A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Podbeskidzie - Legia 1-0: Pobudka!

W fatalnym stylu Legia wróciła do rywalizacji w Ekstraklasie. W meczu 15. kolejki sezonu nasza drużyna przegrała z ‘czerwoną latarnią’ tabeli, notując tym samym drugą kolejną ligową porażkę i rażąc beznadziejną grą w ofensywie. Legioniści stracili pozycję lidera na rzecz Pogoni Szczecin.

 

Trener Michniewicz postawił na następujących zawodników: Boruc – Juranović, Lewczuk, Hołownia, Mladenović – Wszołek, Slisz, Kapustka, Martins, Luquinhas – Pekhart. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Peškovič - Modelski, Janicki, Rundić, Mamić - Danielak, Bieroński, Ubbink, Kocsis, Marzec – Roginić.

W 2. minucie Boruc spokojnie złapał piłkę po strzale zza pola karnego. Kilka minut Legia odpowiedziała podobnym i równie niegroźnym uderzeniem oddanym przez Mladenovicia. W 9. minucie Pekhart umieścił piłkę w bramce po dośrodkowaniu Martinsa z rzutu rożnego, jednak sędzia Marciniak bez wahania i weryfikacji odgwizdał faul na Janickim. W 16. minucie doszło do zamieszania pod bramką Legii, na szczęście skończyło się na strachu. W 22. minucie Mladenović uderzył bardzo niecelnie z rzutu wolnego. W 24. minucie Wszołek oddał strzał głową po dośrodkowaniu Juranovicia. Piłka minęła bramkę gospodarzy. W 41. minucie Kapustka uderzył z pola karnego, jednak Peškovič był na posterunku. W 44. minucie dwiema interwencjami popisał się Boruc, ale Roginić i tak był na spalonym. Wznawiając grę, Boruc popełnił poważny błąd, którego gospodarze nie zdołali wykorzystać.

Do przerwy było 0:0. Mecz był słaby, Legia grała ospale i bez błysku w ataku.

W 48. minucie Podbeskidzie objęło prowadzenie. Po rzucie rożnym i dość przypadkowym bilardzie w polu karnym piłka trafiła do Janickiego, który z bliska pokonał Boruca. W 52. minucie Valencia zmienił Martinsa. W 59. minucie Lopes zastąpił Wszołka. W 67. minucie Slisz uderzył z rzutu wolnego, jednak nie trafił w bramkę. W 77. minucie Lopes otrzymał podanie od Pekharta, doszedł do strzału, ale zabrakło mu precyzji. Dwie minuty później Lopes uderzył celnie, niestety wprost w Peškovicia. W 87. minucie Pekhart oddał strzał, ale w trudnej pozycji nie zdołał trafić w bramkę. Kilka chwil później czeski napastnik raz jeszcze usiłował przechytrzyć defensorów gospodarzy w polu karnym, jednak i tym razem bez powodzenia. Mecz zakończył się zwycięstwem Podbeskidzia.

Legia przegrała z drużyną, która w czternastu ligowych meczach uciułała dziewięć punktów, dając sobie wbić trzydzieści osiem bramek. Główny faworyt do mistrzostwa Polski nie potrafił stworzyć w Bielsku poważnego zagrożenia, grając wolno, schematycznie, bez czucia piłki, irytując licznymi niedokładnościami i gwiazdorską manierą zgłaszania pretensji do wszystkich wokół. Porażki ze Stalą i Podbeskidziem to co najmniej kuriozum, dopiero okaże się na ile kosztowne w ostatecznym rozrachunku.

Dyskusja (16)
1niedziela, 31, stycznia 2021 20:06
CTP
Lewczuk: "Na pewno nie mieliśmy wielu klarownych sytuacji, chyba nie było stuprocentowej okazji. Był jakiś problem, bo Podbeskidzie zagęściło środek. Staraliśmy się przedrzeć i szukaliśmy wrzutek na Tomasa, ale się nie udało."

To chyba w całości wyjaśnia, dlaczego ten mecz wyglądał tak a nie inaczej. Wielokrotnie i tutaj i na innych forach kibice ostrzegali, że ta taktyka, to ślepa uliczka i się na niej mocno przejedziemy ale jak widać w klubie orkiestra gra do końca.
2niedziela, 31, stycznia 2021 20:32
Senator
W przerwie meczu powiedziałem synowi, ten mecz wygląda mi na takie 1:0 . Strzelą bramkę z dupy i niestety wykrakałem.
Dlaczego tak pomyślałem? Ano dlatego że widziałem co nasi wyprawiają. To nieprawda co mówi Lewczuk. Były sytuacje tylko trzeba było strzelić a nie kiksować lub podawać do bramkarza.
Trzeba było zagrać ostatnie podanie celniej a nie na rympał. Takiego niechlujstwa w grze to ja dawno nie widziałem. A ileż to razy totalny brak zrozumienia? Zaniechania?
O ile mi nie minęło w temacie Vuko to tu do Michniewicza pretensji nie mam. Wyszli Panowie " mistrzowie " na boisko i myśleli że się samo wygra, no nie. Walles ma rację mówiąc że drużyny zagrożone spadkiem wykazują wolę walki determinację wyższą niż drużyny z czołówki
Tylko Legia była tak beznadziejnie słaba, że nawet tych cech Podbeskidzie nie musiało w tym meczu pokazywać. Ot piłka wpadła do naszej bramki i tylko tyle wystarczyło aby PBB wygrało mecz
Dramat.
3niedziela, 31, stycznia 2021 21:06
Baron
Na chwilę obecną nie ma w składzie ani jednego piłkarza, którego by sprowadził Michniewicz. Wszyscy zostali sprowadzeni jeszcze za kadencji Vuko. Nie przypominam sobie aby w ostatnich latach taka sytuacja miała miejsce w Legii. I to tylko trochę rozgrzesza CM, że nie dano mu ściągnąć żadnych zawodników wg. własnego uznania.
Niestety mamy mierną kadrę, która niczego nam nie gwarantuje, do końca sezonu będzie rządził przypadek, dyspozycja dnia.
Co do meczu to był to dramat i na tym można zakończyć, bo pomimo miernej kadry to ci co byli na boisku powinni sobie z PBB poradzić.
4poniedziałek, 01, lutego 2021 10:23
CTP
To, że Michniewiczowi nie sprowadzono żadnego piłkarza, to jedno (ten Jankovic, podobno, też mocno niepewny) ale ja obserwując zgrupowanie w Dubaju zauważyłem, że trener Czesław chyba za bardzo wierzy w tzw. profesjonalizm naszych grajków. Mam tutaj na myśli jego podejście do piłkarzy na zasadzie dobrego wujka.
Zgadzam się, że nawet z tymi piłkarzami powinniśmy gładko wygrać z PBB. Nie wygraliśmy, bo zabrakło odpowiedniej mobilizacji. Niestety, jakoś nie chce mi się wierzyć, że trenera Czesława stać na to, aby uderzyć pięścią w stół.
5poniedziałek, 01, lutego 2021 10:42
dalkub
wstyd
6poniedziałek, 01, lutego 2021 12:17
corazstarszy
Pluliście na Vukovicia, macie Michniewicza. Tu l'as bien bien voulu, Georges Dandin.
Wzmocnienia? Ten skład był wystarczający, aby nie przegrać. Jeszcze bez sabotażysty Jędrzejczyka na boisku - nic, tylko wygrywać Ja typowałem porażkę przed meczem i za tydzień też typuję. Papszun i Raków mają swoje ograniczenia, ale etos pracy jest. W Legii był do pandemii. Później już mniej, a teraz wcale. Są fotki Juranovicia na Instagramie w drogiej restauracji w Dubaju. To są ich priorytety, nie jakaś tam Legia.
Dobry trener to m.in. taki, który potrafi zrobić coś z niczego, osiągnąć w danym czasie wynik ponad stan, np. Fornalik w Piaście 2018/19, a może i w 2019/20. Michniewicz, jak dowiódł, nie jest w stanie przygotować drużyny tak, żeby zagrała odpowiednio, na miarę choćby swoich możliwości, od pierwszego meczu rundy. Sądzicie, że do lipca się nauczy? Przyjedzie finalista pucharu Macedonii i żegnajcie puchary (nawet ten puchar pasztetowej - Liga konferencji, czy jak to nowe coś ma się nazywać), bo forma przyjdzie w październiku. A my coś o wzmocnieniach będziemy gadać. Juranović, np., okazał się wzmocnieniem, tyle że od ósmego meczu, a potrzebny w formie był od pierwszego. To już jest robota dla trenerów. I z tym sobie kolejni ostatnio nie radzili. Ostatnim który dawał radę był Berg, choć też z ograniczeniami.
Mamy to, na co zasługujemy. Nic niesprawiedliwego nas nie spotyka.
Sparing z Dynamem to był pic i fotomontaż. Jak strzelili bramki po rogu i po karnym, to wiadomo było, że w lidze się to nie powtórzy. Legia karnych nie dostaje (bardzo rzadko, co najwyżej), a nasze rzuty wolne i rzuty rożne to śmiech na sali. Nie rozumiem też sensu wysyłania piłkarzy do ZEA. W kraju by się gorzej przygotowali? Tacy świetni byli w 2020, żeby im fundować obóz w atrakcyjnym miejscu? Sparingi z Olimpią Grudziądz i Puszczą Niepołomice pod Grodziskiem Wielkopolskim miałyby taką samą wartość szkoleniową jak z Krasnodarem i Dynamem w Dubaju. Może nawet, ze względu na realia krajowe, większą.
Powoli przerzucam swoje emocje na Legię CLJ, na Legię II, i na kolejne roczniki z LTC. Pierwsza drużyna nie jest warta tego, aby się w nią emocjonalnie angażować. Przyszłość w szkoleniu. Trzeba trzymać kciuki za to, aby w Legii byli mądrzy trenerzy-wychowawcy, którzy pokażą młodym piłkarzom, jak przejść z piłki juniorskiej do dorosłej, bo to jest chyba główne wyzwanie.
7poniedziałek, 01, lutego 2021 12:39
Zbyszek
Po wczorajszym meczu można mieć tylko humor zwany wisielczym.

O tym, że widzimy to co chcemy widzieć.
Nauka medycyny , psychologii, filozofii wskazują, że widzimy za pośrednictwem mózgu. A nasz mózg widzi to co chce zobaczyć. A kiedy już w to uwierzymy niezwykle trudno nas przekonać do zmiany zdania. Tę prawidłowość zwaną współcześnie efektem potwierdzenia zauważył już 400 lat temu sir Francis Bacon pisząc :"Rozum ludzki skoro raz przyjął pewien pogląd ( czy dlatego ,że jest tradycyjnie uznawany czy dlatego, że jest nam przyjemny) wszystko inne ściąga na jego poparcie i potwierdzenie. I choć większa jest może siła i liczba przypadków, które przemawiają przeciwko temu poglądowi , mimo to nie zwraca na nie uwagi i albo lekceważy je, albo usuwa je i odrzuca, aby tylko powaga jego poglądu nie została zachwiana". Ogromną rolę w tym spekulatywnym myśleniu o zjawiskach otaczającego świata odgrywa nasz zmysł wzroku. "Mała encyklopedia medycyny " oraz praca Susan Greenfield "Tajemnice mózgu" stwierdzają, że nauka ma dobrze opanowaną wiedzę o naszym widzeniu. Widzimy dlatego ,że oko nasze ma zdolność przekształcania światła w sygnał nerwowy. By dostać się do samego oka światło przechodzi przez rogówkę, następnie źrenicę znajdującą się pośrodku tęczówki .Nieruchoma rogówka i zmienna grubość soczewki załamują i skupiają światło, rzucając ostry obraz na siatkówkę . Soczewka oka odwraca obraz, ale ponieważ widzimy tak świat od urodzenia to wydaje się nam ,że widzimy "normalnie". Przetwarzanie obrazu zaczyna się w siatkówce zbudowanej z komórek nerwowych. Sygnały nerwowe biegną przez różne części głowy i potem mózgu do kory wzrokowej obu płatów potylicznych. To w nich następuje dekodowanie i analiza sygnałów nerwowych odbieranych z miliona komórek zwojowych siatkówki. Nasza percepcja wizualna tylko w części opiera się na istniejącej rzeczywistości, resztę uzupełnia mózg. Mózg nie jest biernym odbiorcą sygnałów , lecz jest to struktura "myśląca" : wysuwa przypuszczenia, robi skróty myślowe, sięga do pamięci i dedukuje , dzięki czemu oglądana przez nas rzeczywistość wydaje się spójna. Ta indywidualizacja widzenia sprawia ,że np. spośród kilkunastu osób widzących sprawcę przestępstwa każda podaje inny rysopis , o czym wiedzą dobrze technicy policyjni. W sporcie można podać setki przykładów pomyłek poznawczych . Z nimi dość skutecznie rozprawiają się autorzy książki "Futbol i statystyki" Chris Anderson i David Sally, którzy twierdzą, że nie wrażenia wzrokowe i oparta na nich percepcja wzrokowa, ale twarde dane zweryfikowane matematycznie powinny stanowić podstawę wiedzy piłkarskiej. My również wiedzmy, że to co wydaje się nam jako pewnik, bo widzieliśmy na własne oczy , takim pewnikiem nie musi być.

O tym, że nie ma grania bez biegania.
W Polsce , od zawsze, główne przygotowania do sezonu odbywają się w przerwie zimowej , która zawsze był dość długa, lecz w tym sezonie została drastycznie skrócona . Przed jeszcze 25 laty przygotowania zimowe odbywały się w terenie , głównie w zimowej ,śnieżnej scenerii. Wielu trenerów wywoziło swe drużyny w góry, aby w kopnym śniegu zdobywać siłę i wytrzymałość. Dziś wiemy ,że to takie głupie nie było, bo trening na mrozie dawał efekt krioterapeutyczny. Nad technika nie pracowano , bo zawodnicy ją mieli, a o taktyce w takim wydaniu jak dziś nikt nie słyszał. Jako pierwszy z tymi metodami zerwał pod koniec lat 80-tych Orest Lenczyk ,a za nim poszli i inni. Zaczął się okres wyjazdów do cieplejszych krajów, rzekomo w poszukiwaniu lepszych warunków do treningu. W obecnej przerwie zimowej przygotowania w kraju wybrała dokładnie połowa drużyn ESy.
Kiedyś pracę w zimie nazywano ładowaniem akumulatorów. Wiadomo bowiem z nauki fizjologii, ze trening jest po to, aby organizm przyzwyczajać do wysiłku czyli w istocie do szybkiej regeneracji organizmu po nim. Trener Strejlau przed ponad 30 laty stwierdził, że przygotowanie fizyczne jest najprostszym elementem warsztatu trenera. I miał w owym czasie rację, bo to ładowanie akumulatorów polegało na stałym wzroście obciążeń w postaci długości biegu ciągłego lub interwału. Ale przyszły czasy zastosowań w futbolu osiągnięć nauki i fizjologowie doszli do wniosku, że w przygotowaniach do sezonu nie chodzi o to, aby "naładować akumulatory", bo to jest niemożliwe przy wysiłku jakiego wymaga współczesna piłka nożna, ale o to, aby ustalić i zbudować najwyższy próg wysiłkowy każdego zawodnika oraz systematycznie go podnosić. Dlatego tak ważna jest ciągłość procesu treningowego . Oznacza ona ,że np. zimą starujemy z pułapu np.100 i ponosimy go do 105, latem o kolejne 5% itd. aż do osiągnięcia wartości progowej czyli kresu rozwojowego w tej dziedzinie. Takie nowoczesne podejście wymagało specjalistycznej wiedzy , aparatury badawczej oraz umiejętności prawidłowego odczytania i interpretacji wyników. Pamiętamy spór na tym tle Leśnodorskiego z Urbanem, kiedy to prezes kupił aparaturę taką jak Bracelona,a trener wyśmiewał pomysł, bo poza dwoma profesorami nie było w kraju nikogo, kto by się na nie znał. Jako pierwsi obowiązek zatrudnienia w La Liga fizjologów wprowadzili przed 13 laty Hiszpanie. I to u nich opracowano najwięcej metod przygotowawczych. Jedną z nich zwaną eksplozywną zastosował w Legii za Urbana Arrubarren . Polegała na dynamicznym wykonywaniu ćwiczeń, biegu, wyciskania sztangi, skoków itd. Innym hiszpańskim trenerem Polonii i Lecha był Hiszpan Bakero u którego cały trening fizyczny to było bieganie tempówek na dystansie ok. 30 metrów.
Generalnie istnieją 4 podstawowe metody kształtowania motoryki.
Pierwsza, to dość intensywny bieg ciągły co preferował np. Czerczesow . Druga to trening interwałowy najbardziej obecnie powszechna. Polega ona na przeplataniu w jednym ciągu treningowym biegu szybkiego z wolnym, Jeżeli odległości przebiegane w różnym rytmie są takie same to kształtowana jest wytrzymałość ogólna, jeżeli przeważa bieg szybki to jest to wytrzymałość szybkościowa, jeżeli bieg wolny to efektem ma być szybkość wytrzymałościowa. Np. Smuda ograniczał przygotowania wyłącznie do kształtowania szybkości wytrzymałościowej i co przynosiło skutek w postaci poważnych kontuzji jak np. Citki czy Łapińskiego. Trzecia to trenowanie w okresie przygotowawczym tak jak w mikrocyklu tygodniowym co np. stosował Bijelica w Lechu. Takie podejście ma ten walor, że pozwala na zachowanie równej, wysokiej formy przez cały sezon, ale przy graniu meczów co 3 dni obniża wydatnie wytrzymałość, co kosztowało Lecha Tytuł w 2018 roku.
Czwarty sposób do stosowana przez Berga w Legii metoda relaksacyjna, która powodowała, że organizmy graczy były niezmęczone i można było dozować obciążenia treningowe w mikrocyklu pod konkretnego rywala. W naszej lidze okazała się w sumie nieprzydatna , gdyż gra jest wysiłkowa co oznacza wydatkowanie dużej energii , której pewien zapas trzeba stale mieć.
Obecnie w Legii jak mogłem zorientować się na podstawie różnych relacji podczas pobytu w Dubaju przyjęto metodę wypoczynkową. Więcej było zabawy niż wysiłku, a zajęcia na boisku to przede wszystkim taktyka. Nauczaniem taktyki zajmował się włoski trener Alessio de Petrilla, dokooptowany do sztabu. Koncentrował się on na 3 elementach : grze bez piłki czyli byciu w ciągłym ruchu, w gotowości na przyjęcie piłki oraz przeszkadzaniu rywalom i odbiorze lub przechwycie piłki. Grze cały czas do przodu, rzadko do boku i prawie nigdy do tyłu ( za brak gry do przodu były symboliczne kary) . Wreszcie na uporządkowaniu gry strefowej ,a więc przemieszczaniu się i ustawianiu wobec piłki i rywala, również przy stałych fragmentach , tak aby z tego była korzyść, a nie kłopot. Tu aż prosi się o zacytowanie Probierza, który gadane ma dobrze opanowane ,a który powiadał, że nasi trenerzy wiedzą często więcej niż trener z zagranicy ,ale kiedy taki zagraniczniak to nas trafi to uważa się go za najwyższy autorytet mimo, że najczęściej wyżej niż 3 liga, nikogo nie trenował. Przyznam się bez bicia, że nie tylko o sukcesach, ale i o samym Petrillo nie słyszałem. A wczoraj jak to co nasi, pożal się Boże, piłkarze pokazali to była antytaktyka , tak jak by po raz pierwszy wyszli na boisko. Ona pozwalała tylko przegrać.

O tym, że ,aby dobrze grać to trzeba mieć kim.
Trener Michniewicz powiada, że chciałby, aby Legia grała różnorodnie , różnymi systemami i była w stanie również w trakcie meczu zmieniać ustawienie. Od razu sobie powiedzmy, że to są pobożne życzenia ,a na dziś nierealne mrzonki. Jak był rzekł Napoleon :"Po pierwsze nie mamy armat" czyli możliwości kadrowe Legi są mocno ograniczone. Legia dysponuje niewielką grupą klasowych zawodników , w tym kilkoma graczami tzw. wszechstronnymi ,a reszta nie prezentuje poziomu wymaganego w Europie. Do tego liczenie na młodzież jest pochopne i przedwczesne. Oczywiście sparringi to nie mecze o stawkę, ale w ostatnim spotkaniu ze Stomilem w I połowie oni i my zagraliśmy wieloma zawodnikami tzw. młodymi i oni wygrywali 1:0.A z młodzieży grali : Macenko, Niski, Hołownia, Kisiel, Ciepiela, Kostorz. Zresztą II zespół Legii w III lidze też furory nie robi. Do tego mamy tylko jednego klasowego napastnika co wyklucza warianty gry z dwoma napastnikami jak 4-4-2 czy 3-5-2.
Rozważmy więc jakie możliwości systemowe ma Legia na obecnym etapie istnienia . Nie tylko nie mamy drugiego napastnika , co wczoraj było dobitnie widać , gdyż Lopes był słabszy od dorsza ,ale i nie mamy skrzydłowych. Po prawej stronie na skrzydle gra Wszołek , zawodnik mocny taktycznie, wytrzymały ,ale mało dynamiczny i nie potrafiący wygrywać pojedynków na szybkości, ani na zwrotności. Przyszłościowym rozwiązaniem może być Skibicki. Po lewej występuje Luquinhas, dobry technicznie ,zwrotny, ale o słabych warunkach fizycznych oraz bez dośrodkowania i strzału , nadający się tylko do gry na małej przestrzeni, krótkimi podaniami.
To był wstęp do krótkiego przeglądu aktualnych możliwości systemowych . W obronie teoretycznie można grać czwórką lub trójką środkowych i dwoma obrońcami (5) lub z dwoma tzw.wahadłowymi ( 3-2). Patrząc na walory naszych bocznych obrońców to widać, że zarówno po lewej Mladenovicz, a po prawej Juranovicz, Vesovicz i ewentualnie Wszołek kiepsko bronią , natomiast ich walory ofensywne są duże. To wskazuje ,że powinniśmy grać z dwoma wahadłami. Lecz, aby tak grać to trzeba mieć co najmniej 3 dobrych środkowych obrońców : jednego obunożnego ,jednego prawonożnego i jednego lewonożnego. Spośród dotychczas grających w środku obrony ( Lewczuk Jędrzejczyk i Wieteska) wszyscy oni są prawonożni ,ale od biedy Lewczuk Lub Jędrzejczyk mogą robić za obunożnego. Dotychczas nie było lewonożnego i stąd się bierze próba , jak wczoraj, przekwalifikowania lewonożnego Hołowni na środkowego obrońcę. W drugiej linii można grać na dwóch defensywnych pomocników ( system 4-2-3-1 i pochodne lub 4-2-4), można grać na trzech (systemy 5-3-2, 4-3-2-1 lub 4-3-3 i pochodne) albo można grać na jednego (system 4-1-4-1 ,lub 4-1-3-2) . Można też grać bez defensywnych pomocników jako formacji grając na 3 formacje, a nie cztery. W Legi kryteria wymagane od defensywnego pomocnika spełniają : Martins. Slisz i Gwilia. Lecz wszyscy trzej mają spory problem z wyprowadzeniem piłki do strefy ataku. Ostatnio Legia gra na jednego defensywnego pomocnika , który stanowi odwrócony wierzchołek trójkąta , którego podstawę stanowi dwóch ofensywnych pomocników. Wczoraj trener sprawdzał jako ofensywnego pomocnika Slisza z zadaniami asekuracji Kapustki, aby ten mógł poświęcić się tylko grze ofensywnej. Następna formacja pomocy teoretycznie może grać czwórką, trójką lub dwójką . Jednak trener dysponuje w niej Kapustką i będącym bez formy Valencią. Aż prosi się ,aby jako ofensywny pomocnik grał Luquinhas , bo moim zdaniem na skrzydle marnuje on swoje walory. A jest wedle mnie jedynym ,który udźwignął by granie na jednego ofensywnego pomocnika ( system 4-2-3-1). Po tym pobieżnym przeglądzie łatwo dostrzeżemy ,że możliwości systemowe kończą się na 4-1-4-1, lub 4-3-2-1. Nie wymagają one bowiem skrzydłowych o określonej dla tej pozycji charakterystyce, ani kreatywnego ofensywnego pomocnika ,gdyż oparte są o współdziałanie formacji i aktywną role bocznych obrońców w poczynaniach ofensywnych . Wczoraj Legia zagrała ustawieniem wyjściowym 4-1-4-1,ale kiedy Slisz w 10 minucie stracił piłkę przy wyprowadzaniu szybkiego ataku to samoistnie cofnął się obok Martinsa i faktyczne graliśmy 4-2-3-1. Zmiana Martinsa na Valencię zmieniła faktyczne ustawienie na 4-1-4-1, zaś wprowadzenie Lopesa w miejsce Wszołka sprawiło ,że ustawieniem było 4- 1, 3 -2.
Ktoś powie, że systemy nie grają. Tak. Ale zawodnicy grają w konkretnym ustawieniu, zaś samo ustawienie ma prowadzić do osiągnięcia celu gry i być oparte o realne możliwości wykonawcze zawodników.

O tym, że tak jak wczoraj grać nie wolno.
Pozwoliłem sobie , niezależnie od tego co Gawin akuratnie opisał , zwrócić uwagę na . delikatnie rzecz ujmując , niektóre mankamenty w grze naszego zespołu.
1)Zawodnicy mieli grać do przodu, ale zbyt często grali do boku lub do tyłu, albo z nawyku, albo ze strachu ,że coś popsują, albo dlatego, że nie mieli do kogo z przodu podać.
2)Dobrze ,że stałe fragmenty gry kończone były strzałami, ale źle, że bardzo niecelnymi. Dlaczego dobrze, że nie kombinowali ?. Statystyki dowodzą bowiem, że po stałych fragmentach gry pada niewiele bramek ok.9% ,ale po szybkich atakach po stratach piłki wskutek ich wykonania pada 10 razy więcej bramek dla przeciwników. Czyli lepiej ich nie wykonywać, wybić piłkę na aut ,jeżeli rywal może zdobyć po nich piłkę i groźnie zaatakować.
3) Nasi gracze starali się wprowadzać piłkę do gry od tyłu, ale stanowczo zbyt wolno. Do tego przez większą cześć meczu graliśmy przy posiadaniu piłki na własnej połowie od razu wchodząc w atak pozycyjny , nie próbując nawet ataku szybkiego. Właściwie poza Hiszpanami wszędzie najpierw gra się szybkim atakiem , a kiedy ten nie wypali to przechodzi się dopiero do ataku pozycyjnego. Przez całe spotkanie nasz zespół zagrał tylko dwa razy poprawnie przeprowadzonym szybkim atakiem w 15 i 28 minucie. Raz padła bramka niesłusznie nieuznana przez Marciniaka, a za drugim razem był rzut wolny , który zmarnował Mladenovicz.
4)Od ok. 30 minuty Podbeskidzie cofnęło się do niskiego pressingu i niejako zmuszeni zostaliśmy do gry w ataku pozycyjnym ( nie wiadomo po kiego grzyba) , lecz nic z tego nie wychodziło, bo z atakujących do takiej gry predyspozycje mają tylko Kapustka, Martins, Luquinhas i Juranovicz , natomiast pozostali się do ataku pozycyjnego nie nadają, bowiem trzeba umieć grać technicznie, krótkimi podaniami na małej przestrzeni i mieć szybki drybling. A oni tymi zasobami nie dysponują.
5)Za mało przeprowadzaliśmy akcji dwójkowych i trójkowych w ich polu karnym, tak jak w 29 i 42 minucie. A to takie akcje miały największe szanse powodzenia , gdyż poziom wyszkolenia obrońców Podbeskidzia jest niski, a takiego Janickiego żaden.
6) Notowaliśmy stanowczo za dużo strat przy wyprowadzaniu piłki z własnej połowy. Każdy z naszych zawodników nie robił tego należycie. Próbowaliśmy tego w trakcie meczu 19 razy i tylko dwa razy udanie. Może z powodu obawy przed strata piłek tylko dwa razy zrobiliśmy szybki atak. Najbardziej zniechęconymi nieudanymi próbami byli Slisz i Lewczuk. Główną przyczyną tych strat były błędy techniczo-taktyczne. Nasi zawodnicy za szybko i w zbyt dalekiej odległości od rywali usiłowali podawać do partnerów, co dawało im czas na reakcję, zamiast podejść blisko i grać mijającym podaniem.
7) Fatalnie ustawiali się nasi zawodnicy w środkowej strefie własnego pola karnego przy atakach rywali prowadzonych środkiem boiska - wobec piłki, a do tego przy zbyt małej liczbie zawodników. Gracze Podbeskidzia było 3 razy w naszym polu karnym i powinni strzelić 3 bramki .
8)Graliśmy za wolno piłką, Nieefektywna był nasza gra bez piłki. Cofaliśmy się za głęboko we własnej połowie co mocno utrudniało przeniesienie gry na ich połowę.
9)W trakcie meczu nasi gracze dokonywali wiele razy zmian pozycji, ale ładu w tym nie dostrzegłem ,a raczej chaos . Typowe szukanie dupą szczęścia.
10) Rywale przeprowadzali swoje akcje w ataku rzadko ,a jeżeli już to szły one środkiem boiska, a nasi zawodnicy nie potrafili im w polu przeciwdziałać i dopuszczali ich w pobliże naszej bramki. Zawiódł Martins i częściowo Slisz.
11) Trener Michniewicz prawidłowo po stracie bramki zaczął wymieniać zawodników, ale dokonał za mało zmian, a być może nie mógł ich więcej przeprowadzić ( słaba forma, albo urazy rezerwowych). Wieloletnie badania statystyk wskazują, że jeżeli drużyna faworyzowana przegrywa to zmiany zawodników na boisku są głównym czynnikiem zmiany wyniku ( badania prowadzono w latach ,kiedy były możliwe 3 zmiany) . I tak po jednej zmianie wynik uległ poprawie w 17% wejść, przy dwóch w 23%, przy 3 w 35%. Bez mian zawodników wynik został poprawiony w 6 %. A teraz jest tych zmian 5 .
12)Za dużo było niecelnych podań w ich strefie obrony, w tym brak było podań otwierających drogę do bramki.
13) Przykro to stwierdzić, ale próby ataków naszej drużyny były prostackie i prymitywne, albo wolny atak pozycyjny ,albo dalekie wrzutki na Pekharta Obie metody nieskuteczne, a na dodatek stwarzające im okazje do kontrataków.
14) Każdy dostrzegł, że odległości pomiędzy formacjami naszego zespołu tak w obronie , jak i w ataku były zbyt duże . W obronie rywale swobodnie zdobywali przestrzeń, a w ataku podania na dalszą z konieczność odległość były regularnie niecelne.
15) Trudno pojąć dlaczego nasi zawodnicy tracili czas na jałowe rozgrywanie piłki na własnej połowie bez zdobywania terenu. Zwłaszcza w końcowych minutach wyglądało to jak byśmy byli zadowoleni z wyniku i grali na czas.
16)Pomimo kilku odbiorów piłki lub przechwytów w rejonie pola karnego rywali nie potrafiliśmy tych sytuacji wykorzystać. A to z tego powodu ,że zamiast przyśpieszenia tempa następowało zwolnienie, nikt nie wychodził do podania, ani na wolne pole. Czyżby nasi byli, aż tak zaskoczeni, że tego nie przewidzieli albo na lekcji tego nie przerobili ?. Zachowywali się jak uczniowie podstawówki , którzy odfajkowują zadane lekcje, albo są analfabetami, a przecież to są piłkarze o określonej klasie i nie można ich paraliżować wytykaniem im stale błędów, pozbawiając ich inwencji. Podejrzewam, że bez tzw. założeń taktycznych nasi zawodnicy swobodnie by PBB oddalili z kwitkiem.

Mówi się, że pierwsze koty za płoty, lub pierwsze śliwki robaczywki. Zobaczymy niebawem czy nadzieja to naprawdę matka głupich.

I na zakończenie fraszka wybitnego prakseologa Tadeusza Kotarbińskiego autora "Traktatu o dobrej robocie" , kojarzącego się z systemem rozgrywek.
"Młodość - to wiosna, starość - jesień pono.
Tak mówiąc, wielką różność przeoczono.
Gdy jesień mija, wiosna znów nadchodzi,
Starzy zaś nigdy już nie będą młodzi".
8poniedziałek, 01, lutego 2021 14:56
CTP
@corazstarszy
"Trzeba trzymać kciuki za to, aby w Legii byli mądrzy trenerzy-wychowawcy, którzy pokażą młodym piłkarzom, jak przejść z piłki juniorskiej do dorosłej, bo to jest chyba główne wyzwanie."

Niestety, nie udało mi się znaleźć na oficjalnej stronie Akademii informacji, od kiedy ona istnieje ale ponieważ był to jeden ze sztandarowych projektów ITI, to chyba możemy przyjąć, że narodziny były w okolicach 2004 roku.
Tak więc w tym roku będziemy obchodzić 17 lat działalności szkoły i jeśli popatrzymy na efekty, to powiedzieć, że są one mizerne, to nic nie powiedzieć:
http://akademia.legia.com/podstrona,31-osiagniecia.html
Z całej grupy setek młodych ludzi, którzy przewinęli się przez te lata przez legijny system szkolenia, ja pełnoprawnymi piłkarzami nazwałbym 8 (słownie: osiem) osób: Furman, Łukasik, Wolski, Żyro, Szymański, Karbownik, Walukiewicz, Majecki. No, może jeszcze dorzuciłbym Kopczyńskiego, choć to byłoby bardzo naciągane.
17 lat działalności i 9 piłkarzy. Stawiam tezę, że oni zrobili kariery nie dzięki a mimo Akademii.

Teraz popatrzmy na kadrę trenerską trenującą obecne roczniki, powiedzmy, od U15. Dwóch gości, którzy jako piłkarze nie wyszli poza III ligę i dwóch, o których nawet nie ma wzmianki u Mogiela - pewnie nigdy nie byli piłkarzami.

Patrząc na to wszystko kompletnie nie jest dla mnie zaskoczeniem, że taki Skibicki ma tak duże braki techniczne, że Michniewicz po paru meczach posadził go na ławce a Hołownia wpada w panikę, gdy widzi obok siebie więcej niż jednego przeciwnika. Nasze szkolenie leży i kwiczy i nic się nie zmieni, jeśli dla prezesa Mioduskiego jedynym panaceum na wszystkie problemy będzie wymiana dyrektorów.
Ja, w każdym razie, raczej nie liczę na efekty naszego szkolenia. Ja, to w ogóle już chyba na nic nie liczę...
9poniedziałek, 01, lutego 2021 19:57
aylarad1916
Szumski, Michalak czy Wieteska nie są pełnoprawnymi piłkarzami? Albo Praszelik, który zewsząd zbiera pochwały, tudzież Szczepański, będący, do momentu kontuzji, ważnym ogniwem Rakowa?
10poniedziałek, 01, lutego 2021 21:44
CTP
@aylarad1916
Dla mnie pełnoprawni piłkarze, to tacy, którzy są realnym wzmocnieniem Legii i których dało się za niezłe pieniądze zhandlować za granicę. Wymieniona przez ciebie piątka, to zwykli ligowcy, dla których szczytem kariery jest jakiś Piast czy inny Śląsk. Jeśli mamy "produkować" takich piłkarzy, to już chyba taniej ich szukać w I lidze aniżeli budować wielki kompleks w Książenicach.
11poniedziałek, 01, lutego 2021 22:43
aylarad1916
Ciekawe, że „zwykłym ligowcom" Michalakowi i Szumskiemu idzie w Turcji lepiej niż „pełnoprawnemu piłkarzowi" Furmanowi.
12wtorek, 02, lutego 2021 08:41
CTP
@aylarad1916
Z tym Michalakiem, to powiedz, że żartujesz. Przecież ten gość po opuszczeniu naszej Akademii jedyne, co potrafił, to szybko biegać. Na chwilę obecną, szwęda się po wypożyczeniach z tureckich średniaków do rosyjskich i na odwrót. No, rzeczywiście, piłkarz pełną gębą.
13wtorek, 02, lutego 2021 10:43
sektor212
Falstart na samym początku roku. Gra Legii wyglądał bardzo słabo. Dosłownie żaden plan gry nie funkcjonował na boisku. Zdobywanie terenu odbywało się przeważnie szarżą jednego z legionistów na rywala. Samotne zrywy zazwyczaj kończyły się stratami, gdyż piłka była zbyt długo holowana w strefie wysokiej.
Ten sam skład grający razem od 6 miesięcy a tyle nieporozumień w kwestii czytania gry własnych założeń taktycznych. Pierwszy mecz do bani, o którym należy jak najszybciej zapomnieć. Może z Rakowem organizacyjnie będzie trochę lepiej, choć dużym optymistą dziś nie jestem.
14wtorek, 02, lutego 2021 12:43
xxx
Nie będę się pastwił na trenerem Michniewiczem, ponieważ nie lubię kopać leżącego. Wystarczająco dużo wątpliwości co do jego kompetencji wyraziłem po jego zatrudnieniu.
Moim największym rozczarowaniem było zachowanie Mioduskiego. Wymienił trenera, który w zeszłym sezonie pokazał, że można grać odważnie i ofensywnie, na trenera, który w żadnym prowadzonym przez niego zespole tego nie pokazał. Ma w tym duże doświadczenie a przecież wielu domagało się trenera z doświadczeniem. O co więc miałbym mieć pretensje do Michniewicza?
Podobnie jest z trenerem Probierzem. Zabrnął w ślepą uliczkę w budowie zespołu i pałęta się w ogonie tabeli, po drodze wzbijając tumany kurzu medialnego. Ma pieniądze (czołówka polskiej ligi), ma lotnisko, ma boiska, tylko gry nie ma a on na swoją koncepcję budowy zespołu postawił wszystko i wszystkim chciał udowodnić, że się nie znają i piłkę Cracovia będzie wrzucać jeszcze częściej.
Czy jest jakiś wspólny mianownik dla Probierza i Michniewicza? Chyba tylko to, że obaj wyrośli w naszej ligowej rzeczywistości i nie potrafią wyskoczyć z tej koleiny.
Zobaczymy co będzie dalej z Legią. Pewnie będziemy wygrywać, bo jednak kadrę mamy mocną jak na eklasę, ale satysfakcji z gry nie przewiduję.
Atmosfera wokół polskiej piłki jest obrzydliwa, ksztasłtuje ją kilkunastu pismaków, którzy uważają się za ekspertów. Dobierają sobie zawodników i bezrobotnych trenerów, którzy za parę groszy godzą się autoryzować wszystkie pierdoły wymyslane przez tych pismaków.
Jest pewien paradoks a mianowicie, najlepiej merytorycznie przygotowana grupa (co nie znaczy że dobrze, ale jednak), czyli trenerzy, są regularnie wdeptywani w błoto, przez grupkę krytykastratów i nie mają nawet wsparcia w prezesach, bo ci też są wrażliwi na punkcie swojego wizerunku. Boniek zwalniając brzęczka, stwierdził, że w takiej atmosferze nie było sensu dalej pracować. I co za chwilę się okazało, że tak krytykowany Reca jest przez tych samych "ekspertów" wymieniany jako poważny kandydat na lewe wahadło.
Mioduski też nie wytrzymał ciśnienia i zwolnił Vuko. "Eksperci" tweirdzili, że się skompromitował w pucharach a nawet nie raczyli zauważyć, że nie miał połowy składu z zeszłego sezonu. Zjechano transfery a już kilka miesięcy później wybrano Mladenovića i Juranovića najlepszym obrońcami w lidze a Kapustkę zaczynają pchać do reprezentacji.
Jednym slowem zła wola w połączeniu z głupotą, robią swoją robotę.
W takim środowisku kształtują się nasi trenerzy. Powiem wam szczerze, że jest to jedna z bardziej wyczerpujących psychicznie profesji, tym bardziej, że oczekiwania są zawsze pompowane, bo "jesteśmy 40mln narodem" (co też nie jest prawdą, ale lepiej wygląda). Można być narodem liczącym 1mld 200mln, jak na przykład Hindusi, albo Chińczycy i co z tego?
15wtorek, 02, lutego 2021 13:57
CTP
@xxx
"Wymienił trenera, który w zeszłym sezonie pokazał, że można grać odważnie i ofensywnie"

Zgadza się. Grał odważnie i ofensywnie dopóki miał w składzie zdrowych Vesovica i Kante oraz Niezgodę. Jak tych trzech zabrakło, to skończyła się "odważna i ofensywna" gra. Ta niechęć do Michniewicza aż tak cię zaślepia, że nie widzisz tutaj zależności?
16wtorek, 02, lutego 2021 14:17
xxx
"Ta niechęć do Michniewicza aż tak cię zaślepia, że nie widzisz tutaj zależności?"
Nie ma we mnie niechęci do Michniewicza, uważam go za pomyłkę trenerską w Legii i tyle. Nic osobistego.
W porównaniu do jazdy po Vuko, jestem bardzo empatyczny. Większość forumowych znawców piłkarskich, nie raczyła zauważyć, że do pucharów Vuko przystąpił z brakiem połowy składu z zeszłego sezonu. Brakowało Veśovića, Kante, Antolić, Martins, Pekhart byli po kontuzjach, Lopez kontuzja, Juranović chory na covid. Większość podstawowych zawodników wyłączona, albo bez przygotowań. Żadnego rozegranego sparingu, nawet SP odwołany. Ale jazda po Vuko była ciągle. To jest zaślepienie, a nie to co ja piszę.
Michniewicz ma kadrę o wiele szerszą a i tak gramy marnie. Swoją decyzją o wpychaniu Karbownika do środka spowodował skrócenie wypożyczenia, bo Anglicy widzą Karbo na boku i szkoda im było czasu na przestawianie zawodnika raz tu raz tam. Już nie wspomnę o taktyce na Karabach, która była sabotażem. A poza tym, życzę Michniewiczowi wszystkiego najlepszego.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1