A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Legia - Pogoń 1-1: Rozdawnictwo

W meczu czternastej kolejki Ekstraklasy Legia zmierzyła się w Warszawie z Pogonią. Obejrzeliśmy interesujący, emocjonujący mecz, który zakończył się remisem. Legia prowadziła po bramce Mladenovicia, jednak po przerwie goście wyrównali. Rzutu karnego dla Legii nie wykorzystał Carlitos.

 

Trener Runjaić postawił na następujących zawodników: Tobiasz – Rose, Jędrzejczyk, Nawrocki – Wszołek, Josué, Slisz, Kapustka, Mladenović – Rosołek, Carlitos. Goście rozpoczęli w składzie: Klebaniuk – Bartkowski, Zech, Malec, Borges – Jean Carlos, Biczachczjan, Dąbrowski, Kowalczyk, Grosicki – Zahovič.

Legia zaczęła z dużym rozmachem, szybko przedostając się pod bramkę Pogoni. W 6. minucie Rosołek otrzymał podanie w polu karnym, wycofał piłkę, ale Mladenović został uprzedzony przez obrońcę gości. Po rzucie rożnym efektowny wolej Carlitosa odbił się od zawodnika Pogoni. W 9. minucie Jędrzejczyk został ukarany żółtą kartką za faul na połowie Pogoni. W 13. minucie płaski strzał Rosołka odbił się od słupka bramki gości, a dobitka Kapustki została zablokowana. W 15. minucie Mladenović precyzyjnie dośrodkował na głowę Carlitosa, niestety Hiszpan zmarnował znakomitą okazję. Po kwadransie Pogoń otrząsnęła się z przewagi naszej drużyny. W 18. minucie Zahović trafił do bramki Legii, ale bramka została anulowana z powodu spalonego. W kolejnych minutach na boisku działo się wiele, ale wymiana ciosów nie doprowadziła do bramki dla żadnej z drużyn. W 37. minucie Klebaniuk odbił mocny strzał Rosołka. W 39. minucie Josué świetnie wypatrzył Carlitosa w polu karnym, ale strzał Carlitosa był nieprecyzyjny. W 42. minucie strzał Slisza sprzed pola karnego minął bramkę Pogoni po minimalnym rykoszecie. W 44. minucie Legia objęła prowadzenie. Carlitos odebrał piłkę Kowalczykowi, Josué ruszył z piłką, podał do Mladenovicia, a ten pewnie pokonał Klebaniuka. W doliczonym czasie gry Rosołek został kopnięty przez Malca w polu karnym. Sędzia Lasyk po analizie VAR podyktował rzut karny dla Legii. Josué oddał piłkę Carlitosowi, niestety Hiszpan uderzył w sygnalizowany sposób i Klebaniuk odbił strzał naszego napastnika.

Do przerwy Legia prowadziła 1:0. Był to wynik zasłużony. Legia imponowała wysokim odbiorem i mogła strzelić więcej bramek.

Po przerwie w Pogoni na boisku pojawili się Kurzawa i Kucharczyk. Legia szybko umieściła piłkę w bramce gości, ale Carlitos znajdował się na wyraźnym spalonym. W 49. minucie dogodną okazję do wyrównania miał Zahovič, na szczęście fatalnie skiksował. W 50. minucie żółtą kartką upomniany został Nawrocki. Biczachczjan oddał niecelny strzał z rzutu wolnego, ale Tobiasz na wszelki wypadek wybił piłkę na rzut rożny. Po nim Pogoń wyrównała. Dąbrowski dośrodkował na głowę Bartkowskiego i było 1:1. W 53. minucie Klebaniuk złapał piłkę po strzale Rosołka z ostrego kąta. W 57. minucie Kucharczyk oddał strzał po kontrze Pogoni. Tobiasz odbił piłkę. Dwie minuty później Tobiasz znów musiał interweniował, tym razem po strzale Grosickiego. W 62. minucie Muçi zastąpił Carlitosa. W 75. minucie Kramer zmienił Rosołka. W 81. minucie Baku i Augustyniak pojawili się na boisku w miejsce Wszołka i Kapustki. W końcówce meczu obie drużyny sunęły do przodu, przez co były to emocjonujące minuty, ale ataki były chaotyczne. Brak precyzji i złe decyzje raziły zwłaszcza u zmienników posłanych do gry przez trenera Runjaicia. Mecz zakończył się remisem 1:1.

W tej fazie sezonu Legia gra odważnie, ofensywnie, potrafi zdominować rywala, niestety zamiast sześciu punktów nasz dorobek w dwóch ostatnich meczach zamknął się na jednym oczku. Brakuje skuteczności, spokoju, dobicia przeciwnika. W ligowej tabeli panuje ścisk i tylko Raków oddala się coraz wyraźniej reszcie stawki, w tym niestety nam. W przyszłą sobotę Legię czeka wyjazd do Białegostoku na mecz z Jagiellonią.

Dyskusja (3)
1sobota, 22, października 2022 20:46
Senator
Nie oczekuje w tym sezonie fajerwerków w wykonaniu Legii . Ba, jestem miło zaskoczony ilością punktów i miejscem w tabeli. Ten mecz a szczególnie pierwsza połowa to ta Legia którą chcę oglądać . W ostatnich dwóch meczach graliśmy naprawdę tak jak oczekuje tego od swojej ukochanej drużyny. Co jest niezrozumiałe to ilość zdobytych punków , całe jeden. Nie będę jednak marudził bo tak jak pisałem nic wielkiego w tym sezonie nie oczekuje więc grajmy tak jak dziś a będę zadowolony . Na szczęście nie jestem, nie byłem fanem Carlitosa nie muszę więc go bronić .
PS
Kiedy Tobiasz niepotrzebnie interweniował przy wolnym pierwszą moją myślą było kurde strzelą z tego rożnego . Niestety sprawdziło się .
2sobota, 22, października 2022 21:57
CTP
Obecną rundę w wykonaniu Legii można podzielić na 2 etapy: do meczu z Rakowem i później. W tej pierwszej fazie Kostja ustawiał zespół w formacji 4-1-4-1, czyli z czwórką obrońców i klasycznymi skrzydłowymi, przy czym na skrzydłach próbowani byli m.in. Baku, Pich, czy Rosołek. Na bokach obrony widzieliśmy m.in. Johansona a gdy złapał kontuzję, to biegał tam Jędza. Legia, owszem, wtedy punktowała ale te mecze były bardzo ciężkie do oglądania dla kibiców.
W meczu z Miedzią, trener dokonał swoistej rewolucji przestawiając drużynę na 3 obrońców i wahadła. To spowodowało przesunięcie akcentów na ofensywę i ten mecz wyciągneliśmy z 0:2 na 3:2. Kolejne mecze graliśmy już w tym ustawieniu. No, niestety, mimo, że gra Legii w końcu zaczęła się kibicom podobać (patrz: Senator), to już z wynikami jest gorzej: bez bramek w Poznaniu, niewielka wygrana z Wartą, porażka w Płocku i dzisiejszy remis - 5 pkt w 4 meczach. Ze średniej, blisko 2 pkt na mecz zjechaliśmy do niewiele ponad 1 pkt. I to mimo, że przestawiliśmy się na ofensywę i, paradoksalnie, zaczęliśmy tworzyć więcej okazji bramkowych. Niestety, skuteczność naszej formacji ofensywnej woła o pomstę do nieba. Dzisiaj aż 4 piłkarzy mogło się wpisać na listę strzelców a udało się to jedynie Mladenowi. O ile jeszcze można wybaczyć Rosołkowi, bo ten przynajmniej robi jakiś progres, o tyle forma strzelecka Kapustki i Carlitosa tak właściwie dyskwalifikuje ich jako podstawowych piłkarzy Legii. Nie wiem, czy Hiszpan powinien sobie trochę odpocząć od gry ale w takiej formie jak widzieliśmy dzisiaj, to może już niech ten Muci wychodzi w podstawie.
3niedziela, 23, października 2022 12:07
Zbyszek
Bardzo trafny tytuł Gawina .

Pisanie i mówienie o sporcie w prasie, radiu, TV czy necie pod wpływem chwili czy emocji nie pozwala na głębszą ocenę postawy i motywów działania ludzi tworzących wynik sportowy. Dlatego niemożliwa jest doraźna analiza źródeł sukcesów, przyczyn porażek. Do tego potrzebny jest czas, ale i posiadanie narzędzi do poznania elementów tworzących wynik sportowy. Szybki bieg wydarzeń, to co prof. Bauman nazwał "płynną rzeczywistością " , a co zrobiło furorę wśród intelektualistów , utrudnia obiektywne wydawanie ocen, nie pozwala na luksus powrotu do przeszłości, chociaż często chciałoby się cofnąć słowa wypowiedziane zbyt szybko , napisane zbyt pochopnie i nieroztropnie .Ileż to razy jakieś fakty , oceniane przez wszystkich jednoznacznie , nabierały po latach innego wymiaru. W tych powierzchownych, jednostronnych , emocjonalnych ocenach zagubionych zostało w sporcie wielu ludzi, pozbawiono ich własnego oblicza , skarykaturowano indywidualność, przyszyto na doraźny użytek łatki nieudacznika. Taka bieżączka oderwana jest od osobowości ocenianego , ba, często ta osobowość jest pomijana.
Aleksander Małachowski napisał kiedyś o historii ,że "Można ją pojąć i polubić tylko poprzez życiorysy ludzi, którzy na niej odcisnęli swoje ślady, dobre czy złe, wyraźne czy wytarte". W ocenie futbolu mamy do czynienia z rażącą jednostronnością, bowiem obserwatorów i komentatorów interesuje sam wynik oraz pobieżnie składy, wariant taktyczny, prognozy , miałkie, banalne pomeczowe wypowiedzi itp. Nie do wszystkich dociera ,że im człowiek wie więcej o otaczającym świecie, im lepiej rozumie swoje możliwości i aspiracje , im głębszą posiada wiedzę o skutecznych programach osiągania celów, tym bardziej ma rozwiniętą osobowość.
W moim przekonaniu osobowość trenera, wbrew różnym algorytmom , decyduje o obliczu drużyny, również w tym znaczeniu ,że obiektywnie "średnia " drużyna może być w tabeli na miejscu np.4 albo na 15.
Osobowość to stały element postępowania właściwy danemu człowiekowi, to co charakterystyczne tylko dla niego i co go odróżnia od innych ludzi. Każda jednostka ma sobie tylko właściwie cechy intelektualne , emocjonalne, temperamentalne , wolicjonalne. Zorganizowane tych cech determinuje osobowość. Uważa się, że osobowość jest zdeterminowana przez cechy dziedziczne, konstrukcję fizyczną oraz przez czynniki społeczne ,a więc cechy wrodzone i nabyte. Ten zespół cech określa w jaki sposób człowiek dostosowuje się do otoczenia , jak w nim funkcjonuje i jak je kształtuje. Nauka nie pozostawia wątpliwości, że im bardziej złożona osobowość tym jej możliwości twórcze są większe, bowiem jest w stanie ogarnąć również istnienie przeszkód i ich destrukcyjny wpływ ograniczyć lub nawet wyeliminować. Powszechnie uważa się ,że im człowiek mniej wie tym bardziej jest przekonany ,że cel jest bardzo łatwy do osiągnięcia. Daleki jestem od deprecjonowania wielu trenerów Legii ,ale ich optymizm bardziej wyrastał na gruncie głupoty , niż wiedzy i doświadczenia. Obecny trener na tym tle wyróżnia się równowagą emocjonalną, stabilnością sądów, widzeniem problemów zarówno z dystansu , jak i w perspektywie. Jest bardziej mózgowcem, niż entuzjastą. Te elementy dostrzegamy i w postawie naszej drużyny na boisku. Gdy poważnie rozmawiamy o osobowości trenera to musimy sobie uświadomić. że tak jak u każdego odpowiedzialnego przełożonego jego samego determinują czynniki zewnętrzne i wewnętrzne. Jednym z nich jest potrzeba uzasadnienia swego postępowania, oparcia go o jakieś trwałe zasady, o bazę wiedzową i pojęciową. Oprócz tej potrzeby istnieją i inne takie jak potrzeba władzy i posiadanie odpowiedniej kompetencji społecznej. Pamiętać musimy ,że każdy z nas poddany jest rywalizacji, która wzmacnia uprzedzenia i wywołuję agresję. Agresja sprzyja koncepcji "kozłów ofiarnych" jako reakcji na frustrację, a w której szukamy zastępczych źródeł swych niepowodzeń i ochoczo na nie zrzucamy winy. Nauki neurologii i psychologii twierdzą równocześnie, że osobowość można kształtować, że owszem , jak powiada socjobiolgia dziedziczmy i cechy fizyczne i zachowania ,ale nie jesteśmy na nie na zawsze skazani. Bowiem generalnie przyjmuje się, że istotą zdarzeń jest ich przyczynowość i że jedna przyczyna prowadzi nieuchronnie do innej. Taki pogląd stoi w sprzeczności z naszym potocznym doświadczeniem ,że czujemy się wolni w swoich wyborach , a np. prawo oparte jest na zasadzie odpowiedzialności za swoje czyny. W ten sposób to co nazywamy wolną wola traktuje się jako jeden z determinantów, tyle tylko, że o charakterze wewnętrznym. Działamy swobodnie, gdy nie jesteśmy ani zmuszani, ani ograniczani. Nikt od trenera piłkarskiego nie wymaga, aby był fachowcem ze wszystkich dziedzin nauki, ale musi on przynajmniej wiedzieć, że świat oparty jest na zasadzie przyczynowości i że same dobre chęci , bez wiedzy o nich , nie wystarczą ,aby poprawnie funkcjonować i osiągać założone cele. Osiągane skutki muszą wynikać z dobrze zaplanowanej i zorganizowanej pracy, bo wiara w powodzenie nie zastąpi wiedzy i doświadczenia. Bogata osobowość nie gwarantuje oczywiście sukcesu ,ale jest jego niezbędną przesłanką.
Obserwując pracę trenera Runjaicza w Pogoni i Legii wyraźnie widać, że racjonalnie i empirycznie przerasta on większość naszych trenerów, ale też widać ,że brakuje mu przebojowości. Brak tej cechy nie pozwala mu i jego drużynom osiągać sukcesów na miarę posiadanych kompetencji.

W tej gmatwaninie marzeń, aspiracji i ich efektów zapominamy o pryncypiach. Dość gładko pożegnaliśmy znane od dziesiątków lat powiedzenie, że utrzymywanie się przy piłce jest bardziej korzystne, niż jej nieposiadanie co obrazuje maksyma :" Im my więcej przy piłce, tym mniej oni". Jest to banał, jest to komunał, jest to truizm, ale taka konstatacja jest logicznie i matematycznie uzasadniona , bo jest prawdziwa. Jej sensu w żadnym stopniu nie podważa to ,że coraz częściej spotkania wygrywają zespoły o mniejszym czasie posiadania piłki, niż rywale. Często takie ponad 50% posiadanie piłki powiązane jest z wielkością przebiegniętego dystansu przez zespół jak np. w przypadku Wisły Płock., a co nie dotyczy naszej drużyny. Po meczu w Płocku Legia pozostała jedynym zespołem, który w każdym spotkaniu ma przewagę, często wyraźną, w posiadaniu piłki. To ,że Legia niektóre takie mecze przegrywa to nie dlatego ,że ma tę przewagę, ale dlatego ,że nie potrafi jej przełożyć na korzystny wynik. Lecz kiedy zjawisku przyjrzymy się dokładniej to stwierdzimy ,że sam % posiadania piłki nic nie znaczy , że jest tylko statystycznym zapisem ,że nie jest żadną miarą wartości. Bowiem sednem jest cel dla którego posiada się piłkę. To o czym traktuje cytowane na wstępie powiedzenie to jest funkcja obronna posiadania piłki, ponieważ skoro rywale mają jej mniej , to mają też mniej czasu na to ,aby zrobić nam krzywdę. W najbardziej wyrazistej postaci ta funkcja obronna posiadania piłki występuje w futbolu hiszpańskim pod nazwą "tiki taka". Lecz przecież posiadanie piłki może pełnić funkcję ofensywną, przede wszystkim w postaci ataku pozycyjnego co przez lata było domeną futbolu niemieckiego i brazylijskiego ,a obecnie jest na stanie piłki holenderskiej. Literatura szkoleniowa i fachowa obrosła w różniste opracowania i analizy działań obronnych , w których pozbawianie rywali posiadania piłki lub uniemożliwienie im jej rozegrania jest opisane w sposób wręcz drobiazgowy i przekonywujący. Jak to zwykle bywa znacznie gorzej z zastosowaniem tej wiedzy na boisku. Natomiast wykorzystanie przewagi w posiadaniu piłki jako samoistnego czynnika sprawczego w ataku jest opisywane marginalnie i nie trafia do przekonania. Pewno wynika to z faktu, że w obronie do utrzymania się przy piłce, zwłaszcza na własnej połowie wystarczy kilku graczy -2,3-, za to w ataku na połowie rywali taka ilość jest za mała. Z natury i struktury boiska mówienie o atakowaniu przesądza miejsce, w którym znajduje się piłka, a to oznacza, że musi być w pobliżu pola karnego rywali , w którym to rejonie wróg bywa liczniejszy. Próba dorównania mu w ilości jest nadmiernie ryzykowna , zwłaszcza gdy piłkę nieopatrzenie stracimy. Więc droga wykorzystania posiadania piłki do ataku dzięki większej liczbie zawodników jest drogą na manowce. Pozostaje więc namiar na umiejętności techniczno-taktyczne , ruchliwość, kreatywność oraz odpowiednie zorganizowanie gry . Dopiero przy takiej układance każdy z graczy wyznaczonych do ataku ma swoją rolę do odegrania , swoje zadanie do wykonania , ale główna funkcja przeznaczona jest dla dwóch graczy : środkowego napastnika i ofensywnego pomocnikowi. To oni muszą aktywnie, nie biernie, utrzymywać się przy piłce, podtrzymywać i rozwijać atak oraz wykazać skuteczność . Wczoraj Josue wybornie wywiązał się ze swej roli, natomiast Carlitos całkowicie zawiódł. To m.innymi dlatego tak trudno o dobrych napastników i są oni w tak dużej cenie. Niestety musimy sobie na podstawie obserwacji meczów Legii powiedzieć, że dominacja w posiadaniu piłki jest u nas używana jako funkcja obronna. Kiedy bowiem nasz zespół próbuje zdyskontować posiadanie piłki na grę ofensywną to następuje osłabienie obrony i bramek więcej nie zdobywamy ,natomiast sami je tracimy. Tym samym nasza drużyna nadal jest przepołowiona , bowiem wzmocnienie jednej funkcji odbywa się drastycznym osłabieniem i kosztem drugiej.
Moim zdaniem bez znaczącego wzmocnienia personalnego ta systemowa , organiczna słabość będzie ograniczała pole manewru i niweczy nadzieje na duże sukcesy.

Mam obecnie sporo wolnego czasu , który częściowo wykorzystuję na analizowanie metody prowadzenia drużyny Legii przez trenera Runjaicza. Właściwie to mam tylko jedną poważną wątpliwość, a mianowicie czy nie można by procesów naprawczych i dostosowawczych nieco przyspieszyć. Nie jestem na tyle biegły ,aby ocenić ile czasu musi zająć nauczenie, wdrożenie i utrwalenie określonych nawyków, aby na ich fundamencie budować kolejne rozwiązania. I nie wiem czy to ,że rozwiązania wdraża się dłużej gwarantuje jednocześnie osiągniecie zamierzonego efektu i celu. Bardziej obawiam się zejścia z drogi kształtowania sprawdzonych wzorów zachowań pod wpływem presji otoczenia. Moim zdaniem w piłce nie da się stale, systematycznie, bezproblemowo i bezkolizyjnie wchodzić na szczyt , bo w każdej chwili ,w każdym momencie możliwe jest potknięcie i sprawą zasadniczej wagi jest kontynuowanie sprawdzonego mechanizmu. Powiedzmy sobie otwarcie, że trener Runjaicz łatwej roboty nie ma, bo podjął się zadania przerastającego możliwości kadrowe zespołu. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że Legia ma ogromny problem związany z brakiem skuteczności gry ofensywnej, nie tylko sensu stricte ,ale też jako elementu zbalansowania gry całej drużyny. Jak wiemy gra każdego zawodnika zawiera w odpowiedniej wielkości proporcje funkcji destrukcyjnej, konstrukcyjnej i egzekucyjnej , które po zbalansowaniu składają się na wynik . Każda z tych funkcji musi wynikać jedna z drugiej i musi być na tyle dobrze wykonywana ,aby to wzmacniało zespół ,a nie było źródłem jego słabości. Przedmiotem analizy uczynię tym razem kluczowe dla realizacji funkcji ofensywnej wykonywanie zadań przez środkowego napastnika i defensywno-ofensywnego pomocnika. Pewno po rundzie, o ile dożyję, zajmę się wzorcem gry na określonych pozycjach , ale po wczorajszym spotkaniu obejmę oglądem tylko Carlitosa i Slisza. Otóż środkowy napastnik musi : walczyć ze środkowymi obrońcami o piłkę i o pozycję w strefie obrony rywali, musi być tam stale obecny, również po to ,aby uniemożliwić im włączanie się do akcji ofensywnych, musi umieć uwolnić się spod krycia, wyjść na pozycję, utrzymać się przy piłce, ograć rywala oraz albo rozwijać atak własnej drużyny ,albo oddać strzał na bramkę, wykazując skuteczność strzelecką. Oczywiście musi także wykonywać inne zadania zlecone mu przez trenera ,w tym defensywne . Carlitos poprawnie wywiązuje się z większości z nich poza najważniejszym a mianowicie nie strzela bramek , nawet z rzutu karnego i nie asystuje. Przy czym ja uważam ,że jego krytyka jest nadmierna , bowiem w niedawnej przeszłości mieliśmy kilku "napastników" jak np. Orlando Sa czy Kante , którzy byli egoistycznymi szkodnikami , a mimo to cieszyli się popularnością u części kibiców. Napastnik nie grający w strefie obrony rywali, ale szlajający się w środku boiska jest jak smród w gaciach , zbędny i szkodliwy. Dysponując jednak napastnikiem o takiej charakterystyce jak Carlitos i o takich jak on parametrach i predyspozycjach powinniśmy mu zapewnić pomocnika , do asekuracji, do zagrania w "trójkącie' lub "na ściankę" i przede wszystkim do ponawiania ataku. Takim naturalnym wyborem w Legii powinien być Kapustka ,ale nie w tak niskiej formie fizycznej i psychicznej. Josue z przyczyn osobowościowych i odmiennych predyspozycji do tej roli się nie nadaje, więc pozostaje tylko jeden z defensywnych pomocników i tu wybór Runjaicza pada, moim zdaniem słusznie, na Slisza, który jest zawodnikiem bardzo dobrze wyszkolonym ,wielce zdyscyplinowanym i inteligentnym, a którego walory dotychczas nie zostały ujawnione i wykorzystane. Od meczu w Płocku i we wczorajszym trener zmienia funkcjonalność Slisza na zawodnika obdarzonego dużym pakietem zadań wspomagania poczynań ofensywnych zespołu w tym Carlitosa. Wczoraj i Josue i Slisz zagrali co najmniej dobrze, ale za Carlitosa grać nie dali rady.

Przed wczorajszym spotkaniem można było zastanawiać się czy trener Runjaicz będzie kontynuował całościowy rozwój gry naszego zespołu czy też wykorzysta swoją wiedzę o Pogoni i Legia zagra typowy futbol reaktywny. Mecz widzieliśmy ,a Gawin akuratnie go opisał ,więc ja czuję się z tego zadania zwolniony. Zauważę tylko , nie dokonując podsumowania rundy, ,że u czołowych drużyn ESy można wyróżnić wyraźne tendencje, a mianowicie wszystkie preferują stałość systemową ( jedynie Legia dokonuje minimalnych modyfikacji) ,ale jedne ( Raków, Legia i Pogoń) grają prawie tym samym zestawem personalnym , natomiast reszta ( Wisła, Widzew, Stal, Lech i Cracovia) rotują składem,z czego Lech musi. Trener Pogoni Szwed Jens Gustafsson, tak jak Runjiacz bez osiągnięć jako zawodnik i trener kontynuuje dorobek swego poprzednika . Ustawienie Pogoni jest stałe ( 1-4-1-4-1) podobnie jak skład, w którym trener dokonuje zmian tylko z powodu kontuzji lub kartek. Wczoraj dokonał "rewolucji" w obsadzie bramki , bo etatowca Stipicę zastąpił młody Bartosz Klebaniuk ( zagrał rewelacyjnie) zaś za widocznie podmęczonego młodego Łęgowskiego zagrał Biczanczjan. Pogoń gra stabilnie ,ale bezbarwnie. Wczoraj w I połowie łatwo pogodzili się z tym ,że Legia im zabrała piłkę i częściowo ją odzyskali w II połowie. Tym samym nie podzielam zachwytów nad poziomem spotkania Działacze Pogoni długo szukali zmiennika dla Runjaicza, który by niczego nie zmienił . Można i tak Smile.

Z własnym odbiciem w lustrze walczyć niełatwo. Ja wiele razy miałem do czynienia z ludzmi, którzy byli z jednej strony tak zaperzeni, a z drugiej nie mający skrystalizowanych poglądów, a którzy byli stale nastawieni na nie, nawet kiedy się z nimi zgadzałem, tak jak by kłócili się sami ze sobą - przed lustrem. W meczu takim jak wczorajszy to raczej pochwała, a nie przygana. Bowiem tak naprawdę to taki trener Gustafsson nie ma prawie żadnego pola manewru , no bo jak nie wystawić w formacji defensywnych pomocników tylko jednego, jak się ma tak wszechstronnego gracza jak Dąbrowski, jak nie wystawić na skrzydłach takich tuzów jak Grosicki czy Brazylijczyk Carlos,a jako napastnika Zahovicza. Kilku zmienników jak Kucharczyk czy Kurzawa są tylko nieco gorsi . Trener Runjaicz jest w nieco lepszej sytuacji ,choć do komfortu daleko ,ale niestety nie na tych pozycjach na których Pogoń jest mocna . Oceniając wczorajszy mecz pod kątem szeroko rozumianego podejścia od strony taktycznej to wydaje się ,że rzeczywiście potencjał kadrowy i charakterystyka zawodnicza powinny przesądzić o tym, że Legia powinna grać w ustawieniu 1- 3 ( Jędrzejczyk, Rose, Nawrocki), 2 (Mladenovicz, Wszołek), 1 (Slisz), 3 ( Josue, Kapustka , Rosołek) 1- (Carlitos). Zwiększenie ilościowe formacji byłoby korzystne, bowiem w pionowym przekroju objęlibyśmy całe boisko i znacznie łatwiej, prościej i szybciej możliwe byłoby przechodzenie z obrony do ataku, gdyż w każdym rejonie boiska byłyby posadowione stacje przekaźnikowe.
Nie wiem natomiast jak to się odbywa, ale w naszej drużynie następuje straszliwe dramatyczne spustoszenie w postaci odstawania poziomem coraz to szerszego grona zawodników. Choć być może to odstawanie to jest złudzenie optyczne, bo być może ci którzy grają "pierwsze skrzypce" czynią duże postępy i "nożyce" coraz bardziej się rozwierają. Widzimy wyraźnie jak na wysokiej klasy bramkarza wyrasta Tobiasz, jak pewności siebie, twardości nabiera Nawrocki, jak agresywnie walczy Rose i jaką wykazuje aktywność, jak coraz bardziej wszechstronny staje się Slisz, jak do bardzo wysokiej formy wraca Mladenovicz, jak coraz trudniejszy do upilnowania jest wszędobylski Rosołek, jak Josue coraz trafniej kieruje grą. Właściwie jeszcze poprawy gry mamy prawo domagać się od Kapustki i Carlitosa oraz Augustyniaka i Muciego. Na dość wysokim poziomie grają jeszcze Jędrzejczyk i Wszołek, ale oni już lepsi byli . Czyli tak naprawdę na poziomie wymaganym od czołowej drużyny ESy grają lub mogą grać wymienieni. Reszta ,w tym preferowani przez Michniewicza i Vukovicza przestali spełniać oczekiwania , przestali się rozwijać i coraz bardziej odstają i zostają w tyle. Martwi także brak widocznych postępów u młodych zawodników. Lecz ta stabilizacja składu sama w sobie nie może być traktowana jako rzecz pozytywna, bowiem chodzi przede wszystkim o to na jakim pułapie ta stabilność się objawia czyli o zdolność Legi do wygrywania spotkań z sąsiadami w tabeli. Mecz z Pogonią był w tej dziedzinie kolejny sprawdzianem i kolejnym nieudanym.

Nasza drużyna na tle dobrze zorganizowanego i dobrze grającego zespołu Pogoni zaprezentowała się co najmniej dobrze i panowała nad wydarzeniami ,ale tylko w I połowie. Trener Pogoni zareagował na niekorzystny dla jego zespołu przebieg i i dokonał zmian personalnych oraz zmienił nastawienie z defensywnego na bardziej zrównoważone . Niestety nasz trener był chyba zbyt zadowolony z przebiegu I połowy , bo stracił czujność. Można zrozumieć niechęć do zmian tego co działa dobrze, bo w takiej sytuacji zmiany są zawsze wielce ryzykowne czyli mogą pogorszyć ,a nie poprawić. Nie chodzi więc o proste zmiany personalne, choć Pogoń nie ma na ławie lepszych zmienników od naszych ,ale o nastawienie organizacji gry na wynik , a właściwie na bezpieczne zachowanie prowadzenia. Aż prosiło się, aby nasza drużyna w II połowie zagęściła, zwęziła i skróciła pole gry ,aby formacje grały bliżej siebie. Tylko w ten sposób można skutecznie przeciwstawić się grze rywali nastawionych na szybki atak . Przecież nie można lekceważyć drużyny , która jest sąsiadem w tabeli i można z góry przewidzieć, że potrafi grać lepiej niż dotychczas to zaprezentowała. To drugi pod rząd mecz, w którym dajemy się zaskoczyć i brak z naszej strony adekwatnej reakcji na poprawę gry przeciwnika.
W tej sytuacji remis jest zasłużony, aczkolwiek jest to wynik niezadawalający.
Każdy baczny obserwator musi zastanowić się nad przewrotnością piłki kopanej na przykładzie Josue. Rozegrał on znakomite spotkanie będąc głową i motorem naszej drużyny ,ale i najlepszym zawodnikiem na boisku, a mimo to drużyna zanotowała tylko remis.
Tak jak Runjaiczowi brakuje przebojowości ,tak i nasza drużyna gra przyjemny dla oka futbol ,ale bez bojowości i pazerności. Aby wygrać pojedynek z wyrównanym rywalem to trzeba zwyczajnie bardziej chcieć i zaniechać tego co Gawin trafnie nazwał rozdawnictwem.

Sędzia Piotr Lasyk powoli ,ale wyraźnie staje się fachowcem od sędziowania meczów Legii. Powiedzmy sobie szczerze, że szału nie ma .ale showu też nie. Ale i tak to co prezentuje Lasyk wolę zdecydowanie od popisów Frankowskich, Stefańskich czy Musiałów.

Każdy kto ogląda serial sensacyjny, a właściwie sitcom w Canale przewrotnie zatytułowany "Sędziowie" łatwo dostrzega fikcję w osobie sędziego boiskowego . Jest to bowiem figura zastępcza , a już na pewno nie decyzyjna .Prawdziwymi panującymi są władcy VARy czyli mamy do czynienia z istnym VARiactwem. Ci zVARiowani macherzy gapiący się w ekran powinni pomagać sędziemu głównemu unikać konsekwencji decyzji sprzecznych z przepisami gry ,ale to oni rządzą , to oni sędziują , to oni decydują , to oni wymuszają rozstrzygnięcia - praktycznie w każdej sytuacji . Mecz zamienia się w parodię , w teatr marionetek, w którym decydującą rolę odgrywają panowie zamknięci w kabinie jak w klatce w ZOO lub jak w domu wariatów. A może wszyscy już trafiliśmy do Tworek, tylko tak się do tego przyzwyczailiśmy ,że tego nie zauważyliśmy.?.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1