A+ A A-

Legia - Lechia 2-0: Konkrety po przerwie

Legia nie zmarnowała szansy na powrót na pozycję lidera Ekstraklasy. W sobotni wieczór nasza drużyna zasłużenie pokonała Lechię Gdańsk. O zwycięstwie zadecydowały trafienia Pekharta i Lopesa.

 

Trener Michniewicz nie zmienił nic w jedenastce, która zaczęła poprzedni ligowy mecz. Skład Legii wyglądał zatem następująco: Boruc - Juranović, Lewczuk, Jędrzejczyk, Mladenović – Wszołek, Kapustka, Martins, Karbownik, Luquinhas – Pekhart. Goście rozpoczęli w składzie: Kuciak – Kopacz, Nalepa, Tobers, Pietrzak – Saief, Makowski, Kubicki, Conrado – Paixão, Zwoliński.

Legia była blisko objęcia prowadzenia w 13. minucie meczu. Luquinhas usiłował oddać strzał z prawej strony pola karnego, mogła wyjść z tego asysta do Pekharta, jednak czeskiemu napastnikowi zabrakło centymetrów do sięgnięcia piłki. W 21. minucie Zwoliński uprzedził Jędrzejczyka w polu karnym, oddał strzał głową, ale uderzenie było bardzo niecelne. W 23. minucie efektownie piłkę rozegrał Kapustka, piłka powędrowała na środek pola karnego, strzał oddał Luquinhas, niestety uderzenie było niecelne. Minutę później Lewczuk otrzymał żółtą kartkę za ostry faul na Saiefie. W 27. minucie legioniści mogli mieć dogodną okazję po tym jak piłkę w środku pola przechwycił Pekhart, ale naszym zawodnikom zabrakło precyzji w rozegraniu ataku. W ostatnim kwadransie pierwszej połowy dominowała walka w środku pola.

Do przerwy było 0:0. Mecz był słabym widowiskiem, a Legia nie oddała celnego strzału na bramkę Lechii.

W drugiej połowie Legia była bardziej konkretna. W 47. minucie Martins przejął piłkę na połowie Lechii i oddał celny strzał na bramkę gości, łatwo obroniony przez Kuciaka. W 49. minucie Wszołek umieścił piłkę w bramce, ale znajdował się na spalonym i gol nie został uznany. W 55. żółtą kartką ukarany został Jędrzejczyk. W 60. minucie goście mieli szansę po stałym fragmencie gry. Strzał oddał Nalepa, na szczęście niecelny. Minutę później Legia objęła prowadzenie. Luqinhas wrzucił piłkę w pole karne, Pekhart wygrał walkę z Tobersem, uderzył celnie głową i było 1:0. W 73. minucie prawą stronę boiska przedarł się Wszołek, podał do Kapustki, ten uderzył, jednak piłka poszybowała wprost w Kuciaka. W 78. minucie na boisku pojawili się Cholewiak i Lopes, którzy zmienili Wszołka i Pekharta. W 83. minucie Jędrzejczyk zdjął piłkę z głowy Zwolińskiemu. Goście mieli rzut rożny, po którym do strzału doszedł Makowski. Piłka przeszła nad bramką Boruca. W 90. minucie Makowski stanął Kapustce na nodze. Po weryfikacji VAR sędzia Gil ukarał zawodnika Lechii czerwoną kartką. W miejsce Kapustki na boisku pojawił się Slisz. W ostatniej akcji meczu właśnie Slisz oddał płaski strzał, po którym Kuciak odbił piłkę przed siebie. Z dobitką zdążył Lopes i Legia wygrała 2:0.

Mecz z Lechią był bardzo przeciętnym widowiskiem, w którym irytować mógł chaos i ilość niedokładnych zagrań z obu stron. Legia była jednak bez wątpienia zespołem wyraźnie lepszym i odniosła zasłużone zwycięstwo. Goście praktycznie nie zagrozili bramce Boruca. Kolejny ligowy mecz w przyszłą sobotę – przeciw Wiśle w Krakowie.

Dyskusja (25)
1sobota, 05, grudnia 2020 22:43
Senator
I właśnie ten chaos jest mocno przygnębiający. Nie mam pojęcia z czego to się bierze, ale jestem pewien za Vuko drużyna grała bardziej składną piłkę. No nic długo jeszcze nie będę fanem Michniewicza.
Co cieszy ? Wykorzystania szansa kiedy inni dają ciała.
Kapustka, ten chłopak chce grać i robi to coraz lepiej.
2sobota, 05, grudnia 2020 22:51
xxx
Legia ma wciąż duży problem, bo kolejnego gola strzelił Pekhart. Wiadomo że posiadanie skutecznego strzelca jest problemem, bo "gdyby nie strzelił, to by nie wygrali", tak samo jak posiadanie dobrego bramkarza, bo "gdyby nie obronił, to by przegrali", (sarkazm).
Legia gra nieźle, ale bez tego "wiatru we włosach" co za Vuko. Jeszcze nie wiem czy to dobrze, czy źle? Mniej mi się podoba, ale zobaczymy gdzie nas to zaprowadzi.
3sobota, 05, grudnia 2020 22:56
xxx
@Senator
"Kapustka, ten chłopak chce grać i robi to coraz lepiej."
To prawda, ale ja się ciągle zastanawiam, czy Antola nie był bardziej efektywny? Kapustka wygląda na żywszego, ale czy w sumie jest bardziej pożyteczny? Nie potrafię ocenić, ale myślę, że Antola jest lepszy.
4sobota, 05, grudnia 2020 23:05
kibic60
Jakoś byłem spokojny o wynik, choć to jeszcze nie Legia z polotem Vukovica. Sporo chaosu, ale takiego pod kontrolą. Lechia w zasadzie nam nie zagroziła i to cieszy. Kapustka w mojej ocenie z meczu na mecz gra lepiej. Oby tak dalej.
Najsłabszym ogniwem w dzisiejszym meczu wg mnie był Karbownik.
5sobota, 05, grudnia 2020 23:20
corazstarszy
Mi kiedyś, dawno temu, oglądanie meczów Legii sprawiało radość. Od wielu lat dominuje stres. Dziś był taki typowy mecz w tym kierunku. Coraz gorzej reaguję, gdy są takie sytuacje jak w 27 minucie – Lechia podaje na swojej połowie do Tomasa Pekharta, wyprowadzając go tym samym na rajd na kilkanaście metrów na wprost bramki, ale cała sytuacja bierze w łeb koślawym podaniem do Karbo. Duża część meczu tak przebiegała. Nawet gol na 2-0. Odegranie Lopesa do Slisza było z gatunku takich koślawych. Miło, że Lechia już nie broniła, ale normalnie to jest strata piłki i początek kontry rywala. W ogóle Portugalczyk jest dziwny – walkę ciałem wygra, a po wygranej walce jego pierwsze kopnięcie na ogół zaczyna akcję rywali. Gdy mu Karbo wyłożył piętką na strzał, potknął się o własne nogi. Ratuje go the last touch – dwa razy ustalił wynik ostatnim dotknięciem piłki w meczu.
Może za bardzo marudzę. Nie szukam już emocji po tylu latach. Chciałbym same takie mecze jak Śląsk – Legia 0-4, 4 lata temu, gdy w 7. minucie było już 3-0 dla Legii. Paweł Wszołek ma jakiś problem fizyczny, ale też tak gra jakby nie był w pełni skupiony, zawsze o jeden krok za daleko, o kilkanaście centymetrów za blisko, etc. Rok temu wyglądało to wszystko, w jego wykonaniu i innych, dużo bardziej płynnie. Teraz cały czas są nerwy, że po jakiejś wrzutce, przebitce, rykoszecie coś się stanie.
Kiedy Mladenović oduczy się kiwać się na własnej połowie przy wyprowadzaniu?
Dla odmiany, bardzo mi się podoba, jak gra Juranović. Jest dużo bardziej odpowiedzialny i te proporcje w wykonywaniu obowiązków bocznego obrońcy są dużo lepiej wyważone niż u pana Filipa. Poza tym, podoba mi się dynamika Juranovicia – on fajnie przyśpiesza w sytuacji, gdy trzeba uciec z piłką na wolne pole. Uważam, że Vesović będzie miał ciężko, aby powrócić do składu.
Nie zgadzam się, że Karbownik był najsłabszy. Dla mnie - pełnowartościowy mecz. Zresztą, zawdzięczmy mu bramkę na 2-0. Przegranym pojedynkiem o górną piłkę, spowodował chaotyczne zagranie przez lechistę do Lopesa. W pozostałych sytuacjach – bardzo odpowiedzialnie.
Jak jest wygrana, trzeba się cieszyć. I cieszę się, dziękuję piłkarzom i trenerom. Ale jakoś mi się, nie wiem czemu, trener Stanislav Levy przypomina i jego okrzyk do piłkarzy Śląska ‘pozoranty’. Może mi odbija, bo obejrzałem z odtworzenia 1. połowę RBL – Bayern, a samo oglądanie polskiej ligi i niemieckiej zaraz po sobie jest bluźnierstwem przeciwko futbolowi. Żeby jeszcze dograć zwycięsko ten 2020.
6sobota, 05, grudnia 2020 23:25
xxx
@kibic60
Mamr problem z oceną Karbownika, bo z jednej strony strony to jest fajny techniczny zawodnik, który chce grać do przodu i gdziekolwiek zagra będzie to robił. Z drugiej strony, mam wrażenie, że ustawianie go w środku pola, wcale nie wpływa lepsze wykorzystanie jego możliwości. Według mnie lepiej wygląda na skrzydle.
Mam wrażenie, że jego gra w środku ma na celu udowodnienie że Vuko się mylił i pomysł na niego jego menadżera, czyli Piekarskiego, żeby podbić jego wartość. Zobaczymy gdzie widzą go Anglicy. Deyna wylądował na 9-ce, ale to stare czasy.
7sobota, 05, grudnia 2020 23:31
Walles
Obawialem się trochę tego meczu bo Lechia gra w mim odczucie bardzo nieprzyjemna piłkę. szału nie było ale kilka wyjść spod pressingu i natychmiast otwierające się przestrzenie na boisku były bardzo fajne. Gdyby nie brak w kilku momentach dokładności i odpowiedzialności to wynik powinien być wyższy.

Słówko do mojego przyjaciela (chyba jeszcze tak Very Happy )
O Vuco nie będę źle mówił bo po prostu, zwyczajnie lubię gościa ale .... nie przesadzajmy jednak z tymi ochami i achami. Pamietajmy że mecz z Lechem mógł być jego ostatnim bo wczesniej zebraliśmy oklep od Piasta i Lechii a o skandalicznym meczu w Płocku pamiętam do dzisiaj. Potem zanotowaliśmy kilka błyskotliwych spotkań ale też w ramach tej rewelacyjnej jesieni pamiętajmy o kichowatym meczu z Arką i , choć raz, przychylności sędziego. O przegranych z Pogonią i w Lubinie nie wspomnę bo będzie że się czepiam. Wink
Przez większość porąbanej rundy wiosennej wspominaliśmy z rozrzewnieniem pogromy z jesieni a mordęga "po pandemii" powodowała u większości z nas wymioty. Początek tego sezonu też nie będzie wspominany ale trzeba oddać także że Vuko miał pecha bo drużyna się częsciowo posypała.
Teraz gra w porównaniu z początkiem sezonu i końcówką tamtego mi osobiście się podoba ale to moje, subiektywne odczucie (oprócz kichy z Cracovią).
Przy okazji drużyna w moim odczuciu jednak robi postęp, ładnie punktuje i jeśli weźmiemy optymistyczne zestawienie że do końca rundy czekają nas mecze z Wisłą,Stalą i Podbeskidziem to nasze zdobycze punktowe w pierwszej rundzie mogą być astronomiczne, od niepamiętnych czasów.
Także mój drogi Senatorze, pozdrawiam ciepło Very Happy , chyba jednak ani Vuko nie był aż tak rewelacyjny ani Czesiu nie jest aż tak beznadziejny bo fajną poprawę w kilku elementach gry (pomimo Pekharta Wink )jednak w moim odczuciu chyba jednak widać.
Zdrówka Panowie bo u mnie Corona coraz bliżej ... otacza zewsząd ...
8niedziela, 06, grudnia 2020 00:04
CTP
@Walles
Ja aż takim optymistą nie jestem, co do naszych pozostałych meczów. Zespoły, które wymieniłeś pewnie zaparkują autobus i głównie skupią się na podwajaniu naszych skrzydeł tak, żeby nie można było wrzucić piłki na Perkharta. Dzisiaj Lechia zagrała z nami dość otwarty mecz i musiała w końcu nadejść taka sytuacja, gdzie niepilnowany Luqi mógł spokojnie przymierzyć. Warto niektórym przypomnieć, że do tego momentu czeski napastnik był praktycznie poza meczem.
Odnoszę takie wrażenie, że ten piłkarz pasuje do naszego ofensywnego kwartetu (Kapustka, Karbo, Luqi i Wszołek) jak kwiatek do kożucha. Szybka i kombinacyjna gra plus czeski wieżowiec, który poza "jebnięciem z bani" potrafi niewiele. Z łatwością transportujemy piłkę pod pole karne przeciwnika i tam zazwyczaj piłka ląduje na skrzydłach, bo o prostopadłych podaniach nawet nie ma co marzyć.
Biorąc pod uwagę "jakość" naszych ligowych napastników, jest bardzo prawdopodobne, że Perkhart może nawet zostać królem strzelców, tyle, że to nie zmieni faktu, że jest to piłkarz wyjątkowo jednowymiarowy i z nim poza naszą ligę raczej nie wyjdziemy.
9niedziela, 06, grudnia 2020 00:12
xxx
"Mi kiedyś, dawno temu, oglądanie meczów Legii sprawiało radość. "

No to zapytam, kiedy oglądanie meczów Legii "sprawiało radość"?
Ja oglądam mecze Legii od 1973 roku i nigdy nie byłem pewny wyniku (czyli jakości i radości).
Mój pierwszy mecz na trybunach, to była porażka 3-5 z Górnikem a potem mniejsze lub większe rozczarowania. Pamiętam skład z jat 80-tych w którym grało większość reprezentantów Polski i też nie moglismy wygrać MP, ani wysoko zajść w pucharach.
Dzisiaj patrzę ba polską piłkę z pewnej perspektywy i nie widzę potencjału na szybki wzrost.
Mamy zbyt mało zdolnych piłkarzy w Polsce i zbyt mało pieniedzy żeby ściągnąć z zagranicy.
Bardzo kibicuję klubom, które wychowują dobrych piłkarzy, bo to jest nasza szansa,
10niedziela, 06, grudnia 2020 09:20
iocosus
Thomas Pekhart - deja vu, najsłabszy na boisku, do prostopadłego podania nie wyjdzie - za wolny, klepy nie odegra - zbyt ubogi technicznie, do Luquinhasa, Kapustki, Karbownika taki wieżowiec pasuje jak pięść do nosa, gra oparta na wrzutach na wielkoluda zubaża nas taktycznie, zabija kreatywność, zgadzam się z wszystkimi którzy tak sądzą, ba w zasadzie enty mecz mam tak samo. Tylko, że kiedyś moja głowa jeszcze się irytowała, dlaczego trener go nie zmienia, przecież on drużynie nic nie daje. Teraz patrzę na grę, którą mogę opatrzeć subiektywnym dosadnym komentarzem - zero, null, ale zamiast irytacji spokojnie czekam. Ba, uśmiecham się w myślach do siebie, oho, im bardziej go nie widać, lub gdy coś tam zawali pojawiając się przy piłce, to pewnie po następnym założeniu czapki niewidki zaraz  padnie bramka. I spokojnie czekam, na dośrodkowanie z bocznego korytarza i załatwienie sprawy przez naszego wielkoluda, wieżowca, drwala, tego który gra piach, zero, null. 
Tak to jest z tym naszym Thomasem. Przecież dzięki takiej grze w Legii otrzymał powołanie do repry Czech. Skądinąd mamy w klubie reprezentantów Czech, Serbii, Chorwacji czyli z pierwszej lub z drugiej europejskiej półki a narzekamy na nasz skauting? Mhm, pod względem ilości reprezentantów z poważnych piłkarsko nacji, to Legia obecnie jest najsilniejsza - ever! Wink

Zdrówka dla Wallesa i dla Nas wszystkich!
11niedziela, 06, grudnia 2020 11:22
kibic60
@ iocosus

"a narzekamy na nasz skauting?"

Na szczęście nie wszyscy.

Co do mankamentów Pekharta, to wszyscy je znamy, ale poza Nikolićem, który w swoim pierwszym sezonie zdobył 28 goli, ten "najsłabszy na boisku, który do prostopadłego podania nie wyjdzie - za wolny, klepy nie odegra - zbyt ubogi technicznie, do Luquinhasa, Kapustki, Karbownika taki wieżowiec pasuje jak pięść do nosa" jest jednym z najlepszych snajperów, jakich mieliśmy w ostatnich latach.

Wiem, że niektórym marzy się napastnik, który potrafi "jebnąć z bani" oraz "strzelać bramki z prawej i z lewej nogi. Biegać szybko wychodząc na prostopadłe piłki, jak również uczestniczyć w krótkiej, szybkiej grze kombinacyjnej".

Ba, nawet znam takiego. W dodatku ma polskie korzenie i dzięki pandemii jego wartość spadła o 25%

https://gol24.pl/robert-lewandowski-po-raz-kolejny-spadla-wartosc-rynkowa-roberta-lewandowskiego-wedlug-transfermarkt/ar/13750406

Nic tylko brać Very Happy

Wracając na ziemię, nie mogę się doczekać, aby na prawym skrzydle zobaczyć Juranowicza z Vesovićem. Może być ciekawie...
12niedziela, 06, grudnia 2020 11:26
Baron
Styl jak styl, wyniki w lidze są. Mnie najbardziej irytuje brak skuteczności. CM odziedziczył rozwaloną drużynę po AV i robi co może, w tej sytuacji nawet nieźle to wygląda. Z Legii, której nie dało się oglądać mamy drużynę, która zaczyna grać w piłkę i widać światełko w tunelu.
Co do meczu to Lechia wiele nie pokazała, bo też Legia na wiele gdańszczanom nie pozwoliła, chyba nie mieli ani jednego celnego strzału w światło bramki. Faul Makowskiego to kryminał i ciekawi mnie jak KL na to zareaguje. Zwoliński to kolejny drwal, który chamstwem boiskowym nadrabia braki w wyszkoleniu. Niestety ale my co kolejkę z taki drwalami musimy się mierzyć, bo to jest jeden ze sposobów PMSu na Legię.
13niedziela, 06, grudnia 2020 11:31
kibic60
Baron - deja vu Very Happy
14niedziela, 06, grudnia 2020 11:32
sektor212
Zgodnie z planem Legia dopisała kolejne trzy punkty i liderujemy w Ekstraklasie. Gratuluje zawodnikom i trenerowi bodajże ósmego spotkania bez porażki.

Pierwsza połowa była beznadziejna wykonaniu obu ekip. Około 20-25 minuty usnąłem, oglądając te porywające widowisko. Syn obudził mnie w przerwie, gdyż zaczynał się mecz Chelsea — Leeds. Jakiż to inny świat ujrzałem. 3 minuty gry i trzy bramkowe sytuacje, z czego ta ostatnia zakończona zdobyciem bramki. Dosłownie w trzech pierwszych minutach obie angielskie drużyny wykazały większą pazerność na wygraną niż Legia i Lechia pewnie w całej pierwszej połowie. Jest to załamujący obraz nastawienia drużyny czy też samej taktyki, planu gry, jaki opracowali trenerzy na swoje mecze. Anglia – wymiana ciosów, odważna gra, wysokie tempo, próby nieustannego wysokiego pressingu. Polska – ostrożne zachowawcze wejście w mecze, przeważnie defensywne wytyczne, troska zawodników o nieforsowanie za wysokiego tempa. To tak w skrócie, moje ogólne wrażenie, zupełnie nie wchodząc w kwestie samego potencjału technicznego zawodników.

Zastanawiają mnie polscy trenerzy i ich sposób budowy własnych drużyn. Przykładowo Pan Stokowiec 34 miesiące pracy w Gdańsku. Pan Probierz 43 miesiące pracy w Krakowie. Co obaj cenieni i szanowani szkoleniowcy w naszym kraju (obie ekipy ostatnio triumfowały w PP), zbudowali w swoich klubach w tym czasie. Jaki wypracowali i wdrożyli model gry? W jakim stopniu zbliżyli własne drużyny do średniego europejskiego poziomu, jeżeli chodzi o intensywność gry, czy wysoki pressing. Których młodych zawodników wprowadzili do zespołów, znacznie podnosząc ich wartość techniczno-taktyczną? Ja próżno szukam wartości dodatniej ich wykonanej pracy. Owszem zanotowali krótkie udane serie zwycięstw, gdzie ich ekipy ciekawie zaprezentowały się w naszej Ekstraklasie. Tylko to były zaledwie pojedyncze mecze. Żaden stale rosnący trend. Ogólnie wygląda to tak, że zaledwie kilka razy piłkarzom naprawdę chciało się grać w poważną piłkę. Słowo klucz kilka razy. Panowie Stokowiec i Probierz wasz przekazywany obraz gry dla oka kibica jest bezpłciowy, wolny, ciężki, taki siermiężny futbol. Piłka zupełnie odpychająca kibica. Przykro mi, że mam takie wrażenie. Przykro mi, że nie widzę żadnej ciągłości, czy choćby powolnego rozwoju umiejętności prowadzonych przez was drużyny w aspektach wysokiego pressingu, szybkiego przejścia z fazy bronienia do ataku czy ataku do obrony. Prowadzonym przez was ekipą brakuje zwykłej odwagi. Jeżeli następuje spinka na rywala, to głównie potraficie zaprezentować chamską grę, skupioną na kościach rywali (tu bardziej do Cracovii) niż choćby na samej grze piłką. Mimo dużego kredytu zaufania (ciągłość pracy w jednym klubie) obaj szkoleniowcy nie potrafią za wiele wykreować w grze własnych zespołów. Wyjść defensywnie i skupiać się na nieudolnym przeszkadzaniu rywalowi to potrafi wielu polskich trenerów, tak więc zadziwia mnie, że po prawie trzech latach pracy w jednym klubie, wciąż obaj fachowcy pobierają wynagrodzenie za swój minimalizm.

Czy Czesio podąży w tym samym kierunku? Co po dwóch latach jego pracy na Ł3, będziemy mogli powiedzieć o Panu Michniewiczu? Czy zmieni Legię w zespół grający na dużej intensywności? Będzie nam dane podziwiać Legię grającą odważnie, szybko i blisko rywala? Dotychczas Czesław w swojej karierze nie wykazał się, że prowadzone przez niego drużyny notowały progres zwyżkowy. Zazwyczaj trend był w drugą stronę. Oby Michniewicz przezwyciężył swój dotychczasowy patos pracy i dzięki bardzo dobrym warunkom pracy, które zapewnia mu Legia, poszedł w odwrotnym kierunku i z sezonu na sezon notował ciągły rozwój naszej Legii.

PS. To, co w czwartek w Lizbonie wymyślił trener Żuraw, zostawię bez komentarza.

Wallesa również życzę dużo zdrówka jak i pozostałym pitolnikom CL
15niedziela, 06, grudnia 2020 11:49
Zbyszek
Wyświechtanym stało się powiedzenie, pozornie prawdziwe, że futbol to prosta gra. Od razu uściślijmy, ,że zależy jak dla kogo, ale od razu dodajmy, że twórcami i tworzywem futbolu są ludzie. A ci są skomplikowani nad podziw , i sami jeszcze komplikują z pozoru proste rzeczy ponad wszelkie miary.

Dziś powiemy sobie słów parę o motywowaniu w ujęcie prakseologii. Wielu z nas widziało film w Canale jak to Stokowiec jeszcze w Zagłębiu Lubin motywował swoich zawodników przed meczami w LE, widzieliśmy akcje w szatni Żewłakowa jako kapitana reprezentacji, słyszeliśmy o pobudzaniu graczy przez Janusza Wójcika. Otóż są to fałszywe stereotypy ,że można podrzeć japę i mysz nagle przepoczwarzy się w kota. Taki Wójcik za najlepszą motywację uważał szmal i to w ilościach znacznych , a krzykami bardziej denerwował niż podniecał. W obecnych czasach w programach szkoleń trenerskich są zagadnienia związane z wiedzą o zarządzaniu, której elementem składowym jest umiejętność posługiwania się metodami motywacyjnymi.
Generalnie motywowanie polega na tworzeniu sytuacji skłaniających ludzi do realizacji określonych zadań ( celu gry) .Sytuacje takie nazywa się bodźcami. Podstawą motywowania jest przede wszystkim znajomość i rozumienie przyczyn i przejawów ludzkiego zachowania się co umożliwia przewidzenie reakcji na określone bodźce. Aby motywowanie było skuteczne niezbędne jest poznanie jego mechanizmów, a więc oddziaływania w porządanym kierunku tworzonych sytuacji. Każda z nich składa się z kilku zasadniczych elementów i są nimi : interes podmiotu oddziaływania, przedmioty i inne czynniki jakie motywowany zechce uzyskać, warunki jakie musi spełnić, aby uzyskać to co pragnie, mierniki stosowane do pomiaru stopnia spełnienia warunków. I tu przydatna jest wiedza o tym, o czym pisałem uprzednio, że w futbolu zawodowym jako widowisku uczestnikowi najbardziej zależy na pieniądzu, na popularności, wreszcie na uznaniu najbliższych ( kolegów, rodziny itd). W opisanej sytuacji występują dwie strony : motywator i motywowany. Ten drugi może zaspokoić swoje potrzeby w głównej mierze, dzięki pierwszemu. Lecz jego potrzeby ( interes) są zmienne w czasie i mają także różne nasilenie. Interes definiowany jest jako stan świadomości co do tego kim chce się być i co mieć. Aby być skutecznym motywujący musi najpierw znać ten interes, aby następnie kształtować go w oczekiwanym przez siebie kierunku, po to, aby interesy dwóch stron były ze sobą w sposób maksymalny zgodne. Teoretycy dzielą potrzeby człowieka na różne rodzaje, ale dodają ,że są one nierozdzielne, są powiązane i wzajemnie na siebie wpływają. Badania wykazują ,że na czoło potrzeb do zaspokojenia wysuwa się chęć posiadania jak największej ilości pieniądza. Lecz za niemniej ważne uważa się potrzeby : bezpieczeństwa ( pewność pracy, zabezpieczenie przed utratą zdrowia itp), - społeczne ( przynależność do grupy, przyjaźń itp), - szacunku i uznania ze strony innych, głównie przełożonych i kolegów, - samorealizacji ( postęp, rozwój ,korzystne zmiany , w tym także otoczenia). Naukowcy uważają, że każdy podany aspekt musi być rozważany tylko jako fragment całości osobowości człowieka. Pewnym problemem jest tylko poznanie nasilenia skali ważności jakiejś potrzeby w określonym przedziale czasowym. Wypada wszakże stwierdzić, że jeżeli jakaś potrzeba zostanie zaspokojona to przestaje ona pełnić funkcję motywacyjną, podobnie jako koncentracja tylko na jednej z nich. Np. przywołany Wójcik podnoszący krzykami pewność siebie ( własną wartość) z czasem budził zażenowanie. Podstawą efektywności motywacji jest precyzyjne i jasne sformułowanie tego co ma wykonać motywowany. W odniesieniu do poszczególnego zawodnika sprawa jest względnie prosta, ale dużo trudniej ją określić dla zespołu jako całości. Powiedzieć np; wygrajcie, to nic nie powiedzieć. Bardzo ważne jest przekazanie tego czego oczekuje się w sposób zrozumiały, oraz sprawdzenie czy jest się zrozumianym.
To co powyżej napisałem wydaje się proste w zastosowaniu, ale przecież wiemy ,że nie jest , że ludzie nie zachowują się jak zaprogramowane automaty. Główną przyczyna jest frustracja czyli taki stan , który powstaje, gdy człowiek mimo solidnego wykonywania zadań nie jest w stanie zrealizować celu swej aktywności Reakcje na frustracje są różne, pozytywne lub negatywne. Jednych ten stan mobilizuje, a innych odwrotnie. Psychologia frustrację określa jako reakcję obronną organizmu , podobną do stresu . Psychika człowieka nauczyła się bronić przed takim negatywnym nastawieniem poprzez :
- racjonalizację (zastępowanie rzeczywistej przyczyny inną wymyśloną. ale łatwiejszą do zaakceptowania ) ,
- projekcję ( przypisywanie komuś negatywnych cech oraz obarczanie go winą za własne niepowodzenia ),
- kształtowanie reakcji ( próba uniknięcia znalezienia się w niekorzystnej sytuacji oraz próba uniknięcia odpowiedzialności np. chowanie się przed podaniami w meczu),
- tłumienie nieprzyjemnych doświadczeń przez usuwanie ich ze sfery świadomości, próba zapomnienia o krytyce czy o zadaniach których się nie wykonało,
- regresja ( uciekanie od nieprzyjemnej rzeczywistości w sferę żartu, wygłupu czy wulgarnego języka),
- agresja czyli atak na tego kogo uważa się za sprawcę frustracji,
- unikanie ( wycofywanie się z sytuacji frustracyjnych poprzez np. spóźnianie się, zmianę pracy itd).
Tylko, że ta cała wiedza jest przydatna jak psu na budę jeżeli w środowisku zawodniczym nie będzie atmosfery szacunku dla samej pracy, jej osiągnięć oraz bez dawania zawodnikom odpowiedniej satysfakcji .
Oczywiście ,że znamy takich, którzy za najlepszą motywatorkę uznawali wódeczkę pocieszycielkę. Niektórzy robią za ekspertów medialnych. Mnie oni przypominali mysz , która widząc ,ze kot śpi prosiła barmana o setkę napoju rozweselającego , a po niej po upewnieniu się ,że kot nadal śpi, po następną. Przy piątej kolejce nie pytała już czy kot śpi, ale wydawała bojowy okrzyk ; budzić!

Trener Michniewicz nie miesza w ustawieniu, ani w składzie personalnym. Michniewicz analizuje co jest grane , w tym w jaki sposób zdobywają bramki rywale, a jak my i pod tym kątem prowadzi zajęcia. Lecz dzieli zawodników na tych z pierwszego wyboru i rezerwowych . Robi to przede wszystkim dlatego ,że pole manewru ma minimalne, mimo, że na treningu ma ponad 40 zawodników. W sumie jednak dysponuje 11 równorzędnymi zawodnikami o dość wysokich umiejętnościach, którzy w miarę nadają się do "trójkątowego " grania o czym pisałem w poprzednim komentarzu i o czym opowiedział w piątek Czesław. Z reszty, od biedy Martinsa mógłby zastąpić Antolicz, ale odchodzi i nie ma co na niego stawiać oraz Slisz, który jest solidny, pracowity, silny, dobry w odbiorze, wydolny, i pewniejszy w obronie ,ale prochu to on nie wymyśli. A nadto Martins dobrze współdziała z Kapustką i Karbownikiem. Michniewiczowi nie chodzi o to , aby Legia sprawnie broniła dostępu do własnej bramki , ale, aby tak absorbowała swoja grą rywali, żeby ci mieli jak najmniej okazji do ataków, a jak już to jak najmniejszymi siłami. Niestety przy tak ustalonym , praktycznie stałym składzie personalnym I drużyny dysproporcje pomiędzy tymi wybrańcami, a rezerwowymi będą się pogłębiały. Zawodnicy grający w każdym meczu będą wchodzili na coraz wyższy pułap , a reszta stanie w miejscu. Tym samym postępu w grze i wynikach należy upatrywać nie we wzroście konkurencji, chyba, że Kante, Valencia , Vesovicz złapią formę, albo wyleczą kontuzje, ale w doskonaleniu zgrania i znaczącym wzroście dyscypliny taktycznej oraz koncentracji. Prezes Mioduski powiada, że wzmocnień transferowych nie należy oczekiwać, a to oznacza ,że czeka nas na wiosnę niebezpieczna stagnacja.

Drużyny trenowane przez Stokowca grają w sposób bardzo czytelny. W zasadzie od początku meczu dokładnie widać ustawienie przejściowe, jego zmiany zależne od rozwoju sytuacji na boisku oraz zadania jakie zostały przydzielone zawodnikom. Stawia on na indywidualne działania boiskowe, których suma ma się przełożyć na jakość gry i wynik. W ten sposób zagospodarowuje przestrzeń boiska, nie pozwala na zbytnie zawężenie, skrócenie lub zacieśnienie pola gry. Z konieczności odbija się to na braku wzajemnej asekuracji graczy, tak w mniejszym stopniu w defensywie, jak i w ofensywie. Całość podejścia do taktyki i organizacji gry Stokowca opiera się na jakości wykonywanych zadań. Na naszą drużynę wczoraj wybrał dość wyrafinowana taktykę, sprowadzającą się do tego, żeby mówiąc kolokwialnie grać swoje , nie patrzeć się na to co gra Legia czyli nie pokazywać na boisku futbolu reaktywnego. Liczył pewno ,że taka zrównoważona gra z rozłożonymi równomiernie akcentami z czasem zapewni wyrównanie gry, a następnie zdobycie kontroli nad jej przebiegiem. Aby zrealizować cel polegający na tym, aby co najmniej zremisować w Warszawie ustalił system na 3-5-2 , ale ani przez moment formacje Lechii nie były tak ustawione. Mianowicie kiedy jego zawodnicy byli w defensywie na własnej połowie to ustawienie taktyczne wyglądało 5-3-2, gdy gra toczyła się w środkowych rejonach było to 3-5-2, gdy zdołali przejść w pobliże naszej bramki 2-3-5. W ten oto sposób tam gdzie toczyła się gra , czyli znajdowała się piłka było zawsze 5 ich zawodników. Oczywiście kiedy nasza drużyna wchodziła w atak pozycyjny to odległości pomiędzy 5 obrońcami ,a 3 graczami środkowej linii stawały się minimalne. Chyba jednak Stokowiec przeszacował możliwości i umiejętności swoich zawodników i podszedł do meczu zbyt ambitnie. Obiektywnie nie ma on tylu klasowych zawodników, aby poprawnie wykonali postawione przed nimi zadania. Z tak zadaniowanym zespołem gra się bardzo trudno, bowiem zostawiają oni bardzo mało miejsca do gry , zarówno w środku boiska jak w bocznych sektorach. Jednocześnie taka gra wymaga nie tylko wysokich umiejętności, ale i żelaznej wytrzymałości . Taki system można skutecznie ugryźć szybkością i przewagą indywidualnego wyszkolenia techniczno-taktycznego( kreatywność, antycypacja, celność zagrań, kierunkowa zmiana pozycji itp). Przy czym powiedzmy sobie szczerze, że pokonaliśmy ich nie sztuką, bowiem padli oni pobici przez własne wielbłądy.

Wczorajszy mecz stał na wysokim poziomie taktycznym .Pod tym względem nie odbiegał od meczów z innych tzw. lepszych lig. Różnice występują w poziomie wyszkolenia technicznego, szybkości i intensywności gry. Oczywiście , gdyby Legia grała tak jak obecnie to bez większych problemów awansowałaby do LM. Ale chciałoby się więcej. Rozumiejąc, że trener chce osiągnąć stabilizację poziomu gry, składu, wykonawstwa, dyscypliny taktycznej , to chyba mówiąc językiem koniarzy, za bardzo powściągnął cugle. Może przydałoby się trochę poluzować, trochę większego zaufania do kreatywności , zwłaszcza przy zaskakiwaniu przeciwnika podaniem, zagraniem, wyjściem na pozycje, niekonwencjonalnym rozwiązaniem itp. Nasz gra za bardzo zaczyna przypominać rozwiązywanie zadań według wzorów, schematów narzuconych przez nauczyciela . Na szczęście wynik rozwiązanego zadania , jak w szkolnej pracy domowej był zgodny.



Dyskusja o wyższości stałego składu nad rotacyjnie ustalanym i odwrotnie jest stara jak świat i była pozornie nierozstrzygalna . Problem stał się koniecznym do rozwiązania kiedy najlepsi gracze i najlepsze zespoły zmuszone zostały do gry w rytmie co 3-4 dni w dłuższym okresie czasu. Wielu trenerów pewno intuicyjnie stawiało na tych samych zawodników w każdym meczu. Nowoczesne metody badawcze pozwoliły stwierdzić, że takie granie nie sprawia żadnych trudności fizycznych w postaci spadku formy pod warunkiem przyzwyczajenia organizmu. Organizm człowieka funkcjonuje wedle określonego biologicznego rytmu co łatwo spostrzec np. kiedy nastawiamy budzik, abyśmy wstawali o określonej godzinie i np. po miesiącu sami wstajemy i budzik staje się zbyteczny. Organizm do gry co 3-4 dni adaptuje się po ok. roku gry w takim rytmie meczowym. Czyli to, że np. u nas drużyny mają problemy z równoczesną grą w Pucharach i lidze nie wynika z tego, że trenerzy są do niczego ,albo ,że mają za mało wysokiej klasy graczy ,ale z braku adaptacji organizmów zawodników do takiego rytmu gry. Biorąc to pod uwagę to krytyka Żurawia z Lecha za to, ze wielu zawodników rozegrało za dużo meczów była przejawem nieuctwa. Natomiast on z tego zrezygnował, pewno pod naciskiem nadprezesa, gdyz pewno uznano, że w LE już się nic nie ugra, a liga ucieka i teoretycznie zrobił błąd, bo w następnym roku znowu będzie musiał zaczynać od nowa. Z drugiej jednak strony to chyba większość zawodników za rok w Lechu grać nie będzie i tym samym z wytworzenia rytmu biologicznego Lech korzystał nie będzie. Ot , parszywy los naszych ubogich drużyn. Tak czy siak pracują nie dla siebie.

Gil to ptaszyna niewielka, ale na porządnego sędziego się nadająca.

Hieny pismacze wyrażają wielkie oburzenie i zadziwienie, ,że oto właściciel Cracovii lżył wulgarnymi słowy sędziego i ogólnie insynuuje, obraża, znieważą, pomawia itd itp . Taki on j wielce nieszczęśliwy jest ,że tylko usiąść i gorzko zapłakać nad jego tragicznym losem. Wszyscy się na niego uwzięli i tylko spiski na niego rychtują. Tylko, że to żadna sensacja. Sensacją by było , gdyby okazało się, że to nie żaden żul, prostak i cham, ale kulturalny gość. Ten "Filipek z Konopi " do spółki z nieodłącznym "fenomenem" są tak przemotywowani ,że doznali takiej frustracji, iż popadli w same mechanizmy obronne.
W ten oto zgrabny sposób początek przydał się na końcu.
16niedziela, 06, grudnia 2020 12:36
corazstarszy
No to zapytam, kiedy oglądanie meczów Legii "sprawiało radość"?
Już mówię. W latach 80-tych, tych bez trofeów Po prostu za mały byłem i za beztroski, żeby ... się troszczyć, co w pucharach, co na wiosnę, co dalej. Jak wspominam, to uszczęśliwało mnie samo to, że Legia grała. Oczywiście, gdy nam Pietro Fanna załadował w dogrywce, to się martwiłem, ale ogólnie było poczucie szczęścia. To się długo utrzymywało. Jeszcze takim sezonem pełnym szczęścia i radości był 2003/2004 za trenera Kubickiego. Legia była biedna jak mysz kościelna, Stanko Svitlicę do Hannoveru oddaliśmy za czapkę gruszek, żeby za prąd mieć z czego zapłacić. Ale była wspaniała walka i niesamowite mecze. Dopiero w marcu 2004 przed Legia - Polonia 7-2 Hadaj podał komunikat, że ITI jednak przychodzi. Do dzisiaj te mecze oglądam i uważam, że były niesamowite. 1-0 z Polonią przy Łazienkowskiej w roli gości, w 10 na 11 z obronionym karnym i golem Vukovicia, 4-1 z Wisłą, 3-1 z Amiką (oryginalną), 2-1 z Lechem w 10 na 11 z bramkami Saganowskiego i Kiełbowicza w ciągu 4 minut, krótko po wykluczeniu Choto. To była duma, radość i wysoki poziom szczęścia. I 6-0 z Widzewem, a przedtem, jesienią, 1-0 w Łodzi (Svitlica). Takie nerwowe oglądanie Legii zaczęło się później. Przełomowy był sezon 2006/07 z Wdowczykiem przez większość czasu, gdy nie obroniliśmy MP, przegraliśmy Szachatrem w el. ChL, a potem drugi raz w krótkim czasie z Austrią Wiedeń. I potem te nerwy i obawy narastały. Może kwestia oczekiwań - kiedyś MP było rzadko, wszyscy się cieszyli, a teraz - wiadomo: postrzegane jest tylko jako krok na drodze do pucharów. Dalkub aż się posuwa do twierdzenia, że z racji wyższego budżetu 'kupujemy sobie' zwycięstwo w lidze. I z takich myśli i nieudanych eliminacji pucharów biorą się stresy.
Michniewicz osiąga wartościowe wyniki w lidze, gra się poprawiła w porównaniu z poprzednikiem po przerwie na COVID, ale dla mnie wygląda gorzej niż przed przerwą. A ostateczna weryfikacja nastąpi w eliminacjach pucharów. Oby najpierw w eliminacjach ChL. Tym się denerwuję, a kiedyś - nie.
17niedziela, 06, grudnia 2020 14:15
xxx
@sektor212
" Jaki wypracowali i wdrożyli model gry? W jakim stopniu zbliżyli własne drużyny do średniego europejskiego poziomu, jeżeli chodzi o intensywność gry, czy wysoki pressing. Których młodych zawodników wprowadzili do zespołów, znacznie podnosząc ich wartość techniczno-taktyczną?"
Wszystko co napisałeś jest prawdą, ale wciąż pomijasz w tej swojej opowieści czynnik najważniejszy czyli piłkarzy.
Czy zawodnicy grający w Lechii lub Cracovii, gdyby mogli zagrać w lidze angielskiej, to nagle by stali się tacy jak opisujesz? "Anglia – wymiana ciosów, odważna gra, wysokie tempo, próby nieustannego wysokiego pressingu. "
Przecież to wszystko wymaga wyszkolenia technicznego i szybkiego oraz właściwego myślenia na boisku.
My takich zawodników nie szkolimy.
Ponieważ ich nie szkolimy, to polscy trenerzy zdobywają swoje doświadczenie zawodowe na zawodnikach jakich mają, czyli, "Polska – ostrożne zachowawcze wejście w mecze, przeważnie defensywne wytyczne, troska zawodników o nieforsowanie za wysokiego tempa." Więc czego oczekujesz od Michniewicza, on to ma wykarbowane na nosie, żeby nie zapomniał jak się gra w polskiej lidze.
Mieliśmy trenera, który chciał grać inaczej, ale gremialnie go nazywano niedouczonym i bez doświadczenia.
Jak zwalniano Vuko i przychodził Michniewicz, to mówiłem że będzie nuda a większość cmokała z zachwytu nad jego geniuszem taktycznym. Ty chyba też, prawda?
18niedziela, 06, grudnia 2020 14:43
kibic60
Najbardziej zabawne w tej całej skopanej jest porównywanie naszej piłki do lig zachodnich.
Prym w tym wiodą panowie sektor212 i dalkub.

Mnie to przypomina okres dzieciństwa, w którym to nie mogłem pojąć, dlaczego nasi kierowcy nie mogą wygrać rajdu Monte Carlo. Co tam wygrać, ukończyć.
W końcu nasze Fiaty, na których jeździli też miały silnik, skrzynię biegów, cztery koła i hamulce.

Jedyne czym się różniły, to tym, że nie dawały rady podjechać pod górę, których w tym rajdzie było bez liku. Każda próba kończyła się zagotowaniem wody w chłodnicy.

Z naszymi piłkarzami jest podobnie. Niby mają jedną głowę, dupę i dwie nogi, ale nadążyć nie dają rady Smile
19niedziela, 06, grudnia 2020 15:37
sektor212
xxx


"Jak zwalniano Vuko i przychodził Michniewicz, to mówiłem że będzie nuda a większość cmokała z zachwytu nad jego geniuszem taktycznym. Ty chyba też, prawda?"
W dniu wtorek, 01, grudnia 2020 17:54 napisałem do ciebie "Już pisałem wcześniej, Michniewicz to nie moja bajka" a ty wciąż sobie próbujesz na siłę wmawiać coś innego, zupełnie przeciwzakaźnego. Na przyszłość proszę czytać ze zrozumieniem.

"Wszystko co napisałeś jest prawdą, ale wciąż pomijasz w tej swojej opowieści czynnik najważniejszy czyli piłkarzy"
Widzisz, ja pisze opowieści (twoim zdaniem dziwnej treści) a ty wyłącznie samą prawdę opartą na faktach. Jednak nie starasz się przeczytać dokładnie moich słów, tylko z miejsca wymądrzasz się w każdym aspekcie futbolu, choć nigdy tej dyscypliny nie uprawiałeś.

Napisałem "To tak w skrócie, moje ogólne wrażenie, zupełnie nie wchodząc w kwestie samego potencjału technicznego zawodników". Znowu brakowało czytania ze zrozumieniem. Ja odnosiłem się do mentalności trenerów oraz ich wizji grania piłką a ty kolejny raz dążysz do zwarcia i z miejsca pouczasz, docinasz (pisząc opowieści) mi, zarazem przywołując do porządku, że pierdole bzdury, gdyż nie nie doceniam samych piłkarzy oraz wyszkolenia technicznego zawodników w futbolu. Wcześniej miałeś u mnie problem ze słowem schemat, później taktyka a teraz masz nową misję, czyli piłkarz i wyszkolenie techniczne.

Jeżeli sam piłkarz jest tak ważny i istotny w twojej układance to właściwie pozostałe elementy puzzli trenerzy, fizjoterapeuci, taktyka i pozostałe składowe, są zbędne, gdyż słabego i kiepsko czytającego grę zawodnika nie można nauczyć grać w piłke, tak by mógł ograć lepszych od siebie. Swoją drogą, jakim cudem beniaminek Cadiz ograł Real i Barcelonę. Czy miał lepszych zawodników? Pewnie jego kadra to zaledwie 20% wartości gigantów La Liga. Znasz chociaż jedno nazwisko z tak słabej ekipy? Oj przepraszam!!! Widzę, że się zagalopowałem, próbując pouczając tak wytrawnego fachowca.


Ogólnie dyskusja z tobą stała się jałowa i bezproduktywna, gdyż nie da się rozmawiać, kiedy jedna strona wie wszystko i najlepiej a druga uważana jest za głąba piszącego opowiadania. Tak więc moja prośba nie pisz do mnie więcej.

Mimo olbrzymich rozbieżności to pozdrawiam i życzę miłego wieczoru.
20niedziela, 06, grudnia 2020 16:03
sektor212
kibic60

Już jest i z miejsca wtóruje adwokat Smile

Ja wiodę prym? W zasadzie jak śmiałem mieć inny pogląd niż twój. Jak mogę porównać naszą piłkę do lig zachodnich?
Dalkub klaun, Zbyszek, CTP czy Baron nie znają się i piszą głupoty. Kto by się na CL nie pojawił, to z miejsca następuje atak na piszącego. W zasadzie, dlaczego poza wszechwiedzącą św. trójcą ktokolwiek próbuje wypowiadać się na tej stronie. Precz, wynocha na LN. To jest strona wyłącznie dla prawilnych kibiców Legii. Tak ogólnie wygląda wasza narracja z innymi osobami. Przykre i prawdziwe.

Również pozdrawiam
21niedziela, 06, grudnia 2020 17:14
dalkub
Panowie - Bardzo ale to bardzo was proszę, zaproście kibica 60 na spotkanie CL, on serio cierpi, chłop się wygada, wypowie, wytłumaczy Wam co i jak, zrozumiecie więcej, wiele rzeczy wam się wyjaśni i wreszcie zrozumiecie jak bardzo błądzicie. Apeluję i proszę - kibic 60 na CL na honorowym miejscu.

w sprawie podjeżdżania pod górę oraz zwycięstw w rajdzie Monte Carlo to nasz milusiński zna się mniej więcej tak jak na piłce nożnej:

https://www.se.pl/auto/porady/auta-prl-jezdzily-w-rajdach-i-wyscigach-poznaj-tajemnice-polskiej-motoryzacji-aa-y5GC-tV5S-o3wQ.html

a to mały cytat jak to fiaty nie podjechały pod górę :
"Fiaty 125p radziły sobie w rajdach o wiele lepiej niż Syrenki. Dwie polskie załogi jadące tymi autami wzięły udział w Rajdzie Akropolu w 1972 roku. Jedno z aut, Andrzeja Jaroszewicza i Andrzeja Szulca, dojechało do mety jako pierwsze w swojej klasie (silniki do 1600 cm3). W tym samym roku Polski Fiat 125p z załogą Robert Mucha-Lech Jaworowicz nie tylko dojechał do mety Rajdu Monte Carlo, ale również zajął pierwsze miejsce w klasie i 24 w klasyfikacji generalnej na 320 załóg. W 1973 roku Duży Fiat wygrał w swojej klasie w rajdzie Press on Regardless w USA."
22niedziela, 06, grudnia 2020 23:20
xxx
"Jeżeli sam piłkarz jest tak ważny i istotny w twojej układance to właściwie pozostałe elementy puzzli trenerzy, fizjoterapeuci, taktyka i pozostałe składowe, są zbędne, gdyż słabego i kiepsko czytającego grę zawodnika nie można nauczyć grać w piłke, tak by mógł ograć lepszych od siebie."

Mnie się wydaje oczywiste, że nie każdego można nauczyć grać w piłkę na wysokim poziomie. Potwierdza to statystyka selekcji z której wynika, że jeśli zacząć odliczanie od dziecka, to jeden na kilka tysięcy zostanie piłkarzem na przyzwoitym poziomie a żeby został piłkarzem na dobrym poziomie najwyższej ligi, to jest jeszcze rzadsze.
Do tego nie mogę się nadziwić, że nie potrafisz dostrzec zależności między poziomem piłkarzy i możliwościami trenera. Chyba jest jasne, że im lepsi piłkarze, tym bardziej zaawansowana może być taktyka.
Z Twojego wywodu wynika, że w zasadzie wszystko jedno jacy są piłkarze, bo piszesz "taktyka i pozostałe składowe, są zbędne, gdyż słabego i kiepsko czytającego grę zawodnika nie można nauczyć grać w piłke, tak by mógł ograć lepszych od siebie.".
To się w piłce zdarza stosunkowo najczęściej ze wszystkich gier zespołowych i to jest jedna z przyczyn jej szalonej popularności, ale to mogą być pojedyncze przypadki.
Jak wytłumaczysz potrzebę skautingu zawodników, przecież zgodnie z Twoją teorią wystarczy zatrudnić najlepszego trenera i on z dowolnych zawodników zrobi zespół który będzie wygrywał z lepszymi, ale takich trenerów nie ma, bo przecież kluby które chcą wygrywać LM wydają setki milionów na zawodników i zatrudniają najlepszych trenerów i nie osiągają zakładanych sukcesów.
Już prędzej doskonali zawodnicy osiągną sukces mając słabszego trenera, niż dobry trener mając słabych zawodników.
23poniedziałek, 07, grudnia 2020 07:17
kibic60
"w sprawie podjeżdżania pod górę oraz zwycięstw w rajdzie Monte Carlo to nasz milusiński zna się mniej więcej tak jak na piłce nożnej"

Nie ma to, jak się złapać jednostkowego przypadku i uknuć całą teorię, nie wspominając tych Syrenek Smile

Idąc tym tokiem rozumowania sektor napisał stek bzdur o różnicy pomiędzy ligą angielską i naszą bo przecież:

" Legia Warszawa ograła 1:0 Blackburn Rovers po bramce zdobytej przez Jerzego Podbrożnego. Wtedy Blackburn jednak było potęgą – mistrzem Anglii i najbogatszym klubem na Wyspach Brytyjskich, a w jej barwach występował Henning Berg"


Na koniec napiszę:
"Panowie - Bardzo ale to bardzo was proszę, zaproście kibica 60 na spotkanie CL, on serio cierpi"
"Przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał..." i musisz pajacu wiedzieć, że na kilku spotkaniach byłem. Było bardzo sympatycznie, ale najwyraźniej nasze niedoszłe piłkarskie gwiazdy czują się lepiej we własnym gronie.

Pozdrawiam panów serdecznie i kończę tę nierówną walkę.
24piątek, 11, grudnia 2020 07:24
kibic60
@ corazstarszy

"Nie zgadzam się, że Karbownik był najsłabszy. Dla mnie - pełnowartościowy mecz"

Każdy widzi to, co chce zobaczyć.
Nasz młodzian został najsłabiej oceniony nie tylko przeze mnie i dostał obok Wszołka najgorsze noty.

Michał Karbownik 5 (6,29). Nikt nie nabiegał się w tym meczu tyle, co Karbownik, ale niestety tym razem niewiele z tej ruchliwości wynikało. Słabo spisywał się w destrukcji, stosunkowo nieźle przy wyprowadzaniu piłki, ale brakowało precyzji w dograniach pod bramką, tylko raz wypracował dobrą okazję Bartoszowi Kapustce. W drugiej części meczu spisywał się wręcz słabo i szczerze mówiąc kwalifikował się do zmiany, bo sporo piłek stracił, byliśmy nieco zaskoczeni, że trener nie zdjął go z boiska w końcowej fazie meczu. Jak się okazało, był to ostatni mecz Karbownika w tym roku, z racji przemęczenia musi po prostu solidnie odpocząć i wrócić do pełni sił przed kolejną rundą.
25sobota, 12, grudnia 2020 06:55
BPS
Kiedyś regularnie to zaglądałem, później długo nigdzie bo jestem zdegustowany polską piłką, ale bez niej to jak bez kobity i widzę, że tu idą dobre rozkminy Very Happy

Uważam, że ludzi w ogóle nie ma co porównywać z dużymi Fiatami itp. bo w temacie biologii to każdy z nas zrobiony w tej samej technologii i ja za h.. nigdy nie potrafię zrozumieć, dlaczego od lat u nas się pier... o szkoleniu młodzieży (jestem 80 rocznik więc trochę to już trwa), a my w dalszym ciągu nie potrafimy mieć jakiegoś przyzwoitego systemu i produkować piłkarzy. Przy czym uważam, za najgorsze braki to u nas mają taktyczne. Oni nie potrafią grać w piłkę bo ich nie nauczono tego za dzieciaka. Zauważcie, że nawet gdy obrońca zagrywa piłkę do bramkarza to nie ma podstawowego odruchu "oddaj i pokaż się do gry" i on tak zazwyczaj stanie jak ta pizda. Zamiast grać piłka, to jest holowanie, im się wydaje zupełnie odwrotnie, że im dłużej będzie miał piłke przy nodze tym jest lepszy.
No i mają tę celebrycką mentalność. Każdy przeświadczony o własnej wielkości kiedy w swoim fachu są miernotami i ich wyjaśnia pierwszy lepszy w miarę poukładany piłkarsko przeciwnik z przeciętnej ligi.
Oni tak grają, później zostają trenerami i tak się ten schemat powiela, a że tymi szkołami trenerów zarządzają jakieś przedwojenne Piechniczki to taki Brzęczek potrafi grać tylko lagę i później z kadry robi Wisłę Płock.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1