- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Legia - Pogoń 1-0: Cel uświęca środki
W meczu dziesiątej kolejki Ekstraklasy Legia zmierzyła się w Warszawie z Pogonią. Nasza drużyna zwyciężyła jedną bramką. Losy meczu rozstrzygnęły się już w trzeciej minucie, kiedy rzut karny na bramkę zamienił Rajović.
Skład Legii wyglądał następująco: Tobiasz – Wszołek, Piątkowski, Kapuadi, Reca – Szymański – Weisshaupt, Kapustka, Elitim, Krasniqi – Rajović. Goście rozpoczęli w składzie: Cojocaru – Wahlqvist, Keramitsis, Huja, Ali – Ndiaye – Juwara, Przyborek, Greenwood, Grosicki – Molnár.
Przed upływem 1. minuty meczu z dystansu uderzył Grosicki. Kapitan gości nie trafił w bramkę. W 2. minucie zaatakowała Legia. Juwara podciął w polu karnym Weisshaupta i sędzia Myć bez wahania odgwizdał rzut karny. Do piłki podszedł Rajović i pewnym strzałem wyprowadził Legię na prowadzenie. W 7. minucie Rajović ruszył do podania od Kapuadiego i zagrał ostro w pole karne. Cojocaru wybił piłkę na rzut rożny. Po nim doskonałą okazję na bramkę miał Piątkowski, jednak bramkarz gości popisał się świetną interwencją. Dobitka Kapustki przeszła nad bramką. W 9. minucie Grosicki podał do Molnára, jednak Węgier nie zdołał oddać strzału na bramkę naszej drużyny. W 12. minucie żółtą kartkę za faul ujrzał Piątkowski. Po rzucie wolnym strzał oddał Juwara, ale Tobiasz spokojnie złapał piłkę. W 16. minucie Keramitsis uderzył niecelnie po rzucie rożnym. W 23. minucie Elitim został sfaulowany przed polem karnym. Do rzutu wolnego podszedł Krasniqi, ale uderzył wysoko nad bramką. W 26. minucie Cojocaru złapał piłkę po płaskim strzale Szymańskiego. W 32. minucie bramkarz gości sparował mocny strzał Weisshaupta. W 39. minucie piłka spadła na nogę Juwary w polu karnym Legii. Juwara huknął z lewej nogi, jednak chybił. W 41. minucie Reca ruszył lewym skrzydłem, uderzył mocno, ale niecelnie. W 42. minucie Przyborek przeniósł piłkę nad bramką Tobiasza. W doliczonym czasie gry Krasniqi odważnie uderzył z woleja. Piłka minęła bramkę gości.
Legia do przerwy prowadziła 1:0. Mecz był otwarty. Legia miała lepsze sytuacje, ale Pogoń odgryzała się i nie rezygnowała z walki o punkty.
W 47. minucie Pogoń efektownie rozegrała piłkę. Juwara nie trafił w bramkę, uderzając z linii pola karnego. W 49. minucie Piątkowski zgłosił uraz i od razu było wiadomo, że będzie musiał opuścić boisko. Do gry wszedł Pankov. W drugiej połowie tempo gry wyraźnie spadło. W 64. minucie Chodyna i Kacper Urbański zastąpili Weisshaupta i Krasniqiego. Mecz był rwany i mało atrakcyjny. W 76. minucie Cojocaru obronił strzał oddany głową przez Pankova. Piłka odbiła się jeszcze od obrońcy Pogoni i od słupka. W 85. minucie Cojocaru odbił mocny strzał Rajovicia. W 87. minucie Augustyniak zmienił Elitima. W 89. minucie Szymański nie trafił w bramkę z kilku metrów po podaniu od Chodyny, ale sędzia odgwizdał w tej sytuacji spalonego. W doliczonym czasie gry żółtą kartką ukarany został Reca. Wynik nie uległ już zmianie.
Legia bardzo potrzebowała zwycięstwa i troskę o wynik widać było w poczynaniach naszej drużyny. W drugiej połowie legioniści skupiali się na minimalizowaniu ryzyka, starannie unikając sytuacji, które mogłyby umożliwić gościom wyprowadzenie kontry. Pogoń nie miała atutów, by stworzyć choć jedną klarowną okazję strzelecką. Z trudem patrzyło się na to widowisko, ale trzy punkty są najważniejsze.
Za tydzień Legię czeka wyjazdowy mecz z Górnikiem, który w tym sezonie wygląda bardzo dobrze i znajduje się na czele tabeli. W czwartek nasza drużyna rozpoczyna rywalizację w fazie ligowej Ligi Konferencji. Do Warszawy przyjedzie turecki Samsunspor.


Edit: czy to już kolejna drużyna, która oddaje 1 celny strzał przeciwko nam w całym meczu?
Osobiście nie podoba mi się styl w którym podażą nasza drużyna, ale ktoś wymyślił sobie Mistrzostwo, ktoś zatrudnił takiego, nie innego trenera, który wiadomo było jak gra. Nie muszę przypominać Panom, kto ostatnio zdobył mistrzostwo z Legią. Jak grał. Jagielonia 3 punkty straty.
Edit2, nie pamiętam już kiedy ostatnim razem, Legia zdobyła 3 i wykorzystała potknięcia rywali do tytułu. Ktoś poszpera? Jedna rzecz ważna, nie ma ujemnego bilansu z rakowem ani z jagą przed rundą wiosenną. Leszek zagubiony na tą chwilę, jak dziecko we mgle, szkoda że gramy z nimi dopiero 25.10.
To ja też napiszę, co chcę widzieć w tym meczu. Jest to miłe, bo mogę tym razem pochwalić trenera. Chodzi mi o 2. połowę. Miał oczywiście Jouvara niezłą sytuację na strzał, ale poza tym pełna kontrola nad działaniami ofensywnymi przeciwnika, w stopniu, jakiego ze strony Legii dawno nie widziałem. Żadnego głupiego nadziewania się na kontry, żadnych stałych fragmentów dla rywala. Oczywiście, ta 2. połowa nie była ciekawa i fajna do oglądania z punktu widzenia emocji i estetyki. Ale za to gra była mądra, za co zasługę przypisuję trenerowi. Po raz pierwszy od dawna Legia zagrała mądrze na utrzymanie wyniku. Porównując grę przy 2-1 z Banikiem w rewanżu z 2-gą połową z Pogonią, to postęp w mądrym graniu był widoczny. Tego oczekuję od trenera - mądrych decyzji oraz umiejętności wyegzekwowania ich realizacji od zawodników.
Największe emocje były przy sytuacji opisywanej jako ‘W 12. minucie żółtą kartkę za faul ujrzał Piątkowski. Po rzucie wolnym strzał oddał Juwara, ale Tobiasz spokojnie złapał piłkę. ‘. Aż mi ciarki przeszły, bo miejsce identyczne jak przy golu na 1-1 w finale PP, a w takich sytuacjach bronimy równie mizernie jak wówczas. I dośrodkowujący (ostatecznie inaczej wykonał) ten sam.
Michał Żewłakow mówił, że brakuje mu meczów takich, gdzie nie trzeba drżeć o wynik do końca, gdzie jest pełna kontrola na boisku i czas na eksperymenty kadrowe. Może ten mecz aż taki komfortowy nie był, ale był na pewno krokiem w dobrym kierunku. Chyba wybiliśmy przyjezdnym po 1. połowie pomysł, aby grać i konstruować od własnej bramki, skazując go na długie podania. I Legia była na tyle ostrożna, że te długie podania też kontrolowała. Fajnie było znowu ujrzeć Pankova - chyba ok. 100 proc. udanych zagrań.
‘ W doliczonym czasie gry Krasniqi odważnie uderzył z woleja.’ Gdyby to wpadło …
Tak chcę widzieć ten mecz. I jest to miłe.
Była jeszcze mowa o tym, że Kacper Chodyna ma udowodnić swoją przydatność, bo inaczej trzeba będzie zimą poszukać innych rozwiązań. Ciekaw jestem wrażeń Kolegów na ten temat. Moim zdaniem ten lob, przed przepudłem Damiana Szymańskiego był całkiem, całkiem. To oczywiście, żadna podstawa do wyrokowania. Dobrze, że szybko znowu gramy następny mecz. Jak jest dużo czasu, to łatwiej coś popsuć. A tak nie ma czasu na kombinowanie … bo zaraz następny mecz.
Z drugiej strony jeśli stara piłkarska prawda o budowaniu drużyny od tyłu ma sens to swoje robi . Nie tracimy bramek tak jak było to jeszcze niedawno . Mamy straconych tylko 6 bramek z czego ze dwie dał rywalom sędzia . To najlepszy wynik w lidze . Można rzec oby tak dalej choć mi tak grająca Legia nie będzie się podobała . To raczej będą widowiska dla koneserów taktyki
1) W turze "międzyreprezentacyjnej" mamy 8 punków, jeżeli wygramy z Górnikiem, moje wymagania minimum 10 pkt. w 5 meczach zostaną spełnione.
2) Krytykowałem Rajovica, że w grze piłką jest bezproduktywny, ograniczone umiejętności techniczne nie pozwalają mu na udział w zawiązywaniu akcji, a jego udział sprowadza się tylko do ich wykańczania. Wczorajszy mecz temu zaprzeczył, Rajovic był pełnoprawnym uczestnikiem gry piłką, wydaje mi się, że pod względem udziału w grze, szczególnie w pierwszej połowie był to jego najlepszy mecz w Legii. Dziwne, że dobra dyspozycja Rajovica nie przeniosła się na lepszą, skuteczniejszą grę Legii w ofensywie?
3) 1:0 to optymalny wynik dla Iordanescu, gra na zero z tyłu jest jego priorytetem i drużyna to zrealizowała. Patrząc jak Jaga hasała sobie beztrostko w Poznaniu i jak została ograniczona w swoich poczynaniach ofensywnych w Warszawie to trener z realizacji swoich preferencji w ostatnich meczach może być zadowolony.
4) Kacper Urbański udowodnia, że nie stracił "magic touch" jeżeli dojdzie do pełnej formy fizycznej, wytrzymałosciowej powinien stanowić niepodważalny atut, nadzieje na progres należy również łączyć z Weisshauptem i z Krasniqim.
5) Jeżeli Arek Reca zagra z Górnikiem na podobnym poziomie co w dwóch ostatnich meczach, to czy powinien otrzymać powołanie do kadry? Wydaje się że jest to możliwe, o ile nie do wyjściowej jedenastki, to na ławkę rezerwowych może się załapać.
Negatywy? Brak skuteczności w ofensywie. Gramy pragmatycznie na zero z tyłu, z dobrym kontrpressingiem, nie pozwalamy się rozwinąć rywalom, ale równocześnie pozbawiając się podejmowania ryzyka w ofensywie stajemy się trochę ... przewidywalni, trudno nam zaskoczyć przeciwnika.
Corazstarszy: "Kacper Chodyna ma udowodnić swoją przydatność, bo inaczej trzeba będzie zimą poszukać innych rozwiązań" - przyznaję że jestem sceptykiem, sytuacja samego Kacpra Ch. żeby wygrać rywalizację z Weisshauptem, Krasniqim, Biczachczjanem, Urbańskim Kacprem a być może i Wojciechem jest mega trudna. Wczoraj nie dał mi argumentów, żebym zmienił zdanie.
Brakuje kogoś, kto się wciśnie, pójdzie do końca, albo przyspieszy grę swoim genem brasileos. Jakieś uwolnienie, jakiś tam zwód.
Był kiedyś Juranović , był Karbowik, był nasz Brasileos co hasa obecnie wśród pól kukurydzy na Azorach. No i był Samuraj, co szedł do końca, jakby w tym samym czasie byli wszyscy, razem w Legii to by można mówić o ofensywie.
Wtedy możesz zasypać przeciwnika podaniami krzyżowymi, uwolnić grę i tak dalej.
Karny dla mnie to pół bramki, nie wiem czemu, ale mnie tylko bramki z gry cieszą, wtedy wiadomo, że nie było w tym przypadku.
Ręka trenera i transfery, na około Legii wyglądają często lepiej, widać wyraźny stempel trenera, albo lepszy gen piłkarski, za to taniej. Zmiana obrońcy to jedyne co im się udało.
Anegdot o Zemanie jest mnóstwo, np. będąc trenerem Palermo nakrył piłkarzy, którzy zamiast spać rżnęli w karcięta i zasiadł z nimi do stołu ,a rano ukarał siebie i ich "grzywnami". Był znany z tego ,że błyskawicznie przeistaczał się z szefa srogiego i bezwzględnego, w łagodnego i wyrozumiałego . Lecz filozofię futbolu miał niezmienną .
Zeman wynik uważał za drugorzędny, za idealny mecz uznawał ten podczas którego odbywa się niepozwalająca odetchnąć parada atrakcji , którą utożsamiał z maksymalną ilością strzelonych bramek. Jego ulubionym spektaklem były remisowe derby Rzymu ( 3:3) , nie ze względu na przebieg gry ,ale na ekstremalnie emocjonalną reakcję trybun.
Był to trener wierny swojej filozofii traktowania futbolu jako widowiska dla kibiców. Nie ulegał żadnym modom, trendom będąc całkowicie niereformowalnym . Uważał ,że jeśli jego idee przegrają to przegra cały futbol.Jednocześnie sam ten rodzaj futbolu niszczył, sam reżyserował piękną katastrofę , będące efektem ślepej wiary w futbol samobójczo beztroski i wszechradośnie optymistyczny.
Zeman ukończył słynną szkołę trenerów w Coverciano razem z Arrigo Sacchim i tam w pracy dyplomowej sformułował zasady futbolu, którym był wierny przez 4 dekady. W Italii był pierwszym ,który ustawił 4 obrońców strefowo ,z tym ,że boczni byli graczami ofensywnymi , a zamiast 3 środkowych obrońców ( ówcześnie dominujący system) wystawiał w formacji ataku 3 środkowych napastników.
W czasie kiedy z Foggią awansował z Serie C do A , zdobywał z nią najwięcej bramek i najwięcej też tracił. W tym czasie powstał o nim film " Zemanlandia". Kiedy obejmował Foggię frekwencja wynosiła 2,5 tysiąca widzów,a po kilku meczach stadion był zapełniony kibicami.
Zespoły Zemana jak tylko miały piłkę to miały obowiązek bezzwłocznie kopać ją do przodu , by tym ostrym pchnięciem przeszyć rywala , odrzucając Barcelońskie jałowe turlanie piłki po murawie, odrzucając też futbol horyzontalny i jego podania wszerz. Był to futbol wertykalny , za twórców którego niesłusznie uważani są Niemcy. Powody tego wertykalizmu były proste : mecz należy pozbawić zagrań bezsensownych czyli wszelkich kopnięć nieprzybliżających piłki do bramki .Taki futbol wymagał wręcz nadludzkiej wytrzymałości , więc jego piłkarze biegali po lasach , po plażach , po górach , po schodach stadionów . U nas to bieganie po schodach stadionów uprawiali Brzeżańczyk w Górniku i Lenczyk w Wiśle. Dziennikarze krytykowali takie katorżnicze metody, na co on pytał czy znają kogoś kogo one zabiły . W dużym stopniu miał rację , bowiem dla człowieka znajdującego radość, frajdę z tego co robi pojęcie zmęczenia nie istnieje. Każdy kto grał "na podwórku" wie,że można było ganiać za piłką przez cały dzień i nie mieć dość. Niestety ,ale nowa generacja trenerów młodzieży wysiłek minimalizuje , co sprawia ,że odstajemy intensywnością gry od najlepszych, bardzo wyraźnie. Przedstawicielami filozofii Zemana w tym względzie byli w Legii Czerczesow i Hasi.Ideowa treść tego podejścia polegała na tym ,że mając "końską " wytrzymałość zawodnik mógł być wszędzie naraz na boisku, zespół zyskiwał przewagę liczebną w każdej części boiska i w ten sposób można było stłamsić każdego przeciwnika.
Będąc wszechstronnie wykształconym ( studia w-f, medyczne i fizjologiczne) Zeman sam planował i organizował przygotowania oraz okres międzymeczowy. Był drugim po Helenio Herrerze, który ogromna wagę przykładał do diety piłkarzy, bezlitośnie karząc za jej naruszenie . Był trenerem i Lazio i Romy , zespołów pełnych gwiazd,ale Tytułu z nimi nie zdobył. Zwłaszcza kiedy prowadził Romę przypięto mu łatkę trenera nieodpowiedzialnego , zbyt zafiksowanego na swoich obsesjach ,aby trafiały do niego zdroworozsądkowe argumenty. Trafiał do coraz słabszych zespołów i nie odnosząc sukcesów tak mówił :" Nie ma niczego uwłaczającego w zajmowaniu ostatniego miejsca , o ile czyni się to z godnością ". Jego obrońcy podnosili ,że w Serie A przegrywał nie z przeciwnikami ,ale z dopingiem ,z którego jego rywale obficie korzystali . Sam też tak to postrzegał mówiąc :" Piłka nożna zmienia się na gorsze. Chciałbym żebyśmy wyciągnęli ją z laboratorium chemicznego i biura zarządcy finansowego ,żebyśmy na powrót uczynili ją grą i zabawą. Ale dzieje się odwrotnie. Futbol z każdym dniem jest mniej grą ,a bardziej przemysłem".
W pierwszym okresie swej kariery Zeman postrzegany był jako wizjoner ,ale z czasem zaczęto dostrzegać ,że jego bezkompromisowość to było ślepe przywiązanie do własnej wizji. On nie ewoluował, nie dojrzewał, hołdował futbolowi jednowymiarowemu , infantylnie naiwnemu, z ducha wręcz podwórkowemu , którego wady, błędy usiłował zasłonić upadłą tezą jakoby najdonoślejszym celem piłkarzy było zabawianie widzów.
Przyznam,że oglądając tydzień temu mecz Pogoni z Lechią ( 3;4) myślałem ,że duch Zemana powrócił
Przed kilku laty redaktor Canal+ Filip Surma w dyskusji o roli trenera, powołując się na książkę "Futbol i statystyki" Chrisa Andersena i Davida Sally'ego powiedział ,że udział trenera w wyniku zespołu to 15%, przy czym kontekst był taki,że to za mało.
Otóż autorzy cytowanej książki i wielu następnych nie wzięli takiej cyfry z sufitu, gdyż wydedukował ją algorytm z setek danych.
Kwestionowanie niewielkiego udziału trenera w sukcesach i porażkach ma charakter subiektywny i jest efektem medialnego szumu sprowadzającego efekty działań do personaliów,że oto sprawcą jest ktoś znany z imienia i nazwiska.
Tak zrodził się swego czasu kult Mourinho i w nieco innym aspekcie sir Alexa Fergusona.Pierwszy zmieniał kluby i z każdym z nich zdobywał trofea, a drugi też zdobywał ,ale z jednym klubem.
Powierzchownie patrząc to stanowisko trenera urasta do rangi symbolu , wręcz na miarę dowódcy wojska , gdyż to w jego ręku spoczywa większość decyzji tyczących losów zespołu, które nie zależą od przypadku, lub jak wspomina Senator od decyzji sędziego. To trener decyduje o taktyce zespołu, kogo wystawi do gry, komu jakie przydzieli zadania , jak będzie sobie radził z przeciwnościami itp..
Ta personifikacja nie jest czymś ułomnym,aczkolwiek z materialistycznym podejściem wchodzi w spór.
Przeciwnicy kultu trenera umniejszają jego rolę wskazując,że to zawodnicy grają na boisko i to oni tworzą historię. Można powiedzieć ,że ta antytrenerska niechęć ma dwa źródła : jedno prozaiczne , oparte na zawiści , na obniżaniu wartości Wielkich Ludzi , jako część wrogości do wszelkiej władzy . Druga wynika z trendu współczesnej kultury , która w latach 90-tych wylansowała futbol na świecznik telewizyjnej oglądalności. Trener piłkarski stał się nieodrodną częścią tej celebryckiej sceny. Nie musiał już szukać poklasku, bo to poklask szukał jego. Przestał być bohaterem ,a stał się celebrytą .Bohaterowie stoją na firmamencie ,a celebrytów tworzą media. Tak samo mogą wznieść na piedestał , jak i strącić w przepaść - co znakomicie ujął trener Jan Urban po wygranej z Finami.
Jednocześnie rozwój informacyjny internetu odebrał trenerom nimb tajemniczości oraz niedostępnej innym wiedzy. To sprawiło ,że pojawiła się cała masa tych ,którzy "wiedzą lepiej', a ich "wiedza" sprowadza się do naigrywania z trenerów i obrzucania ich błotem.
W ten nurt , z przytupem , wpisali się finansiści , tacy jak Simon Kuper i Stefan Szymański , którzy w bestsellerze "Futbonomia" dowodzili na postawie wieloletnich badań,że tzw. całkowite wydatki płacowe piłkarzy wyjaśniały aż 89 % średniego miejsca w tabeli. W kolejnym wydaniu książki obniżyli ten współczynnik do 81 %. Biorąc pod uwagę,że statystyka wskazuje, iż na ok.połowę wyników wpływ ma przypadek to na trenera w najlepszym razie przypada 9,5% wyniku końcowego.
W ten sposób trener panoszący się na treningu , w szatni,w sali odpraw, przy linii bocznej przestał być kluczową postacią ,a stał się nią ten kto trzyma w garści klubowe fundusze.
Jak by nie patrzeć wielu trenerów, wielu klubów wymyka się tej średniej, co oznacza,że wyjątki nie potwierdzają reguły ,ale ja obalają. W nauce ten proces dowodzenia prawdziwości prof. Carl Popper nazwał falsyfikowalnością.
Inni badacze nie kwestionując średniej wieloletniej stwierdzili,że porównując nie dekadowe ,ale roczne budżety płacowe klubów z budżetami konkurentów i widząc ich miejsca w tabeli ,to te wahania mają skalę od 81% do 59%. Tym samym np. miejsca Pogoni w tabeli w ubiegłych latach odpowiadały jej budżetowi płacowemu . Pod tym względem Pogoń w bieżącym sezonie plasuje się na 6 miejscu za Legią , Lechem,Rakowem,Widzewem i Jagiellonią ( Jagiellonia ma budżet niższy ogółem ,ale wydatki płacowe u niej to ok.42 % , a w Pogoni to ok. 30%). Więc mocarstwowe aspiracje pana Haditaghiego są na wyrost.
Sama kwestia wpływu budżetu jest bardziej złożona , bowiem bogate kluby mogą zatrudniać lepszych piłkarzy tak samo jak lepszych trenerów.Bo jak to przed 30 laty mówił Jacek Gmoch odmawiając Legii ,że wszedł na poziom zarobkowy co najmniej 1 mln USD rocznie i z niego nie zejdzie.Tej korelacji między zarobkami trenerów a wynikami nie zbadano ,ale na pewno nie jest ona zerowa.
Wreszcie płace zawodników nie zawsze są miarą ich talentów, umiejętności , przydatności czyli wartości . W wielu klubach mówiąc trywialnie zawodnicy są przepłacani.
UEFA stara się przeciwdziałać praktykom wykupywania przez bardzo bogate kluby tzw. najlepszych zawodników, aby nie trafiali do konkurentów, nie bacząc czy oni będą grali czy nie.
Niezależnie od statystyk to piłka nożna jest grą wyborów : o ten czy inny wariant gry, o takie czy inne ustawienie , o taki czy inny wybór składu, o to czy grać defensywnie czy ofensywnie itp itd..
W dużej części o wyniku decyduje przypadek ,ale jest bardzo duża część tortu , którego podziałem kieruje ludzki wysiłek : trenera i zawodników. Tam gdzie o wyniku decydują detale rola trenera jest nie do przecenienia.
Analizując dość pobieżnie grę Pogoni pod "wodzą " Kolendowicza i Grzegorczyka ,aż uderza brak ustalonej, spójnej , utrwalonej struktury gry czyli tego co charakteryzuje współczesny futbol, a co zaczerpnięto ze szkoły portugalskiej. Jednym z elementów jest zasada,że warunkiem skutecznej gry ofensywnej jest posiadanie mocnej obrony wspieranej przez pozostałe formacje. I nie chodzi wyłącznie o indywidualne umiejętności , bo obrońcy Pogoni do słabeuszy nie należą ,ale o stosowanie technik obronnych w grze formacyjnej. Dotychczas sytuacja w Pogoni była taka,że prawie każdy błąd obrońców był nienaprawialny i często kończył się utratą bramki. Ten niekorzystny trend wczoraj przerwała Legia, która błędów nie potrafiła wykorzystać.
Wczoraj trener Pogoni w stosunku do meczu z Lechią dokonał 4 zmian,w tym wymienił połowę obrońców . Mnie zaskoczyło,że trener wstawił do składu Irakijczyka Hussajna Ali 'ego, który pozostawał bez klubu od okienka zimowego . I ten zawodnik wytrzymał jako tako do 70' gry, po czym padł na murawę całkowicie wyczerpany. To jakaś nowa moda wstawianie do składu gracza fizycznie niezdolnego do rozegrania całego spotkania. Trener Grzegorczyk prowadził kilka zespołów niższych klas , w tym Arkę Gdynia więc nie powinien popełniać błędów nowicjusza.ale chyba wczoraj przemotywował swoich zawodników , bowiem agresja aż w nich kipiała,a jej efektem był zbędny faul N'diaye, po którym z karnego Legia zdobyła jedyną bramkę.
W ataku Pogoń jest uzależniona od Grosickiego co ma swoje dobre i złe strony. Jak napisałem po meczu z Jagiellonią ,że algorytm taką centralizacje uważa za wadę organizacyjną.
Natomiast dużym wzmocnieniem stał się Sam Greenwood, który za 2 mln Euro trafił do Pogoni z Leeds.
Pogoń przegrała trzeci mecz z rzędu ,w żadnym ze spotkań nie będąc zespołem wyraźnie gorszym. Wczoraj nie zagrała dobrze, ale też Legia nie zagrała o wiele lepiej.
We wczorajszym spotkaniu trener Iordanescu zbliżył się do optymalnego zgrania wymogów systemu 4-1-4-1 z charakterystyką zawodników na poszczególnych pozycjach.Właściwie pozostaje jeszcze "znalezienie " zawodnika do środka formacji pomocy, który potrafi trzymać strukturę ,ale ma też walory kreacyjne.
We wszystkich dotychczas rozegranych spotkaniach nasi zawodnicy byli stanowczo za mało agresywni w strefie podbramkowej rywali - co wczoraj uległo niewielkiej poprawie. Nadal jednak za bardzo kombinujemy przed i w obrębie pola karnego rywali , a mnie straszliwie wdjabla taki nawyk stałego poprawiania położenia piłki przed oddaniem strzału. Nasi szukają kwadratowych jaj,a w tym czasie rywale ich blokują, albo odbierają piłkę lub też zmuszają do jej wycofania.
Piłkarze Pogoni narzucili fizyczną walkę o pozycję , o piłkę i nasi zawodnicy ją podjęli , poza paroma ,w tym Kapuadim,który wczoraj wydawał się nieco zagubiony.
Podporą obrony w paru ostatnich meczach był Piątkowski,ale chyba nie był do nich optymalnie przygotowany fizycznie, bo wczoraj doznał wysiłkowego urazu mięśnia dwugłowego uda odpowiedzialnego za wytrzymałość. Oby nie było to poważne naderwanie mięśnia. To nie jest wina ambitnego zawodnika,ale trenera, fizjologa i lekarza,że nie badają parametrów wysiłkowych i narażają zawodnika na kontuzje ,a zespól na osłabienie.
Wczoraj trener Iordanescu na linii był wyciszony jak by był zadowolony z gry zespołu, w czym chyba nieco różnił się od odczuć kibiców. Lecz niezależnie od odczuć to w przerwie powinien dokonać 3-4 zmian co by wymienić słabsze ogniwa jak : Kapustkę, Krasniqiego , Kapuadiego i ewentualnie Rajovicza.
Moim zdaniem zmiany były pożądane gdyż na za dużo pozwalaliśmy zawodnikom Pogoni, a dużą naszą słabością była gra bez piłki.
W sumie mecz skończył się tak w 65' , bowiem nasz zespół postanowił utrzymać wynik i stracić jak najmniej sił - z czego gracze Pogoni wydawali się też zadowoleni.
Do pozytywu trzeba zapisać to ,że w 75 ' po raz pierwszy w tym sezonie poprawnie rozegraliśmy rzut rożny i szkoda ,że Pankov zamiast to bramki trafił w bramkarza .
Nasza drużyna , oprócz karnego miała jeszcze tylko jedną stuprocentową okazję do zdobycia bramki ale w kompromitujący sposób zmarnował ją, dobrze grający w polu, Szymański.
Sędzia Wojciech Myć rozegrał wczoraj dwie nierówne połówki spotkania
W dwóch niedawno komentowanych spotkaniach Legii sytuacja była odwrotna , gdyż sędziowie w kilku sytuacjach dyktowali rzuty wolne, tylko dlatego ,że zawodnik padał bez niezgodnego z przepisami kontaktu z rywalem , wyłącznie po tym jak tracił piłkę. Wczoraj w I połowie Myć postępował odwrotnie.
Sytuacja pod tym względem wydaje się jasna i prosta : jeżeli zawodnik przekroczył przepisy - podciął rywala, w inny sposób uniemożliwił dojście do piłki lub kontynuowanie akcji musi być odgwizdany faul i podyktowany rzut wolny.
Arbiter wczorajszego spotkania powinien tym bardziej rygorystycznie stosować przepisy ,że gra wyraźnie się zaostrzała.
Na szczęście sam, lub ktoś mu podpowiedział - doszedł do wniosku iż z "łagodnością " przesadził, bowiem w II połowie, ani jednemu faulowi nie przepuścił.
W sumie zdał egzamin przed jakim go aktorzy wczorajszego spotkania postawili.
Chce się wierzyć,że we wczorajszym spotkaniu zespół Legii grał na wynik, lecz mimo to, poziom naszej gry nadal satysfakcjonujący nie jest.