A+ A A-

Legia - Wisła Kraków 0:0: Dogrywanie

Legia przystąpiła do meczu z Wisłą Kraków już jako mistrz Polski. Był to piąty kolejny mecz, w którym nasza drużyna nie straciła bramki. Niestety nie udało się pokonać bramkarza gości, w związku z czym mecz zakończył się bezbramkowym remisem.

 

Trener Michniewicz postawił na następujących zawodników: Miszta – Jędrzejczyk, Wieteska, Hołownia – Juranović, Slisz, Muçi, Martins, Mladenović – Lopes, Pekhart. Wisła rozpoczęła w składzie: Lis – Frydrych, Koné, Sadlok – Gruszkowski, Savić, Żukow, Burliga – Yeboah, Forbes, Starzyński.

W 7. minucie strzał na bramkę Legii oddał Yeboah. Miszta pewnie interweniował. W 13. minucie po niezłej akcji Legii piłka trafiła do ustawionego na linii pola karnego Slisza. Niestety nasz pomocnik uderzył bardzo niecelnie. W 15. minucie Yeboah uderzył z woleja po rzucie rożnym. Piłka minęła bramkę Legii. W 19. minucie Legia wyprowadziła kontrę. Mladenović przelobował Lisa, jednak Frydrych wybił piłkę zmierzającą do bramki. W 41. minucie stuprocentową okazję na bramkę miał Pekhart, ale niezbyt precyzyjnie uderzył głową i Lis udanie interweniował.

Do przerwy było 0:0. Mecz nie był szczególnie emocjonującym widowiskiem.

W 49. minucie Hołownia ujrzał żółtą kartkę za powstrzymanie kontry gości. W 53. minucie Pekhart oddał strzał z półobrotu po rzucie rożnym. Lis odbił piłkę. W 56. minucie na boisku pojawili się Kapustka i Luquinhas, którzy zastąpili Muçiego i Slisza. W 62. minucie Savić trafił do bramki, ale znajdował się na spalonym i gol nie został uznany. W 66. minucie Wszołek zmienił Mladenovicia. Juranović przeszedł na lewą stronę boiska. W 79. minucie Jakszibojew zastąpił Lopesa. Do końca meczu nie działo się już nic godnego uwagi.

W zaistniałych okolicznościach trudno czynić naszym piłkarzom jakiekolwiek zarzuty, ale wydaje się, że po legionistach widać było, że mecz jest pozbawiony realnej stawki. Do rozegrania pozostają mecze z beniaminkami, z którymi warto byłoby wyrównać rachunki.

Dyskusja (11)
1sobota, 01, maja 2021 17:30
CTP
Oglądając ten mecz miałem nieprzyjemne uczucie deja vu z końcówki poprzedniego sezonu. Wtedy też graliśmy podobne "gówno-mecze", które usprawiedliwialiśmy tym, że MP już zdobyte a Vuko musi przetestować młodzież. Europejskie puchary szybko zweryfikowały tamtą ekipę i pokazały, że nic nie jest przypadkowe.
Nie ma przypadku w tym, że nasi wahadłowi dostają plastry i Legia nagle oddaje tylko 2 celne strzały w meczu. Trener Michniewicz trochę się zachowuje jakby chciał mieć ciastko i zjeść ciastko. W mojej ocenie, jeśli przeciwnik blokuje nam naszą główną broń, czyli wrzutka na Perkharta (swoją drogą weszliśmy na wyższy level w porównaniu z Vuko: laga na Perkharta została zastąpiona wrzutką), to tego Perkharta nie ma sensu trzymać na boisku, bo do gry kombinacyjnej środkiem, to on się nadaje bardzo średnio. A zwłaszcza w sytuacji, gdy jeden z wahadłowych najwyraźniej myślami jest już na Malediwach czy innym Zanzibarze.
2sobota, 01, maja 2021 19:59
Senator
Trudno cokolwiek napisać bo albo nie spodoba się jednym albo drugim.
Z jednej strony grali bez presji więc mogliby coś pokazać ponad. Z drugiej mają to więc co się dziwić że myślami są na Zanzibarach czy innych Bahamach . Nowi , jak ich oceniać jak drużyna nie pomogła.
Mecz słaby i tyle.
3sobota, 01, maja 2021 21:08
CTP
"Nowi , jak ich oceniać jak drużyna nie pomogła"

W końcu mogliśmy zobaczyć w akcji Jasura. I, muszę przyznać, jak na pierwszy mecz wypadł całkiem nieźle. Widać, że ma niezłą technikę i nie boi się przyjąć piłki mając na plecach kilku przeciwników. Chyba nawet nie zaliczył żadnej straty. Niestety, Ramadan kończy się 12 maja, więc pewnie dopiero w ostatnim meczu dostanie więcej minut. Ale w kontekście pucharów wydaje się, że będzie z niego dużo pożytku.
Gorzej jest z drugim nabytkiem - Mucim. Jeśli ma stanowić konkurencję dla Kapustki, to jeszcze mnóstwo pracy przed nim. Parę razy błysnął niezłymi podaniami ale czy to jest rozmiar Legii, to ja mam sporo wątpliwości.

Piszesz, Senatorze, że trudno cokolwiek napisać. Ale pisać trzeba. Może jeszcze nie bić na alarm ale wyrażać zaniepokojenie jak najbardziej. To już 5 mecz z kolei, gdy przeciwnicy wychodzą takim ustawieniem i po raz 5 trener Michniewicz nie jest w stanie znaleźć recepty na tak grających rywali. Mnie to osobiście troche niepokoi, bo w I rundzie eliminacji będziemy grać z przeciwnikiem, który będzie głównie nastawiony na remis i rzuty karne. Na 99% zagrają dokładnie tak jak dzisiaj Wisła. A my wobec takiej gry jesteśmy, póki co, bezradni i nie widzę, abyśmy w jakikolwiek sposób próbowali coś z tym zrobić. Mieliśmy dzisiaj coś ok. 10 SFG, z których chyba tylko raz zagroziliśmy bramce Lisa. Na dodatek coś dziwnego dzieje się ostatnio z Perkhartem. Kolejny mecz, gdzie dostaje idealne podanie na głowę i praktycznie podaje do bramkarza, nie próbując ani puścić tej piłki w kozioł ani skierować w róg bramki.
4sobota, 01, maja 2021 23:10
xxx
Pierwszy raz zasnąłem na meczu Legii. Niby nieźle grali piłką, ale do 30-go metra (mniej więcej) przed bramką Wisły. Dalej nie szło nawet na Pekharta.
Nie wiem dlaczego oczekujemy, że w pucharach będziemy roznosić słabiaków, jeśli nie potrafimy ich roznieść w lidze. Każdy zespół, który ustawi się przed własnym polem karnym, sprawia nam kłopot, bo gramy zbyt wolno piłką.
Niby Gvilia prochu nie wymyśla, ale potrafi dograć prostopadłą w pole karne, potrafi strzelić z dystansy i potrafi się znaleźć w polu karnym. Do tego dosyć szybko gra piłką w rozegraniu. Jasne, że żadna z tych umiejętności nie jest na najwyższym poziomie, ale zsumowane dają, moim zdaniem jakąś przewagę.
Martins na swoim poziomie, Luqi w sumie też, on chyba każdego będzie wkręcał.
Żal mi Antolića, bo chociaż nie był szybki, to grę przyspieszał, bo miał bardzo dobre przyjęcie kierunkowe i w drugim tempie często grał piłkę tam gdzie trzeba i rzadko tracił. Żal mi Kante, chociaż nie walił bramy za bramą, to potrafił piłkę utrzymać i ciekawie odegrać, a w odbiorze był bardzo pracowity i ofiarny.
Teraz też mamy ok zawodników, ale myślę że na ligę, bo Slisz i Kapustka, moim zdaniem, nie napędzają tak akcji.
Moim zdaniem powodzenie akcji ofensywnej zależy od tego, jak szybko ją "rozrzucimy" po odbiorze. Jedno odegranie do tyłu, jeden zwód za dużo albo zagranie do boku, daje czas przeciwnikowi i wydaje mi się że w tym sezonie dajemy więcej czasu.
Patrząc na obecną kadrę w kontekście pucharów, to wydaje mi się, że w poprzednim mieliśmy bardziej obiecującą, tylko kontuzje i choroby nas osłabiły a dobił sędzia w meczu Omonią.
5sobota, 01, maja 2021 23:25
corazstarszy
@Senator
Trudno cokolwiek napisać bo albo nie spodoba się jednym albo drugim.
Z jednej strony grali bez presji więc mogliby coś pokazać ponad. Z drugiej mają to więc co się dziwić że myślami są na Zanzibarach czy innych Bahamach . Nowi , jak ich oceniać jak drużyna nie pomogła.

Trafiłeś w sedno. Zdecydowanie bardziej niż Wisłę, przeżywałem mecz rezerw w Nowym Dworze. Wiadomo - rywal wyżej notowany. Gra niezła, ale zabrakło siły ognia. Pod koniec nas zamykali momentami. Przy okazji okazało się, że Kacper Tobiasz nosi szkła kontaktowe. Iniaki Astiz na tym szczeblu interwencje ma profesorskie, po prostu siła spokoju.
Co do Wisły, jest tak jak piszesz. Nowych trzeba zgrywać z zespołem - Muci akurat podejmował złe decyzje, ale trudno cokolwiek wyrokować. A Yasurbek po ostatnim gwizdku padł jakby przegrał baraż o utrzymanie. To może z powodu postu? Był ambitny, miałem wrażenie.
Wiele razy się znęcałem tutaj nad Jędrzejczykiem. To teraz dla równowagi - kilka razy jak profesor, a z Brownem, chłopem na schwał, łatwo nie było. Dużo lepiej niż w grudniu w Krakowie. Widywałem gorsze mecze Legii po uprzednim zapewnieniu sobie MP.
6sobota, 01, maja 2021 23:43
xxx
Zmartwiła mnie również gra Wisły, bo wygląda na to, że piłkarze Wisły postawili na swoim i nie mają zamiaru zapierdalać na treningach i po boisku. Szkoda, bo może Hyballi udałoby się wyznaczyć kolejny trop prowadzący do sukcesów ligowych, bez wielkiej kasy, ale za to rzetelną pracą.
To już będzie jakieś trzydzieści parę lat, od kiedy polscy ligowcy zaczęli wyjeżdżać na zachód i opowiadali, że intensywność treningów i gry jest dużo większa. W Polsce wszyscy ze zrozumieniem kiwali głowami i wydawało się, że rozwikłają zagadkę jak się robi poziom. Ale minęło te 30 lat i w dalszym ciągu kiwamy ze zrozumieniem i wciąż pomiatamy trenerami, którzy chcą trenować zawodników a nie żeby zawodnicy trenowali ich, bo jak nie to trenerzy stracą szatnię i prezes będzie musiał podjąć trudną decyzję o rozstaniu.
7niedziela, 02, maja 2021 10:17
kibic60
Chyba jak każdy z kibiców, spodziewałem się wczoraj fajnego widowiska z gradem goli.
Wyluzowana i usatysfakcjonowana zdobyciem MP Legia, miała w moim przekonaniu udowodnić, że jest już drużyną klasową, tym bardziej, że przed meczem słychać było zewsząd buńczuczne zapowiedzi o graniu do końca na poważnie.
Tymczasem panowie piłkarze wyszli, potruchtali i poszli.
Bez ładu, składu i pomysłu na grę.
Ot, zwykła jednostka treningowa.

Jeśli nowi mieli coś w tym meczu pokazać, to chyba tylko to, że jeszcze dużo pracy przed nimi.

Na szczęście obyło się bez kontuzji i to chyba jedyny pozytyw po "wielkim klasyku"
8niedziela, 02, maja 2021 13:24
świrekwampirek
"Chyba jak każdy z kibiców, spodziewałem się wczoraj fajnego widowiska z gradem goli."

Ja nie i dlatego pojechałem na działkę gdzie zasięg jest taki, że nawet relacja tekstowa jest nie lada wyzwaniemSmile
Można zaklinać rzeczywistość, ale 3 dni po zdobyciu MP nie ma siły żeby ciśnienie nie zeszło z zawodników i sztabu co mocno utrudnia wspinanie się na wyżyny umiejętności.
Co do "klasowych drużyn" idę o zakład że jak się zrobi zestawienie jakie wyniki notują kluby po zapewnieniu sobie tytułu, nawet w topowych ligach zwycięstwo będzie się plasować na 3 miejscu po przegranej i remisie.
9niedziela, 02, maja 2021 14:09
geo
Wedlug mnie grali zeby sobie krzywdy nie zrobic, remisik kazdego zadawalal.
10niedziela, 02, maja 2021 14:39
CTP
"idę o zakład że jak się zrobi zestawienie jakie wyniki notują kluby po zapewnieniu sobie tytułu, nawet w topowych ligach zwycięstwo będzie się plasować na 3 miejscu po przegranej i remisie."

O ile się zakładasz? Bo ja bardzo chętnie przyjmę taki zakład. Smile
Poniżej masz zestawienie (odrzuciłem ligi, gdzie mistrz nie był znany praktycznie do końca):
Bayern Monachium
PSG
Liverpool
Olympiakos Pireus
Slavia Praga
11niedziela, 02, maja 2021 15:18
Zbyszek
Z okazji 15 Tytułu Mistrza Polski Warszawskiej Legii na dobry początek powtórzę pierwszą zwrotkę wierszyka jaki spłodziłem z okazji zdobycia Tytułu na 100 -lecie Klubu w 2016 roku :
" Za Tobą moja Legio złota
Do raju pójdę na piechotę
Śliczną ulicą Łazienkowską
taką swojską, bo tak Polską ...".

O tym, że piłka nożna pełna jest niepogrzebanych trupów.
Nad tym jak to się dzieje, że kluby piłkarskie nie padają głowią się różni spece i snują coraz to dziwniejsze teorie. Tworzywem do tych rozważań jest rozdział IV książki Simona Kupera i Stefana Szymańskiego "Futbonomia". Przypominają oni upadek w 2008 roku wielkiego amerykańskiego banku Lehman Brothers co zapoczątkowało wielki kryzys finansowy i gospodarczy na całym świecie. A bank ten w 2007 roku miał przychód 59 mld USD ( 148 razy większy niż MU) i zysk 50 razy wyższy niż MU.I Bank już nie istnieje, a MU jak najbardziej. Ten spektakularny upadek różne władze postanowiły potraktować jako przestrogę i stworzyć jakieś bezpieczniki ,ograniczniki przed powtórką " z rozrywki" .Np władze piłkarskie ustami ówczesnego prezydenta FIFA Michela Platiniego wyciągnęły pochopne wnioski z faktu, że większość klubów była zadłużona powyżej ich wartości i wytworzyły "finansowe fair play". Przekonanie ,że kluby piłkarskie to przedsiębiorstwa niestabilne jest błędne. W praktyce kluby prawie nigdy nie bankrutują ,a jak nawet to nie znikają. Choć są zarządzane w sposób niekompetentny to są organizacyjnie stabilne.
Na ten przykład w 1923 roku organizacja English Football League składała się z 88 zespołów grających w 4 ligach. Po 90 latach 85 z tych drużyn nadal istniało (97%). Polski nie da się tak porównać, bowiem po pierwsze nasz kraj przesunął się ze wschodu na zachód ,a po wtóre władze PRL często decydowały o istnieniu lub nieistnieniu klubów, a nie rynek piłkarski, a po trzecie 32 lata temu nastąpiły przemiany ustrojowe, które wyeliminowały sztuczne twory. Kluby państw zachodnich poza II wojna światową w pewnym stopniu dotknął wielki krach lat 1929-1933. Znacznie większym zagrożeniem okazało się przeinwestowanie. Dla wielu klubów zgubne okazało się awansowanie na wyższy szczebel rozgrywek. Klub taki chcąc skorzystać z wyższej puli pieniędzy do podziału chce się utrzymać, ale ,aby się utrzymać to wie, że musi kupić nowych, lepszych a, więc droższych zawodników. Na dodatek ci nowi są wyżej opłacani, mają na ogół dłuższe umowy. Ten wzrost kosztów odbywa się z reguły w mniej korzystnych warunkach , bowiem w niższej lidze jak były wygrane to frekwencja była wysoka, a wyżej jak przyszły porażki to ilość widzów spadała, co przekładało się na mniejsze wpływy z reklam, odpisów, darowizn itp. U nas taki syndrom dotknął przykładowo ŁKS, Widzewa, Odry Wodzisław , Pogoń, Olimpia. Wiele innych klubów zostało porzuconych przez właścicieli ,z różnych powodów. . Te kluby jak i wiele innych upadły ,ale przetrwały dzięki metodzie , którą nazywa się "feniksowaniem" (powstanie z popiołów).Kluby trwale niewypłacalne i bez zdolności kredytowej ogłaszają upadłość i są usuwane z lig "zawodowych" i albo zmieniają nazwy, czasami nieznacznie i jako pozbawione zadłużenia startują od zera, albo też zawierają ugody z wierzycielami lub ogłaszają moratorium na spłatę zadłużenia. Te metody okazały się skuteczne , lecz są skrajnie nieuczciwe, bo kluby przetrwały ,ale kosztem kredytodawców, zawodników , trenerów i co gorsza podatników. U nas w piłce nie zastosowano rozwiązania amerykańskiego przyjętego np. w Anglii, które chroni firmę przed wierzycielami na czas potrzeby na wdrożenie planu naprawczego. Zastosowano je w Ustawie upadłościowej, która daje Sądowi prawo do ustanowienia Zarządu Komisarycznego. I pewno słusznie , bo w wielu krajach takie rozwiązanie jest nadużywane ,aby nie spłacać kredytów. Powodowało to też przewagę na rynku tych ,którzy nie chcieli spłacać, nad tymi "uczciwymi". Przy czym tak naprawdę realna groźba bankructwa grozi drużynom ,które spadają z najwyższej klasy rozgrywkowej. Ich budżety płacowe są rozdęte, a dofinansowanie , głównie z praw telewizyjnych żadne.
Gdyby jednak kluby miały padać z powodu kłopotów finansowych to żaden z nich by nie istniał. Kluby stały się mistrzami świata w przetrwaniu, dowodzą prawdy w kicie o niezniszczalności. Działacze piłkarscy martwią się rosnącym zadłużeniem klubów, ale prawda jest taka ,że one zadłużają się ponad miarę , bo są niezniszczalne. Wiedzą z doświadczenia (casus Wisła),że mogą zaciągać długi ,nie spłacać i przetrwać. Jeśli coś pójdzie nie tak to długi zrzuci się na stare władze, a nowe obiecają posprzątać bałagan, zamydlą oczy mediom i zaciągną nowe długi , na świetlną przyszłość. Wszystkie wielkie kluby śmieją się z Bayernu Monachium ,który ma wysoki, ale zrównoważony budżet, ale ma mało sukcesów. Inni jak kluby angielskie, włoskie, hiszpańskie mają ogromne długi , kupują zawodników na kredyt, ale zdobywają trofea. Kiedy ich dopadnie kryzys to obniżają pensje , sprzedają drogich graczy i czasami spadają klasę niżej, ale trwają. Normalna firma np. informatyczna (np. Comarch) gdyby zatrudniła zamiast programistów kelnerów nie przetrwałaby na rynku ani dnia, a taka Cracovia owszem trwa..
Jak to przed laty śpiewał Tadeusz Chyła, że "Cysorz to ma klawe życie" tak kluby piłkarskie na brak szczęścia i darów od losu nie mogą narzekać.
Gdyby szukać powodów które powodują niestabilność wielu "normalnych " przedsiębiorstw to trzeba by na ich czele wymienić konkurencję. Normalne firmy muszą cały czas wprowadzać innowacje, bo inaczej zginą. Stają też w obliczu licznych utrudnień : wyprzedza je konkurencja, zmieniają się upodobania konsumentów, nowe technologie całe branże odsyłają do lamusa, pojawiają się tańsze produkty, rząd zmienia przepisy i zasady, wybuchają kryzysy finansowe, przeinwestowanie kończy się bankructwem ,a do tego dochodzi zwykły pech. Kluby piłkarskie są tych atrakcji Smile pozbawione.
Nawet jak zmarnotrawią wszystkie pieniądze zawsze znajdzie się jakiś frajer, który da im następne. W ekonomii nazywa się to "pokusa nadużycia" ; kiedy wiesz, że zostaniesz ocalony trwonisz pieniądze bardziej swobodnie. Ekonomiści porównują ten cały piłkarski do gospodarowania w czasach komunizmu, gdzie też czegoś takiego jak bankructwo, upadłość nie było , dopóki cały system nie zbankrutował. Tę "ekonomikę " czasów komunizmu określano jako "łagodne ograniczenia budżetowe' czego naturalną konsekwencją był fakt, że nadmierne wydatki stały się normą.
Kluby przeżywają jednak nie dlatego, że nie podlegają prawom ekonomicznym ,ale dlatego, że są marką , która ogniskuje nie tylko wierność, ale uczucia znacznie wyższe jak miłość, patriotyzm, poczucie wspólnoty i swego miejsca na ziemi. Gdyby to był zwykły biznes to by go już nie było.

O tym, że nie wszystkie zmiany są na lepsze.
Bodaj w naszej poezji najmocniej nadzieje związane z nadejściem nowych, a więc z założenia lepszych czasów wyraził Konstanty I. Gałczyński w wierszu "Pierwszy widoczek ", którego fragmencik brzmi tak :
"Gęby perfidne / spojrzenia tępe / - z czym to walczycie / bracia - z postępem".
Na przykładzie krakowskiej Wisły widać, choć niewyraźnie, że stare też miało swoje uroki. Historię Wisły i Bogusława Cupiała opowiadałem już na tych stronach tyle razy w różnych odmianach, że nie będę się powtarzał. Ta cała Wisła lepszych czasów niż Cupiałowe rządy nie miała i mieć nie będzie. Bo jaki by nie był właściciel to zawsze będzie sprawował choćby minimalny nadzór nad tym jak są wydawane jego pieniądze. Natomiast pan Bogusław był jaśnie Wielkopańskim panem , który funkcjonował na zasadzie :łatwo przyszło, łatwo poszło. A do tego nie miał zahamowań ,ani strachów. Dorobił się sporych pieniędzy w czasach PRL na handlu walutą. Jak przyszła zmiana ustroju to wielu, którzy mieli "lewy szmal" bało się ,że ktoś ich zapyta skąd go mają ,więc wchodzili w legalne interesy np. w kluby sportowe ,aby go zalegalizować. Cupiał takich lęków nie prowadził i wraz z koleżkami od dewiz już z początkiem 1992 roku nabył fabrykę kabli w rodzinnych Myślenicach ,a po niej zakłady w Krakowie, Bydgoszczy i "perłę w koronie" czyli fabrykę w Ożarowie Mazowieckim. Interes kwitł do tego stopnia, że jako kibic Wisły mógł w 1998 roku nabyć klub drogą kupna. Zarządzał nim z wielkopańską rozrzutnością, gdyż do klubu nie dokładał, albowiem utrzymywał go z tych pieniędzy jakie musiałby wpłacić jako podatki do Urzędu Skarbowego. Chciał on, aby najpierw Wisła była najlepsza w kraju ,a następnie zaistniała w Lidze Mistrzów. Nienawiść do Legii przyszła później i związana była z likwidacją przez niego jednego z 3 najnowocześniejszych zakładów produkcji elektrotechnicznego kabla miedzianego ciągnionego w świecie - fabryką w Ożarowie. Cupiał jak każdy prymitywny cham i głupek był niebywale czuły na punkcie swej wielkości i nie znosił oporu ,ani krytyki. Jak pracownicy sprzeciwili się , zbędnej, jak się okazało restrukturalizacji to spółkę zlikwidował , maszyny wywiózł , a teren oddał gminie. Tymczasem okazało się, że ceny kabla nie spadły ,ale wzrosły do niepotykanego poziomu i stracił na tej operacji co najmniej miliard USD. Dla niego Ożarów to Warszawa, a Warszawa to Legia. Wisła mogła przegrać z Pcimiem ,ale jak przegrała z Legią to trener tracił pracę. Źródło dzisiejszych problemów Wisły tkwi w Cupiałowych rządach. Tam każdy oszukiwał i kradł na potęgę i na wszystkie możliwe sposoby. Jak znalazł się uczciwy frajerzyna jak Mielcarski to się długo nie napracował. Mógłbym parę ciekawostek zasłyszanych od niego opowiedzieć, ale już od lat nie mam z nim kontaktu i nie wiem czy by się zgodził, ale też podejrzewam, że ten Wiślacki epizod chętnie by wyrzucił z pamięci. Opowiem tylko dwie z wielu historyjek tyczących Engela - sztuk raz. Cupiałowi powiedziano, że to trenerski cudotwórca i chociaż on z Warszawy i był w Legii, to Legii nienawidzi, bo gracze sprzedali mu najpierw Mistrzostwo ,a potem i jego wysiudali. Engelowi powiedziano, że może stawiać warunki ,ale nie nadmierne. Ustalił sobie kwotę jakiej zażąda ,ale to co usłyszał od Cupiała przewyższało jego oczekiwania i to znacznie . Ale nie odpuścił i Cupiała podpuścił mówiąc mu ,że napisał książkę "Futbol na tak" . która oddaje jego filozofię futbolu i chciałby ją dać zawodnikom, ale i ,kibicom za darmo ,aby go jako byłego Warszawiaka życzliwiej w Krakowie przyjęli. Wolumen miał nakładu 25 tysięcy i ponieważ leżakował na półkach to został przeceniony, ale Cupiał wykupił go w całości po cenie dwukrotnie wyższej niż pierwotna. Ponieważ Cupiał jak każdy prymityw nie wierzył uczonym ,ale w różne magie i inne cudeńka to Engel przekonał go ,że piramidy egipskie to źródło wielkiej mocy i jest taki hotel z Tychach zbudowany jako piramida i tam gracze Wisły będą szlifować formę. Oczywiście hotel pięciogwiazdkowy był wykupiony razem z salami wykładowymi, ale nikt tam wiślaków nie widział, za to innych gości miał komplet.
Niestety run na kable uległ zmniejszeniu i przed Cupiałem stanęło widmo upadku , bowiem konieczne stało się dokonanie wielkiej operacji unowocześnienia produkcji i zmiana asortymentu, a tego bez wielkich kredytów nie można było zrobić. Audyt przedkredytowy banku był dla spółki zależnej druzgocący ,a mianowicie albo Cupiał pozbędzie się Wisły, albo z kredytu nici. On chciał łożyć na Wisłę z osobistego majątku, ale dwie osoby z których zdanie się liczył : matka i córka kategorycznie był przeciw. I tak los Wisły został przesądzony. Mógł sprzedać Wisłę Towarzystwu Sportowemu, ale był pokłócony z jej prezesem Mięttą - Mikołajewiczem , który był przeciwny likwidacji Akademii i II drużyny piłkarskiej ,wiec sprzedał za 1 mln cwaniaczkowi z terminem płatności za 3 miesiące. Cwaniaczek wykorzystał media ( nazwiska pismaka zwolnionego dyscyplinarnie z TVN dobrze znane) ,aby te pokazały ,że jest niewypłacalny. No i ruszyła akcja wykupu Wisły z rąk oszusta. Szybko zebrano , głównie wśród organizacji kibolskich 5 mln złotych i odkupiono klub. W efekcie cwaniak zapłacił z pieniędzy TS Cupiałowi i z niczego zrobił 4 mln złotych. Klub stał się formalnie własnością Towarzystwa Sportowego, ale było winne ono jednej z organizacji kibolskich pieniądze, a ta zażądała obsadzenia na funkcji prezesa radczyni prawnej broniącej szefa tej organizacji , zatrudnienia jako wiceprezesa faceta związanego z handlem narkotykami oraz głosowania imiennego w wyborach do władz klubu. Samo w sobie nie było takie postepowanie sprzeczne z prawem ,ale znowu media zrobiły z tego proceder, bo już nóżkami do przejęcia klubu przebierali nowi zbawcy. Jak to opisałem powyżej mechanizm oszustwa jest dobrze znany i przerabiany w każdym takim przypadku. Choć trzeba przyznać, że obecni "zbawcy" są młodzi i potrafią sprawnie poruszać się w świecie, w którym PR i wiarygodność zastępują prawdę i fakty, a propaganda informacje. Mimo, że zadłużenie Wisły przyrasta po 3 mln rocznie, że Wisła szoruje po dnie , że kibole dają pieniądze i rządza niepodzielnie to oni tryskają optymizmem. I żadne media nie widzą w tym niczego nagannego ,ale też dlatego, że twarzą tej "dobrej zmiany" jest godzien szacunku , porządny facet Kuba Błaszczykowski.
Dodać wypada, że większość klubów, gdyby im przeprowadzić wiwisekcję medialną wypadłyby jako obraz i podobieństwo Wisły, a niektóre nawet gorzej. I wielu prominentnych działaczy i komentatorów straciłoby twarze. A tak sprawdza się maksyma, że tego czego nie widzimy to tego nie ma.
W zarzadzaniu Wisłą od lat aż bije w oczy woluntaryzm w poczynaniach. O ile jeszcze Cupiał miał do niego podstawy , bo sam , swoimi pieniędzmi ponosił odpowiedzialność - to reszta gówniarzy bawi się nie za swoje. Pisałem o pokracznych metodach doboru trenerów ,ale to co się wyprawia w Wiśle skalą przerasta szczyty głupoty, nieodpowiedzialności i błazeństwa. Pozwoliłem sobie przypomnieć kto i ile czasu piastował funkcje trenera w Wiśle ( dodajmy, że aktualnie Wisła płaci 4 trenerom ,a dwaj dalsi procesują się z nią w Sądzie) . Sięgnąłem od czasu po zwolnieniu trenera Skorży , który był w Wiśle przez 1006 dni. Następcami jego byli : Kasperczak, w nawiasie podaję ilość dni ( 144), Kulawik ( 15), Maaskant ( 443),Moskal ( 115), Probierz ( 214), Kulawik ( 250), Smuda ( 636), Broniszewski (12), Wdowczyk (242), Kmiecik ( 55), Kiko Ramirez (239), Pawłowski (69), Kmiecik ( 39), Sobolewski ( 21), Carillo (162), Sobolewski ( 6), Kmiecik ( 6), Stolarczyk (514), Skowronek ( 380) i jest od 155 dni Hyballa. Jak by nie liczyć w ciągu 10 lat było tych sztuk 20.
Najlepszym z nich był Carillo ,ale uciekł z tej Sodomy i Gomory. Natomiast Hyballa jest bardzo mocny w buzi. Gdyby wierzyć w to co on mówi, to można być przekonanym ,że on wie wszystko, on potrafi wszystko, a nawet więcej. Zaczął od dużego diapazona ,bo skarcił poprzednika ,że zawodnicy są źle przygotowani fizycznie i on pokaże jak to się robi. I nasze ciemniaki zwane mediaworkerami uwierzyły, że można z wtorku na środę poprawić wytrzymałość, szybkość czy siłę. Takich cudów nie ma. On jesienią żerował na przygotowaniu fizycznym graczy przez Skowronka, lecz nadał zawodnikom nowy impuls , czego widocznie potrzebowali i Wisła wygrywała. Teraz sam przygotował fizycznie zespół i mówiąc kolokwialnie wyszła dupa blada. Identycznie ujawnił nieuctwo naszych pismaków używając rzekomo nowego terminu określającego sposób gry Wisły jako "gegenpressing' . Tylko, że każdy kto ma pojęcie o taktyce piłkarskiej doskonale wie, że termin ten w przełożeniu na język polski brzmi "wysoki pressing" . Tak w podręcznikach akademickich definiowany jest sposób grania polegający na natychmiastowym wywieraniu presji w kierunku odbioru piłki po jej stracie oraz niedopuszczeniu do jej natychmiastowego rozegrania. Jako pierwszy i na nim wzorują się praktycy i teoretycy opisał wszechstronnie rodzaje i zasady pressingu Walery Łobanowski już w 1979 roku. "Wysoki Pressing' nie jest związany z miejscem ,ale z reakcją po stracie piłki . Z miejscem stosowania związane są terminy "średni " i "niski" pressing.
Ja nie wiem ile jeszcze czasu z nim wytrzymają zawodnicy Wisły ,ale chyba nie za długo . bo ile można tolerować faceta, który jak zespół wygrywa to wypina piersi i pręży się , mówiąc ,że to jego zasługa, a kiedy drużyna przegrywa to winni są nieudaczni zawodnicy. Tam brakuje Arka Głowackiego, który by go zwyczajnie , tak jak Probierza, do szatni nie wpuścił i było by po "zbawcy".
Chyba, że jest jak w wierszu Wisławy Szymborskiej , którego fragmencik brzmi :"Nic dwa razy się nie zdarza / i dlatego z tej przyczyny / zrodziliśmy się bez wprawy / i pomrzemy bez rutyny '.

O tym, że każdy system wymaga personelu do jego obsługi.
Legia pod wodzą trenera Michniewicza gra ustawieniem 3-4-2-1 lub jak wczoraj 3-4-1-2 i raz zagrała 3-5-2 w wersji elastycznej. Powiedzieliśmy już sobie ,że te ustawienia są adaptacją taktyczną możliwości i charakterystyki , zwłaszcza dwóch graczy Mladenovicza i Juranovicza. Nie przesądzałbym, że Legia będzie grała w tym systemie kiedy by ich w drużynie zabrakło. Niemniej na chwilę obecną tak gramy . I taka gra w takim składzie personalnym wystarczyła na zdobycie Tytułu Mistrza .Wypada zatem zastanowić się czy wszyscy nasi zawodnicy mają umiejętności wystarczające na awans do LM. Nie rozważam klasy naszych rywali , bowiem gdyby zachowali oni składy takie jakie mieli na finiszu rozgrywek ligowych, to w IV rundzie Legia nie miałaby czego szukać ,ale jak co roku silniejsze ( bogatsze kluby diamenciki im wyszarpią ). Pewno i nasz zespół nie zachowa stanu personalnego posiadania. Przy tych zastrzeżeniach oceńmy zatem przydatność naszych graczy na poszczególnych pozycjach w kontekście gry w systemie z trójką środkowych obrońców.
Bramkarz. Musi on nie tylko umieć bronić na linii, ale poprawnie wprowadzać piłkę do gry ręką lub nogami, bo grę ofensywną w takim ustawieniu buduje się od tyłu. Jednocześnie musi być jak trzeba wymiataczem linii obrony, przy zagraniach rywala za plecy obrońców, ale także wskazywać obrońcom kogo mają pilnować ,jak się ustawiać itp. Musi tym samym pomagać drużynie Na razie jedynym spełniającym te kryteria jest Boruc. Mimo,że stary, ale jary. I dobrze ,że Legia chce z nim przedłużyć kontrakt. Miszta ma mnóstwo walorów fizycznych ,ale jest nadal niestabilny emocjonalnie i popełnia za dużo denerwujących obrońców błędów. Wczoraj zagrał poprawnie, ale nie miał prawie nic do roboty, ale ja go obserwowałem w II drużynie, gdzie miewa dużo pracy i zachwycony nie jestem. Z Cierzniakiem umowy bym nie przedłużył, a Muzyka bym się pozbył.
Obrona. Na środku musi grać zawodnik bardzo dobrze czytający grę , dobrze się ustawiający , trzymający głębię i przede wszystkim potrafiący wprowadzić piłkę do gry. To dlatego Michniewicz stawia na Wieteskę, mimo, że ten popełnia ( na szczęście coraz mniej ) błędy decyzyjne. Pozostali to jeden prawonożny ,a drugi lewonożny, ale obaj mający walory środkowego obrońcy ( atak na posiadającego piłkę) oraz obrońcy bocznego ( krycie strefy, umiejętność przeszkadzania i blokowania) . Wszyscy muszą mieć dobre warunki fizyczne i bardzo dobrze grać głową. Na dzień dzisiejszy kryteria gry z silnymi rywalami spełniają tylko Wieteska i Jędrzejczyk. Niestety ,ale Lewczuk po kontuzji nie jest w stanie wrócić do wysokiej dyspozycji fizycznej , Szabanow zakończył przygodę z Legią , Hołownia taktycznie nie dorósł do gry na wysokim poziomie. Młodzi ( Mosór, Macenko,Konik) słabo radzą sobie w II drużynie i nie stanowiliby wzmocnienia kadry I zespołu. Zwłaszcza Mosór jest mocno promowany przez dziennikarzy, ale subtelnie powiedział mediom Michniewicz dlaczego nie ma go w I drużynie ( bardzo młody, świeżo po kontuzji). Ja napiszę ostrzej, On jest jeszcze dziecinny, a ma już 18 lat i w obronie bywa skrajnie nieodpowiedzialny . Obecnie jest za słaby, nawet na II zespół.
Wahadłowi.Ich spektrum działania to boczne sektory boiska, a strefa gry od własnego pola karnego do pola karnego przeciwnika. Muszą umieć zarówno bronić, jak i atakować. Obecnie na poziomie europejskim mamy ich dwóch . Walory ich dobrze znamy, przy czym Mladenovicz jest bardziej dynamiczny, a Jurnovicz ma znakomite precyzyjne podania . Po prawej stronie możliwą alternatywą dla Chorwata może być Vesovicz , grający bardzo podobnie do Mladenovicza. I należy z nim przedłużyć umowę. Będący w kadrze Wszołek jest z nich najsłabszy. Jest on bardzo dobrze ułożony taktycznie, ale brakuje mu dynamiki gry, umiejętność stworzenia przewagi i nie umie grać kombinacyjnie. Z nim umowy bym nie przedłużył, chyba, żeby Chorwat i Czarnogórzec odeszli. Tak samo powinien odejść Cholewiak , bo szkoda blokować miejsce młodszym w II drużynie.
Pomocnicy. Ich zadaniem jest wspomaganie i asekuracja "wahadłowych" współpraca z obrońcami we wprowadzaniu piłki do gry oraz przeszkadzanie rywalom w rozegraniu akcji przed własnym polem karnym. Ideałem byłby gracz posiadający wszystkie te umiejętności, taki jak Krychowiak czy Jodłowiec.U nas one są rozdzielone, aczkolwiek Slisz czyni duże postępy w grze ofensywnej. Martins jest z kolei lepszy technicznie, bardziej operatywny o większych umiejętnościach konstrukcyjnych. Od biedy może każdego z nich zastąpić Gwilia,ale jego nieporadność i proste straty piłki bywają irytujące. Z młodych zadatki na pełnoprawnego członka I drużyny posiada Kisiel, ale on jest pomiędzy, Na dziś za dobry na II zespół, za słaby na jedynkę.
Gracze atakujący. Założenia systemowe przewidują grę trzema napastnikami , jednym środkowym i dwoma skrzydłowymi. Zwłaszcza rola skrzydłowych jest istotna , bowiem po bokach powinno grać po dwóch zawodników, bo jeden wahadłowy to za mało tak w ataku , jak i w defensywie. Michniewicz nie ma skrzydłowych, więc gra jednym napastnikiem ( Pekhart) i dwoma ofensywnymi pomocnikami( Kapustką i Luquinhasem). Niestety sztuka cierpi. Są to dobrzy zawodnicy ,ale nawet na naszą ligę gra bez skrzydeł nie sprzyja wypracowywaniu sytuacji strzeleckich i strzelaniu bramek. Legia oddaje bardzo mało strzałów na bramkę i jeszcze mniej celnych. W eliminacjach do LM nie będzie lepiej ,będzie za to trudniej. Na skrzydle próbowany był Skibicki ,ale jego format jest za mały na Europę, a i na naszą ligę chyba też. Podobnie ma się sprawa z Lopesem i Kostorzem. Młody Włodarczyk ma za duże braki techniczne, aby myśleć o wskoczeniu do I drużyny. Zakupieni zimą młodzi gracze ofensywni , delikatnie ujmując , nie zachwycają . Może i w jakiś peryferyjnych ligach błyszczeli, ale w naszej prezentują się blado, bardzo blado. Może się rozwiną, ale nam potrzeba wzmocnień na już, a nie na za rok czy dwa. Nie powinienem zbytnio krytykować tych ,którzy zapracowali na tytuł, ale widzimy, że jeżeli w naszej niezbyt mocnej lidze są w stanie pojedynczy zawodnicy wyłączyć z gry takiego Pekharta to tym bardziej uczynią to zawodnicy o wyższym statusie. Podobnie jest z Kapustką, który stanął w miejscu . Owszem jest pracowity i dużo biega, ale jego zdolności konstrukcyjne i egzekucyjne są żadne. Luquinhas z kolei zbyt szanuje nogi i zamiast walczyć robi za wańkę wstańkę. Ma umiejętności gry kombinacyjnej, ale nie ma z kim takiego grania praktykować, a jego strzały wołają o pomstę do nieba. Ale on jest na dziś jedynym atakującym na europejskim poziomie.
Nie jest to przegląd zbytnio optymistyczny, oparty został na tym co nasi zawodnicy prezentują w naszej lidze i widzimy, że przeciwnicy nauczyli się grać przeciwko nam czyli neutralizować nasze poczynania ofensywne. Tym bardziej będą w stanie to uczynić rywale z wyższej półki.

O tym, że oni w nas szpalerem a my w nich zerem.
Podziwiam zdolności kreacyjne Gawina , bo żeby napisać coś o niczym to trzeba wielkiego hartu ducha i samozaparcia. Smile.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1