A+ A A-

Legia - Radomiak 1-0: Mozół

W meczu ósmej kolejki Ekstraklasy Legia zmierzyła się w Warszawie z Radomiakiem. Naszej drużynie udało się częściowo wyrównać rachunki za poprzedni sezon i pokonać gości dzięki bramce Augustyniaka. Cieszy wynik i czyste konto Tobiasza, choć uczciwie należy przyznać, że mecz stał na przeciętnym poziomie.

 

Trener Runjaić postawił na drużynę w składzie: Tobiasz – Johansson, Augustyniak, Jędrzejczyk, Mladenović – Wszołek, Josué, Slisz, Kapustka, Pich – Carlitos. Skład Radomiaka wyglądał następująco: Kobylak – Pik, Grzybek, Rossi, Justiniano, Abramowicz – Alves, Nascimento, Cele, Machado - Maurides.

W 10. minucie z piłką przy nodze do przodu ruszył Kapustka. Nasz pomocnik oddał celny strzał, jednak Kobylak odbił to uderzenie. Piłka potoczyła się w stronę Wszołka, który niestety nie zdołał jej opanować. W 12. minucie Jędrzejczyk zagapił się w polu karnym i stracił piłkę na rzecz Machado. Skończyło się rzutem rożnym. W 14. minucie goście mieli doskonałą sytuację. Maurides oddał strzał z kilku metrów, na szczęście dobrze ustawiony Tobiasz odbił piłkę. W tej fazie meczu Radomiak grał z dużą swobodą, łatwo wychodząc spod prób pressingu w wykonaniu legionistów. Ruchliwością imponowała czwórka środkowych pomocników gości. Legia długo rozgrywała piłkę po obwodzie, ale do sforsowania obrony Radomiaka było bardzo daleko. W 27. minucie Tobiasz wybił strzał Nascimento na rzut rożny. W 35. minucie żółtą kartką ukarany został Jędrzejczyk i nie zagra w kolejnym ligowym meczu. W 40. minucie legioniści długo rozgrywali piłkę na połowie gości. Ostatecznie strzał oddał Kapustka, ale piłka powędrowała daleko od bramki Kobylaka. W 45. minucie Kobylak obronił płaski strzał Johanssona.

Do przerwy było 0:0. Legia nie miała pomysłu na przechytrzenie defensywy gości, a zdecydowanie najlepszą okazję bramkową w pierwszej połowie miał Radomiak.

W 52. minucie doszło do szarpaniny w polu karnym Radomiaka. Wśród legionistów najbardziej aktywny był Mladenović i przypłacił to żółtą kartką. W 62. minucie strata Kapustki doprowadziła do faulu i żółtej kartki dla naszego pomocnika. W 66. minucie Muçi i Baku zastąpili Kapustkę i Picha. W 74. minucie Muçi uderzył mocno zza pola karnego. Piłka minęła bramkę gości. W 81. minucie Baku podał do Josué, ten oddał techniczny strzał, jednak Kobylak zachował czujność. Minutę później na boisku pojawili się Sokołowski i Rosołek, którzy zmienili Carlitosa i Wszołka. W 83. minucie Augustyniak otrzymał piłkę przed polem karnym, uderzył płasko z prawej nogi i piłka wpadła do bramki Radomiaka. Legia objęła prowadzenie 1:0. W doliczonym czasie gry Nawrocki zastąpił Johanssona. Wynik nie uległ już zmianie.

Nie pierwszy raz w tym sezonie trudno oglądało się poczynania legionistów w grze ofensywnej. Chciałoby się nazwać ten sposób gry cierpliwym i dostrzec w postawie naszej drużyny pełne przekonanie, że bramka dla Legii prędzej czy później wpaść musi, jednak byłaby to chyba nazbyt optymistyczna interpretacja boiskowych wydarzeń.

Niewątpliwie należy jednak docenić zdobycz punktową po ośmiu kolejkach sezonu i liczyć na to, że jakość gry legionistów będzie stopniowo rosła. Ważny sprawdzian dla naszej drużyny to następna ligowa kolejka i mecz z Rakowem w Częstochowie.

Dyskusja (3)
1piątek, 02, września 2022 23:57
Senator
Dałem radę dotrzeć na Ł3 choć nie na swoją ulubioną trybunę, a na zachodnią sektor 225 . Nie wiem o co chodzi ale to sektor wędrowników . Ruch jak w ulu . Nie było minuty aby ktoś nie schodził albo wchodził. Smile
No mówię Wam , jaja jakieś . Rekordzista zresztą z mojego rzędu w pierwszej połowie wychodził 4 razy i podobny wynik osiągnął w drugiej .

Sytuacja opisana przez Sir Gawina z 14 minuty raczej zakończyłaby się wolnym pośrednim bo moim zdaniem zawodnik Radomiaka był na spalonym ( ten który dośrodkowywał )

Ogolnie jedna wielka lipa panowie i nie ma co się obrażać . Pierwsze miejsce na ten czas w tabeli musi cieszyć ? No musi choć jakim cudem tego nie wie nikt .
2sobota, 03, września 2022 08:32
CTP
Mecz z gatunku tych dziwnych, bo patrząc po statystykach, to Legia zasłużyła na wygraną ale przez dużą część meczu kompletnie nic na to nie wskazywało. Tutaj trzeba oddać szacunek Radomiakowi, bo naprawdę taktycznie zagrali bardzo dobry mecz. Postawili tak gęste zasieki, że Legioniści po przekroczeniu linii środkowej nie mieli żadnego pomysłu jak je sforsować. Kapustka zaczął mecz z dużym animuszem i często pokazywał się do gry ale wystarczyło, że rywale kilka razy poskrobali go po piętach i zmusili do straty piłki i tak właściwie Kostja mógł go już spokojnie zdjąć z boiska. Kapi przede wszystkim musi przyspieszyć swoją grę, bo to wszystko dzieje się za wolno: za długo się zastanawia i często nie ogarnia, co się wokół niego dzieje. Zresztą, podobną opinię można powiedzieć o Josue, z tą różnicą, że jemu jest bardzo trudno odebrać piłkę ale tempo jego gry jest tak samo zbyt wolne.
Legia chyba nie najlepiej taktycznie rozegrała ten mecz. Radomiak wyszedł ustawieniem 3-4-3 przez co praktycznie przez cały mecz miał przewagę w środku i praktycznie przez cały mecz Slisz miał mnóstwo roboty w defensywie. Przy takim ustawieniu rywala powinniśmy jednak wzmocnić defensywnie nasz środek i skupić się na atakach skrzydłami a my jednak cały czas pchaliśmy się przez środek. Ja rozumiem, że Legia w swoim DNA ma grać swoje i nie patrzeć na przeciwnika ale to chyba jednak trochę jeszcze za wcześnie na to.
No ale 3 pkt zainkasowaliśmy i przynamniej do poniedziałku możemy z dużą przyjemnością spoglądać na tabelę. Za tydzień poprzeczka idzie na sam szczyt.
3sobota, 03, września 2022 11:05
Zbyszek
Zauważyłem z lekkim przerażeniem, że tak już od ponad roku przed każdym spotkaniem Legii , jak i w trakcie jego trwania odczuwam niepokój, graniczący ze stanem lękowym, a nawet paniką .Do końca nie wiem czy ten stan obawy ma jakiś walor obiektywności , czy też wynika z głębin podświadomości. Pewnikiem ta ilość porażek jakimi nas uraczyła Legia przez ponad rok ,a przed wszystkim brak stylu świadczący o bezradności, a nawet obojętności graczy wbił klina w to przekonanie ,że klub wyrasta ponad przeciętność i z byle kim nie przegra. Mimo ,że zmienił się trener, dyrektor sportowy, paru zawodników przyszło , paru ubyło ,a mnie pewności nie przybyło. Nowy trener zmienił ustawienie, zmienia organizację gry ,a ja nadal nie widzę, aby drużyna jako całość zostawiała serce na boisku, aby walczyła do upadłego. To ten marazm, ten pozorny profesjonalizm tak silnie destrukcyjnie na mnie oddziaływuje. Jak w starym powiedzeniu : "Jakiego mnie Boże stworzyłeś , takiego mnie masz" co przetworzył Jan Tomaszewski na słowa : "Grają Bosko, bo jeden Bóg wie , jak zagrają". Oczywiście tyle mojego co sobie pogadam, że ponarzekam, ale wydaje mi się, że w tych odczuciach nie jestem sam.

Słucham tych wypowiedzi o jakiś planach budowlanych jak by to był jakiś incydentalny fenomen. Jest odwrotnie , bowiem twierdzenie o odrębności piłki nożnej w sensie organizacyjnym ( prakseologicznym) jest pozbawione sensu, chyba, że uznamy ,że futbol jest dziedziną tak anachroniczną ,że jest impregnowany na nowoczesność. I w tym tkwi zasadnicza różnica pomiędzy powszechnymi trendami i kierunkami rozwoju futbolu ,a naszym zapyziałym prowincjonalizmem. Aczkolwiek np. PZPN zaczyna organizować szkolenia na dyrektorów sportowych i na trenerów przygotowania fizycznego. Powiedzmy sobie jednak otwarcie, że dopóki w naszej piłce dominować będą niedouczeni prezesi, niczego nie potrafiący zorganizować działacze, byli piłkarze do niczego nieprzydatni - to nadzieje na poprawę stanu naszej piłki są pozbawione podstaw. Tu nie trzeba jakiś odkryć, jakiejś filozofii, żeby stwierdzić, że klub musi być rządzony takim samymi prawami jak każda normalna firma. Akurat budynek w którym mieszkam jest gruntownie remontowany i docieplany co dało mi asumpt do wskazania, że prawo o robotach budowlano montażowych może mieć szersze zastosowanie. Prawo w tym zakresie głupie nie jest , bo powiada ono ,że jeżeli projekt robót wytworzy wykształcony i posiadający stosowne uprawnienia fachowiec, jeżeli zostanie on zaakceptowany przez architektów, jeżeli zostanie zatwierdzony przez inżynierów z nadzoru budowlanego , jeżeli wykona go fachowa firma pod nadzorem osoby uprawnionej , jeżeli zostaną użyte materiały atestowane i objęte normami jakościowymi - to efekt ( obiekt) musi być prawidłowy i zgodny z oczekiwaniami. Wydawałoby się ,że te proste jak budowa cepa zasady wystarczy odpowiednio zastosować w klubowej piłce nożnej. Nic podobnego nie widzimy , bo każdy chce odkrywać Amerykę , już dawno odkrytą. Władzom większości klubów, w tym Legii wydaje się, że są demiurgami i wystarczy zakrzyknąć " Stań się !" i się stanie. Na ogół rzeczywiście wszystko staje. To my z Zarządu Wspólnoty ,takie małe żuczki, nie powierzyliśmy robót wartych kilka milionów pierwszemu lepszemu wykonawcy ,ale wybraliśmy go po gruntownych rozmowach z kilkunastoma oferentami , a w takiej Legii właściciel powierzał majątek wart sto kilkadziesiąt milionów jakimś przybłędom czy niedouczonym chłopaczkom. I potem było zdziwienie ,że tych nieudolnych pseudotrenerów i dyrektorów trzeba było zwalniać. Nie trzeba było zatrudniać ,bo to tak jak z rozwodami : ich przyczyną jest niedobrane małżeństwo.
Oczywistym jest to ,że ważne jest samo wykonanie tego co stanowi cel działania i wiadomo, że nie zrealizują tego krasnoludki ,ale ludzie. I tu znowu aż prosi się ,aby spojrzeć na mechanizmy znane z budownictwa. W ekipie budowlanej muszą być fachowcy różnych specjalności , a nie np. sami dekarze . I oni wszyscy muszą znać się na swojej robocie. W drużynie piłkarskiej jest podobnie tylko ,że nie nazywa się tego specjalnościami ,ale pozycjami. Na każdej pozycji w drużynie powinien grać zawodnik o takich umiejętnościach, aby złożony z nich zespół grał efektywnie i uzyskał oczekiwany wynik. I teraz znowu spójrzmy z tego punku widzenia na "budowanie " naszej drużyny, na te przerosty graczy środka pola, na te braki na skrzydłach . W budownictwie nikt by sobie na taką tępotę nie pozwolił , bo by niczego nie zbudował. Do tego wszystkiego wiemy doskonale, że fachowiec fachowcowi nierówny, są lepsi i są gorsi, ale zawsze najwięcej wymaga się od najlepszych . Tak jak w poprawnie funkcjonującym mechanizmie ,w którym są tryby większe i mniejsze, ale to na tych większych oparte jest działanie całości. Lecz jest to nadal jeden mechanizm , który ma jeden cel i wszyscy muszą do jego realizacji się przyłożyć.
Czasami wydaje się ,że te proste prawidła są niedostępne ludziom naszej piłki , w tym władzom Legii .

Mnie rozbawia takie nabożne przekonanie , że jak coś się jakoś nazwie to to tym się stanie . Powiada się ,że np. ktoś jest trenerem tylko dlatego, że ukończył kursy niektóre ,a w niedalekiej przeszłości nawet nie skończył , tylko świstek legalnie kupił. Ba, za trenera uważany zawsze ten ,który na takie stanowisko został zatrudniony. To tak jak by mnie ktoś zatrudnił na etacie śpiewaka operowego Smile. Więc trzeba starannie odsiewać ziarno od plew czyli samą nazwę stanowiska od niezbędnej na nim wiedzy fachowej czyli nazywać trenerem tego , który ma warsztat . W przeciwnym wypadku tak jak w filmie Barei "Poszukiwany, poszukiwana" za pewną panią będziemy powtarzać " Mój mąż z zawodu jest dyrektorem". Niedawnym głośnym przykładem takiego "trenera' był Hajto oraz Kaczmarek w Lechii i jeszcze Gaul w Górniku.
Śmieszy mnie również nazywanie nieudolnych i nieporadnych ekwilibrystycznych wygibasów na murawie realizacją jakiś taktycznych założeń. W tym wypadku przypomina mi się przezabawny film pt. "Potwór" z Roberto Begninim w roli głównej. Otóż nieudaczny bohater filmu za pieniądze z tamtejszego Urzędu Pracy uczy się pilnie języka chińskiego w narzeczu mandaryńskim , bo dzięki temu dostanie popłatną pracę . Kiedy już się wyedukował to poszedł zdać egzamin u Chińskich Chińczyków. Wszedł, usiadł, oni zadali mu pytania po chińsku w narzeczu mandaryńskim, on popatrzył na nich, wstał i wyszedł, a urzędnikowi na pytanie :"Jak poszło ?" odparł :"Oni nie znają chińskiego ".Tak jest i z naszą piłką , stosujemy różne znane w świecie nazwy na określenie różnych kombinacji niekoniecznie alpejskich, tylko , że reszta świata w naszej grze nie rozpozna niczego co byłoby podobne do tego co stosuje się w nowoczesnej piłce nożnej. Oczywiście bywają wyjątki , jak Legia we wczesnym Michniewiczu czy Raków Papszuna. Ja nie zwykłem tombaku uważać za złoto ,nawet gdyby wszyscy tak to nazywali.

Zgadzając się z Gawinem i Senatorem pozwolę sobie jednak na kilka dopowiedzeń.
Obecny trener postawił na ustabilizowanie składu i organizacji gry. Takie podejście nie jest zbyt efektowne ,ale swój sens ma. Można to nazwać metodą na długodystansowca, bowiem nawet bardzo mocny biegacz maratonu nie wygra , gdy szaleńczo ruszy od początku do przodu, ani ten , który za dużo dystansu straci na trasie do prowadzących. Bieg maratoński wygrywa ten, kto na trasie straci najmniej sił i zachowa ich jak najwięcej na finisz. Na razie trener i zespół realizują ten zamysł pomimo ewidentnych, niepotrzebnych strat punktów oraz zbyt dużych wahań poziomu gry, nawet w jednym spotkaniu. Przy czym oglądając obecną Legię mam problem ze zrozumieniem czym kieruje się trener dobierając tych ,a nie innych zawodników do realizacji założeń taktycznych i organizacji gry wynikających z góry przyjętego systemu. Trener z maniackim uporem trzyma się papierowego szablonu w postaci ustawienia 4-1-4-1, które zaczęło nabierać pewnego poleru dopiero od przyjścia Carlitosa, a które z uwagi na niską kompatybilność jest koślawe i nieco pokraczne. Mnie takie dogmatyczne podejście o absolutnej dominacji i nadrzędności systemu ( ustawienia) nie przekonuje. Jako stary, doświadczony "kierownik" jestem absolutnie wrogi dętologii i kategorycznie przyznaję prymat pragmatyzmowi. Generalnie zawsze preferowałem najlepszych , bo to oni stanowią awangardę i to oni stanowią o sile kolektywu. Boisko to nie jest hala produkcyjna w której rozstawiono maszyny o takiej samej produktywności. To w takim systemie takich samych maszyn człowiek jest do nich dodatkiem, bo je obsłużyć może każdy, kto nabędzie minimum umiejętności . W piłce to zawodnik jest twórcą i odtwórcą. Dlatego opowiadam się za rozsądną równowagą pomiędzy walorami materiału ludzkiego , a wymogami systemu gry. Trudno mi akceptować takie siłowe wdrażanie zawodników w schematyzm.

Nie pora jeszcze na podsumowania ,ale wczorajsze spotkanie ze słabym ,źle zorganizowanym rywalem pozwala chyba na wstępną ocenę przydatności naszych zawodników do realizacji celu jakim moim zdaniem jest Tytuł i gra w LM .
W bramce w osobie Tobiasza mamy silnie utalentowanego , bardzo dobrze wyszkolonego zawodnika, który znakomicie wpisuje w spokojny styl gry obecnego zespołu.
W obronie :
- Johansson - to leniwy wyrobnik, który wszystko robi za późno, a do tego fatalnie ustawia się tak wobec rywali jak i partnerów,
- Augustyniak -mimo ,że nie ma nawyków środkowego obrońcy to nadrabia ten brak aktywnością , energią , dobrym ustawianiem się. Na mnie sprawia wrażenie faceta, który marzył o grze w Legii , jest szczęśliwy ,że to marzenie się spełniło i robi wszystko, aby nie zawieść. Znakomity nabytek,
- Jędrzejczyk- traci walory fizyczne, które były jego największym atutem , staje się coraz wolniejszy i mniej zwrotny, a do tego wykazuje słabą koncentracje i niestety braki te i błędy nadrabia nadmierną agresją,
- Mladenovicz - dość dobry w wyprzedzaniu rywali do piłki , znacznie gorszy w grze stacyjnej i kombinacyjnej, za często daje się ogrywać, co budzi w nim brutalność,
- Pich - nie może znaleźć swego miejsca na boisku , niewidoczny w grze ofensywnej, trochę bardziej aktywny w przeszkadzaniu rywalom w ich atakach,
- Kapustka - zagrał słabo , swą aktywność ograniczał do brania udziału w akcjach ofensywnych , tym razem nie łatał dziur ,
- Josue - mniej widoczny niż, w innych tegorocznych występach ,ale ja oceniam jego wczorajszą grę pozytywnie , bo udanie pełnił rolę łącznika pomiędzy obroną ,a atakiem
- Wszołek - wolny, mało dynamiczny . Widać, że to zawodnik ograny, dobrze wyszkolony taktycznie ,ale ,aby te umiejętności wykorzystać to trzeba być na wyższym poziomie formy fizycznej,
- Carlitos - uznany za objawienie w Wiśle został obnażony w Legii. Powrócił jako lepszy zawodnik, który rozumie wymogi gry zespołowej ,ale z uwagi na specyficzną charakterystykę musi być bardziej zgrany z resztą zespołu ,
- Baku - indywidualnie zupełnie niezły ,ale w zespole nie może się odnaleźć, na razie nie nadaje na tych samych falach co reszta
- Slisz - zawodnik bardzo zespołowi potrzebny, jeden z niewielu "robotników' harujących na resztę,
- Muci - ma umiejętności, ma chęci ,ale musi poprawić stabilność ,bo jest za łatwy do obalenia w bezpośrednim kontakcie fizycznym,
- Sokołowski - dużo biega, walczy , wykazuje ambicję ,ale mikre umiejętności czysto piłkarskie ograniczają jego przydatność
- Rosołek- podobnie jak Muci jest za słaby fizycznie ,aby stanowić realne zagrożenia dla silnych obrońców.
- Nawrocki - taktycznie świetny, chyba nawet lepszy jak Wszołek, dynamiczny , wszechstronny. Będą z niego ludzie.
Jak z tego pobieżnego przeglądu wynika w Legi leży i kwiczy gra bocznymi sektorami boiska. Bez znaczącego wzmocnienia na pozycjach bocznych obronców ( przy czym moim zdaniem Wszołka trzeba ustawiać jako prawego obrońcę) i skrzydłowych trudno będzie o dobre wyniki z silniejszymi przeciwnikami.

Być może jestem nadmiernie krytyczny ,ale od "zawsze" miałem jednakowe podejście do sportu ,w tym piłki nożnej, a mianowicie wymagam ,aby uczestnicy wywiązywali się z ról im przypisanych. Te gadki o wyrównywaniu się poziomów traktuję jak brednie i ich nie kupuję. Owszem w pojednyńczym spotkaniu ten uznawany za słabszego może wygrać z lepszym ,ale na dzikim farcie, a nie dlatego, że lepiej grał. Tym samym od zawodników Legii oczekują godnej tego klubu postawy na boisku. Tylko tyle i aż tyle.

Sędzia Piotr Lasyk starał się być niewidocznym od początku spotkania i zawodnikom jak najmniej przeszkadzać. I gdyby tak było przez całe zawody to zasłużyłby na same komplementy. Niestety wczoraj taką postawę sędziego zawodnicy uznali za jego słabość i dopuścili się kilka razy absurdalnych i karygodnych zachowań. Często w meczach tak bywa ,że sędzia nie korzystający ze swej władzy rozzuchwala krewkich graczy i zaczynają poczynać sobie jak by sędziego na boisku nie było. Z tego wynika ,że dobry sędzia nie powinien zawodników tresować, ale musi nad nimi panować. Sędzia Lasyk z tego punktu widzenia wczorajszych zawodów do udanych nie może zaliczyć.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1