Przed nami kolejna zimowa odsłona wiosennej rundy rozgrywek. Niestety, na złość nam wszystkim, zwącym się kibicami piłki nożnej, poprzednia tura Ekstraklasy mocno zawiodła nasze oczekiwania. Reprezentacyjna przerwa nie odniosła zamierzonych skutków, a zespoły, które miały nadzieję grać lepiej (czyli prawie wszystkie w tej lidze), grają gorzej, albo w najlepszym wypadku przynajmniej tak samo. Wygląda na to, że „cuda” szkoleniowców jakoś nie wyrwały na naszych tak zwanych piłkarzach wielkiego „wrażenia”, więc i poziom prezentowanych przez nich umiejętności nie uległ znacznej poprawie. Chcąc być w zgodzie z sumieniem, rzekłbym, iż nie wzrósł wcale.
W Wielką Sobotę odnieśliśmy zwycięstwo - może nie wielkie, ale na pewno o wielkiej wadze. Na Konwiktorskiej trudne warunki postawili nam nie tylko gospodarze, ale i sędziowie, których gapiostwo pozwoliło Polonii na doprowadzenie do remisu 1:1. Na szczęście zdążyliśmy zareagować, po podaniu Ivicy Vrdoljaka do siatki gospodarzy trafił Dominik Furman. Święta uratowane!
Na to spotkanie czekają kibice obu drużyn, Ci z Konwiktorskiej chcieliby utrzeć nosa bogatszemu, Ci z Łazienkowskiej rozjechać kolejnego rywala w drodze po mistrzostwo. A, że przy okazji byłby to rywal zza miedzy, to dodatkowy smaczek sobotniej konfrontacji. Dla piłkarzy, trenerów nie ma to raczej większego znaczenia. Chociaż nie, dla niektórych piłkarzy to spotkanie może mieć znaczenie. Wladimer Dvaliszvili, Tomasz Brzyski, Tomasz Jodłowiec to zawodnicy, którzy jeszcze niedawno przywdziewali czarną koszulę. Warto byłoby udowodnić, że przejście do Legii to krok naprzód.
No nareszcie, reprezentacyjna „dziura” już za nami i po emocjach „wyższych”, jakie przyszło nam przeżywać wraz z popisami najważniejszej drużyny w tym kraju, wracamy do naszej szarej ligowej rzeczywistości. Trzeba przygnać, że nasi rodzimi szkoleniowcy powinni być wdzięczni za taki a nie inny kalendarz rozgrywek UEFA, dzięki temu okresowi mogli „naprawić” własne niedociągnięcia okresu przygotowawczego. Nastroić swoje ekipy na nowo, bo nie ma co ukrywać, że zespoły które grały „swoją piłkę” można było policzyć na palcach jednej ręki. Komu udało się wykorzystać ten okres, a kto się jeszcze bardziej pogrążył? na te i inne pytania powinna nam podpowiedzieć ta nieco inna, świąteczna kolejka ligowa.
Na taki mecz czekaliśmy tej wiosny. W mroźny piątkowy wieczór Legia pewnie pokonała drużynę Górnika Zabrze 3:0, umacniając się na pierwszym miejscu w tabeli oraz pozbywając jednego z rywali do mistrzowskiego tytułu, wszak nasza przewaga nad Górnikiem wzrosła już do dziewięciu punktów. Doskonały początek ligowego weekendu.
Jak dotąd runda wiosenna nie rozpieszcza fanów futbolu, większość zespołów gra zdecydowanie poniżej swoich możliwości. Akcje ich ulubieńców zamiast zachwycać doprowadzają kibiców w rejony stanów depresyjnych. Ale cóż zrobić, niełatwe jest kibicowskie życie, wściekli po ostatniej kolejce, pełni nowej nadziei pędzimy na stadion ponownie. Może tym razem wreszcie zagrają tak jak byśmy tego oczekiwali, a my z dumą będziemy wracać do domu… Oczywiście , równie dobrze może być zupełnie na odwrót. Ponoć to właśnie są zalety futbolu, może i tak. Ja jednak bym wolał by ten rollercoaster emocjonalny był nieco mniejszy . Ciekawe kto tym razem będzie się radował zwycięstwem, a kto pogrąży w smutku po porażce.
Po ostatnim gwizdku sędziego Pawła Gila, kończącym mecz Legii z Podbeskidziem w Bielsku-Białej, wielu kibicom Legii spadł zapewne z serca pokaźnej wielkości kamień. Bardzo potrzebowaliśmy tego zwycięstwa. Na szczęście po nierównym, nerwowym spotkaniu - stało się ono faktem.
Dawno, dawno temu, w czasach gdy w naszej telewizji od czasu do czasu było na co popatrzeć, do moich ulubionych programów należała "Kuchnia pełna niespodzianek" (w zasadzie była to część „Za chwilę dalszy ciąg programu”). „Kuchnia” była okraszona taką dozą abstrakcyjnego humoru, że jej autorom zawsze udawało się mnie zaskoczyć, między innymi z tego powodu niezmiennie wprawiała mnie w naprawdę dobry humor. Niestety wspomniane czasy odeszły w zapomnienie, a twórcy obecnej telewizji raczą mnie kompletnie niestrawna papką.
Drugi ligowy weekend i drugie srogie rozczarowanie dla wszystkich kibiców Legii. Po porażce w Kielcach, przyszedł czas na bezbramkowy remis z 'czerwoną latarnią' ligowej tabeli. GKS Bełchatów okazał się przeszkodą nie do pokonania dla zespołu będącego głównym kandydatem do zdobycia mistrzostwa Polski.
Za nami już „pierwsze koty za płoty”, były też „śliwki robaczywki”, jednym słowem runda wiosenna ruszyła pełna parą. Zapewniając nam cała masę ligowych „atrakcji”, były wielkie wtopy i niespodziewane wiktorie, wszystko ku uciesze piłkarskich fanów. Zima trzymała długo, ale jak już poszła to na dobre, najpierw była liga, potem puchar a teraz szykujemy się do kolejnej ekstraklasowej kolejki. Czy czekają na nas następne niespodzianki? Zapewne tak, w końcu raz po raz przekonywaliśmy się, że rozpoczęcie rundy niezmiennie zaskakuje naszych ligowców.
Co prawda w piłce podobno niczego nie można być pewnym, ale zaryzykuję twierdzenie, że wczorajsze zwycięstwo 4:1 nad Olimpią Grudziądz rozstrzyga kwestię awansu do półfinału pucharu Polski. Poza tym najprostszym wnioskiem z wtorkowego meczu, można jednak pokusić się o jeszcze kilka przemyśleń.
Falstart - niestety takie określenie najlepiej pasuje do inauguracji rundy wiosennej w wykonaniu naszej drużyny. Wyprawa do Kielc zakończyła się stratą trzech bramek, trzech punktów oraz trzech zawodników, którzy z powodu nadmiaru żółtych kartek nie wystąpią w meczu z Bełchatowem.
Zima minęła jak z bicza strzelił (proszę nie patrzeć za okno). Nic, więc dziwnego, że rodzimi fani futbolu zacierają z radością ręce (a może po prostu im zimo). Już za chwileczkę, już za momencik… kibicowskie emocje stopią lody i śniegi zalegające na boiskach naszych ligowców. A wtedy się zacznie piłkarskie szaleństwo, znów pogoń i walka w ligowej tabeli. Uch… już się nie mogę doczekać. Zanim jednak piłkarze wybiegną na murawy, zapraszam do tradycyjnych zapowiedzi, mających za zadanie przybliżyć nam zawiłości nadchodzących zmagań w tej pierwszej wiosennej (ponoć) kolejce spotkań.
Jakkolwiek wyciąganie jakichkolwiek głębszych wniosków na podstawie przedsezonowych gierek jest z gruntu nieuzasadnione, warto odnotować, że Legia rozegrała swój pierwszy mecz kontrolny tej zimy, co więcej, efektownie go wygrała, pokonując szwajcarski zespół FC Aarau 4:2.
Piłkarska zima minęła jak z bicza strzelił. Dziś o godzinie 16:00, Legia Warszawa rozpoczęła przygotowania do rundy rewanżowej. Zanim fani stołecznego zespołu zdążyli się obejrzeć znów mogą ekscytować się wydarzeniami wokół swojej ulubionej drużyny. Co najważniejsze, te przygotowania zaczynamy w równie wyniosłych nastrojach jak rok temu. Ba, można by rzec, że powszechne oczekiwania są nawet większe.
W najgorszy możliwy sposób zakończyliśmy tak przecież dla nas udaną rundę jesienną rozgrywek Ekstraklasy. Po nudnym i bezbarwnym meczu zostawiliśmy komplet punktów we Wrocławiu, gdzie miejscowy Śląsk pokonał nas dzięki skutecznie wykonanemu stałemu fragmentowi gry.
Liga, liga i po lidze… To już ostatni raz w tym roku przyjdzie nam emocjonować się wydarzeniami na rodzimych piłkarskich boiskach. Po tej ostatniej piętnastej już ligowej kolejce większość piłkarzy, niczym bociany odleci do ciepłych krajów. A my, kibice pozostaniemy na swoich miejscach, rozpamiętując zarówno te piękne, jak i te nieco gorsze chwile minionej rundy. Znów będziemy ślęczeć wpatrzeni w tabelę snując rozważania, co by było gdyby… no cóż, taki już kibicowski los. Zanim to jednak nastąpi zasiądźmy na stadionach/przed telewizorami po raz ostatni. Jedno mogę obiecać, ta kolejka wcale nie będzie mniej emocjonująca od poprzednich.
Lekko, łatwo i przyjemnie zakończyliśmy jesień na swoim stadionie. Ruch Chorzów nie miał w starciu z Legią żadnych szans, a wynik 3:0 można uznać za najniższy wymiar kary. Przyjezdni, którzy w zeszłym sezonie byli zaliczani do ścisłej ligowej czołówki, przez 90 minut dzisiejszego meczu zdołali oddać jeden celny strzał na bramkę Kuciaka.
To już przedostatnia odsłona jesiennych zmagań w wykonaniu naszych ligowców. Kilkanaście tygodni minęło jak z bicza strzelił, jeszcze tylko moment i Ekstraklasa zapadnie w długi, zimowy sen. W czternastej serii gier czeka nas kilka interesująco zapowiadających się spotkań. Dla nas na pierwszy plan wybija się rzecz jasna mecz Legii z Ruchem przy Łazienkowskiej, ale ciekawie może być również na innych stadionach. Oby tylko aura nie pokrzyżowała szyków naszym ligowcom.
Zadanie wykonane. Na koncie Legii pojawiły się kolejne trzy punkty, dzięki którym możemy z przyjemnym spokojem przyglądać się piłkarskiemu weekendowi w polskiej Ekstraklasie. Mecz z Widzewem nie był wielkim widowiskiem, o jego wyniku przesądziła jedna bramka, którą zdobył Jakub Kosecki.