A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Wisła Kraków - Legia 1-0: Stare problemy

Trzy dni po spektakularnej wygranej nad Slavią Praga Legia udała się do Krakowa na mecz z Wisłą. Niestety nasza drużyna okazała się słabsza od gospodarzy i uległa Wiśle jedną bramką. Ten mecz zakończył pierwszą fazę sezonu. Teraz czas na przerwę reprezentacyjną.

 

Skład Legii wyglądał następująco: Boruc – Nawrocki, Wieteska, Abu Hanna – Jędrzejczyk, Lopes, Slisz, Hołownia – Muçi, Pekhart, Luquinhas. Trener Guľa postawił na drużynę w składzie: Kieszek - Gruszkowski,Szota, Frydrych, Hanousek - Yeboah, Škvarka, El Mahdioui, Plewka, Młyński - Brown Forbes.

W 3. minucie Brown Forbes uderzył mocno zza pola karnego. Piłka przeszła nad poprzeczką. Potem mieliśmy kilka minut przerwy z powodu pirotechniki na stadionie Wisły. W 11. pierwszą szarżę przeprowadził Yeboah. Skończyło się rzutem rożnym. Po nim Brown Forbes trafił w poprzeczkę. W 17. minucie Boruc obronił strzał głową Škvarki. W 18. minucie Pekhart oddał niezbyt udany strzał głową, ale rykoszet od Frydrych mógł zaskoczyć Kieszka. Piłka minęła bramkę. W 23. minucie kolejna bomba Brown Forbesa trafiła w słupek bramki Legii. W 29. minucie Brown Forbes dopiął swego. Yeboah utrzymał się przy piłce w środku pola, podał prostopadle, a Brown Forbes pokonał Boruca strzałem z lewej nogi. Po zdobytej bramce Wisła wyraźnie zwolniła tempo. Legia dłużej utrzymywała się przy piłce i wyprowadziła kilka ataków, ale bez większego zagrożenia dla bramki Kieszka.

Wisła do przerwy zasłużenie prowadziła 1:0. Intensywność gry gospodarzy sprawiała legionistom ogromne problemy. Nasi zawodnicy przez długie minuty nie byli w stanie utrzymać się dłużej przy piłce ani zawiązać płynnej akcji. Pozostawała nadzieja, że po przerwie Legia zagra zdecydowanie lepiej.

Na drugą połowę nie wyszli Hołownia i Nawrocki. Na boisku pojawili się Emreli i Skibicki. W pierwszej akcji po zmianie stron Muçi celnie uderzył, jednak Kieszek odbił piłkę na rzut rożny. W 50. minucie błąd popełnił Slisz. W dobrej okazji znalazł się Młyński, na szczęście uderzył fatalnie. W 52. minucie piłka trafiła do Lopesa, ale Portugalczyka zawiodło przyjęcie. Piłka wyszła na rzut rożny, po którym nie było zagrożenia dla bramki Wisły. W 58. minucie Pekhart ujrzał żółtą kartkę za niepotrzebny faul na Szocie. W 59. minucie Emreli wyprzedził obrońców gospodarzy, niestety zbyt długo zwlekał ze strzałem, Kieszek wybiegł w odpowiednim momencie i powstrzymał naszego napastnika. W 64. minucie strzał na bramkę Wisły zdołał oddać Lopes, niestety nie trafił dobrze w piłkę. W tej samej minucie żółtą kartkę otrzymał Abu Hanna. Minutę później Legia wyrównała, niestety gol został anulowany. Pekhart przejął piłkę po błędzie wiślaków, podał do Emreliego, ten umieścił piłkę w bramce, jednak chwilę wcześniej Azer sfaulował Frydrycha. W 69. minucie Ciepiela zmienił Muçiego. Na końcówkę meczu trener Michniewicz wpuścił na boisko Kostorza i Ribeiro. Zeszli poturbowany wcześniej Wieteska i Pekhart. Wisła była bliska podwyższenia prowadzenia, gdy Boruc wypuścił piłkę z rąk po strzale Yeboaha z rzutu wolnego, ale żaden z wiślaków nie zdążył z dobitką.

Legia bardzo źle zaczęła niedzielny mecz i bardzo źle go skończyła. Nasza drużyna najlepiej wyglądała na początku drugiej połowy, jednak po anulowanej bramce Emreliego z legionistów wyraźnie uszło powietrze. W końcowych fragmentach meczu wyglądaliśmy jak przypadkowa zbieranina, a nie jak zespół, który walczy o wyrównującego gola. Kadrowa kołdra okazała się zdecydowanie za krótka, zwłaszcza w środku pola, ale też mentalna i fizyczna regeneracja po meczu ze Slavią chyba nie do końca się powiodła, bo w Krakowie zawodzili nawet ci, na których zwykle można było polegać (vide Luquinhas). Jest o czym myśleć - wiemy przecież doskonale, że zgodnie z zasadą „bij mistrza” na Legię maksymalnie zmobilizowany będzie każdy ligowy rywal i nikt nie ułatwi nam prozy ligowego życia. Kolejny mecz Legii 11 września we Wrocławiu.

Dyskusja (5)
1niedziela, 29, sierpnia 2021 20:02
Baron
Szczerze to z powtórek, które widziałem wg. mnie nie było faulu przy bramce Emrelego tylko zawodnik Wisły stracił równowagę, niestety powtórki w TV były dość słabe i nie z każdego ujęcia.
Co do meczu to cóż... jest problem, jak tu połączyć ligę i puchary przy niezbyt wyrównanej kadrze jedynki? Oj przydałby nam się przebojowy piłkarz pokroju Yeboaha z Wisły, jeden Luqi to za mało. Dwie porażki na tym etapie rozgrywek to jest już poważne ostrzeżenie.Ciekawi mnie kolejny mecz wiślaków, czy Gula już tak ich dobrze poustawiał czy ten mecz to był przypadek w ich wykonaniu.
2niedziela, 29, sierpnia 2021 20:41
CTP
Jeśli ktoś się spodziewał innego obrazu meczu i innego wyniku, to gratuluję optymizmu i wiary. Wink Ostatnie tygodnie, to była gigantyczna mobilizacja podstawowych piłkarzy i absolutne podporządkowanie wszystkich zasobów szkoleniowych jednemu celowi: awansowi do LM a potem do LE. Trenerzy najzwyczajniej nie mieli czasu na przygotowywanie drużyny pod naszą ligę. Dzisiejszą porażkę należy po prostu wrzucić w koszty tego awansu.
Nie będę się rozpisywał o tym meczu, bo nawet nie ma o czym pisać. Mamy 2-tygodniową przerwę i znając Michniewicza, raczej tej przerwy nie zmarnuje, bo pracy ma mnóstwo. Przede wszystkim, musi przygotować drużynę personalnie na grę co 3 dni, tak, aby jednocześnie nie stracić kontaktu z czołówką i powalczyć o awans do 1/16 LKE.
Tylko dwie rzeczy mogą mu w tym przeszkodzić: wtopa naszej kadry z Albanią i pożegnanie Sousy oraz radosna transferowa twórczość władz Legii, którzy np. mogą mu jeszcze w nagrodę za awans opierdzielić Wieteskę.
3niedziela, 29, sierpnia 2021 21:08
Senator
Oczywiście ze nie należało się spodziewać cudów . Awans to było clue tej fazy rozgrywek .
Inną sprawą jest fakt ze te nasze mecze są trudne do oglądania . Ostatni mecz kiedy ręce same składały się do oklasków parząc na grę legionistów to czasy „amatora” Vuko. Smile

Nawet w meczu ze Slavią pierwsza połowa to był koszmarek . No nic przecież w końcu liczy się wynik a ten pan Czesław zrobił .
4poniedziałek, 30, sierpnia 2021 10:51
CTP
No, są trudne do oglądania ale jeszcze raz odsyłam do tabelek z transfermarkt, które wklejałem tutaj dla a-c10. Przy takiej rotacji kadrowej jest cholernie ciężko zbudować dobrze rozumiejącą się drużynę. Co chwilę ktoś odchodzi, ktoś wypada z kontuzją, mamy źle zbilansowaną kadrę pod względem pozycji na boisku. Przychodzą piłkarze, o których nie tylko my kompletnie nic nie wiemy ale nawet nie zna ich trener Michniewicz, co jest dla mnie już kompletną patologią, jeśli chodzi o komunikację w klubie i, generalnie, działalność tzw. komitetu transferowego. Zawsze mi się wydawało, że takie rzeczy powinno się robić przed sezonem. Przed sezonem trener powinien dostać pełne portfolio ewentualnych transferów do klubu, żeby na tych piłkarzy popatrzeć i ich zaopiniować. No ale ja nie skończyłem "embiej" i się pewnie nie znam na "profesjonalnym" zarządzaniu.
Tak więc nie dziwię się, że trener teraz wysłał całą kadrę na tygodniowy urlop. Sam bym tak zrobił, żeby mieć trochę spokojnego czasu na gruntowną analizę tego, czym dysponuję i zbudowanie jakiegoś planu na następne 3 miesiące.
5poniedziałek, 30, sierpnia 2021 10:51
Zbyszek
Po takim meczu jak wczorajszy oraz jego okolicznościach nasuwa się mnóstwo refleksji, lecz szanując czas PT Czytelników wybrałem tylko kilka.

O tym, że adaptacja jest warunkiem istnienia w każdej dziedzinie.
Adaptacja jest , mówiąc najogólniej, dostosowaniem się organizmu do środowiska , w którym żyje. Każda istota żywa dysponuje pewna plastycznością, która pozwala jej się dostosować do środowiska zewnętrznego , przy jednoczesnym utrzymywaniu równowagi swego środowiska wewnętrznego. Proces życia wymaga nieustannego dostosowywania się organizmu ,aby odtwarzać ciągle zakłócaną równowagę. to dopasowywanie jest procesem bezustannej wymiany miedzy organizmem i jego środowiskiem, bezustannego przekształcania otoczenia i dopasowywania go do struktury podmiotu ( asymilacja) oraz przekształcania własnej struktury odpowiednio do wymagań otoczenia ( akomodacja). Procesami pomocniczymi są unifikacja , uniformizacja , typizacja oraz uniwersalizacja. Te sposoby oddziaływania są ze sobą nierozłączne. W podanym sensie ewolucja też jest rodzajem adaptacji. Naukowcy zbadali procesy adaptacyjne jako naturalne cechy organizmu, ale ich znajomość w wielu dziedzinach pozwoliła na ich wykorzystanie w celu rozwoju człowieka lub instytucji lub poprawy jej funkcjonowania.
Sam swego czasu widząc ogromną fluktuację kadr, zwłaszcza nowo-zatrudnionych w instytucji w, której pracowałem opracowałem plan adaptacji społeczno-zawodowej tych pracowników. Plan ten po korektach przyniósł spodziewane efekty.
W naszej piłce problemem staje się obiektywny proces niejako karania tych klubów, które uczestniczą w rozgrywkach europejskich gorszymi wynikami w lidze. W tym w ostatnim sezonie Lecha ,a w bieżącym Legii. To zjawisko świadczy o tym, że kluby nie potrafią się zaadoptować do zmienionych warunków. I tu mamy kilka sposobów radzenia sobie. Np. nasi niedawni rywale Dinamo Zagrzeb mają w kadrze I zespołu 45 zawodników, zaś w Slavii w bieżącym sezonie od początku w meczach grało już 27 zawodników. Tym samym to co nazywamy rotacją nie jest fanaberią, ale realną koniecznością i dobrym pomysłem. Tylko, bagatela, trzeba mieć kim rotować. W naszej drużynie na średnim poziomie europejskim mamy w porywach 8-9 graczy czyli możemy sobie nagwizdać, a sama rotacja jest śmiesznym zabiegiem ,który ma pokryć bidę z nędzą. Gra na dwóch ,a nawet trzech frontach wymaga sił, a nie bezsiły. Kiedyś zapytano generała dlaczego nie kazał odpierać szturmu wroga - "Bo nie mam armat " - odparł. Pewnym sposobem radzenia sobie z niekorzystnymi warunkami przyrody stanowi ,zdaniem lekarzy, dostosowanie organizmów do gry w rytmie co 3-4 dni. Lekarze twierdzą, iż organizm człowieka jest w stanie zmienić swój rytm biologiczny tak ,aby temu wymogowi sprostać, ale adaptacja następuje najwcześniej po roku. Tę tezę potwierdzają doświadczenia z wielu lig . Tylko, że akurat w tych najlepszych ligach możliwy jest dobór graczy o najkorzystniejszych parametrach zdrowotnych ,a ponadto maja oni przerwę pomiędzy sezonami trwającą co najmniej 3 miesiące , która pozwala na pełną regenerację organizmu poprzez wypoczynek ,a następnie wytworzenie fundamentu wytrzymałościowego pod inne cechy motoryczne. Doładowanie akumulatorów następuje w kresach przerwy na reprezentację. U nas teoretycznie też byłoby to możliwe, ale bez znaczącego spadku wynikowego w jednym sezonie by się nie obyło . A na to kierownictwo klubu się nie godzi i ten stan marazmu trwa i trwa.
Pokrewnym zjawiskiem jest konieczność szybkiego adaptowania sprowadzonych zawodników do środowiska klubowego oraz do wspólnej gry w zespole. W Legii od lat istnieje funkcja pomocnika do załatwiania różnych życiowych problemów pozyskanych graczy, ale moim zdaniem za mało od nich wymagamy jeżeli idzie o ich wkład w proces adaptacyjny. Np. w poważnych ligach sprowadzony z innego obszaru kulturowego i językowego zawodnik musi uczyć się języka i miejscowych obyczajów. W Legi gra jest wielu zawodników, którzy polskiego nie znają i nawet nie rozumieją. Na tym tle wyróżnia się Emreli, który jest krótko, a już rozumie po polsku i nawet posługuje się podstawowymi zwrotami. To powinna być norma.
Wnioski z tych wybiórczych refleksji optymizmem nie napawają.

O tym, że każdy klub ma dwie drogi do celu.
Przed ponad 60 laty ks.prof. Hans Kung sformułował tezę, że do zbawienia wiedzie nieskończona ilość dróg. Obrazowo przedstawił to w ten sposób, że nasze życie toczy się po jednej stronie kuli, a zbawienie jest po tej drugiej, niewidocznej stronie . Tym samym każda droga , którą wybierzemy ,aby tam dojść jest dobra.
Z tego krótkiego opisu można wysnuć wniosek, że aby osiągnąć cel to najpierw trzeba go określić czyli nazwać co nim jest. Czy jest realny czy wirtualny ?.A więc czy dysponujemy środkami na jego realizację czy też nie ?. Mowa tu ośrodkach materialnych, infrastrukturze, finansach, personelu itd.itp. I nawet kiedy te rzeczy określimy to stajemy przed wyzwaniem jakimi metodami cel osiągnąć . Jedni sukcesu upatrują w zmianach ewolucyjnych lub rewolucyjnych ,a drudzy w stabilizacji.
W takich klubach jak Raków czy Warta zatrudniono trenerów -warsztatowców, którzy pozytywnie uświadomili sobie swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym. Oni np. doskonale wiedzieli, że nie dysponują pieniędzmi, aby poprawić wyniki poprzez zakup lepszych a wiec droższych zawodników. Wiedzieli więc ,że zmiany personale mogą być tylko na gorsze. Ta konstatacja zmusiła ich do upatrywania poprawy w doskonaleniu organizacji gry i dyscypliny taktycznej. Zmiany kadrowe w obu klubach na przestrzeni kilku lat są minimalne i pewno dzięki temu przemyślane. Zawsze jednak dostosowane tak do potrzeb jak i możliwości finansowych. Natomiast inni postępują jak by mieli robaki w tyłku i nic by nie robili tylko mieszali w składach licząc, że to co nowe jest lepsze. Nie jest do końca jasne czy ta ich chcica wynika z ich podłego charakteru czy też z faktu, że są trenerami tylko z nazwy ,a zmiany mają tylko ukryć fakt ich nieudolności. Przykładami takiego podejścia jest Probierz w Cracovii,a w Legii byli Jozak i Sa Pinto. Im i innym tego typu innowatorom lejce wcześniej czy później wymkną się z rąk i zamiast ładu wystąpił bezład i chaos.
Obecnie w Legii Michniewicz stara się zapanować nad procesem budowy drużyny zdolnej do walki o LM czyli z jednej strony stabilizuje, a z drugiej wprowadza nowe siły ,ale nie na siłę. Tyle tylko, że zawsze trzeba mieć na uwadze fakt, że wszelkie zmiany , nawet przyszłościowo owocne zawsze w krótkim okresie czasu rozchwiewają częściowo system przynosząc spadek jego efektywności. Niestety w takim klubie jak Legia nie ma dobrej metody na kreowanie i kontrolowanie wszelkich zmian . Zmiany kadrowe polegające od lat na wyprzedaży najlepszych zawodników są dla rozwoju klubu toksyczne. Jednocześnie samo planowanie jest iluzoryczne , również z tego powodu, że my wkładamy wysiłek w rozwój, ale inni czynią dokładnie tak samo. Tyle tylko, że w stosunku do konkurencji startujemy do tego wyścigu o przyszłość z niższego pułapu, co oznacza ,że efekt poczynać będzie taki, że dystans będzie się zwiększał, a nie zmniejszał. Tym samym kierownictwo klubu musi sobie uświadomić, że koniecznością jest podnoszenie na wyższy poziom punktu startu, a nie mrzonki o świetlanej przyszłości. Rywale bowiem nie staną w miejscu i na nas nie będą czekać.
O tym, że znajomość podstaw fizjologii obnaża mity.
W starożytnej filozofii Chin za fundamentalne czynniki ludzkiego bytowania uznawano Yin i Yang , które są metaforami zespolenia bierności i aktywności ludzkiej. Współczesna fizjologia potwierdza ,że generalnie w układzie nerwowym człowieka występują dwa przeciwstawne sobie układy sympatoktoniczny i antysympatoktoniczny. Jeden pobudza , a drugi spowalnia procesy życiowe, lecz oba stwarzają równowagę niezbędną w egzystencji ludzkiej. Jednocześnie nasz układ nerwowy skład się z 3 części ; układ centralny ( mózg i rdzeń kręgowy) , układ obwodowy ( nerwy odchodzące od kręgosłupa ) oraz układ wegetatywny. Układ wegetatywny jest całkowicie niezależny od mózgu czyli od naszej świadomości i to on "rządzi" naszymi procesami życiowymi takimi jak : oddychanie, praca serca i innych narządów. To dzięki niemu nasza krew dostarcza do mózgu i do mięśnie niezbędne do istnienia takie składniki jak glukoza i tlen. Ta wiedza pozwala na obnażenie takiego oto przekonania, że jest jakieś mityczne przełożenie naszej woli na procesy życiowe w tym na wydolność organizmu i jego zdolność do wysiłku. Owszem nasza wola może niejako zmusić organizm do zwiększonego wysiłku, szybszego i częstszego biegu ,ale tylko w granicach naszego bilansu energetycznego . Dzięki procesowi treningowemu można te granice poszerzyć i powiększyć. Stąd rozumna rotacja musi być oparta o wiedzę wynikającą z badań stanu wytrenowania . Badane są parametry i wyniki zmęczeniowe , bo decydująca jest zdolność do regeneracji, a nie do wysiłku. Kiedy więc widzimy słabość gry zawodnika to często nie wynika ona z braku zaangażowania, ale zwyczajnie z braku wystarczającego zasobu energii.

O tymże trudno uznać za ustawienie ofensywne równowagę w składzie środkowych obrońców z innymi członkami zespołu.
Trener Michniewicz chyba lekko spanikował, bowiem we wczorajszym meczu z Wisłą Kraków wstawił do składu 5 nominalnych środkowych obrońców, w tym także jako tzw. wahadłowych. W ten sposób razem ze Sliszem formacja obronna liczyła 6 zawodników . Można to także uznać za wyraz respektu wobec rywala. Tylko, że w efekcie takiego rozłożenia bilansu sił Wisła uzyskała przestrzeń i możliwości do zdominowania pola gry w pierwszej połowie. Nasza zdolność do prowadzenia gry ofensywnej została bowiem ograniczona i sami niejako skazaliśmy się na głęboką obronę . Z kolei zawodnicy Wisły również potraktowali mecz z nami bardzo poważnie i postanowili pokazać, że nie pękają ze strachu przed faworyzowanym rywalem. Szkoda, że naszym składem personalnym w I połowie umożliwiliśmy rywalom zdobycie przewagi w każdym elemencie gry i na placu gry. Oczywiście na tę negatywną ocenę wpływa fakt ,że pomimo nadmiarowego układu obronnego nie zdołaliśmy uchronić się przed utrata bramki.

O tym, że mądrzy trenerzy wykorzystują mecz z wyżej notowanymi rywalami do przyśpieszania rozwoju młodych graczy.
Nie wszyscy zrozumieli wybuch radości trenera Michniewicza po wylosowaniu grupy LE z Leicesterem, Napoli i Spartakiem. Wielu uznało to za dupokrytkę czyli jak spaść do z wysokiego konia., bo wtedy nikt nie ma pretensji. Otóż uważam ,że radość Michniewicza miał odmienny powód. On przez całą swą trenerską karierę dawał praktyczny wyraz przekonaniu ,że młodzi zawodnicy najwięcej nauczą się grając przeciwko klasowym przeciwnikom. Pamiętamy jego uzasadnienie kiedy był trenerem Jagiellonii do wystawienia dwóch bardzo młodych zawodników, że to nie jest lekceważenie rywala, ale wręcz odwrotnie , bo chodzi o to, że młodemu zawodnikowi gra w takim meczu daje więcej korzyści niż rok treningu ,a ponadto on ani przez moment nie będzie się oszczędzał. Sądzić należy ,że mecze z tak mocnymi drużynami wykorzysta także w tym celu.
pewnikiem zwolennikiem takiej metody postępowania jest trener Wisły Słowak Gula , bo wczoraj wystawił Gruszkowskiego ( lat 20), Szota (lat 23), Młyńskiego( lat 20) i Plewkę 9(lat 21), a po przerwie na boisko weszli Szot (lat 20) oraz Starzyński ( lat 17). Na ławie posadził zaś takich graczy jak Sadloka, Mehremicza, Urygę,Żukowa czy Savicza. Jak by nie patrzeć manewr Wiśle opłacił się.

O tym, że na gwiazdę wyrasta Yaw Yeboah.
Cały świat piłkarski obejrzał cyrkowa akcję Ghańczyka wykonaną w ubiegłotygodniowym meczu z Górnikiem Łęczna. Po wczorajszym meczu widać, że nie był to jednorazowy wyskok Yeboaha, lecz chyba powrót do czasów sprzed kilku lat kiedy ten piłkarz był zakupiony przez MC grał w takich klubach jak Lille, Twente i Real Oviedo.
Stałe pytanie jest takie : jak to się dzieje ,że uboga Wisłą wynajduje tak zdolnego i jeszcze młodego ( 24 lata) zawodnika ,a my sprowadzamy różne wynalazki licząc, że jak gdzieś ich się pozbywają to u nas staną się zbawcami. Równocześnie po raz kolejny jestem zniesmaczony tym, że zawodnik, który decyduje o sile gry rywali nie ma przydzielonego indywidualnego opiekuna. Toż to żaden wstyd. A nadto takie postepowanie nic nas nie kosztuje, bowiem z reguły tym "stróżem" jest zawodni słabszy od tego, który jest pilnowany. Tym samym taka kalkulacja jak wczorajsza ,żeby pozwolić Yebahowi na bezkarne popisy jest dla mnie niepojęta.

O tym, że Michniewicz znowu robił za sztukmistrza.
Nie wiem czy Michniewicz celowo wystawia w I składzie niektórych zawodników zamiarem ich zmiany to mu tak wychodzi przypadkowo . W meczu ze Slavią wypaliły zmiany personalne powiązane ze zmianą ustawienia. We wczorajszym meczu taki manewr nie powiódł się. Tak jak wierszu Wisławy Szymborskiej przyswojonym szerokiej publice piosenkami Łucji Prus i Kory Jackowskiej z zespołem "Maanam' : " Nic dwa razy się nie zdarza / i dlatego z tej przyczyny / zrodziliśmy się bez wprawy / i pomrzemy bez rutyny".
Prorokini jaka czy co?.
I tym niemiłym akcentem kończę rozważania na dzień dzisiejszy przewidziane.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1