- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Legia - Banik 2-1: Zwycięski dreszczowiec
Legia pozostaje w grze o Ligę Europy. W rewanżowym meczu z Banikiem Ostrawa nasza drużyna pokonała gości i w trzeciej rundzie eliminacyjnej zmierzy się z cypryjskim zespołem AEK Larnaka. Czwartkowy mecz był niezwykle emocjonujący i dramatyczny. Legia przegrywała do przerwy, jednak w drugiej połowie zdobyła dwie bramki. Goście w końcówce mogli doprowadzić do dogrywki, ale zmarnowali rzut karny.
Skład Legii wyglądał następująco: Tobiasz – Wszołek, Ziółkowski, Kapuadi, Vinagre – Kapustka, Augustyniak, Elitim – Biczachczjan, Nsame, Morishita. Goście rozpoczęli w składzie: Holec – Frydrych, Chaluš, Pojezný – Buchta, Boula, Rigo, Holzer – Šín, Prekop, Látal.
Legia zaczęła z dużą energią, łatwo przedostając się na połowę gości. W 7. minucie Nsame otrzymał podanie od Augustyniaka i umieścił piłkę w bramce. Niestety nasz napastnik znajdował się na minimalnym spalonym. W 8. minucie nasza drużyna znów szybko zaatakowała. Holec wybił strzał Morishity na rzut rożny. Czesi czekali na swoją okazję i ta nadeszła w 15. minucie meczu. Legioniści nie potrafili wybronić stałego fragmentu gry. Piłka trafiła w pole karne do Prekopa, który pokonał Tobiasza uderzeniem z półobrotu. Było 0:1. Stracona bramka na kilkanaście minut podcięła skrzydła legionistom, którzy w tej fazie meczu przestali stwarzać zagrożenie pod bramką Banika. Legia ponownie zaatakowała w 28. minucie meczu, kiedy centymetrów zabrakło Augustyniakowi do umieszczenia piłki w bramce po rzucie rożnym. W 30. minucie Morishita dośrodkował na głowę Wszołka, ten uderzył, jednak Holec okazał się lepszy. Minutę później legioniści niefrasobliwie stracili piłkę na lewej stronie boiska. Tobiasz z najwyższym trudem odbił strzał głową Prekopa. W 36. minucie Morishita uprzedził obrońców Banika w polu karnym, ale uderzył wysoko nad bramką. Wydawało się, że w 40. minucie Legia wreszcie wyrównała. Biczachczjan podał do Wszołka, który dośrodkował w pole karne. Tam najsprytniejszy okazał się Nsame i umieścił piłkę w bramce. Niestety minimalny spalony znów odebrał trafienie Kameruńczykowi. Tym razem na nieprawidłowej pozycji znajdował się Wszołek.
Do przerwy było 0:1. Legia grała ofensywnie, atakowała, ale wynik był niekorzystny i to Czesi byli bliżej awansu.
Na drugą połowę nie wyszedł Elitim, który zgłosił kłopoty zdrowotne w końcówce pierwszej połowy. Do gry wszedł Alfarela, a miejsce w środku pola zajął Morishita. W 50. minucie Biczachczjan efektownie podał do Wszołka, ale Wszołek nie zdołał wyłożyć piłki żadnemu z kolegów. W 54. minucie trzeci raz do bramki przeciwnika trafił Nsame i tym razem bramka wreszcie została uznana. Kapustka podał prostopadle do Kameruńczyka, który mocnym strzałem z lewej nogi umieścił piłkę w bramce. W 59. minucie Nsame doszedł do strzału głową, ale w trudnej sytuacji nie zdołał trafić w bramkę. W kolejnych minutach goście przenieśli ciężar gry na połowę Legii, jednak w 74. minucie to Legia objęła prowadzenie. Znakomita wymiana podań wyprowadziła na dogodną sytuację Morishitę. Japończyk ostro zagrał z linii końcowej boiska i Pojezný wbił piłkę do własnej bramki. Minutę później Morishita i Biczachczjan opuścili boisko. Do gry weszli Gonçalves i Chodyna. W 81. minucie Szkurin zastąpił Nsame. W 85. minucie legioniści stracili piłkę w ataku pozycyjnym. Czesi wyprowadzili kontrę, po której Wszołek sfaulował Prekopa w polu karnym. Do jedenastki podszedł Buchta, ale nie trafił w bramkę. Żółte kartki w tej sytuacji ujrzeli Vinagre i Tobiasz. W doliczonym czasie gry Jędrzejczyk zastąpił Vinagre’a. Kolejnym legionistą z kartką na koncie stał się Kapustka. W szóstej minucie doliczonego czasu gry szansy na rozstrzygnięcie losów awansu nie wykorzystał Szkurin, który nie trafił w bramkę w sytuacji sam na sam z bramkarzem gości. Czesi do samego końca walczyli o wyrównanie, w pole karne Legii powędrował nawet Holec, ale Legia obroniła prowadzenie, wykonując ważny krok na drodze do fazy ligowej europejskich pucharów.
Legią należy pochwalić za ofensywną grę i charakter pokazany zarówno w wyjazdowym meczu w Ostrawie, jak i w rewanżu w Warszawie. Oczywiście nie sposób nie zauważyć defektów w grze naszej drużyny, przede wszystkim strat napędzających ataki przeciwnika, jednak trzeba docenić tempo i jakość co najmniej kilku ataków skonstruowanych przez Legię, jak również dramaturgię zwycięskiej rywalizacji z Banikiem. Brawo!
W przyszły czwartek pierwszy mecz z Cypryjczykami ale najpierw Legię czeka ligowy test z umiejętności utrzymania intensywności i koncentracji. W niedzielę na Łazienkowską przyjeżdża Arka Gdynia.


P.S. Nsame? Bóg piłki lubi sobie z nas, kibiców, pokpić
To nie ma prawa funkcjonować na dłuższą metę.
Wszołek cudem uniknął czerwonej karki za nakładkę, a reszta do zapomnienia.
JPN nie pękł, może się uda go odzyskać z niebytu i zachować w klubie na sezon lub dwa.
Po październikowym zgrupowaniu kadry narodowej będzie można zacząć oceniać Legię.
Dobry start nie oznacza dobrej końcówki sezonu, a Legia po Mistrzostwo w ostatnich latach szła od końcówki października.
Więcej Alfareli poproszę oraz zaczynam odszczekiwać to co pisałem o Nsame - Gość obsłużony, odchudzony i zmotywowany jest groźny.
2. Wczoraj 31 dnia miesiąca Legia rozegrała swój najlepszy mecz w lipcu w XXI wieku!? Mieliśmy bardziej ekscytujące mecze w eliminacjach do europejskich pucharów, z poważniejszymi rywalami, lepiej zagrane, ale one przydarzały się nam w sierpniu, a w lipcu na progu sezonu to my się raczej męczyliśmy grą niezależnie od wyniku i od tego z jakiej klasy drużyną graliśmy.
3. Mimo pochwał i dobrego meczu, w tej drużynie Iordanescu widać gołym okiem rezerwy, elementy do poprawy, potencjalne personalne roszady. Zapowiadane wzmocnienia pożądane, potrzebny Mozyrko żeby ściągnął skrzydłowego na miarę takiego napastnika jak Nsame?
Natomiast z nieoczywistych wyróżnień słowo o Biczachczjanie. Bardzo mi się wczoraj podobał, grał zespołowo, grał odpowiedzialnie, potrafił odnaleźć się w grze kombinacyjnej. Podanie zewniakiem do Wszołka z 50. minuty śliczne, ale też zgranie do Morishity przed bramką na 2:1 naprawdę klasa, podobnie jak klepka z Kapustką przy bramce na 1:1.
Na drugim biegunie Vinagre, on musi być bardziej odpowiedzialny przy wyprowadzeniu piłki. No i każdy kolejny przeciwnik wie, że trzeba posyłać długie piłki na nasze lewe skrzydło, bo czy tam będzie Vinagre czy Kun, będą przegrywać główki i można stamtąd zgrywać do środka lub zaczepić atak. Oczywiście to nie wina żadnego z nich, że mają tyle centymetrów ile mają, może Reca rozwiąże ten problem, choć to trudna decyzja, bo Vinagre jednak daje większą wszechstronność w grze ofensywnej, poza tym jest to zawodnik pod transfer i to pewnie taki liczony w kilku milionach euro więc trudno, żebyśmy mieli go chować na ławkę rezerwowych.
Też, tak jak Dalkub, po wczorajszym meczu nie podzielam zachwytów nad Ziółkowskim. On ma oczywiście fajną zawziętość, intensywność w grze, ale jego ustawianie się do długich piłek było wczoraj słabe.
PS. Nie żebym się czepiał Iocosusie, ale 4:1 z Celtikiem też było w lipcu
"nie podzielam zachwytów nad Ziółkowskim. On ma oczywiście fajną zawziętość, intensywność w grze, ale jego ustawianie się do długich piłek było wczoraj słabe" - to cały czas młokos, który musi zbierać doświadczenie i ciągle się uczyć właśnie i na swoich błędach. Wczoraj "jego człowiek" strzelił gola dla Banika, ale winowajcą w tamtej sytuacji, który się spóźnił z wyjściem do przodu był Kapuadi, gdyby nie on Czech byłby na spalonym.
W mediach przy okazji "zachwytów nad Ziółkowskim" pada pytanie o powołanie do reprezentacji? Jestem bardzo ciekaw co zrobi Urban? Z jednej strony, nie boi się stawiać na młodych, ale z drugiej ... . Ziółkowski ciągle nie ma pewnego miejsca w jedenastce Legii, jeżeli je uzyska, stanie się w niej pewniakiem, to wówczas moim zdaniem powołanie powinien dostać. Z obrońcami środkowymi w repie mamy ewidentny problem, ale z drugiej strony w odniesieniu choćby do Bednarka chcąc nie chcąc byłem w "team Hajto" czyli nastawiony raczej sceptycznie, a tu proszę Portugalczycy nie gapy a pana Jana uznają za następcę Pepe. Bardzo jestem ciekaw jak to się w Porto rozwinie, kto ma rację - przemądrzały Hajto, czy portugalscy skauci i trenerzy z Porto?
Czy Ziółkowski powinien wygryźć kogoś z kadry? Bednarek jeżeli będzie grał w Porto - nie do wyjęcia, Kiwior - jeżeli stanie się podstawowym defensorem w Juve, Napoli, Milanie lub w Crystal Palace również nie do wyjęcia. Pytanie otwarte czy do Ziółkowskiego Urban będzie miał większe zaufanie niż do Piątkowskiego, Walukiewiecza, Wieteski, Skrzypczaka? Dla mnie jedno nie ulega wątpliwości, że Ziółkowski bardziej zasługuje na powołanie niż Peda lub Mosór.
Gawin: "słowo o Biczachczjanie. Bardzo mi się wczoraj podobał, grał zespołowo, grał odpowiedzialnie, potrafił odnaleźć się w grze kombinacyjnej." - nie negując progresu formy Biczachczjana mam z nim jeden problem gdy jest ustawiany na skrzydle. Dynamika, wolałbym kogoś szybszego na tej pozycji. Co prawda Iordanescu stawia na utrzymywanie się przy piłce, a do tego Biczachczjan lepiej się nadaje niż jakiś beztroski struś pędziwiatr, ale trochę tej dynamiki po przechwycie piłki w obecnej Legii mi brakuje.
Nie o to chodzi, że gol był winą Augustyniaka, a zwłaszcza nie był jego wyłączną winą karny, tam byli poważniej zamieszani, chodzi o powtarzalność problemu ze zwrotnością w grze jeden na jednego. Augustyniak świetnie się sprawdza, gdy gramy głęboko i wspomaga obrońców, kiedy musi wyjść wyżej, ewidentnie jest znacznie gorzej. Nawet powściągliwy zwykle Iocosus nader ostro podsumował Augustyniaka po meczu w Ostrawie (pamiętamy jak go Sin wkręcił w ziemię), wczoraj znów były poważne wpadki.
Mogą być z tego problemy i potracone punkty. Tymczasem transfer Szymańskiego zawisł w powietrzu z uwagi na to, że jednak trzeba za niego zapłacić, a Burch ma podobne ograniczenia co Augustyniak, poza tym z Koroną to był chyba jego pierwszy mecz w życiu na tej pozycji.