- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Legia - Raków 1-1: Remisowa klątwa
Legia zanotowała kolejny remis. Ten wynik pozwolił nam opuścić strefę spadkową, ale powodów do radości nie ma. Nasza drużyna ma przed sobą bardzo trudny terminarz, a jakość gry legionistów nadal pozostawia wiele do życzenia. W niedzielny wieczór Legia musiała gonić wynik w rywalizacji z Rakowem. O remisie przesądził gol Nsame z rzutu karnego.
Skład Legii wyglądał następująco: Hindrich – Piątkowski, Augustyniak, Pankov – Wszołek, Szymański, Biczachczjan, Elitim, Kun – Adamski, Nsame. Goście rozpoczęli w składzie: Zych – Mosór, Arsenić, Racovițan – Carlos, Struski, Repka, Amorim – Diaby-Fadiga, Brunes, Brusberg.
Legia zaczęła ofensywnie, ale w 6. minucie to goście objęli prowadzenie. Po rzucie rożnym Rakowa pechowo interweniował Nsame, który wystawił piłkę napastnikowi gości. Diaby-Fadiga dopełnił formalności i było 0:1. W 12. minucie Brusberg uderzył obok bramki Legii. W 17. minucie Biczachczjan uderzył mocno zza pola karnego, ale wprost w dłonie Zycha. W 24. minucie Hindrich spokojnie złapał piłkę po strzale Brunesa. Mecz był rwany. Na murawie długo leżeli Zych i Brusberg, którego ostatecznie zastąpił Bulat. W 34. minucie zupełnie nieudany strzał oddał Elitim. W 36. minucie nieznacznie pomylił się Brunes. W 44. minucie Nsame nie trafił w bramkę głową po dośrodkowaniu Wszołka. W doliczonym czasie gry Nsame ponownie uderzył głową nad bramką.
Do przerwy było 0:1. Gra Legii była równie słaba jak wynik. Nasza drużyna biła głową w mur.
Drugą połowę od efektownej szarży rozpoczął Diaby-Fadiga, na szczęście strzał zawodnika gości został zablokowany. W 59. minucie żółtą kartką upomniany został Wszołek. W 61. minucie Kun oddał strzał z pola karnego, ale skończyło się tylko rzutem rożnym. W 68. minucie piłka trafiła w rękę Mosóra po strzale Nsame. Po analizie VAR sędzia Kuźma wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł Nsame i nie dał szans Zychowi. Było 1:1. W 73. minucie Rajović i Chodyna zastąpili Nsame i Wszołka. Raków przejął inicjatywę i dążył do odzyskania prowadzenia. W 77. minucie Hindrich odbił piłkę po kąśliwym strzale Lópeza. Minutę później w zamieszaniu w polu karnym Legii mocny strzał oddał Brunes. Szczęśliwie dla Legii piłka odbiła się od słupka. W 85. minucie Reca i K. Urbański zmienili Kuna i Biczachczjana. Żadna z drużyn nie zdołała już stworzyć sobie sytuacji strzeleckiej.
Legia nie przegrywa, ale nadal nie gra dobrej piłki. Brakuje nam jakości i kreatywności w ofensywie, co skazuje Legię na przewidywalne ataki prowadzone z wykorzystaniem prostych środków. W poczynaniach naszej drużyny widoczna jest nerwowość, która przekłada się na szereg błędnych boiskowych decyzji. Meczu z Rakowem nie przegraliśmy mimo głupio straconej bramki i mimo tego, że praktycznie nie byliśmy w stanie stworzyć sobie sytuacji pod bramką przeciwnika - to oczywiście trzeba uszanować, bo mogło być znacznie gorzej. Niestety ten punkcik to jedyna pociecha.
Kolejny ligowy mecz czeka Legię w Poniedziałek Wielkanocny, kiedy nasza drużyna zmierzy się w Szczecinie z Pogonią.


Martwi mnie, że przechodzenie z głębokiej defensywy do szybkiego ataku u nas prawie nie istnieje. Nasi ofensywni gracze nie są sprinterami, Biczachczjana rozsadza energia i dobrze, ale dziwi mnie, że trener nie potrafi u niego wykorzenić pewnej dawki egoizmu. Żałuję, że Kovacik predysponowany do szybkiego kontrataku u Papszuna jest zakopany na głębokiej rezerwie, ale to było wiadomym, że u tego trenera młodzi będą mieli „pod górkę”.
Weszło kilku zmienników i to tylko drużynę osłabiło
Widzę to czarno niestety na kolejne mecze
Art. 10, 4. W sytuacji braku możliwości zakończenia rozgrywek spowodowanej siłą wyższą, która nastąpi po rozegraniu 50% lub więcej zaplanowanych kolejek jako tabelę końcową przyjmuje się tabelę po ostatniej rozegranej kolejce, przy założeniu, iż wszystkie zalegle mecze tej i poprzednich kolejek, które nie odbyły się w terminach wcześniejszych uznaje się za nierozegrane bez przyznawania punktów
Ten wariant byłby chyba najlepszy dla Legii po tej kolejce. Więc siła wyższa ma czas do 3 kwietnia.
Trzeba rywalom podziękować, że bronili nisko i nie wyciągnęli wniosków z wiosennych meczów, w których prowadzili i dali sobie prowadzenie odebrać przez zbyt głębokie cofnięcie się. Dali Legii w ten sposób szansę i udało się. Ambicja i walka po naszej stronie były. Jakości nie było.
Arka u siebie znakomicie punktuje, więc pewnie wygra za dwa tygodnie z Zagłębiem. A my w Szczecinie? Pewnie znowu pierwsi stracimy bramkę.
Remisami się nie utrzymamy. Przed każdym meczem jest takie myślenie ‘może teraz, może teraz’. I w każdym meczu Legia ma co najmniej długie fragmenty, gdy pokazuje jaka jest słaba. Zwłaszcza naszą siłę rażenia musimy opierać na ambicji, bo jakości nam brak. Przyznam, że liczyłem na trochę lepszy efekt wspólnego występu duetu R. Adamski J-P Nsame.
Gdy dawno temu były takie czasy, że walczyliśmy o MP, to wszystko wydawało się dużo łatwiejsze.
W naszej piłce mamy do czynienia z okresem przejściowym , z wyłanianiem się nowego porządku ,w którym coraz większy udział brał będzie duży biznes oraz wzrośnie ranga drużyn w dużych miast.
Pewnikiem minie kilka lat zanim, tak jak w topowych ligach ukształtowane zostaną w miarę trwałe tendencje co do zajmowania lokat w tabeli , w 87% zależnych od budżetów w cyklu sezonowym i w 93% w okresie wieloletnim. Więc walka o byt ligowy będzie coraz bardziej zacięta ,że minie okres jętek jednodniówek z głuchej prowincji , co widać po tym,że zespoły awansujące z I ligi nie są skazane niejako z automatu na pożarcie.Ja już się ciesze na powrót do ESy np. Wisły Kraków czy Śląska Wrocław, nie przyjmując do świadomości możliwości spadku Legii.
Naszej piłce jeszcze daleko do finansowego eldorado jakie sprawia kapitał otrzymywany przez kluby z topowych lig z praw telewizyjnych : w Anglii to prawie 2 mld funtów rocznie ,w Hiszpanii - 1,6 mld Euro, w Niemczech - 1,4 mld Euro, we Włoszech -900 mln Euro,we Francji - 800 mln Euro,ale z naszymi prawie 80 mln Euro rocznie plasujemy się na 8 miejscu w Europie czyli na znacznie wyższym niż w rankingu klubowym, w którym zajmujemy 12 pozycję.
Dla wielu klubów przychody z praw telewizyjnych i pochodnych to prawie być lub nie być , co widać o losie wielu spadkowiczów. Dlatego dla wielu walka o utrzymanie daje kopa adrenaliny, czego po postawie większości zawodników Legii nie widać.
W bieżącym sezonie Canal+ wypłaci klubom Ekstraklasy ok. 340 mln zł , których podział kształtuje się następująco : każdy dostanie kwotę podstawową za udział po 8, 5 mln , za ranking historyczny ( średnia lokata z 5 lat) to od 1 do 5 mln, za wynik sportowy - kwoty od 1,5 do 23 mln oraz za system Pro Junior Plus kwoty od 200 tys do 2,5 mln zł. Mistrz Polski otrzyma ok. 37, 5 mln zł ,a ostatni w tabeli ok. 12 mln. Przy czym pokazywanie spotkań w telewizjach ( Canal+ oraz TVP Sport) niesie dodatkowe wpływy , proporcjonalne do tzw, oglądalności w postaci przede wszystkim udziału w prawach telewizyjnych za udział w Europejskich Pucharach oraz dochodów z reklam, sponsoringu itp co sprawia,że np. Legia w ubiegłym sezonie dostała z praw telewizyjnych Polskich 27 mln ,a z UEFA ok. 41 mln zł.
Media obiegła informacja ,ze Legii brakuje do zamknięcia bilansu ok. 20 mln zł, co jest luką chwilową, bowiem do budżetu na ten sezon wpisano kwoty z udziału w LKE, którą klub otrzyma pod koniec maja ,a wydatki trzeba ponieść obecnie.
W wielu klubach , wielu zawodników ma świadomość,że spadek oznacza znaczy spadek w zarobkach i to jest główny motyw napędzający waleczność, zaangażowanie , ofiarność.
W przypadku Rakowa jego właściciel Michał Świerczewski reaguje na trend wzrostowy zwiększeniem wielkości budżetu klubu od 36 mln w sezonie 2021/22 , poprzez 60 mln ( sezon 2022/23), 75 mln ( sezon 2023/24), 80 mln ( sezon 2024/25) do 100 mln w sezonie trwającym. jednocześnie jego osobisty bilans związany z prowadzeniem klubu obejmujący dochody i wydatki , także pozabudżetowe w sezonie 2021/22 były na poziomie - 20 mln, w sezonie 2022/23 - 33 mln , w sezonie 2023/24 + 10 mln, w sezonie 2024/25 + 4 mln zł ( bilans za obecny sezon poznamy w sierpniu 2026 roku).
Niezależnie od rozsądnego gospodarowania pieniędzmi Michał Świerczewski rozumie jak ważna w Firmie jest stabilizacja struktur, kadr, strategii rozwojowej , która ,jeżeli się sprawdza się w praktycznym działaniu podlega tylko korektom ,a nie ruchom rewolucyjnym.
Ponieważ 11 lat temu na trenera Rakowa wybrany został Marek Papszun to on ustalił obowiązujący system gry 3-4-2-1 oraz dobierał odpowiednich do gry w tym systemie wykonawców . Kiedy rok temu musiał zrezygnować ze względów rodzinnych z prowadzenia Rakowa jego następcą został jego asystent Szwarga , a kiedy obecnie jest w Legii trenerem został rodowity Częstochowianin , który w tym mieście ukończył studia Łukasz Tomczyk , ale którego przesadzającą zaletą było nie tyle udane prowadzenie Polonii Bytom ,ale fakt ,że ten klub grał w ustawieniu 3-4-3.
Ktoś powiada,że systemy nie grają , a ja na to ,ale to piłkarze grają w systemie, a nie poza nim.
Od roku jest dostępna w księgarniach internetowych książka Marka Mizerkiewicza " Wojna systemów. Przewodnik taktyczny" , w której dowodzi on za fachowcami zagranicznymi ,że każdy system stawia specyficzne wymagania przed zawodnikami grającymi na poszczególnych pozycjach i nagła zmiana ustawienia często oznacza spadek wyników , ale także wielu graczy sprowadzonych często za spore pieniądze nie pasuje do nowej koncepcji i albo odchodzi ,albo siada na ławie czekając na nowe rozdanie.
W Rakowie właściciel szanuje wydane przez siebie pieniądze , wysiłek włożony w dobór odpowiednich graczy i tego nie marnuje , w odróżnieniu od właściciela Legii, który nie tylko zmienia trenerów jak rękawiczki ,ale wybiera takich , którzy zmieniają system gry i nagle okazuje się ,że ci zawodnicy, którzy byli dobrzy są źli i odwrotnie.
To tak jak by dom budowano przez rozbieranie go.
Wczoraj obaj rywale grali w systemach z trójką obrońców, w którym kluczową rolę spełniają gracze tzw. wahadłowi spełniający role bocznych obrońców w systemach z czterema obrońcami oraz skrajnych pomocników quasi skrzydłowych. To nadmierne obciążenie dwóch graczy stanowi podstawowy zarzut wobec tego systemu jako ,że łamie on równomierność zadaniową tak u każdego zawodnika jak i wobec zespołu jako całości .
Zdaniem fachowców pozycja bocznego obrońcy na przestrzeni dziesiątków lat najmocniej zmieniła swą charakterystykę, przede wszystkim poprzez dodanie funkcji ofensywnych . Obecnie przekształcony z bocznego obrońcy wahadłowy musi doskonale bronić indywidualnie i we współdziałaniu oraz być przydatny w atakowaniu linii obronnych przeciwnika.
Aby te zadania wykonywać należycie wahadłowy musi w sposób ponadprzeciętny łączyć cechy wytrzymałościowo - szybkościowe.
Uznaje się ,że wszystkie umiejętności w ataku z piłką są niezwykle ważne dla wahadłowego , gdyż wobec zagęszczenia środkowych sektorów boiska przez zespoły broniące to często na barkach tych zawodników spoczywa tworzenie przewagi. Funkcjonowanie w bocznym sektorze boiska wymaga wysokich umiejętności technicznych ,aby nie tracić kontroli nad piłką.
W działaniach w ataku bez piłki u wahadłowych dominują wsparcie zdobywające oraz utrzymujące. Musi też on posiadać zdolność do oceny presji jaką przeciwnik wywiera na partnera, co jest kluczową informacją do wyboru jaką linię podania wybrać. Gotowość zaś do przyjęcia podania we właściwym miejscu i czasie stanowią istotną korzyść dla zespołu.
Podczas bronienia wahadłowy musi charakteryzować się wysokim poziomem gry w odbiorze piłki, zarówno 1x1 , jak i przy przewadze liczebnej przeciwnika. Ta umiejętność jest przydatna przy każdym poziomie bronienia : wysoki, średnim i niskim. Do tego wahadłowy musi być wyposażony w arsenał środków techniczno-taktycznych aby skutecznie kryć strefowo i indywidualnie oraz w asekuracji i aktywnej strefie.
Głównymi zasobami akcji piłkarskich wahadłowego są : znane z boisk angielskich "kopnij i biegnij", dośrodkowania wsteczne, wyprzedzające lub wzdłużne, odbiór piłki ( blokowanie , dobiegnięcie , akcja 1x1), gotowość do zajmowania otwartej pozycji w kryciu.
Metoda kopnij i biegnij w obiegu zewnętrznym lub wewnętrznym wraca do łask co wczoraj widzieliśmy . zwłaszcza w wykonaniu graczy Legii, nie tylko Kuna i Wszołka. Często pozwala złamać liniową obronę rywali ,a także ominąć nawet dwie linie pressingu , a także ma spore walory kreacyjne. Podstawowym sposobem użycia tej metody jest podanie do środka i wbiegnięcie do przodu w boczny sektor boiska. Takie zagranie często zmusza rywali do skupienia sił w centrum , tam gdzie piłka co otwiera boczny korytarz.Kontynuacja akcji wymaga wbiegnięcia wahadłowego w rejon pola karnego rywali i po powrotnym otrzymaniu piki podanie jej do zawodnika mogącego oddać strzał na bramkę. Metoda obiegnięcia wewnętrznego polega na zagraniu piłki do partnera w bocznej strefie ,a samemu udanie w kierunku centrum. Tym zagraniem wahadłowy staje się graczem zagrażającym bramce rywali , bowiem może otrzymać piłkę w miejscu zagrażającym bramce rywali z którego może zarówno tworzyć groźne sytuacje jak i oddać bezpośrednio strzał na bramkę.
Kontynuacją obiegnięcia zewnętrznego jest z reguły dośrodkowanie , które może mieć charakter wsteczny , do gracza znajdującego się z tyłu za piłką, lub wzdłużny ,albo też wstępujący do partnera z przodu. Każde z tych zgrań niesie bezpośrednie zagrożenie dla bramki rywali , co szczególnie ma miejsce przy dośrodkowaniu wstecznym , gdyż obrońcy muszą cofnąć się aż do linii końcowej boiska i tracą kontrolę nad tym kto wbiegnie w linię podania i przejmie piłkę.
Indywidualna gra w bronieniu jest najważniejszą umiejętnością techniczno-taktyczną wahadłowego , bowiem generalnie nie jest ustawiony strefowo, a w każdym razie podział strefowy jest dla niego płynny. Pierwszym konceptem wahadłowego musi być szybkie dobiegnięcie do atakującego z piłką co pozwala na szybkie ograniczenie przestrzeni skrzydłowemu i pozbawia go wielu atutów kreacyjnych. Taki atak zmusza skrzydłowego do zwiększenia uwagi na piłce kosztem oglądu na współpracę z partnerami . Nadto taki szybki atak zapewnia partnerom z obrony i pomocy niezbędny czas na ustawienie się, wsparcie oraz asekurację , a jak trzeba to i podwojenie krycia. Trudniejsza sytuacja ma miejsce kiedy atakujący ma wsparcie partnera co wytwarza sytuację 2x1 . Priorytetem wahadłowego jest ograniczenie zdobywania pola gry i niedopuszczenie do wejścia z piłką w pole karne wybierając metodę mniejszego zła czyli niedopuszczać do działania bardziej niebezpiecznego dla własnej drużyny..Szczególnie ważną umiejętnością jest blokowanie uderzeń lub podań atakującego. W grze obronnej wahadłowego szalenie ważny jest aspekt mentalny, musi on być zdeterminowany ,aby zatrzymać zagrania atakującego . Umiejętne blokowanie wybija z konceptu rywali i sprawia ,że obrona jest i łatwiejsza i skuteczniejsza.
Przy stosowaniu technik obronnych wahadłowy musi zachowywać otwartą pozycję ciała pozwalającą zarówno na kontrolę poczynań atakującego i ewentualnie jego partnera ,ale też szybkie reagowanie na zmiany kierunku ataku przez przeciwnika.
Wczoraj trener Papszun ustawił Legię 3-5-2 w sposób zrównoważony z odchyleniem defensywnym , bowiem nasz środkowy trójkąt miał u podstawy dwóch graczy o nastawieniu defensywnym ( Elitim i Szymański) a wierzchołek stanowił ofensywny Biczachczjan.W większości zespoły w tym systemie grają odwróconym trójkątem w środku pola.
Pewnikiem Papszunowi chodziło o neutralizację mocy dwóch ofensywnych pomocników Rakowa ,zwłaszcza Lopeza, którego Tomczyk od początku meczu nie wystawił. Widać było ,że nasz sztab dobrze przeanalizował grę sposób w jaki Raków rozpoczyna mecze i aktywnie ruszył ofensywnie na rywali . Owszem ostudziliśmy zakusy rywali ,ale tylko na kilka minut , bo otrząsnęli się z naszej przewagi i sami zaczęli zdobywać przewagę , a przy tym towarzyszył im niesamowity fart , bo właściwie to my , a konkretnie Nsame podarowaliśmy im bramkę. Ja nie rozumiem co Nsame robił w środku pola bramkowego , bowiem owszem wysocy napastnicy mogą brać udział w obronie przed stałymi fragmentami ,ale przy rzutach rożnych tylko jako wybijający piłki stojąc na wysokości słupka w kierunku zagrywanej piłki.
Legia zaczęła spotkanie energetycznie ,ale kontroli nad przestrzenią nie zdobyliśmy, zaś gra na wrzutki ( kopnij i biegnij) była za wolna i przy udziale zbyt małej liczby zawodników,aby realnie zagrozić zgranej obronie Rakowa.Z takim rywalem jak Raków trzeba umieć wymuszać błędy , bo liczenie na ich samoistne zaistnienie jest złudne.Niestety ,ale okazało się ,że samotny w kreowaniu akcji ofensywnych Biczachczjan nie ma do tego wystarczających walorów, przeciwko tej klasy graczom jak ci z Rakowa.Próbował go wspierać Elitim ,ale wówczas pojawiała się luka między pomocą a obroną i on , jak i Szymański nie mogli zostawić tych stref niebronionych.
W naszym zespole dopóki miał siły na lewym wahadle radził sobie dobrze Kun, bo po Wszołku z drugiej strony czuć było brak rytmu meczowego.
Mnie trudno jest pogodzić się z odczuwalnym i widocznym brakiem adekwatnej reakcji zespołu ( brak lidera) na niekorzystny wynik . Gawin trafnie zauważa,że graliśmy niemrawo , bez ikry, bez woli zwycięstwa.
Trudno powiedzieć skąd się bierze ta obawa przed podjęciem ryzyka, przed atakiem większą liczbą zawodników, przed zdobyciem przewagi liczebnej w rejonie pola karnego . Takim zewnętrznym przejawem tego lęku, tej ślamazarności było to ,że najpierw do przodu ruszał nasz zawodnik posiadający piłkę ,a dopiero za nim podążali partnerzy, więc szans na wyprzedzenie obrońców Rakowa nie mieliśmy żadnych. Ze strukturalnego punktu widzenia to wczoraj obsługa dwóch napastników przez jednego ofensywnego pomocnika i dwóch wahadłowych była niewystarczająca czemu starał się zaradzić Adamski , ale jego szukanie gry w środku pola niczemu konstruktywnemu nie służyło.
Widząc nieporadność w naszej grze Papszun dokonywał zmian,ale nie wniosły one poprawy do gry ofensywnej .
Po rzucie karnym nasz zespól po raz kolejny doprowadza do remisu i gra po nim to rodzaj znaku firmowego Legii . Nasi zawodnicy są tak zadowoleni z remisu ,że marżą tylko o tym ,aby mecz się jak najszybciej skończył. Co nie jest oznaką siły ,ale słabości.
Nie tylko nie potrafiliśmy ,ale nawet nie chcieliśmy wykorzystać chaosu jaki do gry Rakowa wprowadził zmianami trener Tomczyk.
Trener Tomczyk gra u siebie systemem 3-5-2 ,a na wyjeździe 3-4-2-1 . Wczoraj pokombinował, bo awizował w składzie wyjściowym Makucha ( nie wyszedł) ,a Ivi Lopez wszedł na boisko w końcówce meczu.Są to prowincjonalne zagrywki, bo to przez nie Raków poniósł 3 ostanie porażki . Z Fiorentiną wskutek wadliwego prowadzenia zespołu w czasie gry ( głównie fatalnej reakcji na prowadzenie ) ,a z Górnikiem wskutek zmiany polowy zespołu ,w tym posadzeniu na ławie Tudora i Brunesa. Wydaje się ,że trener Tomczyk dopiero dojrzewa do Ekstraklasy , gdyż na razie wykazuje typową dla neofity zapalczywość. Zaskoczeniem było wystawienie w I składzie młodego (19 lat) sprowadzonego ze szwedzkiego Hacken Brusberga jako partnera Diaby -Fatigi , przy czym obaj z uwagi na słuszny wzrost ( po 188 cm) mogą grać i w ataku. Lecz takie ryzyko wystawienia pozbawionego rytmu gry zawodnika nie opłaciło się,bowiem po dwóch starciach głowami z Piątkowskim i Wszołem szwed został zniesiony z boska w 25'.
W grze Rakowa widać dojrzałość, dyscyplinę taktyczną , gdyż zawodnicy Rakowa nie tracą sił na bieganie za piłką i za zawodnikami Legii,ale pilnują stref blokują , opóźniają akcje rywali , poprawnie asekurują i generalnie dobrze się prezentują w grze bez piłki.Niezależnie od walorów piłkarskich to większość graczy rakowa ma sporo ponad 180 cm wzrostu : Arsenicz ( 188), Dawidowicz ( 189), Mosór (184), Racovitan ( 185), Svarnas ( 183), Diaby -Fatiga ( 188), Pieńko (185), Repka ( 190), Carlos Silva ( 185), Brunes ( 189), Brusberg ( 188), Makuch ( 187) , Rondicz ( 190) i Rocha ( 200),
Na drugą połowę meczu Raków wyszedł z taka samą energią jak Legia na pierwszą, ale nasi zawodnicy się silnie spięli i do utraty bramki nie dopuścili.Widząc,że wynik meczu może być niekorzystny trener Tomczyk wprowadził na plac obrońcę Dawidowicza, który to ruch spowodował chaos w szeregach zespołu Rakowa. Takie zmiany pogarszające organizację gry potrafiła wykorzystać Fiorentina ,lecz nie było to dane . Raków do końca meczu starał się trzymać piłkę daleko od własnej bramki i dowiózł remis.
Sędzia Łukasz Kuźma łatwo dostosował się do szybkich zmian w prowadzeniu akcji raz przez jeden raz przez drugi zespół nadążając za akcjami.Na faule reagował bezzwłocznie i zdecydowanie . Są sędziowie , którzy "ustawiają " zachowania piłkarzy poprzez szybkie ukaranie kogokolwiek żółtą kartką wpadając często w pułapkę, bo kiedy taki zawodnik rzeczywiście zasłuży na żółty kartonik to jest niekarany ,gdyż wiedzą ,że ta pierwsza była "dęta'. Arbiter się sięgał pochopnie po żółte kartki , na ogół karząc za nieprzepisowe zatrzymanie korzystnej akcji, lub za niesportowe zachowanie ,ale też nie stosował przywileju korzyści . Moim zdaniem Kuźma powinien ukarać w 54' Amorima za próbę wymuszenia rzutu wolnego i żółtej kartki dla Wszołka oraz w 65 ' za nierozważny atak Brunesa bramkarza Legii , bowiem przepis nadal, choć w ograniczonym zakresie chroni bramkarza w obrębie pola karnego.
W 67 ' skorzystał z VARu dyktując oczywisty rzut karny dla Legii po paradzie obronnej Mosóra, natomiast słusznie nie zrobił tego w 81' ponieważ piłka trafiła Mosóra w rękę ,ale po uprzednim odbiciu się od jego biodra.
W sumie Łukasz Kuźma dobrze wywiązał się ze swoich powinności.
Jak chyba każdy łatwo przyzwyczaiłem się do dobrego , bowiem od tych 63 lat Legia , poza dwoma wyjątkami w 1992 i 2022, była w czołówce ligowej, a każdy kto przyjeżdżał na Ł3 trząsł tyłkiem ze strachu. Tym czasem na moich oczach Legia przepoczwarzyła się w ligowego średniaka cieszącego się z remisu na swoim obiekcie z krajowym rywalem , zamiast cieszenia się przez przeciwnika z remisu ,a nie rozpaczającego po dotkliwej porażce.
Płock i Cracovia po 3 , Raków 1 . Nie przewidywałem punktu z Jagą a jednak jeden zdobyliśmy . Teraz w Szczecinie nie przewiduje więc może ponownie coś jednak wpadnie .
Problem jest taki , że ci nad nami dobrze punktują i te 38-40 może nie starczyć .
Jeżeli chodzi o kadrę to obrona jest ustabilizowana, są tam solidni zawodnicy (nawet Augustyniak, na środku obrony to jest zupełnie inna jakość niż w środku pola), wahadłowi grają z dużą odpowiedzialnością i dyscypliną w defensywie (pomijając może pierwszą połowę Chodyny w Białymstoku), jeżeli nadal będą omijać nas kontuzje i kartki, Legia nie będzie tracić dużo bramek. Niestety z przodu wyglądamy nie wiadomo czy nie najgorzej z całej ligi. Tam nie ma mowy o żadnej kombinacyjnej grze, prostopadłych podaniach na dobieg, zrobieniu przewagi wygranym pojedynkiem. Do dyspozycji trenera jest w sumie tylko oparcie ataku o pojedynek wygrany centymetrami i pokładanie nadziei w setce dośrodkowań. Nasze deficyty jakościowe w obszarze kreacji to jest jakiś horror, przerażające, że do tego doprowadzono.
Natomiast jeżeli chodzi o Papszuna to on z pewnością zdecydował się na prowadzenie zespołu w taki sposób, który jego zdaniem maksymalizuje szanse na uratowanie ligowego bytu. Chyba na początku były próby trochę innej gry, ale fiasko z Koroną musiało dać mu do myślenia. Być może inny trener próbowałby gry bez typowego napastnika, coś jak para Rado - Duda za Berga, ale to raczej nie Papszun, który zawsze lubił mieć w składzie wysoką dziewiątkę, zresztą słaby to czas na eksperymenty. Przy czym co do samego Papszuna i jego filozofii to ciekawa była wymiana zdań między a-c10 a corazstarszym w innym wątku. Tak, też pamiętam początki rywalizacji Legii z Rakowem na poziomie Ekstraklasy i zawsze były to ciężkie mecze, bo była to drużyna grająca nietypowo szybką, intensywną piłkę, umiejętnie zakładająca pressing, grająca wysoko i aktywnie nawet w rywalizacji z teoretycznie znacznie mocniejszym przeciwnikiem. Raków z mistrzowskiego sezonu był już totalnym dominatorem, oni odbierali przeciwnikom oddech, rozgrywali mecze dosłownie na ich połowie. Tylko że Papszun po powrocie do Rakowa jakby porzucił nieco tę filozofię, to już była drużyna grająca głębiej, ostrożniej, dużo remisująca. Czy to skutek tego, że trochę zmienił się tam skład, że kontuzje dotknęły Lopeza i Arsenicia, czy tego, że liga nauczyła się Papszuna (tak twierdzi Michał Zachodny, którego zdaniem Papszun wręcz zrewolucjonizował Ekstraklasę), czy zmienił się sam trener i jego sposób patrzenia na piłkę, trudno powiedzieć. W każdym razie Legii Papszuna na pewno znacznie bliżej do Rakowa z drugiego podejścia trenera do pracy w Częstochowie i ciekaw jestem w którą stronę to pójdzie jeżeli uda nam się utrzymać, złapać oddech i w kolejnym sezonie zacząć wszystko od nowa.