- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Legia - Korona 1-2: Mróz i strach
Ligową wiosnę Legia rozpoczęła w zimowej aurze. W trudnych warunkach, przy siarczystym mrozie nasza drużyna zmierzyła się na Łazienkowskiej z Koroną. Debiut Marka Papszuna nie wypadł dobrze. Legia przegrała kolejny ligowy mecz, nie dając swoją postawą powodów do optymistycznego spoglądania w przyszłość.
Skład naszej drużyny wyglądał następująco: Tobiasz – Piątkowski, Jędrzejczyk, Pankov – Stojanović, Kapustka, Elitim, Reca – Biczachczjan, Rajović, K. Urbański. Goście rozpoczęli w składzie: Dziekoński – Smolarczyk, Sotiriou, Resta – Zwoźny, Remacle, Svetlin, Matuszewski – Długosz, Stępiński, Antoñín.
W 9. minucie Dziekoński odbił piłkę po dobrym strzale Rajovicia. W 17. minucie rajd w polu karnym Korony przeprowadził Biczachczjan, dośrodkował, ale obrońca gości uprzedził Rajovicia. W 23. minucie Korona objęła prowadzenie. Svetlin posłał piłkę w pole karne, gdzie czoło do piłki przyłożył Stępiński i było 0:1. W 37. minucie mogło być 0:2. Po rzucie rożnym piłka trafiła do Antoñína, który z kilku metrów uderzył nad bramką. W 42. minucie Tobiasz zagrał długą piłkę do Recy. Reca uprzedził Dziekońskiego i został sfaulowany przez bramkarza Korony. Do rzutu karnego podszedł Rajović, niestety uderzył słabo i Dziekoński odbił piłkę, podobnie jak i dobitkę naszego napastnika. Legia miała jeszcze rzut rożny, po którym do strzału doszedł Jędrzejczyk, jednak i tym razem górą był Dziekoński.
Do przerwy Legia przegrywała jedną bramką. Scenariusz spotkania przypominał jesienne koszmary. Oglądaliśmy wyrównany mecz, w którym Legia marnowała swoje szanse.
Na drugą połowę nie wyszedł Urbański, którego zastąpił Krasniqi. W 47. minucie Reca uprzedził Długosza w polu karnym naszej drużyny. W 52. minucie Dziekoński złapał piłkę po strzale głową Rajovicia. W 56. minucie Augustyniak zastąpił Stojanovicia. W 61. minucie Stępiński drugi raz umieścił piłkę w bramce Legii, na szczęście napastnik gości znajdował się na spalonym. Za chwilę poważny błąd popełnił Augustyniak, który stracił piłkę na rzecz Antoñína. Sytuację uratował Tobiasz. W 75. minucie Krasniqi wypatrzył Elitima, który został sfaulowany na linii pola karnego. Tym razem do rzutu karnego podszedł Kapustka i pewnym strzałem w róg pokonał Dziekońskiego. Było 1:1. W 81. minucie Legii dopisało szczęście. Matuszewski trafił najpierw w słupek, a za chwilę w poprzeczkę. W 83. minucie Żewłakow i Kun zastąpili Biczachczjana i Jędrzejczyka. W 90. minucie goście odzyskali prowadzenie. Matuszewski zagrał w pole karne, żaden z naszych obrońców nie przeciął podania i Stępiński dopełnił formalności z kilku metrów. Na doliczony czas gry w Legii pojawił się Čolak, który zmienił Kapustkę. Wynik meczu nie uległ już zmianie.
Jeżeli ktokolwiek liczył na to, że pojawienie się Marka Papszuna błyskawicznie odmieni Legię, a jesienną degrengoladę da się szybko zmienić w wiosenne pasmo zwycięstw, mecz z Koroną musiał być zimnym prysznicem. Oglądaliśmy Legię zmagającą się z tymi samymi problemami co kilkanaście tygodni temu. Nasza drużyna nie była w stanie zdominować przeciwnika, utrzymywać go z dala od własnej bramki, odpowiednio często i celnie strzelać. Widzieliśmy niebywałą nerwowość we własnym polu karnym, brak pewności siebie w fazie ataku i chaotyczne zmiany, nie podnoszące jakości gry zespołu. Nie widzieliśmy piłkarskiej klasy - przynajmniej nie w Legii, bo tę niewątpliwie pokazał Mariusz Stępiński. Oczywiście warunki były anormalne, ale były takie same dla obu drużyn.
W przyszłą sobotę wyjazdowy mecz z Arką w Gdyni.


110-lecie klubu jawi się w najczarniejszych kolorach
Z Legii została już tylko nazwa, klub został położony w sposób koncertowy. To jest suma wszystkich popełnionych błędów przez Mioduskiego w ostatnich latach. Tutaj nie ma żadnego przypadku, to musiało kiedyś pieprznąć i to jest właśnie ten moment.
Drużyna jest fatalnie zbudowana, grają w niej stare wyleniałe koty bez jakości i przypadkowi hobby players.
Po jednej z najgorszych rund w historii Legii nie zostały poczynione żadne wzmocnienia, no gratuluje optymizmu Mioduskiemu, Herze, Bobicowi i Żewłakowowi w tej sytuacji.
Panie Mioduski sprzedaj pan ten klub i idź sobie w cholerę i uwolnij nas od swego nieudacznictwa raz na zawsze.
Ja chciałbym aby ktoś napisał czy jest nadzieja i w czym jej upatruję . Dziś naprawdę się zdenerwowałem i niestety to co nigdy nas nie spotkało może nas spotkać . Oby nie
A co mam udawać, że świeci słońce skoro pada deszcz?
Ale ok, czy jest nadzieja? Zawsze jakaś jest, może to że już została im tylko liga, a Papszunowi uda się coś zbudować w tym czasie, jest to pracuś i może uda się mu coś wykrzesać z tych piłkarzy. Jedyną nadzieją jaką mamy jest właśnie Papszun.
Tyle tylko, że oglądając mecze w poprzedniej rundzie, w sparingach przed rundą wiosenną, a teraz oglądając mecz z Koroną, to ja nie widzę niczego co by dawało mi jakąś nadzieję na przyszłość. Jest to banda zblazowanych gości bez charakteru i co gorsza bez umiejętności, nie widzę w nich ambicji, gryzienia trawy i jeżdżenia na tyłkach.
Był Nsame ale niestety złapał paskudną kontuzję i nie wiadomo kiedy wróci do treningów z pełnymi obciążeniami i czy w końcu do formy jaką prezentował sprzed kontuzji, a jeśli tak to kiedy to nastąpi, na finisz ligi kiedy wszystko może być już pozamiatane?
Przykład Stępińskiego z dziś pokazuje nam co to znaczy mieć prawdziwego napastnika, a nie produkt piłkarsko podobny (Rajovic). Mamy najgorszą ofensywę w lidze i bez strzelania bramek nie mamy prawa się utrzymać w tej lidze.
I na koniec, w jaki sposób zarząd pomógł Papszunowi przed tą rundą, nie sprowadzili mu żadnego wzmocnienia, piłkarza z pola. Na co oni liczyli po poprzedniej rundzie, przypomnę jednej z najgorszych w historii Legii? Tutaj absolutnie wszyscy mówili o potrzebie wzmocnień, zaczęła się liga a my jak byliśmy tak jesteśmy w czarnej d*pie.
Każdy kolejny mecz przy już gigantycznej presji i oczekiwaniach, spowoduje to, że oni - piłkarze wyjdą z pampersami na boisko. Widziałeś dziś pomeczowy wywiad Kapustki, jego mowę ciała? Tam była już tylko beznadzieja i pogodzenie się z losem.
Obym się mylił, a moje słowa obróciły się w guano w ocenie przyszłości Legii.
P.S. Trochę ponaciągałem( może nawet nie trochę
Tylko jedno pytanie, mamy najgorszą ofensywę w lidze, w czym upatrujesz, że w tym elemencie piłkarskiego rzemiosła nastąpi znacząca poprawa?
Nadzieji, że tak się stanie upatruję w trenerze. Mam nadzieję, że poustawia to w sposób, który pozwoli uzbierać wystarczającą ilość tego 1:0.
bo chyba po to została zbudowana, największa w tej części Europy i co rok jest w nią pompowane 20mln? (mniej czy więcej nie ma znaczenia bo chyba nie zarabia na siebie)
czy może jest to projekt społeczny i liczy się tylko liczba wydanych obiadów
to może niech powstanie jeszcze schronisko dla psów i klinika aborcyjna albo jak już są obiady to ściągajmy tam uchodźców w końcu przez setki lat wzbogacaliśmy się na wyzyskiwaniu kolonii zamorskich
Wieszaliśmy psy na Astizie, czy w meczu z Koroną była jakaś różnica w grze? Bardziej zatrważająca od wyniku jest konstatacja, że obraz gry Legii, w zasadzie ani na jotę się nie zmienił wobec tego, co widzieliśmy jesienią. Obojętnie czy gramy trójką czy czwórką w obronie, popełniamy w niej „wielbłądy”. W tzw. fazach przejściowych rywal jest zdecydowanie bardziej zdecydowany, groźniejszy, generuje sytuacje, a my spowalniamy rozgrywanie piłki, wolimy ją „szanować” i de facto „bijemy głową w mur”.
Podobnie jak Astiz teraz i Papszun liczy na przełamanie Rajovica! Po ludzku, wykazując się empatią, to Milety musi być żal, osobiście mu współczuję, ale ... no właśnie. Pamiętam, że gdy jeździłem do Sulejówka na ME, to widywałem w niej „terminującego” Orlando Sa. Po Młodej Ekstraklasie pozostały jedynie wspomnienia, zsyłki do drugiej drużyny już się nie praktykuje, ale nie wiem czy taka chwila oddechu, zejście z presji, nie byłaby czymś lepszym dla Milety niż uporczywe piłowanie go w pierwszym składzie.
Kadra Korony jest wyceniana na niecałe 16 mln € a Legii na ponad 32 mln, dysponując tymi zawodnikami skoro tego meczu nie byliśmy w stanie wygrać to przynajmniej powinniśmy go zremisować.
Byłem i jestem zwolennikiem Marka Papszuna jako głównodowodzącego w Legii, ale to nie znaczy, że w kibicowskim pitoleniu otrzyma ode mnie taryfę ulgową.
Nie rozumiem, dlaczego ściąga się Kacpra Urbańskiego a trzyma na boisku kompletnie bezproduktywnego Biczachczjana, który na dodatek w 80 minucie już biegał jakby miał worek cementu na plecach.
Stojanovic zaprezentował się tak jakby chciał udowodnić, że może walczyć z Rajovicem o miano najbardziej przestrzelonego transferu. Augustyniak wszedł do gry z ogromną energią, ale każde jego dojście do piłki, każde zagranie skutkowało błędem, mógłby służyć za wzorzec zawodnika „przebodzcowanego”. Pankov najlepszy w obronie, ale i tak ma na sumieniu pierwszego straconego gola – nie utrzymał linii spalonego.
Vinagre, Wszołek, Kapuadi nieobecni, to wszystko prawda, ale jeżeli stare wygi nie dowożą, to dlaczego na ławce trzyma się młodych: Żewłakowa (wejście jedynie na 10 minut), Wojtka Urbańskiego, nawet Kovacika lub Leszczyńkiego. Gdyby słabo wypadli, zawiedli, to i tak by nie było gorzej niż z doświadczonymi wyjadaczami. Oby Marek Papszun się nie zawiódł zgodnie z tradycją stawiając na repów rutyniarzy, zamiast na nieprzewidywalnych młokosów.
Marek Papszun zyskał opinię skutecznego pragmatyka, bezwzględnie egzekwującego założenia taktyczne. Inauguracja na Ł3 tego nie potwierdziła, ale jeżeli szukac nadziei to właśnie w tym.
***
Baronie Dobrzycki w Widzewie „rozbił bank”, na transfery wydał 15-18 mln € póki co z efektem wiadomym. Również mam pretensję o politykę transferową Legii, ale nie o brak transferów, a właśnie o to, że jest ich za dużo. Przepalamy kasę. Nasza skutecznośc ostatnio to 25%, na czterech zakontraktowanych napastników, Szkurin, Rajovic, Colak, Nsame sprawdził się tylko ten ostatni i to z problemami. Ba, dodam Alfarelę to skuteczność spada do 20% - jeden na pięciu.
Wzmocnienia, wzmocnienia. Ja wolę, żeby panowie Bobić i Żewłakow nikogo już nie sprowadzali. Zresztą rok temu zakontraktowanie Szkurina pokazało, ile warte są w Legii transfery last minute (zresztą first minute też, vide Stojanović). Już czuję się dosyć upokorzony tym, jakie są wyniki i gra. Kolejnych wyrzuconych w błoto pieniędzy nie chcę. Lepiej spłacać za nie długi, spłacać LTC, dać na Fundację Legii, lub ufundować wizyty dzieci z domów dziecka na Legii. O ile będą chciały to oglądać, bo żaden człowiek przy zdrowych zmysłach, nawet dziecko, raczej nie skusi się na oglądanie takich atrakcji. Niech już Legia dogra do końca sezon w tym stanie osobowym. Jeśli spadniemy, to i tak będzie to oznaczało rozstania. A jest to co najmniej bardzo realny scenariusz.
Arka u siebie przegrała tylko 1 mecz, z Rakowem Papszuna zresztą. Ich bramkarz miał wówczas wybitnie zły dzień. To się nie powtórzy, a w każdy razie nie z Legią.
Kiedyś bym nie uwierzył że przeżyłbym spadek z ligi bez ataku szału, apopleksji, itd. W ogóle bym w spadek nie uwierzył. A teraz? Czuję, że na nic nie mam wpływu, w niczym nie mogę pomóc. Widzę, jak liczni pracownicy Legii traktują ten klub (od samej góry zaczynając, do 1. drużyny dochodząc). Jakby pogodziłem się z tym i już się tak bardzo nie złoszczę. Może jeszcze do mnie nie dociera, że spadniemy lub że do końca będziemy drżeć z niewiadomym zakończeniem. Piłkarzy w większości mi nie żal. Jesienią przestałem sympatyzować z wieloma z tych, z którymi wcześniej sympatyzowałem. To, co demonstrowali było zaprzeczeniem tego, o co wg. mnie chodzi w sporcie. Po prostu, poddali się. Na pewno Papszuna mi żal, bo przyszedł tutaj z powodów ideowych, nie dla pieniędzy, czy łatwego życia, tylko właśnie dla Legii. Ale skala paraliżu sportowego go przerasta. Pisałem jesienią, że może tak być i że on może nie dać rady. Niech próbuje z całych sił, ale na końcu to nie on wychodzi na boisko.
Podoba mi się rozumowanie Lasicy . Dostaliście szansę , nie wykorzystaliście to teraz wypierdalac będę stawiał na innych .
Papszun swój sukces w Rakowie zawdzięcza nie żadnym magicznym sztuczkom, tylko niezmordowanej pracy nad określonym stylem gry, pod który dobierani byli konkretni zawodnicy. Tutaj wszystko musi dziać się szybciej i na zastanych warunkach, to na pewno podnosi poziom trudności, ale chyba wiedział na co się pisze. Po wczorajszym meczu odnoszę wrażenie, że najpoważniejszy piłkarski problem w próbie nałożenia taktyki Papszuna na obecną kadrę Legii stanowią flanki, zwłaszcza wobec straty Vinagre'a i kontuzji Wszołka. Jeżeli nie odpalą Krasniqi i Kacper Urbański to jesteśmy tam bez atutów w ofensywie.
"Baronie (..) Również mam pretensję o politykę transferową Legii, ale nie o brak transferów, a właśnie o to, że jest ich za dużo. Przepalamy kasę. Nasza skutecznośc ostatnio to 25%, na czterech zakontraktowanych napastników, Szkurin, Rajovic, Colak, Nsame sprawdził się tylko ten ostatni i to z problemami. Ba, dodam Alfarelę to skuteczność spada do 20% - jeden na pięciu."
Ależ ja się z tym zgadzam, tyle tylko, że Legia jest już w tak czarnej d*pie, że mamy dwa wyjścia: albo zostajemy z tym niezmienionym składem osobowym co wg. mnie oznacza pewny spadek lub szukamy pilnie napastnika i byś może kogoś kto zrobi różnicę, tak jak potrafił to zrobić np. Josue, Luquinhas czy Morishita.
Tak na marginesie to do pożegnania wg. mojej opinii są panowie Bobic i Żewłakow za doprowadzenie do kompromitującej degrengolady transferowej, której symbolem na długie lata będzie Rajovic.
Brak ruchów transferowych jest dla mnie rzuceniem białego ręcznika. Papszun choćby stawał na głowie to wiele tu nie zdziała, dostał w spadku jedną z najgorszych Legii w historii. Zarząd mu w niczym nie pomógł, a ligowa konkurencja obaliła mit, że w przerwie zimowej transferów nie da się zrobić.
@gawin76
Piszesz:
"Jeżeli nie będziemy trafiać z karnych, a przy każdym dośrodkowaniu przeciwnika z odwróconej pozycji nasi obrońcy będą stać niczym pachołki treningowe i przyglądać się jak piłka trafia do nieobstawionego środkowego napastnika to nie torturujmy się jakąkolwiek nadzieją, będziemy przegrywać z każdym i tyle w tym temacie. Tak się po prostu nie da grać w piłkę. Pozostaje wierzyć, że to jest scenariusz, który jednak nie może powtarzać się w nieskończoność, (...)"
A mnie zastanawia jedno, od lat w sztabie szkoleniowym Legii jest Inaki Astiz odpowiedzialny za stałe fragmenty gry, które od lat w Legii nie funkcjonują, więc być może należałoby podziękować Astizowi, skoro pod jego wodzą nie ma żadnego progresu w tym elemencie?
Aczkolwiek trudno się nie zgodzić z Gawinem, co potwierdzają kierunkowe analizy meczów wielu lig w wielu latach ,że szczęście w piłce nożnej i nie tylko, stanowi połowę sukcesu,a nawet więcej.A Legia do tego farta dostępu nie doświadczyła.
Przy różnych okazjach składamy ludziom życzenia zdrowia , zapominając,że pasażerowie na "Titanicu" byli zdrowi ,ale zabrakło im szczęścia.
Przyjście do Legii trenera Marka Papszuna wywołało sraczkę medialną, którą wypada zracjonalizować i temu tematowi zdań kilka poświęcę.A piszę dość późno, bo doktory mają coraz więcej w moim jestestwie do powiedzenia, ku memu niezadowoleniu. .
Jednym z najczęstszych błędów poznawczych jest tak zwany społeczny dowód słuszności , określany jako efekt silniejszego. W jego następstwie ludzie mają skłonności do robienia różnych rzeczy tak, jak zawsze były robione ,a zachowują się w ten sposób ponieważ naśladują innych.
Piłka nożna to dość konserwatywny i często wsobny świat. A ponieważ potęga wspomnianego błędu poznawczego jest nawet większa niż w innych dziedzinach życia , to fałszywe koncepcje potrafią być w nim znacznie bardziej żywotne. Np. w Anglii dogmat grania długą piłką , który stworzył Charles Reep wywarł przez wiele lat wpływ na sposób gry ,mimo ,że powstał wskutek złej interpretacji danych. Wydaje się wręcz,że przełamywanie konwencji i powszechnie panujących opinii - innymi słowy modernizacja - jest szczególnie trudne zwłaszcza w futbolu ze względu na bardzo silne wpływy kibiców i mediów, w których główną rolę fachur odgrywają dawni piłkarze twierdzący ,że kiedy oni grali to było lepiej i wystarczy do tego co było wrócić,a będzie lepiej.
Nowatorzy, którym na dodatek nie udaje się natychmiast odnieść sukcesu są krytykowani znacznie ostrzej od tych co podążają za stadem.
Już choćby z tego powodu godnym uwagi wydarzeniem był sposób w jaki Marek Papszun znalazł się w poważnym futbolu. Jeszcze młody przedsiębiorca po nabyciu klubu Raków postanowił zatrudnić szkoleniowca wykorzystując metody naboru kadr kierowniczych jakich nauczył się podczas studiów na Politechnice Częstochowskiej na zajęciach z prakseologii. Pan Świerczewski ogłosił nabór i po zgłoszeniu się kandydatów odbył z każdym rozmowę pytając o zgodę na uczestnictwo w procesie kwalifikacyjnym. Najpierw kandydaci poddani zostali badaniom testowym nie tylko z kreatywnej inteligencji , cech osobowości ,ale i odporności psychicznej i stabilności emocjonalnej . Następnie odbyli sesję rozmów z psychologiem i musieli opracować plan , który stanowić będzie podstawę rozwoju klubu w kontekście awansów do wyższych klas rozgrywkowych . Na samym końcu do którego dotrwał tylko Papszun właściciel ustalił zasady współpracy, w tym wzrost wynagrodzeń trenera ,a także wzrost nakładów na klub zależnych od wymiernych efektów.
Nie tylko dzięki daleko wybiegającemu w przyszłość planowi drugoligowa drużyna mocno zagnieździła się w Ekstraklasie ,ale także dzięki doborowi nietuzinkowych osób do sztabu oraz zawodników do drużyny. Marek Papszun nie grał w żadnym poważnym klubie i tym różnił się od większości trenerów będąc przykładem wejścia do zawodowej piłki z funkcji nauczyciela oraz szkoleniowca młodzieży. Owszem system certyfikacji sprawia ,że trenerzy młodzieży są wyposażeni w rzetelna wiedzę,ale nie zastąpi ona doświadczenia na którym można bazować. Przychodząc do Legii trener Papszun jest na pewno lepiej przygotowany do zawodu, niż kiedy zaczynał pracę w Rakowie.
Rozpoczynając pracę w Rakowie trener Papszun odważnie zerwał z kilkoma utartymi poglądami ,a mianowicie nie wszedł w schemat grania dominującymi w owym czasie systemami 4-2-3-1 lub 4-4-2 na rzecz wymyślonego przez siebie ustawienia -3-4-3 ( 2+1) oraz zmianom ustawienia w trakcie meczu, zależnie od fazy gry. Skłoniła go do tego świadomość słabości zawodników jakimi dysponował i uznał,że lepiej będzie jak nie będzie ich uczył różnych stylów ,a czas treningowy poświęci na doskonalenie zasad taktycznych. Papszun uważał i nadal uważa,że nie ustawienie robi różnicę ,ale ,że najważniejsze są przestrzenie ,które można wykorzystywać w zgodzie z najmocniejszymi stronami zespołu i oczywiście energicznym sposobem obrony.
Papszun przełamał także inne sposoby myślenia jak atakowanie poprzez zagrywanie piłek spod linii bocznych. Za tą metodą stoi logika, bo prowadzenie gry przez zatłoczony środek jest trudne ,ale też zespoły broniące wypychały napastników w boczne sektory . Papszun tymczasem sprawił ,że Raków atakował tam gdzie można stworzyć największe zagrożenie , właśnie przez środek. Dlatego też Papszun ogromną wagę przykładał do znalezienia wszechstronnego ,ale skutecznego środkowego napastnika.
Wiedząc ,że w nowoczesnym futbolu plany meczowe daleko wykraczają poza proste polecenia dla zawodników trzeba się w nowoczesnym otoczeniu taktycznym odnaleźć.Obecnie chodzi o to ,aby przygotować drużynę na konkretne fazy meczu i różny przebieg spotkań, tak ,aby zawodnik wiedział co ma robić w każdym momencie i w każdej sytuacji.
Ci zawodnicy , którzy pracowali z Papszunem przekonują,że trener od każdego zawodnika wchodzącego do zespołu oczekiwał żelaznej dyscypliny w wykonywaniu nałożonych zadań taktycznych , ale kiedy nabierał do zawodnika zaufania to zezwalał na wnoszenie własnych innowacji w rozwiązywaniu sytuacji meczowych. Z czasem Papszun w Rakowie wypracował swoistą metodę decentralizacji zadań i założeń w 3 podstawowych strefach boiska i fazach meczowym czyli w obronie , środku pola i w ataku. W najlepszym okresie gry Rakowa funkcje "kierownicze" w tych strefach spełniali odpowiednio : Arsenicz, Tudor i Ivi Lopez.
Przychodząc do Legii z bagażem doświadczeń Papszun ma prawie wszystko poza czasem , który miał w Rakowie ,a którego nie ma w naszym klubie.
Niezależnie od własnego wkładu Marek Papszun stał się twórcą trendu , który parę lat temu opanował prawie wszystkie zespoły ligowe gry z "trójką "obrońców . Pewnikiem trenerzy uznali ,że skoro trener znikąd ma sukcesy to wynikają one z systemu gry i w niego weszli ,a jeszcze inni naśladowali , z różnym skutkiem Papszunowe rozwiązania.Miało to też ten efekt ,że teoretycy opracowali te zasady na jakich opiera się gra w ustawieniu 3-4-3 ( 2+1).
Ustawienie 3-4-3 ( 2+1) odznacza się charakterystycznymi zależnościami pomiędzy zawodnikami. Niską strefę obsadza 3 obrońców, "piętro " wyżej wspiera ich dwóch środkowych pomocników, za zapewnienie szerokości ataku odpowiedzialni są dwaj gracze wahadłowi, zaś formację ataku tworzy środkowy napastnik ( kończący ) i dwóch dogrywających . Pomiędzy zawodnikami można wyróżnić dwie główne struktury złożone z 4 lub 5 zawodników w defensywie co wpływa na konstruowanie akcji ofensywnych.
Kiedy zespoły grają w identycznym ustawieniu jak wczoraj Legia i Korona dochodzi do starcia systemów jednoimiennych. W spotkaniu dwóch takich samych zestawień każdemu zawodnikowi jednego zespołu można przypisać do krycia frontalnego ( na wprost) jednego gracza drużyny przeciwnej. Pozornie wydawać się może ,że większe szanse ma ten zespół, który "wygra" więcej pojedynków 1x1.
Jednak jak wiemy w przypadku systemów jednoimiennych celem gry pozycyjnej jest stworzenie sobie przewagi za linią strefy lub pressingu przeciwnika. Tym samym jedna drużyna w swoich atakach może dążyć do "wciągnięcia" przeciwnika na swoją połowę, aby zyskać swobodę w budowaniu akcji na tej części boiska, która jest chroniona przez rywali. Celem takiego zabiegu jest ustawienie napastników twarzą do bramki rywali i wyzyskanie przewagi szybkościowej nad obrońcami. Niebezpieczeństwo dla atakujących powstaje kiedy stracą oni piłkę, gdyż to przeciwnik zyska przewagę pozycyjną i może wykorzystać wolne strefy gry.
Biorąc pod uwagę bardziej szczegółowe pozycje konkretnych graczy to w obronie niskiej może przed 3 obrońcami operować 2 pivotów co stwarza pięciokąt ( ustawienie 5-4-1) lub tylko jeden z nich. Takie ustawienie obrony praktycznie uniemożliwia grę prostopadłą piłką ,ale też rodzi dylemat po stronie obrońców ; kryć konkretnego rywala czy zamknąć mu przestrzeń do gry .
Nie tylko pivoci mogą obniżyć swoje ustawienie , lecz także wahadłowi . Wówczas zamykana jest przestrzeń w bocznych sektorach ,ale otwiera się ta za plecami obrońców. Ale kiedy atakujący stracą piłkę to dotychczasowi broniący mogą dowolnie wybrać kierunek ataku i dalszy jego rozwój, już na połowie rywali.
Innym skutecznym wariantem może okazać się przejście na grę 'czwórką " z tyłu , wówczas jeden z pivotów obniża swoją pozycję wchodząc pomiędzy stoperów,pełniąc rolę "szerokiej ósemki" co stanowić może sygnał do większej rotacji i wymiany pozycji pozostałych graczy , przy czym skrajny defensor staje się wolnym zawodnikiem mogącym inicjować kontratak. W ten sposób oba zespoły ustawiają się 4-2-4 co jest korzystniejsze dla atakujących , którzy stwarzają sobie podstawy do ataku pozycyjnego w strefie niskiej ,nie osłabiając przestrzeni z dala od piłki.
Po takim rozszerzeniu pola gry zespół atakujący z powrotem może kierować się w sektory wewnętrzne, na co broniący zwykle odpowiadają zawężeniem ustawienia w niższym bloku obronnym.
Ten układ sprawia ,że atakującym niejako opłaca się skupić gros sił z dala od bramki i wykorzystywać wyższe umiejętności indywidualne . Kiedy dochodzi do takiej taktycznej sytuacji graczom obwodowym "opłacają " się podania do tyłu , dzięki którym następuje skrócenie pola gry i pojawia się więcej miejsca za plecami rywali.
Jednak optymalnym rozwiązaniem dla atakujących jest zmuszenie obrońców do głębokiego wejścia w strefę niską, bo co prawda tracą możliwość zagrania piłki za plecy,ale zyskują możliwość zagrania w najbardziej czuły punkt znajdujący się w narożniku pola bramkowego . W przypadku zagrania w tę przestrzeń bramkarz ma za daleko do piłki , środkowy obrońca musi obrócić się wokół własnej osi , a wahadłowy nie nadąża - co sprawia ,że atakujący może wykonać podanie kończące lub oddać celny strzał na bramkę.
W opisanym w wielkim skrócie sposobie gry w ustawieniu 3-4-3 ( 2+1) wyraźnie widać,że parametry gry takie jak posiadanie piłki i ilość podań , a nawet czas przebywania z piłką na połowie rywali odgrywają pośrednią rolę, bowiem większe możliwości pokonania przeciwnika ma ten zespół, który potrafi odbierać lub przechwytywać piłki robiąc z nich użytek poprzez zagospodarowanie wolnych przestrzeni i korytarzy z wykorzystaniem środkowych rejonów boiska w bliskości pola bramkowego rywali.
Po skrótowym omówieniu zasad gry w systemie pora przejść do oceny jak obie drużyny wczoraj odnalazły się w grze takimi samymi systemami.
Trener Papszun , tak w Rakowie jak i Legii jest przewidywalny co do zasad doboru graczy do składu wyjściowego. Po pierwsze nie kieruje się analizami gry rywali pod kątem neutralizacji silnych stron i wykorzystania słabych, bo jego zespół "gra swoje' , po drugie ustala hierarchię na każdej pozycji biorąc pod uwagę nie tylko kto jest lepszy ,ale kto jest bardziej przydatny i po trzecie nie ukrywa przed zawodnikami i przed mediami swych wyborów. Inaczej mówiąc gra w otwarte karty. Lecz ten cwancyk Papszuna, tak jak wczoraj stał się swego rodzaju prezentem dla cwanego trenera Korony, który przydzielił Rajoviczowi plastra w osobie Sotiriou oraz Kacprowi Urbańskiemu Matuszewskiego.
Pewnikiem, gdyby byli zdrowi to zagraliby Kapuadi, Wszołek i Vinagre. Dużym zaskoczeniem jest powrót do I składu Artura Jędrzejczyka, który przez poprzedników był ledwo tolerowany , lecz ten powrót to nie oznaka siły Legii skoro trener sięga po prawie czterdziestolatka. Mnie się podoba wykorzystywanie Kacpra Urbańkiego jako swego rodzaju odpowiednika Lopeza w Rakowie, który wczoraj ściśle kryty przez Matuszewskiego nie pokazał swoich walorów,ale też klasowy zawodnik nie powinien dać się tak łatwo wyłączyć przez zawodnika znacznie gorszego.
Od początku nasz zespół był nastawiony na kontrolowanie wydarzeń na boisku , którą miała zapewnić dokładność podań, solidność w postawie oraz współdziałanie pomiędzy formacjami. Lecz po stracie bramki z taktycznego ułożenia nic nie zostało. Owszem nie było leniuchowania ,ale para szła w gwizdek. Pewnikiem celem naszej drużyny była wygrana ,ale nasz zespół co i rusz naruszał balans pomiędzy bronieniem a atakowaniem poprzez wchodzenia często bez uzasadnienia taktycznego graczy defensywnych do strefy ataku. Przy grze na trzech środkowych obrońców było to ryzykowne i jak się okazało nieopłacalne.
Szczególnie wrażliwe dla efektywności gry naszego zespołu były straty piłek w środkowej strefie boiska. Można powiedzieć ,że takie straty są szkodliwe dla każdego zespołu ,ale wczoraj gra Legii w fazie przejściowej z obrony do ataku miała polegać na tym,że wszyscy zawodnicy ruszają do przodu łamiąc ustawienie obronne i po takich stratach piłek rywale dysponowali wolnymi polami, zwłaszcza w bocznych sektorach boiska .
Te straty niwelowały metodykę taktyki jaką pewnikiem Papszun chce wprowadzić do gry Legii, a która ma polegać na naciskaniu na rywali, zmuszaniu ich do wycofywania się do niskiej strefy , zmianie kierunków natarcia , wymienności pozycji i funkcji wraz z podchodzeniem w pobliże bramki rywali większej ilości zawodników.Ten sposób prowadzenia gry wymaga jednak płynności i każde niecelne podanie , pozwolenie rywalom na odbiór piłki rozbija ten misterny plan i sprawia ,że całą zabawę trzeba rozpoczynać od nowa. Wczoraj za dużo było zawodników mających trudności z panowaniem nad piłką nie tylko pod presją do których należeli : Kapustka, Stojanovicz, Piątkowski , Urbański i Reca.
Z jednej strony można zrozumieć decyzję o powierzeniu wykonywania rzutu karnego Rajoviczowi , bo jest on pełnoprawnym członkiem zespołu i na dodatek napastnikiem, który nie strzela bramek i trzeba wierzyć ,że dostąpi tzw. "przełamania' , bo kiedy ma to nastąpić jak nie przy karnym,ale z drugiej strony taki zawodnik od którego wymaga się strzelania bramek ,a tego nie czyni - dosięga potężny stres i tak jak wczoraj kiedy za bardzo się chce - to z tej chcicy nic nie wychodzi. Teraz trener będzie miał dodatkowy ciężar w postaci wyciągnięcia Rajovicza z doła.
Wydawało się ,że po nieszczęliwie rozegranej I połowie nasz zespół jeszcze podniesie poziom gry,ale stało się odwrotnie , bo dostroiliśmy się do chaotycznej, rwanej , bezplanowej gry Rakowa. Nasi zawodnicy zapomnieli o zespołowości i usiłowali przełamać rywali indywidualnymi akcjami, z góry skazanymi na niepowodzenie przy podwajaniu krycia przez graczy Korony.
Nie dysponując przewagą w motoryce zawodnicy Legii usiłowali być szybsi , silniejsi od rywali zapominając ,że wypadałoby wykorzystać wyższe umiejętności techniczne, pomysłowość, kreatywność czy elementy zaskoczenia. Nawet kiedy rywale zostawiali nam sporo wolnej przestrzeni to nasi grali statycznie , bez przyśpieszenia , a bez tego nie da się wyjść na czystą pozycję do oddania skutecznego strzału. Takie marnowanie sił na grę w środku było tym bardziej niezrozumiałe,że nie tylko dwa rzuty karne , ale też gubienie się obrońców Korony w swoim polu karnym powinno wskazywać,że tam są najsłabsze ogniwa łańcucha i to w nie trzeba było walić jak w bęben.
Trener Papszun dokonywał zmian wzmacniając środkową formację ( wahadłowi i pomocnicy) , która powinna stanowić fundament pod natarcia i skuteczną obronę , lecz jej nie stanowiła. To z tego powodu struktura gry Legii była niestabilna i narażająca zespół na przypadkowe groźne akcje rywali i utratę bramek .
Trener Zieliński jest tym szkoleniowcem Korony, którego warunki nie rozpieszczają. bowiem co prawda w kadrze zespołu zachodzą od 2 lat niewielkie zmiany - co zaletą nie jest, gdyż poziom zawodników poza nielicznymi wyjątkami jest niski . Co prawda jest kilku graczy z niezłym CV jak Sotiriou, Remacle, Gustafson, Svetlin, Stepiński ,ale najlepsze lata mają za sobą. Mego zdania nie zmieniają dwie bramki Stępińskiego , bowiem padły one po prymitywnych błędach naszej obrony i trzeba by było wielkiej sztuki dokonać,aby goli nie zdobyć.
Najstarszy trener w ESie ( 64 lata) jest realistą wiedzącym,że jego gracze "prochu"nie wymyślą, więc stawia na wybieganie, waleczność i ofiarność co sprowadza się do wytrwałej obrony i wykorzystywania każdej okazji do atakowania bramki rywali. Uprawiają futbol siermiężny, brzydki,ale na inny ich nie stać.
Jednocześnie Korona to kolejny zespół , przeciwko któremu Legia traci kontrolę nad przebiegiem gry popełniając proste błędy , głównie w fazach przejściowych i tym samym pozwalając na nabieranie przez nich pewności siebie na zasadzie ,że "diabeł nie taki straszny jak go malują" .
Wczoraj zawodnicy Korony górowali nad Legionistami głównie intensywnością poruszania się oraz szybkością lokomocyjną.
Trener Zieliński nie wahał się przydzielając "plastry " Rajoviczowi i Urbańskiemu - co pewno uznał za opłacalne i w czym miał rację.
Sędzia Patryk Gryckiewicz ( 30 lat) jest tym arbitrem, który często wchodzi w bezpośrednie interakcje z zawodnikami rozmawiając z nimi, ostrzegając , jak również gestami wskazując na niestosowność zachowania w określonej sytuacji . W ten sposób zawodnik, któremu odgwizduje faul nie może powiedzieć,że nie wie za co . Taka postawa arbitra niewątpliwie wpływa korzystnie na czystość gry o czym zaświadcza fakt,że we wczorajszym spotkaniu nie zaszła potrzeba wymierzania kar indywidualnych. Wczoraj zawodnicy obu drużyn nie stworzyli trudnych decyzyjnie sytuacji , które określa się jako kontrowersyjne. Nie było fauli na pograniczu , nie było dywagacji czy był faul w polu karnym czy było zagranie ręką itp. , więc arbiter miał ułatwione zadanie. Podyktowanie rzutów karnych dla Legii nastąpiło po oczywistych przewinieniach , podobnie jak nieuznanie bramki dla Korony jako strzelonej ze spalonego.
Tym sposobem Patryk Gryckiewicz bardzo pozytywnie zaprezentował się na tle miernej gry obu drużyn, ze szczególnym uwzględnieniem postawy zespołu Legii.
Zmienił się trener w Legii,ale struktura gry drużyny nie uległa zmianie na lepsze. Pewnikiem jedną z przyczyn jest kwestia braku pewności siebie , bowiem w piłce nożnej mentalność kształtują wyniki. Aby wyjść na prostą zespół Legii musi zacząć wygrywać. I tyle w tym temacie .
„Przegląd od AI
Fredi Bobić podpisał w kwietniu 2025 roku roczny kontrakt z Legia Warszawa jako Head of Football Operations, z opcją pracy do połowy 2026 roku. Mimo pełnienia funkcji, nie przeniósł się do Polski i pozostał w Berlinie. Jego umowa przewidywała wysokie zarobki, a w późniejszych doniesieniach (wrzesień 2025) pojawiły się informacje o wysokim odszkodowaniu.”
Czyli najszybciej w czerwcu pożegnamy się z Fredim, bo przedłużenie z nim umowy na dziś wydaje się absurdalne, ale zwolnic go na cito nie możemy. Michał Żewłakow musiałby zakontraktować na pozycję napastnika lub ofensywnego pomocnika kogoś o potencjale Ondreja Dudy żeby się zrehabilitować za ostatnie wtopy, ale nic na to nie wskazuje. Dlatego jego przetrwanie latem również należałoby nazwać kuriozalnym, tyle tylko, że trzeba znaleźć kogoś na ich miejsce i z akceptacją a może i z protekcją od Marka Papszuna. I to jest zadanie dla Marcina Herry na najbliższe miesiące, ale że my teraz dokonamy jakichś super transferów to bym się specjalnie nie łudził.
Jesterm zwolennikiem, żeby Papszun zamiast „przełamywania” Rajovica, „odkurzania” Colaka, postawił na decyzje nieoczywiste, czyli wypróbował na „dziewiątce”: Krasniciego, Żewłaka lub nawet Wojtka Urbańskiego. Mniej skuteczni od Rajovica z Colakiem nie będą, natomiast wydaje się że każdy z nich przynajmniej lepiej operuje piłką.
Marek Papszun z zespołem jest obecnie w czarnej dupie, ale ta kadra nie jest tak słaba, żeby bez wzmocnień skazywać ją na spadek. Wiosną poznamy jak Papszun radzi sobie z presją, z której poziomem dotychczas nie miał do czynienia
Może i nieprecyzyjnie się wyraziłem, ale pisząc - „do pożegnania wg. mojej opinii są panowie Bobic i Żewłakow” miałem na myśli właśnie to, że jak wszyscy wiemy, Bobic podpisał umowę na rok i mam nadzieję, że nikomu w klubie nie przyjdzie do głowy aby ją przedłużać. Patrząc na poczynania Mioduskiego i jego świty to już niczego nie można być pewnym. Identycznie uważam powinno być w przypadku Żewałkowa, po sezonie - OUT!
Tak na marginesie, to przypomnę tylko, że Iordanescu też miał tak skonstruowana umowę, że była tam klauzula o odszkodowaniu, więc może jednak da się?
"Marek Papszun z zespołem jest obecnie w czarnej dupie, ale ta kadra nie jest tak słaba, żeby bez wzmocnień skazywać ją na spadek."
Tak kadra jest bardzo słaba, przeraźliwie słaba, tak słaba, że jest na 17 miejscu w lidze, w dodatku z najgorszą ofensywą w tejże lidze, a w zeszłym sezonie zaliczyła najgorszą serię od kilkudziesięciu lat. Nie gramy w pucharach europejskich, nie gramy w Pucharze Polski, skąd w jednym i drugim przypadku odpadliśmy w bardzo kiepskim stylu. Tutaj nie ma żadnego przypadku, że tak to wszystko wygląda, zresztą mecz z Koroną tylko potwierdził wszystkie nasze obawy.
A może w tej sytuacji zaufajmy Papszunowi w kwestii transferów, skoro mamy takich artystów w klubie jak B&Ż? To on najlepiej wie kogo potrzebuje, jakiego profilu piłkarza chce i na jakiej pozycji itp. Jego wiedza w tym temacie jest zdecydowanie większa niż ww. panów.
Kolejna sprawa w klubie jest wiceprezes zarządzający czyli Marcin Herra i to jego, za przeproszeniem zasranym obowiązkiem, jest patrzeć perspektywicznie i przewidywać, zarządzać, podejmować decyzje ad hoc? Mieć plan B, C, D itd. Do czegoś się zobowiązał, za coś bierze w końcu pieniądze. Jeśli dana struktura nie działa, jest niewydolna, nie sprawdza się to się reaguje natychmiastowo, reformując ją, naprawiając ją, działając z wyprzedzeniem, nie czekając na katastrofę. A co widzimy w Legii? Jest stagnacja, marazm, a ostatnio doszła do tego jeszcze próba wypchnięcia Kapuadiego z klubu, nie mając nikogo w zamian, na co ponoć mocno się już wk... trener Papszun.
- "Trener Marek Papszun od początku nie chciał by zespół opuszczał podstawowy zawodnik, jedyny lewonożny stoper w zespole(...)." Propaganda klubowa dodaje też - "ale nie zablokował transferu jak informowały media." No tak, bo to wynika jedno z drugiego.
"Wiosną poznamy jak Papszun radzi sobie z presją, z której poziomem dotychczas nie miał do czynienia."
Owszem presja jest i będzie, ale jest to w głównej mierze presja wynikająca z degrengolady jaka panuje w klubie, która ma gigantyczne przełożenie na poziom pierwszej drużyny.
1. Różnica między Iordanescu a Bobicem jest taka, że Rumun chciał się ewakuować z Legii, a Bobicowi chyba by na tym zależało tylko wówczas gdyby dostał ofertę z Bundesligi. Według mnie przemęczymy się z Fredkiem do czerwca.
2. „zaufajmy Papszunowi w kwestii transferów” - w zasadzie to nic bym nie miał, żeby Papszun był legijnym sir Aleksem Fergusonem i żeby jemu podlegali skauci, tylko jeżeli z czarnej dziury wiosną nie wyjdziemy to i autorytet pana Marka pójdzie się j....ć, a i jego przyszłość w klubie okaże się bardzo iluzoryczna. Jeżeli Papszun chce rządzic w Legii, to musi ją teraz wyciągnąc za uszy z błota, obojętnie z wzmocnieniami czy bez.
3. „kadra jest bardzo słaba, przeraźliwie słaba,” – Śląsk w jednym sezonie był wiecemistrzem, żeby w kolejnym spaść z Ekstraklasy, Miał kadrę na pudło, czy na spadek? Kwestia uznaniowa. Zgodnie z wyceną Transfermakt na spadek nie zasługujemy, tylko jeżeli będziemy tak myśleć to spadniemy.
4. Herra postawił na Papszuna i pozostaje mu w tym być konsekwentnym, jeżeli udupimy to po Herze pozostaną wspomnienia.
5. „próba wypchnięcia Kapuadiego z klubu” – ponoc to Kapuadiemu najbardziej zależało na zmianie klimatu, dlatego nawet wybrał się na wycieczkę do Włoch, jeżeli Papszun zablokował transfer to by świadczyło, że trener działa podobnie jak w Rakowie, a Herra zaakceptował taką decyzję. Dobry znak.
A teraz rozkminka dla nas kibiców, przyjmując że w klubie nie ma kasy na transfery, czy lepiej było zatrzymać Kapuadiego, czy też korzystniej zainkasować za niego choćby dwie bańki euro z przeznaczeniem na pozyskanie ofensywnego grajka?
Tego rodzaju dylematy były i za Leśnego. Żewłak wówczas słyszał że wyda tyle na transfery „przychodzące” ile wcześniej na „wychodzących” zarobi.
Być może zatrzymaliśmy Kapuadiego ostatnio w nie za specjalnej formie, a jedynym naszym „wzmocnieniem” w ofensywie będzie rekonwalescent Nsame?