A+ A A-

Raków - Legia 1-1: Dziwne czasy

W meczu 26. kolejki Legia udała się do Częstochowy na mecz z liderem. Nasza drużyna postawiła Rakowowi trudne warunki i spotkanie zakończyło się remisem. Bramkę dla Legii zdobył Wszołek. Sytuacja naszej drużyny w tabeli jest coraz lepsza, gra również, ale oczywiście nadal jeszcze nie możemy spać spokojnie.

 

W wyjściowym składzie Legii zabrakło tym razem Mladenovicia. Trener Vuković postawił na następującą jedenastkę: Miszta – Johansson, Rose, Wieteska, Ribeiro – Wszołek, Slisz, Josué, Çelhaka, Rosołek – Pekhart. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Kovačević - Niewulis, Petrášek, Tudor - Sorescu, Lederman, Papanikolaou, Kun - Wdowiak, Gutkovskis, López.

W 10. minucie Pekhart starł się przy linii bocznej z Petráškiem. Nasz napastnik spędził dłuższą chwilę na murawie. Wkrótce potem atak gospodarzy doprowadził do rzutu wolnego. Miszta odbił strzał Lópeza. W kolejnych minutach Raków przeważał. W 21. minucie próba Lópeza z dystansu minęła bramkę Legii. Dwie minuty później Miszta odbił kolejne uderzenie Hiszpana. W 25. minucie żółtą kartką za faul upomniany został Rosołek. Za chwilę boisko musiał opuścić Pekhart, który nie zdołał odzyskać sprawności po starciu z 10. minuty. W miejsca Czecha do gry wszedł Lopes. W 36. minucie zakotłowało się pod bramką Legii po rzucie rożnym, jednak skończyło się na strachu. W 39. minucie Legia zdołała zagrozić gospodarzom po dośrodkowaniu Josué, ale Kovačević ostatecznie nie musiał interweniować. W 45. minucie Legia zdobyła bramkę. Çelhaka przejął piłkę w środku pola , Rosołek przedarł się lewą stroną boiska, płasko dośrodkował, a formalności z kilku metrów dopełnił Wszołek.

Do przerwy Legia prowadziła jedną bramką i był to dość szczęśliwy wynik.

W 48. minucie Legia była blisko podwyższenia prowadzenia, jednak Rose z kilku metrów trafił w Kovačevicia. W 51. minucie Miszta do spółki z Wieteską powstrzymali szarżującego na bramkę Legii Wdowiaka. W 54. minucie Rosołek nie opanował piłki po bardzo dobrym podaniu Johanssona. W 56. minucie Petrášek w ostatniej chwili wybił piłkę spod nóg Wszołka. Wkrótce potem w Legii doszło do pierwszej zmiany. Jędrzejczyk zastąpił Ribeiro. Minutę później żółtą kartkę ujrzał Wieteska. W 69. minucie w pozornie niegroźnej sytuacji legioniści popełnili błąd. Piłka niepotrzebnie wróciła w pole karne Legii, gdzie zdekoncentrowany Wieteska pozwolił uprzedzić się Sorescu i sfaulował Rumuna. López nie pomylił się z rzutu karnego i było 1:1. Dwie minuty później mogło być 2:1 dla gospodarzy, ale Wdowiak minimalnie przestrzelił. W 77. minucie Legii z pomocą przyszedł… Gutkovskis, który zablokował płaski strzał Sorescu. W 83. minucie drugą żółtą kartkę zobaczył Papanikolaou, który kopnął w twarz Wszołka. Legia kończyła mecz z przewagą jednego zawodnika. W 87. minucie w Legii zadebiutował Verbić, który zastąpił Rosołka. W drugiej minucie doliczonego czasu gry znakomitym strzałem na bramkę Legii popisał się López. Na nasze szczęście piłka odbiła się od poprzeczki.

Mecz zakończył się remisem. Z przebiegu gry ten wynik należy uznać za zasłużony, choć szkoda okoliczności, w których Legia straciła bramkę wyrównującą. Cóż, niespotykana to sytuacja, w której Legia rozdaje karty w rywalizacji o mistrzostwo, sama jednocześnie o tytuł niestety nie walcząc. Z Rakowem czeka nas jeszcze mecz w pucharze Polski, a kolejne starcie w lidze za dwa tygodnie, kiedy do Warszawy przyjedzie Lechia Gdańsk.

Dyskusja (9)
1sobota, 19, marca 2022 20:56
Senator
Daremny ten nasz trener. Z bandą paralityków , kopaczy itp ( tych epitetów całe mnóstwo przelało się w ostatnich miesiącach przez internet ) tylko remisuje z mocnym faworytem meczu i równie mocnym kandydatem do tytułu mistrza kraju .
A teraz pomyślcie fachury od taktyki matematyki podań diagonalnych i uj wie jeszcze czego gdzie byłby Vuko i Legia gdyby loczek trzymał ciśnienie i pozwolił mu pracować a nie zwalniał .
2sobota, 19, marca 2022 22:44
Krzysztof Jastrzębski
Dla mnie mecz dziwny, na początku z powodu Naszych, myślałem że już trochę silniejsi są psychicznie, a może to jednak Raków mocno energetycznie zaczął, stąd te wrażenia, ktoś gdzieś napisał że jeśli nie stracimy w pierwszych 30 minutach bramki to będzie remis, i był. Początkowe minuty były słabe, raków się wyszalal, anemiczniej atakował a My strzeliliśmy z kontry, dzięki Vuko, tak trzeba było zagrać z lepszym przeciwnikiem jakim na tą chwilę jest Raków. Początek 2 połowy dominacja, powinniśmy coś strzelić, niestety się nie udało i przewrotnie to Raków nam wtedy wbił, ot futbol Wink Takie czasy, iż mimo remisu i opcji na wygraną z liderem, przyjmuje ten remis z dobrocią inwentarza. Ps. Przy stracie bramki była powtórka z jesieni, aż mnie tknęło aby nie kolejny raz takie obcinki/niedokładności nie skończyły się bramka... Strata bramki zaczęła się dużo wcześniej, Wietes bardzo szkoda za błąd, mam nadzieję że w jakiś sposób pomoże mu to w koncentracji w przyszłości.
3niedziela, 20, marca 2022 00:24
Senator
Właśnie obejrzałem sytuacje z karnym i szczerze pisząc nie za bardzo wiem za co ten karny . Może ktoś bardziej kompetentny mógłby mi wyjaśnić czy był faul i dlaczego jeśli był .
4niedziela, 20, marca 2022 10:11
Baron
@Senator

Karnego nie było, piłkarz Rakowa odstawił klasyczne padolino. Nie wiem co robili sędziowie VAR, może grali w grę na PS5 ale na pewno nie analizowali tego karnego, bo gdyby tak było to nie uznali by go. Ciekawa była jeszcze sytuacja w ostatniej akcji meczu gdzie piłkarze Legii sygnalizowali rękę w polu karnym Rakowa, nikt się do tego nie odniósł i nie sprawdził.
Marciniak potwierdził po raz kolejny, że jest słabym sędzią i lubi być gwiazdą na boisku.
5niedziela, 20, marca 2022 12:33
Zbyszek
Przyznam,że po meczu byłem tak wkurzony,że byłem gotów używać wyrazów. Na nieszczęście trochę mnie złość opuściła.Lecz równocześnie naszła mnie refleksja o tym,że wczorajszy mecz ukazał w całej okazałości brak realizmu percepcyjnego. I roli percepcji pomeczowy komentarz poświęcam.

O tym,że , aby antycypować to trzeba najpierw prawidłowo postrzegać.
W skrócie omówię czym jest percepcja w ujęciu dla nas przydatnym czyli psychologicznym i prakseologicznym.
Percepcja to złożony mechanizm psychiczny,dzięki któremu jednostka porządkuje swoje wrażenia i poznaje rzeczywistość.Spostrzeganie dokonywane jest na podstawie tego co jest bezpośrednio dane receptorom zmysłowym ( wrażliwość eksteroceptywna) ,ale także poprzez wnioskowanie o przedmiocie , opierające się na posiadanych przez podmiot wiadomościach i nastawieniach. Percepcja to ustanowienie związku poznawczego pomiędzy podmiotem i przedmiotem.Posiada ona cechy charakterystyczne ,ale zawsze postrzeganie jest wysiłkiem osobniczej subiektywności. Podmiot z ogromu bodzców dokonuje selekcji i wybiera te, które uznaje za potrzebne , te , które mają dla niego jakieś znaczenie.Wszelka percepcja to zatem interakcja implikująca całą złożoną osobowość. Dlatego ten sam przedmiot będzie miał różne znaczenia dla osób posiadających różne układy odniesienia. Większość nieporozumień wynika z różnic percepcji, bowiem ludzie odwołują się do różnych subiektywnych układów odniesienia. Współczesna psychologia definiuje również percepcję zwaną podprogową,a więc nieuświadomione reagowanie na bodzce. Ta reakcja percepcyjna jest wykorzystywana w reklamie i propagandzie ,ale jest to temat na inne opowiadanie.
Prakseologia z kolei traktuje percepcję nie jako bierne odnotowywanie realu,ale jako aktywny, twórczy proces , którego istota polega na syntetyzowaniu materiału analitycznego dostarczanego przez zmysły.Ten proces odbywa się na poziomie sensoryczno-motorycznym ( całość przestrzenno-czasowa) oraz sensoryczno-operacyjnym ( przedmioty i znaki) . W percepcji ogromną rolę odgrywają wiedza i doświadczenie, które porządkują spostrzeżenia ( reakcje na bodzce) w hipotezy i tezy podlegające weryfikacji w miarę napływu danych. Ten proces nazywany jest identyfikacją. Wielki wpływ na percepcję ma stan emocjonalny i motywacyjny przejawiający się w wyborze rozpoznawania bodzców oraz tendencji do interpretowania ich treści zgodnie z założeniami , emocjami , a nawet uprzedzeniami. Pod wpływem negatywnych emocji np. lęku, obawy, strachu dochodzi często do reakcji przeciwnych, polegających na blokowaniu , nawet wyparciu ,dostępu do świadomości bodzców będących sygnałem emocji , co skutkuje błędnym lub opóźnionym ich rozpoznaniem . Mieliśmy z tym do czynienia w decyzjach prezesa czy we wczorajszym spotkaniu trenera , w którym Vukovicz popadł w przesadę z zabezpieczeniem bramki i zapadł w stupor , o czym szerzej w dalszej części komentarza.
Sama percepcja zaś poza reagowaniem czyli postrzeganiem i przetwarzaniem bodzców stanowi główny składnik naszej wiedzy.To dzięki percepcji następuje proces uczenia się. A to z kolei stanowi fundament dla naszego świadomego działania.

O tym,że Legia płaci rachunek na LE.
Musimy sobie wreszcie uświadomić,że gdyby nie owocna walka o awans do LE ( wcześniej bój do LM) i popadniecie wskutek niej w dół Legia byłaby jak co roku , od wielu lat, głównym kandydatem do zdobycia Tytułu Mistrza. To nie mający pojęcia o piłce Mioduski narzucił narrację jakoby można było grać skutecznie na wszystkich frontach. To on zaczął szukać winnych, to on polował na czarownice. Ta nagonka , głównie na Michniewicza miał charakter pozasportowy , bo wmówiono mu,że trener przekazuje informacje zaprzyjaźnionym pismakom. Swoją rolę odegrało też właściwe dla prymitywów szukanie w każdym niepowodzeniu winnych , tak jak by w sporcie sukcesy zależały tylko od naszego chciejstwa. Otóż w sporcie każdy chce wygrać,a zwycięzca jest tylko jeden czyli najczęściej nie ma winnych porażek , bo zwyczajnie rywale na określonym etapie rywalizacji okazują się lepsi. Oczywiście można gdybać czy do awansu do LE i gry w niej niezbędna była maksymalizacja przygotowawczo-startowa czy wystarczyła by optymalizacja . Trener Michniewicz ze sztabem wybrali pójście na całość , tym bardziej,że takie zadanie ze względów budżetowych wyznaczył jako nadrzędne prezes klubu . Można natomiast z całą pewnością stwierdzić,że ten awans był ponad stan kadrowy klubu i uprzedniego przygotowania do niego kadry zawodników. Tym samym zwolnienie Michniewicza było ruchem wynikającym z negatywnej percepcji odbierającej rozum. O ile można było jakoś zrozumieć niezadowolenie kibiców to od prezesa mamy prawo oczekiwać rozsądku i odpowiedzialności i myślenia głową,a nie dupą. Bowiem odejście Michniewicza niczego nie uratowało ,niczego na korzyść nie zmieniło , niczego nie naprawiło. Ba, dla niego okazało się korzystne, bo został trenerem reprezentacji. Straciliśmy bez sensu dużej klasy fachowca.

O tym,że wiosenna euforia została zakłócona.
Dla mnie to,że Legia musi wiosną piąć się do góry w tabeli to nie jest wynik jakiejś wiary w cuda,ale znajomości rozkładu Poissona , o czym wielokrotnie pisałem. Można oczywiście powiedzieć,że we wcześniejszych spotkaniach Legia mierzyła się z zespołami słabymi z dołu tabeli ,ale to jest obserwacja zbyt zachowawcza. Nasz zespół wygrywał spotkania grając kiepsko , nie na miarę możliwości i umiejętności zawodników. Mówiąc wprost Legia musi grać tym lepiej . im na trudniejszego, teoretycznie rywala na swej drodze napotka.W moim przekonaniu wczorajszy przeciwnik Raków był najtrudniejszy, bo jest najlepiej w naszej lidze zorganizowany , skomponowany i zgrany. Lecz patrząc obiektywnie i parametrycznie to kadrowo do Legi jest im daleko. Dlatego remis z Rakowem to żaden sukces,ale porażka .

O tym,że Vukovicz zerwał alians z systemami.
Trener Vukovicz wraz ze sztabem okazują się być pragmatyczni, co kwituję z zadowoleniem. Bycie więźniem systemu do anachronizm graniczący z głupotą. Zerwanie z okowami systemowymi sprawia ,że z niedobranego składaka robią pojazd do jakiej takiej jazdy. Każdy dostrzega,że ogromną słabością Legii jest brak wartościowych skrzydłowym i pomocnika o walorach defensywno-ofensywnych. Te braki kadrowe przeszkadzały Michniewiczowi, Gołębiowskiemu i teraz Vukoviczowi w pełnym zagospodarowaniu przestrzeni boiska. O ile ten pierwszy uparcie trzymał się systemu i pod jego wymogi ustalał organizację gry , tak Vukovicz po pierwszym etapie kontynuacji ( jak by było co kontynuować) zerwał ze sztampą i spojrzał na rzecz praktycznie. Owszem bez obsadzenia paru pozycji klasowymi zawodnikami system , jaki by nie był cierpi,ale to przecież nie musi oznaczać,że sama gra i wyniki muszą też cierpieć.Postanowił więc grać bez i wystawia tych , którzy jego zdaniem są w dobrej formie i są najbardziej mobilni. Tym sposobem na podbudowie ustawienia z klasyczną czwórką obrońców w innych formacjach podział na pozycje jest umowny , bo nawet Pekhart częściej operuje poza polem karnym, niż w nim.W tym , przyznajmy pokracznym wystawieniu, podstawowym zadaniem jakie przed zawodnikami postawił trener jest zabezpieczenie przed utratą bramki czyli "słynna" gra na zero z tyłu. A z przodu "Co Bóg da to będzie" . Wczoraj "dał" ,ale i odebrał i wyszedł remis.

O tym,że dziś żądanie polotu i fantazji to mrzonki.
Jeszcze żyją tacy, którzy pamiętają grę w piłkę nożną jako pokaz polotu ,fantazji i widowiskowości jako widoczny przejaw błyskotliwych umiejętności technicznych zawodników.Można nad zanikiem tego sposobu ubolewać,ale to taki żal jak za utraconym dziewictwem, bowiem piłka wskutek wejścia do niej fizjologii gwałtownie poprawiającej cechy motoryczne stała się pragmatyczna, taktyczna , trudna w odbiorze na stadionie, a znacznie łatwiejsza w telewizorze. Dziś bardziej niż kiedykolwiek liczy się porządne rzemiosło, począwszy od trenera,a na rezerwowych kończąc. Tak i w Legii pamiętam wielu artystów futbolu począwszy od wspaniałych "techników" jak "Mistrz" Lucjan Brychczy, Wiesiek Korzeniowski , Darek Dziekanowski, fenomenalnych mistrzów techniki użytkowej jak Robert Gadocha czy Daniel Ljuboja lub genialnych kreatorów gry jak Kazio Deyna czy VOO. Pamiętam , mając świadomość,że dziś Legii na takie gwiazdy zwyczajnie nie stać, a jak by się przypadkowo objawili to równie szybko by zniknęli. Lecz w tamtych patetycznych czasach obok gwiazd w zespołach byli zawodnicy bardzo porządnie wyszkoleni i dopiero ten konglomerat zapewniał widowiskowość. Więc niech nikt się nie dziwi,że nie wpadam w zachwyt widząc tych kopaczy i biegaczy czy zapaśników. I oczekuję od nich nie polotu , fantazji, ale wyników, żeby tak siak czy jeszcze inaczej wygrywali mecze. Czy z tej mąki będzie zjadliwy chleb, na co mam nadzieję - czy zostanie zakalec - to czas pokaże.

O tym,że przykład Rakowa jest trudny do powielenia.
Wszyscy zachwycają się modelem funkcjonowania Rakowa tak jak w Ameryce jednym z mitów założycielskich jest hasło " Od pucybuta do milionera". W przypadku Rakowa mamy do czynienia ze zbiorem w jednym czasie rozumnego właściciela, który staranie potrafił dobrać prezesa klubu oraz trenera, obdarzył ich zaufaniem, a oni robili i robią wszystko,aby nie zawieść. Podobnie profesjonalny , nieśpieszny proces zachodził i zachodzi w przypadku doboru zawodników. Zawodnicy trafiają do Rakowa na zasadzie potrzeby, oni mogą nie spełnić oczekiwań,ale nie są to gracze przypadkowi. Cztery słowa które charakteryzują Raków to profesjonalizm, konsekwencja,cierpliwość i zaufanie. Lecz zwróćmy uwagę na jeszcze jeden, szalenie istotny czynnik ,a mianowicie spokój wokół czyli brak zewnętrznej presji. Nasza drużyna , też z uwagi na to,że wszystkie prawie media są w Warszawie jest nieustannie wystawiana na widok publiczny i nieustannie oceniana, przede wszystkim negatywnie. Trzeba silnego charakteru ,aby tej presji nie ulegać. Niestety Mioduski należy do mięczaków, który zbyt często podejmował decyzje pod publiczkę, aby gawiedź i media zadowolić , niż z racjonalnej percepcji i analizy sytuacji.
W przypadku Rakowa , który wszedł wysoko na drabinę to zmierzenie się z presją medialną dopiero przed nimi i trudno przewidzieć jak sobie z tym dotąd nieznanym zjawiskiem poradzą. Na razie sami na siebie wywarli presje nie ukrywając,że mają ambicje mistrzowskie, ale sposób w jaki sobie poczynają budzi poważne zastrzeżenia. Trener Papszun zasugerował,że w zdobyciu Tytułu mogą przeszkodzić sędziowie, którzy jego zdaniem faworyzują Lecha, także trener zaczyna lekceważyć takich rywali jak Legia uważając się w meczu z nami za faworyta, a również nastawia zawodników na brutalną grę,aby zastraszyć rywali . Takim przykładem braku sportowej postawy były owacje na ławie Rakowa dla Papanicolau po otrzymaniu drugiej żółtej kartki za uderzenie ręką w twarz Wszołka.To świadczy o tym,że Raków to prowincjonalny klub, któremu sodówa uderza do łbów, którzy uważają chyba ,że z chama będzie pan . Wyrażana przez nich agresja to nie przejaw siły ,ale słabości. Po tym co słyszę i co widzę to cieszę się,że Papszun nie trafił do Legii.

O tym,że grając reaktywnie można co najwyżej zremisować.
Przed wczorajszym spotkaniem słuchałem Vukovicza opowiadającego bajeczki o żelaznym wilku będąc przekonanym, że on w ten sposób motywuje i robi zasłonę dymną. Lecz organizacja gry Legii we wczorajszym meczu oraz jak on skomentował tę porażkę w postaci remisu przekonały mnie, że Vukovicz naprawdę uwierzył,że Legia do drużyna kwalifikująca się do spadku i że on ma ją od tego wyimaginowanego spadku uratować . Z takim nastawieniem jego miejsce jest bardziej w Straży Pożarnej niż na ławie trenerskiej.Otóż Legia gdyby nie jesienny dół byłaby jak co roku głównym kandydatem do Tytułu. To rywale mają się nas bać,a nie my ich. Nie przyjmuję do wiadomości ,aby aż tak bardzo jak wczoraj bać się jakiegoś Rakowa, klękać przed nimi na kolana błagając o jak najniższy wymiar kary i ciesząc się,że nas nie skasowali na zero oczek.
Ze wstydem obserwowałem podszyte strachem ustawienie, trzęsące się nogi zawodników , którzy bali się zaatakować rywali, jak cofali nogi, jak uciekali przed odpowiedzialnością za ewentualny błąd.Naiwnie myślałem,że mecz będzie przypominał fragment wierszyka jak " Złapał Kozak Tatarzyna ,a Tatarzyn za łeb trzyma", ale i tego nie było. Było za to żenujące całkowite oddanie inicjatywy przeciwnikowi, który robił na boisku co chciał, poza strzelaniem bramek.
Trener Papszun ustalił na nas prosty plan, a mianowicie Papanicolau wyłącza z gry Josue, Iwan Lopez oddaje strzały z dystansu,aby wyciągnąć naszych obrońców ze strefy, a atakować będą bocznymi sektorami z dośrodkowaniami w pole karne , gdzie po nich i po rzutach rożnych któryś przejmie piłkę i wówczas wbiegnie w nasze pole karne 6 graczy ( 3 napastników, dwóch wahadłowych i jeden z pomocników), którzy będą liczyli na błąd naszych defensorów. I tak Lopez oddał dwa strzały z dystansu w 21 i 23 ', zaś w szóstkę wbiegali w nasze pole karne w 14,17,36,42 i 43 minucie . Nic z tych zabiegów nie wyszło , bo ci gracze z Rakowa są raczej nieporadni. W tej I połowie nasz zespół przeprowadził jedną, jedyną akcję i zdobył bramkę. . Znowu naiwnie kombinowałem ,że ten gol naszych natchnie do odważniejszej gry,ale chyba tak się wystraszyli,że Raków się rozeźli,że w II połowie nie przeprowadzili ani jednej groźnej akcji.
Nawet jak szły podania w ich pole karne jak w 54, 65 czy 68 minutach to nasi nawet nie usiłowali do nich startować.
Raków w II połowie przeszedł z masówki na akcje kombinacyjne rozpoczynane z głębi pola , na rozczłonkowanie przestrzenne zespołu oraz wykorzystanie indywidualnych umiejętności Wdowiaka, Lopeza oraz Kuna. Takie akcje przeprowadzili w 50. 63, 66, 69( karny po akcji), 72, 77 i 79 minucie.
Trener Vukovicz tak się radował z prowadzenia ,a potem z remisu, że zapomniał zrobić coś,aby Raków pokonać. Tak około 65 minuty widać było,że paru naszych zawodników gra na oparach ( Johansson, Rosołek,Celhaka, Wszołek), a on nie dokonał żadnych zmian, jak by się bał zepsuć. Tylko co mógłby zepsuć ? - chaotyczną niemrawość i bierność. W efekcie tego zaniechania straciliśmy bramkę , a następnie Wdowiak 3 razy ogrywał zmęczonego Szweda i gdyby nie indolencja strzelecka jego kolegów to byłoby nie 1:1,ale 1:4. Sama sytuacja ,która doprowadziła do karnego to kryminał, bowiem zamiast w polu karnym wybić piłkę gdziekolwiek nasi chcieli utrzymać ją w boisku przy przewadze ilościowej wroga w tym sektorze. Strach chyba odebrał rozum.
Po raz kolejny lęk sparaliżował Vukovicza po tym jak Marciniak wykluczył z gry Papanicolau.Aż prosiło się ,aby wzmocnić siłę ofensywną, a nie było nie tylko kierunkowych zmian, nie było nawet polecenia zaatakowania ,ale był nakaz jeszcze głębszego cofnięcia się i blokowania dostępu do bramki. Tak jak
byśmy mieli skakać z radości z remisu.
To co się wczoraj wydarzyło dowodzi,że Vukovicz nie dorósł do Legii ,że to zalękniony , prowincjonalny trener, który nie ma rozmachu i szerokiego horyzontu. To nie nasz rozmiar kapelusza.

O tym,że sędzia Marciniak jest emocjonalnie niestabilny
Dwa tygodnie temu napisałem ,że Marciniak wreszcie dojrzał,ale wystarczył jeden, niezbyt udany mecz Juventus vs Villrareal , aby jego koszmary powróciły. W tamtym spotkaniu w doliczonym czasie gry nie zauważył faulu w polu karnym za zawodniku hiszpańskimi (uratował go dopiero VAR ) ,że pośpieszył się z karnym znowu dla Villarealu . Wczoraj podyktował rzut karny pochopnie , bowiem owszem Wieteska ruszył zbyt agresywnie, ale upadku rywala nie spowodował. A nadto w innych znacznie bardziej stykowych starciach gwizdek Marciniak milczał. Wczoraj moim zdaniem Marciniak pozwalał w walce o piłkę,a nawet bez, na dużo , za dużo. To chyba przez brak percepcji, bowiem gracze w naszej lidze to nie ci z LE czy LM. Tamtym można pozwolić poswawolić, bo znają granice i mają hamulce, a u nas takie pozwolenie na harce traktowane jest jak zaproszenie do brutalności i chamstwa.

O tym,że komentowania komentatorów Kanału nie skomentuję.
Co do komentarza wczorajszego spotkania to się nie wypowiadam, bowiem mam silną alergię na beztroski i bezsensowny, rodem z sufitu, bełkot Mielcarskiego i głos odłączam, a że reżimowej szczujni nie zapuszczam to mam bezgłośny obraz. Do pełni szczęścia zabrakło tylko wygranej Legii. Smile.
6niedziela, 20, marca 2022 15:40
dalkub
Był karny nie było karnego - należy się zastanowić jak można było do tego doprowadzić mając piłkę. Wieteska jak zwykle musi coś wykręcić, bo nawet jak było padolino to Wieteska dał ku temu powód.
Po raz kolejny peany na temat Vukovica - gdyby go nie zwolnili to byłoby i MP i cuda na kiju i puchary - no śmiech pusty mnie ogarnia, trafił się trener tysiąclecia. Prawda jest taka że dysponuje on najlepszą albo jedną z najlepszych drużyn w lidze kadrowo,a zespół ten nadal nie wie co ma grać w ofensywie.
Ostatnie 15 minut grając przeciw 10 wyglądało to tragicznie, zamiast przycisnąć, mozę coś strzelić, prawie przegrali mecz.
Legia gra coraz lepiej w defensywie i to cieszy, ofensywa to huzia na józia czyli dokładnie jak za poprzednich kadencji tego trenerskiego guru
7poniedziałek, 21, marca 2022 15:23
Moros
Cieszy, że przestaliśmy być wreszcie chłopcami do bicia. Szkoda tego babola Wieteski, bo myślę, że byśmy to 1-0 dociągnęli. Karny dał Rakowowi wiatru w żagle i stad te sytuacje Sorescu czy Lopeza. Ogólnie to w Częstochowie spodziewałem się porażki, więc z punktu się cieszę. Kolejny krok do utrzymania zrobiony. Przewaga jest już naprawdę spora i mam nadzieję, że to ryzyko zostało już na stałe oddalone.
8poniedziałek, 21, marca 2022 18:44
Baron
Karny -

https://twitter.com/Milek1921/status/1505279511105093641?t=r_JO0YJzm9pFPAUfVBnRtw&s=19

Napiszę to jeszcze raz - to było klasyczne padolino w wykonaniu klauna z Rakowa. Szkoda, że sędziowie nie są tak skrupulatni w drugą stronę jak dochodzi do takich sytuacji z udziałem piłkarzy Legii. Luquinhas swego czasu mógłby sporo na ten temat powiedzieć. Raków już miał w tym sezonie dwanaście karnych a Legia ... jeden, ot taki tam przypadek tak jak i to, że całkiem niedawno jeszcze, Legii nie podyktowano karnego w lidze przez prawie rok.
Skandalem, też było nie zatrzymanie wcześniej gry po nokaucie na Pekharcie przez Petraska, po którym to Tomas musiał opuścić boisko. Oczywiście Marciniak nic nie widział, Musiał na VARze też, ale byle akcja z udziałem u nas np. Jędrzejczyka powoduje, że każdy sędzia w lidze gwiżdże faul dla drużyny przeciwnej.
To jest też nauczka na przyszłość dla wszystkich piłkarzy Legii, że w polu karnym nie ma co się bawić w finezyjne zagrywki, tylko trzeba piłkę wywalać gdzie się da, bo jak przyjdzie co do czego, to w naszym przypadku nie ma co liczyć na taryfę ulgową. Wieloletnia medialna nagonka wszelkich Probierzy itp. doprowadziła do tego, że Legię traktuje się zdecydowanie surowiej i skrupulatniej niż całą resztę ligowej stawki.
Dziwne jest to mimo wszystko w dobie VARu. Podczas wczorajszego El Clasico też doszło do skandalu z udziałem sędziów w 11 minucie spotkania, kiedy Aubameyang sfaulował Kroosa, to było klasyczne czerwo, oczywiste i znów brak odpowiedniej reakcji sędziego i jego kolegów z VARu.

https://www.meczyki.pl/newsy/fc-barcelona-aubameyang-powinien-wyleciec-z-boiska-polski-sedzia-bez-watpliwosci-to-jest-czerwona-kartka/184829-n
9czwartek, 24, marca 2022 07:13
Zbyszek
@Baron
Masz w dużym stopniu rację, aczkolwiek w przepisach i wykładni do nich można przy mocno subiektywnej interpretacji znaleźć podstawy w postaci zapisu o grze niebezpiecznej oraz przeszkadzaniu w grze - bez kontaktu z przeciwnikiem ( zachęcam do zapoznania się). Ja w swoim komentarzu skoncentrowałem się na niekonsekwencji sędziego Marciniaka, który daleko gorsze i groźniejsze z punku widzenia litery przepisów zachowania graczy wobec siebie puszczał bez gwizdka,a akurat w polu karnym w bardzo problematycznej sytuacji gwizdka użył. Wedle mnie jest to przejaw traumy po niepodyktowanym rzucie karnym w meczu Juventus vs Villareal. Szkoda ,że ofiarą jego niestabilności emocjonalnej padła Legia.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1