A+ A A-

Legia - Warta 3-2: Stresująca końcówka

Legia nie zmyliła kroku w drodze po mistrzostwo Polski. W sobotni wieczór nasza drużyna z dużym wysiłkiem pokonała w Warszawie beniaminka z Poznania. Dwie bramki dla Legii zdobył Mladenović, a trzecią dorzucił Wszołek.

 

Skład Legii wyglądał następująco: Boruc – Juranović, Wieteska, Szabanow – Wszołek, Slisz, Martins, Mladenović – Kapustka, Lopes, Luquinhas. Goście rozpoczęli w składzie: Lis – Grzesik, Ivanov, Ławniczak, Kiełb – Kuzimski, Czyżycki, Żurawski, Kupczak, Baku – Zreľák.

Legia bardzo szybko objęła prowadzenie. W 3. minucie Martins rozegrał krótko rzut rożny z Kapustką. Dośrodkowanie Kapustki trafiło pod nogi Mladenovicia, który uderzył w kierunku bramki. Piłka odbiła się od Grzesika i wpadła do bramki. W kolejnych minutach Legia zdecydowanie przeważała, jednak nie skutkowało to dogodnymi sytuacjami pod bramką Warty. W 19. minucie celnie z wolnego uderzył Slisz. Lis odbił piłkę. W 27. minucie Warta nieoczekiwanie doprowadziła do remisu. Grzesik zupełnie zaskoczył Boruca, pokonując naszego bramkarza efektownym ‘centrostrzałem’ z prawej strony boiska. Legia próbowała szybko odzyskać prowadzenie. Mocno uderzył Lopes, jednak Lis był na posterunku. To co nie udało się Portugalczykowi, udało się Wszołkowi, który w 30. minucie pewnie wykończył precyzyjne dośrodkowanie Mladenovicia. W 34. minucie Slisz stracił piłkę w środku pola i ratował się faulem, za który został upomniany żółtą kartką. W 40. minucie Boruc obronił mocny strzał Czyżyckiego. W 44. minucie powinno być 2:2, ale Kuzimski minął się z piłką po płaskim podaniu od Baku.

Do przerwy było 2:1. Legia prowadziła, ale nie było to najlepsze 45 minut wykonaniu naszej drużyny. W grze Legii dużo było błędnych decyzji i ogólnej niefrasobliwości.

Na drugą połowę nie wyszedł Lopes, który został zmieniony przez Pekharta. W tej części meczu jako pierwsza zaatakowała Warta. W 49. minucie strzał Żurawskiego minął bramkę Legii. W 54. minucie Mladenović otrzymał żółtą kartkę. Serb nie zagra w kolejnym ligowym meczu. Minutę później Gwilia zastąpił Martinsa. W 60. minucie było 3:1. Kapustka doskonale podał do Wszołka, ten wycofał do Luquinhasa, Lis odbił strzał Brazylijczyka, ale był bezradny wobec dobitki Mladenovicia. W 69. minucie dobrą akcją popisał się Zreľák, jednak strzał Słowaka był średniej jakości i Boruc pewnie interweniował. W 78. minucie piłka trafiła Wszołka w rękę w polu karnym naszej drużyny. Sędzia Lasyk po analizie VAR podyktował rzut karny. Boruc wyczuł intencje Kupczaka, ale nie dał rady odbić piłki. Było już tylko 3:2. Nerwowo grający legioniści szybko stworzyli gościom kolejną szansę. Na szczęście Kiełb chybił z rzutu wolnego. W doliczonym czasie gry znów zadrżeliśmy po tym jak piłka otarła się o rękę Wieteski w polu karnym Legii, a za chwilę po rzucie rożnym w pole karne Legii wbiegł nawet Lis, ale skończyło się na strachu.

Legia wygrała, jednak gra naszego zespołu pozostawiała wiele do życzenia. Naprawdę niewiele brakowało do tego, byśmy stracili punkty w meczu, który wydawał się być pod pełną kontrolą. W przyszłą niedzielę mecz z Zagłębiem w Lubinie, a po nim przerwa reprezentacyjna.

Dyskusja (31)
1sobota, 13, marca 2021 22:30
Senator
Dobrze że wygraliśmy, my z drużynami z dolnych rejonów tabeli zawsze mamy problemy. Tak jak pisze sir Gawin ogólna niefrasobliwość w takich meczach jest nagminna. No bo jak my mistrzowie pykniemy ich na luzie.
Ja starej daty nie mogę się pogodzić z gwizdaniem każdej ręki, żadnego zamiaru nie było.
2sobota, 13, marca 2021 22:43
corazstarszy
Najbardziej intryguje mnie, czy rozegranie przy 1-0 było z premedytacją, licząc od wykopnięcia rogu, czy jednak improwizowali. Ten obrót Kapustki o 270 stopni jakoś tak mi przeszkadza uwierzyć, że to właśnie trenowali. No, ale brawo. Dotychczas nasze największe dokonanie po rogu to faul Błażeja Augustyna w Białymstoku i rzut karny.
Mladenović jest największym indywidualnym wygranym zmiany organizacji gry. Jako obrońca tyle dawał z przodu, ile zawalał z tyłu. A teraz aż przyjemnie popatrzeć
Gdy schodził Martins, pomyślałem, czy Michniewicz za bardzo nie ryzykuje, pozostawiając B. Slisza z żółtą kartką. Ale do końca już pan Bartosz dosyć pewnie.
Te końcówki dodatkowo postarzają. We Wrocławiu – niech to już się skończy. Teraz - niech to już się skończy. Niewesoło mi było, gdy po wrzucie z autu (najlepsza broń na Legię CM) w doliczonym czasie przyjezdni zgodnie domagali się karnego. Ale pacha, bądź plecy.
Teraz Zagłębie Lubin. Nie wiem, czego się spodziewać. Legia jakaś taka niestabilna: żeby strzelić, dużo się namęczy, a potem rozdaje prezenty za frajer. Zagłębie też niestabilne. Czasem grają przyzwoicie.
Widać, że Tomasz wypadł z gazu po przerwie. Nie ma takiej dynamiki wejść i nabiegów na piłkę. Stara się pomagać w innych miejscach boiska, ale w tym lepiej ostatnio szło Lopezowi.
Fajnie, że jest wygrana. Uff.

@Senator
Ja starej daty nie mogę się pogodzić z gwizdaniem każdej ręki, żadnego zamiaru nie było.

Piszesz o Wszołku? Chyba patrzał na rywala i nie zauważył, że mu piłka spada na rękę. Zamiaru nie było, ale karny, niestety, się należał.
3sobota, 13, marca 2021 22:51
Senator
Ja staram się zrozumieć te przepisy w tym sensie, że jest bardziej "sprawiedliwie " jest ręka jest karny. Pozostaję jednak przy swoim zdaniu, ludzie którzy wymyślili piłkę nożną i ujęli ją w ryzy przepisów mieli na myśli zakaz gry rękami. Czyli nie wolno zagrać piłki ręką. Tego jestem pewny Smile
4sobota, 13, marca 2021 23:01
aylarad1916
Nasze asy tracą chyba najbardziej kuriozalne gole w całej lidze, w dwóch domowych meczach z beniaminkami goście mieli cztery rzuty karne (a centymetrów zabrakło, żeby było pięć). Do mistrzostwa wciąż daleko, natomiast warto zauważyć, że w XXI wieku tylko dwa razy Legia miała po 21 kolejkach więcej punktów, niż ma teraz (46 w 12/13 i 47 w 03/04).
5sobota, 13, marca 2021 23:40
CTP
Trener Michniewicz dzisiaj wyrównał rekord liczby wygranych meczów z rzędu. Ostatnim z jego poprzedników, któremu udało się wygrać więcej niż 4 razy z rzędu był, o ile pamiętam, Skorża i, o ile pamiętam, jego rekord, to 5 meczów. Od czasów sympatycznego pana Macieja wszyscy trenerzy osiągali maks. 4 wygrane z rzędu. Zobaczymy za tydzień ale, jeśli klątwa działa, to możemy stamtąd wywieźć maks. remis.

"Widać, że Tomasz wypadł z gazu po przerwie"
Czy ja wiem? Po meczu z Jagiellonią zmieniliśmy ustawienie na 3-4-3 i, według mnie, to chyba ma negatywny wpływ na jego grę. My w dalszym ciągu nie mamy napastnika do tego systemu. Tydzień temu młody Włodar przedreptał mecz a dzisiaj tak samo przedreptał Lopes. O ile Luqui i Kapustka dobrze sobie radzą w takiej grze, o tyle tego trzeciego nie możemy znaleźć. Nie wiem, dlaczego trener nie chce przetestować tam Wszołka, który, moim zdaniem, mógłby się na takiej pozycji sprawdzić.

"ogólna niefrasobliwość w takich meczach jest nagminna"
Po mojemu, to nie jest niefrasobliwość, tylko jesteśmy bardzo źle ustawieni do przeciwnika zarówno w fazie obrony jak i ataku. Przede wszystkim jesteśmy za daleko. W teorii mamy przewagę w środku pola a w praktyce pozwalamy tam na rozgrywanie akcji. Wydaje mi się, że jednak cały czas jeszcze piłkarze uczą się tego nowego ustawienia.
6niedziela, 14, marca 2021 00:25
corazstarszy
@CTP
Trener Michniewicz dzisiaj wyrównał rekord liczby wygranych meczów z rzędu. Ostatnim z jego poprzedników, któremu udało się wygrać więcej niż 4 razy z rzędu był, o ile pamiętam, Skorża i, o ile pamiętam, jego rekord, to 5 meczów. Od czasów sympatycznego pana Macieja wszyscy trenerzy osiągali maks. 4 wygrane z rzędu.

Chyba nie masz racji. Skoro piszesz o wygranych z rzędu, to po pierwsze: a) nie wliczasz PP, do czego masz pełne prawo; b) seria wynosi teraz cztery (Wisła, Zabrze, Ślask i Warta), przedtem padł remis z Jagiellonią, licząc samą ligę; c) mieliśmy kozaka Jozaka, który miał 5 wygranych z rzędu w lidze + 1 w PP. To było po katastrofie w Poznaniu i komitecie powitalnym w 2017. Ograliśmy wtedy: Lechię, Wisłę, Arkę, Pogoń i Zabrze oraz Bytovię w PP. Errare humanum est.
Serie nie działają. Sezon 2007/08 za Urbana zaczęliśmy od 7 wygranych w lidze. I nic.

Bartosz Kapustka mówi, że rozegranie rożnego wypracowane.
7niedziela, 14, marca 2021 08:45
kibic60
Kolejny mecz, o którym można szybko zapomnieć.
Kolejny mecz, w którym drżę o wynik do ostatnich sekund.
Kolejny mecz, w którym tracimy (kuriozalne, idiotyczne, bezsensowne)* bramki.
Kolejny mecz, w którym gra obronna przyprawia mnie o zawrót głowy.
Kolejny mecz, którego z pewnością nie obejrzę raz jeszcze.

* niepotrzebne skreślić.

Bartosz Kapustka: To na pewno nie był nasz najlepszy mecz w tym roku.
Pełna zgoda.

Punkty dopisane i to tyle. Jedziemy dalej.
Od 0:3 z Karabachem do 3:2 z Wartą Poznań w zaledwie 6 miesięcy musi budzić szacunek. Powoli pniemy się w górę.

Ps. Gdzie podziały się nasze nowe nabytki, które miały odmienić styl drużyny z "Messim" na czele ?
Przecież w PP wystąpiło ich trzech...
8niedziela, 14, marca 2021 09:05
CTP
@corastarszy
O widzisz, zapomniałem o Jozaku. I tak, liczę tylko samą ligę. Jakoś tak zauważyłem pewną prawidłowość, że jak już dochodzimy do tych 4 wygranych, to potem musi nastąpić jakaś wtopa.
9niedziela, 14, marca 2021 10:21
dalkub
i tu nastał ten dzień - zgadzam się z kibicem 60 w 100%. To jakie bramki potrafi stracić Legia to jest co niespotykanego i to się dzieje co mecz. Najgorsze jest to że coraz to nowi zawodnicy mają jakies zaćmienia w polu karnym - Boruca jeszcze jestem w stanie usprawiedliwić, bo ten Grzesik dostanie kolejne 100 piłek i żadnej nie zmieści idealnie, ale skakanie w górę z ręką wyciągniętą w bok i narażanie się na karnego to już przejaw bezmyślności w czasach VAR.
Dzisiaj było widać że środkowi obrońcy nie chcieli popełnić błędu, za to środkowi pomocnicy w defensywie grali słabo, jak generalnie cała drużyna.
Cieszy to że potrafimy skonstruować akcje bramkowe.

i do CTP

ciągle słyszę, że Pekhart się nie nadaje do takiej gry - to może określmy kto się nada do wykańczania dośrodkowań, bo tam jest siła naszego grania, właśnie na skrzydłach - po nich strzelamy gole
10niedziela, 14, marca 2021 11:20
CTP
@dalkub
Różnica pomiędzy systemem 4-5-1 a 3-4-3 jest m.in. w tych ostatnich cyfrach. W tym pierwszym mamy jednego wysuniętego napastnika, w tym drugim mamy 3 równorzędnych. Perkhartowi o wiele łatwiej gra się w tym pierwszym, gdzie jest głównie egzekutorem czekającym na wrzutki w polu karnym i gdzie zespół gra głównie na niego. W tym drugim, gdzie wymagana jest kombinacyjna gra, duża wymienność pozycji i dobre zrozumienie pomiędzy piłkarzami nasz Czech ma sporo problemów. Te problemy wynikają głównie z jego ograniczeń fizycznych a też chyba z tego, że w takim systemie gra po raz pierwszy.

"określmy kto się nada do wykańczania dośrodkowań, bo tam jest siła naszego grania"
Na moje oko Michniewicz chce właśnie zrezygnować z takiego grania na rzecz bardziej kreatywnego tworzenia sytuacji bramkowych. Nie dziwię mu się, bo już mamy na koncie parę zespołów z naszej ligi i nie tylko, którym z powodzeniem udało się przeciwstawić takiej taktyce.
11niedziela, 14, marca 2021 13:40
Zbyszek
O tym, że to Warta była nazywana "pierwszą damą Wielkopolski".
Tym razem zajrzę do pradawnej historii, aby przyjrzeć się dwom zjawiskom, które mają związek z teraźniejszą. Będzie więc o tym jak sława przemija , jak prowadzi się politykę historyczną i jak w PRL budowano kolosy dla nikogo.
W Poznaniu pierwszym polskim klubem sportowym była Posnania, powstała w 1907 roku jako KS Normania. Po niej w 1912 roku Polacy założyli Wartę. Lech powstał dopiero w 1920 roku jako Lutnia Dębiec, Warta była wśród klubów założycieli I ligi, która zainaugurowała rozgrywki w 1927 roku i od początku plasowała się w czołówce, a kilku jej zawodników grało w reprezentacji kraju. I była tą pierwszą damą Wielkopolski do 1950 roku, kiedy to spadała i awansowała dopiero w 70 lat później. Ponieważ życie nie znosi próżni to jej miejsce zajął Lech. W kalendarium klubowym odnotowano, że Warta dwukrotnie była Mistrzem Polski w 1929 roku i w 1947 . O pierwszym wydarzeniu napiszę zdań kilka, a drugie skwituję stwierdzeniem, że w 1947 roku była mistrzem mistrzostw , których nie było. Podobnie zresztą jak Polonia chlubi się trofeum z 1946 roku rozgrywek, które się nie odbyły. Po II wojnie światowej rozgrywki ligowe wznowiono w 1948 roku ,zaś w latach 1946-1947 odbywało się formowanie I ligi w drodze różnych rozgrywek eliminacyjnych w grupach. W1947 roku z jednej z grup, z wielostopniowych rozgrywek wyłoniono 9 zespołów, a w finale grupy Warta pokonała Wisłę, natomiast z drugiego szczebla do I ligi awansowało 5 drużyn ,a w finale Ruch wygrał z Legią. Czyli albo nie było Mistrza, albo było dwóch.
Natomiast przed wojną od początku rozgrywek w 1927 roku hegemonem była Wisła, która zdobyła dwa tytuły. W 1929 roku zastanawiano się kto może ją zdetronizować. Stawiano na Wartę, która w 1927 roku była trzecia ,a w 1928 roku druga, ale były i inne mocne zespoły. Duże szanse dawano Legii, o której pisano tak :" Legia to była drużyna fochów, nastrojów, grymasów, zespół świetnie wyszkolonych wyrobników piłkarskich , którzy raczej odrabiali swe mecze jak pańszczyznę, a obecnie przekształciła się w klub twardy, ambitny, walczący do upadłego. Obrońcy Martyna i Ziemian to jedna z najlepszych par w Polsce , Napad - Wypijewski ,Nawrot, Łańko, Ciszewski i Cichecki stanowi bez wątpienia najbardziej jednolitą linię ofensywną w kraju . W dobrym dniu napad Legii pracuje jak idealnie zmontowana maszyna". Wspomnę, że w tamtym czasie grano jeszcze u nas tzw. systemem klasycznym zwanym też piramidalnym 2-3-5, z którego pozostała numeracja na koszulkach zawodników, którymi to numerami z lubością posługują się nasi , pożal się Boże, komentatorzy. W świecie od 1925 roku coraz powszechniejszy stawał się system WM czyli 3-2-5 zastosowany po raz pierwszy przez Chapmana w 1925 roku w Arsenalu.
Drugim zespołem, który miał liczyć się w rozgrywkach była Cracovia, o której pisano . " Najbardziej popularna, na której meczach padają rekordy popularności. Żaden klub nie wyprowadził i nie wypuścił w świat nawet drobnego procentu tylu sławnych piłkarzy co Cracovia. Te żywe filie stylu krakowskiego zaszczepiają swe umiejętności na boiskach całej niemal Rzeczypospolitej , uczą graczy, widzów piękna i logiki gry, słowem propagują piłkę w najlepszym wydaniu. Cracovia w 1928 roku więcej żyła tradycją niż teraźniejszością. Napad : Kubiński, Malczyk, Kałuża, Gintel i Sperling jest piętą achillesową "biało- czerwonych". Kałuża ciągle nie ma godnego następcy, a lata i zajęcia nie pozwalają mu już ukazywać się na boisku co tydzień" . Tu znowu wstawka. W owym czasie zawodnicy uprawiali piłkę nożną całkowicie amatorsko.
Kolejny klub to Pogoń Lwów : " Niestety w dobie zwycięskich upojeń, kiedy zmontowany przez Fischera zespół był w Polsce bezkonkurencyjny zapomniano o kardynalnej zasadzie pracy klubowej - wychowaniu narybku" . We Lwowie . co prawda w RKS , nauki piłkarskie pobierał Kazimierz Gorski.
Polonia : "Drużyna wspaniałych triumfów i kompromitujących klęsk. Podobnie jak w Pogoni brak następców. Doskonałe tyły i słaby napad. Niebywałą rotacja kadr. W 1928 roku w drużynie występowało aż 31 zawodników , w tym, 19 napastników". W tamtym czasie każdy kto nie był zgłoszony przez inny klub do rozgrywek mógł grać.
Warszawianka :" Nerwowa, nieobliczalna, żywiołowa do szału lub apatyczna Warszawianka, jak większość drużyn polskich należy do rzędu zespołów tzw. kondycyjnych. Dobra forma lotnego jak wicher, ruchliwego jak żywe srebro , ale pozbawionego myśli i stylu napadu " biało-czerwonych" potrafi zagwarantować zwycięstwo nad każdym przeciwnikiem . Ale kiedy nie starczy werwy i zapału - pożal się Boże". Tak więc dominanta fizyczności nie jest wynalazkiem tylko naszych czasów.
Ruch : " Zdobywca pierwszej nagrody ofiarowanej przez Polskie Kolegium Sędziów dla piłkarzy dżentelmenów jest bodaj najsłabszą fizycznie drużyną ligową w Polsce. Drobni, mali i szczupli chłopcy posiadają jednak niemało sprytu i samoistnego talentu w grze zespołowej ,a przysłowiowa "pierońska "' twardość i zaciętość w grze czynią z górnoślązaków drużynę niełatwą do pokonania". Szkoda ,że upadła tradycja nagradzania najbardziej fair grającego zespołu. Utrwaliła się zaś zasada, że słabi fizycznie ,a za to świetni technicznie zawodnicy są najbardziej faulowani ,sami faulując najmniej.
Na półmetku rozgrywek prowadziła Wisła przed Wartą.
Z przygotowań w przerwie rozgrywek dochodziły takie Meldunki :" Mistrz ligi - pierwszy trening przeprowadził 3 marca. Już u wejścia na boisko zauważyć można było ,że ruchliwy zarząd Wisły nie zasypia sprawy i nie czekając ,aż słońce zechce stopić czterdziestocentymetrową warstwę śniegu , pomyślał wcześniej o wywiezieniu go poza ogrodzenie parku. Dzięki temu połowa boiska wolna od śniegu umożliwiała stęsknionym za piłką graczom zajęcia pod kierownictwem trenera Karela Kożelucha z Czech. Zarząd dołożył starań , podobnie, jak w latach ubiegłych ,aby graczy utrzymać w należytej kondycji fizycznej przez umożliwienie im uprawiania gimnastyki oraz sportów zimowych w przerwie.
Z obozu Warty donoszono o znakomitym przygotowaniu do konkurowania dzięki uprawianiu łyżwiarstwa i treningom gimnastyczno-lekkoatletycznym pod kierunkiem Węgra Beli Fuersta.
W ogóle wielu piłkarzy w ówczesnych czasach zimą wyczynowo zajmowało się hokejem, narciarstwem lub łyżwiarstwem". I znowu dwie uwagi. Dziś panowie piłkarze nie uprawiają żadnych sportów uzupełniających, a szkoda . W owym czasie trenerzy zagraniczni byli normą w naszych klubach .
Natomiast wiosną 1929 roku najlepiej spisywała się nieliczona Garbarnia Kraków , która zajęła pierwsze miejsce w końcowej tabeli przegrywając ostatni mecz, wydawało się, że o nic z Ruchem. Finał sezonu doczekał się jednak niespodziewanego epilogu. Zbierający gratulacje młodzi zawodnicy Grabarni zostali pozbawieni Tytułu przy "zielonym stoliku" . Przyczyną było zweryfikowanie wyniku meczu Turyści - Warta z 2;1 na 3:0 dla Warty, ze względu na udział w zespole łódzkim nieuprawnionego zawodnika, zdobywcy obu bramek. Zainkasowane w ten sposób dwa punkty pozwoliły Warcie wyprzedzić o jedno oczko krakowian.

Władze Poznania wielce przychylne Warcie wykorzystały przyznaną im przez Rząd II Rzeczypospolitej organizację w 1929 roku Powszechnej Wystawy Krajowej do wybudowania ze środków budżetu państwa stadionu . Podobnie było za czasów Gierka ,kiedy to na coroczne dożynki budowano w dziwnych miejscach stadiony na kilkadziesiąt tysięcy ludzi, których dziś nie ma, albo straszą pustkami. Tamten obiekt Warty okazał się kalectwem budowalnym, gdyż podczas uroczystego otwarcia na nim Wystawy z udziałem prezydenta RP Ignacego Mościckiego trzeba było ewakuować gości z trybuny honorowej, która groziła zawaleniem. Usiłowano ratować konstrukcje stadionu, ale bezskutecznie i w 1937 roku obiekt rozebrano .Budowę nowego stadionu zaczęto w 1938 roku, ale wybuch wojny nie pozwolił na jej kontynuowanie. Po wojnie w 1946 roku pieczę nad Wartą objęły zakłady im. Hipolita Cegielskiego i o Warcie zaczęto mówić "Ceglorz" , tak jak o Lechu "Kolejorz". W tym samym roku zrekonstruowano plany obiektu i w latach 1950-1957 zbudowano największy klubowy stadion w Polsce o pojemności ponad 60 tys. widzów o nazwie im. 22 Lipca. Na stadionie tym . mecze rozgrywała Warta i Lech. Np. w czerwcu 1972 roku na meczu o awans do I ligi pomiędzy Lechem a Zawiszą na stadionie było prawie 62 tys. ludzi , chyba światowy rekord frekwencji na spotkaniu II ligi. Mimo, że władze Poznania zbudowały Lechowi w 1980 roku nowy stadion to sporo meczów , kiedy zainteresowanie było duże, rozgrywali oni na Dolnej Wildzie . Stadion Warty zmodernizowano z okazji dożynek w 1974 roku i zmniejszono pojemność do 54 tys. ludzi. Najwięcej kibiców na stadionie 22 Lipca było w maju 1970 roku ,na mecie etapu Wyścigu Pokoju, bo ponad 80 tysięcy, kiedy to w ścisłej czołówce Wyścigu był poznaniak Zenon Czechowski . Czechowski nie zawiódł i wygrał etap.
Jak pamiętamy stadion Lecha przystosowano kosztem ponad 800 mln złotych do meczów grupowych na EURO 2012. Natomiast stadion Warty po 1989 roku zmienił nazwę na im. Edmunda Szyca ( jednego z założycieli Warty w 1912 roku ) ,ale i wskutek przemian ustrojowych stracił sponsora czyli Zakłady HCP. I rozpoczął się proces dewastacji obiektu . Warta miała prawo do użytkowania wieczystego ,ale nie miała na utrzymanie obiektu pieniędzy. Kiedy rządy w Warcie objęło małżeństwo Pyżalskich rozpoczęli oni starania z jednej strony, aby Miasto wybudowało Warcie kameralny obiekt oraz ,aby odkupiło teren na którym usytuowany jest stary stadion. Oba cele z początkiem 2018 roku zostały zrealizowane. Warta ma obiekt na niecałe 5 tys. kibiców, ale nie spełniający wymogów dla Ekstraklasy ,zaś Pyżalscy dostali za oddanie terenu w centrum Poznania równe 10 mln zł. Po tej transakcji natychmiast wycofali się z klubu sprzedając swe udziały ( 95 % akcji) panu Bartłomiejowi Farjaszewskiemu za dokładnie 10 zł.
Miasto Poznań miało wielkie plany wobec odkupionego terenu ,a to zamierzało sprzedać go pod budowę biurowca, a to na osiedle mieszkaniowe, a to na halę wystawienniczą, a to na halę targową. Lecz w planie przestrzennego zagospodarowania terenu stoi jak byk, że teren jest przeznaczony na sport i rekreację . a radni nie chcą go zmieniać. W tej chwili jest tam gesty lasek zarośnięty samosiejkami i krzaczorami .
Dokładnie w takim samym stanie faktycznym i prawnym jest teren w Warszawie przy ul. Wawelskiej na którym w latach 1948 -1953 wybudowano stadion lekkoatletyczny "Skry" na 64 tysięcy widzów. "Nasz" obiekt jest przynajmniej ogrodzony i oczu nie straszy.
Tak to w historii się przeplata trochę zimy, trochę lata.

W tym miejscu miał być tekst o tym ,że strzelania bramek trzeba się uczyć, ale rozpisałem się o Warcie ,że grzechu była warta i postanowiłem nie narażać PT czytelników na zbyt duży ubytek w czasie na czytanie moich bazgrołów.

O tym, że skład na Wartę rodził się w bólach , prawie porodowych.
Wczoraj czekałem na podanie składu Legii .a czekałem bez większych emocji ,ale kiedy w normalnym czasie na moim FB on się na kilka godzin przed meczem nie pojawiał pomyślałem sobie ,że Czesiek poda go w ostatniej chwili ,aby nikt nic nie mógł w nim zmienić. Tak jak chłopiec, który się boi ,ale broi. Niby każdy kibic wie, a i chyba każdy zawodnik się przyzwyczaił, że w Legii wykrystalizował się tzw. żelazny skład graczy ,których trener obdarza zaufaniem i których preferuje. A tu siurpryza znaczna ,bo oto w wyjściowym składzie nie ma kapitana i podstawowego obrońcy oraz najlepszego napastnika ligi. Chyba trener do ostatniej chwili zwlekał z zakomunikowaniem Jędrzejczykowi i Pekhartowi tej hiobowej wieści. Osobiście nie kwestionuję wyborów personalnych trenera. Bowiem zostawiam sobie w ten sposób prawo do oceny trenera za grę drużyny i przede wszystkim za wynik. Nie da się ocenić przełożonego kwestionując jego wybory, bo ma on do tego nie tylko prawo, ale mówiąc wprost po to jest , po to właśnie został na funkcji postawiony. Jak ma odpowiadać, to za całość. Mało tego intencje Michniewicza były jakoś zrozumiałe. Moim zdaniem Jędrzejczyk w systemie z trójką obrońców grając po prawej stronie , mówiąc eufemistycznie, najkorzystniej się nie odnajduje. Chyba lepiej byłoby dla niego i pewno dla zespołu, gdyby grał na środku ,a Wieteska jako młodszy zasuwał po prawej, tak jak w Górniku. Ale to trener jest bliżej i powinien widzieć dokładniej, kto w jakiej jest formie, jakie ma predyspozycje i jakie role ma spełniać w przyszłości. Pewnikiem wie co robi. Tym bardziej, że Wieteska popełnia coraz mniej błędów wykazując coraz większe zdecydowanie wobec atakujących. Z kolei Pekhart swoją postawą niejako wymusza statyczność i jednostronność gry w ataku oraz dużą dozę przewidywalności dla rywali , tym samym ograniczając inwencję partnerów w sposobie dochodzenia i wytwarzania sytuacji bramkowych. Często jest korzystniej ,kiedy ciężar strzelania bramek rozkłada się na kilku graczy , a nie tylko na jednego.
Dokonując takiej swego rodzaju pałacowej rewolucji Michniewicz pokazał jednocześnie ,że coraz pewniej czuje się na stołku i że zaczyna mocno trzymać lejce w swoich rękach.
Efekt tych zamian był mówiąc oględnie , taki sobie. Gra obronna nadal jest daleka od ideału ,a strata dwóch bramek z tak marnym rywalem chluby defensywie nie przynosi. Lopes zaś owszem, nawet biega, nie tylko jednak wolno, ale i po co, to tego najstarsi górale nie wiedzą. Wygraliśmy nie dzięki zmianom ,ale dzięki błyskowi geniuszu Mladenovicza.

O tym, że forma fizyczna zawodników rośnie.
Przyznam ,że rozbawił mnie trener gości Tworek , który był rzekł przed meczem ,że kluczem do wygranej jego zespołu będzie znalezienie klucza do powtarzalności gry Legii. Z równym powodzeniem mógłby szukać wody na pustyni ,albo kamienia filozoficznego. Powtarzalny w Legi jest brak powtarzalności. I nie jest to komplement. Zresztą trener Tworek zaskoczył mnie tym, że będąc w przeszłości asystentem Ojrzyńskiego i Bartoszka nie kontynuuje ich obłędu. Wymienieni znani są jako tzw. motywatorzy czyli ci, którzy wierzą ,że piłkarze nie kopią piłki nogami, ale ,że popychają ich jakieś tajemne siły tkwiące gdzieś w tym co się nazywa psychiką.. Czyli robią za psychologów, do czego nie mają kwalifikacji ,a nie wykonują zawodu trenera na czym się powinni znać. Skutki widoczne od lat. Ten dogmatyzm i mistycyzm wielu trenerów mnie przeraża. Nie rozwijając tego tematu to chyba każdy wie, że mało istotne jest czy np. murarz jest zadowolony czy nie , czy mu się chce robić czy niespecjalnie . Nie wymagamy do niego radości w robocie, ale tego, aby dokładnie, wedle planu kładł cegły na zaprawę betonową.
Natomiast Warta jest drużyną dobrze zorganizowaną, grającą piłkę skrojoną na miarę możliwości i umiejętności zawodników. Życzę im pozostania w Ekstraklasie.
Natomiast etap organizacji gry na wysokim poziomie jeszcze przed Legią. Na razie widoczna jest coraz wyższa forma fizyczna u wielu graczy. Widać efekty pracy trenera przygotowania fizycznego ,ale dochodzi do tego niewątpliwie czynnik rywalizacji i czynnik samodoskonalenia się. Ambicja i konkurencja tak jak w życiu jest motorem napędowym rozwoju i postępu. Chodzi tylko o to, aby rywalizacja odbywała się wedle jasnych kryteriów, na równych, uczciwych zasadach ,a oceny były sprawiedliwe.
Być może ja mam przechył na punkcie przygotowania fizycznego , bo jak grałem w piłkę to mało kto dorównywał mi wytrzymałością. Opowiem taką dykteryjkę . Pamiętacie może jedną z części serialu "Czterdziestolatek " jak to inżynier Karwowski pracując w Przedsiębiorstwie budowlanym nie nadawał się do chóru zakładowego ,ani do sekcji tańca , więc został odkomenderowany na odcinek piłkarski. W czasach PRL bowiem odbywały się coroczne Spartakiady zakładów pracy. Ze mną było podobnie i kiedy zacząłem pracę wiosną 1973 roku w Przedsiębiorstwie Budowy Huty Warszawa trafiłem do sekcji piłki nożnej i lekkiej atletyki. Ponieważ zespół zakładowy odpadł z rozgrywek wiosennych przygotowywany był do nowych jesienią. Trenowaliśmy tak po godzinie codziennie, rozgrywając co tydzień mecze sparingowe . Wiele z nich zatarło się w pamięci ,ale przypominam sobie gry na bocznych boiskach Polonii , Hutnika , Zwaru itp. . Najbardziej utrwaliły się w mojej pamięci dwa mecze z oldbojami Gwardii a to z uwagi na to, że grali tam legendarni reprezentanci kraju. Na bramce stał Tomasz Stefaniszyn , o twarzy zdeformowanej nieleczonym trądzikiem oraz napastnicy Baszkiewicz i Hachorek. W pierwszym meczu rozegranym na bocznym bosku nowo zbudowanego stadionu przy Racławickiej zagraliśmy z nimi na połowie boiska , po 30 minut ,przy słonecznej pogodzie i suchym boisku. Ja grając na środku obrony przy nich mogłem popaść w kompleksy i zastanawiałem się co ja robię na boisku, bo grać na pewno nie gram. Ogrywali mnie jak, chcieli ,a wynik bodaj 5;1 był najniższy z możliwych. Za tydzień w rewanżu zagraliśmy na całym boisku , miało być po 45 minut , murawa po deszczach była bardzo grząska. Oni istnieli jakieś 15 minut ,a ja odzyskałem śmiałość i robiłem za zaporę nie do przebycia , byłem od nich szybszy, nie dawałem dochodzić do podań, odbierałem im piłki, inicjowałem ataki. Do przerwy było chyba 4;0 dla nas i oni już na drugą połowę nie wyszli. Od tamtej pory tkwię w przekonaniu, że nikt mnie na żadne gadanie o motywacjach , o mentalnościach, w tym zwycięzcy - nie nabierze. Podstawą futbolu jest kondycha i szybkość, a reszta to dodatki. Ładne, ale to tylko ozdoby Smile.

O tym, że kibicom piłkarskim oglądanie meczów wcale do szczęścia potrzebne nie jest.
Byłem usilnie namawiany przez jednego z organizatorów wczorajszej zabawy przed naszym stadionem, abym się stawił, ale uznałem, że za stary jestem na takie eksperymenty. Powiem również nieskromnie, że nie przepadam za lizaniem cukierka przez papierek . Zawsze jestem zadziwiony tym "oglądactwem " meczu na tzw. żylecie stojąc dupą do boiska. Jeszcze mniej mnie fascynuje stanie w zimnie na ulicy i gapienie się na mury.
Co nie zmienia mego głoszonego od kilku miesięcy na FB poglądu, że im więcej ten rząd dziedzin zamyka, tym bardziej zaraza się rozszerza . Co w konsekwencji doprowadziło mnie do hasła żeby: " Rząd zamknąć ,a resztę otworzyć". Smile.
12niedziela, 14, marca 2021 17:49
dalkub
CTP

skąd pochodzi ta wiedza na temat systemów i jak ty zauważyłeś to 343 na boisku?
13niedziela, 14, marca 2021 18:28
CTP
"jak ty zauważyłeś to 343 na boisku?"
Normalnie. Oczami.
Pytanie, jak ty możesz tego nie widzieć? Zahibernowali cię, czy nie słuchasz tego, co mówi Michniewicz? To, zresztą, doskonale widać na boisku. W akcjach ofensywnych uczestniczy i Mladenovic i Wszołek razem (vide: druga bramka dla nas). Wieteska, Juranovic i Shabanov zostają z tyłu a przed nimi jest Slisz z Martinsem, którzy zabezpieczają strefy opuszczone przez nasze wahadła. W końcu, w polu karne oprócz Lopesa wchodzi też Kapustka razem z Luquim. Przecież to klasyczne 3-4-3.
14poniedziałek, 15, marca 2021 06:41
dalkub
i dlatego sugeruję specjalistę od oczu. Dokładnie to co napisałeś o tym świadczy, Kapustka i Luqi w polu karnym ale za napastnikiem, puste miejsca na skrzydle, choć dużo gry z wahadłem.
Legia nie gra 343, Legia gra 3421, właśnie po to by Wszołek i Mladenovic mieli miejsce biegać po skrzydle.
W fazie obronnej przechodzi to w 541.
Proszę przeczytaj coś na ten temat, doucz się, jest trochę literatury na ten temat, bo potem ja piszę że nie masz pojęcia, a Iocosus mnie opieprza.
15poniedziałek, 15, marca 2021 09:05
Senator
@Dalkub
I ma rację, bo po co sugestia o specjaliście i ogólnie ostatni akapit ?
16poniedziałek, 15, marca 2021 09:36
CTP
@dalkub
Przyznam, że pierwsze słyszę o systemie 3421. Może chodzi ci o to, co próbował wprowadzić Conte w Chelsea? To raczej była pewna wariacja systemu 343 i raczej się nie upowszechniła.
Nie, mój drogi, nie masz racji. Michniewicz nie wymyśla Ameryki i próbuje w Legii wdrożyć dokładnie to, co stosuje wiele europejskich ekip, czyli 343. Zwróć uwagę, że cały czas próbuje znaleźć tego trzeciego muszkietera. Na tej pozycji próbował już 4 piłkarzy: Lopesa, Perkharta, Włodarczyka i Rusyna.
Ja mu polecam wypróbować Wszołka.
17poniedziałek, 15, marca 2021 10:50
dalkub
człowieku na tej pozycji gra Pekhart bo reszta się do niego nie umywa, a ostatnio nie grał bo był kontuzjowany.
Skąd ty czerpiesz te swoje mądrości? widziałeś kiedyś klasyczne 3 w ataku? jak nie obejrzyj Liverpool i znajdź różnice z Legią
skończyłem bo już się naraziłem, ale przepraszam czasami nie jestem w stanie nie reagować, jak ktoś mi pisze że Kapustka jest skrzydłowym napastnikiem - ręce opadają jak się to czyta.
18poniedziałek, 15, marca 2021 11:39
Krzysztof Jastrzębski
Mi też to podchodzi pod próbę 343 identycznie jak gra Live. Lecz Pekhart to nie Firminho, Kapustka to nie Salah a Liquinhas to nie Mane Wink Koncept wg mnie ten sam.
19poniedziałek, 15, marca 2021 13:29
xxx
Dyskusja na temat "ustawień" przywołała w mojej pamięci znany utwór literacki Krasickiego, Monachomachia.
Poniżej streszczenie.

Utwór dzieje się w miasteczku, nad którym dominują klasztory:

Było trzy karczmy, bram cztery ułomki,
Klasztorów dziewięć i gdzieniegdzie domki.

Mnisi w klasztorach pędzą żywot „świętych próżniaków”, poświęcając czas głównie na pijaństwo i obżarstwo. Nie przykładają się specjalnie do nabożeństw, są też zabobonni. Spokój ich słodkiego życia zostaje przerwany, kiedy wysłannicy sąsiedniego zakonu (bohaterowie są karmelitami i dominikanami) postanawiają ich wyzwać na dysputę intelektualną. Przerażeni mnisi chcą się przygotować i postanawiają odnaleźć bibliotekę klasztorną, o której istnieniu wiedzą, ale nie mają pojęcia gdzie się dokładnie znajduje. Ostatnio był w niej ktoś trzydzieści lat wcześniej, a i to tylko po to, żeby zerwać oprawy z książek i wykorzystać je w innym celu. Wreszcie mnichom udaje się odnaleźć książki i przygotowują się do debaty. Jednak zarówno ich nieuctwo, jak i nieodpowiedni dobór lektur sprawiają, ze debata jest dość bełkotliwą, bezsensowną wymianą zdań. Scena dysputy stanowi kpinę z tradycjonalistycznej filozofii, czerpiącej ze średniowiecznej scholastyki.

Dyskusja nie trwa jednak długo, bowiem mnisi tracą cierpliwość do słownych argumentów i zaczynają się bić. Walki zakonników opisane są za pomocą patetycznych sformułowań, co daje efekt komizmu – okładający się butelkami zakonnicy opisani są, niczym bohaterowie antycznych lub średniowiecznych eposów.


Ten stan umysłów trwa mimo upływu wieków. Nawet dzisiaj na konferencji prasowej, trener Sousa dopytywany o ustawienie, odpowiedział, że umowne ustawienie jest sytuacją statyczną, mecz natomiast jest sytuację dynamiczną w której trzeba się umieć dostosować do realnych wydarzeń na boisku.
Kiedyś załączyłem link do dyskusji o ustawieniu z trójką w obronie, gdzie również było jasno powiedziane, że ustawienie jest tylko pewną ramą, natomiast reszta jest umiejętnością reagowania na wydarzenia boiskowe.
Widocznie nasi "mnisi" futbolowi nie zaglądają do "biblioteki". Polecam uzupełnienie wiedzy, to może i dyskusje będą ciekawsze i odpowiadające współczesnym realiom a nie zgodnie z cytatem z "Monachomachii" , "czytałem w uczonym Tostacie", czyli filozofie katolickim z XVIw.
20poniedziałek, 15, marca 2021 14:48
xxx
A jednak jest coś na rzeczy w sprawie moich wątpliwości dotyczących gry Kapustki. Trener Sousa nie powołał najlepszego zawodnika eklasy. Ciekawe jakie były tego powody? Bardzo bym chciał skonfrontować swój pogląd z poglądem trenera.
21poniedziałek, 15, marca 2021 15:07
Ksjp
Szanowni Panowie,
Wy chyba facecyje sobie z nas robicie z tymi schematami? Nasza kochana druzyna ma jakoś wytrenowany schemat gry, oprócz oczywiście tego na prezentacji składów, wolne żarty! Na naszym tle nawet Ci najsłabsi wydają się lepiej ulozeni a wygrywamy lepszym indywidualnym wyszkoleniem, ot co! Na ligę to wystarcza, a w Europie będzie to samo co w ostnich latach, przyjedzie ktokolwiek ułożony i.....trenerzy się zmieniają, grajkowie tudzież a efekt jak zawsze, dlaczego!,,,Konia z rzędem temu co zdiagnozuje problem i przygotuje leczenie, Ci teraz tego nie zrobią,.....
22poniedziałek, 15, marca 2021 16:05
CTP
"Skąd ty czerpiesz te swoje mądrości?"

O tym, że gramy 3-4-3? A wyobraź sobie, że od samego Michniewicza:

"Gdy pracowałem w reprezentacji młodzieżowej, to w 2017 roku trafiliśmy do grupy z Duńczykami. W Danii, wszystkie zespoły młodzieżowe i pierwsza reprezentacja do pewnego czasu grały w ustawieniu 3-4-3. Przygotowując się do tego meczu z kadrą Polski, przez wiele, wiele tygodni – w dzień i noc – studiowałem ruchy, sposób grania, poruszania się duńskich piłkarzy. Kwestią czasu było to, kiedy dostanę od losu szansę, żeby wykorzystać taką wiedzę. W reprezentacji Polski nie mieliśmy piłkarzy o takich parametrach. Trudno znaleźć zawodników o takich cechach. Cała gra opiera się na fantastycznie grających, biegających skrzydłowych. Dzisiaj, w Legii, mamy takich graczy. Następnym czynnikiem, który o tym zdecydował, to problemy ze skrzydłowymi. Nie mieliśmy zbyt dużego wyboru na skrzydłach. Stąd też uznaliśmy, że skoro nie mamy po dwóch piłkarzy na jedno skrzydło, to spróbujemy zagrać inaczej. Myślę, że ten system jest o tyle dobry, że pozwala nam mieć w polu karnym wielu piłkarzy. Wcześniej był jeden Tomek Pekhart i trzech wiszących na nim obrońców. Mieliśmy duże problemy, byliśmy bardzo czytelni."

Link: https://legia.net/news/czeslaw-michniewicz-trzeba-zdobyc-ponad-60-punktow-zeby-myslec-o-mistrzostwie/80422
23poniedziałek, 15, marca 2021 18:03
Geo
Wypowiedz Michniewicza na konferencji przedmeczowej.
Dlaczego Legia przestała stosować wysoki pressing? W dalszym ciągu stosujemy wysoki pressing. Graliśmy teraz ustawieniem z dwójką napastników – pressing wygląda inaczej niż w systemie z trójką napastników. Jak gramy 3-4-3 czy 3-5-2, to pressing wygląda inaczej, mamy przewagę w innych sektorach boiska i w innych sektorach staramy się odzyskać piłkę. Cały czas jedna rzecz się nie zmienia. Po stracie piłki zawsze atakujemy, próbujemy jak najszybciej ją odebrać. A jeżeli przeciwnik jest dobrze ustawiony, to czekamy na właściwy sektor, na odpowiedni moment, aby podjąć próby odebrania futbolówki przez pressing. W ustawieniu 3-5-2 i 4-3-3 inaczej to wygląda, inne sektory są dla nas istotne.
24poniedziałek, 15, marca 2021 19:31
kibic60
@ CTP

To się nazywa - szach, mat Very Happy
25wtorek, 16, marca 2021 10:17
xxx
Mój stanowczy sprzeciw dotyczący definiowaniu sposobu gry kilkoma cyferkami, które mają decydować jak gramy (4-4-2, 3-5-2 itd), a do tego kilka/naście schematów, wesprę takim cytatem
"Właśnie złożoność piłki nożnej, duża liczebność zespołów (znacznie większa niż np. w koszykówce, hokeju czy siatkówce) i niezliczona liczba rozwiązań boiskowych prowadzących do osiągnięcia celu, którym jest strzelenie gola, powoduje, że trudno o jakieś sztywne ramy. Trudno o definicję, gdy wariantów prowadzących do sukcesu są miliardy. Wzajemnych korelacji jest tyle, że nie sposób ich nawet wszystkich wypunktować.

W tym momencie przypominają mi się warsztaty “Football Conference Taktyka 2018” i słowa Goncalo Feio, obecnie drugiego trenera Rakowa Częstochowa: „w grze 11×11 w jednej drużynie zachodzi 2036 różnych relacji między zawodnikami; w dwóch rywalizujących ze sobą 11-osobowych zespołach tych relacji jest 4 194 281!"

To ile schematów trzeba przygotować, żeby to ogarnąć?
26wtorek, 16, marca 2021 11:43
Krzysztof Jastrzębski
@xxx, tak, oczywiście, te 343, 451, 352 nie mają żadnego znaczenia i nie definiują w żaden sposób gry w ataku lub obronie, nic a nic, to tylko fanaberie trenerów i pismaków Very Happy
27wtorek, 16, marca 2021 11:59
dalkub
schemat podstawowy gry Legii wygląda dokładnie jak na tym slajdzie - https://legia.net/mecz/9689. Legia gra na 1 "9" i na 2 "10" bo Michniewicz jak każdy tutaj wie że Luqi zyskuje na wejściu do środka i a i Kapustka nie jest skrzydłowym. Oni operują po dwóch stronach, ale dają puste korytarze wahadłowym, co jest o tyle istotne, że często zabierają ze sobą bocznych obrońców schodząc do środka, jednocześnie sa ustawieni bliżej środka boiska, a nie szeroko jak np Salah czy Mane. Jednocześnie kiedy typowa 9 jest w polu karnym to oni to uzupełniają czekając na dośrodkowanie z bocznego sektora boiska.
Granie typowymi 3 napastnikami powoduje, że są oni umiejscowieni szerzej i w wielu akcjach stają się typowymi skrzydłowymi. Takie to są dwa warianty tego grania, bardzo bliskie sobie, ale jednak trochę inne.
I niestety ma znaczenie schemat jakim się gra, bo on "ustala" zadania na boisku. oraz miejsce gdzie w pewnych momentach ma być dany zawodnik.
Dlatego też Pekhart jest idealnym zawodnikiem pod ten wariant, gdzie ma sporo szans na strzelenie bramki po dośrodkowaniu a dzięki wchodzeniu w pole karne pozostałych zawodników, w tym wahadłowego z przeciwnej strony jest więcej ludzi. Jednocześnie napastnik ściąga stoperów do siebie i daje więcej szans innym.
28wtorek, 16, marca 2021 16:20
xxx
@Krzysztof
Żeby można było racjonalnie się nie zgadzać, to warto ustalić terminologię, czyli co każdy z nas rozumie pod pojęciem schematu, a co pod pojęciem organizacji gry.
Bo oczywiście wyjściowe ustawienia 343, 352, 433 mają znaczenie dla organizacji gry, czyli zadań dla zawodników, stref gdzie się poruszają, wymienności pozycji i asekuracji.
Również przybliżę Ci tło tego sporu. Otóż spór zaognił się w czasie dyskusji o odpowiedzialności trenerów za grę zespołu. Kilku kolegów twierdziło, że trener ma ich "poustawiać" i "nauczyć schematów", całkowicie pomijając rolę piłkarzy jako wykonawców. Ja twierdzę, że trener przygotowując taktykę, zakłada pewne WARIANTY rozegrania piłki, lub gry w obronie. Ponieważ sytuacja na boisku jest dynamiczna, to nie da się stworzyć sztywnych schematów, bo przeciwnik zbyt często się do nich nie dostosowuje. Tak więc wiele zależy od jakości piłkarzy.
Dyskutowanie o taktyce abstrahując od zawodników jest bez sensu. Chyba zgodzisz się że 433 Barcelony, to jest co innego niż 433 Liverpoolu i 433 Legii.
W ramach jednego ustawienia są dziesiątki a może setki wariantów zachowania zawodników na boisku, bo do tego jeszcze dochodzi rywal i np nasze 352 z Podbeskidziem, to nie będzie to samo 352 np z Lechem.
Tak więc zamykanie taktyki w kilku cyfrach jest totalnym splaszczaniem.
Dodam tylko że suplement NMG o systemie 352 ma 250 stron. To chyba wskazuje na wielowątkowość tego systemu.
Jak byś mógł sprecyzować co nazywasz schematem, to będę wdzięczny, bo jeszcze nikt kogo o to zapytałem, bo posługiwał się tym pojęciem nie odpowiedział mi merytorycznie. Najczęstsze było, "jeśli tego nie rozumiesz, to nie mamy o czym gadać".
29wtorek, 16, marca 2021 17:44
Krzysztof Jastrzębski
@dalkub ale i salah i mane lepiej czują się też w środku, to nie są skrzydłowi.

@xxx te cyferki to dla mnie ustawienie wyjściowe zawodników, przypisujące im poszczególne zadania na boisku w danej fazie meczu. Ja nie rozumiem Waszego magicznego słowa schemat. Podciągany jest tenże sławetny schemat pod sposób prowadzenia gry(krótkie, długie podanie, wysoko, nisko, kombinacyjnie itp, itd)? Dla mnie schematyczne może być rozegranie rzutu rożnego/wolnego etc. Schematy mogą zafunkcjonować na małej przestrzeni czasu i miejsca, patrz siatkówka.
30wtorek, 16, marca 2021 22:57
Zgred Maruda
@Krzysztof Jastrzębski

..."Ja nie rozumiem Waszego magicznego słowa schemat. Schematy mogą zafunkcjonować na małej przestrzeni czasu i miejsca, patrz siatkówka."

Pełna zgoda ( siatkówka), pewnie we wszystkich grach parkietowych szybszych w rozdaniach od piłki nożnej. Schemat to umowna definicja pewnego konkretnego zagrania powtarzanego w wielokrotnościach na treningach. Aby wyszło, musi zaistnieć kilka szczegółów, bardzo znaczących przynajmniej na poziomie dobrym ( przyjęcie, nagranie, atak). Wielokrotność schematów jest o tyle frapująca, co -...do czasu kiedy analitycy w liczbie "stadnej"Wink drużyny przeciwnej je rozpiszą i zareagują innymi ustawieniami w bloku czy obronach.
Kiedy zostają "złamane" schematy zaczyna się prawdziwa uroda grania - tj: improwizacja.
Oczywiście schematy cały czas są jakby gotowe w rozgrywaniu, ale ich przynależność w wykonaniu zależy głównie od inteligencji zawodników ich techniki oraz mobilności danych ustawień. Oraz także od ( jak zawsze w sporcie) szczęścia Very Happy

Piłka nożna jako sport globalny dorobiła się tylu wewnętrznych określeń, z którymi ni jak się zgodzić...Przywoływany tu - schemat mylony z systemami gry jak widać ciągle jest obecny.
A nawet istnieje pytanie, czy jakikolwiek schemat w piłce nożnej istnieje...(?)
Moim skromnym zdaniem absolutnie - nie. Przykładowo kopnięta piłka z rzutu rożnego może być dedykowana konkretnemu zagraniu, ale...ruch piłkarzy w polu karnym względem lotu piłki sam w sobie już nie spełnia znamion tzw. schematu.
Istnieją umiejętności powtarzalności pewnych zagrań...krótki słupek, długi słupek, krótki rzut rożny itp. Ale nawet tu trudno doszukiwać się schematów, ponieważ ciągły ruch zawodników powoduje, że nie istnieją...

Ale, jak wyżej istnieje, a już z powodu wielkości boiska pełna improwizacja, której najważniejszymi składowymi jest intelekt oraz poszczególne umiejętności techniczne piłkarzy plus ich wybory. Tu mały przykład: prawidłowa kontra w siatkówce ( na pustej siatce) w 99% kończy się punktem...a prawidłowa kontra w piłce nożnej ( trzech na jednego obrońcę) tylko w 60% ...i tyle o domniemanych schematach.
31środa, 17, marca 2021 11:29
xxx
Czyżby nastąpił przełom w forumowych rozważaniach na temat schematów?
Zgred w klarowny i logiczny sposób wyłuszczył dlaczego w piłce nie powinno się mówić o schematach
Dobrym podsumowaniem tej dyskusji o "ustawianiu" zawodników i schematach może być wywiad Sousy, szczególnie we fragmencie dotyczącym Zielińskiego.
Prowadzący, kontynuując rozważania naszych ekspertów zapytał
Gdzie widzi pan Zielińskiego, w środku za napastnikami, z lewej, czy może niżej? Konkretnie!
Sousa
Widzę piłkę w inny sposób. Dla mnie zdobywanie przestrzeni, zdolność rozumienia kiedy trzeba ją zająć i jasne pomysły na poziomie indywidualnym są najważniejsze. Dynamika gry nie ma nic wspólnego z pozycją. Czego od niego oczekujemy? Kiedy mamy piłkę, to on musi stworzyć możliwości w środku boiska, musi podawać żebyśmy mogli stworzyć przewagę w grze.

Nie ma tu mowy o schematach, jest mowa o zrozumieniu, samodzielnym myśleniu, szybkim i właściwym podejmowaniu decyzji i ich wykonaniu.
Tak więc te opowieści o trenerach, że nie nauczyli schematów walą naftaliną.
Mówił również o Gliku, że jest doświadczonym zawodnikiem, na boisku bardzo skoncentrowanym, ale woli bronić niżej, bo czuje się tam bardziej komfortowo. Ale odbiór piłki na własnej połowie nie pomaga w konstruowaniu szybkich ataków. My chcemy posiadać piłkę na połowie przeciwnika, więc Glik musi wychodzić wyżej i musi się do tego przyzwyczaić.
To jest kolejne potwierdzenie faktu, że umiejętności, przyzwyczajenia, cechy pojedynczych zawodników mają ogromny wpływ na realizację taktyki a nie to gdzie kto "stoi", albo ile schematów zapamiętał.
Wydaje się jasne, że część kolegów, a co gorsza, również medialnych ekspertów, myli schematy z organizacją gry. W przypadku tych drugich, to jest dyskwalifikujące, bo oni są teoretycznie po to, żeby wyjaśniać i edukować, a nie wprowadzać w błąd.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1