Podczas gdy jeszcze nie do końca udało nam się otrząsnąć z emocji towarzyszących poprzedniej turze rozgrywek Ekstraklasy, gdy kibice Cracovii jeszcze nie doszli do siebie po druzgocącym dla nich meczu na Reymonta (nie dość, że przegrali z lokalnym rywalem, to jeszcze oznacza to spadek z ligi), a kibice stołecznej Legii nie skończyli rozpamiętywać wszystkich zmarnowanych szans na pokonanie Grzegorza Sandomierskiego (których wykorzystanie wydatnie by przybliżyło ich zespół do upragnionego tytułu), trzeba szykować się na decydujące starcia jakie „chcąc nie chcąc” muszą być udziałem 29. kolejki rozgrywek. Uff jak gorąco, puff jak gorąco... najpierw powoli, jak żółw ociężale, ruszyła Ekstraklasa do mety ospale - Tak można by scharakteryzować ostatnie wydarzenia w naszej lidze, jednak teraz wyjścia już nie ma, albo „rybka”, albo... Ot, taka to już właściwość ostatnich kolejek Ekstraklasy.
Kolejny zawód przeżyli kibice, którzy pofatygowali się w niedzielne popołudnie na obiekt przy ulicy Łazienkowskiej. Walcząca o mistrzostwo Polski Legia tylko zremisowała z Jagiellonią Białystok 1:1. Ten wynik oznacza, że podopieczni Macieja Skorży zachowali pozycję lidera ligowych rozgrywek, ale strata punktów w meczach z Lechią lub Koroną najprawdopodobniej oznaczać będzie, że jeden z rywali czyhających za plecami legionistów przysłowiowym 'rzutem na taśmę' odbierze nam tytuł.
Rozstrzygnięcie jednej zagadki tego sezonu już za nami. Dowodzone przez Macieja Skorżę Legia Warszawa po raz XV w karierze zdobyła Puchar Polski. Czy zdobycie drugiego co do wartości trofeum wpłynie na wyścig o mistrzostwo? Czy piłkarze Skorży poniesieni euforią wykończą rywali? Czy Ruch Chorzów podupadnie na duchu? Czy wręcz przeciwnie – rzuci się do odrabiania strat w lidze? Na te pytania powinna nam udzielić odpowiedzi 28. kolejka ligowa. A ta zaczyna się już w piątek, zapraszam. Przeanalizujmy razem co czeka nas w ten piłkarski weekend. A będzie się działo, o tym jestem przekonany.
Legia Warszawa piętnasty raz w swojej historii wywalczyła Puchar Polski. Kielecki finał, podczas którego na drodze legionistów stanął Ruch Chorzów, okazał się znacznie łatwiejszy niż można było się spodziewać. Legia dominowała od pierwszej do ostatniej minuty meczu, rozbijając kompletnie bezradnych chorzowian 3:0 po bramkach Ljuboi, Radovicia i Żyry.
Porażka 0:1 z Lechem mocno skomplikowała sytuację Legii w walce o mistrzostwo Polski. Limit wpadek w wykonaniu podopiecznych Macieja Skorży został definitywnie wyczerpany. Aby mieć pewność, że tytuł wróci do Warszawy, legioniści muszą zdobyć komplet punktów w meczach z Jagiellonią, Lechią i Koroną.
Gdy meczu nie można wygrać, to trzeba przynajmniej umieć go zremisować - banał, kiepskie pocieszenie, ale jednak, co lepszego nam pozostaje po remisie 1 : 1 z "klasycznym" rywalem czyli Widzewem.
Po nieco „rozciągniętej” kolejce Wielkanocnej (miałem wrażenie jakby rywalizacja trwała tydzień) przyszedł czas na zwykłą 26 rundę rozgrywek. O ile oczywiście o rywalizacji w naszej rodzimej lidze można powiedzieć „zwykła”. Niemniej jednak najbliższy ligowy weekend zapowiada się bardzo interesująco a rozgrywany będzie w bardziej "klasyczny" sposób. Zresztą słowo "klasyk" bedzie się przewijało, aż dwa mecze tego weekendu noszą to zaszczytne miano. Choć z pozoru poza derby Śląska pozostałe wyniki nie powinny zaskakiwać, wszak maluczcy grają z Wielkimi, to w pojedynkach ze ewentualnymi spadkowiczami o niespodzianki nietrudno (vide Wigan - Manchester United). Jak będzie tym razem? Spróbujmy przenalizować nadchodzące spotkania 26 kolejki naszej Ekstraklasy.
W trakcie odliczania dni do meczu z Ruchem Chorzów kibicom Legii towarzyszyło wiele obaw związanych przede wszystkim z formą naszego zespołu, także z niewygodnym rywalem, który w przypadku wygranej na Łazienkowskiej odebrałby nam fotel lidera ligowych rozgrywek. Na szczęście wszelkie obawy okazały się płonne. Legia pewnie zwyciężyła 2:0, umacniając się tym samym na pierwszym miejscu w tabeli.
... CD (nietypowiej zapowiedzi, nietypowiej kolejki ciąg dalszy)
Po emocjach ligowej soboty czeka nas wolna niedziela. Zawodnicy w spokoju będą mogli wypocząć, przeanalizować swoją sytuację i w poniedziałek wrócić do... Wielkiej gry. Choć z tą wielką to chyba jednak przesadziłem, na pewno będą to bardzo ważne mecze, ale Wielkie przez duże W? - raczej nie. Z drugiej jednak strony jak nie w lany poniedziałek to, kiedy lać przeciwników? Jak, więc będzie? – na pewno ciekawie.
Po czterech kolejnych remisach Legia wreszcie zakończyła mecz jako drużyna zwycięska. Wyższość podopiecznych Macieja Skorży w pierwszym półfinałowym meczu Pucharu Polski uznać musieli piłkarze Arki Gdynia.
W tym roku Wielki Tydzień to uroczysty czas nie tylko dla chrześcijan, tak się złożyło, że będzie to też bardzo ważny czas dla kibiców piłki nożnej, szczególnie tej w wykonaniu naszych ligowców. Jako że poprzednie kolejki nie namieszały za bardzo w generalnej klasyfikacji, każda kolejna będzie nosiła miano tej decydującej. Czy ta, którą piłkarze rozegrają w trakcie Wielkiego Tygodnia, okaże się godna tej nazwy? Muszę przyznać, że ma ku temu wszelkie predyspozycje. Ta nietypowa (bardzo rozciągnięta) 25. runda rozgrywek może mieć niebagatelne znaczenie dla układu sił na „chwilę” przed finiszem Ekstraklasy.
Kolejny raz nie udało się Legii wywieźć kompletu punktów ze stadionu przy ulicy Reymonta. Trzeci z rzędu ligowy remis, po wcześniejszych podziałach punktów z Polonią i Bełchatowem nie przybliżył Legii do wywalczenia upragnionego mistrzostwa Polski, ale też nie oddalił podopiecznych trenera Skorży od końcowego sukcesu. 0:0 w Krakowie oznacza głównie tyle, że margines błędu będzie na przestrzeni najbliższych sześciu kolejek już naprawdę niesłychanie wąski.
Dziwna ta nasza rodzima liga piłkarska. Gdy tak przyglądam się wydarzeniom, jakie dzieją się na i wokół stadionów naszej Ekstraklasy zaczynam odnosić wrażenie, że większą determinację wykazują zespoły próbujące za wszelką cenę spaść niż te, które utrzymują, iż próbują wygrać tą ligę. Praktycznie co tydzień mamy do czynienia z koniecznością przeszeregowania naszych oczekiwań co do poszczególnych drużyn, co kolejkę musimy w jakimś tam stopniu weryfikować nasze opinii na temat siły bądź słabości poszczególnych ekip. Czy tak będzie też tym razem? Szczerze? Myślę, że tak. Dlaczego? – zapraszam na zwiastun 24 kolejki ligowej.
Ku ogromnemu rozczarowaniu fanów Legii mecz z GKS-em Bełchatów przyniósł naszej drużynie tylko jeden punkt w wyścigu o mistrzowską koronę. Na bramkę zdobytą przez Rafał Wolskiego skuteczną odpowiedź znalazł regularnie prześladujący bramkarzy Legii Marcin Żewłakow.
Po straszliwych męczarniach „pucharowych” szybko przyszedł czas na 23 kolejkę Ekstraklasy. Wielcy przegrani mogą się zrehabilitować (niezupełnie, ale o tym potem), a uszczęśliwieni awansem dać upust swej radości i potwierdzić dyspozycję w lidze (w sumie też nie bardzo, ale o tym… potem). Zupełnie niezniechęcony spektakularnym fiaskiem moich ostatnich przepowiedni, zdecydowany jestem zaprosić Was na… „WIOSENNĄ KOLEJKĘ CUDÓW”.
Legia Warszawa przypieczętowała awans do półfinału Pucharu Polski, pewnie pokonując w dwumeczu ambitną drużynę Gryfa Wejherowo. Gwoli sprawiedliwości trzeba jednak przyznać, że we wtorkowym rewanżu legioniści nie wypadli imponująco, remis z trzecioligowcem ratując dopiero w przedostatniej minucie doliczonego czasu gry.
Z dużej chmury mały deszcz - tak najkrócej można byłoby podsumować derby stolicy. Po remisie 0:0 z Polonią Legia utrzymała prowadzenie w tabeli oraz pięciopunktową przewagę nad lokalnym rywalem, ale dyspozycja podopiecznych Macieja Skorży nie mogła usatysfakcjonować rekordowo licznej publiczności, która zawitała dzisiejszego wieczoru na Łazienkowską.
Po niemrawej 20 kolejce muszę przyznać, że ta ostatnia wyglądała już dużo lepiej. Wygląda na to, że niektórzy zrozumieli konsekwencje, z jakimi może wiązać się ewentualny spadek z Ekstraklasy. Zupełnie inaczej wyglądają pretendenci do tytułu, Ci jakby nadal nie obudzili się ze snu zimowego. Wyjątkiem jest powszechnie krytykowana Legia Warszawa i… dwa zespołu udające, że w czubie tabeli znalazły się zupełnie przypadkiem, tak naprawdę to One tylko „przechodzą”. Jak będzie tym razem? Czy wreszcie będziemy świadkami przebudzenia się Śląska, czy niezły mecz Lecha z Wisłą są zwiastunem powracającej formy obu ekip. O tym będziemy mieli szansę przekonać się już w najbliższy weekend, w 22 kolejce ligowej.
Wieki temu, cielęciem będąc, bywałem okresowo oddawany pod opiekę babci. Pomieszkiwała ona wówczas w małej mieścinie na wschód od Warszawy, w której niekoniecznie było zbyt wiele pasjonujących rozrywek. Być może dlatego w pamięć zapadły mi z tamtego okresu przedpołudniowe seanse telewizyjne mniej lub bardziej udanych dzieł kinematografii radzieckiej.
O wywiezienie trzech punktów z Bielska, zgodnie z oczekiwaniami, nie było łatwo. Na szczęście gol Rafała Wolskiego zapewnił nam trzecie ligowe zwycięstwo z rzędu i pozwolił z optymizmem czekać na najbliższe ligowe mecze, które przyjdzie nam rozegrać na własnym stadionie kolejno z Polonią i Bełchatowem.