- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Cracovia - Legia 0-1: Prawy do lewego
W dziesiątej kolejce sezonu Legia wyszła na prowadzenie w tabeli Ekstraklasy. Nasza drużyna wykorzystała fakt, że punkty w Poznaniu stracił Raków i po zwycięstwie nad Cracovią wyprzedziła zespół z Częstochowy. Bramkę na wagę trzech punktów w starciu z Cracovią zdobył Mladenović.
Trener Michniewicz postawił na drużynę w składzie: Miszta – Juranović, Lewczuk, Jędrzejczyk, Mladenović – Wszołek, Gwilia, Kapustka, Martins, Luquinhas – Pekhart. Pierwsza jedenastka gospodarzy wyglądała następująco: Niemczycki - Râpă, Szymonowicz, Rodin, Sipľak - Fiolić, Dimun, Loshaj, van Amersfoort, Pik – Vestenický.
W 5. minucie akcję gości strzałem z pola karnego zakończył Fiolić. Miszta interweniował na raty, jednak ostatecznie chwycił piłkę. Legia odpowiedziała płaskim strzałem Pekharta. W 14. minucie Legia była blisko objęcia prowadzenia po rzucie rożnym, ale Niemczycki interweniował na linii bramkowej. W 20. minucie niecelnie zza pola karnego uderzył Kapustka. W 30. minucie po stracie Wszołka piłkę przejął Sipľak i uderzył z dystansu. Miszta odbił piłkę na rzut rożny.
Do przerwy było 0:0. Legia miała przewagę w posiadaniu piłki, ale nic z tego nie wynikało. Obrona Cracovii grała bardzo uważnie i nie pozwalała legionistom na stwarzanie sytuacji bramkowych.
W 48. minucie Mladenović otrzymał piłkę na lewej stronie pola karnego. Serb przelobował Niemczyckiego, niestety w zdobyciu gola przeszkodziła poprzeczka. W 51. minucie Mladenović już się nie pomylił. Akcję zaczął Luquinhas, piłkę otrzymał Juranović, znakomicie wypatrzył Mladenovicia i po płaskim strzale Serba było 0:1. W 59. minucie van Amersfoort przedarł się przez obronę Legii, przerzucił piłkę nad Misztą, na szczęście nie trafił w bramkę. W 64. minucie boisko opuścił kontuzjowany Gwilia. W jego miejsce pojawił się Lopes. W 78. minucie w niezłej sytuacji znalazł się Luquinhas, jednak uderzył zbyt lekko i Niemczycki poradził sobie z tym strzałem. W 87. minucie Thiago usiłował zaskoczyć Misztę strzałem zza pola karnego. Piłka minęła bramkę Legii. Najbardziej o zwycięstwo drżeliśmy już… po końcowym gwizdku sędziego Lasyka. W ostatniej akcji meczu piłka trafiła Pekharta w rękę w polu karnym i sędzia analizował tę sytuację w systemie VAR. Ostatecznie rzutu karnego nie było i mogliśmy się cieszyć z trzech punktów.
To był trudny mecz. Na boisku dużo było walki, fizycznej rywalizacji w powietrzu, mało było składnych akcji i celnych strzałów. Gra Legii nie zachwyciła, jednak zadanie zostało wykonane. W przyszłą niedzielę mecz z Piastem w Warszawie, a w międzyczasie starcie z Widzewem w pucharze Polski.


Sam mecz do zapomnienia, punkty cieszą bo w końcu o to chodzi aby uzbierać ich najwięcej z zdobyć tytuł Mistrza Polski .
Trzeba umieć wygrać taki mecz. W Szczecinie się nie udało, teraz się udało. Generalnie, środek obrony i gra obronna na plus, oprócz naszej lewej strony. Czyli podstawy mamy w myśl powiedzenia 'drużynę buduje się od obrony'.
Sam mecz raczej nie należał do zbyt ciekawych. To chyba reguła, że na pozycję lidera zazwyczaj się wdrapujemy w wielkich bólach a nie wchodzimy z przytupem. Bardzo słabo zagrała para Gwilia + Kapustka, przez co tych klarownych akcji bramkowych za dużo nie było. I to nawet mimo, że Cracovia zdecydowanie nie postawiła autobusu i tego miejsca w środku było stosunkowo dużo. Dobrze, że na ławce pojawił się już Karbownik, bo takiego piłkarza bardzo brakuje w środku pomocy.
Karny.
Widząc ujęcia zza pleców Pekharta można było odnieść takie wrażenie ale z innego ujęcia kamery już nie. To wyglądało na odbicie piłki klatką, a nie ręką. Media skupiły się tylko na tym pierwszym ujęciu. Będziesz miał okazje to obejrzyj ponownie tą sytuację.
W mojej ocenie, laika i optymisty, do strzelonej bramki mecz mieliśmy pod całkowita kontrolą. Przez dłuższy okres odnosiłem wrażenie, że zdobycie gola jest tylko kwestia czasu. Szkoda poprzeczki, bo Legia powinna mecz zamknąć dużo wcześniej.
Po strzelonej bramce (cudnie zagrali nasi boczni obrońcy) nastąpiło coś, czego troszkę się obawiam. Mam nadzieję, że nie było to spowodowane taktyką Michniewicza. Cofamy sie na własną połowę i może coś z kontry.
Obym się mylił.
Dużo osób podnieca się Luquinhasem, ale mnie on często irytuje. Przede wszystkim tym przewracaniem się, przecież on sam potrafi się położyć i często zamiast oddać piłkę to idzie jeszcze bezsensowny drybling. Nigdy nie zrozumiem tego, że w tej lidze zamiast grać szybko piłką to się lubują w holowaniu. No i Mladen. Do przodu wiadomo, ale niepokoi, że dużo akcji Cracovii szło jego stroną z czego było sporo dośrodkowań, których nie potrafiliśmy zablokować.
Chciałbym jednak zwrócić uwagę na tzw. "pewną wrażliwość środowiska". Otóż w podniesionej przez @iocosusa polemice szkolenia ( technika czy rąbanka) ważne są wszystkie głosy. Nie tylko trenerów czy dziennikarzy sportowych oraz pitolników...Bardzo mi brakuje obiektywizmu, a jest to ważny , wręcz kreujący medialny aspekt komentowania meczów ligowych. I tak wczoraj w Krakowie drużyna Legii mająca w swoim składzie lepszych technicznie piłkarzy nie doczekała się w wyczynach komentatorskich pewnej lecz bardzo istotnej prawdy. Naście razy leżał na murawie poniewierany Luquinhass, Wszołek, Kapustka czy Martins...Leżeli zatrzymywani faulami ponieważ piłkarze Cracovii z braku umiejętności / charakteru / ambicji...wybierali prost(y)acki sposób zatrzymywania akcji. Oczywiście nazwisko Probierz zobowiązuje, ale...no właśnie to ale!
Oczekiwałbym od komentujących podkreślania pewnej specyfiki faulowania, opisania słownego dlaczego ktoś jest wycinany / łapany / powalany...miast tego słyszę - "został zatrzymany", czyli w wersji obronnej super! Albo gramy w piłkę nożną, albo w rugby...jeżeli tak, to bramki trzeba poprzerabiać...
Iocosusowa ciekawa dyskusja o szkoleniu młodych ludzi, dużo dobrej polemiki w aspekcie szkolenia pod progres techniczny małolatów w przełożeniu z tym co się widzi i co gorsza słyszy jest - w jakimś sensie pozbawiona tlenu.
Jeżeli chcemy wychodzić z "epoki kamienia kopanego lagą" trzymając na boisku dziewięciu biegających i tratujących wszystko co napotkają na swej drodze turów... ( a-c10 wybacz oczywiście wyolbrzymiam chcąc uwidocznić kontekst) - całość środowiska piłkarskiego musi grać do przysłowiowej jednej bramki, a tym bardziej ci, którzy snują opowieści do mikrofonów. Tyle!
Na kanwie ostatnich wydarzeń i dyskusji o wzajemnych relacjach pomiędzy trenerem a zawodnikami trzeba zauważyć, że kwestie te oprócz nauki prakseologii znacząco omawiają socjologiczna i psychologiczna teoria ról społecznych , która w konkretnych przypadkach podlega korelacji ze zjawiskiem autorytetu. Przy czym nie podam do których stosunków i postaci ,omawiana w wersji wybitnie skróconej problematyka się odnosi , licząc na domyślność czytelników.
Socjologiczna, a ściślej ujmując behawioralna teoria ról społecznych porównuje to kim jesteśmy w społeczeństwie do ról jakie aktorzy odgrywają w sztuce teatralnej. W życiu jak wiemy w części ról obsadza nas los, a tylko cześć jest nam przydzielana. Ocenie podlegają czyny, a więc to jak z ról społecznych się wywiązujemy ,a nie jakie uczucia nam towarzyszą. Można podać przykłady ucznia i nauczyciela, pracownika i przełożonego, ale i trenera i zawodnika.Każda z tych ról polega na wypełnianiu funkcji jaka jest do niej niejako przypisana, a którą można zwerbalizować czyli mówiąc banalnie napisać pewien wzorcowy zakres obowiązków i uprawnień których wypełnienie będzie desygnatem wypełnienia przypisanej roli. Z behawioralną teorią ról koresponduje jej cześć psychologiczna. Ta z kolei powiada, że podmiot nie tylko wykonuje role, ale wczuwa się w ich istotę , i oczekuje od osób pełniących inne role wykonywania ich zgodnie z tym do jakich zostali powołani. Tak więc np. trener wie jak ma wykonywać swój zawód, bo jest do tego przygotowany ( wiedza, umiejętności, doświadczenie , prawidłowa aksjologia itp),a zawodnik z kolei ma niezbędny poziom wyszkolenia i motoryki, aby grać tak jak się od niego wymaga. Obie strony tej relacji słusznie mają prawo oczekiwać ,że mając te cechy poważnie podchodzą do wykonywania swych funkcji w zespole. Każde zaburzenie stosunków w grupie polegających na złamaniu, zamazaniu , czy zamianie ról burzy jej spójność i powoduje, że cel jej istnienia , a wiec zadanie dla realizacji którego istnieje będzie gorzej wykonane, albo w ogóle nie uda się go zrealizować.
Jak by tego było mało to musimy jeszcze wprowadzić dodatkowy kwantyfikator w postaci autorytetu. Jest mnóstwo definicji tego czym jest, a raczej czym powinien być autorytet, a właściwie kim jest człowiek tym przymiotem obdarzony. Nie wymieniając tych definicji można poprzestać na intuicyjnym przekonaniu, że człowiek posiadający autorytet to ten, który z racji swych cech, wiedzy, charyzmy budzi takie zaufanie, że go słuchamy i wykonujemy jego zalecenia. Kiedy grupie społecznej przewodzi formalnie ( rola społeczna ) osobnik bez autorytetu to grupa ta podlega atomizacji i staje się niezdolna do wykonania celu , dla realizacji którego istnieje. Przy ocenie funkcjonalności grupy społecznej koniecznie trzeba pamiętać, że jest to działalność praktyczna i tak naprawdę jak to co skrótowo opisałem działa, poznajemy po efektach.
Trener Michniewicz zabrał się do pracy w Legii z nadzwyczajnym entuzjazmem, a jego pracowitość jest zadziwiająca. On chyba nie wie co to odpoczynek. A do tego pokazuje, że zrywa z doktrynerstwem w traktowaniu młodych zawodników. Pisałem niedawno o tym, że liderami Legii przed wielu laty byli dziewiętnastoletni zawodnicy Wiesław Korzeniowski ,a po nim Kazimierz Deyna. Wówczas jednak trenerami Legii byli Longin Janeczek i Virgil Popescu ( Korzeniowski) oraz Jaroslav Vejvoda ( Deyna) dysponujący takim autorytetem, że mogli sobie na takie eksperymenty pozwolić. Ogólnie powiem, że w czasach dawniejszych łatwiej było młodemu , zdolnemu zawodnikowi , pomimo ogromnej konkurencji , przebić się do kadry i do gry w zespołach ligowych. Wspomnijmy jeszcze przykładowo o debiucie 15-letniego Lubańskiego w Górniku , który w wieku 16 lat grał w reprezentacji, czy o Władku Żmudzie. W latach 60. 70. 80 -tych zawodników w wieku poniżej 20 lat grających w naszych zespołach ligowych było wielu. Po tym okresie tak się jakoś porobiło, że młodzież gdzieś wcięło i została zastąpiona przez 30-letnich obcokrajowców, nie bardzo , poza nielicznymi, umiejących kopać poprawnie piłkę. I to oni musieli grać, bo zostali za ileś tam zł , USD czy Euro kupieni, a polski gracz musiał swoje odczekać, chyba dlatego, że nic nie kosztował czyli mówiąc wprost łańcuszek pośredników na nim nie zarabiał. Dlatego z uznaniem przyjmuję fakt, że Michniewicz jest kolejnym po Bergu trenerze, który ogląda na własne oczy mecze drugiej drużyny i juniorów. Każdego, który się wyróżnia niezależnie od wieku sprawdza na treningi "jedynki" , daje mu pograć w PP i w ESie ze słabszymi rywalami. Legia naprawdę nie ma gorszej młodzieży jak Lech tylko do tej pory nie miała swojego Żurawia, a troglodytów zamiast trenerów.
Michniewicz rzeczywiście czuje się odpowiedzialny za cały proces szkolenia i selekcji w klubie. Nie traktuje więc drugiej drużyny jako autonomicznego podmiotu ,ale jako elementu całości , która ma służyć potrzebom I drużyny. Nie tylko więc niejako wyciąga co lepsze ogniwa, ale i przekazuje do dyspozycji trenera "dwójki" tych, którzy w szerokiej kadrze ligowej się nie mieszczą, a mogą być potrzebni jako zmiennicy. Od dwóch meczów ( z Polonią i Huraganem),a wiec chyba nas stałe do II drużyny oddani zostali : Tobiasz, Stolarski, Astiz, Rocha, Mosór, Kwietniewski, Cholewiak, Kostorz. Ci zawodni zamiast siedzieć na trybunach grają w meczach . To się nazywa współpraca.
Kiedy mówimy o autorytecie to Michniewicz zaczyna go zdobywać. Bowiem taka narracja, że oto buduje się jakaś mistyczna pewność zespołu jest przekłamaniem istoty relacji w drużynie. Tym co spaja, jest fundamentem, jest autorytet trenera. Michniewicz wystartował marnie, bo ustalony przezeń system, taktyka gry i wybory personalne w meczu z Qarabagem były strzałem w płot. Ale po meczu z Lechem zyskał zaufanie zawodników. Ustalił niestandardową taktykę i organizację gry polegającą na kryciu i nie pozwoleniu rozwinięcia skrzydeł kilku wybranych zawodników Lecha, co przyniosło zwycięski efekt. Można tylko obawiać się czy Michniewicz, nie chce posuwać się do przodu za szybko i czy nie chce wszystkiego osiągnąć na raz. Stare powiedzenie głosi, że co za dużo to niezdrowo. Czasami odnoszę wrażenie, że chyba w młodości za dużo się naoglądał dobranocek o " pomysłowym Dobromirze". To utechnicznienie procesu szkoleniowego w postaci już nie tylko dronów, ale i innych najnowocześniejszych urządzeń i programów badawczych, a przyszłościowo stosowanie telebimów może być korzystne pod warunkiem przyswojenia zasobów wiedzy przez zawodników. Bowiem same te pomysły unowocześnienia nie działają. Mnie to przypomina technologię szkoleniową Mourinho , który jako pierwszy zastosował nowoczesną metodykę świadomego wciągnięcia zawodników w proces treningowy. Tylko, że Portugalczyk robił to na papierze, czyli zawodnicy dostawali materiały w formie skryptów, a Michniewicz chce osiągnąć to samo przy pomocy tabletów. Ale chyba podstawowym czynnikiem , który w grze naszej drużyny musi być zastosowany i szczególnie wyeksponowany to umiejętnie dobrana taktyka ,ustawienie i organizacja gry. Po to ,aby mogły wygrywać niewątpliwie wyższe umiejętności techniczno-taktyczne naszych zawodników stanowiące przewagę nad rywalami. Tak jak to było widoczne przez prawie cały wczorajszy mecz.
O Probierzu poczyniłem na tej stronie w przeszłości mnóstwo zapisów, wszak jest to nietuzinkowy osobnik ,a Legia grała z prowadzonymi przezeń zespołami wiele meczów. Obecne uwagi czynię z tego powodu, że niektórzy dziennikarze widzieliby go na funkcji trenera naszej reprezentacji, czemu ten obłudnie zaprzecza. Nie przesądzając o tym czy ma kwalifikacje powinno się zwrócić uwagę na jego osobowość i zasady postępowania. Przyznam się, że nieco lekceważyłem jego fascynację gdańskim filozofem Arturem Schopenhauerem. Dopiero jak przed wczorajszym meczem Mielcarski mimochodem rzucił zdanie, że Cracovianie cierpią na boisku i doznałem daru skojarzenia. Probierz swoim znajomym przy okazjach różnych zwykł ofiarować zbiór "Aforyzmów o mądrości życia" Schopenhauera. Nie wchodząc w to, czy ktoś mu podarował ten zbiór czy też z wielu pism, wielu filozofów wybrał akurat tego niemieckiego filozofa to jego nauki przyswoił sobie zaiste akuratnie. Schopenhauer uważa, że poznanie świata zewnętrznego jest niemożliwe i my jesteśmy skazani na wyobrażenia o nim . Jedynym co poznajemy to my jako ciało ludzkie. Tym zaś co przeżywamy jest nasza wola . Każda zaś wola rodzi się w cierpieniu. To cierpienie niespełnienia jest źródłem woli kierującej naszymi poczynaniami. Schopenhauer jest również twórcą nurtu filozofii poznania o nazwie fenomenologia . Nie da się opisać tego kierunku, ale chodzi w nim z grubsza o to, że doznajemy wiedzy o świecie dzięki formom i strukturom, które są naszymi przewodnikami. Równocześnie, o czym pisałem Schopenhauer jest twórcą nowoczesnej erystyki, ale Probierz jego nauki w tym względzie przyswoił sobie silnie pobieżnie. O dorobku Schopenhauera pewno by zapomniano, ale pozytywiści francuscy na przełomie wieku XIX i XX wynieśli go na sztandary jako protoplastę dekadentyzmu. Ten pogląd jest wyrazem pesymizmu odnośnie kierunku w jakim podąża ludzkość , który polega na rosnącym cierpieniu z powodu coraz większego rozdźwięku pomiędzy ilością dóbr i coraz mniejszą możliwością zaspokojenia wszystkich potrzeb . Ten stan napięcia rodzi strach, będący niszczycielem ludzkiego bytu.
Kiedy więc z jednej strony krytycznie spojrzymy na poczynania Probierz to z drugiej nie możemy odmówić mu konsekwencji w oglądzie rzeczywistości i podejmowanych działaniach. Chyba jeszcze pamiętamy jak śmiało poczynał sobie jak został trenerem Wisły Kraków. Wówczas otwarcie przekazał główną zasadę swego ego mówiąc, " Piłkarze nie mają ze mną żadnych problemów, jeżeli postępują według mojej woli". Zawodnicy z kolei twierdzili ,że Probierz wszędzie węszył spiski, że zbudował wokół siebie mur. Wiślacy, z których wielu zdobywało Tytuły i miało po kilkadziesiąt występów w reprezentacji patrzyli na niego jak na wariata kiedy krzyczał, ubliżał i machał rękami. Zawodnicy jego odejście na własną prośbę uznali jako przejaw strachu przed tym, że nie podoła wydobyć zespołu z kryzysu ,w który sam go wpędził.
Jako trener Cracovii Probierz konsekwentnie pozbywa się zawodników, którzy nie chcą cierpieć, a to morderczego treningu, a to nie poddają się woli "fenomena" ( to od nazwy fenomenologia Schopenhauera) ,a to chcą zarabiać więcej, albo nie chcą przedłużać umów z Cracovią. Do takich "niedostosowanych" a bardziej znanych wypada zaliczyć : Carbrerę, Brzyskiego, Piątka, Rakelsa,Drewniaka, Budzińskiego, Cetnarskiego, Jendriszka, Polczaka, Wołąkiewicza, Deleu, Malarczyka, Covillo , Sandomierskiego, Szczepaniaka, Wójcickiego, Gola, Helika, Lopesa, Wdowiaka i chyba Hancę. W wielu przypadkach Probierz sam graczy się pozbywał. ale w wielu innych nie jest w stanie przyjąć do wiadomości, że to on jest przyczyną i powodem ich uporczywych starań o odejście od niego. Kiedy np. Kapustce zaproponowano powrót. To rzekł, że do Cracovii owszem ale do Probierza nigdy w życiu. Chyba nasz "fenomen " za bardzo przyswoił sobie Schopenhauera.
Mówi się potocznie ,że nie każdy kapelusz pasuje do każdej głowy . I odwrotnie. Jest taka przerzutnia wskazująca, że każdy człowiek gdzieś się tam plasuje, w którymś ogniwie łańcucha pokarmowego, w tym wypadu znaczeniowego. Jest takie powiedzenie ,że jakaś panna chciałby być damą, ale umie tylko dawać, bo Pan jej rozumu, urody i majątku zapomniał dać. W piłce tę prawidłowość też można dostrzec, aczkolwiek do łatwych zadań ono nie należy. Tak jak z trenerami, jak np . z Probierzem, który na Cracovię jest dobry, a na Wisłę to był za cienki Bolek. Podobnie jest z zawodnikami. Ilu z nich wyróżniało się w marnych klubach, a kiedy trafiali do takiej Legii to okazywali się papierowymi tygrysami. Ale zdarza się, co prawda rzadziej, że kiedy zawodnik trafi do lepszego klubu, do lepszego otoczenia, do porządnie przygotowanego do zawodu i normalnego trenera to nie tylko dorasta, ale rośnie jak by drożdży dostał i wyrasta ponad poziom. Tak stało się z Mladenoviczem, który pogrywał sobie , a chyba trafniej trzeba to nazwać, że marnował się i wbijał w lata w słabej Lechii. Przyszedł do nas i pod okiem Michniewicza gra jak z nut. A to co zrobił w meczu Serbii z Rosją przeszło do historii. Nie tylko dlatego, że Serbia rozbiła Rosję 5:0,ale dlatego, że obrońca zaliczył dwie asysty i strzelił bramkę stając się bohaterem meczu i najlepszym zawodnikiem na boisku. We wczorajszym meczu z Cracovią Mladenovicz był jedynym piłkarzem , którego można wyróżnić. Co zbyt trudne nie było. I to on dał nam wygraną. Niestety reszta graczy i Legii i Cracovii stanowiła mało widoczne tło. Zawodnicy prezentowali się tak jak by zostali zmuszeni do wyjścia na boisko i musieli mecz rozegrać. Co im się udało bez włożenia zbytniego wysiłku.
Mecz był słaby i eufemizmem byłoby twierdzić ,że był widowiskiem. Można się tylko zastanawiać czy piłkarze dostosowali się do poziomu sędziego czy arbiter dostosował się do piłkarzy. Lecz o ile piłkarze trzymali ten marny poziom przez całe spotkanie to sędzia obniżał go jak by tonął w absurdzie swych decyzji. Lepiej byłoby dla niego i pewno dla meczu, gdyby gwizdek mu się gdzieś zapodział.
Generalnie piłkarsko Legia lepsza od Cracovii, mądrzejsza lepiej operująca piłką, ale to nie powinno dziwić, zabrakło zabicia meczu, zamiast tego nerwówka. Brawo za 3 punkty.
Ulalala, wciskam F5 z radością oczekując wieści z Krakowa
Pojutrze mamy mecz z Widzewem, który raczej przed nami się nie położy, więc nie dziwi mnie, że zaczęliśmy się trochę oszczędzać.
A takie nerwówki, mam nadzieję, będą dawać dużo do myślenia właścicielowi. Mimo pozycji lidera, ta drużyna cały czas ma mało jakości, zwłaszcza w ofensywie. Za chwilę odejdzie Karbo i zostaniemy z Gwilia i Kapustką, jako kreatorami akcji ofensywnych. A na to, że prawy obrońca będzie co mecz wrzucał piłki na strzał lewemu obrońcy, to ja bym specjalnie nie liczył.
Jeszcze jedno - uwielbiam jak ktoś dokonuje ocen ludzi w odpowiednich miejscach i tego co im się udało a co nie. Zbyszek nasza wyrocznia delficka uznał że Probież na Cracovię się nadaje a na Wisłę już nie. Cały czas się śmieję z tego wywodu bo jest mniej wiecej tak sensowny jak zamknięcie wyciągów rano aby je w południe otworzyć. Prawda jest taka że podobnie jak Petrescu, Probież chciał mieć kontrolę nad drużyną i zmusic ich do zapierdalania - w Wiśle zarząd zachował sie po polsku - czyli uznał że zmiana trenera będzie tańsza, w Cracovii prezes właściciel i sponsor powiedział ni chuja, zero kasy dla obiboków, a ciebie zrobię viceprezesem i obiboków wypieprz na zbity pysk - ot cała prawda.
" po ostatnim gwizdku bo szczerze powiem nie rozumiem kiedy jest ręka a kiedy jej nie ma."
A co powiesz o upadku Lewczuka w naszym polu karnym chwilę przed tą "ręką"?
I na tym właściwie należałoby dyskusję o tym spotkaniu zamknąć. No bo nie oszukujmy się, święto futbolu to to nie było pod żadnym względem. Obustronnych – o dziwo! – pretensji do sędziego zupełnie nie rozumiem. Wręcz przeciwnie, wg mnie pan Lasyk był drugą po Mladenoviczu jasną postacią tego spotkania. Że drugą z dwóch? Że starczyło mu do tego po prostu niczego nie spieprzyć? Jasne, ale czy to jego wina?
O sytuacji z końcówki można, moim zdaniem, rozmawiać jedynie w ujęciu czysto teoretycznym. Senator twierdzi, że liczy się intencja. I ja się w zasadzie z tym zgadzam, uważam jednak, że jeśli ruszasz się w stronę piłki i powiększasz ręką obrys ciała, to podejmujesz ryzyko. I jeśli cię w tę rękę piłka uderzy, no to skucha, karny. Przy czym jest to o tyle nieistotne, że po pierwsze, od momentu, gdy niejaki David Elleray dołączył do IFAB, interpretacje zagrań ręką zmieniają się coś ze trzy razy na tydzień. Przyznam ze skruchą, że nie wiem, która z nich była tą obowiązującą akurat wczoraj ok. 19:20. Wierzę, że sędzia wiedział i że zadecydował zgodnie z przepisami, nie zaś z moim, ani nawet – z całym szacunkiem i sympatią – senatorskim widzimisię. Po drugie zaś, chwileczkę przed całym zdarzeniem był (chyba?) faul na którymś z Waszych graczy (Lewczuk? Mladenović?). Niewykluczone zatem, że Pekhart mógłby sobie z pełnym rozmysłem tę piłkę złapać i przekozłować pół boiska, a i tak nic by to nie zmieniło.
Co zaś się tyczy wyrażanego m.in. przez Zgreda oburzenia, że arbiter nie chronił Legionistów – jeśli Wasi chłopcy wciąż będą liczyć na to, że sędzia użyje gwizdka za każdym razem, gdy umyśli im się paść na glebę i skamleć, cóż, w poważniejszych od Ekstraklasy rozgrywkach powodzenia Wam to nie wróży.
@ Zbyszek:
Brzyski, Drewniak, Centarski, Budziński, Rakels, Jendrisek, Polczak, Wołąkiewicz, Deleu, Sandomierski, Szczepaniak, Malarczyk, Wójcicki… Ochhh, achhh, cóż za tuzy! Dzień po dniu każdy kibic Pasów łzy perliste-rzęsiste wylewa z tęsknoty za nimi;] Wszyscy oni razem wzięci po odejściu z Cracovii osiągnęli akurat tyle, ile wart jest Twój wywód. Wybacz, taka prawda.
Nie jestem fanem Michała Probierza. Nie byłem zachwycony, gdy zostawał szkoleniowcem Cracovii. Do dziś nie stało się nic, co jakoś przesadnie by mnie do niego przekonało. Wciąż jednak uważam, że dopóki zasada „piłkarze nie mają żadnych problemów, o ile postępują wg woli trenera” nie stanie się obowiązująca we wszystkich naszych klubach, dopóty cała nasza piłka pozostanie… hmmm… użyłeś takiego ładnego słówka… o, już wiem – marna.
nie widziałem więc się nie wypowiadam. Szczerze to ja jak zobaczyłem powtórkę, to myśłałem że śędzia to gwizdnie - te nowe przepisy są dla mnie zupełnie nieczytelne.
Nikt nie mówi w TV o wycięciu Lewczuka chwilę przed tą "ręką" ani c+, ani TVP Sport w magazynie Gol. Wg. mnie Lewczuk został sfaulowany w naszym polu karnym przed tą "ręką". Poza tym po obejrzeniu z innego ujęcia kamery dla mnie "ręka:" Pekharta nie jest już tak oczywista, bo wygląda to na odbicie się piłki od klatki piersiowej Czecha, fakt blisko ręki i stąd wrażenie, że to mogła być ręka bo wszyscy skupili się na ujęciu zza pleców Pekharta.
Nikt też w mediach nie komentuje sytuacji Luquinhasem w polu karnym Cracovii chwilę po strzale w poprzeczkę Mladenovica. Wg. mnie to był oczywisty karny dla Legii.
No i na koniec ciekawostka, Legii nie podyktowano rzutu karnego w lidze już od prawie 300 dni. To jest ewenement chyba nie tylko w naszej lidze.
Tak w ogóle to był dość słaby mecz naszego "wieżowca" - widać, że cała ta sytuacja z testami mocno negatywnie na niego wpłynęła i gdyby nie kontuzja Gwilii, to pewnie jego zmieniłby Lopes.
A co do Luquiego, to tam było więcej aktorstwa ze strony Brazylijczyka, niż rzeczywistej krzywdy. Ja, podobnie jak Lasyk, nic bym tam nie gwizdnął.
No nie! Jakie tam chronienie? Bądźmy poważni - prośba...
Generalnie mam wywalone na to jak Cracovia ( vide Filipiak & Probierz) będą sobie radzić w tej lidze, a idźcie nawet do finału LM - kibicować będę.
Obiektywizm by się przydał jednak - mimo wszystko...
..."jeśli Wasi chłopcy wciąż będą liczyć na to, że sędzia użyje gwizdka za każdym razem, gdy umyśli im się paść na glebę i skamleć, cóż, w poważniejszych od Ekstraklasy rozgrywkach powodzenia Wam to nie wróży.?
Cóż
Nie mnie oceniać czy już u was "wydoroślał", to wasza piłka, szkoda by było jednak gdybyście zostali z "rugbistami" do przecinania, w końcu Kraków słynął z dobrej piłki...
Wydarzenia z Lewczukiem nie widziałem
Ale wiesz, że to jest argumentacja z piaskownicy rodem, hm?
Tak, jasne. Najprawdopodobniej w przyszłym sezonie nie będzie nas w pucharach (z tym "nigdy" to bym się nie rozpędzał). Szczerze mówiąc, nawet na to nie liczę i jeśli jednak będziemy, pozytywnie mnie to zaskoczy. Tak, owszem. Nasz trener zachowuje się przy linii jak pajac. I...? Jaki to ma związek z tym, o czym pisałem?
Obiektywizm wyraziłem stwierdzając oczywisty fakt, że Lasyk dobrze gwizdał, stąd też pretensje żadnej ze stron nie są uzasadnione. A to, że część Waszych piłkarzy (Jędrzejczyk, Luquinhas...) liczy na przychylność sędziów, jest zjawiskiem, które znacznie bardziej szkodzi Wam, nie mnie/nam. Oczywiście, możesz turlającym się po murawie i drącym się wniebogłosy Legionistom klaskać. Możesz się święcie oburzać, że po faulu zawodnika Legii nie ma rzutu wolnego/karnego dla Legii. Wolnoć Tomku. Tylko się potem nie dziw, że europejscy sędziowie nie dają się łapać na tego typu jarmarczne sztuczki.
No nie, dalej nie...
Wiesz co - wczytałem się w iocosusową pisaninę o tej wielkiej i pożytecznej teorii szkolenia młodych "Lewandowskich" w systemie "uroku" tej dyscypliny. I gdzieś oczami wyobraźni rysował mi się obraz kiwek, kiweczek, kanałów, kanalików, szybkich nóżek czy nawet zidanówek z obrotem...Nie tu u mnie, nie w Warszawie - ale wszędzie, na boiskach, placach, nawet placach zabaw. I wtedy pojawił się on - w pełnej odsłonie, nie biorący łupów wojownik - Siplak. Namaszczony "probierzownictwem" drwal w piłkarskim odzieniu, człowiek demolka istny kuźwa I- xmen...Gdyby jeszcze uprawiał zapasy na macie lub judo...ale nie (?) ktoś mu do łba wbił, że będzie piłkarzem.
Tam u was, z tego co czytam panuje nerwowa mania...Michał nad Michałami wytycza kolejne poziomy, poziomy jemu znane gdyż ( nie wiadomo czemu) aż tak zauroczył Człowieka od Chmury, że ten w końcu zacny przedsiębiorca uczynił go swoim vice w projekcie pod wzniosłym hasłem Cracovia. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie kilka małych faktów dotyczących samego trenera Michała. Jako piłkarz w Zabrzu dał się poznać z "rombajła" techniki zero, noga sztywna, przecinak. Jako trener zawsze, ale to zawsze wyrzucany na pysk, z pięknych Salonik uciekał aż się kurzyło przed krewkimi kibicami bo tak im się dał we znaki...Socjopata z parciem na szkło, narcyz uwikłany w samozachwyt, zwykły burak...Dobra Dość!
W nawiązaniu do rozszerzonej myśli naszego iocosusa w temacie szkolenia młodych lub jeszcze młodszych. Nie tacy ludzie są potrzebni tu nad Wisłą. Potrzeba nam na przyszłość wizjonerów sztuki nie rąbanki...Za chwilę oddacie do użytku swoją Akademię i kiedy pomyślę, że większość wymagająca podpisu projektów będzie przechodzić przez biurko pana Michała, dopada mnie stan zażenowania...No chyba, że położycie główny nacisk na wychowywanie obrońców - młodych, dzielnych "Siplaków"...czego z całego serca wam Nie Życzę
Nie winię do końca Michniewicza za nerwówkę w końcówce, ale każdy rozumny facet wie, że jak idzie to dupą szczęścia nie szukamy. Co ładniej brzmi w tej wersji, że podczas przeprawy przez rwący nurt rzeki koni się nie zmienia. Zamiana Gwilii trzymającego grę defensywną w środku pola musiała spowodować łatwiejsze przedostawanie się graczy rywali pod nasze pole karne. Wiemy, że Michniewiczowi marzy się zmienianie systemu gry w trakcie meczu tylko ,że ono musi mieć jakiś cel, być po coś. Takie zmiany jak w niedzielę są bez sensu, bo jest to tzw. sztuka dla sztuki , na dodatek szkodliwa. Teraz Czesio chce grać "trójką " z tyłu, bez 3 klasowych środkowych obrońców. Po tej rewolucji spodziewam się efektu Klafuricza. Czyli jak ma wygodny stołek to niech go nie zamienia na wychodek.
@A-10.
Nie odwracaj kota ogonem. Ja ani jednym słowem nie odniosłem się do oceny zawodników, których "fenomen " się pozbył, bo nie to było tematem mej opowieści. Chodziło mi wyłącznie o sposób rozstania . Robił to w sposób, eufemistycznie mówiąc, mało elegancki, a dosłownie, brutalny, chamski i prymitywny. Bo te jego chwalenie się Schopenhauerem ( nawiasem mówiąc , nie ma się czym chwalić) to jest rodzaj poleru pod którym skrywa się zwykły żul. Ponieważ nie czytam niczego przed napisaniem komentarza to dopiero po nim zapoznałem się z odpowiedzią Probierza na dowcipny i subtelny post kibica o nicku bodaj Guziec, w którym ten grzecznie zapytał m.innymi o to kiedy ma szykować się na huczne pożegnanie szkodnika. Post "fenomena" nie nadaje się do zacytowania, bo prawie każde słowo to przekleństwo, albo wulgarna obelga. I ja się kibicom "Craxy" nie dziwię, bo każdy zawodnik który jako tako gra w piłkę chce od tego "fenomena" uciekać , gdzie pieprz rośnie, byle dalej. Ba on nie tylko nie potrafi znieść indywidualności, ale on nie potrafi jak zdrowy psychicznie człowiek rozstać się z piłkarzem Żeby nie sięgać do historii to co mu ten Wdowiak zawinił, że go tak gnębi.?. Więc, żeby była jasność. Ja do oceny ludzi przykładam miarę przyzwoitości, bowiem miarą Probierza można mierzyć wyłącznie poziom chamstwa.
Ja zdaję sobie sprawę, że ostatnią Ligę Minus Kowalczyk zaczął od okrzyków o karnym dla Cracovii ale akurat opinią pana Wojtka radziłbym się nie przejmować. On ma jakieś swoje własne przepisy gry w piłkę nożną, zazwyczaj kompletnie różne od tych obowiązujących. Chłop nigdy nie był mistrzem czytelnictwa, więc nie sądzę, aby obecne przepisy były mu w ogóle znane.
A obecne przepisy są nawet w miarę precyzyjne. Określają, w którym miejscu "zaczyna się" ręka, co oznacza powiększenie obrysu ciała (słynny obrazek z zegarem) oraz co oznacza ręka nastrzelona i kiedy sędzia powinien to gwizdnąć a kiedy nie. Przypadek Perkharta nie podpada pod żadną z tych zasad, więc sędzia Lasyk słusznie tego nie gwizdnął.
Nie rób za alfę i omegę
Tylko, że to jest takie medialne odwrócenie uwagi od skandalicznego sędziowania przez tego pana meczu. On chyba nie podjął ani jednej trafnej czyli zgodnej z przepisami i wykładnią decyzji. Chyba był mocno niedysponowany.
Wszyscy jesteśmy głupi ( prócz pana Zbyszka) kiedy jest ręka, a kiedy nie ma. Ja tak na mój prosty Chłopski rozum myślę sobie, że Ci co tą piłkę nożną wymyślili i pisali przepisy mieli na uwadze aby rękoma nie grać. Stąd i nazwa piłka nożna. Nie grać rękoma jest chyba jasnym przekazem więc stąd mój wpis o intencjach. Nie było intencji , nie było próby, nie było chęci zagrania ręką nie ma przewinienia. Dla mnie to proste i z duchem pradziadów którzy ten sport wymyślili.
Jasne jeśli ktoś stoi np w murze i ręce trzyma tak że może pod pachą
trzymać piłkę to jest to celowe blokowanie i tyle czyli ten nieszczęsny obrys. Osobiście uważam, że im wymyślania a czy tak czy siak tym lepiej. Nie wiem jak u Ciebie na podwórku ale u mnie w latach 60 - 70 funkcjonowało powiedzenie ręka nabita i jakoś nikt tego nie kewstionował. Nabita to nabita gramy dalej.
Czyli ja nie staję po żadnej stronie, piszę jak powinno być aby było prościej i łatwiej oceniać takie sytuacje.
Acha kwalifikację też zdałem
Ręka jest wtedy, kiedy sędzia odgwiżdże.
W żadnym innym przypadku ręki nie ma i gramy dalej, o czym mogłem sie przekonać wiele razy.
Socjopata z parciem na szkło, narcyz uwikłany w samozachwyt, zwykły burak...Dobra Dość
Z całej tej Twojej tyrady najbardziej pasuje mi ostatnie słowo. Znasz gościa? Zamieniłeś z nim kiedykolwiek chociaż ze dwa zdania? Masz jakieś źródła wiedzy na jego temat bardziej wiarygodne, niż dziennikarskie ploteczki? Jeśli odpowiedź na którekolwiek z tych pytań brzmi "nie", to sorry, ale amatorska psychoanaliza na odległość mnie nie interesuje. Ani w wykonaniu Zbyszka, ani Twoim, ani zgoła kogokolwiek innego. Dość. Szkoda czasu.
Co zaś się tyczy Twojej opinii o Siplaku - taaakie dalekosiężne wnioski. I to na jakiej podstawie? Ano na takiej, że dowcipniś Luquinhas, wesoły chłopak, rzeczonego Siplaka sfaulował i jeszcze domagał się za to karnego.
re: ręka/nie-ręka
Moim zdaniem Kibic60 trafił w sedno. I nawet nie chodzi o to, by sędzia sobie po uważaniu decydował. Sędzia z definicji powinien znać przepisy oraz ich bieżące interpretacje. W konkretności sędzia Lasyk nigdy - przynajmniej nic takiego nie kojarzę - nie dawał dowodów stronniczości. Skoro zatem nie zauważył przewinienia ani na żywo, ani w rozlicznych powtórkach, to po prostu należy mu zaufać.
@ Zbyszek:
O amatorskiej psychoanalizie na odległość już pisałem. Nie jestem zainteresowany.
Co się tyczy zawodników usuwanych z klubu przez Probierza: za Kanałem mają na to kapitalne określenie clearing the deadwood. Deadwood rzadko bywa kontente z bycia cleared, to jasne. Ale żeby od razu jego opinie brać na poważnie?
Natomiast w kwestii Twojej projekcji rzekomo "ewidentnych" karnych: zdarzenia z Lewczukiem w ogóle nie kojarzę, o domniemanej ręce już mi się nie chce klepać po raz kolejny, a ten karny dla Legii to niby za co? Przypominam, że jedenastki gwiżdże się za faul zawodnika broniącego na atakującym, nie vice versa.
@ Senator:
U-łaaa... U mnie na podwórku to niejeden pysk został obity w kłótniach o nabitą rękę
I w ogóle, ludzie, dajmy już temu spokój. Ja się wypisuję. Mecz się skończył, był słabiutki, wygrał zespół, który w przeciwieństwie do rywala potrafił cokolwiek wykreować, ergo wygrał zasłużenie. Wbrew opowieściom Zbyszka i paru otumanionych dziennikarzyn, kontrowersji trudno się dopatrzyć. Po co sztucznie grzać emocje? Dzięki, na razie.
pees.
Gratulacje!
Gratuluję obiektywizmu, jak na kibica zespołu który przegrał.
Dobrze że profesor stał się bardzo cierpliwy w sprawie trenerów, ale dlaczego wybrał Probierza? Ja bardzo liczyłem na to, że Cracovia dołączy na stałe do czołówki ligi z ambicjami na puchary, ale odnoszę wrażenie, że swoje ambicje zaspokaja wyłącznie Probierz.
Według mnie osobowość Probierza (ta trenerska) skazuje go na prowadzenie przeciętnych klubów, z przeciętnymi zawodnikami, gdzie te jego maniery nadają się doskonale na poganiacza mułów piłkarskich. Myślę, że Cracovia powinna celować wyżej. Od lat nie widzę szczególnego postępu w grze. Pilch coś o tym wiedział. Był wiernym kibicem fatalistą. Ciężka dola, ale szanuję za niezłomność.
A dzięki, ale w tym naprawdę nie ma nic nadzwyczajnego. Zdarzały się w przeszłości mecze między naszymi drużynami, w których sędziowie podejmowali błędne decyzje na Waszą korzyść (było, minęło, szkoda wracać). Wówczas nie omieszkałem wyrazić swojego zdania, także tutaj. Nie kryję go zatem i teraz, gdy do niczego zdrożnego nie doszło. Kurczę, szczerze przyznam, że trochę zazdroszczę CTP pewności w ocenie wiadomej sytuacji. Ja, powtórzę ponownie, jestem w tym mocno pogubiony i zwyczajnie nie wiem. A skoro nie wiem, to jak każdy cywilizowany człowiek rozstrzygam wątpliwości na korzyść oskarżonego, czyli w tym przypadku Piotra Lasyka. Ot i cała filozofia.
Przede wszystkim zaś uważam, że porażka jest trwale wpisana w naturę sportu. I jako taka nie powinna być pretekstem do labiedzenia i złorzeczeń, tylko do - he, he - wyciągnięcia wniosków. Graliśmy z zespołem, który - no sorry, taka prawda - przez przytłaczającą większość meczu nie zaprezentował nic godnego uwagi. Przegraliśmy zasłużenie, bo byliśmy jeszcze gorsi. Przez dziewięćdziesiąt minut z okładem stać nas było jedynie na tworzenie jakiegoś ćwierćzagrożenia po rzutach rożnych, dwa solowe rajdy Siplaka i van Amersfoorta (ten drugi w razie sukcesu do zVARzenia) i rozpaczliwą wrzutkę na aferę z rzutu wolnego głęboko w doliczonym czasie gry. Jeśli chcemy być postrzegani jak poważna ekipa, po takim meczu krytyczne spojrzenie powinniśmy skierować na siebie samych, nie na sędziego, czy kogokolwiek innego.
Ja też się cieszę, że Profesor zatrzymał karuzelę. Jak wiadomo, kręcąc się w kółko trudno iść do przodu, łatwo za to złapać odruch wymiotny. A dlaczego akurat Probierz? Pfff... Pytaj mnie, ja Ciebie. Jak już kiedyś utnę sobie z Profesorem dłuższą pogawędkę, niezwłocznie dam znać
Co do samego M.P., wiesz, mnie już trochę gardło i palce bolą od powtarzania, że to nie jest mój wyśniony trener. Gdyby jutro się spakował i sobie poszedł, raczej bym się nie rozpłakał. Niemniej, warto pamiętać, że to pod jego wodzą nasza obecność w górnej części tabeli przestała być czymkolwiek zaskakującym. I również pod jego wodzą zdobyliśmy pierwsze trofeum od momentu, gdy mój tatko posikiwał jeszcze w pieluchy, a mamci to w ogóle nie było na świecie. Także rozumiesz, uwielbienia dlań to we mnie nie znajdziesz, ale uznanie już jak najbardziej.
W dobie dostępności danych przez internet jednak radzę najpierw poczytać o przepisach, zasadach, a potem ewentualnie mówić, że się nie rozumie. Bo chyba z czytaniem i ze wzrokiem jest ok.
Dodam tylko, że jeżeli ktoś uważa mnie za ślepego durnia to jest w błędzie. Gdybym bronił tego czego obronić się nie da, albo udawał, że nie widzę to straciłbym szacunek do siebie , gdyż byłbym jako ta chorągiewka na wietrze.
PS. Przyznaję przy tym, że zrozumienie tych przepisów, wykładni i interpretacji do prostych zadań nie należy. Mnie jest łatwiej .bo jednak posiadam przyzwoite przygotowanie prawnicze.
W ostatnich przepisach, w przypadku zagrania ręką rozszerzono definicję pojęcia "intencja" o tzw. "paradę obronną". Uznano, że jeśli piłkarz próbuje zablokować strzał przeciwnika, to już podpada pod "intencję" i jeśli zostanie uderzony w rękę a z rąk robi wiatrak (powiększa obrys ciała), to jest to przewinienie, nawet jeśli przeciwnik uderza metr od niego.
Perkhart nie robił "parady obronnej" i ręce miał mniej więcej przy ciele. W mojej opinii przewinienia nie ma.
@Probierz
Lubię tego gościa ale wydaje mi się, że Cracovia z nim za sterami od paru lat drepcze w miejscu.
"Dlatego z uznaniem przyjmuję fakt, że Michniewicz jest kolejnym po Bergu trenerze, który ogląda na własne oczy mecze drugiej drużyny i juniorów. Każdego, który się wyróżnia niezależnie od wieku sprawdza na treningi "jedynki" , daje mu pograć w PP i w ESie ze słabszymi rywalami"
Zapomniałeś wspomnieć o Vukoviću.
Mam nadzieję, że to tylko przeoczenie.