A+ A A-

Spartak Moskwa - Legia 0-1: Czysta przyjemność

Rywalizacja w Lidze Europy nie mogła zacząć się dla Legii lepiej. W meczu pierwszej kolejki nasza drużyna udała się do Moskwy na mecz ze Spartakiem i zwyciężyła dzięki bramce Kastratiego zdobytej w doliczonym czasie gry.

 

Trener Michniewicz postawił na drużynę w składzie: Boruc – Jędrzejczyk, Wieteska, Nawrocki – Johansson, Slisz, Charatin, Mladenović – Josué, Emreli, Luquinhas. Skład gospodarzy wyglądał następująco: Maksimenko - Rasskazov, Gigot, Dżikija - Moses, Umjarow, Zobnin, Ayrton - Promes, Ponce, Larsson.

W pierwszych minutach Legia usiłowała spokojnie prowadzić grę i utrzymywać się przy piłce, ale szybkie ataki gospodarzy pokazały, że nie będzie to łatwe zadanie. W 5. minucie tuż przed bramką Legii skiksował Promes, a za chwilę w polu karnym naszej drużyny szarżował Dżikija. Legioniści nie byli pasywni. W 10. minucie po rzucie rożnym piłka wróciła w pole karne Spartaka, gdzie ostro zaatakowany został Mladenović, jednak sędzia nie dopatrzył się faulu, a VAR milczał. W 23. minucie gospodarze zostali zmuszeni do dokonania zmiany. W miejsce Zobnina pojawił się Hendrix. W 28. minucie do strzału zza pola karnego doszedł Promes, jednak piłka poszybowała w środek bramki i Boruc spokojnie interweniował. Znacznie groźniej było w 30. minucie. Boruc odbił mocny strzał Larssona. W 35. minucie błąd przy wyprowadzeniu piłki popełnił Wieteska. Wydawało się, że będzie niebezpiecznie, ale skończyło się kiepskiej jakości strzałem Promesa. W 40. minucie Moses efektownie ograł Mladenovicia, jednak zawodnika gospodarzy zawiodło wykończenie. W 42. minucie Gigot uderzył głową nad bramką Legii po rzucie rożnym.

Do przerwy było 0:0. W pierwszej połowie Spartak zdobył wyraźną przewagę pozycyjną, a nasza drużyna chwilami miała problem z rozegraniem piłki pod pressingiem gospodarzy, jednak wynik pozostawał remisowy.

W 47. minucie Gigot powstrzymał faulem na środku boiska szybkiego Emreliego i został ukarany żółtą kartką. Dwie minuty później żółtą kartkę ujrzał Wieteska. Kolejnym piłkarzem ukaranym kartką był w 52. minucie Umjarow, a trzy minuty później do grona kartkowiczów dołączył Johansson. W 59. minucie Kastrati zastąpił Charatina. Josué dołączył do Slisza w środku pola. W 66. minucie aż dwóch zawodników Spartaka było nieobstawionych w polu karnym po rzucie rożnym. Strzał głową oddał Gigot, na szczęście trafił w poprzeczkę. W 68. minucie żółtą kartką ukarany został Jędrzejczyk. W 70. minucie Łomowicki zastąpił poturbowanego wcześniej Ayrtona. W tej samej minucie Boruc odbił strzał Larssona. W 72. minucie Luquinhas otrzymał dobre podanie ze środka pola od Slisza, niestety uderzył bardzo niestarannie i piłka poszybowała wysoko nad bramką. W 77. minucie Legia powinna prowadzić. Kastrati dośrodkował, piłka trafiła na głowę Emreliego, niestety Azer minimalnie chybił. W 82. minucie na boisku pojawili się Muçi i Pekhart, którzy zastąpili Luquinhasa i Emreliego. W 87. minucie strzał Hendriksa po rykoszecie od Wieteski minął bramkę Legii. W 90. minucie Josué został ukarany kartką za faul taktyczny w środku pola. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry Legia wyprowadziła skuteczny atak. Odważnym rajdem popisał się Muçi. Albańczyk przedarł się przy linii bocznej boiska, płasko podał w pole karne, akcję zamknął Kastrati i Legia objęła prowadzenie. Spartak do końca meczu nie zagroził już bramce Boruca.

Legia zagrała solidny mecz w europejskich pucharach. Niewiele można było zarzucić naszej drużynie w grze defensywnej, a próby skontrowania Spartaka zostały nagrodzone w najlepszym możliwym momencie. Wygrana w Moskwie stawia Legię w dobrej sytuacji przed kolejnymi meczami grupy C i stanowi bodziec, który, miejmy nadzieję, zostanie również przełożony na rywalizację w Ekstraklasie.

Dyskusja (4)
1środa, 15, września 2021 21:31
CTP
No nie mają Rosjanie szczęścia do nas ostatnio. Smile Wczoraj gładkie 0:3 w siatkówce, dzisiaj 0:1 z nami. Można powiedzieć: "i wsio". Wink
630 tys. euro zainkasowane a 3 miejsce w grupie oraz awans do 1/16 LKE staje się odrobinę bardziej realny.
No ale teraz pasowałoby zacząć w końcu punktować w lidze.
2czwartek, 16, września 2021 08:24
Zbyszek
Najpierw gratulacje i podziękowania, Bo się należą.

Coraz bardziej się przyzwyczajamy do tego ,że stajemy się coraz bardziej bezbronni w obliczu pazernych cwaniaków, którzy każą nam płacić coraz więcej, często po kilka razy za to samo.
A to wszystko z tego oto powodu, że władze państw postanowiły być ,tylko w ich mniemaniu. suwerenne co sprowadza się do oddania przestrzeni pozapaństwowej kontroli i wyzyskowi różnych organizmów wykorzystujących frajerów . Tak naprawdę nikt nie działa, aby chociaż próbować dostosować się do oczywistego faktu globalizacji.
Samo pojęcie suwerenności ,w ogromnym skrócie ( nie chcę się popisywać wiedzą historyczną), zaistniało w sensie prawnomiędzynarodowym w trakcie z 1648 roku zwanym ."Pokojem Westfalskim" po sukcesyjnej wojnie 30-letniej. Stwierdzono w nim ,że władca jest suwerenem co oznaczało, że posiada określone terytorium na którym ustanawia prawa i je egzekwuje, a wszelkie zmiany granic muszą być uzgodnione i uznane przez innych władców. Ludzi to nie dotyczyło, bo mogli oni swobodnie się przemieszczać, a suweren czyli władca sprawował pieczę nad każdym, kto przebywał na jego terytorium . Od czasów po I wojnie światowej stopniowo następował podział ludzi na obywateli ,czyli tych co mają prawa i nieobywateli pozbawionych tych praw ( nawet praw człowieka ). Również, jeszcze przed I wojną światową następowało usuwanie atrybutów suwerena przez jednego władcę na rzecz narodu. To naród formalnie i pozornie stawał się suwerenem. Ale przecież faktycznie tzw. suwerenem stawały się wybierane władze, które tylko uzurpują sobie prawa przynależne królom, carom czy cesarzom. I nie to byłoby problemem, ale trwające do dziś anachroniczne pojęcie suwerenności , mimo podstawowej zmiany znaczenia tego terminu w Karcie ONZ z 1945 roku. Tę ślepotę i głupotę wykorzystują organizmy, dla których działań suwerenność rozumiana na sposób średniowieczny - jest sprzymierzeńcem. Podam najprostszy przykład. Wiele krajów ma podatek VAT,ale "każdy wuj, ma swój strój " i za cholerę nie próbuje się nawet synchronizacji zasad podatku, zwalniania od niego i jego wysokości pomiędzy sobą co skutkuje powstaniem mafii wyłudzających VAT w ilościach coraz większych. Tzw. luka VATowska w każdym kraju stale rośnie i już przekracza wedle szacunków bilion Euro i żadne państwo nic z tym nie robi w imię tej złudnej suwerenności . W dziedzinie sportu mamy do czynienia z podobnym zjawiskiem. Poza MKOL , który tworzą Komitety Krajowe i one w statucie zagwarantowały nam, że Igrzyska każdy człowiek może obejrzeć w tzw. kanale otwartym ( czyli nie płatnym dodatkowo). Natomiast Związki Sportowe uważają za swój inters sprzedaż praw telewizyjnych każdemu , kto da więcej , gwarantując mu monopol na przekaz. I tu znowu mamy do czynienia z brakiem ustalonych reguł, bowiem w każdym państwie istnieją przepisy antymonopolowe oraz organy stojące na straży przeciwdziałania zjawisku monopolizacji. W przypadku organizmów ponadpaństwowych uznają się one za bezradne i nas zwyczajnie nie bronią. W praktyce oznacza to ,że nie możemy oglądać , bez dodatkowej opłaty dla monopolisty imprez sportowych z udziałem reprezentantów kraju , mimo, że za to płacimy abonament . Tym samym jesteśmy suwerenami tylko z nazwy i z pozoru , bo w istocie stajemy się pożałowania godnymi krowami, które każdy doi i dyma jak chce, kiedy chce i za ile chce.

Przed wczorajszym meczem nasz Czesław złotousty raczył nas barwnymi opowiastkami jakie to on ma problemy z systemem gry , który jemu się wali. Prawie się popłakałem. Ze śmiechu. Albo on taktykę nadal pojmuje anachronicznie jako ustawienie wyjściowe, albo kpi w biały dzień. Otóż system gry w dzisiejszym futbolu jest to narzędzie służące ujawnianiu na boisku wszystkich umiejętności i możliwości indywidualnych zawodników oraz drużyny jako całości. Michniewicz chyba zbyt mocno wierzy w zbawcze moce systemu z trójką obrońców. I mimo zmiany okoliczności w postaci braku Kapustki i Juranovicza nie chce go zmieniać. Czyżby lękał się ,że jak zmieni ustawienie to straci twarz ? Inteligentny człowiek nie rozumuje w ten sposób, nie przywiązuje zbytniej wagi do rzeczy , bo o nim świadczą jego dokonania, a nie pozory dobrych chęci. Nas umiarkowanie interesują jakieś tam ustawienia, bowiem rozliczamy trenera i zespół najpierw za wynik, a następnie za grę. System bowiem nie gra czyli ani nie wygrywa ,ani nie przegrywa. Kiedy drużyna wygrywa to chwalimy ,a kiedy przegrywa z byle kim, to ganimy i krytykujemy. Bo to jest podstawowe kryterium naszych ocen . Za wczoraj chwalimy i to mocno.

Rozumiem sportową postawę, ba, nie akceptuję zwijania się na trawie po lekkim dotknięciu przez rywala . Lecz nie pojmuję jak może zawodnik ewidentnie faulowany nie zwracać uwagi swoim zachowaniem na przewrócenie go kopnięciem przez rywala w polu karnym. Mladenovicz, bo o nim mowa, zachował się w 10 minucie sposób nieodpowiedzialny i dla drużyny szkodliwy. . Rosjanie rzetelnie w powtórce pokazali ewidentny faul na nim w polu karnym , a on mało Ruskiego nie przeprosił, ba, mało mu nie podziękował, że mu nogi nie złamał. Lać takiego i patrzeć czy równo puchnie Smile.

Mecz drużyn składających z zawodników o dość wysokich umiejętnościach , które grają identycznie są jak partia szachów rozgrywana przez prowincjonalnych mistrzów. Identyczność ma swe źródła nie tyle w takim samym systemie , lecz przede wszystkim w takiej samej organizacji gry w ramach analogicznych założeń. Zawodnicy poruszają się w tych samych strefach i realizują takie same zadania. Jak w wierszyku "Złapał Kozak Tatarzyna, Tatarzyn za łeb trzyma". Jest to futbol reaktywny. Tylko i wyłącznie. Tak samo było w naszym meczu ze Śląskiem. Różnica taka, że to my wczoraj robiliśmy za Śląsk .

Legia we wczorajszym meczu zaprezentowałasię jako zespół wyrównany i nadspodziewanie dobrze zgrany. Trudno więc z powodu tej obserwacji, ale i wielce korzystnego wyniku kogoś wyróżnić lub kogoś zganić. Plusem dodatnim stał się dla mnie Bartek Slisz, wobec którego sprawdza się wreszcie prawo dialektyki, że ilość przechodzi w jakość. Natomiast plusem ujemnym była postawa Luquinhasa, który grał dla siebie czyli w istocie dla rywala ( parafraza znanego powiedzenia Helenio Herrery).No i trzeba koniecznie pochwalić trenera Michniewicza , który trafionymi i danymi zmianami pomógł drużynie zasłużenie wygrać. Podkreślam słowo ZASŁUZENIE.
3czwartek, 16, września 2021 14:01
aylarad1916
Widocznie Mladenović wie, że gra się do gwizdka.
4czwartek, 16, września 2021 20:26
Walles
Szczerze to takiego wyniku się nie spodziewałem. Very Happy Pograli chłopaki, powalczyli a finalna akcja palce lizać, można to oglądać w kółko i jeszcze raz i ponownie, jak akcje Bale`a którą pokazywały wszystkie tv świata. I w końcu Slisz oprócz złych przyjęć miał kilka świetnych zagrań, parę razy pociągnął grę do przodu no i malinka do Luqiego (ach ten Luqi).
Z tych złych spostrzeże to teraz pałeczkę po szwagrach przejmuje Mladen, powoli tracę do niego cierpliwość ale po tym meczu .... a niech ma wybaczone Smile
No i "najważniejsze" kolejny komentarz przejdzie do historii. Po "I wsio" teraz jeszcze "oj ojoj ojjoj' Very Happy
Brawo drużyna, brawo Czesiu

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1