A+ A A-

Legia - Banik 2-1: Zwycięski dreszczowiec

Legia pozostaje w grze o Ligę Europy. W rewanżowym meczu z Banikiem Ostrawa nasza drużyna pokonała gości i w trzeciej rundzie eliminacyjnej zmierzy się z cypryjskim zespołem AEK Larnaka. Czwartkowy mecz był niezwykle emocjonujący i dramatyczny. Legia przegrywała do przerwy, jednak w drugiej połowie zdobyła dwie bramki. Goście w końcówce mogli doprowadzić do dogrywki, ale zmarnowali rzut karny.

 

Skład Legii wyglądał następująco: Tobiasz – Wszołek, Ziółkowski, Kapuadi, Vinagre – Kapustka, Augustyniak, Elitim – Biczachczjan, Nsame, Morishita. Goście rozpoczęli w składzie: Holec – Frydrych, Chaluš, Pojezný – Buchta, Boula, Rigo, Holzer – Šín, Prekop, Látal.

Legia zaczęła z dużą energią, łatwo przedostając się na połowę gości. W 7. minucie Nsame otrzymał podanie od Augustyniaka i umieścił piłkę w bramce. Niestety nasz napastnik znajdował się na minimalnym spalonym. W 8. minucie nasza drużyna znów szybko zaatakowała. Holec wybił strzał Morishity na rzut rożny. Czesi czekali na swoją okazję i ta nadeszła w 15. minucie meczu. Legioniści nie potrafili wybronić stałego fragmentu gry. Piłka trafiła w pole karne do Prekopa, który pokonał Tobiasza uderzeniem z półobrotu. Było 0:1. Stracona bramka na kilkanaście minut podcięła skrzydła legionistom, którzy w tej fazie meczu przestali stwarzać zagrożenie pod bramką Banika. Legia ponownie zaatakowała w 28. minucie meczu, kiedy centymetrów zabrakło Augustyniakowi do umieszczenia piłki w bramce po rzucie rożnym. W 30. minucie Morishita dośrodkował na głowę Wszołka, ten uderzył, jednak Holec okazał się lepszy. Minutę później legioniści niefrasobliwie stracili piłkę na lewej stronie boiska. Tobiasz z najwyższym trudem odbił strzał głową Prekopa. W 36. minucie Morishita uprzedził obrońców Banika w polu karnym, ale uderzył wysoko nad bramką. Wydawało się, że w 40. minucie Legia wreszcie wyrównała. Biczachczjan podał do Wszołka, który dośrodkował w pole karne. Tam najsprytniejszy okazał się Nsame i umieścił piłkę w bramce. Niestety minimalny spalony znów odebrał trafienie Kameruńczykowi. Tym razem na nieprawidłowej pozycji znajdował się Wszołek.

Do przerwy było 0:1. Legia grała ofensywnie, atakowała, ale wynik był niekorzystny i to Czesi byli bliżej awansu.

Na drugą połowę nie wyszedł Elitim, który zgłosił kłopoty zdrowotne w końcówce pierwszej połowy. Do gry wszedł Alfarela, a miejsce w środku pola zajął Morishita. W 50. minucie Biczachczjan efektownie podał do Wszołka, ale Wszołek nie zdołał wyłożyć piłki żadnemu z kolegów. W 54. minucie trzeci raz do bramki przeciwnika trafił Nsame i tym razem bramka wreszcie została uznana. Kapustka podał prostopadle do Kameruńczyka, który mocnym strzałem z lewej nogi umieścił piłkę w bramce. W 59. minucie Nsame doszedł do strzału głową, ale w trudnej sytuacji nie zdołał trafić w bramkę. W kolejnych minutach goście przenieśli ciężar gry na połowę Legii, jednak w 74. minucie to Legia objęła prowadzenie. Znakomita wymiana podań wyprowadziła na dogodną sytuację Morishitę. Japończyk ostro zagrał z linii końcowej boiska i Pojezný wbił piłkę do własnej bramki. Minutę później Morishita i Biczachczjan opuścili boisko. Do gry weszli Gonçalves i Chodyna. W 81. minucie Szkurin zastąpił Nsame. W 85. minucie legioniści stracili piłkę w ataku pozycyjnym. Czesi wyprowadzili kontrę, po której Wszołek sfaulował Prekopa w polu karnym. Do jedenastki podszedł Buchta, ale nie trafił w bramkę. Żółte kartki w tej sytuacji ujrzeli Vinagre i Tobiasz. W doliczonym czasie gry Jędrzejczyk zastąpił Vinagre’a. Kolejnym legionistą z kartką na koncie stał się Kapustka. W szóstej minucie doliczonego czasu gry szansy na rozstrzygnięcie losów awansu nie wykorzystał Szkurin, który nie trafił w bramkę w sytuacji sam na sam z bramkarzem gości. Czesi do samego końca walczyli o wyrównanie, w pole karne Legii powędrował nawet Holec, ale Legia obroniła prowadzenie, wykonując ważny krok na drodze do fazy ligowej europejskich pucharów.

Legią należy pochwalić za ofensywną grę i charakter pokazany zarówno w wyjazdowym meczu w Ostrawie, jak i w rewanżu w Warszawie. Oczywiście nie sposób nie zauważyć defektów w grze naszej drużyny, przede wszystkim strat napędzających ataki przeciwnika, jednak trzeba docenić tempo i jakość co najmniej kilku ataków skonstruowanych przez Legię, jak również dramaturgię zwycięskiej rywalizacji z Banikiem. Brawo!

W przyszły czwartek pierwszy mecz z Cypryjczykami ale najpierw Legię czeka ligowy test z umiejętności utrzymania intensywności i koncentracji. W niedzielę na Łazienkowską przyjeżdża Arka Gdynia.

Dyskusja (8)
1piątek, 01, sierpień 2025 00:17
Walles
W przeciwieństwie do meczu z Koroną dzisiaj pierwszą połowę oglądałem z prawdziwą przyjemnością. Tempo rozgrywania, doskok po stracie, rozmach w przeprowadzanych akcjach spowodował dawno nie goszczący podczas meczów Legii szeroki uśmiech na mojej twarzy i nawet nie zniknął po dość przypadkowym golu dla Banika. Naprawdę przyjemnie się to oglądało. Druga połowa w moim odczuciu gorsza ale w przeciwieństwie do pierwszej wygrana 2:0. Taki urok piłki Very Happy
P.S. Nsame? Bóg piłki lubi sobie z nas, kibiców, pokpić Very Happy
2piątek, 01, sierpień 2025 08:37
anonimowy_legionista
Problem z Legią jest taki, przestrzeń zdobywała indywidualnymi akcjami, do których nie ma jakościowych zawodników w formie, a nie piłką i przesuwaniem formacji.
To nie ma prawa funkcjonować na dłuższą metę.
Wszołek cudem uniknął czerwonej karki za nakładkę, a reszta do zapomnienia.
JPN nie pękł, może się uda go odzyskać z niebytu i zachować w klubie na sezon lub dwa.
Po październikowym zgrupowaniu kadry narodowej będzie można zacząć oceniać Legię.
Dobry start nie oznacza dobrej końcówki sezonu, a Legia po Mistrzostwo w ostatnich latach szła od końcówki października.
3piątek, 01, sierpień 2025 08:51
dalkub
Oj tak, choć z jednym zastrzeżeniem. Popisy obronne po lewej stronie i momenty zgłupienia naszego młodego stopera, są tą przysłowiową łyżeczką dziekciu. Nasza prawa strona i w defensywie i w ofensywie wygląda lepiej.
Więcej Alfareli poproszę oraz zaczynam odszczekiwać to co pisałem o Nsame - Gość obsłużony, odchudzony i zmotywowany jest groźny.
4piątek, 01, sierpień 2025 09:23
iocosus
1. Najlepszym piłkarzem Legii w lipcu 2025 - J.P.Nsame!? Gdyby jesienią zeszłego roku, ktoś mi powiedział, że taka "nominacja" będzie rozważana to parsknąłbym śmiechem. 
2. Wczoraj 31 dnia miesiąca Legia rozegrała swój najlepszy mecz w lipcu w XXI wieku!? Mieliśmy bardziej ekscytujące mecze w eliminacjach do europejskich pucharów, z poważniejszymi rywalami, lepiej zagrane, ale one przydarzały się nam w sierpniu, a w lipcu na progu sezonu to my się raczej męczyliśmy grą niezależnie od wyniku i od tego z jakiej klasy drużyną graliśmy.
3. Mimo pochwał i dobrego meczu, w tej drużynie Iordanescu widać gołym okiem rezerwy, elementy do poprawy, potencjalne personalne roszady. Zapowiadane wzmocnienia pożądane, potrzebny Mozyrko żeby ściągnął skrzydłowego na miarę takiego napastnika jak Nsame? Wink
5piątek, 01, sierpień 2025 10:08
gawin76
Z Nsame to musi być przede wszystkim kwestia jego przygotowania fizycznego. Przecież on w lecie zeszłego roku nie wyglądał jak zawodowy piłkarz, ruszał się jak emeryt z orlika, teraz to jest kompletnie inny pułap przygotowania. Trzeba to docenić, że piłkarz praktycznie skreślony i na wszystkie sposoby wypychany z klubu, wykazuje się taką determinacją, chcąc udowodnić swoją wartość. Pewnie i kwestie taktyczne mają tu jakieś tam znaczenie, Iordanescu preferuje stosunkowo prostą piłkę, w której silny środkowy napastnik ma precyzyjnie wyznaczone zadania, pomysły Feio były znacznie bardziej skomplikowane, ale jednak to co się głównie rzuca w oczy to różnica w tym jak Nsame biega, ustawia się, pracuje. A to jaki on ma instynkt, jak strzela z obu nóg i głową, to jest po prostu wow. Teraz można zrozumieć skąd te jego rekordy strzeleckie w YB.

Natomiast z nieoczywistych wyróżnień słowo o Biczachczjanie. Bardzo mi się wczoraj podobał, grał zespołowo, grał odpowiedzialnie, potrafił odnaleźć się w grze kombinacyjnej. Podanie zewniakiem do Wszołka z 50. minuty śliczne, ale też zgranie do Morishity przed bramką na 2:1 naprawdę klasa, podobnie jak klepka z Kapustką przy bramce na 1:1.

Na drugim biegunie Vinagre, on musi być bardziej odpowiedzialny przy wyprowadzeniu piłki. No i każdy kolejny przeciwnik wie, że trzeba posyłać długie piłki na nasze lewe skrzydło, bo czy tam będzie Vinagre czy Kun, będą przegrywać główki i można stamtąd zgrywać do środka lub zaczepić atak. Oczywiście to nie wina żadnego z nich, że mają tyle centymetrów ile mają, może Reca rozwiąże ten problem, choć to trudna decyzja, bo Vinagre jednak daje większą wszechstronność w grze ofensywnej, poza tym jest to zawodnik pod transfer i to pewnie taki liczony w kilku milionach euro więc trudno, żebyśmy mieli go chować na ławkę rezerwowych.

Też, tak jak Dalkub, po wczorajszym meczu nie podzielam zachwytów nad Ziółkowskim. On ma oczywiście fajną zawziętość, intensywność w grze, ale jego ustawianie się do długich piłek było wczoraj słabe.

PS. Nie żebym się czepiał Iocosusie, ale 4:1 z Celtikiem też było w lipcu Wink
6piątek, 01, sierpień 2025 13:17
iocosus
Gawin: "4:1 z Celtikiem też było w lipcu" - bingo! Wink Dałbym sobie głowę uciąć że z Celtikiem oba mecze graliśmy w sierpniu, no i głowę bym stracił! 

"nie podzielam zachwytów nad Ziółkowskim. On ma oczywiście fajną zawziętość, intensywność w grze, ale jego ustawianie się do długich piłek było wczoraj słabe" - to cały czas młokos, który musi zbierać doświadczenie i ciągle się uczyć właśnie i na swoich błędach. Wczoraj "jego człowiek" strzelił gola dla Banika, ale winowajcą w tamtej sytuacji, który się spóźnił z wyjściem do przodu był Kapuadi, gdyby nie on Czech byłby na spalonym. 
W mediach przy okazji "zachwytów nad Ziółkowskim" pada pytanie o powołanie do reprezentacji? Jestem bardzo ciekaw co zrobi Urban? Z jednej strony, nie boi się stawiać na młodych, ale z drugiej ... . Ziółkowski ciągle nie ma pewnego miejsca w jedenastce Legii, jeżeli je uzyska, stanie się w niej pewniakiem, to wówczas moim zdaniem powołanie powinien dostać. Z obrońcami środkowymi w repie mamy ewidentny problem, ale z drugiej strony w odniesieniu choćby do Bednarka chcąc nie chcąc byłem w "team Hajto" czyli nastawiony raczej sceptycznie, a tu proszę Portugalczycy nie gapy a pana Jana uznają za następcę Pepe. Bardzo jestem ciekaw jak to się w Porto rozwinie, kto ma rację - przemądrzały Hajto, czy portugalscy skauci i trenerzy z Porto?
Czy Ziółkowski powinien wygryźć kogoś z kadry? Bednarek jeżeli będzie grał w Porto - nie do wyjęcia, Kiwior - jeżeli stanie się podstawowym defensorem w Juve, Napoli, Milanie lub w Crystal Palace również nie do wyjęcia. Pytanie otwarte czy do Ziółkowskiego Urban będzie miał większe zaufanie niż do Piątkowskiego, Walukiewiecza, Wieteski, Skrzypczaka? Dla mnie jedno nie ulega wątpliwości, że Ziółkowski bardziej zasługuje na powołanie niż Peda lub Mosór. 

Gawin: "słowo o Biczachczjanie. Bardzo mi się wczoraj podobał, grał zespołowo, grał odpowiedzialnie, potrafił odnaleźć się w grze kombinacyjnej." - nie negując progresu formy Biczachczjana mam z nim jeden problem gdy jest ustawiany na skrzydle. Dynamika, wolałbym kogoś szybszego na tej pozycji. Co prawda Iordanescu stawia na utrzymywanie się przy piłce, a do tego Biczachczjan lepiej się nadaje niż jakiś beztroski struś pędziwiatr, ale trochę tej dynamiki po przechwycie piłki w obecnej Legii mi brakuje. 
7piątek, 01, sierpień 2025 13:26
dalkub
Ja wielokrotnie zgłaszałem uwagi co do Ziółkowskiego, nadal je mam, szczególnie w ustawieniu, podejmowaniu decyzji itd. Widzę poprawę w grze piłką, choć to jest nadal poziom do poprawy. To jest chłopak młody i ja widziałem go na rocznym wypożyczeniu, coś jak Skrzypczak, gdzie wywalczy plac, zagra 30+ spotkań, porozpycha się, pościga, porozgrywa, dostanie w łeb itd. Mam wrażenie że przy zdrowym Kapuadim i Pankowie jest nr.3 a Iordanescu jest zainteresowany solidnością z tyłu i tych zmian może nie być wiele. Jeżeli słyszę reprezentacja to niestety pokazuje to naszą mizerię a nie to że mamy talenciaka na stoperze i można nim grać.
8piątek, 01, sierpień 2025 13:44
gawin76
Obejrzałem skrót i jeszcze mały suplement o Augustyniaku, no niestety, przy bramce na 0:1 dał się oszukać na prosty zwód, przeciwnik odwrócił się z piłką, on został w blokach i musiał ratować się faulem. Przy kontrze, która dała Banikowi karnego, dokładnie to samo, przeciwnik robi balans ciałem, wykorzystuje lepszą zwrotność, gubi Augustyniaka w środku pola.

Nie o to chodzi, że gol był winą Augustyniaka, a zwłaszcza nie był jego wyłączną winą karny, tam byli poważniej zamieszani, chodzi o powtarzalność problemu ze zwrotnością w grze jeden na jednego. Augustyniak świetnie się sprawdza, gdy gramy głęboko i wspomaga obrońców, kiedy musi wyjść wyżej, ewidentnie jest znacznie gorzej. Nawet powściągliwy zwykle Iocosus nader ostro podsumował Augustyniaka po meczu w Ostrawie (pamiętamy jak go Sin wkręcił w ziemię), wczoraj znów były poważne wpadki.

Mogą być z tego problemy i potracone punkty. Tymczasem transfer Szymańskiego zawisł w powietrzu z uwagi na to, że jednak trzeba za niego zapłacić, a Burch ma podobne ograniczenia co Augustyniak, poza tym z Koroną to był chyba jego pierwszy mecz w życiu na tej pozycji.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1