- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Wisła Płock - Legia 1-0: Głową w mur
Legia przegrała pierwszy ligowy mecz w tym sezonie. W niedzielny wieczór w Płocku nasza drużyna uległa Wiśle, demonstrując nudny, schematyczny i monotonny sposób gry. Trener Iordănescu próbował dwóch wariantów ustawienia, dokonał pięciu zmian, wszystko na nic. Legia nie strzeliłaby bramki nawet gdyby mecz miał trwać do północy.
Skład Legii wyglądał następująco: Tobiasz – Wszołek, Ziółkowski, Kapuadi, Reca – Biczachczjan, Burch, Kapustka – Stojanović, Rajović, Morishita. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Leszczyński – Haglind-Sangré, Kamiński, Edmundsson – Pacheco, Čustović, Kun, Lecoeuche, Nowak – Sekulski, Jiménez.
Jako pierwsi groźnie zaatakowali gospodarze. W 8. minucie Jiménez uderzył mocno z dystansu. Tobiasz z trudem wybił piłkę na rzut rożny. W 11. minucie Wisła objęła prowadzenie. Gospodarze szybko rozegrali aut, Jiménez dośrodkował z prawego skrzydła i Kamiński pokonał Tobiasza strzałem głową. W 14. minucie Biczachczjan przejął piłkę przed polem karnym Wisły i uderzył z prawej nogi. Piłka minęła bramkę Leszczyńskiego. W kolejnych minutach legioniści usiłowali podkręcić tempo, jednak strzały Rajovicia i Kapustki były blokowane. Gospodarze szybciej zdobywali teren i byli bardziej konkretni w strefie ataku. W 24. minucie Tobiasz złapał piłkę po strzale Sekulskiego. W 28. Leszczyński odbił piłkę po strzale głową Rajovicia. W 35. minucie Kapustka uderzył z dystansu. Piłka poszybowała wprost w dłonie Leszczyńskiego. W 38. minucie Jiménez ograł Burcha w polu karnym, uderzył bardzo mocno, na szczęście nad poprzeczką.
Do przerwy Wisła prowadziła 1:0. Mecz toczył się według przewidywalnego scenariusza. Legia w jednostajnym tempie rozgrywała piłkę po obwodzie, bezskutecznie starając się znaleźć lukę w defensywie gospodarzy. Wisła wykorzystała swoją okazję na bramkę, a potem wyprowadzała szybkie kontry, korzystając z licznych strat notowanych przez legionistów.
W 46. minucie Stojanović dopadł do piłki po zablokowanym strzale Biczachczjana. Nasz zawodnik zagrał mocno z ostrego kąta, ale Leszczyński zachował czujność. W 51. minucie Reca dośrodkował na głowę Kapuadiego. Strzał naszego obrońcy minął bramkę gości. W pierwszych minutach po przerwie Legia przyspieszyła nieco akcje, ale defensywa gospodarzy nadal konsekwentnie broniła dostępu do bramki. W 60. minucie w Legii doszło do trzech zmian. Vinagre, Elitim i Nsame zastąpili Recę, Morishitę i Stojanovicia. Burch ustawił się na środku obrony i Legia przeszła na ustawienie 3-5-2. Przez kilka minut Legia zamknęła Wisłę w hokejowym zamku. Gospodarze bronili w niskim bloku, ale ich kontry wciąż były niebezpieczne. W 68. minujcie Tobiasz złapał piłkę po strzale Čustovicia. W 71. minucie Szkurin zastąpił Rajovicia. Legia nadal nie stwarzała sytuacji. Minuty mijały, a nasza drużyna nie wyglądała na zespół zdolny do odwrócenia losów meczu. W 78. minucie Żewłakow zmienił Biczachczjana. W 81. minucie Nsame zgrał piłkę do Ziółkowskiego, jednak naszemu obrońcy nie udało się trafić w bramkę. Legioniści mieli kilka stałych fragmentów gry, ale nie potrafili stworzyć po nich zagrożenia. Szczególnie irytowały niedociągnięte dośrodkowania Kapustki. W 87. minucie Kapustka stracił piłkę i sfaulował przeciwnika, za co został ukarany żółtą kartką. W doliczonym czasie gry Nsame oddał niecelny strzał głową. Nsame zdołał przeprowadzić jeszcze jedną szarżę, ale piłka wyszła poza boisko. Wynik nie uległ już zmianie.
Ile takich meczów widzieliśmy na przestrzeni ostatnich sezonów? Ile razy widzieliśmy Legię, do powstrzymania której wystarczy zdyscyplinowana defensywa, doskok, przesuwanie? Ile razy widzieliśmy Legię bezproduktywnie rozgrywającą piłkę w poprzek boiska, Legię, w której nikt nie umie oddać soczystego uderzenia z dystansu, Legię niezdolną do rozegrania kombinacyjnej akcji w pobliżu pola karnego przeciwnika, Legię z łatwością blokowaną i wypychaną? Bramkarz Wisły Leszczyński nawet nie spocił się w niedzielny wieczór, taka jest jakość gry ofensywnej naszego zespołu.
Za tydzień Legia nie gra, ligowy mecz z Jagiellonią został przełożony, i całe szczęście. Niestety już w najbliższy czwartek gramy mecz eliminacji Ligi Konferencji w Edynburgu. Niestety, bo wobec obecnej dyspozycji naszej drużyny należy liczyć się z tym, że wrócimy ze Szkocji na tarczy.


"Ośmiu graczy którzy poprzedni sezon spędzili w 1.lidze, do tego Kamiński który ledwo się utrzymał z Schalke w 2.Bundeslidze, gracz który spadł do trzeciej ligi francuskiej i Leszczyński, który spadł z Ekstraklasy...Jak na razie na Legię to wystarcza."
Jak oglądałem ten mecz to, aż oczy krwawiły patrząc na popisy naszych milusińskich.
Zawodowi piłkarze, którzy nie potrafią dośrodkować, celnie zagrać, podnieść piłki czy strzelić z dystansu to jest dramat. Nie wiem co oni ćwiczą i trenują na treningach. Są tam jakieś dodatkowe ćwiczenia - strzały, dośrodkowania itp.?
Poza tym jak Legia ma budować drużynę na piłkarzach np. pokroju Rajovica, Recy, Szymańskiego itd. kosztem piłkarzy pokroju np. Josue, Ofoe, Radovica itp. to nie łudźmy się że będzie lepiej, bo nie będzie, będzie jeszcze gorzej. Jeszcze niech Elitim zostanie sprzedany to zostajemy ze składem węgla i papy.
@Gawin76
"Niestety już w najbliższy czwartek gramy mecz eliminacji Ligi Konferencji w Edynburgu. Niestety, bo wobec obecnej dyspozycji naszej drużyny należy liczyć się z tym, że wrócimy ze Szkocji na tarczy."
Szczerze? To ja jestem przekonany, że tak będzie i nie jest to czarnowidztwo tylko realna ocena sytuacji.
Niemniej ktoś taki jak np. Josip Juranović to by się w Legii przydał.
W zasadzie dobry trener powinien wyciągnąć wnioski z błędów i jednej grupie kazać pozorować ataki, których Legia nie potrafi bronić, a drugiej nauczyć się bronić te ataki.
Poza tym jak Legia ma budować drużynę na piłkarzach np. pokroju Rajovica, Recy, Szymańskiego (...)
Wstrzymuję się jeszcze z ostateczną oceną okienka, łudząc się, że są tam jeszcze jakieś jakościowe wzmocnienia w planach, ale przyznam, że jest pewna konsternacja, bo spodziewałem się, że dla Żewłakowa i Bobicia będzie oczywiste, że w drużynie jest deficyt zawodników kreatywnych. Tymczasem zrezygnowano z dwóch zawodników, którzy wnosili jednak pewną techniczną jakość (Luquinhas, Gual), zastępując ich takimi, którzy robić gry nam na pewno nie będą.
Swoim zwyczajem nie zacznę od refleksji związanych z oglądem gry Legii,ale tego co niewidoczne ,a moim zdaniem ważne.
Tak przed 70 laty trenerzy piłkarscy z ciekawością zaczęli spoglądać w kierunku psychologii co by swe umiejętności interpersonalne rozwijać i doskonalić. Z czasem uznano podejście oparte na wiedzy psychologicznej za równie ważne jak motoryka, technika, taktyka - co oznaczało tzw. kwestie mentalne , w tym u nas głównie związane z czynnikami motywacyjnymi .
Akurat jestem w trakcie czytania wydanej w tym roku książki Toma Bowera "Marka Beckham", gdzie w opisie drogi piłkarskiej Davida ( podobnie jak u wielu innych) przebija się refleksja,że wyczynowe, na wysokim poziomie , uprawianie piłki nożnej z uwagi na jej nośność społeczną wymaga od zawodników posiadania specyficznych cech psychicznych. Piłkarz musi odznaczać się odpornością psychiczną ,a więc umiejętnością panowania nad własnymi emocjami, radzeniem sobie ze stresem przedstartowym, musi posiadać adekwatną samoocenę , wierzyć we własne siły i powodzenie całej drużyny, być nastawionym na osiągnięcie sukcesu oraz umieć współżyć w kolektywie. W sztabie Legii pracuje psycholog Michał Dąbski specjalizujący się w treningu mentalnym i interpersonalnym oraz psychologi kompetencji i odpowiedzialności.Celem jest przygotowanie psychiczne , a więc wykształcenie odporności i gotowości psychicznej. Metodami m.innymi trening refleksji progresywnej,trening autogenny, ćwiczenia oddechowe i techniki wyobrażeniowe. Piłkarzom w trakcie meczu towarzyszą silne emocje związane z walką z przeciwnikiem, obecnością widzów,odpowiedzialnością jednostki za wynik całego zespołu. Ważną umiejętnością jest posiadanie koncentracji , co kształtuje pozytywne myślenie i pewność siebie. W tym procesie bardzo ważnym czynnikiem jest wzajemne zaufanie na linii trener- zawodnicy oraz zawodników pomiędzy sobą , głównie w poczuciu sensu tego co robią. Za wcześnie jest oceniać współpracę na tym odcinku ,ale na tym etapie ta wiara w sukces u zawodników Legii jest bardziej ukryta, niż aktywna.
W tym wstępie trzeba zwrócić uwagę na znaczenie tego co potocznie nazywamy odpowiedzialnością.Zdradzę,że do napisania kilku zdań o odpowiedzialności zainspirowały mnie słowa Tomasza Hajty po meczu Jagiellonii z Silkeborgiem, po który uznał ,że to podstawa sukcesów,a jej brak prowadzi do porażek. Samo słowo odpowiedzialność posiada liczne desygnaty , głównie w naukach psychologii, filozofii oraz prawa.
Wedle psychologi odpowiedzialność to sytuacja osoby, od której można zażądać ,aby zdała sprawozdanie ze swoich czynów. Pojęcie odpowiedzialności zakłada z jednej strony działanie a z drugiej jego ocenę przez swego rodzaju arbitra ( zwierzchnik, autorytet, opinia publiczna itp). W świetle praw społecznych i moralnych człowiek jest nie tylko odpowiedzialny za czyny, których pragnął sam dokonać i dokonał, ale też za zaniechania i zaniedbania czyli za tego czego nie dokonał ,ale mógł i powinien dokonać. Odpowiedzialność w tym sensie jest czymś pojemniejszym, niż dołożenie należytej staranności.
W filozofii problemowi odpowiedzialności poświecił prof. Roman Ingarden osobny rozdział w swej książce " O człowieku". Dokonał on analizy struktury odpowiedzialności na : 1) Ktoś ponosi odpowiedzialność za coś, jest za coś odpowiedzialny. Określa on podmiot odpowiedzialności za czyn popełniony w przeszłości . 2) Ktoś podejmuje odpowiedzialność za coś . Wskazuje on na teraźniejszość podejmowania odpowiedzialności np rodziców za dzieci , piłkarzy za wynik drużyny itp. 3) Ktoś jest pociągany do odpowiedzialności . Oznacza on istnienie trybunału orzekającego o niej lub o jej braku : sąd, opinia publiczna, historia. 4) Ktoś działa odpowiedzialnie czyli ma cel i przewiduje skutki swych poczynań.
Mówienie o odpowiedzialności za coś, za kogoś zanika jako kategoria społeczna.Jednak dopóki piłka nożna jest grą kolektywną to odpowiedzialność jest wpisana w jej aksjologię.Owszem wzrost znaczenia analiz, dyscypliny taktycznej ogranicza odpowiedzialność zawodnika do tego jak wykonuje zadnia ,ale jej nie znosi, bo można je wykonywać dobrze lub źle. W pytaniu o odpowiedzialność zawodnika za wynik nie chodzi ani o przypisywania sprawstwa ( kto to zrobił ?) , ani o przypisywanie winy ( kto zawinił ?), ani o odpowiedzialność odszkodowawczą ( kogo ukarać ?) ,ale o to jak wypełniany jest obowiązek czynnego lub biernego zapobiegania szkodliwym skutkom swoich boiskowych poczynań. Jednym z najtrudniejszych zagadnień jest rozłożenie skali odpowiedzialności za negatywny skutek na działania indywidualne i zbiorowe, na działania trenera i zawodników. Można przyjąć,że każdy uczestnik odpowiada za skutki swych poczynań i zaniechań w takiej mierze w jakiej :1) są one przewidywalne na podstawie obiektywnych kryteriów takich jak np. wykorzystanie motoryki, techniki czy taktyki 2) można ich było uniknąć lub im przeszkodzić 3) jest możliwe w ogóle możliwe mówienie o odpowiedzialności , gdyż zdarza się,że przeciwnikowi wyjdzie zagranie , strzał którego nie sposób zatrzymać lub przewidzieć. Nikt nie może być uznany za odpowiedzialnego za skutki działania lub zaniechania , które są nieprzewidywalne , których nie można uniknąć. Nie dotyczy to jednak sytuacji w której trener dokonujący podziału zadań nie przypisze konkretnemu zawodnikowi jakiegoś zadania czyli nikomu nie kazano np. pilnować konkretnego przeciwnika w polu karnym.
Trenerowi Iordanescu nie można odmówić wiedzy z zakresu socjotechniki,bowiem jak zauważyliśmy po każdym niepożądanym wyniku uprzedza krytykę mówiąc,że on za ten wynik ponosi odpowiedzialność. W takiej sytuacji mediaworkerzy stoją w zadumie , bo gdyby szedł w zaparte to można by go było "bić rękami i kopać nogami" a w takiej sytuacji bicie i kopanie skruszonego mija się z celem,a może być uznane wręcz za okrucieństwo.
Jako się rzekło nie chodzi li tylko o egzekwowanie odpowiedzialności w postaci wymagania troszczenia się o korzystny wynik, o wierność w wykonywaniu swych zobowiązań "dobrej roboty", przewidywania skutków swoich działań i podejmowanie takich wyborów, które są korzystne,ale przede wszystkim o wyciąganie konstruktywnych wniosków.
Nie wystarczy przyznać się do błędu ,ale tego samego lub tych samych starać się unikać.
Potocznie powiada się ,że nawet słonia można nauczyć tańczyć,ale jak widać niektórzy ludzie są odporni na wiedzę, nie mają zmysłu samooceny i nie wiedzą nawet ,że niewiele wiedzą.
We wczorajszym spotkaniu Legia miała liczne liczby na swoją korzyść , bo i strzałów na bramkę ponad 2 razy więcej, i posiadanie piłki 2 razy wyższe, podobnie jak ilość podań.Tylko wynik odwrotny
Kluczem do zrozumienia jest zastosowany dawny wynalazek młodych trenerów niemieckich w postaci wertykalności.Po nim jako sposób na kontrolę przestrzeni stał się gegenpressing ,a od paru lat, jest sekwencyjność.
Wertykalność w niemieckim futbolu zrodziła się w opozycji do hiszpańskiego , którego rzecznikiem był Pep Guardiola mówiący o "złotej zasadzie" 15 podań , które są potrzebne po to ,aby zawodnicy właściwie ustawili się na boisku. Niemcy uznali ,że na tym polu Hiszpanom nie dorównają i postawili na maksymalnie szybkie przechodzenie z obrony do ataku i odwrotnie. Ten trend rozpoczęty w 2010 roku sprawił,że z kontrataku w Hiszpanii strzelano w latach 2012-2016 tylko 19 bramek na 100 ,a w Niemczech - 32. Liczono tylko te gole ,które padły po szybkiej akcji od razu po przejęciu piłki. Jak to ujął trener Heyckes "Po to się cofamy do zagęszczonej obrony,aby uzyskać wolną przestrzeń, którą dzięki kreatywności potrafimy wykorzystać ". Z kolei Klopp tak określił na czym polega wertykalność : " Zaczęliśmy kłaść znacznie , znacznie większy nacisk na podania do przodu". Klopp stawiał na graczy bardziej znanych z energicznej gry niż z brylantowej techniki jak np. Błaszczykowski czy Groskreutz . Borussia Kloppa skupiała się na wychodzeniu na wolne pola , ogrywaniu bocznych obrońców przez co stwarzane były okazje do prostopadłych podań i dochodzenie do piłek w newralgicznych miejscach boiska.
Klopp był tym ,który zaprzeczył,że motywacja, pasja,pragnienie są alternatywne do podejścia taktycznego - uznając,że bez nich taktyka jest martwa. Szczególną wartością wertykalności było zagospodarowanie tzw. faz przejściowych . Co prawda sam termin "przejście" był powszechnie znany od 2010 roku,ale to on stał się fundamentem niemieckiej myśli szkoleniowej. Przejście z obrony do ataku to moment w którym drużyna odzyskuje piłkę, a przejście od ataku do obrony to odwrotność. Dla wyniku najważniejsze jest perfekcyjne opanowanie tego pierwszego elementu. Tymi, którzy ten manewr umożliwiają są boczni pomocnicy, w systemie gry z czterema obrońcami oraz wahadłowi w ustawieniu z 3 obrońcami. Kluczowa dla wertykalności była szybkość co tak charakteryzował trener Low " Tempo meczów wzrosło, piłkarze biegają teraz bardzo dużo. Tradycyjnie uważało się ,że drużyna która więcej biega wygrywa mecz . Z naszych analiz wynika ,że to powierzchowne podejście . Obecnie skupiamy się na tym ,jaki rodzaj sprintów wykonują zawodnicy,w którym miejscu boiska, jak to robią i w jakim kierunku. Gdyby odwołać się do emocji to to sprinty do przodu bardziej "leżą ' piłkarzom niż te do tyłu". Punktem szczytowym wertykalności była wygrana Niemców na MŚ w 2014 roku w tym zwłaszcza spektakularna wygrana z Brazylią 7:1 mimo ,że zespół gospodarzy miał przewagę we wszystkich pozostałych parametrach.
Daleki jestem od porównywania Wisły Płock do Borussi ,ale obecnie to jedyny w naszej lidze zespół , który prawie w każdej sytuacji kiedy ma piłkę gra nią do przodu.Ma to swoje dobre strony, na co wskazywał już przed 11 laty w Legii trener Berg, bo nawet jak zespół straci piłkę to będzie to dalej od własnej bramki ,a jednocześnie rywalowi daje się szansę za popełnienie znaczącego błędu.
Większość piłkarzy Wisły to gracze dojrzali . którzy większych sukcesów nie odnosili, ale też poniżej średniego poziomu nie spadali. Wartością zespołu Wisły jest wyrównany skład oraz to,że osiągane wyniki budują zaufanie do trenera . Wisła gra prosty futbol, stosuje wertykalność, nie tylko dlatego ,że to było modne ,ale też dlatego ,że zawodnicy Wisły do orłów technicznych nie należą i wymiana kilkunastu celnych podań przekracza ich możliwości sprawcze.Więc poczynania ofensywne ograniczają do 3-4 podań i kończenia akcji strzałami na bramkę.
Wczoraj Wisła nadspodziewanie solidnie prezentowała się w obronie , stosując głównie aktywną strefę, podwajanie krycia, oraz skracanie pola gry wraz z asekuracją najbliższego do piłki partnera.
Jak na zespół który dwa ostanie sezony spędził w I lidze to Wisła pokazała,że potrafi wykorzystać tzw.fazy przejściowe tak do zajęcia pozycji wyjściowych do podjęcia ofensywy jak i gry obronnej. Zawodnicy na ogół wiedzieli kto i gdzie ma się przemieszczać i w ten sposób zmuszali zespół Legii do ataku pozycyjnego.Co prawda wczoraj zespół Legii ich zbyt mocno nie naciskał i zachowań ryzykownych nie wymuszał.
To banał ,ale postronny obserwator mógłby wczoraj uznać ,że ci w niebieskich strojach kontrolujący grę to osławiona Legia , a ten grubasek na linii to znany Iordanescu , a nie przybysz znikąd Mariusz Misiura.
Legia gra jak każdy widzi ( to parafraza definicji konia z pierwszej polskiej encyklopedii "Nowe Ateny" Benedykta Chielowskiego) czyli niewiele różniąca się od osła. Z tego też powodu mecze Legii wyglądają podobnie , "ni pies ni wydra, coś na kształt świdra", gdyż w sumie bardzo wiele zależy od rywali. Legia gra swoje ,ale nie potrafi narzucić rywalom swoich warunków, co najwyżej może wykorzystać ich błędy. Przed wczorajszym spotkaniem można było więc założyć,że to przeciwnik czyli Wisła wybierze albo grę otwartą i padnie wiele bramek ,albo grę zamkniętą, gdzie o wyniku może zadecydować jedna bramka.
Z prawdziwym ubolewaniem muszę napisać, że trener Iordanescu mnie zawodzi, gdyż jak dotychczas dowodzi,że zasób jego praktycznej wiedzy taktycznej jest ubogi.
Legia gra na luz na boisku licząc ,że rywale wejdą w tę bezkontaktowość. Lecz rywale bardzo chętnie korzystają z przestrzeni jakie im pozostawia Legia ,ale na taki sam komfort Legii nie pozwalając.
Mnie trudno jest zrozumieć czemu trener ustawia naszych środkowych obrońców linii ,a nie schodkowo. W linii to mogły grać włoskie asy i to podczas MŚ w 1990 roku czy 30 lat temu w Milanie ,a nie Legia w 2025 roku . Dziś przy szybkich zmianach sytuacji jeden środkowy musi trzymać głębię obrony i asekurować tego przed sobą w pionie oraz z boków. Defensywny pomocnik z kolei ma rozbijać akcje prowadzone środkiem.
Nadto nasz zespół zbyt często i często bez żadnego uzasadnienia rozgrywa piłkę w strefie 2/3 narażając się na jej straty, podczas kiedy rywale bez kunktatorstwa kopią piłkę w kierunku pola karnego Legii.
Wydawałoby się czymś zgoła normalnym ,że zespół faworyzowany,a przegrywający na II połowę wyjdzie naładowany agresją, zdolny do podjęcia zaciętej walki o wygraną, a zobaczyliśmy drużynę, która zamiast bicia się o zdobycie bramek to wyglądała jak by najbardziej jej zależało, aby wypełniać schemat taktyczny gry.Zaczynaliśmy od tyłu, podaniem do środka , wycofaniem , podaniem do boku , wycofaniem, znowu do boku i lekki bieg do przodu i albo strata piłki ,albo wejście w atak pozycyjny z oddaniem piłki albo niecelnego strzału - co na jedno wychodzi.Było tak bicie głową w solidny mur.
Żadnej własnej inwencji, żadnego zaskakującego rozegrania,żadnego udanego dryblingu, żadnego przejścia piłką pomiędzy formacjami i liniami, ale przede wszystkim żadnego nieprzewidywalnego zagrania ,brak zmuszania do błędu obrońców i brak improwizacji.
Można rzec ,że zawodnicy Legii realizowali w sposób zdyscyplinowany założenia taktyczne, tyle tylko ,że były one całkowicie nietrafne.
Musi cieszyć,że przynajmniej w meczach Legii ostatnio nie można mieć zastrzeżeń do pracy arbitrów. Wczoraj młody Łukasz Kuźma( 34 lata) dokazywał tak, jak byłby wielce doświadczonym i zaprawionym w potyczkach z zawodnikami sędzią . Kiedy trzeba pokazywał zasadniczość , ostrzegał przed możliwością kary za kwestionowanie orzeczenia , a kiedy uważał za stosowne tłumaczył decyzje , odróżniał grę faul od naturalnego zderzenia zawodników różnymi częściami ciała ( głowa, ciało, nogi) w walce o piłkę. Decyzje podejmował szybko nie dopuszczając do tego ,aby zawodnicy sami wymierzali sobie sprawiedliwość, także w ramach dogrywki pomeczowej. Bardzo zacny występ. Brawo !.
Przed nieco ponad stu lat marszałek Józef Piłsudski ( przypomniany z okazji 105 rocznicy pogonienia bolszewików spod Warszawy) podczas przemówienia w Sejmie porównał to co robili ,a właściwie czego nie robili, posłowie do sytuacji w Anglii, kiedy to władze uznały ,że więźniowie muszą pracować - co zrobili w ten sposób ,że osadzeni w zamkniętym pomieszczeniu dęli w miechy kowalskie wytwarzając wysoka temperaturę powietrza . Tyle tylko , że to wytworzone gorące powietrze było rurami odprowadzane na zewnątrz i wypuszczane do atmosfery. Co Marszałek określił dosadnie :"Para w gwizdek" ." Legio ! Para w gwizdek ! ".
"Tymczasem zrezygnowano z dwóch zawodników, którzy wnosili jednak pewną techniczną jakość (Luquinhas, Gual), zastępując ich takimi, którzy robić gry nam na pewno nie będą."
A jeszcze wcześniej pozbyto się Josue. Tutaj został tylko Elitim, który ma też swoje ograniczenia. Ten brak zawodników kreatywnych aż bije po oczach i ma ogromny wpływ na to jak gra Legia i będzie grała. To już teraz możemy założyć, że takich meczów jak z Arką, Wisłą będzie więcej.
Przeciwko Legii wystarczy postawić autobus, grać cierpliwie i liczyć na szybkie kontry. Legia będzie wymieniać milion podań wszerz boiska i do bramkarza, grając wolno, niechlujnie, nieefektywnie, nonszalancko i bez zaskoczenia dla przeciwnika. Widzieliśmy to w zeszłym sezonie i widzimy to w obecnym.
Co do trenera to Iordanescu miał mało czasu na sprzątanie po Feio, nie dostał na czas wzmocnień i jego jeszcze nie ma co oceniać, jest tu zbyt krótko. Na cały sezon rzutować będą mecze ze Szkotami albo lecimy na trzy fronty albo zostaje nam liga i PP oraz spora wyrwa w budżecie z powodu braku pucharów.
Owszem, może nowi piłkarze zaskoczą jeszcze, ale tutaj cudów się nie spodziewam.