A+ A A-

Jagiellonia - Legia 2-2: Mieszane uczucia

W niedzielne popołudnie Legia zmierzyła się w Białymstoku z Jagiellonią. Początek meczu zapowiadał klęskę, ale Legia podniosła się i odrobiła dwie bramki straty. Oba trafienia dla naszej drużyny padły po niefortunnych zagraniach zawodników gospodarzy.

 

Skład Legii wyglądał następująco: Hindrich – Piątkowski, Augustyniak, Pankov – Chodyna, Kapustka, Biczachczjan, Elitim, Kun – Rajović, Adamski. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Abramowicz – Wojtuszek, Konstantopoulos, Vital, Montóia – Pozo, Flach, Mazurek, Szmyt – Imaz, Pululu.

Już pierwsza płynna akcja Jagiellonii doprowadziła do tego, że Szmyt ruszył w pole karne i został sfaulowany przez Hindricha. Na szczęście analiza VAR wykazała, że zawodnik gospodarzy pomógł sobie ręką i rzut karny został odwołany. W 17. minucie Jagiellonia objęła prowadzenie. Gospodarze swobodnie wymieniali podania w okolicy pola karnego Legii, aż piłkę otrzymał Flach i pokonał Hindricha efektownym uderzeniem z lewej nogi. W 21. minucie Kun dośrodkował na głowę Biczachczjana, ale strzał naszego zawodnika był niecelny. W 22. minucie było 2:0. Kąśliwy strzał na bramkę Legii oddał Szmyt, Hindrich odbił piłkę, ale nabił Pankova i Pululu z bliska dopełnił formalności. W 25. minucie bardzo niecelny strzał na bramkę gospodarzy oddał Kapustka. W 35. minucie Hindrich odbił piłkę po strzale Mazurka. Po rzucie rożnym Pululu trafił głową w poprzeczkę. W 42. minucie niecelnie zza pola karnego uderzył Kun. W 45. minucie Chodyna dośrodkował z rzutu wolnego w pole karne i Vidal skierował piłkę do własnej bramki.

Legia do przerwy przegrywała jedną bramką i był to najniższy wymiar kary. Każde przyspieszenie gospodarzy skutkowało zagrożeniem dla bramki naszej drużyny.

W drugiej połowie Legia wreszcie podjęła walkę. W 51. minucie Rajović wygrał w polu karnym powietrzną rywalizację z Wojtuszkiem, niestety trafił w słupek. W 53. minucie w dogodnej sytuacji pomylił się Biczachczjan, który spudłował głową z kilku metrów. W 56. minucie było 2:2. Pankov ruszył do długiego podania i zgrał piłkę głową na przedpole bramki gospodarzy. Samobójcze trafienie zanotował tym razem Flach. W 62. minucie Pululu nie trafił do bramki z ostrego kąta. W 67. minucie niecelnie uderzył Szmyt. W 69. doskonałą sytuację zmarnował Rajović, który źle uderzył w piłkę po podaniu od Chodyny. W 70. minucie boisko opuścili Kapustka i Biczachczjan, których zastąpili K. Urbański i W. Urbański. W 74. minucie Čolak zastąpił Rajovicia. W 76. minucie Hindrich złapał piłkę po strzale Szmyta. W 79. minucie Wojtuszek wybił piłkę sprzed bramki po strzale głową Čolaka. Za chwilę Abramowicz odbił strzał Chodyny z woleja. W końcówce obie drużyny miały dobrze zapowiadające się akcje, ale wynik już nie uległ zmianie.

Trudno ocenić mecz, który mógł zakończyć się wysoką porażką Legii, ale mógł też przynieść nam komplet punktów. Legia jest niepokonana od czterech meczów, to krzepiące, podobnie jak fakt, że Legia zaczyna wreszcie wyglądać jak drużyna. Niestety remisy są marną zdobyczą punktową i sytuacja Legia w tabeli nadal jest arcytrudna. W przyszłą niedzielę gramy u siebie z Cracovią.

Dyskusja (12)
1niedziela, 01, marzec 2026 17:23
Senator
Oczywiście jest arcytrudna ale zaczyna to jakoś wyglądać . Zremisowaliśmy mecz z bardzo mocnym kandydatem do tegorocznego triumfu. Dobrze że Papszun wystawia tego Rajovica bo połowa X nie miałaby kogo je… po zremisowanym meczu . Tabela jest w tym sezonie naprawdę przeciekawa . Zajmujemy miejsce spadkowe a do pucharowego 7 punktów . Niesamowite . Ja jednak uważam, że taka tabela powoduje że o utrzymanie będziemy drzeć do końca .
2niedziela, 01, marzec 2026 17:45
Baron
@Senator

Piszesz -

"Dobrze że Papszun wystawia tego Rajovica bo połowa X nie miałaby kogo je… po zremisowanym meczu . "

No jest go za co chwalić -

"W 69. minucie Rajović mógł stać się bohaterem Warszawy, mając na nodze piłkę meczową. Napastnik Legii w decydującym momencie, zamiast w stronę bramki, uderzył... we własną drugą nogę."

Powiem to bez ogródek - takiego łamagi w ataku Legii to chyba jeszcze nie było, gościa który dostał tyle szans i non stop zawodzi, takiego kredytu zaufania nie miał chyba żaden inny piłkarz Legii. I tak uważam, że gdyby w ataku Legii grał ktoś w miarę ogarnięty, to może nie byłoby aż tak źle jak jest obecnie. To jest największy kamyczek do ogródka Papszuna. Rajovic to jest takie piłkarskie nieporozumienie, że aż trudno uwierzyć, że ten gość funkcjonuje w profesjonalnym futbolu. Dla mnie sprowadzenie tego gościa do Legii to jest wybitny przekręt, nie wierzę w to że ktoś go obserwował, opiniował, prześwietlał itp. no nic tego transferu nie broni.
Co do meczu to remis przed meczem brałem w ciemno.

Edit.

Acha, jeszcze mała próbka naszego "napastnika" -


Piast:
https://packaged-media.redd.it/qudmu6u5c87g1/pb/m2-res_480p.mp4?m=DASHPlaylist.mpd&v=1&e=1772391600&s=04c159682c87262404de23e6b5846d1e44797997

Korona:
https://www.youtube.com/shorts/2vpA7DfNRg4

Motor:
https://www.youtube.com/shorts/clEHc4_LzQw

No i dziś:
https://www.youtube.com/shorts/QYlNJTXwPjA
3niedziela, 01, marzec 2026 18:04
Walles
Remis na boisku Jagi to jednak spory wyczyn. Ja nawet w typerku obstawiałem remis jako szczyt marzeń.
Co do samego meczu to nasza mizeria w środku pola powoduje, że w moim odczuciu zawodnikiem meczu był Chodyna (sic!). Nad Rajovicem już nie mam nawet ochoty się znęcać ale Elitim z Kapustką są coraz słabsi.
Jedno zdanie o największym rozczarowaniu tego spotkania - to Kacper Urbański. Same złe zagrania a ja osobiście bardzo cieszyłem się z tego transferu i bardzo wiele sobie po nim obiecywałem. Naprawdę szkoda ...
4niedziela, 01, marzec 2026 18:41
sektor212
Dobry mecz wykonaniu Wojskowych. Jest duże prawdopodobieństwo, jeżeli Legia posiadałaby w składzie porządnego napastnika to była szansa nawet na wygraną. Remis w Białymstoku, to dobry wynik biorąc pod uwagę przebieg meczu. Pozytywny występ Chodyny. Zmiennicy Urbańscy rozczarowali. Rajović szkoda czasu.
Krok po kroku Legia robi drobne postępy. Mentalnie zespół wydaje się rosnąć w siłę. Jest realna szansa na utrzymanie.


Walles
Kacper Urbański pełna zgoda.
5niedziela, 01, marzec 2026 19:35
iocosus
1. Rajovic - tak bardzo krytykowaliśmy nieopierzonego trenera Astiza za uporczywe wystawianie Rajovica, wycieraliśmy sobie nim podłogę, liczenie na przełamanie i mentalne wsparcie okazywane wystawianiem w pierwszej jedenastce uznawaliśmy za jeden z głównych powodów szkoleniowej niedojrzałości i co teraz? Zwracamy Astizowi honor? Wink

Może być napadzior który nie strzela, ale absorbuje, rozbija, szachuje obrońców dzięki czemu inni zdobywają bramki, ale to nie jest przypadek Rajovica. W grze jest niewidoczny, jego dobre zagrania zadziwiają bo są tak nieliczne.
Może być napastnik z "ksywką" defensywny. Dziwny twór, ale u Vuko tak była interpretowana gra wówczas młodego Kulenovica. Prochu nie wymyślił, ale był sto razy bardziej pożyteczny dla zespołu.
Może być napastnik który swoją nieporadnością, niezgrabnością w grze zyskuje miano mema. Swego czasu mieliśmy w Polsce rodzimego Rasialdo lub Rasialdinho czyli Grzegorza Rasiaka, ale zestawianie go obecnie z Rajoviciem wydaje się obrazą dla Pana Grzegorza.
Czy Mileta jest tak słabym piłkarzem jakby wskazywały jego aktualne występy w Legii? Odpowiadam sobie, że nie, że to niemożliwe! Zapewne jest przeciętnym piłkarzem, choć silnym i z doskonałymi warunkami fizycznymi, gdyby nie był "wewnętrznie zblokowany" pewnie z 4-5 bramek na rundę by strzelił. Niestety i Astiz i Papszun i jemu i sobie i drużynie i nam wszystkim wyświadczają niedźwiedzią przysługę cały czas, uparcie wystawiając go w pierwszym składzie. Mileta w końcu jakąś bramkę strzeli, może nawet dwie, ale co z tego gdy zespoł na kolejne mecze wybiega z przeświadczeniem gry w dziesięciu przeciwko jedenastu. Rajovic dołuje i frustruje nie tylko siebie, ale i kolegów z zespołu, aż dziw, że trenerzy tego nie dostrzegają.

2. Walles i Sektor trafnie spostrzegli! Samemu uważałem, że Legia dla Chodyny to za wysokie progi na jego nogi. Dlatego czuję się w obowiązku przyznać, że dziś Kacper Chodyna był jednym z najlepszych w Legii o ile nie najlepszym.

Oby przypadek nr 2 choć raz dotyczył przypadku nr 1. Choć nawet dwa gole ratujące skórę Legii, nie uczynią z Milety Rajovica bohatera, ... jedynie zrównają go z Antonio Colakiem.
6niedziela, 01, marzec 2026 20:10
corazstarszy
To już drugi raz tej wiosny wyciągamy z 0-2. Nie poddają się, czyli spełniają życzenie kibiców wyrażane w przyśpiewce.
Jeśli Papszun wymyślił dla Rajovicia nowe zastosowanie - odciągacza uwagi, to dzisiaj to nie zadziałało. Bardziej niż ten zawodnik, interesował mnie dzisiaj Adamski. Ciekaw byłem, czy powtórzy swój tytaniczny wysiłek sprzed tygodnia. Zawiedziony się nie czuję - robił, ile do niego należało, ale widać, że polska liga to nie jest domena regularności i powtarzalności. Np. poprzeczka Pululu miała miejsce po tym, gdy mu pan Rafał nie przeszkodził.
Często wymyślamy naszym futbolistom, że ten taki, a tamten owaki i wyliczamy im winy i nieudane zagrania. Ale np. dzisiaj timing i ocena przestrzeni Wojtuszka były kluczowe przy bramce na 2-2. Jak widać, można popełniać megabłędy, występować w Jagiellonii i zbierać na ogół pochwalne opinie.
Bramka na 2-0. Prawdę mówiąc, nie wiem, jak się można przed takim atakiem obronić. To było tak dobrze rozegrane, że nie mam pretensji, nawet do Pankova.
Ciułamy te punkty, ciułamy, a miejsce ciągle spadkowe. Miłe to nie jest, ale jedyne ważne miejsce to to, które zajmiemy po 34. kolejce. Wg. wyliczeń podanych przez Pietrasa, 40 punktów ma dać gwarancję. No to brakuje nam 15 i mamy na ich uzyskanie 11 meczów. Ten sezon jest tak nietypowy, że trudno coś zakładać. Ja się wolę nastawiać pesymistycznie. Gdy pesymistyczne założenia się nie sprawdzają, to radość jest większa. 2-2 na wyjeździe za zmęczoną Jagiellonią uznaję za sukces obecnej Legii. Ale potrzebujemy następnych sukcesów i większych. I będziemy potrzebować do końca. Teraz Cracovia. Dla mnie każdy kolejny mecz to ogromny stres. A kiedyś na mecze Legii czekało się z ekscytacją i przeżywało z radością.
No i Chodyna. Jeśli Papszun do niego dotarł z przekazem, aby porzucił bojaźń, to ma niezwykłe umiejętności interpersonalne. Jeśli spadniemy, to pracy Papszuna będę bardzo żałował. Bo na pewno daje z siebie wszystko.
Dzisiaj położenie Pelmarda przy sytuacji Rajovicia, to było zagranie dużej marki, zupełnie nie w stylu, do jakiego nas Chodyna przyzwyczaił. Przede wszystkim pomysł, wyobraźnia, a i wykonanie nienaganne. W sumie to miło mi, źe muszę odszczekiwać, bo poniewierałem nim tutaj wiele razy. Ale gdy się piłkarz poprawia, to nie problem odszczekać.
7niedziela, 01, marzec 2026 20:54
Zbyszek
Przed meczem jak zwykle rozmawiałem z Gawinem ,który nie ukrywał swego sceptycyzmu, natomiast ja liczyłem na wygraną ,a to z tego powodu ,że po pierwsze większość piłkarzy Jagiellonii musi być solidnie zmęczona po meczu we Florencji, po drugie Legia organizuje swą grę coraz bardziej sprawnie i po trzecie ,że taktyka gry Jagi jest coraz lepiej rozpracowana ,a tzw. średnia umiejętności piłkarzy Legii jest wyższa niż rywali.
Niestety choroba niewygrywania ma nadal ciężki przebieg Smile.

Jak to był rzekł w I wieku n.e filozof Protagoras "Człowiek jest miarą wszechrzeczy " na co w filmie "Rejs" "poeta" po grze w "salonowca " był rzekł :" Nie mogę być jednocześnie twórcą i tworzywem" co w naszej przypadłości prowadzi do doceniania czynnika ludzkiego w spirali zdarzeń , a właściwie nieszczęść,
Już od tysięcy lat ludzie zastanawiali się nad zagadkami bytu w tym nad tym , co sprawia ,że coś jest i czego nie ma i dlaczego . Wielki filozof Arystoteles sformułował 4 prawa przyczynowości , które jego zdaniem prowadzą do celu , gdyż według niego cel był wyznacznikiem działania i jego jedynym kryterium. Natomiast w XIV wieku n.e niesłusznie zapomniany William Ockham ( ten od "brzytwy") odrzucił ten pogląd ,a właściwie go odwrócił , pisząc o przyczynach sprawczych .
Tym samym kto docieka przyczyn katastrofalnej sytuacji jakiej doświadcza Legia ma rację, a jednocześnie jej mieć nie może , gdyż prawda wedle Protagorasa jest relatywna ,a tylko niektóre przyczyny ( które ?) skutkują negatywnymi efektami, mimo ,że ich twórcy byli święcie przekonani ,że muszą one przynieść efekty pozytywne.
Właściwie z kierownictwa Legii w tym temacie głos dał tylko Dyrektor Sportowy Michał Żewłakow , który był rzekł,iż wszystko się w maszynie dotychczas dobrze działającej zacięło od meczu z Samsunsporem ( 02.10,2025) , w który trener Iordanescu niepotrzebnie namieszał w składzie , po którym przyszły następne porażki .
Według mnie,albo Żewłakow usiłuje robić nas w konia ,co byłoby do przyjęcia, albo , co bardziej prawdopodobne , to co podał jako diagnozę świadczyłoby o jego rażącej niekompetencji. Legia w tamtym spotkaniu miała "prawo " przegrać , bo wartość rywali była dwa razy wyższa,a mimo to Legia miała wszystkie parametry korzystniejsze od przeciwnika ( np. posiadanie piłki 58 do 42) . Niezależnie od racji stojącej za tą wypowiedzią Żewłakowa , takie prostactwo , sprawi ,że Marek Papszun nie zgodzi się na dłuższą pracę z Żewłakowem, gdyż nie jest to dla niego równorzędny partner do dyskusji i "w interesach ". Różnica wiedzowa jest zbyt duża.
Dla mnie , amatora kwaśnych jabłek , zwolennika przyczyn sprawczych , a nie wydumanych z sufitu, rzecz nie psuje się , nie gnije z wtorku na środę ,ale ten proces zaczyna się dużo wcześniej. My tylko obserwujemy efekty tego procesu i wielu , takich jak Żewłakow myli skutek z przyczyną. Np. jak wrzucimy do worka kartofli jeden zgniły ziemniak to dopiero po kilku tygodniach zobaczymy ,że wszystkie ziemniaki zgniły,a co dopiero jak wrzucimy takich zgniłków 30% Smile. .Nie twierdzę ,że w poprzednim sezonie 2024/25 wszystko było cacy ,ale tylko ślepy nie zauważy i nie skojarzy ,że w przerwie międzysezonowej nastąpiło równoczesne zatrudnienie nowego trenera , b.selekcjonera reprezentacji Rumunii oraz sprowadzono do klubu zawodników z silnym CV jak : Kamil Piątkowski (l.25) poprzednio m.innymi w Rakowie, Red Bull, Granadzie i Kasimpasie, Arakiusz Reca (l. 30 - Bergamo, Spezia) , Petar Stojanovicz ( l. 30 - Dynamo Zagrzeb, Empoli, Sampdoria), Henrique Arreriol ( l.20 - Sporting. reprezentant U 18, 20 i 21 Portugalii), Emil Krasniqui ( l. 27 - Rapid i Sparta Praga) , Damian Szymański ( l.30 - Achmat Grożny i AEK Ateny), Kacper Urbański ( l. 21 - Bolonia, Monza), Antonio Colak ( l,32 - Darmstadt, Rijeca, Rangers, Parma, Spezia), Mileta Rajovicz ( l. 26 - Watford, Broendby) . Noah Weisshaunt ( l. 24 - FC Freiburg , reprezentant Niemiec U 18, 20 i 21) . Nadmienić wypada ,że wszyscy Polacy to byli reprezentanci kraju.
Czyli na poziomie teorii wszystko się zgadzało . bo do Legii nie trafili ludzie przypadkowi ,a mimo to praktyka okazała się bezlitosna.
Piszę o tym z pewnym zażenowaniem ,bowiem nie trzeba specjalistycznej wiedzy, a wypada tylko nie być ślepcem ,aby nie zauważyć ,że wszędzie , w każdym klubie i nie tylko - zachodzi ścisła korelacja między jakością trenera jako autorytetu i zawodników o ustalonej renomie. Dlatego w poważnych klubach zatrudnia się trenerów mających na koncie sukcesy . Tym samym w moim przekonaniu zatrudnienie trenera Iordanescu było błędem założycielskim , na dodatek takim jaki przy pewnej dozie wiedzy o współczesnym futbolu popełniony być nie powinien . Trener Iordanescu publicznie wyznawał swoje credo sprowadzając je do przewagi w posiadaniu piłki i traktowaniu tego założenia jako bazy do gry efektownej , skutkującej zwycięstwami . Dziś ( tak od 14 lat) takie poglądy to anachronizm, a wprowadzanie ich w życie to gotowy przepis na klęskę. Iordanescu gaworzył tak jak by nie było Sacchiego, szkoły portugalskiej, hiszpańskiej , niemieckiej czy francuskiej, których założenia prezentowałem na tych łamach ,a które oparte były na kontroli przestrzeni, sekwencyjności i sieciowości. Przewaga w posiadaniu piłki w nowoczesnym futbolu może być pomocnicza i często jest korzystna ,ale nie może być ani kluczem do wygrywania, ani tym bardziej celem gry. Drużyna Legii pod wodzą Iordanescu zagrała jeden poprawny taktycznie mecz z Lechem o SuperPuchar wygrywając go grą bez piłki.W pozostałych meczach rundy jesiennej Legia wyglądała jak drużyna amatorów usiłująca przeciwstawić się zawodowcom .
Czasami amatorom uda się wygrać ,ale tylko czasami.

W tzw. nowoczesnym futbolu coraz większego znaczenia nabiera polityka transferowa , na co silny wpływ wywarła sytuacja Realu Madryt , który mając za trenera Zinedine Zidane i za wszechstronnego napastnika Cristiano Ronaldo od sezonu 2015/16 ( wygrana w finale LM z Atletico Madryt) przez 3 kolejne sezony wygrywał Ligę Mistrzów. Odejście tych dwóch dżentelmenów sprawiło,że w wiosną 2019 Real odpadł w ćwierć finale z Ajaxem. Historia ta pokazała,że zarówno świat futbolu jak i rynki ciągle się zmieniają , więc kierownictwa klubu nie mogą liczyć na niezmienność w czasie składu personalnego zespołu. Tym bardziej,że w przypadku zawodników mamy cały czas do czynienia z rynkiem pracownika . Zapotrzebowanie na wysokiej klasy graczy jest większe, niż ich podaż.
Więc tym ważniejsza jest jakość pracy skautingu pozwalająca na utrzymanie wysokiego poziomu gry dzięki dopływowi odpowiedniej klasy zawodników. Ciągła,a nie akcyjna rekrutacja zawodników jest sposobem na sukces . To co zrobiono w Legii latem 2025 roku było szkodliwe i zawetowało proces naturalnej ewolucji.
Można powiedzieć ,że efektywny zespół to nie przypadek , to nie kwestia daru od Boga ,że ktoś jest dobrym skautem , trenerem , dyrektorem ,a inny nie.Wszystko zależy od determinacji , stałego uczenia się , ciężkiej pracy i planowania. Zawsze może zdarzyć się jakaś niekorzystna sytuacja ,albo ich splot i często osoby funkcyjne nie mają na takie zdarzenia wpływu ,ale powinny je przewidzieć i tym samym mieć wpływ jakie działania powinny być podjęte kiedy do takiej sytuacji dojdzie. W Legii nikt nie był przygotowany na odejście Feio i nikt nie miał planu gdyby Iordanescu nie podołał wyzwaniu .
Nadzieja,że jakoś to będzie nie jest strategią.
Ciągła rekrutacja jest podstawą sprawnego funkcjonowania każdego zespołu pracowniczego , ale wraz z nią musi być powiązana stała selekcja. Wielu szefów, w tym trenerów przyjmuje założenie ,że jak słonia można nauczyć tańczyć to z każdego zawodnika obdarzonego talentem wskutek szkolenia wyrośnie supergracz. Otóż zawodnik oprócz talentu musi chcieć być najlepszy, gdyż jak wykazują badania psychologiczne tylko 20% sukcesu rozwojowego stanowi wsparcie i szkolenie , pozostałe 80% to ciężka praca, samozaparcie i chęci . Trener nie może chcieć bardziej od zawodnika,ale też musi pogodzić się z tym ,że nie każdy będzie grał na miarę Ronaldo czy Messiego ,ale musi grać na miarę swego potencjału ..

Komentatorzy telewizyjni zwrócili uwagę na fakt,że Legia po raz pierwszy w tej rundzie zmierzyła się z zespołem grającym innym systemem taktycznym ,gdyż Legia zagrała 3-5-2 ,a Jagiellonia 4-2-3-1. Tym samym ich gra nie była lustrzanym odbiciem.
System gry 4-2-3-1 odznacza się zbilansowanym rozmieszczeniem zawodników na boisku. W strefie niskiej dwaj środkowi obrońcy :Konstantopulos i Vital grając nieco z tyłu mieli zapewnione bezpośrednie linie podań przez bocznych obrońców :Wojtuszka i Montpoję oraz dwóch defensywnych pomocników : Flacha i Pozo. Ich konkretne pozycje podczas ataków uzależnione były od rozgrywającego Imaza. W systemie 4-2-3-1 pozycja zawodnika grającego na umownej pozycji "10" staje się unikatowa.Nie tylko obdarzony jest dużą swobodą pozycyjną,ale okazuje też wsparcie partnerom po stronie piłki w tzw. umownym centrum gry, gdy ta transportowana jest przez skrzydłowych : Szmyta i Mazurka do wyższych stref. Ci dwaj pełnili funkcje "wąskich" rozgrywających blisko osi środkowej boiska, jak i szerokich skrzydłowych przy liniach bocznych, w tym skrajnych napastników . Rolę środkowego napastnika wypełnia wszechstronny Pululu odpowiedzialny za wysokość ataku ,wydłużenie pola gry oraz za obniżenie ustawienia w kierunku piłki. Z uwagi na jego mobilność , dużą szybkość lokomocyjną oraz siłę fizyczną ( niski środek ciężkości) jest to kluczowy zawodnik w grze ofensywnej Jagiellonii. W fazach przejściowych oba zespoły przemieszczały się w ustawieniach 3-4-3 i w takich wypadkach ważne było wygrywanie pojedynków na pozycjach "jednoimiennych" .
Generalnie system 4-2-3-1 jest bardziej zorientowany na utrudnianie gry rywalom ustawionym 3-5-2 przy jednoczesnej ofensywie w postaci szybkiego ataku i w razie jego niepowodzenia przechodzeniu w atak pozycyjny. Trener Jagiellonii Siemieniec wymaga ,aby zawodnicy każdą akcję ofensywną starali się kończyć strzałem na bramkę.

Trener Papszun dzisiaj wybrał metodę pozycjonowania się zawodników nie względem partnerów z własnej formacji ,ale względem zawodników przeciwnika. Ponieważ obie drużyny rozpoczynały akcje ofensywne od własnej bramki to boczni obrońcy i pomocnicy Jagi starali się uniemożliwić naszym wahadłowym : Kunowi i Chodynie wyższych interwencji ,ale ci z kolei starali się wchodzić w strefę pomiędzy bocznymi obrońcami a skrzydłowymi Jagi co zwłaszcza w I połowie wpływało na opóźnienie w zorientowaniu w kryciu ( kiedy i kogo) .
Oprócz "zamrożenia " wahadłowych gracze Jagi potrzebowali jeszcze wypracowania przewagi w najniższej strefie . Problemem do rozwiązania wówczas stawała się obecność w polu karnym naszych dwóch napastników : Rajovicza i Adamskiego. Gracze defensywni Jagi starali się ten problem rozwiązać wykorzystując bramkarza w rozegraniu i rozstawieniu w sektorach półbocznych stając się "wolnymi' zawodnikami do progresji z piłką w tych rejonach boiska.Ta progresja miała też na celu sprowokowani ataku na nich ze strony ofensywnych pomocników Legii : Kapustki i Biczachczjana. W ten sposób widać było ,że w okolicach bocznych sektorów ich pola karnego tworzyły się dwa romby mające im zapewnić wsparcie awaryjne, utrzymujące,ale też i progresywne . W ten sposób w przypadku przejścia do natarcia mogli dysponować liniami podań ( sekwencje) oraz zabezpieczenie pod piłką w przypadku jej straty ( sieć). Liczyli też na to ,że prowokując graczy Legii do gromadzenia się w strefie 3/3 zyskają przewagę liczebną i pozycyjną w wyższej bazie. Tą metodą o mały włos, a zaskoczyli by nasz zespół w 3', gdyby Szmyt nie uzyskał piłki zagraniem ręką.
Kolejnym sposobem na budowanie akcji od tyłu przez Jagiellonię było przechodzenie na tzw. asymetryczną czwórkę z tyłu , kiedy to jeden z bocznych obrońców pozycjonuje się szeroko i wysoko, prawie jak wahadłowy , dzięki czemu sytuuje się pomiędzy napastnikami a skrzydłowymi i ofensywnymi pomocnikami Legii. I to ten wariant okazał się dla Jagii zgubny , bowiem Chodyna wykorzystywał te wyjścia Montpoji do szybkiego ataku po skrzydle i dogrywaniu piłki równolegle do końcowej linii boiska co spowodowało,że naciskani przez napastników Legii defensywni gracze Jagii ( Vital i Flach) skierowali piłki do własnej bramki.
Z kolei zespół Legii w obronie był ustawiony w romb , którego boki stanowili Piątkowski i Augustyniak ,a od bramki głębokość trzymał Pankov,a od pola gry Elitim.
Mimo pochwał za dobrze zorganizowaną grę przez zespół Jagiellonii i ich dyscyplinę taktyczną to bramki zdobyli nie wskutek własnej przemyślności ,ale dzięki szczęściu. Przy pierwszej owszem nieco zaspał Elitim ,ale Flachowi wyszedł strzał życia ,a przy drugiej piłka odbiła się od Pankova na nogę Pululu .
Oceniając taktykę obu drużyn to widać różnice w przyswojeniu zasad i metod na korzyść zespołu z Białegostoku , który był także bardziej zdyscyplinowany taktycznie ,ale nie można nie dostrzec postępu w grze Legii, której brakuje przede wszystkim cierpliwości w konstruowaniu akcji ofensywnych .

Mecz zaczął się jak u Hitchcocka , kiedy to sędzia Karol Arys posiłkował się VARem sprawdzając "czystość" akcji przed faulem bramkarza Hindricha na Szmycie w polu karnym Legii i słusznie uznał ,że zawodnik Jagiellonii zagrał piłkę ramieniem a więc częścią ręki i rzutu karnego nie podyktował . Dzisiaj jak to się potocznie mówi arbiter pozwolił grać ,ale kilku naszych graczy , głównie w I połowie ( Kapustka, Chodyna, Elitim, Adamski ) przegrywając walkę o piłkę z graczami Jagiellonii mieli pretensje do sędziego , że ich zdaniem powinien odgwizdać faule na nich za trzymania i popchnięcia rękoma - ale nie mieli racji . Walka o piłkę na tym właśnie polega,że używa się siły fizycznej i to wygrywający ma rację w tym sensie ,że nie można go karać za to ,że wygrał pojedynek będąc lepszym ( silniejszym). Lecz te drobne zdarzenia wskazują,że piłkarze Jagi byli bardziej zdeterminowani , że bardziej im zależało,że mniej dbali o swoje kości ,a bardziej o dobro swojej drużyny .Ten stan bierności przerwali Augustyniak i Pankov, którzy ruszyli do boju i pociągnęli za sobą resztę zespołu,a pewnikiem w przerwie swoje dołożył Papszun.

Trudno nie zgodzić się z Gawinem ,że czeka nas twarda walka o utrzymanie i nikt nam nawet punkcika nie podaruje.
8poniedziałek, 02, marzec 2026 08:26
dalkub
Na żywo wytrzymałem do 2:0, potem obejrzałem dalej już na spokojnie znając wynik końcowy. Parę meczy temu kolega coraz starszy pisał coś o solidnosci w obronie, no więc chciałem jej poszukać i tak:

1. pierwsza groźna akcja Jagi na karnego - obcinka Augustyniaka, Chodyna stojanow, dobrze że piłka odbiła się nisko bo by sobie gość zgrał głową i pojechał na brameczkę - ostrzeżenie nie pomogło

2. Bramka na 1:0 - piłeczka w polu karnym, agresywność 0, Pululu sobie odgrywa na 20 metr, brak doskoku, Kapustka sie przygląda a do środkowego pomocnika leci lewe wahadło czyli Kun - książkowo wręcz bym powiedział

3. Bramka na dwa zero - kontra z dupy, można ją skasować przy linii - nic z tego jadą stroną Chodyny, a potem już kolejne błędy

2 połowa - ano Jaga padła fizycznie co nikogo nie dziwi grali w czwartek 120 minut - wygranie tego meczu dawałoby oddech i podnisłoby morale, ale jak się gra................ gościem co się potrafi kopnąć w czoło to się tak ma.

Jeżeli ktoś jest mi w stanie wytłumaczyć dlaczego gra Rajović? bo lepiej broni? gośc kosztował 12 baniek, a chłop z Grodziska za 1/100 teo przykrywa go czapką - dyrektorzy skauci prezesi i jak mawia klasy wszystko chuj.

Legia Ad 2026.
9poniedziałek, 02, marzec 2026 09:18
corazstarszy
Cieszę się, że mogę wejść z Tobą w polemikę na tematy boiskowe. Dziękuję, że przypomniałeś mój wpis o grze obronnej Legii w 2. połowie w Katowicach. Tam był przymiotnik ‘szczelny’. I ja to podtrzymuję. Uważam, że w 1. połowie tamtego meczu Legia dopuściła miejscowych do większej liczby czystych sytuacji strzeleckich. W 2. połowie GKS cały czas atakował, ale Legia nie spała w obronie, tylko zawsze był ktoś do blokowania, nie było nieobstawionych miejsc w naszej tercji (inaczej niż np. wczoraj przy golu na 1-0, co słusznie dostrzegłeś), było odcinanie od podań. GKS wykreował jedną dobrą sytuację po bardzo dobrze bitym rzucie rożnym Nowaka (niecelna główka Milewskiego). W pozostałych groźnych sytuacjach, musieli strzelać natychmiast (bez ustawienia sobie piłki) z nieprzygotowanych pozycji (Czerwiński), albo kończyli dośrodkowanie mając koło siebie kogoś z Legii (główka Galana ok. 85 minuty). Uważam, że jak na Legię z tego sezonu i w porównaniu do 1. połowy, to było już coś. Stąd określenie ‘dosyć szczelny’.
Teraz, co do wczoraj. Zgoda przy opisie sekwencji błędów i zaniedbań przy 1-0. Co do 2-0, ‘kontra z dupy’. To jaka nie jest ‘z dupy’ (czyli, jeśli rozumiem, jest ‘do uniknięcia’)? Wszystko się odbywało na dużej szybkości, po zagraniach z pierwszej. Więcej było w tym zasługi Jagiellonii niż winy piłkarzy Legii. A że są błędy? No są. Po ich stronie też są. Wojtuszek, jak wspomniałem, po piłce lecącej długo i wysoko, pozwolił Pankowowi, obok którego stał, zgrać tak jak Pankov chciał zgrać.
Ale, dziękuję, że dałeś okazję do polemiki na tematy boiskowe, a nie wiecznie gabinetowe. Jednak, teraz nasze losy bardziej rozstrzygają się na boisku niż w gabinetach.
Jeszcze o bramce na 2-1. Tam kluczowe było dośrodkowanie - siła, wysokość, precyzja, miejsce, w które trafiło. Coś równie udanego w tej kategorii Legia zademonstrowała tylko raz - w Lublinie przy golu na 1-1. Jednak przy bramkach Colaka w Gdynii, bardziej miejscowi zaspali niż były wybitne dośrodkowania. A wczoraj Chodyna dorzucił idealnie. No i, historycznie, to trzeci mecz Legii, jaki pamiętam, w którym przeciwnik dwa razy sam sobie wbija. Poprzedni był całkiem niedawno - za Feio, Poznań, wygrana 2-1 z Lechem Rumaka. A poprzedni to już dawno 7-2 z Polonią w 2004. Bramki na 6-0 i 7-0 zdobyli Gołaszewski i jeszcze któryś z przyjezdnych. Meczu, w którym Legia dwa razy by sobie sama strzeliła nie pamiętam.
10poniedziałek, 02, marzec 2026 09:25
Zbyszek
@Walles.
Odnośnie Kacpra Urbańskiego , pewno tak samo, po obejrzeniu jego wyczynów w meczu U21 Szwecja - Polska 0:6 w październiku 2025 doszliśmy do wniosku ,że może on stanowić duże wzmocnienie dla Legii pod warunkiem ,że będzie ustawiany w środku pola gry,a nie tak jak to robił Iordanescu na lewym pomocniku ( skrzydłowym ).
W tamtym meczu ze Szwedami Kacper Urbański dał koncert kierowania grą, jej rytmem, regulowaniem tempa, wykorzystywaniem zawodników ofensywnych itp.
Kacper przed 6 laty grając w Lechii ( miał 15 lat) był uznawany za wielki talent i trafił do Bologny ,w której miał świetny sezon 2023/24 i został powołany przez Michała Probierza do prowadzonych przez siebie reprezentacji , najpierw U 21 a potem dorosłej reprezentacji Polski. Niestety po tamtym sezonie spuścił z tonu i Bologna wypożyczyła go do Monzy,a jego firma managerska ASI zainteresowała nim Legię , która go zakupiła , gdyż kwota 700 tys Euro wydawała się umiarkowana ( jego wycena w Transfermarkcie to 6 mln ).
Kiedy do Legii trafił Marek Papszun wydawało się,że w jego systemie jest miejsce dla Kacpra Urbańskiego jako jednego z dwóch ofensywnych pomocników i pod tym kątem był sprawdzany w meczach sparringowych , a nawet dziennikarze donosili ,że jest on głównym wygranym okresu przygotowawczego .
Niestety spotkał nas zawód i ciężko podać przyczyny jego tragicznej gry. Ja w swym subiektywnym wymienieniu niewypałów zakupowych Legii , od kiedy prezesem Legii jest Mioduski wymieniłem Kacpra , bowiem moim zdaniem on się albo zatrzymał w rozwoju na etapie młodzieżowca, albo osiągnął pułap swych możliwości te 3 lata temu ,a futbol idzie do przodu ,lecz on stoi. Obecnie nie tylko nie wnosi niczego pozytywnego do gry Legii,a wręcz odwrotnie stratami, niecelnymi podaniami, nieudanymi dryblingami marnuje wysiłek kolegów.
Tym samym jego transfer uważam za duży błąd.
11poniedziałek, 02, marzec 2026 14:48
dalkub
Legia przy drugiej bramce - kontra po pierwsze jest za daleko od siebie, czyli boisko nie zostało skrócone. Legia zakłada presing ale tylko 5-6 zawodnikami, reszta stoi głęboko i jak wyjdą to mają kupe przestrzeni. Co robi CHodyna najpierw poprawnie zawęzył pole gry, potem jest za daleko, wpuszcze gościa do środka dopuszcza do strzału.
Kolejna podobna sytuacja w okolicy 35 minuty gdzie mogło być 3:0
Zawodnik grający na wahadle gra 50/50, nie rozlicza się go tylko z 2-3 dobrych akcji ale też z obrony.
Chwalenie zawodnika za to że kopnął solidnie ze stojącej piłki nie przechodzi przez usta, choć wiem w Legii jest to moze sukces
12poniedziałek, 02, marzec 2026 16:52
corazstarszy
Chodyna, gdy piłka trafiła w jego strefę, był już w bardzo trudnym położeniu, mając przeciwko sobie rozpędzonego Szmyta. Pisałeś kiedyś, że grałeś w piłkę. Więc, wiesz, jak nierówne są szanse na udane zagranie zawodnika nierozpędzonego, gdy mierzą się rozpędzony atakujący i nierozpędzony broniący. Musiałby pójść na raz, licząc, że swoim ruchem np. spowoduje zmianę kierunku biegu rywala (spowolni akcję, zabierze jej płynność) lub faulować. Nie mówię, że to było niewykonalne, ale bardzo trudne, a to tylko Kacper Chodyna, a nie np. Bartosz Slisz, czy ktoś więcej. Masz rację, gdy piszesz, że akcja była z głębi pola. W jej wczesnej fazie za mało niepokoiliśmy Jagiellonię. Jeśli już szukać najdogodniejszego momentu do jej przerwania / spowolnienia / zmiany tego jak przebiegła, to chyba wtedy. Chodzi mi o moment, w którym Imaz zgrał z pierwszej. Tam bardziej zdecydowany doskok kogoś z Legii (Adamski?) mógłby już dużo dać, bo może Imaz by się zawahał i był mniej dokładny. Więc, jeśli dało się to skasować, to chyba najbardziej wtedy. Ale dalej pozostanę przy tym, że Jagiellonia rozegrała to bardzo dobrze, niemal idealnie i trudno było się obronić.
Tak, wahadło, to odpowiednie proporcje między atakowaniem a bronieniem.
Co do stojącej piłki. Raz, to nie pierwsza stojąca piłka z podobnego miejsca dla Legii w tym sezonie. Ale poprzednio nie było efektów. Dwa, ona, w momencie, gdy ją Chodyna kopał, była stojąca również dla zawodników Jagiellonii. Tzn. że mieli czas, by zareagować. Ale, właśnie, na tyle dobrze i mocno Chodyna ją wstrzelił, że się Jagiellonia pogubiła. Wcześniej nawet tyle nasi futboliści nie oferowali. I tak mam: gdy widzę poprawę, nawet drobną, to pochwalę. Ja nie twierdzę, że Legia zagrała dobry mecz. Zagrała, momentami, mniej źle niż w wielu poprzednich meczach tego sezonu. Na pewno zmęczenie wielu zawodników miejscowych ułatwiło nam sprawę. Postęp w grze Legii jest powolny, ale jest. Nie wiem, czy starczy czasu do końca sezonu, aby ta lepsza gra dała tyle punktów, ile okaże się potrzebnych do utrzymania. Ale Papszun jest od systematycznej pracy, nie jest cudotwórcą, nie potrafi poprawiać w szybszym tempie. Poziom wyjściowy, który zastał był bardzo niski.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1