A+ A A-

Legia - Zagłębie Lubin 4-0: Odkręcanie?

Efektownie wypadł powrót Aleksandara Vukovicia na stanowisko trenera Legii. W zaległym meczu trzeciej kolejki Ekstraklasy nasza drużyna wysoko pokonała Zagłębie Lubin. Dwie bramki przed przerwą zdobył Lopes, kolejne po przerwie dorzucili Pekhart i Hołownia.

 

Trener Vuković zdecydował się na następującą jedenastkę: Boruc – Nawrocki, Wieteska, Hołownia – Johansson, Slisz, Josué, Ciepiela, Ribeiro – Lopes, Pekhart. Goście rozpoczęli w składzie: Hładun – Kruk, Šimić, Pantić – Chodyna, Żubrowski, Łakomy, Poręba, Ratajczyk – Živec, Szysz.

Mecz rozpoczął się w przygnębiającej atmosferze, przy nielicznie zgromadzonej publiczności. W pierwszej fazie spotkania groźniejsze były ataki gości, którzy usiłowali niepokoić Boruca uderzeniami z dystansu. W 14. minucie żółtą kartką upomniany został Ciepiela. W 21. minucie celny strzał na bramkę gości oddał Slisz, ale Hładun nie miał problemów z obroną tego uderzenia. W 23. po ładnej akcji Legii znów szczęścia próbował Slisz. Skończyło się rzutem rożnym. W 26. minucie Legia objęła prowadzenie. Slisz posłał piłkę za plecy obrońców gości, a Lopes ekwilibrystycznym uderzeniem umieścił piłkę w bramce. Zagłębie mogło wyrównać w 30. minucie. Po dużym zamieszaniu pod bramką Legii strzał oddał Chodyna. Na szczęście to uderzenie zostało zablokowane. Za chwilę żółtą kartkę ujrzał Pekhart. Czech nie będzie mógł zagrać w kolejnym ligowym meczu. W 32. minucie Boruc świetnie obronił płaski strzał Szysza. W 37. minucie swój rajd strzałem z lewej nogi zakończył Johansson. Hładun złapał piłkę. W 39. minucie było 2:0. Ribeiro dośrodkował z lewej strony boiska, Lopes uprzedził obrońców Zagłębia i ładnym strzałem głową podwyższył prowadzenie Legii.

Do przerwy Legia prowadziła 2:0. Takiej sytuacji nie było od dawna.

W pierwszej akcji ofensywnej Zagłębia po przerwie Živec starł się z Wieteską. Sędziowie sprawdzali tę sytuację w systemie VAR i rozstrzygnięcie było po naszej myśli. Legia odpowiedziała skutecznym natarciem. Po rzucie rożnym piłka wróciła pod nogi Josué, Portugalczyk dośrodkował, a Pekhart z bliska wbił piłkę do bramki. W 52. minucie Martins zmienił Ciepielę. Tuż po tej zmianie było już 4:0. Josué wrzucił piłkę z wolnego na głowę Hołowni, który z kilku metrów nie dał szans Hładunowi. W 57. minucie Kastrati i Włodarczyk zmienili Johanssona i Lopesa. Minutę później powinno być 4:1, ale ani Szysz, ani Živec nie zdołali pokonać Boruca. W tej akcji piłka kilka razy odbijała się od słupka bramki naszej drużyny. W 71. Muçi i Çelhaka zastąpili Pekharta i Josué. W 83. minucie efektowną akcję przeprowadził Muçi, oddał strzał, ale Hładun był na posterunku.

To był całkowicie inny mecz od tych, które oglądaliśmy w ostatnim czasie. Legioniści przypomnieli sobie jak strzelać bramki i jak ich nie tracić. Oczywiście to tylko jeden mecz, i to ze słabo dysponowanym rywalem, ale wszyscy potrzebowaliśmy odrobiny optymizmu. Trudniejszy test czeka trenera Vukovicia w niedzielę – do Warszawy przyjedzie Radomiak.

Dyskusja (15)
1czwartek, 16, grudnia 2021 05:24
Senator
Niestety meczu nie oglądałem po 15h pracy o 19 tej spałem jak dzieciak .
Ciekawi mnie strona mentalna .
CO to Iocosusie w obecnej sytuacji dalej uważasz że bardziej potrzebny był trener czy jednak dotarcie do głów ? Oczywiście jedna Jaskółka wiosny nie czyni, ale w naszej sytuacji należy cieszyć się z każdego punktu .
Sir Gawin napisał przypomnieli sobie jak nie tracić bramek z jednej strony . Z drugiej opisał kilka sytuacji w których Zagłębie powinno strzelić, to jak ?rzeczywiście grą obronną wyglądała zdecydowanie lepiej ?
2czwartek, 16, grudnia 2021 08:40
CTP
"rzeczywiście grą obronną wyglądała zdecydowanie lepiej ?"
Nie. I sam Vuko o tym mówił po meczu. Praktycznie wszystkie sytuacje, jakie miało Zagłębie były efektem błędów w wyprowadzeniu piłki przez naszych piłkarzy. I to najczęściej błędów niewymuszonych. Ot, po prostu robiliśmy prezenty naszym przeciwnikom.
Co do samego meczu, to chyba nie ma jeszcze powodów do hurra optymizmu. Zagłębie zdecydowanie nam leży - w marcu wygraliśmy z nimi z takim samym wynikiem. Poza tym, ich obrońcy, to bardziej tacy "hobby players". Przy wszystkich wrzutkach w pole karne bardzo się starali, by nie utrudniać naszym piłkarzom pracy i ten wynik mógłby być bardziej okazały. Natomiast, w odróżnieniu od poprzednich meczów, gdzie trudno było znaleźć jakieś pozytywy, to w tym trudno wskazać piłkarza, który zagrał zdecydowanie źle. Najsłabiej chyba Hołownia, który był dość niepewny w defensywie, Ciepiela, mimo, że był bardzo aktywny, to też miał sporo strat wynikających z dość słabych umiejętności. Cały czas jest problem z fizycznością naszych grajków - często brakowało tego "depnięcia" i przegrywaliśmy większość startów do piłki.
Niedzielny mecz z Radomiakiem chyba więcej nam pokaże jaka jest prawda o tej drużynie.
3czwartek, 16, grudnia 2021 09:28
gawin76
Mimo wszystko strat było mniej niż np. w Płocku, ale to chyba dlatego, że drużyna była bardziej kompaktowa, lepiej grał środek pola, były opcje do podania i asekuracja. Podobały mi się oba wahadła, Ribeiro, ale też o dziwo Johansson.

Oczywiście 'zdecydowanie lepsza gra obronna' to za dużo powiedziane, zero z tyłu raczej szczęśliwe (Boruc + pech Živeca), jednak wydaje mi się, że głowy pracowały nieco lepiej, mniej było strachu. Zobaczymy jak to z Radomiakiem wyjdzie.
4czwartek, 16, grudnia 2021 09:38
CTP
Ja bym powiedział inaczej: po tych stratach nie było takiej rezygnacji jak w poprzednich meczach, tylko walka całego zespołu o zneutralizowanie kontrataków, czy odzyskanie piłki.
5czwartek, 16, grudnia 2021 10:39
Senator
Dziękuję Panowie, reasumując trochę szczęścia które bez dwóch zdań odwróciło się wcześniej od nas no i jednak zaangażowanie , walka brak empatii.
6czwartek, 16, grudnia 2021 11:28
Zbyszek
Jedna jaskółka wiosny nie czyni ,ale lepsza jedna, niż żadna.
Tym razem wykorzystam okazję, aby porozmawiać o pryncypiach.
A będzie o budowaniu zespołu i wiedza o finansach Legii. O samym meczu mniej, bo wynik sam się broni.

O tym, że w Legii musi wrócić powtarzalność, konsolidacja i stabilizacja.
Witam powrót Vukovicza na ławę trenerską Legii z zadowoleniem i z nadziejami. Nie napiszę jednak ,że jego zwolnienie 15 miesięcy temu było błędne, bo bym robił za śmiesznego głupka jak niejaki Kucharski . Każdy musi ponosić odpowiedzialność za swe czyny. Ponad rok temu Legia odpadła z eliminacji do LM przegrywając u siebie z emerytami z Cypru , gdyż trener i jego niekompetentny sztab nie potrafili zespołu optymalnie przygotować do spotkań. Gdyby Legia w tym roku miała takich samych rywali jak rok temu, to by spokojnie grała w LM. Oczywiście można rzec ,iż on się sam w Legii nie zatrudnił. Tylko, że to jest pół prawdy, bo przy zatrudnieniu ten który decyduje jednak wierzy, że ten, który się podejmuje pracy ,wie co robi , bo ma ku temu, aby podołać i nie zawieść zaufania niezbędne kompetencje. I jest słusznie zawiedziony ,że ten któremu zaufał był bufonem ,a nie fachmanem. To tak jak byśmy powierzyli położenie glazury facetowi, który twierdzi z przekonaniem, że zrobi to dobrze, o czym nas zapewnił. A on był pomocnikiem glazurnika czyli mieszał klej i podawał glazurę. Gdyby nam spieprzył robotę, to nie tylko byśmy go pogonili ,ale jeszcze zażądali odszkodowania.
Czym innym jest natomiast fakt, że następca Vukovicza się nie sprawdził. Decyzja o zwolnieniu Vuko , aczkolwiek broni się, to była podjęta pod wpływem impulsu, a powierzenie funkcji trenera Michniewiczowi było obarczone kolosalnym ryzykiem, bowiem ma on formalne duże papiery na klasowego trenera, ale w 11 klubach w których pracował zaczynał od dużego diapazona, a potem było tylko gorzej i po zwolnieniu nikt za nim łzy nie uronił. Identycznie było w Legii w której doprowadził do dezintegracji drużyny , którą kontynuował trener Gołębiewski.
Trener Vukovicz być może ma niedostatki warsztatowe, ale ma też zdrowy rozsądek i wie, że jak rzeka wystąpiła z koryta to trzeba ją tam zapędzić z powrotem. Aby bowiem rozwijać, poszerzać, doskonalić to musi istnieć podstawa, baza, fundament. Bez nich to jest budowanie na lotnych piaskach i dom musi się rozsypać.
A w piłce nożnej taka baza to powtarzalne ustawienie, organizacja gry , zadania dla zawodników spełniające kryteria celowości oraz wybór odpowiednich wykonawców. Przy czym wszystkie te elementy muszą wystąpić wspólnie ,a nie każdy oddzielnie. Nie można ustalać systemu gry , bez zawodników , którzy są w stanie założenia wykonać.
Nie zdradzę tajemnicy jak powiem, że wtorkowy "trening" trwał ponad 3 godziny i miał charakter zabawowy , bo Vukovicz rozmawiał po kilka , kilkanaście minut z każdym zawodnikiem , a tematy były dwa , a mianowicie: czy każdy z nich jest w stanie ,w środę dać z siebie wszystko czyli zagrać na maksa oraz jaką rolę widzi dla siebie na boisku. Tym samym skład nie narodził się w "głowie" trenera, ale we współdziałaniu z zawodnikami. Są trenerzy , którzy ustalają skład na podstawie pisemnych rekomendacji piłkarzy z kim im się dobrze gra. Vukovicz ostateczne decyzje zastrzegł dla siebie.
Odnośnie systemu to ponieważ Legia nie ma skrzydłowych, poza Kastratim , nieprzygotowanym fizycznie do gry dwa razy w tygodniu po 90 ' - to właściwie ustawienia z 4 obrońcami i skrzydłowymi ,a więc np. 4-3-3. 4-2-3-1 , 4-1-4-1 nie wchodzą w grę i pozostają te z trójką obrońców i dwoma tzw. wahadłowymi. Jednocześnie Vukovicz jest niejako we współczesnym trendzie grania 4 formacjami ,a nie trzema i ustawił zespół 1-3-1 ( Josue) - 4-2. Nie chwaląc się, ale na tej stronie pisałem, że taką rolę widzę dla Portugalczyka. Ma on za dobry przegląd pola i zbyt obfite zdolności konstrukcyjne ,aby go ograniczać tylko do bezpośredniej gry w ataku. Wczoraj to on wyprowadzał piłkę spod naszej bramki, to on wprowadzał ją do gry , to on w środkowej linii określał kierunki natarcia ,a w strefie ataku wybierał najkorzystniejsze rozwiązania. Oprócz walorów stricte ofensywnych to swoją grą odciążał obronę ,a ponieważ nie "gubił" piłek to rywale nie mieli okazji do zabójczych kontr. Kiedy mecz był rozstrzygnięty zastąpił go Martins i z ról wprowadzania piłki do gry i inicjowania akcji ofensywnych wywiązywał się poprawnie, ale słabo radził sobie w bezpośredniej konstrukcji akcji i gra naszego zespołu siadła . Zauważyć można radykalną zmianę w formule atakowania, a mianowicie Vukovicz przywrócił napastnikom ich role czyli zagrażanie rywalom w polu karnym poprzez bytność w nim. Owszem napastnicy brali udział w grze defensywnej ,ale kiedy tylko piłka przekraczała pole boiska to natychmiast wchodzili w strefę obrony rywali, a do tego w pole karne miał obwiązek wbiegać ten "wahadłowy", który był po przeciwnej stronie linii ataku. Tym samym w ich polu karnym nie był jeden nasz zawodnik , łatwy do pokrycia, ale co najmniej trzech.
Niby proste, niby łatwe, ale dla co poniektórych było za bardzo zagmatwane i za trudne.

O tym, ze sytuacja finansowa Legi jest wielce skomplikowana i trudna do jednoznacznego zdefiniowania.
Sytuację finansową Legii opiszę poniżej zastrzegając, że nie jest ona w 100% ustalona ,a to z tego powodu, że są różne okresy liczenia : rok obrachunkowy, rok kalendarzowy, rok podatkowy. Inne okresy i inne dane są przekazywane do PZPN i w innym ujęciu do Urzędu Skarbowego. Do tego wiele rozrachunków wylicza się metodą kalendarzową, a inne memoriałową. Niemniej z tego co opiszę poniżej, w wielkim skrócie , rysuje się jasny, a raczej bardziej zbliżony do ciemnego obraz finansów klubu. Nadmienię, że ostatnie sprawozdanie Legia złożyła w terminie do 31.03.2021 za okres od 01.07.2019 do 30,06.2020 , a następne złoży do 31.03.2022 roku. Czyli jeżeli ktoś popisuje się wiedzą na temat aktualnej sytuacji to konfabuluje . Ja dokonałem uaktualnienia na podstawie danych z wiarygodnych agencji ratingowych , oraz powszechnie znanej wiedzy o wypłatach z UEFA , z praw telewizyjnych oraz publicznych wypowiedzi właściciela.
W omawianym okresie czyli do 30.06.2020 roku Legia miała skumulowaną stratę z lat ubiegłych w kwocie 225 mln zł ( nie mylić z zadłużeniem ) oraz zysk ogółem 7.8 mln zł ( nie mylić z zyskiem z działalności operacyjnej) .Kapitał własny wyniósł 30 mln zł.
Aktywa Legii wyniosły 190,5 mln zł , co stanowiło zysk rok do roku 39 mln zł. Na tę wielkość składają się : aktywa trwałe -132 mln,( wzrosły o 18 mln) . Na nie składają się : wartości niematerialne i prawa - 22 mln, prawa do kart graczy - 19 mln, praw do znaku 1,3 mln , inne wartości 2 mln, rzeczowe 13,5 mln, w tym inwestycje w środki trwałe 10 mln , należności 0,6 mln. Długoterminowe aktywa finansowe to 94 mln , zapasy 3, 6 mln , należności krótkoterminowe 44 mln oraz inwestycje krótkoterminowe 8,7 mln .
Po stronie pasywów widnieje dokładnie taka sam kwota czyli 190,5 mln zł czyli budżet się zbilansował. Na pasywa składają się takie kwoty jak: kapitał własny -30 mln, w tym kapitał zapasowy 18 mln, zobowiązania i rezerwy na nie 160 mln z tego długoterminowe 70.6 mln ( wzrost o 9 mln), , w tym kredyty i i pożyczki 55 mln , zobowiązania krótkoterminowe 41 mln ( zostały w 2021 roku powiększone o ok. 20 mln zł), z tego wymagalne 21,2 mln zł ( zostały w 2021 roku aneksowane) .
Na kolejne lata bilansowe : 2020/2021 mamy informacje pozytywne, bowiem dochody operacyjne ( bez transferów) wzrosły ze 109 do 119 mln, a na rok 2021/2022 dochód ten wzrośnie o wpływy z UEFA 33 mln zł ,co zostanie powiększone o wpływy pochodne ( dni meczowe, reklamy itp) o ok.9-10 mln.
Niestety , gdyby Legia , co niej Bóg, by spadła to nie otrzymałby spodziewanych wpływów z praw telewizyjnych w kwocie ok.38 mln zł, a samo niezdobycie Tytułu byłoby stratą w stosunku do lat 2020 i 2021 w kwocie ok, 16 mln zł, nie mówiąc o tym ,ze tzw. dotacje z funduszy luxemburskiego stałyby się wymagalne.
Trzeba jednocześnie stwierdzić, że poza wyskokowym rokiem 2016/2017 przychody Legii z działalności podstawowej ( bez trnasferów) ustabilizowały się na poziomie nieco powyżej 100 mln zł. Jest to nadal sporo więcej niż u rywali, lecz dystans do nich stale maleje, jednocześnie rosnąc do europejskich średniaków. Cieszy, że po mocno spadkowym roku 2019 w następnych dochód rośnie o ok.10% rocznie .
W Legii zmienia się struktura przychodów. Rosną wpływy z praw telewizyjnych z 21% do 32%, i z reklam z 21 do 27%, za to spadają ze sprzedaży biletów i karnetów z 20 do 14% oraz wynajmu lóż i pomieszczeń biznesowych z 17 do 14%.Co w okresie pandemii raczej nie dziwi.
We wskazanym okresie Legia zanotowała najwyższe w historii wpływy z transferów w kwocie 51 mln zł ( wcześniejszy rekord to 33 mln w sezonie 2016/17).
Dokładniejsza analiza pozycji budżetu pokazuje, że Legia od lat jest w sytuacji nadwyżki kosztów nad przychodami i tym samym jednym z filarów bezpieczeństwa finansowego klubu staje się permanentne posiadanie w kadrze kilku graczy "na sprzedaż" ,aby zachować płynność finansową. Jeżeli więc ktoś uważa ,że zakupy piłkarzy do Legii przez Kucharskiego są bezmyślne, tkwi w błędzie. One z punktu widzenia np. Michniewicza nie dodawały wartości piłkarskiej drużynie na już, bo młodzi zawodnicy uważani byli za rodzaj kapitału zapasowego , gdyż stosunkowo łatwiej sprzedaje się młodych, utalentowanych i rozwojowych . W Legii decydenci starają się balansować pomiędzy posiadaniem klasowych graczy, a przyszłościową młodzieżą, lecz w bieżącym sezonie ta równowaga została zachwiana i niestety nie ma ani promocji ,ani wyników w lidze.
Odnośnie samych wydatków to Legia notuje systematyczny ich spadek ze 174 w 2017 do 144 mln w 2018 , 131 mln w 2019, 115 mln w 2020 i 109 mln w 2021. W podobnym stosunku do wydatków ogółem obniżały się także wydatki na wynagrodzenie, aby od 2020 roku ustabilizować się na poziomie ok.54 mln zł .
Jednym z efektów podjętych działań jest stałe zmniejszanie deficytu z działalności bieżącej z 34 mln w 2018 roku, 38 mln w 2019 roku, do 13 mln w 2020 i 0 w roku 2021. W ciągu ostatnich 10 lat Legia miała dodatni bilans na rachunku bieżącym tylko w sezonie 2016/ 17 i to aż 59 mln zł.
Niestety zadłużenie klubu z tytułu pożyczek, kredytów i obligacji corocznie wzrasta z 19 mln w 2017 roku , do 38 mln w 2018, 64 mln w 2019 , 78,5 mln w 2020 oraz szacunkowo do ok. 100 mln w roku bieżącym . W tej wielkości udział właściciela także rośnie, od 10 mln , poprzez 20 mln, 41 mln , do ok.62 mln zł. Przy czym Mioduski terminy spłaty wobec siebie stale aneksuje.
Do tego Legia w pozycji "pozostałe przychody operacyjne" wykazuje dotację z funduszu luxemburskiego ( jest to niestandaryzowany fundusz inwestycyjny z siedzibą w Luxemburgu) . Dotacja ta to w istocie dług zabezpieczony wpływami z praw telewizyjnych. Legia pozyskała z tego funduszu w 2018 roku 6 mln Euro,w 2019 -5 mln Euro, w 2020 - 5 mln Euro i w 2021 -5 mln Euro. Do tej pory tylko raz nie uzyskała minimalnej sumy z praw telewizyjnych i musiała zwrócić 780 tys. Euro. Nawet nie chcę myśleć o katastrofie jaka by nastąpiła, gdyby , nie daj Boże , Legia spadła. Bowiem do natychmiastowej spłaty zostało by ok.88 mln zł.
Wydatki Legii na obiekt w Książenicach wbrew opiniom nie stanowią dużego obciążenia budżetu, bo łącza kwota na inwestycję to 72,6 mln zł , z czego Legia dostała z MS bezzwrotną dotację 15 mln zł, w ubiegłym roku jednorazowo spłaciła odsetki na preferencyjnych warunkach do Banku Gospodarstwa Krajowego w kwocie 10,4 mln zł i do spłaty zostało 47,2 mln zł w ciągu 16 lat.
Podsumowując trzeba stwierdzić, że bilans aktywów i pasywów pokrywa się . Wzrasta systematycznie od 2018 roku suma przychodów z działalności bieżącej, zmniejsza się deficyt , spadają wydatki. Dług Legii wynoszący obecnie ok.188 mln zł nie zawiera spłat wymagalnych do maja 2023 roku ( wykup obligacji typu C na kwotę 16,6 ml zł) . Niestety zadłużenie stale wzrasta i niestety urosło w ciągu 6 lat z kwoty 7 mln do 188 mln, a przychody w tym okresie tylko o 19 mln zł .Po raz pierwszy w 2020 roku zadłużenie było wyższe od przychodów i to o 69 mln zł. W tym roku pewno spadnie ,ale jego wielkość zależy od pozycji w ligowej tabeli .
Do maja 2023 roku Legia ma względny spokój na odcinku zadłużenia, ,ale po tej dacie terminy zaczną gonić. Nie ulega najmniejszej wątpliwości ,że nie uzdrowi się finansów bez znaczących osiągnięć sportowych. I to nad nimi kierownictwo klubu musi się wreszcie zacząć koncentrować.

O tym, że właściciel klubu bardzo dobrze zabezpieczył swe interesy w Legii .
Zacznę od tego, że w kierownictwie Legii pracują wybitni fachowcy z dziedziny, ogólnie mówiąc, finansów. Gdyby Legia miała podobnej kasy fachowca od sportu to byłaby klubem na poziomie światowym.
Właściciel klubu przejmując go w 2017 roku zrobił to , bowiem określony przez znane agencje ratingowe potencjał biznesowy Legii jest ogromny i sięga w polskich warunkach kwoty przychodu ,nawet do 250 mln Euro rocznie. Nadto chciał realizować swoje pomysły biznesowe . Nie należy mu się dziwić, że się starannie zabezpieczył przed tzw. wrogim przejęciem czyli takim w którym Firmę przejmuje inny podmiot bez zgody właściciela. Podam trywialny ,ale bardzo głośny sprzed laty przykład,. Prezes Olimpii zaciągnął w jednym z Banków kredyt krótkoterminowy na kwotę 150 tys. zł zabezpieczając spłatę kartą zawodniczą Szymkowiaka. Kiedy termin spłaty minął w Banku pojawił się właściciel Widzewa, który wykupił kartę i za grosze miał zawodnika wartego co najmniej 40 razy więcej. Prezes Mioduski jak bierze kredyty to zabezpiecza je nie akcjami Legii ,ale jej obligacjami. Bardzo dobrym zabezpieczeniem na przyszłość jest LTC nie jako Akademia, bo z jej efektywnością na dwoje babka wróżyła, ale z jej częścią biznesową. Już dziś wedle ostrożnych szacunków wartość rynkowa obiektu jest kilka razy wyższa, niż jego wartość księgowa.
Do tego Mioduski, jako właściciel zadłuża Spółkę wobec siebie tak jak to robili np. Cupiał wobec Wisły, Wojciechowski wobec Polonii czy ITI w stosunku do Legii .
Z nieoficjalnych informacji wiemy, że Mioduski z niebywale kompetentną ekipą planują aneksację składników zadłużenia oraz jego restrukturyzację i komasację. Sam prezes rozważa podwyższenie kapitału założycielskiego Spółki i konwersję swego długu wobec Legii w akcje.
Takie działania wymagają ciszy. Tak więc ostatnie miejsce w tabeli ( już na szczęście nie ), nagonka medialna , bezradność Zarządu, konflikt z częścią kibiców oraz gigantyczna strata wizerunkowa związana z bandyckim napadem na piłkarzy - zamiarom właściciela nie sprzyjają.
Powtórzę raz jeszcze co wyżej napisałem , a mianowicie, że super fachowe gospodarowanie finansami i perfekcyjnie prowadzona księgowość nie mogą być celem istnienia klubu piłkarskiego . Źródłem sukcesu, także finansowego, musi być wynik sportowy. Bez wyniku żadne zamierzenia ,nawet najbardziej zbożne, w sporcie nie zostaną spełnione.

Miałem jeszcze w głowie kilka punktów, ale już mi się nie chce rozpisywać.

Na zakończenie nawiąże tylko do tego o czym wspomniałem na początku ,a mianowicie Vukovicz zerwał z tym bezmyślnym ganianiem przez zawodników Legii za własnym cieniem. W pierwszej połowie, która była przesadzająca dla przebiegu spotkania i wyniku nasz zespół miał mniejszy % posiadania piłki oraz niższą ilość podań ,ale za to miał dużo wyższą celność podań ( 87 % - brawo) oraz zawodnicy przebiegli o ponad 2 kilometry więcej od przeciwnika Ten procent celności został utrzymany przez cały mecz. A to oznacza, że wreszcie nasi zawodnicy szanują piłkę, a przez celność podań szanują wysiłek kolegów.
Zaczynam widzieć światełko w tunelu .
7czwartek, 16, grudnia 2021 12:01
dalkub
czytam te nieco przydługie esej kolegi Zbigniewa i zawsze znajduję w nich perełki, które mnie rozbawiają. Są one nawet dużo ciekawsze i barwniejsze niż mecz jaki z reguły oglądamy, czasami nawet mam wrażenie że oglądamy coś innego. Zbigniew też kreuje się jako mega znawca taktyki, co ciekawe kilka razy rozmawiałem z niezłymi byłymi piłkarzami na ten temat i tak daleko idących wniosków na jej temat nikt nigdy nie wyciągnął, łącznie z trenerami na top polskim poziomie

Po pierwsze kolega Zbigniew opowiada nam o "współczesnym trendzie grania 4 formacjami" - zadam pytanie skąd ta wiedza pochodzi o tych współczesnych trendach i ilościach formacji, jestem ciekaw źródeł, a może to tzw. obserwacje własne
Po drugie ubawiło mnie umieszczenie drepczącego Portugalczyka na pozycji 6 czy tez w nomenklaturze angielskiej tzw. anchor mana - to że rzeczony kilkakrotnie schodził po piłkę pod linię obrony nie powoduje że pełnił taką rolę na boisku

i na koniec już tylko hasłowo - uwielbiam tych wszystkich co teraz wylewają pomyje na Michniewicza i to co zrobił w Legii albo co zepsuł i co i jak zostawił. Tylko przyklasnąć wiedzy i obserwacji.
8czwartek, 16, grudnia 2021 12:18
Zbyszek
@dalkub.
Zmień towarzystwo i zacznij słuchać mądrzejszych ,a nie głupszych. I przestań błaznować z tymi numerkami. To nie numery grają, ale zawodnicy i to trenerzy wyznaczają zawodnikom zadania na bosku ,a nie jakieś numery. Gdybyś przeczytał chociaż popularną książkę Wilsona "Odwrócona piramida" to byś wiedział co nieco o taktyce i byś wiedział, że numery wyznaczały pozycje na boisku i i zadania w okresie tzw. klasycznym ,a więc jakieś sto lat temu i wcześniej. Do innych książek nie namawiam ,bo wiem, że wiedza tzw. książkowa jest Ci obca.
9czwartek, 16, grudnia 2021 16:11
dalkub
Zbyszku

widzisz gdybyś miał jakąkolwiek wiedzę w tym temacie to wiedziałbyś że numerami pozycji operuje się na każdym kursie trenerskim sygnowanym przez UEFA nie tylko w Polsce ale i całej Europie. Robi się tak dla wygody i zrozumienia oczekiwań od zawodników na określonych pozycjach już od wieku żaka czy skrzata
Jesteś taktycznym bajarzem i wymyślaczem, widzisz rzeczy o jakich nikt nie słyszał, stąd moje pytania do ciebie, bo mnie ciekawi ich źródło, jako akurat praktyka tego zawodu, czyli trenerki, posiadającego licencję i prowadzącego zajęcia. Mam wrażenie że masz jakąś nieokreśloną potrzebę uchodzenia za wszystkowiedzącego zarówno o Legii jak i o piłce nożnej jako takiej, a stajesz się niestety coraz bardziej żałosny - mówię to z przykrością, bo z pewnością dużej wiedzy i erudycji ci nie brakuje.
10czwartek, 16, grudnia 2021 22:53
iocosus
Senator: "Co to Iocosusie w obecnej sytuacji dalej uważasz że bardziej potrzebny był trener czy jednak dotarcie do głów?" niniejszym teraźniejszym pytaniem zostałem zmuszony do "powrotu do przeszłości", oto moja odpowiedź z poniedziałku 25 października: "skala trudności jest ogromna, przy tym w tych dwóch miesiącach "wyjścia awaryjnego" nie tyle będą istotne wiedza taktyczna lub warsztat trenerski Gołebiowskiego ale jego umiejętności interpersonalne." 
Ot, wszystko ode mnie w temacie. No może jeszcze jeden cytat tym razem z 8 listopada gdy było już wiadome że "impuls nowej miotły" nie zadziałał: "nie wydaje mi się żeby "trener juniorów" Gołębiewski był na przykład gorszym profesjonalistą niż "trener kobiet" Klafurić, który też był szkoleniowcem z gatunku "nołnejm na przeczekanie", a który przecież zdobył z Legią w 2018 roku dublet. Odpowiedź na pytanie dlaczego wówczas impuls zmiany zatrybił a teraz spalił na panewce jest według mnie drogą do szukania przyczyn obecnego kryzysu drużyny." 
Rolą trenera oprócz doboru taktyki, wyborów personalnych, doprowadzenia i utrzymania zawodników w optymalnej dyspozycji fizycznej jest jeszcze taka drobna mała rzecz jak wywołanie w podległej sobie grupie tego mitycznego duszka, tego czasem lekceważonego "team spiritu". 
Moim zdaniem tego nie mieliśmy jesienią ani za Michniewicza, ani za Gołebiowskiego i tak jak ten pierwszy doświadczony stary wyjadacz, który w prowadzonych przez siebie zespołach z reguły przykładał dużą wagę do atmosfery w drużynie, nie lekceważył tego, tym razem w tym aspekcie poległ, ostatecznie bezskutecznie chwycił się brzytwy zostawiając czterech piłkarzy poza kadrą przed meczem z Piastem, tak i w tym względzie nie poradził sobie w nowym rozdaniu żółtodziób Gołębiewski.
Obaj zawiedli, czy tak jak chce Mioduski ten pierwszy na 90%, to moim zdaniem duża przesada, ponieważ to trochę tak jak stworzyć zgraną grupę z pasażerów tramwaju ciągle wysiadających i wsiadających, zmieniających się na każdym przystanku. 

Senatorze "z dotarciem do głów" Michniewicz sobie nie poradził, ewidentnie, Gołębiewski również, ciekawa jest sprawa z Vuko. Faworytem był Ojrzyński, dla mnie okazało się wówczas że z Papszunem Mioduski wcale nie jest tak do końca dogadany. Gdyby tak było to po Gołębiewskim na dwa mecze zespół by objął albo Astiz, albo nawet Jacek Zieliński, obaj pracownicy klubu pod ręką z papierami. Ojrzyński w rozważaniach jeszcze w niedzielę był przed nimi, zatem znak że rozpatrywano trenera-strażaka na wiosnę. Sądzę że pan Leszek by został trenerem Legii gdyby nie wydarzenia w autokarze. Sytuacja z krytycznej stała się katastrofalna, drużyna mentalnie rozbita, została jeszcze dosłownie niemal "skopana". Zaufanie do klubu, miejsca pracy, zapewniającego stabilne i bezpieczne warunki wykonywania zawodu poleciało w przepaść, kibice z wiwatujących i noszących na rękach zamienili się w komando gotowe do publicznego linczu. Przestał być potrzebny strażak z silną ręką, tej już było aż nadto, zdecydowano się na faceta za którym niedawno po zwolnieniu ujęła się drużyna. Z niej niewielu pozostało, ale kto ma dotrzeć do piłkarzy, zyskać ich zaufanie, jak nie trener, były piłkarz którego ten klub również przeciągnął pod kilem, a ten mimo wszystko uznał że warto dla tego klubu pracować. 
Na dziś to Vuko tej drużyny nie zmienił, z Zagłębiem gra była nerwowa jak trzęsąca się galareta, na szczęście był wynik dla psychiki lepszy niż kompania motywatorów, dywizja psychologów. Z Radomiakiem gra będzie o potwierdzenie że ta środowa wygrana to nie przypadek, ale jeśli mam być szczery, to jedna nawet przypadkowa akcja, lub strzał życia mogą ponownie nas zepchnąć do roli rozdygotanej, niepewnej siebie, zahukanej pensjonariuszki jedynie marzącej o balach na salonach.
Vuko na dziś, to według mnie najlepszy z możliwych wyborów, natomiast ciekawe jak to będzie gdy z raf i mielizn wypłynie ponownie na pełne morze? Trzeba będzie wtedy nawigować podług gwiazd a nie manewrować między skałami.
W każdym razie życzę mu żeby pod koniec maja Legia w tabeli była przed Rakowem Częstochowa, to byłby numer, na dziś strata wynosi 17 pkt ale nie takie cuda nasza kopana widziała. Zacznijmy jednak od punktowania z Radomiakiem bo z Vuko czy bez, cały czas możemy osiąść na mieliźnie, łajba przecieka, ster połamany, żagle porwane. 
11piątek, 17, grudnia 2021 10:24
Zbyszek
@dalkub.
Przepraszam, że z pewnym opóźnieniem ,ale mój tekst wywołał w aspekcie finansów klubu duże zainteresowanie i do późnego wieczora, a to telefon, a to e-mail,a to messenger,a to wpadnę pogadać.
A co do Twojego kolejnego postu to odkryłeś miękkie podbrzusze i można Cię było zlać jak kota ,ośmieszyć , wykpić, ale po starej znajomości odpuszczam winy i potraktuję rzecz poważnie.
Otóż ja mam w sobie ogromną dociekliwość i głód wiedzy. Grałem w piłkę i nawet z drużyną RKS Błonie awansowałem z B klasy do A klasy mając 16 lat, ale połamałem obojczyk wraz z pasem barkowym i koniec zabawy.
O sporcie i o piłce czytam od ponad 60 lat. Najpierw był to PS i "Piłka noża" ,ale nie takie brukowce jak dziś, tylko w owym czasie pisali tam ówcześni fachowcy. Potem książki "Fai" Koncewicza, prof. Talagi. Kamieniami milowymi były książki Gmocha z 1977 roku "Alchemia futbolu" oraz Piechniczka "Raport z mundialu" z 1983 roku.
Jakiś nieuk powie, że to starocie, ale to przecież nie o to chodzi ,kiedy były wydane. Te prace i późniejsze o których parę słów potem, dają narzędzia poznawcze do analizy taktyki i organizacji gry. Następne to były dwa wydania Wilsona "Odwrócona piramida" i niedawno wydana Michaela Coxa "Gegenpressing i tiki taka" ( ta ostania traktuje o trendach w rozwoju taktyczności) . Do tego szereg innych opracowań wiążących się ze współczesną wiedzą o futbolu wykorzystującą osiągnięcia informatyki . Teraz czekam np. na dostarczenie zamówionej "Futbomatyki" Davida Sumptera.
Dostęp do wiedzy zmienił internet ,bo jest tam mnóstwo materiałów, lecz niestety w dużej części jest to śmietnik , gdzie są rzeczy przydatne i nic niewarte i trzeba mieć wiedzę, aby umieć odróżnić pieprz od gówna. Ale np. materiały w periodyku "Trener" dostępne na stronie PZPN są na ogół rozwijające. Ja przy pomocy komputera np. albo ściągam to co mnie interesuje , jak np .poprosiłem jeden z OZPN i dostałem materiał szkoleniowy liczący ponad 120 stron "Działania zawodników podczas gry".
Natomiast tego czego uczą na kursach trenerskich nie jest żadną wiedzą tajemną, bo swego czasu można było sobie ze strony PZPN wydrukować program kursów. Owszem jest tam wiedza z historii taktyki i m.innymi w aspekcie historycznym omawia się jak to przed ponad stu laty numery określały to nazywamy taktyką, podobnie jak uczy się, że w historii futbolu był okres kiedy taktyką były pozycje na boisku oraz kiedy taktyką było ustawienie ( system). Więc posługiwanie się numerami jest rodzajem atawizmu i nie służy precyzyjnemu określaniu rzeczywistości boiskowej, którą kreują nie systemy i numery ,ale zadania wyznaczone przez trenera i charakterystyka i umiejętności piłkarzy. I np. wracając do przykładu Josue to on ma określoną charakterystykę i trener może nakazać mu grać np. wyżej lub niżej ,aby go, jego zdaniem, optymalnie wykorzystać. I aby widzieć, że jego sposób gry uległ zmianie nie trzeba żadnej filozofii, bo wystarczy zmysł wzroku.

Mówiąc wprost dziś żyjemy w dwóch rzeczywistościach tej kreowanej przez media i tej realnej. Podam dwa przykłady .
Rok temu przyzwoicie wyedukowany Filip Surma w studio Canalowym przy podsumowaniu rundy powiedział, że wedle danych książki Andersona i Sallyego wpływ trenera na wynik to najwyżej 15 %.Pozostali tzw. "fachowcy" byli oburzeni i oczywiście wszyscy zakwestionowali te dane. Czyli powiedzieli ,że oni są mądrzejsi od programu komputerowego, który te dane ustalił przy pomocy 20 parametrów, na przestrzeni 30 lat , badając wszystkich trenerów i wyniki wszystkich zespołów z pięciu największych lig Europy. Ba, nie skojarzyli ,że np. Legia ma największy budżet od 2012 roku i nagminnie dopiero od tego czasu zdobywa Tytuły mimo, że każdy prawie jej trener miałby problem ze znalezieniem pracy w V lidze. Otóż ja mam większe zaufanie do wiedzy niż do zadufanych w siebie durnych nieuków.
Drugi przykład tyczy Stanowskiego, którego jako cwanego biznesmena podziwiam,a który na głupocie i niewiedzy tłucze szmal i osiąga szaloną popularność i wiarygodność . On się na piłce nie zna i programowo nie chcę się znać. Żeruje na populiźmie, nieudacznictwie i fake newsach Moim zdaniem to jest szkodnik, który piłkę sprowadza do rynsztoka ,a piłkarzy do roli zapijaczonych łobuzów. Tylko ,że on z jednej strony kreuje fałszywą rzeczywistość, a z drugiej odpowiada na zapotrzebowanie hołoty. Każda jego książka- wywiad to stek bzdur, których on nie prostuje , bo nie ma pojęcia, że jego rozmówcy sobie zmyślają, albo są chorymi umysłowo mitomanami. Tylko w książce o Terleckim są takie bzdury ,że człowiek odrobinę interesujący się futbolem wstydziłby się je publikować, że podam tylko trzy. Np. że Terlecki grał w Cosmosie razem z Pelem, podczas kiedy Pele skończył karierę 10 lat wcześniej .Że Terlecki jako zawodnik Legii jechał samochodem razem z Deyną, kiedy Kazio trafiał do Legii , barwnie opisując co tam się działo , podczas kiedy Stasio miał w tym czasie 11 lat . Że razem z trenerem Strejlauem wyciągali Dziekanowskiego z Victorii , bo było podejrzenie ,że sprzedaje on mecz z Olimpią, podczas kiedy w tym czasie było on zawodnikiem ŁKS i trafił do Legii za 3 miesiące.
Stanowski pewno w każdej dziedzinie zarabiałby duże pieniądze , bo to zdolny facet jest , mimo ,że ma tylko podstawowe wykształcenie. Wybrał piłkę, bo jest najbardziej popularna .

Oczywiście w żadnej książce ,ani opracowaniu nie piszą co grała Legia w konkretnym meczu i tym samym analizy trzeba dokonać samodzielnie. Ale aby ją przeprowadzić to trzeba mieć narzędzia wiedzowe. Więc ja PT Czytelników traktuje poważnie i kitu im nie wciskam.
12piątek, 17, grudnia 2021 10:45
CTP
@Iocosus
Tak jak Świrek prezesa Mioduskiego, tak ja uparcie będę bronił Michniewicza. Juranovic, Wszołek, Kapustka, Boruc, Mladenovic, Perkhart - ta szóstka piłkarzy stanowiła trzon drużyny, która zdobyła MP. Pierwszej dwójki klub pozbył się, kolejna dwójka złapała kontuzje a ostatnia wpadła w dołek z formą, co się po prostu zdarza. No, nie znam trenera, który poradziłby sobie z sytuacją, gdy traci połowę drużyny, i to tę podstawową.
Oczywiście, to, że ja nie widzę winy Michniewicza wcale nie oznacza, że uważam, że w dalszym ciągu powinien być trenerem. Wręcz przeciwnie. Stosunki pomiędzy trenerem a dyrektorem i prezesem były już tak patologiczne, że dalsza współpraca nie miała najmniejszego sensu. Jeśli Twój szef sabotuje Twoją pracę i otwarcie poddaje w wątpliwość Twoje kompetencje, a na dodatek jest ślepy na problemy dyscyplinarne Twoich podwładnych, to wyjście jest tylko jedno: podziękowanie za współpracę.
Legia jest wyjątkowo toksycznym środowiskiem dla każdego trenera, i to jest fakt. Infantylny prezes, któremu wizje się zmieniają jak po dobrej sesji LSD. Dyrektor, który żyje w swoim świecie jeszcze przed wynalezieniem telefonu, o którego działalności na polu kontaktów z menedżerami już powstają legendy. W takie środowisko właśnie wszedł Vukovic. No, ja nie wróżę sukcesów. Pewnie na wiosnę wyciągnie Legię ze strefy spadkowej i zabezpieczy jej ligowy byt. Może nawet zdobędzie PP. Ba! Stawiam dolary przeciw orzechom, że w takim przypadku Mioduskiemu znowu zmieni się wizja i tego "głęboko przemyślanego" Papszuna zastąpi równie głęboko przemyślany Vukovic. No ale potem przyjdzie nowy sezon, część piłkarzy odejdzie, przyjdzie gra na 3 frontach przy ubogiej kadrze i przeżyjemy kolejny dzień świstaka.
13piątek, 17, grudnia 2021 19:34
dalkub
Zbyszek

Po pierwsze gratuluje ci "kariery" piłkarskiej
Po drugie zaś to:
Twój podstawowy problem jest taki, że ty uważasz, że masz na temat taktyki jakąkolwiek wiedzę, a tak serio nie masz żadnej - jesteś bajkopisarzem.
Kiedyś pan Stuhr "śpiewał" o tym że każdy śpiewać może, parafrazując o taktyce każdy opowiadać może trochę lepiej lub trochę gorzej, a tobie wychodzi to jednak gorzej albo zwyczajnie śmieszniej. Jednak ponieważ nie o to chodzi jak co komu wychodzi to pisz dalej, bo się udusisz, a ja się z tego pośmieję i czasami skomentuję ze znaną ci już złośliwością.
Bardzo się cieszę że czytasz PS i książki Talagi tudzież Gmocha - fantastyczna literatura do dzisiejszej piłki, no brawo pozazdrościć.
I jeszcze jedno, nie wiem jakie i kto ci przesłał informację o kursach, ale na nich nie ma nic o historii taktyki - tą z pewnością znajdziesz i u Koncewicza i u Talagi a także Jacka Gmocha - tam historii będzie w brud. Zajrzyj do narodowego modelu gry, może znajdziesz kilka odpowiedzi na nurtujące cię pytania.
Życzę ci dalej miłej twórczości tylko nazwij ją poprawnie - np. bajanie o taktyce Legii Warszawa, albo taktyczne wizje Zbigniewa.
14sobota, 18, grudnia 2021 01:13
Krzysztof Jastrzębski
Kropka.
15sobota, 18, grudnia 2021 06:31
czarnuch
Najważniejszą zmianą w tym meczu uznaje zreflektowanie panów piłkarzy nad wynikami swojej pracy. Po stronie pana Trenera - wystawienie praktycznie sześciu Polaków od początku. Trochę potrwa zanim odbudują zaufanie.

PS. Ponoć kolonia portugalska zadedykowała zwycięstwo małemu Brazylijczykowi Smile



"Tak więc ostatnie miejsce w tabeli ( już na szczęście nie ), nagonka medialna , bezradność Zarządu, konflikt z częścią kibiców oraz gigantyczna strata wizerunkowa związana z bandyckim napadem na piłkarzy - zamiarom właściciela nie sprzyjają."

Panie Zbyszku.. Z całą swoją cierpliwością upraszam.. Trochę bardziej obiektywnie. Choć trochę.
To wszystko nie wzięło się znikąd a było powikłaniem decyzji Mioduskiego. W choćby interesie 'ciszy do dealu' powinien tym bardziej zadbać o spokój ze strony 'jedynki'.

"Jeżeli więc ktoś uważa ,że zakupy piłkarzy do Legii przez Kucharskiego są bezmyślne, tkwi w błędzie."
Zbyt powierzchownie.. Ta kwestia ma zawsze dwie strony medalu. Z punktu widzenia dyrektora w gestii jego wizji było zatrudnienie trenera, który wypromuje mu zarobek. Dlatego transfer powinien być przede wszystkim pod trenera a trener pod tzw wizję, plan czy strategię dyrektora. Jak ma dyrektor zarobić na Włodarczyku jak temu ściągnięto trzeciego do rywalizacji? A może uważasz, że bardziej przemyślane jest ściąganie młodego Azera z końca świata za grubą kasę (chyba, że zakładamy iż pracuje za szczaw i mirabelki) niż promocja swojego ekhm narybku..?

"W podobnym stosunku do wydatków ogółem obniżały się także wydatki na wynagrodzenie, aby od 2020 roku ustabilizować się na poziomie ok.54 mln zł ."
A jak to się odnosi do premii z okazji tzw sukcesów sportowych..? Kiedyś sporo miejsca w dyskusji zajmowały premie za awanse do fazy grupowej europucharów, MP i PP.. Dziś naturalnie, regularnie mniej z tego tytułu się rozchodzi, prawda? Smile

W dużej mierze się zgadzam z pana założeniami. Natomiast finalnie my, jako klub w swym zarządzaniu niewiele się posunęliśmy do przodu po poprzedniku. Wciąż w dokumentach przesyłanych do sądu widnieją zapisy, że w przypadku braku realizacji założeń sportowych spółka wymaga dodatkowego finansowania. Jedziemy na popularnym ryzyku. Jeden rabin powie większym, drugi mniejszym ale w obu przypadkach kończy się na Ł3.
Oczywiście popularne zwłaszcza w dzisiejszych czasach jest tzw operowanie długiem czy ogólnie - zobowiązaniami i takiej umiejętności nie można odmówić Mioduskiemu ale w choćby dłuższej perspektywie ma to przełożenie na wiele aspektów w strefie finansów. Inne warunki na kredyt dostał 5 lat temu, a inne dziś.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1