- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Korona - Legia 1-1: Wróbel w garści
W trzeciej kolejce sezonu Legia poniosła pierwszą punktową stratę. W sobotni wieczór nasza drużyna tylko zremisowała z Koroną w Kielcach. Legia prowadziła do przerwy po bramce Zjawińskiego, ale w drugiej połowie gospodarze przycisnęli i doprowadzili do wyrównania.
Trener Papszun postawił na następujących zawodników: Hindrich – Piątkowski, Augustyniak, Deziel – Wszołek, Kapustka, Urbański, Szymański, Vinagre – Zjawiński, Adamski. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Dziekoński – Rubežić, Sotiriou, Mosór – Długosz, Hellebrand, Jakubczyk, Gustafson, Pieczek – Stępiński, Fassbender.
Pierwsze minuty toczyły się w spokojnym tempie. W 13. minucie groźnie zaatakowała Korona. Strzał sprzed pola karnego oddał Jakubczyk i Hindrich musiał wybić piłkę na rzut rożny. W 20. minucie Vinagre dośrodkował do Adamskiego, piłka trafiła jeszcze do Zjawińskiego, jednak nasz napastnik nie zdołał dobrze złożyć się do strzału głową. W 28. minucie Piątkowski doskonale dośrodkował z prawej strony boiska na głowę Zjawińskiego, który precyzyjnym strzałem pokonał Dziekońskiego. Legia prowadziła 1:0, wykorzystując fakt, że w defensywie Korony brakowało opatrywanego za linią boczną Mosóra. W 31. minucie Rubežić uniemożliwił oddanie celnego strzału Adamskiemu. W 43. minucie legioniści nie zdołali upilnować Fassbendera. Zawodnik gospodarzy oddał strzał, po którym piłka odbiła się najpierw od ręki Deziela i potem od poprzeczki. Sędzia Przybył nie zdecydował się odgwizdać rzutu karnego.
Do przerwy Legia prowadziła 1:0. Oglądaliśmy wyrównany mecz, w którym nadal możliwy był każdy wynik.
W 49. minucie przy piłce na połowie Legii utrzymał się Stępiński i podał do Hellebranda. Strzał pomocnika Korony okazał się niecelny. W 51. minucie żółtą kartką upomniany został Adamski. W kolejnych minutach Korona przeważała, a Legia przeszła w tryb skupienia całej drużyny na defensywie, upodobniając się do swojej wersji z wiosny tego roku. W 67. minucie Żewłakow i Rajović zmienili Urbańskiego i Zjawińskiego. W 70. minucie Hindrich odbił piłkę po mocnym strzale Długosza z rzutu wolnego. Korona miała rzut rożny i po nim doprowadziła do wyrównania. Do dośrodkowania Długosza w dobrym tempie wyszedł Stępiński i pokonał Hindricha strzałem głową. W 73. minucie Długosz efektownie uderzył z dystansu. Piłka minęła bramkę Legii. W 86. minucie Żewłakow dośrodkował w pole karne, jednak ani Rajović, ani Adamski nie zdołali dosięgnąć piłki. W 87. minucie Arreiol i Reca zastąpili Kapustkę i Wszołka. W doliczonym czasie gry Augustyniak zablokował ciałem szarżę Fassbendera. Wynik nie uległ już zmianie.
Przebieg meczu z Koroną przypomina, że zwycięstwa w dwóch pierwszych ligowych kolejkach nie oznaczają, że Legia jest już drużyną zupełnie wolną od problemów, z którymi musieliśmy mierzyć się w minionych rozgrywkach. W Kielcach widzieliśmy Legię zneutralizowaną przez przeciwnika, ograniczoną w zakresie stosowanych środków ofensywnych, długimi fragmentami meczu pasywną i spychaną do obrony. Podział punktów należy uznać za wynik zasłużony lub nawet przyznać, że był to remis ze wskazaniem na Koronę.
W najbliższy piątek zagramy w Warszawie z Radomiakiem.


Drugiej połowy nie widziałem , czytam było marnie czyli stary grzech na który żaden trener nie może znaleść recepty . Dwie nierówne połowy to nasz znak rozpoznawczy ?
Przy tej akcji z poprzeczką i ręką Deziela, wcześniej za łatwo przegrał swój pojedynek D. Szymański, a po jego przegranej Korona miała już puste kilkadziesiąt metrów do naszego pola karnego. Trochę tak samo jak poprzeczka po rajdzie i strzale Reguły tydzień temu. Tego musimy unikać.
Gdy Jakub Żewłakow wchodzi na zmianę, zawsze daje przynajmniej jedno fajne zagranie do przodu, tworzy zagrożenie. Przynajmniej jeden z dwójki - R. Adamski albo M. Rajovic - powinien był tym razem zdążyć do wrzutki.
Nie śmiem narzekać. Raz, pamiętam, co przeżywaliśmy i gdzie byliśmy do końca kwietnia, dwa - wypadły latem dwie bardzo ważne postacie, w tym Elitim, który dawał czasami kreatywność i polot w środku, trzy - to i tak dobry start.
Jak pisałem, górny pułap moich marzeń w tej chwili to spokojne utrzymanie się, tak aby cały sezon trzymać się w bezpiecznym oddaleniu od dołu tabeli. Jeśli tyle będzie, nie będę narzekał.
Korona dobrze zagrała, żywiołowo, z wiarą, z przebłyskami.
Czy zechciałby ktoś rozwinąć, o co mogło chodzić trenerowi, gdy powiedział po meczu: ‘Wiadomo, pojawiła się jeszcze mega kontrowersja z rzutem wolnym, po którym był korner i gol, ale to już jest inna historia. Sędzia nie zrobił swojej pracy jak należy, ale my też mogliśmy zachować się lepiej'?
"Myślę że mit Marka Papszuna szybko padnie na Łazienkowskiej 3. Szybciej niż myślimy. "
Nie sądzę, bardziej prawdziwe jest to co piszesz później
" Nie mamy kreatywnego środka pola, to rzuca się przede wszystkim w oczy. Żaden napastnik tego nie zmieni. Gramy nudnie, powolnie, ospale. Nie mamy żadnego kreatywnego pomocnika w składzie, do tego wahadła są bezproduktywne."
Papszun wyciska z tego składu ile się da, a że kadrę mamy przeciętną i nijaką to tak to właśnie wygląda. W obecnej sytuacji cudów nie oczekuję, a remis w Kielcach szanuję. Po prostu, obecna Legia jest przeciętna, raz błyśnie, innym razem zgaśnie i tak to będzie właśnie wyglądać.
Pisze się ostatnio, że do Legii ma trafić Kuchta, ok jest to ciekawy zawodnik, ale ja bym wolał aby Legią ściągnęła do środka pola piłkarza o charakterystyce pokroju Josue, w tej formacji mamy dużą wyrwę i bez zmiany tego stanu rzeczy będzie słabo.
Wiemy jak obecne społeczeństwo się zachowuje, dziś Marek jest niemalże mitologizowany przez kibiców Legii, ale za kilka miesięcy jeśli nie szybciej, karta może się obrócić o 180 stopni, kiedy będziemy grali sobie o nic w środku tabeli. Ja nie twierdzę że Marek jest złym trenerem, daleko mi od tego, chodzi mi bardziej o oczekiwania kibiców. Wczoraj i Kapustka i Urbański, jak i Wszołek i Vinagre, zagrali słabo, też zdziwiłem się że nie zszedł Adamski zamiast Zjawinskiego, zabrakło mi zobaczyć Arieola. Tak jak napisałem, nie zabiegaliśmy Korony stąd i "tylko" remis. Na tą chwilę skład jest wykastrowany z jakościowych zawodników, czy któryś z nich okaże się wiodącą postacią jak Josue, śmiem wątpić, wszak oglądamy ich już dłuższy czas.
Zgadzamy się co do tego, że - "Na tą chwilę skład jest wykastrowany z jakościowych zawodników(...)" i w związku z tym nie oczekuję cudów po tej drużynie. Każdy kto obserwuje i śledzi poczynania Mioduskiego&Sp.oraz to do jakiego miejsca doprowadzili Legię, powinien mieć świadomość,że mamy zespół o potencjale na środek tabeli, i każde miejsce powyżej będzie miłym zaskoczeniem.
Piłkarza pokroju Josue nie mamy i długo mieć nie będziemy.
Przy tym ten mecz renomy trenera moim zdaniem jeszcze absolutnie nie podważa.
“Oczekiwania kibiców” - jak dla mnie, jeżeli w tym sezonie zanotujemy po maksimum dziesięć porażek i remisów to już będzie dobrze, mielibyśmy i tak trzy punkty więcej niż w poprzednim sezonie zatem plan minimum juz bylby wykonany. Przy na przykład siedmiu porażkach i remisach sezon byłby doskonały obojetnie ktore miejsce 67 punktów by dało, a teoretycznie przy takiej zdobyczy powinno być mistrzostwo, Lech koronowany został przy jedynie sześćdziesięciu punkcikach.
Moim zdaniem kibicowsko przygotujmy się i na porażki i na remisy według mnie są nieuniknione, obecna Legia hegemonem ligi nie będzie, nie stać jej na to, natomiast pod wodza Marka Papszuna grając z dużą intensywnością i pragmatycznie moze sie zmiescic w tym limicie poniżej dziesięciu przegranych i dziesieciu remisow. Drugi w tabeli na koniec rozgrywek Górnik zanotował dziesięć porażek i osiem remisów a i tak załapał się do eliminacji Ligi Mistrzów.
Tyle względem oczekiwań, natomiast wczoraj w zestawieniu przede wszystkim z pierwsza polowa z Zagłębiem jak i z meczem w Szczecinie zagraliśmy słabiej, ewidentnie, ale szat bym nie rozdzierał. Korona zaimponowała i taktycznie i fizycznie bardzo dobrze nam się przeciwstawiła, zneutralizowała naszych wahadłowych, dobrze radziła sobie z wychodzeniem spod pressingu, przejęła “grę piłka” i to wystarczyło do remisu. To znaczy kropkę nad i postawił Stępiński - chyba już zasługujący na miano “kata Legii”! Chyba onegdaj przeczytał na c-L że go nie doceniamy i teraz się mści! ,-)
Samemu grymaszę na styl gry drużyny Marka Papszuna, ale widzialy galy co braly i teraz nie oczekuje od Legii finezyjnej, zaskakująco różnorodnej i kreatywnej gry ofensywnej. To co mnie wczoraj negatywnie zaskoczyło to jedynie skonstatowanie że kielczanie nie wyglądali na zespół gorszy motorycznie wręcz przeciwnie. To mnie trochę zastanawia bo w “papszunologii stosowanej” my każdy mecz będziemy musieli wybiegać, dac z watroby, a jeżeli sil będzie brakowało to i … mit trenera wówczas upadnie.
p.s.
Wierzycie ze Papszun jest zwolennikiem sprowadzenia do swojego zespołu piłkarzy o charakterystyce Josue!? Moze byc super technik, posyłający pilki na nos ale jezeli nie bedzie oral murwy, nie będzie agresywny i zdyscyplinowany taktycznie po utracie piłki, to wydaje mi sie ze u Pana Marka taka “gwiazda” raczej miejsca nie zagrzeje. W Rakowie “gwiazdorzył” Ivi Lopez, ale gdy był zdrowy to mobilnością Josue kasował.
kielczanie nie wyglądali na zespół gorszy motorycznie wręcz przeciwnie (...) w “papszunologii stosowanej” my każdy mecz będziemy musieli wybiegać, dac z watroby, a jeżeli sil będzie brakowało to i... mit trenera wówczas upadnie.
Wydaje mi się, że kwestia motoryki nie jest jednak Iocosusie podstawowa, nie ma przecież ma takiego treningu, który sprawiłby, że Vinagre zabiega Długosza.
Większym problemem jest faktycznie ograniczony potencjał piłkarski Legii, ot choćby nasze dwie wieże w ataku. Oczywiście, przez to, że profil kadry jest jaki jest, gramy dwójką napastników, posyłamy dziesiątki dośrodkowań w pole karne, póki co to w sumie działa. Ale koszt tego jest taki, że mamy w składzie aż dwóch zawodników, którzy nie za bardzo są w stanie utrzymać się przy piłce pod presją i rozegrać akcji kombinacyjnie, przez to oddajemy wiele piłek za darmo (wszystkich główek po ladze od Hindricha też przecież nie wygrają), w efekcie cała drużyna musi się szybko cofać. W sobotę Zieliński przygotował Koronę na to, że Piątkowski wychodzi wysoko za Wszołkiem, po przejęciu piłki grali w ciemno na lewe skrzydło do Fassbendera na wolne pole, z tego były dwie bardzo niebezpieczne sytuacje w pierwszej połowie (tej naszej niby znacznie lepszej!). Im więcej strat, im więcej takich podań za plecy, tym więcej przypadków powrotów na sygnale na własną połowę i tym większy koszt energetyczny. Legia po przerwie postanowiła zejść niżej, pograć na utrzymanie wyniku, niestety przytrafiły się te dwa stałe fragmenty gry, które kosztowały nas bramkę. Według mnie wrażenie zmęczenia Legii i większej żywotności Korony to właśnie kombinacja czynników czysto piłkarskich i taktycznych, a nie problemów z naszą motoryką.
I tak sobie nawiasem mówiąc tłumaczę zakusy na Kuchtę, oczywiście zgadzam się z Baronem, że pewnie w innych formacjach wskazalibyśmy pilniejsze potrzeby transferowe, ale być może to jest napastnik, który da nam coś, czego nie są w stanie dać Zjawiński ani Rajović (Adamski to trochę inny przypadek, ale w tej formie on też tego nie daje), tzn. utrzymanie się przy piłce w trzeciej tercji po to, żeby był mniejszy procent szybkich strat i nasze wahadła nie były zmuszone do bezproduktywnego nabijania kilometrów.
Ciekawe jest to, co było potem. Kolegium Sędziów wydało komunikat, ale wyłącznie w sprawie ręki Deziela z 43. minuty – uznało, że ręce były blisko ciała i ułożone naturalnie, obrońca nie miał czasu na reakcję przy tak bliskiej odległości i nie powiększył obrysu sylwetki, a VAR słusznie podtrzymał decyzję z boiska. O sytuacji, na którą realnie narzekał nasz trener, nie ma ani słowa – przejrzałem relacje i nikt nawet nie opisał, za co ten faul był podyktowany. Czyli mamy komunikat w sprawie, która poszła na czołówki, i ciszę w sprawie, która kosztowała dwa punkty.
Co do samej gry – jedna liczba mówi więcej niż nasze wrażenia: w drugiej połowie nie oddaliśmy ani jednego celnego strzału. Papszun sam przyznał, że nie mogliśmy wchodzić w trzecią tercję i że te wejścia pojawiły się dopiero w końcówce. Mnie natomiast uwierało coś jeszcze: po przerwie zupełnie zniknęła agresywność. Nie było doskoku, nie było pressingu, Korona spokojnie wyprowadzała piłkę i mogła podnieść głowę, bo nikt jej nie niepokoił. Cofnęliśmy się i czekaliśmy, a przy takim ustawieniu prędzej czy później ktoś dostanie dogodne dośrodkowanie. Do tego prawie w ogóle nie graliśmy do bramki Korony – nawet gdy odbieraliśmy piłkę, kończyło się podaniem w bok albo do tyłu, zamiast próbą wyjścia na Dziekońskiego. To nie jest „oddanie inicjatywy", to jest brak pomysłu na mecz z prowadzeniem – a takich meczów będziemy w tym sezonie rozgrywać kilkanaście.
I jeszcze do Stępińskiego jako kata Legii: on nie strzelił gola w lidze od 22 marca. Cztery i pół miesiąca posuchy skończyło się na piątym metrze naszego pola karnego, przy zawodniku, który wyszedł do dośrodkowania w dobrym tempie i nikt za nim nie poszedł.
W piątek Radomiak przy Łazienkowskiej.
Jeszcze mi bronienie stałych fragmentów chodzi po głowie po tym meczu. To o tyle wredne, że nie da się tego nauczyć raz i odtąd już mieć spokój np. do końca rundy. Nad tym trzeba pracować cały czas. I jak widać, są problemy z efektywnością pracy.
Obecna Legia to takie wielkie łatanie dziur. W jednym miejscu posklejasz, to w drugim zacznie przeciekać, jeden problem naprawisz, to jakiś nowy się pojawi. I tak bez końca. Sportowo, finansowo i organizacyjnie.
Wiele i głośno pisano, mówiono o wymaganiach Papszuna względem motoryki, jak monitorują zawodników, jakie wartości poszczególnych parametrów są wymagane. To jest niezbędne przy tej intensywności gry, jaką sobie pan Marek zakłada i wymaga.
Mnie zastanowiło info sprzed meczu: „Z powodu lekkich urazów przeciążeniowych w kadrze meczowej nie znaleźli się Ivan Brkić, Zoran Arsenić, Wahan Biczachczjan i Samuel Kovacik.” – czyli jeżeli są „przeciążeniówki” to pracują na treningach mocno, zastanawiam się czy w tej grupie zawodników którą Papszun ma obecnie w Legii aby nie „przedobrzył” w doborze obciążeń w mikrocyklu. W Rakowie zakładam w tym względzie miał większe bo i zdecydowanie dłuższe rozeznanie.
„Większym problemem jest faktycznie ograniczony potencjał piłkarski” – no to i mamy Kuchtę, czy zwiększy nam się jakośc w napadzie o tym się przekonamy, ale ten transfer wydaje mi się potwierdza, że trener jest zdecydowany na kontynuowanie gry na dwóch napadziorów. Wolałbym subiektywnie dwie „dziesiątki” plus jedna „dziewiątka” ale Pan Marek woli odwrotnie i co mu zrobisz? Pozostaje mieć nadzieję że w praniu wyjdzie „na jego”.
„Zieliński przygotował Koronę na to, że Piątkowski wychodzi wysoko za Wszołkiem, po przejęciu piłki grali w ciemno na lewe skrzydło do Fassbendera na wolne pole, z tego były dwie bardzo niebezpieczne sytuacje” – bingo, chcąc zdominowac rywala będziemy grac wysoko czyli ryzykownie i pewnie kilka razy się na tym oszukamy, tu nie będzie wielkiej filozofii inni też to będą próbowali wykorzystac.
Piątkowski wypuszczając się do ofensywy robi świetną robotę, dowodzi tego i pierwsze 45 minut z Zaglębiem i asysta przy golu w Kielcach, ale że z tym mogą się wiązac problemy to fakt bo pewnie nie zawsze zdążymy z asekuracją.
Przy tym, w końcówce meczu pan Kamil mając piłkę „za plecy” odwracając się potknął i padł na murawę niczym martwy, moim zdaniem tyleż z przypadku co i ze zmęczenia a Fassbender miał superokazję, na szczęście ją zmarnował. Przy tej grze którą prezentuje Piątkowski potrzebna jest wydolnośc Hansa Petera Brigela, gdy ją osiągnie według mnie będzie zasługiwał i na powołanie od Urbana. Pytanie czy jest w stanie ją osiagnąc, dojśc do takiego pułapu?
@ Krzysztof Jastrzebski
Skoro nie byliśmy w stanie utrzymac w kadrze Elitima, to na sprowadzenie grajka przynajmniej o podobnej jakości moim zdaniem też nie ma co liczyc.
Zakontraktowaliśmy Sevcika ale po pierwsze Papszun woli grac z dwoma napastnikami niż z dwoma ofensywnymi pomocnikami, a po drugie, na razie Sevcik przegrywa rywalizację z Urbańskim, Żewłakowem, Biczachczjanem.
„wystarczy wypoczęty rywal, jako tako ustawiony taktycznie i szykują się remisy bądź porażki” – niestety moim zdaniem należy je wkalkulowac, mam tylko nadzieję że dzięki Papszunowi nie będzie ich zbyt dużo.