- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Legia - Dinamo 0-1: Za mało atutów
Legia nie zagra w tym sezonie w Lidze Mistrzów. W rewanżowym meczu trzeciej rundy eliminacyjnej nasza drużna uległa w Warszawie chorwackiemu Dinamu. Porażka była minimalna, a postawa naszej drużyny pełna ambicji i zaangażowania. Trzeba jednak przyznać, że przegraliśmy z drużyną lepszą.
Obaj trenerzy postawili na dokładnie tych samych zawodników, którzy zaczynali mecz w Zagrzebiu w minioną środę. Skład Legii wyglądał następująco: Boruc – Jędrzejczyk, Wieteska, Nawrocki – Juranović, Martins, Luquinhas, Slisz, Mladenović – Lopes, Emreli. Dinamo rozpoczęło w składzie: Livaković – Ristovski, Théophile-Catherine, Lauritsen, Franjić – Ivanušec, Mišić, Jakić, Majer, Oršić – Petković.
Od pierwszych minut Dinamo dłużej utrzymywało się przy piłce, cierpliwie budując atak pozycyjny. Legia grała uważnie w obronie, niestety duża nerwowość po przejęciu piłki utrudniała legionistom przeniesienie gry na połowę gości. W 14. minucie Luquinhas dobrze zaczął akcję, ale strzał Brazylijczyka z dystansu był słabej jakości. W 20. minucie goście wykorzystali prosty błąd Legii. Martins dwukrotnie zagrał zbyt słabo i czytelnie w poprzek boiska. Za drugim razem Chorwaci przejęli piłkę po podaniu Portugalczyka do Mladenovicia i błyskawicznie zaatakowali. Ivanušec utrzymał się przy piłce przed polem karnym i znakomicie podał w tempo do Franjicia, który nie dał najmniejszych szans Borucowi. W zespole gości Perić zmienił w 25. minucie kontuzjowanego Lauritsena. W 27. minucie Mladenović dośrodkował piłkę z rzutu rożnego. Sytuacyjnie głową uderzył Luquinhas, jednak Livaković zdążył z interwencją. Minutę później kolejna strata przytrafiła się Martinsowi. Portugalski pomocnik Legii prawdopodobnie był faulowany, ale francuski sędzia od pierwszych minut pozwalał grać. Tę sytuację żółtą kartką przypłacił Wieteska, który zatrzymał akcję gości faulem. W 35. minucie Emreli i Luquinhas rozegrali piłkę. Strzał Luquinhasa poszybował nad bramką. W 43. niezłą okazję strzelecką miał Emreli, niestety jego strzał nie znalazł drogi do bramki.
Do przerwy było 0:1. Bolało, że Legia straciła bramkę w najprostszy możliwy sposób, oddając przeciwnikowi piłkę na kontrę. Wobec takiego wyniku i niemocy Legii w grze ofensywnej, niestety trudno było o optymizm przed drugą połową.
Po przerwie na boisku nie pojawił się Martins, którego zastąpił Josué. Wśród gości Moubandje zmienił Jakicia. W 48. minucie Emreli nie dosięgnął dośrodkowania Mladenovicia. W 51. minucie strzał Josué w niewielkiej odległości minął bramkę Dinama. W 55. minucie Luquinhas oddał celny strzał z prawej nogi. Livaković z trudem odbił piłkę. W 56. minucie Pekhart zastąpił Emreliego. W 58. minucie mogło być 0:2, jednak Oršić nie trafił w bramkę, uderzając głową. W kolejnych minutach Legia ambitnie nacierała, ale akcjom naszej drużyny brakowało wykończenia. W 67. minucie Wieteska nie trafił dobrze w piłkę po dośrodkowaniu Josué z rzutu wolnego. W 72. minucie Muçi zmienił Lopesa. Chwilę później żółtą kartką ukarany został Josué. W 83. minucie legioniści niestarannie wznowili grę wrzutem z autu. Zmiennik Menalo odebrał piłkę Sliszowi, ale piłka zeszła mu z nogi przy strzale. Legia starała się atakować do ostatniej minuty, ale Livaković nie był zmuszony do interwencji.
W Warszawie oglądaliśmy inny mecz niż w Zagrzebiu. Dinamo grało z większym zabezpieczeniem tyłów, nacierało mniejszą ilością piłkarzy. Legia nie poradziła sobie z wyrachowanym, doświadczonym i lepszym piłkarsko rywalem. Trudno naszym piłkarzom odmówić ambicji, ale jedynym sposobem Legii na przedarcie się w pole karne Chorwatów było rozgrywanie piłki po obwodzie i dośrodkowania z bocznych sektorów oraz po stałych fragmentach gry. To za mało. Oczywiście gdyby dłużej utrzymywał się bezbramkowy remis, szanse Legii rosłyby z każdą minutą, ale konieczność pogoni za wynikiem obnażyła deficyty naszej drużyny.
Legia potrzebuje takich meczów jak najwięcej. Stawka spotkania, atmosfera, pełny stadion - to wszystko nie robiło najmniejszego wrażenia na otrzaskanych w europejskich bojach Chorwatach. Legionistów, wbrew naszym nadziejom, nie uskrzydliło. Żaden piłkarz Legii nie wzniósł się na poziom wyższy niż zazwyczaj, żaden nie zagrał wybitnego meczu. Cóż, jest żal, ale nie ma rozpaczy. Gramy dalej. W letnim cyklu dwumeczów eliminacyjnych pozostał nam jeszcze jeden. W walce o awans do Ligi Europy Legię czeka kolejny niezwykle wymagający rywal, którym będzie Slavia Praga.


Ale właśnie takie mecze pokazują gdzie mamy braki, co poprawić. Oby jesień przyniosła trochę radości i punktów w rankingu. Szkoda bo na drodze do LM stał już tylko Szeryf z Mołdawii...
Przy okazji wyśmiewani kelnerzy z Estonii ograli Omonię i polegli w karnych.
Pytam otwarty tekstem pod wrażliwość i kpiny wiarygodnego wpisu?
Zakładając na chwilę, że kwota z LM jest tym niebotycznym "Gralem", tak ustawiającym sens.
Proszę mi powiedzieć? Dlaczego nie potrafimy iść rozdaniem, na tyle wzmocnienia klubu, który w takich meczach dałby nam wygraną/ punkty/ranking...?
Przecież ten podział na tzw. Europę byłby do przejścia...Dlaczego mamy się pocić przed Dinamem Zagrzeb? No tak...pewna część zadłużenia zejdzie wpłatą z Uefy takich tam niechcianych gier dla tych co nie potrafią...Taka przestrzeń europejskich "rekolekcji" -pt: ciesz się bo ci płacimy...
Dlaczego ciągle nie umiemy - nic więcej?
W mediach zaroiło się od różnych tekstów, w których autorzy twierdzą,że drużyna walczy o awans w Pucharach wbrew kierownictwu klubu.Ja nie wierzę w złą wolę władz klubu, bo to nie są ani samobójcy,ani dewianci.Niemniej faktem jest ,że Zarząd Legii uczynił więcej złego , niż dobrego jeżeli idzie o obsadę personalną drużyny i kadrę trenerską w ostatnich 4 latach(poza Michniewiczem) .Moim zdaniem winny jest dogmatyzm i takie feudalne przekonanie o własnej wszechwiedzy, wszechmocy oraz korporacyjne myślenie i klikowe nawyki. W Zarządzie Legii nadal działa facet i ma najwięcej do powiedzenia, który nie upatruje poprawy sytuacji finansowej klubu w sukcesach sportowych,ale w oszczędnościach. Nie tak dawno wymuszał odsuwanie od składu oraz pozbywanie się najlepszych czyli najwyżej opłacanych piłkarzy.U naszego rywala Dinamo piłkarze zarabiają od 120 tys Euro do 1 miliona Euro rocznie , bo tyle trzeba płacić graczom na średnim europejskim poziomie. Legia przez te szkodliwe zabiegi , jak i zatrudnianie pseudotrenerów oszczędzała tysiące ,ale na braku awansu do Pucharów europejskich traciła miliony. A to z kolei sprawiało kolejne zaciskanie pasa i zamiast budować drużynę budowano zamki z piasku . A kiedy Michniewicz upomniał się o wzmocnienia to jaśniepaństwo poczuło się obrażone " Jak on śmie. W głowie mu się przewraca".
Obecnie mamy przyzwoicie wyedukowanego trenera, który dobrał sobie kompetentny sztab, lecz materiału ludzkiego tyle co kot napłakał,a do tego w części niesprawdzony , w części drugiego gatunku ,a do tego po części in statu nascendi. Nasz wczorajszy rywal ma zakontraktowanych do kadry I drużyny 48 zawodników, którzy bezustannie rywalizują pomiędzy sobą. Mają swoją klasę,a konkurencja jeszcze wymusza rozwój . To braki odpowiedniej jakości zawodników na kilku pozycjach sprawiły ,że nie awansowaliśmy w tym roku do LM.
Dinamo było w obu spotkaniach uważne za faworyta, ale po meczu w Zagrzebiu Legia już nie była traktowana jak nuworysz czy inny Kopciuszek.Typy bukmacherów na pierwszy mecz były takie oto : za obstawienie wygranej Dinamo można było za 1 zł otrzymać 1,75 , za wygraną Legii 5, 50 ,a za remis 3,45. Typy w Warszawie to : Dinamo 2,35, Legia 3,05 i remis 3,35. Zauważyć trzeba ,że dokładnie sprawdziło się to co powiedział przed wczorajszym meczem trener rywali Krznar : " W rewanżu poprawimy grę zespołową, grę w obronie i dorównamy Legii w zaangażowaniu. A ponieważ dysponujemy wyższej klasy zawodnikami to wygramy". Tak to się wczoraj odbyło.
Wraz z Bartłomiejem uważaliśmy za potrzebne przełożenie meczu ligowego Legii, bowiem należało zrobić wszystko co możliwe ,aby starać się wykorzystać szansę jaka zaistniała po remisie w Zagrzebiu. Nasi rywale zrobili tak samo i to im ta dłuższa przerwa bardziej się przydała.Mecz Warszawski stał na znacznie wyższym poziomie niż ten w Zagrzebiu. Legia zgrała dużo lepiej,ale rywale poprawili mankamenty, uszczelnili obronę, potraktowali Legię szalenie poważnie i to oni wyszli z potyczki zwycięsko.
Atmosfera na pełnych trybunach była znakomita, . W mediach toczy się dyskusja o jakiś restrykcjach , o jakiś sankcjach itp itd w związku z tym,że zwyrodnialcy nie chcą się szczepić. Kierownictwo Legii pokazało drogę jak w takiej sytuacji postępować. Wstęp na trybuny był tylko dla osób zaszczepionych . Kibice nie pieprzyli o jakiś wydumanych segregacjach ,ale karnie i grzecznie ustawili się w kolejce do punktów szczepień. Tak trzymać.
Za negatywnego bohatera meczu zgodnie uznano Martinsa . Taki "los" czeka zawsze tych , których ewidentny błąd rozstrzyga o losach szalenie wyrównanego spotkania, pomimo ,że Portugalczyk poza tym spisywał się nader dzielnie . Ja po pierwszym jego zagraniu w poprzek boiska na drugą jego stronę, które to podanie zostało przechwycone myślałem,że taki jest zamysł taktyczny trenera, tym bardziej,że Martins je powtórzył z wielką szkodą dla wyniku. Lecz chyba tak nie było o czym świadczy zmiana Martinsa.Czyli było to jego indywidualny wyskok. Ja nie neguję samej zasadności przerzutów piłki z jednej strony boiska na drugą, bowiem takie novum wprowadził do gry naszej reprezentacji na MŚ w 1974 roku Kazimierz Górski. Tyle ,że taki manewr miał na celu przeniesienie ciężaru gry w mniej chroniony rejon boiska z jednoczesną zmianą kierunku i rodzaju natarcia. Nasza reprezentacja z prawej strony boiska prowadziła grę pozycyjna , utrzymując się przy piłce co sprawiało ,że rywale przesuwali swoich zawodników bliżej miejsca akcji pozostawiając mało chroniony korytarz po lewej stronie. W opisanym stanie Kazio Deyna przerzucał piłkę do wolnego Roberta Gadochy, a ten wybitny technik już wiedział jaki z niej uczynić użytek. Natomiast wczoraj takie próby zwykłego przerzucenia piłki przy poprawnym ustawieniu rywali w strefach musiały skończyć się katastrofą. Wyrównany pojedynek takich błędów nie wybacza.
Wczoraj nasz zespół zaimponował ambicją,zaangażowaniem ,walecznością i wybieganiem. Pokazanie tych cech na boisku często wystarcza do wygrania wyrównanego spotkania. Często taka postawa niweluje różnicę w umiejętnościach czysto piłkarskich. Tak było i w meczach Legii z Dinamem.Negatywną różnicę zrobił nie tylko błąd Martinsa,ale i większa liczba indywidualności po stronie rywala oraz ich umiejętność czytania gry. Pierwszego złego zgrania Martinsa i przechwytu piłki nie wykorzystali,ale na drugi już się przygotowali, już się właściwie ustawili, wyszli na pozycje i bez winy naszej obrony zdobyli zwycięską bramkę. Nie można nie docenić klasy przeciwnika.
Wczoraj na trybunach mecz obserwował prezes Mioduski i miejmy nadzieję,że wyciągnie konstruktywne wnioski i że będzie go stać na pogłębiona refleksję : czy wszystko władze Legii i on sam zrobił ,aby pomóc sztabowi w awansie. który był tak blisko i jednocześnie tak daleko. Wiem, że w klubie grono pracowników opracowało strategię rozwoju Legii , zwłaszcza poprzez wprowadzanie do składu pierwszej drużyny młodych graczy. Ja nie mam nic przeciw planowaniu w sferze materialnej,ale moim zdaniem sukcesów nie da się zaplanować. W sporcie tak to nie działa ,że plany zawsze przekładają się na efekty.W sporcie trzeba dążyć do wygranej w każdym czasie z każdym przeciwnikiem. Takie mecze jak te szalenie wymagające z Dianamem ukazały Legią jako drużynę wielce nierówną , z kilkoma dziurami w składzie . Przede wszystkim brakuje Legii kreatywnych graczy w ataku, poza Luquinhasem. Brak Kapustki jest szalenie odczuwalny, bowiem był to zawodnik , który biegał o te 10 kilometrów więcej od kolegów, w defensywie łatając dziury ,a w ofensywie stale pokazując się do gry. Kiedy jego zabrakło to okazało się,że w Legii nie ma nikogo, kto by go zastąpił. Sprowadzono kilku młodych zawodników, którzy może staną się klasowymi graczami,a może nie . Na razie mają pojedyńcze momenty świadczące o potencjale ,ale w meczu z tak trudnym przeciwnikiem nie stanowili wzmocnienia. Np. Emrelemu rywale nie pozwalali na nic w ich polu karnym, Muci po pierwszym meczu, kiedy zdobył bramkę w drugim nie zaistniał. Jedynie Josue prezentuje średnią klasę i nie odstawał zbytnio od Chorwatów. Chodzi o to,aby wreszcie pojąć,że owszem my planujemy ,że będziemy lepsi za ileś tam lat , tylko,że rywale nie stoją w miejscu, nie czekają aż ich dogonimy, oni też się rozwijają. A na ten postęp na sukcesy potrzebne są pieniądze, a one leżą głównie na boiskach europejskich. Aby je podnieść to trzeba inwestować dziś w dziś, a nie myśleć jak indor o niedzieli. Kiedy się myśli ,że się myśli to trzeba obejść się smakiem ,a wykwintne jadło było na wyciągnięcie ręki.
Wieka szkoda. Nasza drużyna pokazała ,że jest niewiele słabsza od takich tuzów jak Dinamo Zagrzeb. Zabrakło nam także szczęścia, bowiem wylosowano nam najtrudniejszego rywala na jakiego mogliśmy trafić w drodze na piłkarski Olimp. Wielka szkoda .
Mecz przegraliśmy środkiem pola ... ale także brakiem rozwiązań ofensywnych ... albo inaczej stawialiśmy na rozwiązania, które sprawdzają się w lidze z Kapustką w składzie.
Nie tak dawno temu, Legia najwięcej zyskiwała kiedy Luquinhas grał za napastnikiem. Teraz gra zepchnięty do boku.
Taktycznie może i coś ugraliśmy, ale nie potrafimy grać na takiej intensywności co Dinamo. Najwyraźniej tego nie da się z tym materiałem nauczyć.
Zgoda, przegrała drużyna słabsza, tu nie ma wątpliwości. Przyjechali ludzie z Zagrzebia i...jednak postraszeni pierwszym meczem musieli wznieść się na wyżyny swoich umiejętności.
Zrobili wynik, wybiegali go, taktycznie nie dając nam rozwinąć ewentualnych możliwości.
To wszystko prawda, jednak mnie ( zwykłego kibica od urodzenia przywiązanego do tych barw klubowych), teraz na bazie także swoich doświadczeń życiowych/biznesowych - zastanawia właściwie jedna myśl, która będzie pewnie puentą wielu ludzi...
Jak to jest(?) Że na bazie tylu kolejnych podejść obnażonych klęskami wyborów, czy też przyjętej taktyki(?) prowadzenia klubu, a w tym zwalnianiu/wywalaniu kolejnych trenerów - którzy za każdym razem błagali o wzmocnienia chcąc zrobić wynik...(?)
Że po tylu razach obnażenia ( no cóż) niekompetencji...nie wiem- braku wiedzy(?) braku chęci(?) zażartej ambicjonalności, której w wywiadach nie sposób nie zauważyć...
I to wszystko zebrane w całość przez tyle lat dalej nie zmieniło podejścia "pod sukces"...
Ciągle tkwimy w marazmie przekonania, że minimalnymi kosztami otworzymy "złote runo".
Gdyby przeliczyć te lata w stratach wynikających z braku występów na europejskich boiskach, dodać te przecież nie wirtualne ( dające się obliczyć) pieniądze to - ...
Zostawiając na chwilę casus Bogusława Leśnodorskiego, który w swoim farcie trafił w losowaniu, jednak podjął pewnego rodzaju wyzwanie idące ryzykiem i...wygrał. Nawet z tak mocnej "galaktycznej grupy" Legia wyszła do dalszych gier w LM (!)
Nie piszę tego dlatego, aby ponownie wzniecać walki słowne - nie o to mi chodzi!
Jednak nie umiem, nie potrafię przejść ze zrozumieniem do przyjętej roli Legii jako "takiego leszcza" który oddaje pole zwykłym, średnim klubom w innych częściach Europy.
Historia Piszów, Mandziejewiczów, Podbrożnych czegoś uczy, historia Odjidjów, Radoviców, Priioviców tylko to utrwala...(!)
To my tak już poważnie jesteśmy skazani (?) na radość z wzajemności z jakimiś "Małapanewami" nie z Ozimka, tylko z Mołdawii, Estonii, czy tam z Albanii...
Poważnie tam budujemy sobie siedzisko?
my mamy Ciepiele czy Kisiela.
A tak powaznie to teraz Michniewicz powinien zatrudnic trenera od ofensywy.
Ma juz trenera od obrony, ktora gra dobrze.
Teraz czas na ofensywe, bo sam nie daje rady.
Bardzo podoba się mi ta uwaga Zbyszka. To też pokazuje sposób myślenia w naszym klubie, w którym chyba mało kto czuje na czym polega ta specyfika sportu. Mioduski przez ostatnie kilka lat mógł co roku walczyć o taką pulę, a mimo wszystko robił sporo rzeczy na odwrót. Efekt jest nam wszystkim doskonale znany. Niestety straciliśmy kilka lat rozwoju naszego klubu poprzez to, że są/byli tutaj zatrudnieni czeladnicy, którzy uczą/uczyli się dopiero fachu. W poważnym biznesie tak to nie wygląda, jest minimalizowanie ryzyka u nas było to na odwrót. Nie wiem na co liczył Mioduski, serio nie wiem.
Skład, który 5 lat temu awansował do LM:
Arkadiusz Malarz, Łukasz Broź, Bartosz Bereszyński, Igor Lewczuk, Michał Pazdan, Adam Hloušek, Guilherme, Steeven Langil, Tomasz Jodłowiec, Vadis Odjidja-Ofoe, Thibault Moulin, Aleksandar Prijović, Michał Kucharczyk, Nemanja Nikolić
Porównaj sobie z obecnym składem. Od biedy jeszcze można porównać bramkarza, stoperów no i może prawe wahadło (Broź/Bereś vs Jura). Pozostali, to kompletny jakościowy zjazd. Nawet Luqui nie wytrzymuje porównania z Gui.
No ale jak się uprawia skauting na zasadzie telefonów do zaprzyjaźnionych agentów, to tak to wygląda.
No i po prawie 50 latach mówię pas, jak mioduski po drodze ci z putinowską pisowską bolszewią to uj ci w zad.