z Wszołkiem.No i co ważne strzelił piękną bramkę. Oby tak dalej.Przy czym warto skonstatować,że każdy nowy zawodnik wymaga adaptacji w czasie. Tyle,że ta adaptacja u zawodników o wyższych umiejętnościach i inteligentniejszych przebiega szybciej.

Spokój, opanowanie, konsekwencja, kontrola = zwycięstwo.
8czwartek, 22, października 2020 12:35
corazstarszy
@CTP
Zimą naprawdę musimy pomyśleć o jakimś napastniku.

Jak sprzedamy, to pewnie kupimy. W kasie pustki i wiatr hula.
Uważam, że Legia pod względem personaliów napastniczych źle nie stoi. Martwię się brakiem występów Macieja Rosołka. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że przed tym zawodnikiem dosyć duża przyszłość. Chciałbym, aby w barwach Legii. Jeśli Kante wejdzie na taki poziom jak rok temu, to samo zwiększenie pola manewru, da dobry efekt. Byle Michniewicz nie podchodził do tematu: 'Tomek / Rafael / José / Maciek musi grać, bo jestem z niego zadowolony'.
Niestety, piszę tutaj tylko o lidze. Bo gdy nadchodzi moment występu w eliminacjach, to wszystko się sypie i nic nie działa. Prezes znowu nie wytrzyma.
A do rywalizowania z Omonią i Karabachem w naszym obecnym składzie potrzebna jest Legia na najwyższych obrotach i w optymalnej formie. Wiem, że to dopiero początki pracy Michniewicza, ale Legia rok temu pod wodzą Vukovicia grała futbol bardziej efektywny, lepiej zorganizowany, a i oparty na większej wymienności składu. Każdy mógł się czuć potrzebny. Uważam, że była silniejszą i jakościowo lepiej grającą drużyną. Teraz dopiero wszystko się buduje, a na końcu i tak dupnie.
9czwartek, 22, października 2020 12:38
xxx
@Karbownik
Przyglądałem się wczoraj grze Karbownika i uważam, że na skrzydle był bardziej produktywny. Większość meczu "przesuwał" a jak już zrobił coś fajnego, to właśnie atakując ze skrzydła. do tego lewego. Nie uważam, żeby był lepszy od Martinsa w formie.
Gvilia bliżej pola karnego jest lepszy niż cofnięty, bo jako jeden z niewielu naszych pomocników potrafi przed polem karnym zagrać z klepy, prostopadłą a również wykończyć akcję w polu karnym albo strzałem z dystansu.
10sobota, 24, października 2020 11:34
kibic60
Jakoś dziwnie po meczu nikt nie podnosi tematu Praszelika, a dopiero co była tu taka wrzawa.

Niektórzy, żeby zdeprecjonować sukces Vukovića posunęli się aż tak daleko:

"Vitezlav Laviczka - O jego umiejętnościach świadczy prosty fakt,że z niechcianego w Legii, bo nierozwojowego Praszelika zrobił w krótkim czasie czołowego ofensywnego pomocnika ligi"

O tyle to dziwne, że dopiero co, padły takie słowa:

"Podobnie w PS sukces Vukovicia usiłowano zdeprecjonować wywiadem z Praszelikiem, opatrzonym tytułem jakoby trener go skrzywdził, bo mu rzekomo nie dawał szans. I tu też nie chodzi o to, że zawodnik nie ma prawa do własnych odczuć, ale o zadanie mu elementarnego pytania: od kogo on był lepszy, czyli za kogo trener miał go wystawiać. Tak oto słowami małolata podważa się autorytet trenera, który odniósł niewątpliwy sukces. I ten trend wrzucania do beczki miodu łychy dziegciu ulega pogłębieniu".

Szczęśliwie Lavicka zmienił go w już w 66 min. zresztą z korzyścią dla piłkarza, bo na tle Legii wyglądał jak junior. Przewracał sie o własne nogi, miał mnóstwo strat i niecelnych podań.

Praszelik jest młody i kariera przed nim. Mam nadzieję, że w Śląsku rozwinie sie szybciej, bo w Legii za dużo by nie pograł, tym bardziej że, jak ktoś napisał:

" Kiedy trener już wybierze tych najbardziej przydatnych do gry w systemie wynikającym z siły gry zawodników, ich klasy itd, to wówczas ma do wyboru dwa warianty dalszej pracy. Albo wprowadzać do selekcji element konkurencji i zależnie od aktualnej formy wymieniać część zawodników,albo wprowadzić stabilizację personalną. Michniewicz wybrał stabilizację kadrową i systemową , która ma jego zdaniem zapewnić korzystne wyniki. Na razie się sprawdza."
11sobota, 24, października 2020 13:59
corazstarszy
Kibic60
'Jakoś dziwnie po meczu nikt nie podnosi tematu Praszelika, a dopiero co była tu taka wrzawa.'

Masz rację, że podnosisz wątek. Ja żałuję, że się obie strony nie dogadały, bo myślę, że to zawodnik z dużym potencjałem i już teraz może coś fajnego dać drużynie, w której występuje. Nie wiem, czy nie będziemy żałować. Z drugiej strony, wygląda na to, że Praszelik cierpliwością się nie wykazał, stawiając sprawę na zasadzie 'ja chcę grać już teraz, bo jak nie, to sobie pójdę' i Legia się nie ugięła. Postąpiła pedagogicznie. Ale efekty poznamy dopiero w przyszłości. Póki co, zaliczył raczej słaby występ i na ten moment racja, nie tylko pedagogiczna, ale i piłkarska, jest po stronie Legii.
12sobota, 24, października 2020 22:59
xxx
"Jakoś dziwnie po meczu nikt nie podnosi tematu Praszelika, a dopiero co była tu taka wrzawa."
Przecież nie chodzi o Legię, tylko o wieczne jojczenie.
Na dzisiaj Praszelik by nie zagrał w Legii, chociaż za Czesia kto wie, bo pewnie jego menago zostałby Piekarski a to wiele znaczy. Ale perspektywy Praszelika wydają mi się o wiele większe niż Rosołka.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1