A+ A A-

Lechia - Legia 1-2: Cień szansy

W niedzielne popołudnie Legia zmierzyła się z Lechią w Gdańsku. Oglądaliśmy otwarty mecz, w którym Legia okazała się minimalnie lepsza. Ten wynik sprawia, że istnieje jeszcze niewielka szansa na to, by nasza drużyna zakwalifikowała się do europejskich pucharów. Autorami bramek dla Legii byli Nsame i Čolak.

 

Trener Papszun dokonał kilku zmian w składzie. Szansę dostali między innymi Leszczyński i Żewłakow. Wyjściowa jedenastka naszej drużyny wyglądała następująco: Hindrich – Piątkowski, Augustyniak, Leszczyński – Chodyna, Kapustka, Elitim, Vinagre – Krasniqi, Nsame, Żewłakow. Lechia rozpoczęła w składzie: Paulsen – Wójtowicz, Pllana, Rodin, Vojtko – Mena, Żelizko, Neugebauer, Kapić, Sezonienko – Bobček.

W 6. minucie  Bobček utrzymał się przy piłce w polu karnym Legii i uderzył płasko. Hindrich złapał piłkę. W 11. minucie Legia objęła prowadzenie. Nasza drużyna  przeprowadziła składny atak. Chodyna zagrał z prawego skrzydła na głowę Nsame, który pokonał Paulsena precyzyjnym strzałem głową. W 19. minucie Bobček doszedł do strzału głową po rzucie rożnym. Piłka poszybowała nad bramką Legii. W 31. minucie Leszczyński trafił w słupek bramki gospodarzy po dośrodkowaniu Elitima. Za chwilę Chodyna powstrzymał faulem szarżę Meny i ujrzał żółtą kartkę. Z rzutu wolnego groźnie uderzył Żelizko, ale uderzenie okazało się niecelne. W 44. minucie Krasniqi dośrodkował z rzutu rożnego do Kapustki, niestety nasz pomocnik w pierwszym tempie nie trafił dobrze w piłkę, a drugie podejście okazało się zbyt lekkie. Zaraz potem zaatakowała Lechia. Najpierw Piątkowski popisał się dobrą interwencją w pole karnym, a kilka chwil później Hindrich wybił mocne uderzenie Pllany na rzut rożny.

Do przerwy Legia prowadziła 1:0, sprawiając korzystniejsze wrażenie od gospodarzy.

Po przerwie Lechia ruszyła do zdecydowanych ataków. W 48. minucie słupek uratował Legię po rzucie wolnym Żelizki i strzale głową Meny. W 51. minucie Legia wyprowadziła kontrę. Krasniqi ruszył prawą stroną, podał na środek pola karnego do Żewłakowa, ale Żewłakow nie zdołał dobrze trafić w piłkę. W 56. minucie Pllana uderzył płasko zza pola karnego. Piłka o centymetry minęła bramkę Legii. W 59. minucie niecelnie na bramkę naszej drużyny uderzył Mena. Minutę później w Legii doszło do trzech zmian. Adamski, Kováčik i W. Urbański zmienili Krasniqiego, Żewłakowa i Vinagre’a. W 63. minucie Lechia wyrównała. Bobček uderzył mocno i celnie głową po dośrodkowaniu Meny. W 66. minucie Hindrich uratował Legię, odbijając piłkę po mocnym strzale Sezonienki. W 72. minucie Čolak zastąpił Nsame. W 78. minucie Bobček uderzył płasko z ostrego kąta. Hindrich popisał się wyśmienitą interwencją. W 80. minucie Szymański zastąpił Kapustkę. W 87. minucie drugą żółtą kartkę ujrzał Żelizko i Lechia musiała kończyć w osłabieniu. W 89. minucie Augustyniak został ukarany żółtą kartką za taktyczny faul na Menie. Doszło do przepychanek, wskutek których żółtą kartkę ujrzał też Leszczyński. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry Augustyniak wrzucił piłkę w pole karne gości. W wielkim zamieszaniu największym sprytem wykazał się Čolak i umieścił piłkę w bramce gospodarzy. Wynik nie uległ już zmianie.

Biorąc pod uwagę przebieg drugiej połowy meczu, zwycięstwo Legii należy ocenić jako szczęśliwe i ponownie docenić rolę Hindricha. Wreszcie ujrzeliśmy jednak nieco inne oblicze naszego zespołu i doczekaliśmy się minut dla legijnej młodzieży.

Ostatni mecz Legia rozegra w Warszawie z Motorem i, co wydaje się wręcz nieprawdopodobne, nasza drużyna jest w grze o zajęcie piątego miejsca w lidze i awans do kwalifikacji do europejskich pucharów. Warunkiem jest zwycięstwo nad Motorem przy jednoczesnej porażce GKS-u z Pogonią i braku wygranej Zagłębia nad Jagiellonią.

Dyskusja (7)
1niedziela, 17, maj 2026 20:32
Senator
No właśnie ! Jedyna osoba która mówiła Legia nie spadnie to a-c10 . Pomylił się wprawdzie co do oceny potrzebnych punków do utrzymania . Ja sam pisałem kilkukrotnie, będziemy drżeć do ostatniej kolejki czy aby nie spadniemy. Z pewnością nie tylko ja . Teraz przed ostatnia kolejką jest odwrotnie . Jest nadzieja że w Warszawie będą puchary . I nie kupuję negowania potrzeby gry w Europie typu . Miodek to Miodek tamto . Ok DM nie zasłużył ale Papuszun zasłużył dwa razy . Druga sprawa abyśmy mieli jakiekolwiek nadzieje że coś pozytywnego zacznie się dziać potrzebę będą pieniądze nawet te z LK.
2niedziela, 17, maj 2026 21:18
corazstarszy
Vinagre, jaki był, taki został - nieodpowiedzialny. Wie, że mu zabiorą i że będzie kłopot, żeby się wybronić po stracie, ale się głupio kiwa na własnej połowie. Myślałem, że u Papszuna takie numery nie mogą przejść. Gdyby go się udało wytransferować, to byłby dobry ruch. Feio w ramach propagandy chciał pokazać: ‘patrzcie, jakie to asy europejskiego piłkarstwa trafiają do Legii za moją przyczyną’. No i mamy.
Rafał Adamski krótko po wejściu chyba wymyślił, że wymusi faul. Od tego zaczęła się sytuacja na 1-1. Ale potem już dobre decyzje podejmował.
Dla mnie postawa Legii (po 2. połowie tydzień temu) była dużym zaskoczeniem in plus. Posądzałem piłkarzy o podejście urlopowe.
Przypominał się Gdańsk 2012. W przedostatniej kolejce tam właśnie Lechia pogrzebała nasze szanse na MP (na co, swoją drogą, Legia pracowała wówczas przez wiele kolejek). Niejaki Jakub Wilk strzelił nam bezpośrednio z rzutu wolnego. Teraz Lechii chyba bardzo zależało i tak się źle dla niej skończyło.
Taki mecz kontrastów w porównaniu z meczem sprzed tygodnia. Wówczas Augustyniak i Nsame bardzo źle, teraz obydwaj dobrze. Nie bezbłędnie, ale momentami Augustyniak w obronie dobrze i pewnie.
Ciekawe, kogo konkretnie Papszun miał na myśli, mówiąc po meczu: ‘Przede wszystkim trzeba podkreślić jego (Nsame) świetną postawę. Jego sytuacja na ten moment nadal nie jest do końca jasna, dlatego tym bardziej doceniam jego podejście. Było kapitalne. Niestety nie wszyscy zawodnicy wykazali się w tej chwili taką postawą.’
Bramka na 0-1 po fantastycznej akcji, zupełnie nie w stylu Legii. Może nie było to tak zjawiskowe jak akcja bramkowa na 2-0 w Jagiellonia - Legia, ale i tak brawo. Wiele podań z pierwszej, od własnego pola karnego: Augustyniak na pewniaka po ziemi do Nsame, który to kapitalnie wygrał - Elitim - Krasniqi - Chodyna - Nsame. Takiej akcji Legia w tej rundzie nie zagrała. Chodyna współzawinił przy golu na 1-1, ale to chyba jego strzał dobił Colak. Także na plus.
Hindrich doskonale. Kto by pomyślał zimą, gdy tu trafiał. Ale bardziej niż jego gra cieszy mnie myśl, że w obecnej Legii trafiają się jeszcze dobre decyzje. Ta była bardzo dobra. Pewnie długo się nim już nie nacieszymy. Nie zdziwiłbym się, gdyby już tego lata Legia go sprzedała. Jeśli będzie oferta, to on sam pewnie będzie chciał odejść, a my nie za bardzo mamy wyjście.
Dużo zawdzięczamy również bramkarzowi Lechii. Sądziłem, że futbol nowozelandzki jest silniejszy, skoro ich reprezentacja uzyskała awans na MŚ.
I bardzo mi się podobały żółte kartki dla Chodyny i Augustyniaka. Tak powinni zagrać piłkarze odpowiedzialni za swoją drużynę.
46 punktów. Rok zaczynaliśmy z 19. 15 meczów - 27 punktów. Średnia 1.8 / mecz. Nie spodziewałem się, że Legia potrafi tak punktować.
3poniedziałek, 18, maj 2026 14:24
dalkub
iocosus czy już wiesz dlaczego Papszun nie grał Leszczyńskim i młodym Żewłakowem, na dodatek jeszcze z Vinagre na tej samej stronie? bo to sie nazywa kłopot, bo bo żaden z nich na razie nie potrafi bronić na poziomie eklapy, dwaj pierwsi może się nauczą, Vingre już sie nie nauczy i to będzie kolejny przykład obrońcy co nie potrafi bronić za to jest nonszalancki i niezdyscyplinowany taktycznie itd.
4poniedziałek, 18, maj 2026 14:42
Zbyszek
Kiedy Lechia znalazła się na miejscu spadkowym prezes klubu Paolo Urfer i formalny właściciel Firmy Footbal Culture Poland , która zakupiła 95% akcji ( o wątpliwościach wobec źródeł finansowania FCP pisałem w zeszłym roku) postanowił łowić rybki w mętnej wodzie czyli w mediach postawił na tapecie sprawę anulowania kary odjęcia 5 punktów nałożonej przez Komisję Licencyjną PZPN w maju 2025 roku.Pewnikiem Urfer miał świadomość ,że gra znaczonymi kartami ,bowiem chodziło mu wskazanie mocodawcom ,że jak Lechia ewentualnie spadnie to wskutek , jego zdaniem, bezprawnej i niesprawiedliwej kary.
Media ochoczo podchwyciły wersję Urfera , mimo ,że była całkowicie niedorzeczna, gdyż rzecz cała uprawomocniła się 17.09.2025 roku.
W procesie przyznawania licencji klubom na sezon 2025/26 Komisja Licencyjna stwierdziła, naruszenie punktu F 3 oraz F 4 Wielkiej Księgi Licencyjnej i w związku z punktem F 9 podpunkt 12.11.10 nałożyła na Lechię nadzór finansowy oraz ukarała klub odjęciem 5 punktów i zakazem transferów do 30.06.2026. Wbrew temu co piszą dziennikarze samo naruszenie F3 i F 4 nie powoduje obligu ukarania odjęciem punktów, co sprawia dopiero naruszenia F9. Punkt F3 dotyczy braku przeterminowanych zobowiązań na dzień 31,03, danego roku wobec klubów piłkarskich w związku z działalnością transferową, natomiast F4 to brak przeterminowanych zobowiązań na dzień 31.03. danego roku wobec pracowników klubu oraz należności publiczno-prawnych. W sprawie nałożenia kary odjęcia punktów kluczowe znaczenie odegrał F9 , który tyczy braku przeterminowanych zobowiązań wobec klubów z tytułu transferów oraz należności pracowników klubu na dzień 30.06. poprzedniego roku niespłaconych do 31.10. tego roku i w takim wypadku , wobec zaistnienia naruszeń F3 i F4 nakazuje obligatoryjne ukaranie klubu odjęciem punków. Pewno Urfer i jego ekipa nie doczytali Księgi Licencyjnej do końca.Prezes Urfer upublicznił te argumenty jakie były podstawą odwołań , w tym ,że nie wysłuchano jego jako strony , a chodziło mu o to ,że sprawcami przeterminowanych należności byli poprzedni właściciele klubu. W sprawie nie ma to znaczy , bowiem przeterminowane zobowiązania dotyczą klubu ,a nie personaliów.
Po nałożeniu kary Lechia złożyła odwołanie w ciągu 5 dni na podstawie art.51 par.7 Statutu do Komisji Odwoławczej d/s Licencji , która w ciągu 3 dni podtrzymała decyzję Komisji Licencyjnej.Lechia nie zdecydowała się na odwołanie do Sądu Polubownego przy PZPN lecz od razu złożyła skargę do Trybunału Arbitrażowego przy Polskim Komitecie Olimpijskim .
Trybunał Arbitrażowy przy PKOL po kompromitacji z 2005 roku , kiedy to uchylił decyzję Komisji Dyscyplinarnej ukarania degradacją za korupcję Szczakowianki i Świtu Nowy Dwór Maz. przyjął i stosuje linię orzeczniczą Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego przy MKOL w Lozannie ( CAS) . CAS przy orzekaniu kieruje się zasadą ,że Związki Sportowe są dobrowolnymi organizacjami skupiającymi samodzielne i niezależne kluby sportowe w formie Spółek Akcyjnych lub innych form prawnych i to one ustalają i przyjmują do realizacji przepisy związkowe , w tym zwłaszcza statuty i regulaminy . Tym samym zmiana decyzji uprawnionego organu Związku może nastąpić wyłącznie w przypadku stwierdzenia naruszenia przepisów lub oczywistej niesłuszności orzeczenia .
Trybunał Arbitrażowy przy PKOL orzeczeniem z dnia 17.09.2025 pozostawił nadzór finansowy i karę odjęcia 5 punktów, a uchylił karę zakazu transferów jako nadmierną.
Po tej decyzji Lechia miała dwie drogi , a mianowicie w ciągu 21 dni od wydania orzeczenia odwołać się do CAS oraz /lub w ciągu 30 dni złożyć na podstawie art. 45 a Ustawy o Sporcie skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego. Lechia zdecydowała się złożyć skargę do SN , bez skargi do CAS. Tym samym nie dochowała 21 terminu i zgodnie z art.58 Statutu PZPN mogłaby ją złożyć za zgodą Zarządu PZPN. Zarząd PZPN ustami prawnika Związku oznajmił ,że byłby skłonny wyrazić zgodę na przywrócenie terminu ,ale pod warunkiem ,że Lechia wycofa skargę kasacyjną z Sądu Najwyższego.
Niestety i Lechia i PZPN wykazują się nieznajomością Kodeksu Postępowania Cywilnego,w tym znowelizowaną w 2005 roku procedurą tyczącą skarg kasacyjnych. Po wprowadzenie w 1984 roku instytucji kasacji wyroków prawomocnych przez SN do polskiego prawa ich ilość rosła, a po 1990 roku skarga kasacyjna sprawiła,że polski system sądowniczy z dwuinstancyjnego stał się prawie trzyinstancyjny.Nowelizacja z 2005 roku wprowadziła instytucję przedsądu , której przejście umożliwia rozpatrzenie skargi przez SN. Tym samym co do zasady SN nie ma obowiązku przyjmowania do rozpatrzenia każdej skargi kasacyjnej, bowiem jej przyjęcie może dotyczyć czegoś ekstraordynaryjnego , a więc tylko wówczas kiedy w sprawie występuje rażące naruszenie zasad prawa, istnieje potrzeba dokonania wykładni prawa lub postępowanie jest nieważne. Według stanu na 15.05.2026 Sąd Najwyższy nie podjął decyzji o dopuszczeni skargi kasacyjnej Lechii do rozpatrzenia. Według linii orzeczniczej SN to w omawianym przypadku sprawa mogłaby tyczyć tego czy Wielka Księga Licencyjna karaniem odjęcia punktów nie przekracza ram zasady równych szans w rywalizacji sportowej.
Przy czym nawet przyjęcie skargi kasacyjnej i ewentualne uchylenie prawomocnej decyzji po sezonie nie wywoła skutków przywracających dla Lechii czyli gdyby spadła to przywrócenie jej odjętych punktów nie przywróci jej do Ekstraklasy , gdyż zasadą jest niezmienność tabeli rozgrywek po ich zakończeniu, co także ma swe umocowanie w art. 2 par KPC , iż " Nie są rozpatrywane w postępowaniu sądowym sprawy cywilne , jeżeli przepisy szczególne przekazują je do właściwości innych organów".
Tak więc mamy do czynienia z burzą w szklance wody .

W naszej Ekstraklasie mamy do czynienia z licznymi paradoksami , a jednym z nich jest fakt , iż drużyna Lechii znajdująca się na miejscu spadkowym z ligi strzeliła najwięcej bramek ( 59), będąc lepszą pod tym względem od Mistrza Kraju.
Każda faza gry w piłkę nożna ma swoją specyfikę , i tak samo jest w taktycznych zasadach w atakowaniu. Aby bowiem sposób prowadzenia gry przez zespół był dobrze zorganizowany to każdą z faz gry muszą definiować zasady organizacji gry. Są one punktami odniesienia zgodnymi z przyjętym modelem , co można też określić jako wzory zespołowych zachowań. Zasady te muszą być pomocne zawodnikom, skracając jednocześnie czas potrzebny na podejmowanie decyzji.Nie mogą być one ścisłymi normami. lecz wskazują kierunek w którym trzeba zmierzać w każdej dogodnej sytuacji.
W atakowaniu pierwsza zasada orientuje myślenie zespołu oraz zawodników na najważniejszy obszar na boisku ( w fazie posiadania piłki) ,a więc pole karne.Zasada wejścia w pole karne wytycza jasne granice oraz punkty odniesienia zawodnikom. Ważność i istota tej koncepcji przejawia się w statystykach zdobywania bramek oraz przestrzeni z których padają. Wejście w pole karne definiowane jest jako znalezienie się w środkowych sektorze pola karnego z piłką otwartą ( przygotowana do uderzenia ) , po którym istnieje szansa oddania strzału do bramki rywali. Środkowe rejony pola karnego to według statystyk miejsca z których pada blisko 90% bramek. Zasada wejścia w pole karne ma również swoje odzwierciedlenie w pojęciu goli oczekiwanych x G . Jest on wskaźnikiem jakości sytuacji bramkowej generowanym na podstawie wielu zmiennych jak ; pozycja oddania strzału, kąt, sposób uderzenia , rodzaj asysty itp. Istnieje więc oczywisty związek między jakością sytuacji brakowych a wynikiem meczu .
Drugą główną zasadą taktyki atakowania jest zdobywanie pola gry. Zdobywanie pola gry jest bardzo istotnym działaniem z punktu widzenia osiągania przestrzeni przy bramce rywali. Istnieje wiele narzędzi realizacji tej zasady. Na poziomie zespołowym jest to pozycjonowanie się w taki sposób , który umożliwia zbliżanie się do bramki rywali - jest to aspekt gry bez piłki. Poziom grupowy oraz indywidualny musi przejawiać się w chęci zdobywania pola gry w każdym działaniu , z piłkę i bez niej. To nastawienie mentalne , połączone z odwagą i zdecydowaniem, gdzie pierwszą myślą zawodników staje się progres akcji a stronę bramki rywala. Podanie piłki to nie jedyne działanie jakie podejmują zawodnicy w ataku. Innymi są przyjęcie piłki, jej prowadzenie oraz drybling.Zdobywanie pola gry to działanie pożądane ,ale nike zawsze możliwe do wykonania z uwagi na działania obronne przeciwnika.Dane wykazują ,że im dłużej piłka znajduje się w sektorze boiska tym szanse na zdobycie pola gry poprzez akcję w tej przestrzeni maleją. Odwrotna sytuacja zachodzi wówczas kiedy akcja jest szybko przenoszona z jednego miejsca na inne.To podczas takich zmiennych akcji zawodnik z piłką ma najczęściej chwile bez presji ze strony obrońcy co zwiększa szanse na działania zdobywające.
Trzecią zasadą kompleksowości w atakowaniu jest wsparcie dla zawodnika z piłką. To wspieranie jest narzędziem za pomocą którego można zbliżyć się do bramki rywala mijając kolejne linie obrony. Ta zasada sprowadza się do tworzenia odpowiednich linii podań dla określonej akcji w trakcie gry. Kluczowym sygnałem dla rozpoznania jaka linia podania wymagana jest w danej akcji są koncepty piłki otwartej i zamkniętej. Gdy w ataku partner z piłką nie ma wyraźnej presji rywala , natomiast sam panuje nad piłką mówimy ,że ma piłkę otwartą czyli przygotowaną do kolejnej akcji. Sytuacja odwrotna występuje podczas zbliżania się do przeciwnika i próby odbioru - kiedy trudno jest grac do przodu występuje koncept gry zamkniętej. Rozumienie gry otwartej i zamkniętej determinuje rodzaj wsparcia dla zawodnika z piłką. Podczas atakowania , gdy presja rywali jest niewielka jego partnerzy powinni stwarzać zdobywające linie podań, takie które pozwolą minąć formacje przeciwnika. Jest to wsparcie zdobywające. Natomiast gdy rywal wywiera silną presję na zawodnika z piłką konieczne jest tworzenie mniej ryzykownych linii podań - jest to wsparcie utrzymujące. Pozwala ono "uciec" spod ataku rywala bezpiecznym podaniem, niekoniecznie do tyłu .
Ostatnią zasadą w fazie posiadania piłki jest atak przestrzeni.Odnosi się on szczególnie do fazy finalizacji i polega na wbiegnięciu za linie obronne przeciwnika. Przy czym ruch w kierunku podania prostopadłego jest równocześnie wsparciem zdobywającym. Atak przestrzeni ma nie tylko znaczenie dla tworzenia sytuacji bramkowych ,ale wpływa na dezorganizację funkcjonowania formacji obrony rywala. Kluczowe dla powodzenia ataku przestrzeni jest uchwycenie momentu w którym wbiegnięcie za linie formacji rywala może przynieść efekt.Przy czym taka akcja może odnosić się do wbiegnięcia " w długość" , jak i "w szerokość" obrony przeciwnika.
Taktyka Lechii jest zdumiewająca, gdyż dobrze opanowała ona trudne do wyuczenia narzędzia ofensywne , natomiast aż razi bezradność zespołu w bronieniu ,. mimo ,że techniki obronne są znacznie łatwiejsze do opanowania.

Wiele klubów szansy sukcesu upatruje w posiadaniu w swych szeregach bramkostrzelnego napastnika.W Lechii takim zawodnikiem był Słowak Tomasz Bobcek. Podobno w przerwie zimowej ofertę za niego złożyła Slavia Praga ,ale Urfer podyktował zaporową cenę 15 mln Euro i do transakcji nie doszło. Tym samym niejako Urfer dał do zrozumienia,że sytuacja finansowa Lechii nie jest dramatyczna,ale także ,że liczył na coś więcej niż tylko utrzymanie . Jak widzieliśmy wczoraj Bobczek był aktywny, ale był groźny dopóki Augustyniak nie rozeznał się w jego sposobie poruszania się w polu karnym , co sprawiło,że praktycznie Słowak stracił kły. Ceny na snajperów mogą dziwić tych, którzy nie rozumieją istoty piłki nożnej , w której gole są rzadkością i ich zdobywcy jednocześnie wytwarzają produkt w postaci trofeów. W taki ,a nie inny sposób działa tzw. wolny rynek. Warto zauważyć ,że ten tzw. wolny rynek istnieje w piłce nożnej od 1961 roku kiedy to b. przewodniczący związku zawodowego piłkarzy a potem prezenter i ekspert telewizyjny Jimmy Hill wygrał "wojnę " o zniesienie limitów zarobków piłkarzy zawodowych oraz ograniczeń transferowych.
Analitycy zajmujący się wpływem ilości bramek na liczbę zdobytych punktów stwierdzają zgodnie ,że w piłce nożnej najwięcej punktów zdobywa się strzelając o jedną bramkę więcej ale na wynik 1;'0. 2:1 lub 2:0 czyli te bramki są decydujące i tym samym największą wartość mają ci zawodnicy, którzy w wyrównanych spotkaniach potrafią zdobyć bramki na wagę zwycięstwa. Lechia , owszem zdobyła wiele bramek ,ale np. w takich meczach jak z Pogonią 4, z BBT 5 czy Górnikiem też 5 przy czym np, bramki powyżej 2 z BBT i powyżej 3 z Górnikiem nie miały żadnego znaczenia , były bezwartościowe.Na drugim biegunie od trenera Lechii Carvera stoi taki Papszun, który te związki zasad rozumie i stosuje nie waląc po łbie słabych ,ale z każdym grając o to minimum dające wygraną lu chociaż remis.

Trener Carver na wczorajsze spotkanie zmienił ustawienie swego zespołu z 4-2-3-1 na 4-4-2 uznając,że będzie ono bardziej niewygodne dla Legii.Lecz jak widzieliśmy boiskowe ustawienie wyjściowe to 4-5-1, gdyż Sezonienko trzymał się drugiej linii i Bobczek był samotnym zielonym żaglem. Poza kilkunastoma minutami pod koniec spotkania Lechia wczoraj nie przypominała zespołu , który dobrze opanował zasady atakowania . W moim przekonaniu źródłem problemów Lechii w rozprowadzaniu akcji ofensywnych jest niższa niż jeszcze miesiąc temu ich dynamika , brak przyśpieszenia w końcowej fazie finalizacji.
Wczoraj też można było zaobserwować ,że obrona Lechii nie jest monolitem ,a gra bocznych obrońców "woła o pomstę do nieba'.Przy czym czymś niezrozumiałym było to ,że widząc słabość bocznych obrońców nie było ich asekuracji ,ani podwajania krycia. Chyba Carver pogodził się ze słabością w obronie i dlatego stawiał na ofensywę, bo inaczej trudno pojąc lekceważenie dla podstawowych technik obronnych.
Po I słabej połowie w drugiej Lechia ruszyła do ofensywy,ale bez zmiany ustawienia pozwalającego na poszerzenie pola gry. Nie wiadomo dlaczego gracze Lechii nawet wchodząc większymi siłami w pobliże pola karnego Legii, zamiast wykorzystywać słabość terenową gry na trzech środkowych obrońców uporczywie zgrywała piłkę do centrum , gdzie było najgęściej.Kiedy wydawało się ,że Legia bez problemu dowiezie skromne 1:0 trener Papszun postanowił dać pograć trzem zmiennikom , w tym na wahadłowym Wojtkowi Urbańskiemu , który nim się zorientował o co na tej pozycji chodzi został ograny i zrobił się remis.Zespół Lechii przejął inicjatywę ,aby szybko ją stracić po niepotrzebnej czerwonej kartce Żelizki, a bramkę po szkolnym błędzie bramkarza.

Trener Papszun ustawił zespół Legii w kontrze do tego co w większości spotkań prezentowała Lechii czyli skutecznego ataku i dziurawej obrony. System 3-4-3 z trzema klasycznymi napastnikami ( środkowy i skrzydłowi) miał wykorzystywać słabość obrony Lechii ,a równocześnie nie dopuszczać do włączania się ich bocznych obrońców w akcje ofensywne. Jednocześnie Papszun zaczął realizować to co zapowiedział, a mianowicie wstawianie do składu wyjściowego młodych zawodników trenujących z I zespołem. Nie tylko zmianą ustawienia ,ale i grą wysoką strefą Legia postawiła barierę przed zakusami gry ofensywnej Lechii. Nasza drużyna po prawdzie grała defensywnie , gdyż przed piłką w fazie ataku było co najwyżej 2-3 zawodników , a reszta była za. Ta konsekwentna zamknięta gra sprawiła,że dopiero w 43' piłkarzom Lechii udało się wedrzeć z zewnątrz do wewnątrz pola gry.
Można zasadnie sądzić ,że nasi zawodnicy byli zaskoczeni brakiem waleczności piłkarzy Lechii, którym zagraża przecież widmo spadku. Grając piłką przed naszymi zawodnikami ,a nie za gracze Lechii wydatnie pomagali naszej obronie. Wszystko grało jak należy do czasu aż Papszun w 58' dokonał 3 zmian , które wpłynęły ożywczo na zniechęconych graczy Lechii ,a zdobyta przez nich bramka stała się tego dowodem.Dobrze ,że nasz trener się zrehabilitował wprowadzając na boisko nie obrońcę ,ale napastnika Cudaka co by nie bronić remisu, ale wygrać i wygrał.

Przyznam ,że Damian Sylwestrzak prowadząc mecze Legii na Ł3 na ogół nie dawał powodów ,aby go chwalić. Chyba jemu klimat Warszawski szkodzi, gdyż wczoraj morska bryza rozświetliła mu umysł i zaostrzyła wzrok , bowiem mając kilkanaście trudnych do oceny sytuacji potrafił dobrze je rozwiązać. Co prawda 4 razy VAR mu pomógł ,ale też widać było ,że rekomendacje VAR były zgodne z jego oczekiwaniami. W 88' w sytuacji w której po faulu Augustyniaka na Menie zawodnikom , w pierwszej kolejności Lechii , puściły emocje i doszło do starć - zachował stoicki spokój, pozwolił się rozgrzanym głowom wyszumieć i dopiero na spokoju kilku najbardziej krewkich pokarał kartkami .
Sędzia Sylwestrzak nie posiada daru dobrej komunikacji z zawodnikami ,ale to jedyny mankament, który nie zaważył na wysokiej ocenie za prowadzenie wczorajszego spotkania.

Po wczorajszym spotkaniu główna myśl jest taka : czy aby nie za późno przyszło najpierw otrzeźwienie a potem przebudzenie Legii, aby nie uznać sezonu za zmarnowany.
5wtorek, 19, maj 2026 17:54
iocosus
1. Nie wierzę w puchary, za dużo farta by się musiało nagromadzić, nawet nie wiem czy puchary by były tak bardzo potrzebne w obecnej chwili. Dla finansów z pewnością tak, dla spokojnej budowy drużyny w nowym sezonie, to już tego nie jestem pewien?
2. Nawet bez pucharów dla mnie Papszun zasłużył na miano trenera sezonu biorąc pod uwagę jego pracę w Rakowie i w Legii. Filozofia gry niby nie z mojej bajki, ale chyba tylko taki trener mógł nas wyciągnąć za uszy z tego bagienka.
3. Dalkubie, to że Vinagre ma deficyty w defensywie to przecież nie jest odkrycie Ameryki i każdy kto zagląda na c-L zapewne zdaje sobie z tego doskonale sprawę.
Dla mnie ciekawa jest konstatacja, że "żołnierz Papszuna" czyli Patryk Kun zapewne pożegna się z Legią, a chyba najmniej pasujący do filozofii i wymagań trenera "taktyczny enfant terible" czylli Vinagre w niej pozostanie.
Colak dostał "wolną rękę" a woli jeszcze poprzebywać w Warszawie, na Vinagre też nie ma chętnych i to znak, że kadrę bedziemy mieli taką trochę "z musu" a nie z wyboru.
Odnośnie młodych Żewłakowa z Leszczyńskim, to ten pierwszy już z Piastem zawalił gola, zatem opinia, że na własnej połowie bez piłki trochę przypomina "dziecko we mgle" również nie jest nowa, odnośnie drugiego ponoć miał dobre staty z tego meczu, gdyby nie słupek, to jako strzelec gola byłby okrzykiwany bohaterem.
Bardzo się ucieszyłem, że Papszun postawił na młodych, natomiast dla mnie cały czas pozostaje adekwatne pytanie co z nimi zrobić, żeby "może się nauczyli" gry na poziomie Ekstraklasy. Adkonis, Szczepaniak, Olewiński uzbierali ponad 2000 minut gry w sezonie w Pogoni G-M. Czy Żewłakow, Leszczyński, Kovacik otrzymają tyle minut od Papszuna żeby "się uczyć" w Legii?
Mamy piłkarzy z kontraktami, którzy chcą je wypełnić do końca, wątpię żeby Papszun reaktywował jakąś replikę "Klubu Kokosa", a w takim razie kadra pozostanie szeroka. Co z młodymi?

Aha, a ten który sprowadził Colaka i dał mu taki angaż, że woli być czwartym napastnikiem w głebokiej rezerwie niż odchodzić z Legii, to jak wróble ćwierkają dostanie w nagrodę prolongatę na przyszły sezon i być może czekają nas "nowi" Weishaupt z Rajovićem.
Gdyby Pan Marek akceptował Bobića to spoko, ale gdyby wołał mieć "swojego" dyrektora sportowego, to cała władza i decyzje w ręce Papszuna!
6wtorek, 19, maj 2026 19:58
corazstarszy
https://legionisci.com/news/102270_Zewlakow-w-Canal-o-transferach-grze-Legii-wspolpracy-z-Bobiciem-i-Iordanescu.html
‘Czy brak mistrzostwa w tym sezonie będzie katastrofą?
- Tak - odparł Michał Żewłakow.’
No, to skoro mamy katastrofę, to teraz jest moment rozliczeń. Dzisiaj pojawiła się wiadomość, że Bobić zostaje, Żewłakow chyba odchodzi. Jeśli to drugie się potwierdzi, to będzie to słuszny krok. Pan Dalkub kiedyś postawił Legii Mioduskiego taki zarzut, że jest bałagan organizacyjny, nie wiadomo, kto za co odpowiada. Ewentualne odejście Żewłakowa, choć to kropla w morzu potrzeb, ja widzę jako poniesienie odpowiedzialności za źle wykonaną pracę. Nie wiem, czy z lenistwa, czy z pychy, czy z czego, ale facet uległ latem magii nazwisk, nie troszcząc się o rzetelną ocenę ówczesnych możliwości sprowadzanych piłkarzy. Tutaj było zawsze dużo o Rajoviciu. Dla mnie sam Rajović to pikuś w zestawieniu z człowiekiem, który go tutaj sprowadził za wiadomą kwotę.
Podobnie jak Iocosus, widzę tylko jednego następcę - osobę, którą wskaże Papszun jako kogoś, komu ufa, po kim wie, czego się spodziewać, itd. Na pewno wolę kandydata wskazanego przez Papszuna niż kandydata, którego wskaże Bobić.
Liczę, że Bobić bez pieniędzy dużo szkód nie narobi. Także, może nowych Wiesshaupta i Rajovicia nie będzie.
Zgadzam się też z Iocosusem, że Legii na lepsze wyjdzie spokojna praca Papszuna niż udział w pucharach. Pieniądze są ważne. Tylko strach pomyśleć, jak Legia te pieniądze wydaje. Jeśliby pan Bobić miał urządzić nową ofensywę transferową na okoliczność startu w kwalifikacjach do LK, to znowu popadniemy w duże kłopoty. I już trzeci raz możemy się z nich nie wydobyć. Niech już lepiej będzie spokój i systematyczna praca. Wiosną Legia działała w trybie ratunkowym. Mniej chodziło o granie w piłkę, a bardziej o zdobywanie punktów. Wyszło to dobrze. Jeśli chcemy czegoś więcej, to puchary będą tylko przeszkodą. Legia nie radzi sobie dobrze z łączeniem ligi z pucharami - casusy Runjaicia i Feio.
Jan Leszczyński. Pan Dalkub, jak często, okazał się wymagający w ocenie. Zgaduję, że chodzi o to, że w 2. połowie nasz młody obrońca poszedł ‘na raz’ w kilku sytuacjach. To go obciąża. Ale wiele udanych zachowań z piłką i bez piłki też miał, i to broniąc, i wyprowadzając. Gdy wystąpił z Wisłą Płock, bronił bez zarzutu, z refleksem, ale źle wyprowadzał i narażał drużynę. Tym razem wyprowadzał bez ryzyka. Dopóki mamy spokojniejsze mecze, ja widzę zasadność dawania mu szans i tolerowania pomyłek. Teraz jest na nie moment. Wcześniej, działając w trybie ratunkowym, priorytetowe było minimalizowanie ryzyka.
I jeszcze Carver po meczu: ‘Te gole, które tracimy, wyglądają praktycznie tak samo. To jest powtarzający się schemat. Nie blokujemy dośrodkowań, źle kryjemy w polu karnym, nie zbieramy drugich piłek. I to nie jest tak, że my tego nie widzimy albo nie analizujemy. Wręcz przeciwnie – cały tydzień nad tym pracujemy. Trenujemy blokowanie dośrodkowań, zbieranie drugich piłek po wybiciach i samo krycie w polu karnym.’
Wypisz wymaluj obraz Legii Astiza. I tu właśnie najbardziej widać, jak wielkiej rzeczy dokonał Papszun. On nie tylko widział, co szwankuje, nie tylko pracował nad tym na treningach, ale przede wszystkim dotarł z tym do piłkarzy. Myślę, że to było bardzo trudne. Debatowaliśmy na tematy: a czemu nie młodzi?, a czemu Rajović? Ale najważniejsze było zbieranie punktów. Skład był tylko środkiem wiodącym do celu.
‘Żołnierz Papszuna’ o Patryku Kunie. Dla mnie to chodliwa etykietka dziennikarska. Papszun, mam wrażenie, nie przyzwyczaja się tak bardzo do piłkarzy. Byli kontuzjowani Reca i Vinagre, to grał Kun. Robił to jak potrafił. Chwała mu za to. No, ale to tyle. Chyba trochę szkoda, że to jemu się kończy kontrakt, a nie Vinagrowi.
7środa, 20, maj 2026 16:59
dalkub
nie jestem admiratorem Zewłakowa ani żadnej osoby z tzw. gabinetów Legii, ale byłbym najdalszy od tego aby powiedzieć że to akurat ten czy tamten ma wziąć za to odpowiedź za tego czy tamtego, bo z tego co wiemy, to Żewłakow o niektórych transerach do Legii wiedział w momencie jak zawodnik się pojawił na stadionie podpisać umowę.
Oni wszyscy powinni ponieść odpowiedzialność za to co stworzyli począwszy od zatrudnienia tego a nie innego trenera, poprzez dobór zawodników, sprawę z Astizem itd.

To teraz uzyjmy wyobraźni i zastanówmy się czy Papszu wygrałby ligę z tym składem jakby grał nim cały sezon?

Leszczyński ma jeszcze sporo braków techniczno taktycznych i musi się ogrywać, nie raz na rundę ale co tydzień albo w niższej lidze, albo w słabszej drużynie - pozostanie jego w Legii w kolejnej rundzie to będzie problem dla niego i klubu. Najgorszy dla niego będzie wyjazd za granicę bo przepadnie jeszcze szybciej niż Ziółkowski który wybrał fatalnie, gdyż na top we Włoszech nie ma zwyczjanie umiejętności - gdyby zagrał jeszcze sezon albo dwa w Legii i potem poszedł do Romy to by wyglądało inaczej

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1